- Kurwa - mruknęłam, rzucając się na łóżko zaraz po tym, jak z Danim wróciliśmy do domu.
Po dzisiejszym wieczorze mogę powiedzieć tylko jedno - moje życie to kompletna porażka.
Zakładając się z Neymarem miałam w głowie, że jeśli wygram, będę mogła poprosić go, żebyśmy razem polecieli do Brazylii. Chciałam w ten sposób pokazać mu prawdę o tym, kim jestem, ale teraz nie miałam pojęcia, co mam zrobić.
Usłyszałam pukanie do drzwi, więc przewróciłam się tak, że teraz leżałam na plecach.
- Proszę! - zawołałam.
W otwierających się drzwiach zobaczyłam oczywiście Daniego, który niepewnie wszedł do środka.
- Wiem, o co chcesz zapytać - mruknęłam, chowając twarz w dłoniach.
- Bardziej niż zapytać, to chcę po prostu dowiedzieć się, co chcesz teraz zrobić - powiedział, siadając zaraz obok mnie.
Jęknęłam przeciągle.
- Skąd ja mam wiedzieć? - powiedziałam bezsilnie. - To wszystko jest pojebane.
- Tu akurat się z tobą zgodzę - przyznał Alves.
Prawda jest taka, że byłam w ciemnej dupie.
Jak tu kurwa wyjść z takiej sytuacji?
Nagle zerwałam się z łóżka. Dani aż się tego przestraszył.
- Co ci się stało? - zapytał od razu.
- Jest tylko jedna osoba, która byłaby zdolna mi pomóc - powiedziałam, idąc w stronę swojej torebki, w której znajdował się mój telefon.
- Kogo masz na myśli?
- Największego geniusza, jakiego w życiu poznałam - odpowiedziałam, wybierając już właściwy numer.
Czas, który spędziłam, na czekaniu aż chłopak odbierze dłużył mi się w nieskończoność.
- Tak? - usłyszałam wreszcie jego zmęczony głos. Chyba musiałam go obudzić. Nie byłabym zdziwiona, gdyby już spał o tej porze.
- Leo - odezwałam się. - Musisz mi pomóc.
Usłyszałam westchnięcie po drugiej stronie.
- Co się stało? - zapytał, pomimo zmęczenia, które słyszałam w jego głosie.
Spojrzałam na Daniego. Patrzył na mnie zaciekawiony.
- Chodzi o ten zakład mój z Neymarem.
- Tak? I co z nim? - dopytał.
Przesunęłam ręką po włosach.
Kurwa, byłam tak poddenerwowana tym wszystkim.
Z resztą, wszystkie te słowa nie chciały mi nawet przejść przez gardło.
- Jak odwoził nas dzisiaj do domu po spotkaniu u ciebie... - westchnęłam. - Powiedział, co chce w zamian za wygraną w tym zakładzie.
Nastąpiła chwila ciszy.
- I jest to...? - dopytał Leo. - Proszę cię, mów, nie trzymaj mnie w niepewności.
Wzięłam głęboki wdech i głośno wypuściłam powietrze.
- Powiedział, że w zamian za przegraną mam zgodzić się na wyjście z nim na randkę. Co ja mam, kurwa, zrobić?
W tamtym momencie chyba pierwszy raz w życiu usłyszałam jak Leo przeklina.
wow, ale dawno mnie tu nie było! Cholernie Was za to przepraszam, ale moja koncepcja na tę historię jest dość nietypowa, a do tego prowadzę tez inne dwa opowiadania i nie mam zbytnio czasu by regularnie kontynuować "O caminho"
Przepraszam :/
O caminho para uma vida melhor era a minha fuga
środa, 21 marca 2018
niedziela, 29 października 2017
Rozdział 23.
Oscar i Cesc razem ze swoją drużyną wrócili do Londynu. Oczywiście przed samym ich wyjazdem nie mogło się obyć bez ich kazania, jak to mam o wszystkim Neymarowi powiedzieć, a potem od razu do nich zadzwonić z wiadomością, że to zrobiłam. Nie mogłam im tego nie obiecać. Przecież sama też dążyłam do tego, by Neymarowi jak najszybciej o wszystkim powiedzieć.
Tymczasem mijały kolejne dni, nasze zespoły grały kolejne mecze. Za każdym razem kiedy wychodziłam na trening, miałam z tyłu głowy ten zakład z Neymarem, a gdy grałam mecz, nie potrafiłam myśleć o niczym innym.
Na szczęście dzisiaj był ten dzień, gdy mieliśmy to wszystko skończyć. Oboje graliśmy dzisiaj swoje mecze. Ostatnie, które miały się liczyć do naszego zakładu. Mieliśmy jak na razie remis, więc każde z nas miało szanse na wygraną.
Szczerze mówiąc, już od dawna miałam wrażenie, że ten zakład był najgłupszą rzeczą, jaką mogłam zrobić. Ale teraz nie było już odwrotu. Jednym słowem musiałam to wygrać.
Siedziałam w szatni, byłam pierwszą, która dzisiaj się tutaj dostała. Nie miałam pojęcia, czy wyjdę dziś w pierwszym składzie, więc po prostu ubrałam strój treningowy i czekałam na pojawienie się w szatni dziewczyn i trenera, żeby zabrać się za przedmeczowy trening.
Miałam oczywiście sporo czasu na to, żeby zastanowić się nad całym pomysłem tego zakładu. Decyzję o jego powstaniu podjęłam naprawdę spontanicznie, ale każdego dnia coraz bardziej zdawałam sobie sprawę z tego, że była to naprawdę głupia decyzja. Choć z drugiej strony, jeśli bym go wygrała, byłaby szansa na to, że będę miała z tego jakieś korzyści.
Jednak im dłużej nad tym myślałam, tym częściej łapałam się na myśleniu, że na pewno to przegram. Neymar był zdecydowanie bardziej doświadczonym piłkarzem i łatwiej potrafił radzić sobie ze stresem związanym z naszą małą 'konkurencją'. A stres, bynajmniej w moim przypadku był ogromny.
Reszta drużyny znalazła się w szatni jakieś dwadzieścia minut później i ciągły gwar nie pozwolił mi na kontynuowanie moich przemyśleń, co było chyba raczej dobre. Choć na jakiś czas mogłam zapomnieć o strachu, że przegram z Neymarem.
Nasze mecze miały być rozgrywane równolegle, więc na dobrą sprawę żadne z nas nie będzie znało wyniku drugiej drużyny. Przynajmniej to było dobre, nie będę się stresować, że muszę nadrabiać ich wynik, będę miała motywację do walczenia o bramkę przez całe 90 minut meczu.
Przedmeczowy trening był pestką w porównaniu z tym, co miałam przeżywać na boisku w trakcie meczu.
Gdy znalazłam się ponownie w szatni i wysłuchiwałam przemówienia trenera, czułam już ten stres. Nigdy wcześniej aż tak bardzo nie stresowałam się przed meczem, jak w tym momencie.
Aż wreszcie nadszedł moment wyjścia na boisko, odśpiewania hymnu i zagrania meczu.
Po pierwszym gwizdku zdenerwowanie zaczęło ze mnie stopniowo schodzić. Jak zwykle ważna stała się piłka i uznałam, że muszę grać dobrze dla dobra drużyny. Rywalizacja z Neymarem musiała zejść na drugi plan.
I tak właśnie na kilka minut przed końcem pierwszej połowy objęłyśmy na szczęście prowadzenie. Mój wkład w bramkę był niewielki, bo jedynie podałam piłkę do Alissy, która asystowała, ale i tak byłam szczęśliwa. Teraz powinno nam wszystko iść łatwiej.
Na przerwę zeszyłyśmy może nie szczęśliwe, ale na pewno podbudowane golem. I w takich samych nastrojach wyszłyśmy na drugą część spotkania.
Ale nasze przeciwniczki oczywiście nie miały zamiaru się poddawać. Jednobramkowa przewaga była zawsze do odrobienia, więc razem z dziewczynami pracowałyśmy na najwyższych obrotach, żeby zdobyć jeszcze jedną bramkę.
Starałam się, jak tylko mogłam. Zmierzałam do tego, żeby jak najczęściej znajdować się w polu karnym drużyny z Betisu. Jednak to nie skutkowało.
Dopiero w okolicy 75. minuty zdarzyła się dobra okazja, w której ja też miałam swój udział. Carina odebrała piłkę przeciwniczkom w okolicach naszego pola karnego i podała ją do jednej z pomocniczek. Ta zdążyła przebiec kilka metrów z piłką i była zmuszona podać ją do mnie. Zaczęłam biec prawą stroną boiska, schodząc coraz bardziej do środka. Do linii pola karnego zostało mi może kilka metrów, gdy obrończyni spróbowała odebrać mi piłkę wślizgiem. Spóźniła się i zamiast uderzyć w piłkę, uderzyła prosto w moje nogi. Piłka potoczyła się dalej, Alissie udało się do niej dobiec, kiedy ja leżałam na boisku próbując znieść przeszywający ból w kostce. Po chwili usłyszałam gwizdek. Co oznaczało, że moja drużyna musiała stracić piłkę i sędzia postanowił przerwać akcję.
Po chwili zobaczyłam go obok mnie. Zapytał, czy będę potrzebowała pomocy medycznej. Spojrzałam na swoją bolącą kostkę. Mogłam zostać i wykonać rzut wolny, który za chwilę miał zostać podyktowany. Ale nie chciałam narażać się na jakąś kontuzję i wymuszać zmiany w drużynie, więc pokiwałam głową. Pół minuty później znajdowałam się już za linią boczną, gdzie pomoc medyczna sprawdzała, czy rzeczywiście nic mi się nie stało. Ostatecznie chlorek etylu załatwił sprawę i mogłam wrócić na boisko.
A zanim to nastąpiło, musiałam poczekać na zakończenie akcji. A sędzia postanowił wpuścić mnie na murawę dopiero po podyktowaniu rzutu wolnego.
Wbiegłam na boisko i od razu zauważyłam, że woła mnie stojąca przy piłce Carmen. Chciałam pobiec do muru, który właśnie się ustawiał, ale najwidoczniej dziewczyny przewidziały inny scenariusz.
Stanęłam zaraz obok Carmen i zasłaniając usta dłońmi wymieniłyśmy kilka słów na temat wykonania rzutu wolnego. W wielkim skrócie - postanowiła pozostawić mi wolną rękę.
Mogłam więc strzelać, mogłam dośrodkowywać. Ale przy strzale nie miałam pewności, ze mi się uda. Z tej pozycji to byłby naprawdę wyczyn, gdyby udało mi się trafić, a do tego bramkarka by tego nie wyjęła. Więc postanowiłam postanowić na dośrodkowanie.
Piłka spadła prawie idealnie na głowę Cariny i wynik uległ zmianie na 2:0. Teraz mogłyśmy już być spokojne.
Kilka minut później zabrzmiał gwizdek sędziego oznajmiający koniec meczu. W tamtym momencie byłam prawie pewna, że pomimo zwycięstwa, ja poniosłam porażkę.
Weszłam do szatni zaraz za wszystkimi dziewczynami. Podczas gdy one podekscytowane rozmawiały o meczu, ja powoli zaczęłam się ogarniać. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w swoje ubrania. Z każdą minutą ból w kostce zaczynał mi doskwierać coraz bardziej, ale starałam się to ignorować.
Pożegnałam się z dziewczynami i wyszłam z szatni jakoś na pół godziny po zakończeniu meczu. Pomaszerowałam prosto do gabinetu pomocy medycznej. Byłam zobowiązana, żeby przyjść tam przed opuszczeniem stadionu.
Dostałam leki przeciwbólowe i wskazania, czego nie powinnam, a co powinnam robić i usłyszałam, że wszystkim zajmiemy się na jutrzejszym treningu.
I wreszcie mogłam wrócić do domu. Zaraz po tym, jak miałam pojechać do Messiego, bo tam wszyscy mieliśmy spotkać się po swoich meczach.
Moje szczęście, że jego dom nie mieścił się wcale daleko od Ciutat Esportiva, bo bałabym się, gdybym musiała przejechać przez całą Barcelonę. Z bolącą noga nie ufałam nawet sobie samej.
Gdy znalazłam się pod domem Messiego, chłopaków jeszcze nie było. Wywnioskowałam to oczywiście po tym, że nigdzie nie widziałam ich samochodów. Dlatego postanowiłam, że i tak wejdę do środka i porozmawiam sobie z Antonellą.
Ale mogłam sobie chcieć, bo zdążyłam przejść może połowę ścieżki prowadzącej do ich posiadłości, gdy usłyszałam za sobą chrzęst kamieni, na którym Leo właśnie parkował swój samochód. Niewzruszona szłam dalej w stronę drzwi. Przecież sam trafi do własnego domu, nie?
Ale wtedy usłyszałam za sobą wołanie. Oczywiście rozpoznałam głos. Odwróciłam się i zobaczyłam biegnącego w moją stronę Neymara, a za nim idącego spokojnie Messiego.
- Wszystko okay? Jak się czujesz? Z kostką wszystko w porządku?- zapytał Junior, kiedy tylko znalazł się obok. Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Skąd te pytania? - zapytałam, zamiast odpowiedzieć.
- Widziałem ten faul. Dlatego pytam czy wszystko w porządku - wyjaśnił.
- Błagam cię, weź mu odpowiedz, bo całą drogę truł mi o to dupę, jakbyś co najmniej mogła od tego umrzeć - powiedział Leo może trochę zirytowany, ale nadal radosny.
- Tak, wszystko ze mną w porządku. Może kostka mnie jeszcze trochę boli, ale przeżyję - powiedziałam, odwracając się i ponownie ruszając w stronę domu.
Aż nagle poczułam, jak coś mnie unosi. A raczej ktoś i oczywiście wiedziałam, kto tym "ktosiem" jest.
- Neymar, możesz mi powiedzieć, co odwalasz? - zapytałam.
- Chyba nie powinnaś nadwyrężać nogi, prawda? - powiedział uśmiechnięty. - Bo jeszcze mi jednak umrzesz z bólu, a my mamy jeszcze kwestię mojej wygranej w zakładzie do omówienia.
Tak, czyli poniosłam porażkę.
Hey. Przepraszam, że tak długo mnie tu nie było. Najpierw byłam zajęta innymi opowiadaniami, potem zajęłam się kończeniem Ulotnych Momentów, a potem... No właśnie.
Przyznam się po prostu bez bicia, że coraz trudniej jest mi pisać historię o Neymarze. Po prostu przez pewne sprawy straciłam do niego sympatię, którą kiedyś miałam i ciężej jest mi teraz pisać opowieść z nim w roli głównej.
Ale nie martwcie się, to opowiadanie na pewno dociągnę do końca. Może rozdziały nie będą pojawiać się bardzo bardzo często bo nauka, inne opowiadania i inne zajęcia mi na to nie pozwalają, ale jednak będę się starała, żeby dodawać jak najczęściej będę mogła i jak najszybciej dobrnąć do końca z historią Nadii i Neymara.
Kocham Was
Neyforever
Tymczasem mijały kolejne dni, nasze zespoły grały kolejne mecze. Za każdym razem kiedy wychodziłam na trening, miałam z tyłu głowy ten zakład z Neymarem, a gdy grałam mecz, nie potrafiłam myśleć o niczym innym.
Na szczęście dzisiaj był ten dzień, gdy mieliśmy to wszystko skończyć. Oboje graliśmy dzisiaj swoje mecze. Ostatnie, które miały się liczyć do naszego zakładu. Mieliśmy jak na razie remis, więc każde z nas miało szanse na wygraną.
Szczerze mówiąc, już od dawna miałam wrażenie, że ten zakład był najgłupszą rzeczą, jaką mogłam zrobić. Ale teraz nie było już odwrotu. Jednym słowem musiałam to wygrać.
Siedziałam w szatni, byłam pierwszą, która dzisiaj się tutaj dostała. Nie miałam pojęcia, czy wyjdę dziś w pierwszym składzie, więc po prostu ubrałam strój treningowy i czekałam na pojawienie się w szatni dziewczyn i trenera, żeby zabrać się za przedmeczowy trening.
Miałam oczywiście sporo czasu na to, żeby zastanowić się nad całym pomysłem tego zakładu. Decyzję o jego powstaniu podjęłam naprawdę spontanicznie, ale każdego dnia coraz bardziej zdawałam sobie sprawę z tego, że była to naprawdę głupia decyzja. Choć z drugiej strony, jeśli bym go wygrała, byłaby szansa na to, że będę miała z tego jakieś korzyści.
Jednak im dłużej nad tym myślałam, tym częściej łapałam się na myśleniu, że na pewno to przegram. Neymar był zdecydowanie bardziej doświadczonym piłkarzem i łatwiej potrafił radzić sobie ze stresem związanym z naszą małą 'konkurencją'. A stres, bynajmniej w moim przypadku był ogromny.
Reszta drużyny znalazła się w szatni jakieś dwadzieścia minut później i ciągły gwar nie pozwolił mi na kontynuowanie moich przemyśleń, co było chyba raczej dobre. Choć na jakiś czas mogłam zapomnieć o strachu, że przegram z Neymarem.
Nasze mecze miały być rozgrywane równolegle, więc na dobrą sprawę żadne z nas nie będzie znało wyniku drugiej drużyny. Przynajmniej to było dobre, nie będę się stresować, że muszę nadrabiać ich wynik, będę miała motywację do walczenia o bramkę przez całe 90 minut meczu.
Przedmeczowy trening był pestką w porównaniu z tym, co miałam przeżywać na boisku w trakcie meczu.
Gdy znalazłam się ponownie w szatni i wysłuchiwałam przemówienia trenera, czułam już ten stres. Nigdy wcześniej aż tak bardzo nie stresowałam się przed meczem, jak w tym momencie.
Aż wreszcie nadszedł moment wyjścia na boisko, odśpiewania hymnu i zagrania meczu.
Po pierwszym gwizdku zdenerwowanie zaczęło ze mnie stopniowo schodzić. Jak zwykle ważna stała się piłka i uznałam, że muszę grać dobrze dla dobra drużyny. Rywalizacja z Neymarem musiała zejść na drugi plan.
I tak właśnie na kilka minut przed końcem pierwszej połowy objęłyśmy na szczęście prowadzenie. Mój wkład w bramkę był niewielki, bo jedynie podałam piłkę do Alissy, która asystowała, ale i tak byłam szczęśliwa. Teraz powinno nam wszystko iść łatwiej.
Na przerwę zeszyłyśmy może nie szczęśliwe, ale na pewno podbudowane golem. I w takich samych nastrojach wyszłyśmy na drugą część spotkania.
Ale nasze przeciwniczki oczywiście nie miały zamiaru się poddawać. Jednobramkowa przewaga była zawsze do odrobienia, więc razem z dziewczynami pracowałyśmy na najwyższych obrotach, żeby zdobyć jeszcze jedną bramkę.
Starałam się, jak tylko mogłam. Zmierzałam do tego, żeby jak najczęściej znajdować się w polu karnym drużyny z Betisu. Jednak to nie skutkowało.
Dopiero w okolicy 75. minuty zdarzyła się dobra okazja, w której ja też miałam swój udział. Carina odebrała piłkę przeciwniczkom w okolicach naszego pola karnego i podała ją do jednej z pomocniczek. Ta zdążyła przebiec kilka metrów z piłką i była zmuszona podać ją do mnie. Zaczęłam biec prawą stroną boiska, schodząc coraz bardziej do środka. Do linii pola karnego zostało mi może kilka metrów, gdy obrończyni spróbowała odebrać mi piłkę wślizgiem. Spóźniła się i zamiast uderzyć w piłkę, uderzyła prosto w moje nogi. Piłka potoczyła się dalej, Alissie udało się do niej dobiec, kiedy ja leżałam na boisku próbując znieść przeszywający ból w kostce. Po chwili usłyszałam gwizdek. Co oznaczało, że moja drużyna musiała stracić piłkę i sędzia postanowił przerwać akcję.
Po chwili zobaczyłam go obok mnie. Zapytał, czy będę potrzebowała pomocy medycznej. Spojrzałam na swoją bolącą kostkę. Mogłam zostać i wykonać rzut wolny, który za chwilę miał zostać podyktowany. Ale nie chciałam narażać się na jakąś kontuzję i wymuszać zmiany w drużynie, więc pokiwałam głową. Pół minuty później znajdowałam się już za linią boczną, gdzie pomoc medyczna sprawdzała, czy rzeczywiście nic mi się nie stało. Ostatecznie chlorek etylu załatwił sprawę i mogłam wrócić na boisko.
A zanim to nastąpiło, musiałam poczekać na zakończenie akcji. A sędzia postanowił wpuścić mnie na murawę dopiero po podyktowaniu rzutu wolnego.
Wbiegłam na boisko i od razu zauważyłam, że woła mnie stojąca przy piłce Carmen. Chciałam pobiec do muru, który właśnie się ustawiał, ale najwidoczniej dziewczyny przewidziały inny scenariusz.
Stanęłam zaraz obok Carmen i zasłaniając usta dłońmi wymieniłyśmy kilka słów na temat wykonania rzutu wolnego. W wielkim skrócie - postanowiła pozostawić mi wolną rękę.
Mogłam więc strzelać, mogłam dośrodkowywać. Ale przy strzale nie miałam pewności, ze mi się uda. Z tej pozycji to byłby naprawdę wyczyn, gdyby udało mi się trafić, a do tego bramkarka by tego nie wyjęła. Więc postanowiłam postanowić na dośrodkowanie.
Piłka spadła prawie idealnie na głowę Cariny i wynik uległ zmianie na 2:0. Teraz mogłyśmy już być spokojne.
Kilka minut później zabrzmiał gwizdek sędziego oznajmiający koniec meczu. W tamtym momencie byłam prawie pewna, że pomimo zwycięstwa, ja poniosłam porażkę.
Weszłam do szatni zaraz za wszystkimi dziewczynami. Podczas gdy one podekscytowane rozmawiały o meczu, ja powoli zaczęłam się ogarniać. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w swoje ubrania. Z każdą minutą ból w kostce zaczynał mi doskwierać coraz bardziej, ale starałam się to ignorować.
Pożegnałam się z dziewczynami i wyszłam z szatni jakoś na pół godziny po zakończeniu meczu. Pomaszerowałam prosto do gabinetu pomocy medycznej. Byłam zobowiązana, żeby przyjść tam przed opuszczeniem stadionu.
Dostałam leki przeciwbólowe i wskazania, czego nie powinnam, a co powinnam robić i usłyszałam, że wszystkim zajmiemy się na jutrzejszym treningu.
I wreszcie mogłam wrócić do domu. Zaraz po tym, jak miałam pojechać do Messiego, bo tam wszyscy mieliśmy spotkać się po swoich meczach.
Moje szczęście, że jego dom nie mieścił się wcale daleko od Ciutat Esportiva, bo bałabym się, gdybym musiała przejechać przez całą Barcelonę. Z bolącą noga nie ufałam nawet sobie samej.
Gdy znalazłam się pod domem Messiego, chłopaków jeszcze nie było. Wywnioskowałam to oczywiście po tym, że nigdzie nie widziałam ich samochodów. Dlatego postanowiłam, że i tak wejdę do środka i porozmawiam sobie z Antonellą.
Ale mogłam sobie chcieć, bo zdążyłam przejść może połowę ścieżki prowadzącej do ich posiadłości, gdy usłyszałam za sobą chrzęst kamieni, na którym Leo właśnie parkował swój samochód. Niewzruszona szłam dalej w stronę drzwi. Przecież sam trafi do własnego domu, nie?
Ale wtedy usłyszałam za sobą wołanie. Oczywiście rozpoznałam głos. Odwróciłam się i zobaczyłam biegnącego w moją stronę Neymara, a za nim idącego spokojnie Messiego.
- Wszystko okay? Jak się czujesz? Z kostką wszystko w porządku?- zapytał Junior, kiedy tylko znalazł się obok. Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Skąd te pytania? - zapytałam, zamiast odpowiedzieć.
- Widziałem ten faul. Dlatego pytam czy wszystko w porządku - wyjaśnił.
- Błagam cię, weź mu odpowiedz, bo całą drogę truł mi o to dupę, jakbyś co najmniej mogła od tego umrzeć - powiedział Leo może trochę zirytowany, ale nadal radosny.
- Tak, wszystko ze mną w porządku. Może kostka mnie jeszcze trochę boli, ale przeżyję - powiedziałam, odwracając się i ponownie ruszając w stronę domu.
Aż nagle poczułam, jak coś mnie unosi. A raczej ktoś i oczywiście wiedziałam, kto tym "ktosiem" jest.
- Neymar, możesz mi powiedzieć, co odwalasz? - zapytałam.
- Chyba nie powinnaś nadwyrężać nogi, prawda? - powiedział uśmiechnięty. - Bo jeszcze mi jednak umrzesz z bólu, a my mamy jeszcze kwestię mojej wygranej w zakładzie do omówienia.
Tak, czyli poniosłam porażkę.
Hey. Przepraszam, że tak długo mnie tu nie było. Najpierw byłam zajęta innymi opowiadaniami, potem zajęłam się kończeniem Ulotnych Momentów, a potem... No właśnie.
Przyznam się po prostu bez bicia, że coraz trudniej jest mi pisać historię o Neymarze. Po prostu przez pewne sprawy straciłam do niego sympatię, którą kiedyś miałam i ciężej jest mi teraz pisać opowieść z nim w roli głównej.
Ale nie martwcie się, to opowiadanie na pewno dociągnę do końca. Może rozdziały nie będą pojawiać się bardzo bardzo często bo nauka, inne opowiadania i inne zajęcia mi na to nie pozwalają, ale jednak będę się starała, żeby dodawać jak najczęściej będę mogła i jak najszybciej dobrnąć do końca z historią Nadii i Neymara.
Kocham Was
Neyforever
środa, 13 września 2017
Kolejna notka odnośnie bloga ;)
Hey wszystkim, o ile jeszcze ktoś tutaj pozostał!
Jak wiecie lub nie, skończyłam dzisiaj Ulotne Momenty, czyli moje drugie opowiadanie o Neymarze. Tak więc, jak obiecałam teraz przyszedł czas na O caminho i historię Nadii i Neymara. Będzie ona oczywiście kontynuowana! Może rozdziały nie będą pojawiały się bardzo często z powodu ogromu zajęć i nauki jakie mam, ale postaram się jak najszybciej dobrnąć z tym opowiadaniem do końca.
Więc jeśli ktoś jeszcze tu ze mną pozostał i ma ochotę na dalszą część historii tej dwójki, to wyczekujcie niebawem rozdziału!
A w międzyczasie możecie wpaść na mojego drugiego bloga, jeśli jeszcze go nie czytaliście!
Kocham
Neyforever
Jak wiecie lub nie, skończyłam dzisiaj Ulotne Momenty, czyli moje drugie opowiadanie o Neymarze. Tak więc, jak obiecałam teraz przyszedł czas na O caminho i historię Nadii i Neymara. Będzie ona oczywiście kontynuowana! Może rozdziały nie będą pojawiały się bardzo często z powodu ogromu zajęć i nauki jakie mam, ale postaram się jak najszybciej dobrnąć z tym opowiadaniem do końca.
Więc jeśli ktoś jeszcze tu ze mną pozostał i ma ochotę na dalszą część historii tej dwójki, to wyczekujcie niebawem rozdziału!
A w międzyczasie możecie wpaść na mojego drugiego bloga, jeśli jeszcze go nie czytaliście!
Kocham
Neyforever
sobota, 14 stycznia 2017
Notka odnoście bloga
Hey!
Dobrze, dobrze, wiem, że tyle czasu mnie tu nie było i nie będę się tłumaczyć. Od razu po prostu się przyznam - zapomniałam o tym blogu.
Tak, jestem straszna...
Ale tak na serio, to niestety, ale prowadzenie tego bloga i tego opowiadania na razie zeszło na drugi, jeśli nie trzeci plan. Nauka to jedno, bo każdy z nas wie, że im bliżej końca roku tym ciężej, ale chodzi przede wszystkim o to, że aktualnie skupiłam się na pisaniu "Ulotnych momentów", bo wiem, że powinnam skończyć je już dawno i teraz mam już zamiar to zrobić. Staram się zrobić to jak najszybciej i wtedy już całą swoją wenę będę przelewała na historię Nadii i Neymara. Obiecuję.
Tak więc to wygląda i od razu przepraszam za moją przyszłą nieobecność tutaj.
Mimo wszystko w między czasie postaram się dodać jakiś rozdział, ale widzimy się ponownie już tak naprawdę naprawdę po zakończeniu "Ulotnych Momentów".
Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze zostanie.
Neyforever
Dobrze, dobrze, wiem, że tyle czasu mnie tu nie było i nie będę się tłumaczyć. Od razu po prostu się przyznam - zapomniałam o tym blogu.
Tak, jestem straszna...
Ale tak na serio, to niestety, ale prowadzenie tego bloga i tego opowiadania na razie zeszło na drugi, jeśli nie trzeci plan. Nauka to jedno, bo każdy z nas wie, że im bliżej końca roku tym ciężej, ale chodzi przede wszystkim o to, że aktualnie skupiłam się na pisaniu "Ulotnych momentów", bo wiem, że powinnam skończyć je już dawno i teraz mam już zamiar to zrobić. Staram się zrobić to jak najszybciej i wtedy już całą swoją wenę będę przelewała na historię Nadii i Neymara. Obiecuję.
Tak więc to wygląda i od razu przepraszam za moją przyszłą nieobecność tutaj.
Mimo wszystko w między czasie postaram się dodać jakiś rozdział, ale widzimy się ponownie już tak naprawdę naprawdę po zakończeniu "Ulotnych Momentów".
Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze zostanie.
Neyforever
piątek, 25 listopada 2016
Rozdział 22.
~ "-To moi rodzice"
Nie można powiedzieć, że rozmowa z Danim należała do najprostszych. Naprawdę trwało to trochę zanim w końcu doszliśmy do jakiegokolwiek porozumienia. Aż w końcu doszliśmy do tego, że Dani postawił mi jeden jedyny warunek."Jeśli nie powiesz mu tego w przeciągu przyszłego miesiąca, to ja nie będę się wahał przed zrobieniem tego. Jesteś moją przyjaciółką, ale nie pozwolę, żebyś okłamywała mojego najlepszego kumpla" - powiedział.
Nie miałam, żadnych zastrzeżeń, co do tego. Też miałam już dość okłamywania Neymara i miałam ochotę powiedzieć mu o wszystkim już w tej chwili. Ale wiedziałam, że nie mogłam. Chciałam znaleźć jakiś dobry moment, żeby mu powiedzieć. Bo w końcu nie powiem mu o tym, że jestem jego siostrą ani gdy będziemy razem jechać samochodem, ani też nie powiem mu tego przy świadkach. To ma być nasza prywatna rozmowa. A do tego muszę przemyśleć to, co mam zamiar powiedzieć. Przecież nie powiem prosto z mostu: "Ej, Neymar, jestem twoją siostrą!"
I mając to w zamiarze, starałam się jak najbardziej unikać Neymara. Co było tym trudniejsze, że moje treningi zostały przeniesione na inną godziną i mijaliśmy się ilekroć szłam na mój trening, a on wychodził ze swojego. Ale szczęście w nieszczęściu, że zazwyczaj nie mieliśmy zbyt dużo czasu, żeby chociaż zamienić ze sobą choć kilka słów.
Ale dzisiaj nadszedł ten dzień, w którym mimo wszystko będę musiała spędzić trochę czasu z Neymarem. Po wczorajszym meczu, wygranym oczywiście przez Barcę 3:1, Cesc i Oscar wracają już razem z drużyną z powrotem do Londynu. I właśnie wczoraj wieczorem dostałam wiadomość od Juniora, że zamierza ich odwiedzić jeszcze przed ich wyjazdem. Zapytał, czy nie chciałabym może się jeszcze z nimi pożegnać, więc nie mogłam mu odmówić.
Umówiłam się z nim dopiero za godzinę, ale tak nudziło mi się w moim mieszkaniu, że postanowiłam wyjść wcześniej. Neymar miał po mnie przyjechać, ale tym razem to ja wybrałam się do niego. Zamknęłam drzwi wejściowe, zjechałam windą na sam parter. Gdy wyszłam na świeże powietrze, moje włosy od razu zostały rozwiane przez silny wiatr. Założyłam na głowę kaptur i wartko ruszyłam wzdłuż mojej ulicy. Do przejścia miałam może kilka przecznic, a dalszą drogę miałam zamiar przejechać autobusem. Nie miałam tak dużo czasu, żeby do domu Neymara dotrzeć na piechotę.
Dotarcie do przystanku nie wymagało ode mnie jakiejś ogromnej drogi do przebycia, więc po 10 minutach siedziałam już w autobusie, który jechał w kierunku dzielnicy Pedrables, w której mieszkał Neymar. Z Les Cort nie było tam jednak daleko.
Z przystanku autobusowego do domu Neymara było tylko kilka kroków. Gdy stanęłam pod bramą jego posiadłości, wzięłam głęboki oddech. Jego Audi stało na podjeździe, więc na pewno był jeszcze w domu. Z lekką, niezrozumianą obawą wcisnęłam przycisk na domofonie.
- Tak? - usłyszałam w nim głos Caroliny.
- Hey, tu Nadia - odpowiedziałam.
Caro nie odpowiedziała, ale usłyszałam dźwięk otwierania bramki, co oznaczało, że spokojnie mogę wejść do środka. Nie zdążyłam jednak przejść nawet połowy drogi do drzwi wejściowych, gdy one otworzyły się i stanęła w nich Carolina. Jej mina zdradzała ogromne podekscytowanie na mój widok. Wydaje mi się, że nadal nie może uwierzyć, że znowu mamy kontakt.
- Nadine, jak fajnie, że przyszłaś - zawołała, obejmując mnie za szyję.
- Wpadłam do Neymara, bo mieliśmy jechać razem do chłopaków. Jest w domu?
- Jasne. Chodź - odpowiedziała, otwierając szerzej drzwi i wpuszczając mnie do środka.
Panowała tam względna cisza. Aż do momentu, gdy usłyszałam odgłos, jakby ktoś uderzał młotkiem w coś ciężkiego. Spojrzałam zdziwiona na Caro, która zdawała się nie zwracać na to uwagi.
- Junior jest w salonie - powiedziała, wzruszając ramionami. - Nie będę wam przeszkadzała, pójdę zobaczyć co u Daviego - dodała i ruszyła w stronę schodów.
Zostawiła mnie samą, więc jedynym wyjściem, jakie miałam było znalezienie Neymara. I tak jak mówiła Caro, znalazłam go siedzącego na podłodze w salonie. Zaraz przed nim leżała ogromna antyrama, taka, w jakich zazwyczaj piłkarze wieszają swoje koszulki z ważnych meczy. I spodziewałam się taką zobaczyć, ale za to na białym tle Neymar starał się jak najrówniej ułożyć jakąś powiększoną fotografię.
Stanęłam w wejściu do salonu i obserwowałam, co robił. A on ułożył zdjęcie idealnie po środku, zamknął ramę. Wstał i przyłożył ją do ściany dokładnie naprzeciwko mnie, więc nawet nie zauważył, że tu jestem. I dopiero, gdy skończył, po kilku minutach uderzania młotkiem w ścianę i następnych kilku wieszania ramy tak, a by była prosto, Junior odsunął się, żeby podziwiać swoje dzieło i ja też w końcu mogłam to zobaczyć. I nie wiedziałam nawet, co mam o tym myśleć. Nigdy nie spodziewałam się, zobaczyć tego w jego domu.
Na fotografii znajdowali się nasi rodzice, on, Rafaella.. I nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie postać małej dziewczynki, która znajdowała się zaraz obok Neymara. Ja. Pamiętam, kiedy to zdjęcie zostało zrobione. Z Neymarem mieliśmy wtedy po pięć lat, właśnie wróciliśmy z zabawy z przyjaciółmi na naszej ulicy. Mama trzymała roczną Rafaellę na rękach, a obok niej stał tata, z uśmiechem spoglądając na swoje dzieci. Miałam gdzieś w domu to samo zdjęcie. Jest to jedno z niewielu, na których jesteśmy naprawdę szczęśliwą rodzinką. A najszczególniej przeze mnie uwielbiane jest to zdjęcie dlatego, że ja i Neymar stoimy blisko siebie, uśmiechamy się do siebie tak, jakbyśmy zaraz mieli wybuchnąć śmiechem. Bo rzeczywiście to stało się zaraz po uchwyceniu momentu z fotografii. Wtedy wszystko wydawało się być prostsze.
- Nadia? - nagle głos Neymara wyrwał mnie ze wspomnień o naszym wspólnym dzieciństwie. Spojrzałam na jego zdziwiony wyraz twarzy i uśmiechnęłam się.
- Nie miałam, co robić sama w domu, więc pomyślałam, że przyjdę - powiedziałam.
- Trzeba było zadzwonić, przyjechałbym do ciebie.
- Miałeś chyba ważniejsze rzeczy do roboty - wskazałam z uśmiechem na fotografię za nim. - Co to?
Neymar odwrócił się, a ja podeszłam i stanęłam zaraz obok niego. Zrobiło mi się cieplej na sercu, gdy zauważyłam, że on też uśmiecha się do zdjęcia. Musiałam poczekać moment, zanim usłyszałam jego odpowiedź.
- To moja rodzina. Za czasów, kiedy jeszcze nie mieszkaliśmy w różnych zakątkach świata.
Westchnął. Myślałam, że nie powie już nic więcej i zdziwiłam się, gdy nagle kontynuował.
- To moi rodzice - wskazał na, młodych jeszcze, Nadine i Neymara Sr - moja mama trzyma na rękach Rafeallę, która właśnie skończyła roczek. Tutaj stoję ja, a obok mnie jest... - nagle urwał, przenosząc wzrok na małą mnie. Byłam ciekawa, o czym w tym momencie pomyślał. - Nie ważne - westchnął i się odwrócił, a ja poczułam, jak coś mocno kłuje mnie w serce.
"Nie ważne" - odbijało się w mojej głowie jak echo. Nie jestem ważna.
- Jeśli nie chcesz mówić, nie musisz... - powiedziałam, żeby tylko przerwać niezręczną ciszę, która się rozpoczęła.
- Nie, nie chodzi o to. Po prostu ta dziewczynka, którą widzisz na zdjęciu obok mnie to... - nagle się zatrzymał, jakby to co chciał powiedzieć nie mogło mu przejść przez gardło. - Mało kto o niej wie i ja sam też jakoś często sobie o niej nie przypominam.
- Rozumiem.
I znowu zapanowała cisza, ale tym razem tylko na moment.
- To co, jedziemy już do chłopaków? - Neymar odwrócił się do mnie z uśmiechem na ustach.
- Jasne - też przybrałam na twarz lekko krzywy uśmiech i skierowałam się do wyjścia.
- Caro, my wychodzimy! - krzyknął chłopak przed naszym wyjściem, a zaraz potem zamknął za nami drzwi.
Jak tylko Neymar zamknął za mną drzwi od samochodu, obszedł go dookoła i wsiadł na swoje miejsce. Od razu po wyjechaniu na ulicę włączył radio i poczułam, że nie chce na razie ze mną rozmawiać. Nie naciskałam, skoro nie chciał. Dlatego tym bardziej zdziwiłam się, gdy nagle przyciszył muzykę.
- Pamiętasz moment, w którym się poznaliśmy? - zapytał, spoglądając na mnie przelotnie.
- Oczywiście, że pamiętam, jak mogłabym zapomnieć. Wpakowaliście się wtedy do mojego życia i dodatkowo ściągnęliście mnie na drugi koniec Europy.
- Dosłownie - zaśmiał się krótko, a potem znowu spoważniał.
W tej samej chwili zaparkował pod hotelem, w którym zatrzymała się drużyna Chelsea. Myślałam, że Neymar po prostu skończył już temat i wysiądzie teraz z samochodu, ale on oparł jedną rękę na kierownicy i odwrócił się w moją stronę.
- Powiedziałaś nam wtedy o swoim bracie. O tym, że nie wiesz do tej pory gdzie jest - odezwał się.
- Pamiętam - odpowiedziałam zdziwiona faktem, że tak nagle o tym wspomniał.
- Chciałbym ci tylko powiedzieć, żebyś nigdy nie zaprzestała poszukiwań. Bo w pewnym sensie wiem, jak możesz się czuć, gdy kogoś ci brakuje. Bo ta mała dziewczynka z fotografii w moim salonie... Ona też zniknęła bez śladu. Zaginęła, gdy miała osiemnaście lat i do tej pory nie ma po niej śladu. Czasami sobie przypominam o tej małej dziewczynce, a potem przychodzi mi do głowy widok tej osiemnastoletniej, niewysokiej dziewczyny z krótkimi blond włosami i krzywymi zębami - uśmiecha się pod nosem. - Zawsze w dzieciństwie chodziła ubrana w takie różnokolorowe sukieneczki i uwielbiała nosić wstążki we włosach. I tylko tyle pamiętam. Przez tyle lat ją olewałem, miałem za nic, a teraz jakbym ją spotkał na ulicy, to pewnie nawet bym jej nie poznał. Więc proszę, nie popełniaj moich błędów.
Przez dłuższy moment nawet nie zabrałam głosu, żeby mu na to odpowiedzieć, a on tylko się we mnie wpatrywał. Byłam w głębokim szoku, gdy usłyszałam to, co powiedział. Nie spodziewałam się, że on nadal w pewien sposób mnie pamięta. I że zdaje sobie sprawę z tego, że zawalił.
- Dlaczego nie chcesz jej szukać? - zapytałam, bo nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć.
- Bo nie wiem gdzie, nie mam nawet pojęcia, jak wyglądała przed zaginięciem, bo już jej nie pamiętam, a nie mam żadnych jej zdjęć.
- Jak to nie masz zdjęć?
- Po prostu. W tamtym czasie wszystko kręciło się wokół mojej kariery. Ja, moi rodzice wiecznie coś załatwialiśmy, gdzieś wyjeżdżaliśmy, a ona i Rafaella zostawały same w domu. Nie było czasu na żadne sprawy rodzinne.
- A czemu po prostu nie poprosisz o zdjęcia Rafy? Przecież powinna jakieś mieć, skoro spędzały ze sobą tyle czasu.
- Prosiłem. Ale dla Rafy zniknięcie siostry to nadal drażliwy temat. Jak poszedłem do niej z prośbą o zdjęcie, to zrobiła mi wielką awanturę o to, że to wszystko moja wina. I w sumie ma rację.
Gdy to usłyszałam, miałam ochotę mu współczuć, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze i to nie jego wina. Ale wtedy też przypomniałam sobie kim Neymar dla mnie był i że to rzeczywiście on był przyczyną, dla której opuściłam Brazylię.
- Może kiedyś ci to wszystko wybaczy.
Może ten rozdział nie jest idealny, ale chciałam go dokończyć i dodać, bo wiem, że dawno nic tutaj nie było :/ Ale obiecuję, że po zakończeniu tego opo będę poprawiać wszystkie rozdziały ;) Więc czeka mnie dużo pracy xD
Neyforever :*
środa, 5 października 2016
Rozdział 21.
~ A więc dlaczego by nie teraz?
- Wiesz, Neymar, to może ja was zostawię - Carolina odezwała się dopiero po chwili, zmieszana całym zajściem.I rozumiałam co musiało chodzić jej po głowie. Nagle spotyka swoją dawną przyjaciółkę, której nie widziała od kilku lat i do tego w dość niezręcznej sytuacji z własnym bratem. No cóż, ciekawie musiało to wyglądać.
- Nie poczekaj - zawołał za nią Junior, gdy Carolina odwracała się już, by wrócić na górę. Dlaczego nie pozwolił jej po prostu iść z powrotem do pokoju? Wtedy wszystko byłoby o wiele łatwiejsze.
"Ale życie nigdy nie jest łatwe"
- Hm? - wróciła do nas wzrokiem.
Wiedziałam, co chodziło jej po głowie. Zapewne same pytania skierowane do mnie. Dotyczące relacji z Neymarem. I już kolejna osoba w ciągu jednego dnia.
- Nie będziesz miała nic przeciwko, jeśli Nadia zostałaby dzisiaj u mnie na noc? - zapytał Neymar. - Jest moją przyjaciółką i nie chciałbym jej zostawiać samej w tym stanie.
Mówił tak, jakbym wypiła co najmniej z hektolitr alkoholu. A to było tylko kilka kieliszków wina.
"Dramatyzuje"
- Nie, pewnie, że nie miałabym. W końcu to twój dom - wzruszyła ramionami. Wydawała się być obojętna na wszystko, co się właśnie działo, ale w środku na pewno zżerała ją ciekawość. - Możesz układać sobie swoje życie, jak tylko chcesz - dodała. Nie słychać było tam ani grama zazdrości. Nie wiem, co wydarzyło się między Caroliną a Neymarem po moim wyjeździe, ale raczej nie było to nic, co pozwoliłoby, żeby ich związek nadal trwał. Tak nie zachowują się ludzie, który są razem szczęśliwi.
Ale ja sama, gdy już przetrawiłam słowa Caroliny, poczułam jakąś dziwną potrzebę wytłumaczenia się.
- Ja i Neymar to nie to, o czym myślisz - odezwałam się. - On jest po prostu dla mnie dobrym przyjacielem.
Carolina kiwnęła powoli głową.
- Tak, wiem - westchnęła. - Rozumiem.
I nagle nastała pomiędzy na mi cisza, wręcz grobowa. I trwała do póki Neymar się nie odezwał.
- To ja może odprowadzę Nadię do pokoju.
- Tak, ja też wrócę lepiej do siebie - powiedziała Carolina, odwróciła się i zaraz potem zniknęła nam z oczu. Neymar wtedy spojrzał na mnie przepraszająco.
- Nie przejmuj się jej dziwnym zachowaniem. Zazwyczaj się tak nie zachowuje - powiedział.
- Myślę, że... eh, nie ważne. Po prostu przyjazd tutaj chyba nie był najlepszym pomysłem.
- Nie mów tak - przytulił mnie mocno do siebie. A ja poczułam się jeszcze gorzej, niż czułam się przez całą drogę tutaj i spotkanie z Caroliną. Nagle zrozumiałam, że moim zachowaniem mogę dawać Neyowi złudną nadzieję, że jednak coś do niego czuję.
"Oh, to jest tak beznadziejne!"
- Naprawdę jak się napijesz to nie jesteś sobą - uśmiechnął się, gdy się od niego odsunęłam.
Westchnęłam.
- Zdecydowanie.
Neymar w ciszy zaprowadził mnie do pokoju, w którym miałam spędzić dzisiejszą noc. Gdy zapalił światło, pomieszczenie wcale mnie nie zaskoczyło. Pod ścianą stało całkiem spore, dwuosobowe łóżko, a po jego obu stronach małe szafki nocne. Na przeciwnej ścianie znajdowały się jeszcze szafa i mała komoda.
- No to... czuj się jak u siebie - usłyszałam głos stojącego za mną Neymara. - Ja idę jeszcze sprawdzić, co u Caroliny i Daviego, i też będę kładł się spać.
Nie zwracając na nic uwagi po prostu weszłam do pokoju. Lekko wystraszyłam się, gdy stanęłam nagle na czymś bardzo miękkim, ale strach minął, gdy zauważyłam, że to tylko dywan. Podeszłam do łóżka i usiadłam na nim.
I w nagłym przypływie odwagi zapytałam:
- Dlaczego ty i Carolina już nie jesteście razem?
Podniosłam wzrok na chłopaka, który nadal stał w wejściu. Przeczesał włosy, jakby zastanawiał się, co ma mi odpowiedzieć. Potem odepchnął się od futryny, o którą się opierał i wszedł do pokoju, zamykając za sobą drzwi. Chwilę później siedział już na przeciwko mnie. Ale zanim się odezwał upłynęło kilka długich minut, podczas których po prostu oboje się sobie przyglądaliśmy.
- Nasze drogi najzwyczajniej w świecie się rozeszły. Dopiero gdy Caro zaszła w ciążę, zdaliśmy sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nie chcemy być ze sobą na zawsze razem. Oboje uznaliśmy, że to nie było "to".
I znów pojawiła się ta cisza, podczas której zaczęłam się zastanawiać.
Neymar i Carolina, mój brat i najlepsza przyjaciółka byli parę już na rok przed moim wyjazdem. I na tyle zdążyłam się przyzwyczaić do ich związku, że nie wyobrażałam sobie ich osobno. Oczywiście wiedziałam, o ciąży Caroliny, ale chyba nie zdążyłam dowiedzieć się o tym, że jednak nie są już razem. A ja zawsze uważałam ich za taką idealną parę. I Rafaela z resztą też.
No właśnie, Rafaela. Co jeśli z Caro nadal mają taki dobry kontakt i była dziewczyna Neymara właśnie dzwoni do mojej siostry, żeby jej o wszystkim opowiedzieć?
"Boże, proszę, oby nie!"
- Chciałabyś coś jeszcze wiedzieć? - głos Neymara wyrwał mnie z zamyślenia.
- Nie - odpowiedziałam szybko, słysząc smutek w jego głosie. - I Neymar.... - dodałam, gdy wstawał z łóżka. Zatrzymał się i spojrzał na mnie. - Nie chciałam cię urazić.
Uśmiechnął się smutno.
- Nie uraziłaś mnie. Po prostu, w okresie, w którym rozstałem się z Caroliną, naprawdę wiele się działo i nie koniecznie były to przyjemne rzeczy - westchnął. - Ale było minęło. Trzeba żyć dalej. - Schylił się i pocałował mnie w czoło. - Dobranoc.
- Dobranoc - odpowiedziałam mu tym samym, kiedy szedł do drzwi. Kiedy już tam dotarł, odwrócił się i dodał jeszcze:
- Gdybyś czegoś potrzebowała, to mój pokój jest zaraz obok, a Carolina jest na przeciwko.
Kiwnęłam głową na znak, że zrozumiałam, a on zamknął za sobą drzwi.
"No to zostałam sama"
Słyszałam, jak Neymar zamyka drzwi od swojego pokoju i wpadłam na pewien pomysł. Gdybym rano chciała porozmawiać z Caroliną, na pewno przeszkodziłby nam Junior. A kiedyś w końcu muszę z nią porozmawiać, a im szybciej tym lepiej. Więc dlaczego by nie teraz?
Po cichu podniosłam się z łóżka i dosłownie na palcach podeszłam do drzwi. Uchyliłam je lekko i rozejrzałam się po korytarzu, czy przypadkiem nikt nie wybrał się na spacer, ale nie, korytarz był całkowicie pusty. Szybko przemknęłam te kilka kroków i zaraz byłam już pod drzwiami pokoju Caroliny. Zapukałam delikatnie i nie czekając na odpowiedź, weszłam do środka.
Carolina nadal wydawała się być zdziwiona, widząc mnie. Nie dziwiłam się jej - w końcu ja też czułam to samo, gdy widziałam ją po trzech latach.
- Co ty tu robisz? - to były pierwsze słowa, jakie wypowiedziała. I byłam pewna, że wcale nie chodziło jej konkretnie o moją obecność w jej pokoju. Choć w jakiejś części może też.
- Caro, ja naprawdę wszystko ci wyjaśnię, tylko mnie posłuchaj - miałam ochotę wręcz ją błagać, żeby od razu nie oskarżała mnie o wszystko, co najgorsze. W końcu kiedyś byłyśmy przyjaciółkami i nie chciałam zaraz po spotkaniu znowu jej tracić.
Ale wbrew moim oczekiwaniom, Carolina podeszła do mnie i się przytuliła. Byłam tym ogromnie zdziwiona, ale od razu odwzajemniłam uścisk.
- Czemu, do cholery, nas zastawiłaś?! - powiedziała, pociągając nosem, co mogło świadczyć tylko o jednym. - Dlaczego się do nas nie odzywałaś?!
- Przepraszam, Caro, tak bardzo cię za to przepraszam.
***********
- Jak się spało? - zapytał Neymar, gdy tylko zauważył, że wychodzę z pokoju. Idzie korytarzem, ubrany jedynie w nisko opuszczone dresy, był bez koszulki. Oczywiście mój wzrok od razu znalazł się na jego klatce, ale dość szybko przypomniałam sobie na szczęście, kim Neymar dla mnie jest. I odwróciłam wzrok w kompletnie inną stronę.
- Całkiem nieźle - odpowiedziałam, a po chwili ciszy dodałam: - Dziękuję.
Nie odpowiedział, tylko pokręcił głową z uśmiechem.
Odezwał się dopiero, gdy stanął już ze mną twarzą w twarz.
- Chyba powinienem cię odwieźć do domu, co?
Nawet otworzyłam już usta, żeby odpowiedzieć mu, że tak byłoby najlepiej, ale niestety ktoś mnie uprzedził. - Nawet nie myśl o tym, żeby wywieźć ją stąd bez śniadania - Nagle drzwi za plecami Neymara się otworzyły i stanęła w nich niewysoka blondynka. Z olbrzymim uśmiechem na ustach.
- Nawet nie śmiałbym o tym pomyśleć - zaśmiał się Junior i przelotnie spojrzał na swoją byłą dziewczynę. Ale w jego oczach nie widziałam już tego uczucia, które widziałam wtedy, gdy byli parą. To wszystko już się skończyło.
- To dobrze - odpowiedziała mu Caro. - Idźcie z Nadią na dół, a ja zaraz przyjdę z Davim.
Na dźwięk imienia mojego bratanka, moje serce aż podskoczyło. Z radości i jednocześnie ze strachu. Bo z jednej strony cieszyłam się na to, że w końcu mogłabym go pierwszy raz w życiu zobaczyć. A z drugiej, bałam się, że mnie nie zaakceptuje. Lub coś podobnego, czego sama nie potrafiłam zrozumieć.
- W takim razie czekamy w kuchni - zapowiedział Neymar. Złapał mnie za rękę i poprowadził za sobą korytarzem.
Próbowałam oczywiście wyszarpnąć moją dłoń z jego uścisku, ale nic z tego - trzymał ją zbyt mocno, tak, jakby domyślał się, że będę chciała ją zabrać. No więc byłam skazana na jego bliskość, przynajmniej w takim wydaniu.
- Carolina chyba w ciągu nocy zmieniła o tobie zdanie - odezwał się. - Wręcz diametralnie - dodał.
Nie odpowiedziałam.
Owszem, wiem, że coś takiego się wydarzyło. Ale nie do końca samoistnie.
Dość długo wieczorem zajęło mi wyjaśnienie Carolinie choć fragmentu z tego, co powinna wiedzieć. Na szczęście fakt, że trochę wiedziała jeszcze przed moim wyjazdem z Brazylii trochę ułatwił mi to, ale też nie było najprościej.
Ważne było to, że Carolina mi wybaczyła. I może też trochę zrozumiała w jakiej obecnie jestem sytuacji. Choć nie byłam pewna, że widziała to dosłownie tak, jak to było naprawdę.
A też inną istotną rzeczą był fakt, że obiecała nikomu nie mówić o tym, że mnie spotkała. Chciała chyba w pewien sposób pomóc mi zachować anonimowość przed moją rodziną i dawnymi przyjaciółmi, przed którymi się ukrywałam. A szczególnie obiecała nie wspominać o niczym Rafaeli.
Oczywiście nie byłaby sobą, gdyby nie ochrzaniła mnie za to, że mimo wszystko nie chcę w końcu powiedzieć mojej rodzinie, że mam kontakt z bratem. I oczywiście, tak jak wszyscy, była na mnie zła za to, że okłamuję samego Neymara. Ale byłam zdecydowanie bliższa powiedzenia jemu prawdy niż odezwania się do mojej rodziny.
Gdy już z Neymarem znaleźliśmy się w kuchni, usiedliśmy przy wyspie kuchennej i w ciszy czekaliśmy na przyjście Caroliny. Zajęło to kilka minut, a ja z każdą sekundą denerwowałam się jeszcze bardziej.
Gdy w końcu się pojawiła, w dodatku sama, poczułam ogromną ulgę i spokojnie wypuściłam wstrzymywane przez chwilę powietrze.
- Davi jeszcze śpi, a nie chciałam go budzić - powiedziała Caro, biorąc się od razu za robienie śniadania.
- Pomóc ci może? - zapytałam, gdy nagle ogarnęły mnie wyrzuty sumienia, że on sama będzie musiała robić posiłek dla całej naszej trójki.
- Nie, spokojnie, dam sobie radę - uśmiechnęła się do mnie wdzięcznie.
I jakieś pięć minut później siedzieliśmy już razem i jedliśmy śniadanie, które przygotowała. Oczywiście nie robiliśmy tego w ciszy.
- No to opowiadaj, Nadia, co robisz w Barcelonie? - zapytała. Dla Neymara zapewne to pytanie zabrzmiało całkiem normalnie, ale ja wyczułam podtekst. Carolina aż umierała z ciekawości na temat tego, jakim cudem nagle znalazłam się w Barcelonie.
Przełknęłam, więc to, co miałam w buzi i zaczęłam opowiadać.
- Pracuję. A dokładniej to od niedawna gram w żeńskiej sekcji FC Barcelony - wyjaśniłam. Nie chciałam być jakoś bardzo wylewna. To mogłoby wywołać u Neymara jakieś podejrzenia.
- Powinnaś pójść na jakiś jej mecz. Jest naprawdę świetna - powiedział, oczywiście z buzią pełną jedzenia.
- Junior, czy ciebie to matka nie wychowała? Jeny, siostra taka wychowana, a ten po prostu brak kultury! - odezwała się Caro.
I teraz nasuwa się pytanie. Mówiła o Rafaeli czy może o mnie?
- Oj, daj już spokój. Jestem w domu, mogę robić, co mi się podoba - Neymar zaczął jęczeć, słysząc uwagi swojej byłej dziewczyny.
- Tylko mi Davisia tego nie ucz!- prychnęła. - A wracając do ciebie, Nadia, to co robiłaś wcześniej? Zanim zaczęłaś grać w klubie?
Uśmiechnęłam się na same wspomnienia tych miejsc i tych ludzi.
- Mieszkałam w Londynie. Zamieszkałam tam zaraz, po wyjeździe z rodzinnego domu.
- A nie brakuje ci domu? Rodziny?
Tak, to pytanie też nie mogło obyć się bez kontekstu.
Westchnęłam, zanim postanowiłam odpowiedzieć.
- Brakuje. Nawet nie wiesz, jak bardzo. Ale cholernie trudno jest się przyznać przed nimi do tego, że ucieczka była w pewnym sensie błędem.
*****
- To do zobaczenia. Mam nadzieję, że Neymarowi uda się jeszcze cię do nas ściągnąć - powiedziała Caro na pożegnanie, gdy opuszczałam posesję piłkarza. Oczywiście z nim samym.
- Chociażbym miał ją do tego zmusić - uśmiechnął się i przytulił mnie od tyłu. Co nie do końca było dla mnie komfortowe.
- Mam wrażenie, że Nadia wcale nie czuje się zmuszona do tego, żeby z tobą przebywać, Neymar.
Nawet nie widząc twarzy Neya, mogłam stwierdzić, że bardzo musiał ucieszyć się na stwierdzenie Caroliny.
- Mam taką nadzieję - powiedział.
- Neymar, chyba powinniśmy już jechać - zauważyłam, zaraz po sprawdzeniu godziny w telefonie. Było już dobrze po 11. Niby trening mam dopiero wieczorem, ale chciałabym jeszcze w międzyczasie ogarnąć jeszcze resztę rzeczy w mieszkaniu, a to na pewno nie zajmie mi pięciu minut.
- Tak, chyba powinniśmy - zgodził się ze mną.
Moment później pożegnałam się z Caroliną i wsiadłam do samochodu Juniora. Zapinałam pasy, gdy zauważyłam, że mnie obserwuje.
- O co chodzi? - zapytałam.
- O nic. Po prostu ładnie wyglądasz - uśmiechnął się i wyjechał ze swojego podjazdu.
W sumie, to przez całą drogę z Neymarem wymieniliśmy może ze dwa - trzy słowa. Nie miał do mnie wcale daleko, a tematów do rozmów też jakoś nie było zbyt wiele.
- Chciałabyś się jeszcze dzisiaj zobaczyć z chłopakami? - zapytał, gdy zaparkował zaraz pod moim blokiem. Przez chwilę zastanawiałam się, o czym mówi i dopiero po chwili przypomniałam sobie o Cescu i Oscarze.
- Sama nie wiem. Chyba nie będę miała na to dzisiaj czasu. A z resztą myślę, że chyba wolałabym od nich odpocząć po tym, co stało się wczoraj - odpowiedziałam smętnym głosem. W sumie to nawet sama nie wiem z jakiego powodu.
- Nie, żebym się z tobą nie zgadzał. Po prostu Cesc się mnie o to pytał - westchnął. - Wiesz, Nadia, naprawdę się cieszę, że ty i Carolina jednak się polubiłyście - dodał.
- Tak, też się cieszę z tego powodu - odpowiedziałam - Carolina jest naprawdę fajna. I dobrze, że wy też utrzymujecie dobre kontakty.
Mimo że staraliśmy się jakoś ze sobą rozmawiać, to jednak atmosfera i tak była dość dziwna.
- Wiesz, chyba powinnam już iść - odezwałam się po chwili ciszy, jaka między nami zapanowała.
- To... do zobaczenia - uśmiechnął się.
- Tak, do zobaczenia - uściskałam go lekko na pożegnanie i wysiadłam z jego samochodu.
Mimo że w Barcelonie temperatury robiły się z każdym dniem coraz wyższe, to jednak mi nadal było zimno. Dlatego szybko pobiegłam do drzwi mojej klatki i weszłam do środka. A może też dlatego, że chciałam jak najszybciej zniknąć z pola widzenia Neymara.
Wsiadłam do windy i wjechałam na moje piętro. Ale gdy wyszłam już na korytarz, byłam lekko zdziwiona widząc tam akurat tę osobę.
"Nie sądziłam, że będzie chciał ze mną w ogóle rozmawiać"
Nie odzywając się, przeszłam obok niego i włożyłam klucz w zamek moich drzwi. Otworzyłam je na oścież i gestem zaprosiłam gościa do środka.
Ktoś?
Coś?
Neyforever
sobota, 17 września 2016
Rozdział 20.
~ (...), wiesz, że ja cię kocham, prawda?
Zamierzałam zapukać do drzwi, ale Neymar nic sobie z tego nie robił i nie pukając, od razu wszedł do środka. I pierwszym, co usłyszałam po wejściu do pokoju, był głośny i wesoły okrzyk:- DAVIES!
- Santos! Fabregas! - zawołałam, gdy zobaczyłam moich przyjaciół, a zaraz potem uwiesiłam się na szyi Oscara. - Tak bardzo się za wami stęskniłam!
Trwaliśmy w uścisku przynajmniej kilka minut, zanim Neymar nie postanowił przypomnieć nam wszystkim o swojej obecności.
- O, cześć Junior - uśmiechnął się Emboaba, ale nie przywitał go tak entuzjastycznie, jak mnie.
- Powinienem być o nią zazdrosny? - zapytał Neymar, wskazując na mnie.
- Daj spokój człowieku, ty ją masz na co dzień, a my ją będziemy widywać raz na ruski rok! Dajże spokój! - zawołał Cesc, nadal się do mnie przytulając.
- Nadal nie wiem po jaką cholerę wysyłaliśmy cię do tej Barcelony... Mogłaś zostać z nami - westchnął Oscar.
- No to, Neymar, przywiozłeś nam Nadię, więc tobie już dziękujemy. Możesz jechać do domu, do Caroliny i Daviego - powiedział Oscar, ciągnąc mnie za rękę i zaraz potem sadzając na kanapie w salonie ich apartamentu. Cesc oczywiście poszedł za nami, ale myślałam, że Neymar, tak jak powiedział mu Brazylijczyk. Ale on też przyszedł do salonu.
- Nie miałeś jechać do Caroliny?
- Wolałbym, żebyś jechała ze mną, ale wiem, że z jakichś dziwnych powodów nie chcesz się spotkać z nią i Davim. - powiedział i zaraz dodał. - Ale muszę być pewien, że ci idioci potem zwrócą mi cię z powrotem i to do tego w jednym kawałku - spojrzał wymownie na przyjaciół.
- Spokojnie, stary, z nami jest najbezpieczniejsza na świecie - odezwał się Fabsiu.
- Chciałbym, żeby tak było - mruknął Junior i zbliżył się do mnie. - Przyjadę po ciebie tutaj za jakieś dwie - trzy godziny, żeby dać wam trochę 'przestrzeni', żebyście mogli sobie trochę powspominać. I już za tobą tęsknię, ty mała złośnico - uśmiechnął się, nachylił i zostawił krótkiego buziaka na moim policzku.
- Tylko nie zapomnij poflirtować z tą recepcjonistką zanim wyjdziesz z hotelu - zawołałam za nim, a w odpowiedzi usłyszałam tylko jego śmiech.
Moment później wyszedł z apartamentu, a ja dopiero wtedy zwróciłam uwagę na zdziwione miny chłopaków. Nawet nie zdążyłam się odezwać, gdy oni krzyknęli razem:
- Co to było?!
- Yy.. no.. - nie mogłam się wysłowić.
- Powiedziałaś mu?! - oni wcale nie czekali na moją odpowiedź. Sami już układali scenariusz w swoich głowach.
- Nie, nie powiedziałam Neymarowi, że jest moim bratem, jeśli o to pytacie - mruknęłam.
Znowu będę musiała to wszystko od początku wyjaśniać?
- To czemu zachowujecie się jak stare dobre rodzeństwo? - zawołał Cesc.
- Chyba raczej małżeństwo, imbecylu! - poprawił go Oscar, a zaraz potem oboje wytrzeszczyli na mnie oczy.
- Wy chyba nie... - zaczęli razem.
- Nie! - zaprotestowałam. - Po prostu się przyjaźnimy - wzięłam głęboki oddech.
- Cesc, czy tobie to wyglądało na przyjaźń? - zapytał Oscar.
- Zdecydowanie nie.
Eh, czyli jednak będę musiała się tłumaczyć.
- Niech wam wygląda to tak, jak wam się podoba. ale Neymar nic nie wie. I prosiłabym, żebyście też nic mu nie mówili. Chcę to zrobić sama.
- Nie musisz nam tego dwa razy powtarzać.
- Nie chcielibyśmy być w pobliżu Neymara, gdy się dowie.
- A to niby dlaczego? - zapytałam, marszcząc brwi w zdziwieniu.
- Nie myślałaś nigdy nad tym, jak bardzo on się zdenerwuje, gdy się dowie, że tak długo go okłamywałaś?
- Nie, nie zastanawiałam się nad tym. Na razie tylko zastanawiam się, kiedy mu powiedzieć - westchnęłam. - Ale nie mówmy teraz o tym. Co tam u was? Jak z Chelsea?
- Patrz, tak się wkręciła w tą Barcelonę, że nawet przestała nasze mecze oglądać - powiedział Cesc do Oscara z udawanym żalem.
- Boże, po co my jej daliśmy wyjechać? - zapytał, wznosząc ręce do nieba, a zaraz potem wybuchnął śmiechem.
- Dobra, bez pajacowania - zarządziłam. - To co tam w wielkim Londynie słychać?
- W sumie to nic nowego, wszystko po staremu - Oscar wzruszył ramionami.
- Ale wy jesteście wylewni - pokręciłam głową. - W takim razie, co tam u Alexisa?
- Ooo, u niego to akurat sporo się dzieje, ale to opowiem ci zaraz. Najpierw mów jak ci się mieszka w Barcelonie - odezwał się Fabsiu.
- Nie wiem od czego mam zacząć - przyznałam. Naprawdę sporo tego było.
- Jak tam ci idzie w klubie?
Mieliśmy skończyć temat Neymara, a nawet takie głupie pytanie o klub przypomina mi o nim i o naszym zakładzie. Jak tak dalej pójdzie to ja tu zwariuję. Wszystko w moim życiu kończy się zawsze na Neymarze. Dlaczego?!
Powiedzieć im o zakładzie czy może lepiej tego nie robić?
- W klubie jest naprawdę dobrze...
****
Śmieliśmy się tak, że mógłby usłyszeć nas cały hotel, gdy nagle po pokoju rozszedł się dźwięk pukania do drzwi. Nasze śmiechy momentalnie ustały, ale żadnemu z nas nie chciało się iść i otworzyć drzwi.
- Fabregas, wiesz, że ja cię kocham, prawda? - powiedziałam do przyjaciela.
- Nigdzie nie idę! Nawet nie ma mowy! - zawołał.
- Ale Fabsiuuuuu - zabrzmiałam jak małe dziecko. - Ja się nawet nie doczołgam do tych drzwi!
- Dobrze, ja otworzę! - krzyknął Emboaba. Czy on musi się drzeć tak głośno, że aż głowa zaczynała boleć?
- Nie drzyj się tak, debilu! - zawołałam za nim. Położyłam głowę na ramieniu Cesca, zamknęłam oczy i nasłuchiwałam.
Oscar otworzył drzwi i usłyszałam niski głos Neymara.
- Patrząc na ciebie aż boję się pomyśleć co z Nadią.
A moment później znalazł się już w salonie. Miałam wrażenie, że będzie zły, ale wydawał się raczej zdziwiony. Mocno zdziwiony.
Podszedł do stolika i wziął do ręki stojącą na nim butelkę po winie. Tym, które wypiliśmy razem z Cescem i Oscarem. I może nie byliśmy pijani, ale głowa już zaczynała mnie boleć. Miałam słabą głowę i to na pewno wina tego, że nigdy nie piłam w większych ilościach. Nie widziałam sensu. Ale dziś trzeba było uczcić fakt, że się spotkaliśmy, że mi powodzi się w Hiszpanii, a im w Anglii. To były zdecydowanie dobre wieści.
- Wiecie, że nie powinniście? - zapytał Neymar takim tonem, jakby rozmawiał z dziećmi.
- Oj, nie udawaj, że się o nas martwisz - powiedział Cesc, podnosząc się z miejsca i tym samym pozbawiając mnie oparcia na jego ramieniu.
- O was się nawet nie zamierzam martwić - odpowiedział mu Neymar. - Bardziej przejmuję się tą małą, złośliwą istotką, która leży na waszej kanapie.
Oczywiście słyszałam te słowa i nawet zaczynałam myśleć nad ich znaczeniem, ale nie miałam już na to siły. Ta dzisiejsza kłótnia z Danim naprawdę nie wpłynęła na mnie najlepiej, do tego było już późno, a przez poprzednich kilka godzin męczyło mnie tych dwóch. Byłam już zmęczona.
- Nie żeby coś, ale aż do naszego meczu jesteśmy 'rywalami', więc chyba powinienem jak najszybciej się stąd zmywać. Dlatego też zabieram Nadię i wychodzę - powiedział Neymar, podszedł do kanapy i pomógł mi z niej wstać.
- Chodź, jedziemy do domu - powiedział, a ja już czułam na sobie te spojrzenia Oscara i Cesca. - Co się tak patrzycie? Przecież nie mieszkamy razem, debile.
Ufff. Dobrze, że Neymar potrafił czytać im w myślach i powiedział im to sam. Inaczej ja musiałabym im to tłumaczyć, a jakoś nie bardzo mi się to w tym momencie uśmiechało.
Pożegnałam się z chłopakami i razem z Neymarem trzymającym mnie bardzo blisko siebie wyszłam z ich pokoju. Zjechaliśmy te trzy pietra windą w kompletnej ciszy, ale atmosfera zrobiła się naprawdę nieodpowiednia.
A gdy wysiedliśmy z windy, nadszedł czas, żeby przejść zaraz obok recepcji. Niestety, nadal znajdowała się tam dziewczyna, z którą uprzednio flirtował Neymar. I wcale nie sprawiało to, że czułam się lepiej.
Gdy przechodziliśmy obok dziewczyna patrzyła się na Neymara, jakby miała zaraz się na niego rzucić i w pewnym momencie nawet puściła do niego oczko. Tak, byłam zła.
I wtedy Neymar, który oczywiście to zauważył, spojrzał na mnie, objął mnie ramieniem i ucałował opiekuńczo w czoło. A ja odwróciłam się do dziewczyny i pokazałam jej język z wyższością. Tylko dlaczego byłam zazdrosna o NEYMARA?
To na pewno wina tego wina...
Więcej nie piję! Nigdy w życiu!
Wyszliśmy razem z hotelu, Neymar otworzył mi drzwi do swojego samochodu, a zaraz potem siedział już obok mnie.
- To gdzie jechać? Odwieźć cię do domu, czy może wolałabyś pojechać do mnie? - zapytał, a ja spojrzałam na niego, zdziwiona taką propozycją.
Nawet nie zdążyłam pomyśleć nad odpowiedzią, gdy on znów zabrał głos:
- Pytam jedynie dla twojego bezpieczeństwa. Wolałbym nie zostawiać cię samej nawet, biorąc pod uwagę jak mało wypiłaś. Po prostu się martwię - spojrzał na mnie przelotnie, ale zaraz znów przeniósł wzrok na drogę.
- Możesz jechać do siebie - powiedziałam w końcu i oparłam głowę o boczną szybę. Było ciemno na dworze, więc jedyne co widziałam to światła mijanych przez nas latarni.
- Kiedy wypijesz jesteś taka dziwnie spokojna. Jakbyś nie była sobą - po kilkunastu minutach ciszy, odezwał się Neymar.
- Nie przyzwyczajaj się - ledwo zdążyłam to powiedzieć, bo zachciało mi się ziewać. Tak, zdecydowanie byłam zbyt zmęczona, a jazda samochodem tylko jeszcze bardziej mnie usypiała.
- Po prostu, gdy będę chciał z tobą normalnie porozmawiać, to cię upiję i po kłopocie - zaśmiał się, ale ja nawet nie miałam siły, żeby zrobić to samo.
- Będę miała to na uwadze - próbowałam się uśmiechnąć, ale raczej nie bardzo mi to wyszło.
Około dziesięciu minut później byliśmy już na miejscu, więc wciąż praktycznie śpiąca wysiadłam przy pomocy Neymara z jego samochodu i poszliśmy do domu, gdy tylko weszliśmy do domu, zauważyłam jaka cisza tam panuje. I wtedy przypomniałam sobie, że są tu Carolina i Davi i że przecież powinno tu być głośno.
- A nie miało być u ciebie... - chciałam zapytać Neymara, ale w tym samym momencie usłyszeliśmy głos.
- Neymar? Już wróciłeś? Davi już śpi - zawsze poznałabym osobę o tym głosie. Moment później pojawiła się ona w korytarzu, w którym właśnie stałam razem z Neymarem, który trzymał swoją rękę na moich plecach, żebym przypadkiem, gdybym straciła równowagę, nie spotkała się bliżej z panelami na jego podłodze.
Carolina patrzyła śladem jego dłoni, a zaraz potem przeniosła wzrok na moją twarz. Patrzyła na mnie z takim wyrazem twarzy, że od razu domyśliłam się, ze mnie poznała.
Tak, jak obiecywałam, pojawiam się z nowym rozdziałem i oczekuję tu choć trochę jakiejś waszej obecności. Nie będę się rozpisywać jak zawsze.
Po prostu mam nadzieję, że jeszcze tu jesteście.
Neyforever :*
piątek, 26 sierpnia 2016
Ważne!
Każda/każdy z Was pewnie posiada w domu coś takiego jak kalendarz. I pewnie orientujecie się, że nadchodzi zmora zwana początkiem roku szkolnego. I niestety, mnie jeszcze on dotyczy i w związku z tym mam parę informacji:
W czasie wakacji próbowałam wyrobić sobie jakąś rutynę w pisaniu rozdziałów i dodawać je w miarę regularnie, ale niestety, nie wyszło. Więc nie spodziewam się, żeby coś takiego udało się w roku szkolnym, gdzie oczywiście zacznie się nauka itd. itp. W dodatku prowadzę aktualnie trzy blogi, jak pewnie już gdzieś wspominałam, więc pisanie regularnie na każdy z nich chyba nie wchodzi w rachubę.
A w związku z tym, że na tym blogu (choć na tym drugim trochę bardziej) ilość osób, która czyta jest bardzo mała, a ilość komentarzy wręcz minimalna, postanowiłam, że na razie zawieszam działalność tego bloga. Nie mogę dokładnie określić na jak długi okres, bo nie zależy to ode mnie. Po prostu uważam, że spędzanie kilku godzin na napisanie rozdziału nie kalkuluje mi się, jeśli prawie nikt tego nie przeczyta i nie powie mi czy jest on dobry. A myślę, że to chyba w pisaniu jest najważniejsze - opinia czytelnika.
Wiem, że czytanie FF o Neymarze nie jest już tak popularne, jak w momencie, gdy zaczynałam moją "przygodę" z pisaniem, ale mimo wszystko zależy mi na tym, żeby było tu jakieś grono czytelników. Bo ja naprawdę chce doprowadzić obydwa moje opowiadania do końca, jednak muszę mieć dla kogo pisać.
Dlatego też w ciągu najbliższych dni lub tygodni postaram się dodać na oba blogi jakiś rozdział i po prostu chciałabym się zorientować mniej więcej ile osób tutaj jest. Myślę, że Wasza frekwencja pod tymi kolejnymi rozdziałami będzie bardzo ważna dla mnie samej jeśli chodzi o m. in. chęci do kontynuowania tych blogów, bo jest także oczywiście opcja, że w najgorszym wypadku nie będę kontynuować już żadnego z nich. Mam nadzieję, że jednak parę osób jeszcze tu pozostało, ale no o tym przekonamy się za jakiś czas.
A tymczasem osobom, które jeszcze się uczą życzę przyjemnego powrotu do szkoły, żeby Was tam za bardzo nie katowali przez te kolejnych dziesięć miesięcy. Bo pewnie nie "usłyszymy" się już przed rozpoczęciem roku.
Tak więc, oczekujcie na kolejny rozdział tutaj, jak i na drugim blogu, jeśli ktoś czyta:
Ulotne Momenty
mam nadzieję, że jakieś komentarze mimo wszystko się pojawią.
Neyforever
W czasie wakacji próbowałam wyrobić sobie jakąś rutynę w pisaniu rozdziałów i dodawać je w miarę regularnie, ale niestety, nie wyszło. Więc nie spodziewam się, żeby coś takiego udało się w roku szkolnym, gdzie oczywiście zacznie się nauka itd. itp. W dodatku prowadzę aktualnie trzy blogi, jak pewnie już gdzieś wspominałam, więc pisanie regularnie na każdy z nich chyba nie wchodzi w rachubę.
A w związku z tym, że na tym blogu (choć na tym drugim trochę bardziej) ilość osób, która czyta jest bardzo mała, a ilość komentarzy wręcz minimalna, postanowiłam, że na razie zawieszam działalność tego bloga. Nie mogę dokładnie określić na jak długi okres, bo nie zależy to ode mnie. Po prostu uważam, że spędzanie kilku godzin na napisanie rozdziału nie kalkuluje mi się, jeśli prawie nikt tego nie przeczyta i nie powie mi czy jest on dobry. A myślę, że to chyba w pisaniu jest najważniejsze - opinia czytelnika.
Wiem, że czytanie FF o Neymarze nie jest już tak popularne, jak w momencie, gdy zaczynałam moją "przygodę" z pisaniem, ale mimo wszystko zależy mi na tym, żeby było tu jakieś grono czytelników. Bo ja naprawdę chce doprowadzić obydwa moje opowiadania do końca, jednak muszę mieć dla kogo pisać.
Dlatego też w ciągu najbliższych dni lub tygodni postaram się dodać na oba blogi jakiś rozdział i po prostu chciałabym się zorientować mniej więcej ile osób tutaj jest. Myślę, że Wasza frekwencja pod tymi kolejnymi rozdziałami będzie bardzo ważna dla mnie samej jeśli chodzi o m. in. chęci do kontynuowania tych blogów, bo jest także oczywiście opcja, że w najgorszym wypadku nie będę kontynuować już żadnego z nich. Mam nadzieję, że jednak parę osób jeszcze tu pozostało, ale no o tym przekonamy się za jakiś czas.
A tymczasem osobom, które jeszcze się uczą życzę przyjemnego powrotu do szkoły, żeby Was tam za bardzo nie katowali przez te kolejnych dziesięć miesięcy. Bo pewnie nie "usłyszymy" się już przed rozpoczęciem roku.
Tak więc, oczekujcie na kolejny rozdział tutaj, jak i na drugim blogu, jeśli ktoś czyta:
Ulotne Momenty
mam nadzieję, że jakieś komentarze mimo wszystko się pojawią.
Neyforever
czwartek, 4 sierpnia 2016
Rozdział 19.
~ Fuj! Nie musiałam o tym wiedzieć!
- I jak podoba się pani mieszkanie? - zapytał mężczyzna, gdy ja rozglądałam się po salonie.- Jest idealne - powiedziałam zachwycona.
- Więc podpisujemy umowę, czy może wolałaby pani obejrzeć jeszcze jakieś? - zadał kolejne pytanie, poprawiając teczkę, którą trzymał w dłoni. Może na pierwszy rzut oka nie było tego po nim widać, bo był w stosunku do mnie bardzo miły, ale ja czułam, że jest już zmęczony dzisiejszym oglądaniem mieszkań.
- Zostanę już przy tym. Możemy podpisywać - uśmiechnęłam się w jego stronę. To mieszkanie naprawdę bardzo mi się podobało.
- Dobrze więc, tylko wyjmę odpowiednie dokumenty - powiedział, usiadł na kanapie i zaczął szukać odpowiednich kartek w swojej teczce. Moment później kilkoma podpisami załatwiłam całą formalność. - Mam nadzieję, że dobrze będzie się tu pani mieszkało. Tutaj ma pani klucze - dodał, kładąc je na stoliku.
Podziękowałam i odprowadziłam mężczyznę do wyjścia. Gdy zamknęłam za nim drzwi, oparłam się o nie plecami i wypuściłam głośno powietrze.
Wróciłam do salonu, wzięłam do ręki mój telefon i wybrałam numer przyjaciela. Nie spodziewałam się, żeby nie odebrał i oczywiście tego nie zrobił.
- Powiedz mi, że jednak ze mną zostajesz - powiedział błagalnym głosem.
- Niestety, Dani. Możesz przywieźć moje rzeczy - odpowiedziałam mu smutno.
Wiem, że on wolałby, żebym dalej z nim mieszkała, ale ja wiedziałam, ze tak będzie lepiej. Z resztą on też pewnie gdzieś podświadomie o tym wiedział. Dani jest moim przyjacielem i jestem mu naprawdę wdzięczna, że pomógł mi, kiedy tego potrzebowałam, ale teraz czuję, że mogę dać sobie już radę sama i że powinnam iść na przód.
*****
- Przywiozłem te twoje trzy pudła! - usłyszałam okrzyk Daniego, gdy tylko wszedł do mieszkania. Wyszłam z salonu i zobaczyłam go, trzymającego je wszystkie na raz. Od razu podeszłam, żeby mu pomóc. - Powiem ci, że jak na kobietę, to masz strasznie mało rzeczy - powiedział, gdy zostawiliśmy ostatnie pudło w mojej sypialni.
- Jestem tutaj od niedawna. Zapewne, gdybym była dłużej, miałabym więcej rzeczy - odpowiedziałam, od razu biorąc się za rozpakowywanie.
- Nie chciałbym przenosić twoich rzeczy po roku od przeprowadzki do Barcelony - zauważył.
- Ja też chyba za bardzo bym się do tego nie kwapiła - przyznałam.
- Pójdę jeszcze po twoją walizkę - powiedział Dani i wyszedł z mojego pokoju.
Zaczęłam wyjmować z pierwszego pudła różne rzeczy, które przywiozłam ze sobą jeszcze z Londynu. Część rzeczy to pamiątki, które mam z Anglii. Ale niektóre były dla mnie szczególnie ważne, bo przywiozłam je jeszcze z Brazylii.
I na samym dnie pudła znalazłam, coś co od razu przypomniało mi moje dawne życie. Album ze zdjęciami z mojego dzieciństwa. Naszego dzieciństwa, bo było tam też wiele zdjęć Neymara. Ciekawe, czy rodzice zorientowali się, że zabrałam album ze sobą.
To pudełko było jedynym, którego nie rozpakowałam, wprowadzając się do Daniego. Nie chciałam, żeby ktoś przypadkiem nie natrafił na przedmioty, które były w nim schowane.
Otworzyłam album i zaczęłam przeglądać zdjęcia. Ja z Neymarem razem w szkole, na podwórku, ja z mamą na pierwszym meczu Neymara. Wszystkie wspomnienia wiążą się z nim...
Nagle usłyszałam, że drzwi do mojego pokoju się otwierają i aż upuściłam album na podłogę. Na moje nieszczęście otworzył się na stronie, gdzie znajdowało się jedno jedyne zdjęcie, na którym jestem ja i Neymar, i nie mamy tam po trzy czy cztery lata. Tam mieliśmy po piętnaście i bardzo łatwo można było nas teraz na tym zdjęciu poznać.
Zanim zdążyłam zareagować i podnieść album Dani stanął za mną i spojrzał na przedmiot leżący na podłodze.
- O, oglądasz zdjęci... - urwał w pół słowa, bo widocznie zauważył, kto znajduje się na zdjęciu. Moment później dało się słyszeć, że upuścił moją walizkę, a ta upadła na podłogę.
Spojrzałam na niego, ale jego twarz wyrażała tylko jedno - ogromny szok.
- Ty i Neymar? - powiedział, spoglądając na mnie z wyrzutem.
- Tak, Dani, ale posłuchaj mnie.. - momentalnie podniosłam się i stanęłam naprzeciwko niego.
- Całowałaś się z nim. A on jest twoim bratem! - podniósł głos, kręcąc w niedowierzaniu głową.
I w tym momencie zamknął mi usta. Nie miałam nic na swoją obronę.
- Wiem, nic mnie nie usprawiedliwia. Ale nawet nie wiesz, jak bardzo chciałabym mu powiedzieć!
- To dlaczego mu tego jeszcze nie powiedziałaś?! Nie sądzisz, że on zasługuje na to, żebyś tak go krzywdziła? Podobasz mu się, a tak naprawdę okazuje się, że jesteś jego siostrą! - krzyknął tak, że aż odsunęłam się lekko do tyłu, ale nie zamierzałam odpuścić.
- A myślisz, że mnie to nie boli? Wiem o tym wszystkim, ale boje mu się powiedzieć prawdę, bo mam wrażenie, że on znowu będzie zachowywał się, jak wtedy, w Brazylii - próbowałam opanować drżenie mojego głosy. Kłótnia z przyjacielem takim, jak Dani zdecydowanie nie było na moje nerwy.
- To kiedyś w końcu zajdzie za daleko, a ty nawet wtedy nie będziesz mu w stanie powiedzieć - Dani też starał się uspokoić.
- Powiem mu. Powiem mu całą prawdę - teraz już szeptałam.
- Kiedy? Kiedy w końcu nadejdzie ten wielki dzień, w którym przestaniesz go okłamywać?
- W dniu twojego wyjazdu Neymar na pewno będzie już mnie nienawidził. Uwierz, dzień, o którym mówisz, nadejdzie szybciej niż wam się wszystkim wydaje - mruknęłam. Bo zdawałam sobie sprawę z tego, że jeśli nie wygram zakładu, będę zmuszona powiedzieć o wszystkim Neymarowi szybciej niż zamierzałam.
- Ja pod żadnym pozorem nie chcę brać w tym udziału - powiedział, odwrócił się i odszedł. Chciałam za nim biec, ale po co? Wiem, że Dani nie chciał teraz ze mną rozmawiać, a ja sama też nie wiedziałam, co takiego miałabym mu powiedzieć. Oboje musimy to przemyśleć i dopiero potem będziemy w stanie ze sobą na spokojnie o wszystkim porozmawiać.
******
Skończyłam właśnie rozpakowywać ostatnie rzeczy, które tu ze sobą zabrałam, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Album leżał już głęboko schowany, więc ze spokojnym sumieniem mogłam iść i otworzyć. Choć spodziewałam się tu tylko jednej osoby, tej, która ten album już widziała.
Dlatego, gdy otworzyłam drzwi, byłam bardzo, bardzo, bardzo zdziwiona.
- Neymar? - zapytałam głupio, gdy go zobaczyłam. - Skąd masz mój adres?
- Rozmawiałem z Danim i on mi go podał - wzruszył ramionami. - Wpuścisz mnie?
- Jasne - odpowiedziałam, otwierając drzwi szerzej, żeby mógł wejść do środka, a zaraz za nim je zamknęłam. - A czy Dani mówił coś jeszcze? - zapytałam poddenerwowana.
- Nie. Nie miał chyba humoru. Jakoś nie bardzo chciało mu się ze mną rozmawiać - powiedział, rozglądając się po mieszkaniu.
- Hm, rozumiem - mruknęłam. - I jak ci się podoba? - starałam się szybko zmienić temat.
- Ładne. Naprawdę ładne - odpowiedział, odwracając się w moją stronę. - Ale nie obrazisz się, jeśli cię stąd na trochę wyrwę?
- I tak nie miałam już nic do roboty, więc można powiedzieć, że spadłeś mi z nieba.
- No to zbieraj się i idziemy - powiedział z uśmiechem, który odwzajemniłam i poszłam do swojej sypialni. Założyłam na siebie jedynie cieplejszą bluzę, bo na dworze nie było najcieplej i włożyłam swój telefon do tylnej kieszeni jeansów i byłam gotowa. Wróciłam do korytarza, gdzie czekał na mnie piłkarz.
- Gotowa? - zapytał.
- Możemy jechać - powiedziałam z uśmiechem.
Zamknęłam mieszkanie, zjechaliśmy windą na dół i moment później siedzieliśmy już oboje w samochodzie Neya. Na zewnątrz było już ciemno, z czego wcześniej nawet nie zdawałam sobie sprawy. Widocznie straciłam rachubę czasu przy rozpakowywaniu się.
- A zdradzisz mi chociaż, gdzie jedziemy? - zapytałam, spoglądając na Neymara. Prowadził i był maksymalnie skupiony na drodze, ale uśmiechnął się i spojrzał na moment na mnie, gdy zadałam pytanie.
- A co, nie lubisz niespodzianek? - uniósł brew. - Jedziemy do hotelu.
- Do hotelu? - powtórzyłam po nim. - Co ty tam zaplanowałeś? Kolację ze śniadaniem? - dodałam ironicznie.
Usłyszałam śmiech mojego brata.
- A co, chciałabyś?
- Nigdy w życiu! Więc po co tam jedziemy?
- Oj no, za moment się dowiesz - z uśmiechem zaparkował pod jednym z bardziej znanych hoteli, jakie były w Barcelonie. I co my tu niby będziemy robić?
Nawet nie zdążyłam zauważyć, jak Neymar wysiadł, okrążył samochód i otworzył moje drzwi.
- Cóż z ciebie za gentleman - zaśmiałam się, a on robił urażoną minę.
- Zawsze jestem gentlemanem - fuknął.
- Jakoś wcześniej nie zdążyłam zauważyć - pokazałam mu język i w końcu wysiadłam z samochodu. Junior go zamknął, a zaraz potem złapał mnie za rękę, prowadząc w stronę wejścia do hotelu. Spojrzałam najpierw na nasze splecione ręce, a potem na jego twarz. Zmarszczyłam brwi.
- Oj no daj spokój - przewrócił oczami, gdy chciałam zabrać moją dłoń. Ścisnął ją jeszcze bardziej, żebym nie mogła tego zrobić.
Dałam spokój. Ale jutro możemy oboje tego spokoju już nie mieć, bo możemy zdobić okładki wszystkich gazet plotkarskich w Hiszpanii i nie tylko. Nawet jeśli nie jesteśmy razem. Pff, my nigdy nie będziemy razem.
Gdy znaleźliśmy się w holu hotelu, Neymar poprowadził nas do recepcji. On serio zamierzał zarezerwować tu pokój, czy jak?
- Może pani powiedzieć tym idiotom z pod 346, że juz przyszliśmy? - z szarmanckim uśmiechem powiedział do recepcjonistki. Przyszedł tu ze mną, trzyma mnie właśnie za rękę, a próbuje flirtować z inną? Gdyby serio był moim chłopakiem, to już dawno dostałby z liścia.
"Ale nim nie jest, więc niech sobie robi, co chce." - pomyślałam, przyglądając się tej dwójce.
- Oczywiście, panie da Silva - odpowiedziała z uśmiechem, ale zamiast wrócić do pracy wciąż patrzyła na jego twarz.
- Dziękuję - powiedział do niej uwodzicielskim tonem i pociągnął mnie w stronę wind.
- Jesteś tutaj stałym bywalcem, co? - zapytałam, gdy już weszliśmy do jednej z nich. Byliśmy sami.
- Może, czasami - spojrzał na mnie.
- Fuj! Nie musiałam o tym wiedzieć! - powiedziałam zniesmaczona. Na pewno dowiedzenie się, że mój brat przychodzi tu ze swoimi panienkami nie znajdowało się na mojej liście życzeń.
- Sama o to zapytałaś - zaśmiał się ze mnie.
- Ygh! Zmieńmy temat, bo aż mi się niedobrze robi - mruknęłam, a on nie przestawał się śmiać. - Więc mamy tutaj kogoś odwiedzić?
- Tak. Ale zobaczysz, spodoba ci się - dodał drugie zdanie, gdy zobaczył moją niezbyt zadowoloną minę.
- Mam taką nadzieję - mruknęłam dokładnie w tym samym momencie, w którym otworzyły się drzwi windy. Czy my naprawdę aż tak długo jechaliśmy na te trzecie piętro?
- Na lewo - uświadomił mnie Neymar, widząc, że zaraz po wyjściu z windy zaczęłam rozglądać się, nie wiedząc, w którą stronę pójść.
Przez dłuższy moment szłam korytarzem, aż w końcu zatrzymałam się i zrobiłam trzy kroki w tył, o mało nie wpadając na Neymara, który szedł za mną. Byliśmy na miejscu. Pokój numer 346. To tu mieszkają te tajemnicze ktosie, które przyjechaliśmy odwiedzić.
Zamierzałam zapukać do drzwi, ale Neymar nic sobie z tego nie robił i nie pukając, od razu wszedł do środka. I pierwszym, co usłyszałam po wejściu do pokoju, był głośny i wesoły okrzyk:
- DAVIES!
#krotkie #nudne #oniczym
#JestTuJeszczeKtoś?
#OdzywajcieSię
#loffciam #was
sobota, 23 lipca 2016
Rozdział 18.
~Sporo myślałam o mojej przyszłości
- Neymar, jesteś denerwujący, wiesz o tym?! - zawołałam, gdy ten uciekał przede mną z moim telefonem w dłoni.- Oczywiście, że wiem, mała - zaśmiał się. Wiedział, że nienawidzę, gdy ktoś się tak do mnie zwraca.
- Mówiłam ci już, że masz tak do mnie nie mówić! - krzyknęłam, biegnąc za nim,
- Jasne, mała - odpowiedział i przystanął. Zrobiłam to samo.
- Przestań!
Nie miałam ochoty biegać za nim przez kolejne pół godziny. Zaraz musiałam zacząć szykować się na trening, a nie mogłam na niego pójść bez telefonu. Nie, jeśli miałby on zostać pod opieką Neymara. Tam jest zbyt wiele poufnych rzeczy i choć mam hasło, to nie podejmę takiego ryzyka. Zawsze jest jakiś procent szans, że odblokuje mój telefon i znajdzie tam przypadkowo np. rozmowy z Jotą. Raczej by mu się to nie spodobało. Nie zamierzałam ryzykować zdemaskowania przez głupi telefon. A raczej przez pozostawienie go w nieodpowiednich rękach.
- Oddaj mi wreszcie ten telefon, Neymar! - powiedziałam.
Nie odpowiedział, jedynie wymownie wskazał palcem na swój policzek.
- Nie ma mowy. Nic ode mnie nie dostaniesz! Oddawaj mój telefon!
Znowu to zrobił.
- Nie będę się z tobą targować! - krzyknęłam.
- Co tu się dzieje? - oboje odwróciliśmy wzrok w stronę tarasu, na którym stał Dani z założonymi rękoma. - Neymar, czy mógłbyś oddać Nadii jej własność? - dodał, widząc mój telefon w rękach Juniora.
Podeszłam do niego i zabrałam mu go, bo oczywiście on nie zamierzał sam mi go oddać. A zaraz potem ruszyłam do domu, żeby zabrać swoją torbę i iść na trening. Jutro grałam mecz i nie mogłam się spóźnić, bo mogłabym to przepłacić przesiedzeniem całych 90 minut na ławce. A to wcale mi się nie uśmiechało, bo jutrzejszy mecz był pierwszym, który liczył się do zakładu. A ja nie mogłam przegrać.
- A ty Neymar może ruszyłbyś swoje szanowne cztery litery i w końcu poszedł do Joty, bo czeka na ciebie już od jakichś piętnastu minut! Zapomniałeś, że dzisiaj przylatuje Carolina z Davim i mieliście jechać po nich na lotnisko?
Wchodząc do domu, usłyszałam jeszcze słowa Daniego skierowane do mojego brata. Na wspomnienie jego byłej dziewczyny i synka zrobiło mi się dziwnie przykro.
Wyjechałam z Brazylii w sierpniu 2011 roku. Neymar i Carolina byli wtedy jeszcze razem. Z dziewczyną mojego brata miałam naprawdę dobre relacje, nawet dużo lepsze niż z nim samym. Doskonale pamiętam moment, w którym dowiedziałam się, że Caro jest w ciąży. Nie było to oczywiście w tym samym czasie, gdy dowiedzieli się moi rodzice i Rafaela, bo Junior nie dbał o moją obecność w tamtym momencie, ale Carolina powiedziała mi o tym zaraz potem. Pamiętam chwile, gdy przychodziła do nas i przesiadywała ze mną i Rafą długie godziny na rozmowach, podczas gdy Neymar miał treningi w klubie. Mogłam ją w sumie nazwać swoją przyjaciółką. Wiedziała o tym, co działo się pomiędzy mną a moim bratem, ale na moją prośbę nie poruszała z nim tego tematu. Choć było jej przykro, że nie mamy takiej relacji, jaką mieć powinniśmy.
Carolina była jedną z bardzo niewielu osób, które wiedziały, że chcę opuścić Brazylię. Pożegnałam się z nią zaraz przed tym, jak pojechałam na lotnisko. Była wtedy w dziewiątym miesiącu ciąży. Ale kilkanaście dni później, gdy urodziła, nie zapomniała o tym, żeby mnie o tym poinformować i wysłać zdjęcie synka.
Jednak nie zmienia to faktu, że nigdy nie widziałam mojego bratanka na żywo. Wiem, że teraz miał już cztery lata i naprawdę żałowałam, że nie brałam żadnego udziału w jego życiu przez ten czas. Choć pewnie nie zdziwiłabym się, gdyby mały do tej pory nie wiedział, że ma jeszcze jakąś ciocię, poza Rafaelą.
- Chciałaś uciec od przeszłości, więc teraz nie żałuj, że musiałaś opuścić wszystkich, którzy byli dla ciebie ważni - mruknęłam sama do siebie, wchodząc do swojego pokoju. I miałam kompletną rację. To była moja decyzja, nad którą myślałam wcześniej przez wiele miesięcy i nie powinnam jej teraz żałować.
Chwyciłam torbę i opuściłam dom Alvesa. Neymara już tam nie było, Jota już nie czekał.
*****
- Nadia, skup się! - krzyczał na mnie trener, gdy dziesięć minut po rozpoczęciu spotkania, ja nadal nie mogłam skupić się nawet na tyle, żeby celnie podać piłkę.
Nienawidziłam w tym momencie siebie za to, że tak łatwo jest mnie zdekoncentrować. A oczywiście wszystko przez Neymara. I oczywiście zrobił to specjalnie. Rozmowa z nim, przed samym meczem nie była dobrym pomysłem...
Czas mijał, a ja z każdą minutą wydawałam się coraz bardziej roztargniona. W pewnym momencie, gdy piłka wyszła poza boisko, spojrzałam przelotnie na lożę, w której siedział Neymar razem z Danim. Mówili mi, że przyjdą i tak też zrobili. A nawet z daleka mogłam zobaczyć szeroki uśmiech na twarzy Juniora. Przez to byłam nie tylko roztargniona, ale też zła. Cieszył się, bo nie grałam dobrze i miałam mniejsze szanse na wygranie zakładu.
W pewnym momencie przy wyprowadzaniu kontrataku straciłam piłkę i moja drużyna o mało nie straciła przeze mnie bramki. Był bezbramkowy remis i raczej nie mogłyśmy sobie na to pozwolić. Jak bardzo się cieszę, że w tamtym momencie Danielle była tam, gdzie powinna być. Piłka po jej interwencji wyszła na rzut rożny.
- Czy ty dziewczyno wiesz, co ty robisz?! - krzyknęła do mnie i choć byłam jakieś 40 metrów od niej, to wszystko dokładnie usłyszałam. Myślę, że część kibiców również.
Przeprosiłam ją gestem i pobiegłam w swoją stronę.
Kilka minut później, zaraz przed końcem pierwszej połowy biegłam z piłką w stronę bramki rywalek. Przede mną była tylko obrończyni i bramkarz. Ale nie zdążyłam nawet dobiec z piłką do pola karnego, gdy upadłam na murawę dzięki jednej z przeciwniczek. Przeturlałam się przez następny metr przez siłę, z jaką upadłam.
Podniosłam głowę, bo nie usłyszałam gwizdka sędziego. Myślałam, że się przesłyszałam, ale nie. Sędzia naprawdę nie widział tam żadnego faulu. Zrezygnowana położyłam głowę z powrotem na murawę. Nie miałam po co wstawać, za chwilę i tak mecz miał zostać przerwany.
I po paru sekundach faktycznie tak się stało. Ale i tak nie miałam zamiaru się podnosić. Mogłabym przeleżeć tak całą przerwę.
- Nadia, wszystko okay? - usłyszałam nad sobą przerażony głos Danielle nade mną.
- Tak - mruknęłam, podnosząc głowę.
- Czemu nie wstajesz z murawy, coś się stało?
- Nie. Po prostu mam dość dzisiejszego meczu. Tyle - powiedziałam, przewracając się na plecy. Zaraz potem wstałam przy pomocy przyjaciółki.
- Wszyscy się martwili, że coś sobie zrobiłaś przy tym upadku.
- Nawet jakby mnie dzisiaj na noszach znieśli, to przydałabym się bardziej niż na boisku.
- Nawet tak nie mów. Zobaczysz, w drugie połowie będzie lepiej - pocieszała mnie, gdy szłyśmy już korytarzem do szatni.
Oczywiście podczas przerwy dostałam taki ochrzan od trenera, że wolałam się w ogóle nie odzywać. Zdawałam sobie sprawę z tego, że mi się należało, bo byłam dzisiaj najsłabszym ogniwem w drużynie.
- Laura, wejdziesz za Nadię od początku drugiej połowy - powiedział trener, a ja myślałam, że zaraz się załamię. A do tego ta ruda spojrzała się na mnie z wyższością, co tylko jeszcze bardziej mnie rozzłościło.
- Trenerze, możemy porozmawiać? - zapytałam, a on kiwnął głową i wyszedł przed szatnie, bo zdawał sobie sprawę z tego, że nie chcę rozmawiać przy dziewczynach.
- Słucham - powiedział, gdy już byliśmy sami na korytarzu.
- Cy mógłby się trener wstrzymać z tą zmianą? - zapytałam. Wiem, że nie powinnam podważać jego decyzji, ale to było dla mnie cholernie ważne.
- Nadia, przecież wiesz jak grałaś.
- Wiem, ale niech mi pan da te pięć minut. Niech trener mi zaufa. Jeśli nadal będzie tak, jak było to niech mnie pan zmieni, ale niech da mi pan tą jedną szansę - błagałam.
Pan Llorens najpierw westchnął ciężko, a potem spojrzał na mnie.
- Niech ci będzie. Ale pozwalam na to tylko dlatego, że mam do ciebie ogromne zaufanie i wiem na co cię stać. tylko mnie nie zawiedź - powiedział.
- Dziękuję! Obiecuję, że dam z siebie wszystko!
Moment później znów wychodziłyśmy na murawę. I nie powiem, że nie widziałam zdziwienia kibiców, kiedy znów wyszłam na boisko. Niektórzy byli nawet bardzo zawiedzeni, bo na stadionie rozległy się gwizdy skierowane na moją osobę. I wiem, że mi się należało.
- Nie przejmuj się. I teraz pokaż, na co cię stać - powiedziała do mnie Danielle jakąś minutę przed tym, jak sędzia rozpoczął drugą połowę.
- No to teraz już zero dekoncentracji - mruknęłam do siebie moment przed przyjęciem pierwszego podania.
I przez kolejnych 45 minut rzeczywiście udawało mi się nie odrywać myśli od piłki i tego, co dzieje się tu i teraz. I tak się złożyło, że zdążyłam w tej drugiej połowie odrobić wszystko, czego nie zrobiłam w pierwszej. Zaraz po rozpoczęciu straciliśmy bramkę, ale potem, nieskromnie mówiąc - dzięki mnie, odrobiliśmy straty. Mecz zakończył się wynikiem 3:1.
Więc jeśli chodzi o mój zakład z Juniorem:
Neymar - 0
Nadia - 3.
*****
- Wróciłem! - krzyknął Dani, wchodząc do domu. Właśnie wrócił z treningu.
- Jestem w salonie! - odpowiedziałam krótko, bo byłam zajęta przeglądaniem internetu. Oglądałam właśnie kolejną stronę, gdy do pomieszczenia wszedł mój przyjaciel i rzucił się na kanapę, zaraz obok mnie.
- Co porabiasz? - zapytał, a ja, by zakryć przed nim, co robiłam, zminimalizowałam przeglądarkę i odstawiłam laptopa na stolik.
- Dani, musimy pogadać - powiedziałam, a Brazylijczyk spojrzał na mnie wystraszony. No tak, nie często mieliśmy okazję rozmawiać o poważnych sprawach. Z nim się chyba nawet nie dało do końca poważnie porozmawiać. Ale to chyba dobrze...
- Mam się zacząć bać? - zapytał. Zaśmiałam się.
- Może troszeczkę.
- No mów, mów, chcę mieć to już za sobą!
- Więc sporo myślałam ostatnio o mojej przyszłości.
- Chcesz wyjechać z Barcelony i nas tu wszystkich zostawić?! - zawołał wzburzony, wstając z kanapy i łapiąc się za głowę.
- Dani, usiądź i daj mi skończyć - powiedziałam, ciągnąc go w dół za koszulkę, żeby wrócił na swoje poprzednie miejsce. - Myślałam nad tym, czy będę dalej grać, gdzie będę chciała to robić. I doszłam do wniosku, iż mimo że na początku nie chciałam tu przyjeżdżać, to naprawdę zżyłam się z tym miejscem i z wami wszystkimi. Dlatego mam zamiar zostać w Barcelonie na dłużej.
- Zostajesz z nami? Naprawdę?
- Tak. Ale stwierdziłam, że jeśli mam zostać w tym mieście, to nie mogę ciągle siedzieć ci na głowie. No i postanowiłam, że muszę się od ciebie wyprowadzić. Właśnie szukałam dla siebie jakiegoś mieszkania - przyznałam. To był najlepszy czas, żeby w końcu z nim o tym porozmawiać, bo myślałam już nad tym od dłuższego czasu.
- No to jak już o tym rozmawiamy, to muszę ci o czymś powiedzieć - mruknął, a ja spojrzałam na niego wyczekująco. Podniósł głowę i kontynuował z niemrawą miną - Ja też niedługo się przeprowadzam. - Uniosłam brew, czekając na dalsze wyjaśnienia. - Nie przedłużam kontraktu z Barceloną.
Na początku myślałam, że żartuje. Jednak widząc jego smutną minę, wiedziałam, że to prawda.
- Nie.. Ale czemu? - zapytałam cicho.
- Nie czuję się już w Barcelonie jak w domu. Sporo się zmieniło.
Widać, że Dani był przybity tym wszystkim. Ale znam jego historię z Barcą, gdy rok temu przedłużał kontrakt. Wiem, że on dłużej nie chciał takiego traktowania.
- Kiedy wyjeżdżasz?
W moich oczach zaczęły zbierać się te cholerne łzy. Tak bardzo nienawidzę, gdy coś się kończy.
- Zaraz po zakończeniu sezonu. We Włoszech będą już wtedy na mnie czekać z kontraktem do podpisania.
- To wszystko już pewne?
- Tak, na sto procent.
- Ale ja nie chcę, żebyś wyjeżdżał - powiedziałam płaczliwie, przytulając się do Daniego. - Tak bardzo się z tobą zżyłam. Jesteś jak mój brat. Nie chcę, żebyś mnie opuszczał.
- Ty dla mnie też jesteś jak siostra. I przykro mi, że cię zostawiam.
Smuteczek? Dani wyjeżdża :(
Zaszły malutkie, tycie zmiany w wyglądzie bloga. Jak wam się podoba? :D
Pozdrawiam,
Neyforever :*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)