niedziela, 29 listopada 2015

Rozdział 1.

~ Lodowata jak śnieg na Alasce.

Nareszcie wysiadam z samolotu. Po kilku godzinach spędzonych w zamkniętym pomieszczeniu z chłopakami nabawiłem się jedynie bólu brzucha spowodowanego ciągłym śmiechem. Jednak zdążyłem się już przyzwyczaić. Z nimi zawsze tak było.
Właśnie przylecieliśmy do Londynu, by za kilka dni rozegrać mecz z jednym z tutejszych klubów. Będzie to jeden z ważniejszych meczy tego sezonu. Z lotniska pojechaliśmy prosto do hotelu, w którym zatrzymamy się na tych kilka dni. Miałem nadzieję, że po tak długim locie będę miał w końcu okazję trochę odpocząć, jednak oczywiście nie było mi to dane, bo chwilę po tym jak wszedłem do swojego pokoju, pojawił się tam Dani - mój najlepszy przyjaciel.
- Ogarniaj się i lecimy na miasto - zawołał radośnie. Ja tu padam na twarz, a on chce mnie wyciągnąć na wycieczkę krajoznawczą. Chyba go do reszty pogięło.
- Nie ma opcji, zostaję w hotelu - powiedziałem ledwie podnosząc głowę z nad poduszki, na której leżałem.
- Wyśpisz się w nocy, a teraz chodź już, bo wszyscy na nas czekają! - powiedział, a mi zabrakło jakichkolwiek argumentów, dla których mógłbym zostać w hotelu.
- Dobra, poczekaj chwilę - powiedziałem, zabrałem portfel, telefon i klucze od pokoju i mogłem wychodzić. W hotelowym lobby czekała już na nas istotnie reszta drużyny. Wyszliśmy z budynku i powoli przechadzaliśmy się uliczkami Londynu, kierując się w stronę London Eye, które było dość daleko od nas. Chłopacy koniecznie uparli się, żeby tam iść, jednak w mniej więcej połwie drogi zauważyli jakieś boisko i zachciało im się zobaczyć kto na nim gra. Jakby to było takie ważne kto o godzinie 18 gra w Londynie na boisku... Ja więc nie miałem innego wyboru jak pójść za nimi.
Po chwili znajdowaliśmy się na trybunach niewielkiego stadionu. Na boisku znajdowało się kilkanaście osób grających w piłkę, ale moją uwagę przykuła głównie jedyna dziewczyna będąca na murawie. Jej gra naprawdę była intrygująca. Grała prawie idealnie. Nie mogłem jedynie wyłapać na jakiej pozycji grała - była dosłownie wszędzie. Wykonywała wślizgi, które możnaby porównywać z tymi wykonywanymi przez Javiera, dośrodkowywała jak Alves i do tego strzelała tak jakby uczyła się tego razem z Messim. Do tego mnóstwo piłkarskich tricków, które wplatała w swoją grę.
Nagle podbiła piłkę, złapała ją w ręce i zawołała coś do chłopaków, z którymi grała i ci zebrali się wokół niej, chwilę rozmawiali, a potem zabrała swoje rzeczy i zeszła z boiska, a ja dopiero po chwili zorientowałem się, że idzie w naszą stronę.
- Czy wy wiecie jak trudno jest się skupić na grze, gdy patrzy na ciebie praktycznie cała FC Barcelona? - zapytała, udając zdenerwowaną, a tak naprawdę na jej twarzy czaił się uśmiech.
- A wiesz jak to jest być piłkarzem Barcelony i nagle zobaczyć taki talent? - zapytał tym samym tonem Leo.
- Dziewczyno, skąd u ciebie ten.... ta.... to wszystko? - spytał Dani nie wiedząc jak określić talent tej ślicznej dziewczyny.
- Fakt, że mam w rodzinie dwóch zawodowych piłkarzy chyba mówi sam za siebie - zauważyła.
- Świetnie grasz - powiedział Leo.
- Usłyszeć coś takiego z ust najlepszego piłkarza na świecie to wielki zaszczyt. Widocznie te lata treningu się opłaciły.
- Ile czasu już grasz? - zapytałem, jednocześnie pierwszy raz się do niej odzywając.
- Trzy lata - odpowiedziała , a my otworzyliśmy buzie ze zdziwienia.
- Ty przez trzy lata doszłaś do takiego poziomu? - nie dowierzałem.
- Wcześniej nie miałam warunków do gry. Znaczy, miałam, ale wiecie, brat piłkarz zawsze musiał być na pierwszym miejscu - powiedziała, a gdy wspominała o swoim bracie w jej głosie słychać było wyraźny ból.
- Twój brat jest piłkarzem? - zapytał od razu Gerard. - W jakim gra klubie?
- Nie jestem pewna - na jej twarz rzeczywiście malowała się niepewność, ale nie wiem czy była ona związana akurat z klubem jej brata. - Kiedy widziałam się z nim ostatni raz grał jeszcze w Brazylii. Teraz nie mam pojęcia co robi i gdzie jest.
- Zaraz, zaraz... w Brazylii? Jesteś Brazylijką? - zdziwiłem się, z resztą nie po raz pierwszy dzisiaj.
- Yhym. Wyprowadziłam się stamtąd jakieś trzy lata temu. Brazylia nie był chyba dobrym miejscem dla mnie. Ale lepiej nie ciągnąć tego tematu. Robi się już ciemno, będę się już zbierać do domu. A wy gdzie teraz idziecie?
- Chyba też wracamy do hotelu. Robi się późno, a jutro rano mamy ostatni trening przed meczem - zauważył Iniesta.
- No to... na razie - powiedziała z lekkim uśmiechem, pomachała nam i odeszła. Dopiero po chwili przyszło mi na myśl, żeby za nią pobiec.
- Odprowadzę cię - powiedziałem z szerokim uśmiechem kiedy już ją dogoniłem.
- Nie potrzeba - odparła chłodno. Nie wiem skąd wzięła się ta jej nagła zmiana humoru.
- A ja jednak uważam, że potrzeba - nie dałem jej się przekonać. 
Dziewczyna przez dłuższy czas już się nie odezwała. Szliśmy w ciszy, którą w końcu ona sama przerwała. 
- Jesteś Neymar, tak? - spytała nawet na mnie nie spoglądając. 
- Z tego co mi wiadomo to tak. 
- Masz jakieś rodzeństwo? - zadała kolejne pytanie. 
- Mam siostrę Rafaellę. 
Dziewczyna przez chwilę coś analizowała, by po chwili na jej twarzy zagościł smutny uśmiech. 
- Fajnie - szepnęła, patrząc w chodnik przed sobą. Dlaczego za wszelką cenę nie chciała na mnie spojrzeć? 
- To teraz twoja kolej - powiedziałem pewnie. 
- Na co? - w końcu raczyła obdarzyć mnie spojrzeniem. Jej oczy były jasne i prześlicznie niebieskie. Widziałem je jedynie przez chwilę, ale obrazek ich wpatrujących się w moją twarz zapisał mi się na trwałe w pamięci. 
- Powiedź mi coś. O sobie - wytłumaczyłem. 
- Nie udawaj, że cię to interesuje - odparła chłodno. 
- Uwierz, jestem tego bardzo ciekawy - nie, to nie był sarkazm. Serio chciałem wiedzieć przynajmniej jak ma na imię. 
Na moje słowa usłyszałem jej głośne westchnienie. 
- Jestem Nadia, urodziłam się w Brazylii, od trzech lat mieszkam w Londynie, Jestem zakochana w piłce nożnej, a mój brat i ojciec są piłkarzami. Wystarczy? - ten chłód w jej głosie był tak... lodowaty, że aż robiło się zimno. 
- Dzięki, że mnie odprowadziłeś, ale jesteśmy już pod moim blokiem. - Czyli jednak rodzice nauczyli ją co to kultura. A już traciłem nadzieję. 
Nadia weszła do bloku, a ja pół godziny później wchodziłem do holu w naszym hotelu. Jako niespodziankę przed snem w pokoju spotkałem piłkarzy. 
- A to co? Jakieś tajne posiedzenie rady piłkarskiej, czy jak? Czemu nie zostałem zaproszony? - zapytałem sarkastycznie. Musieli siedzieć akurat w moim pokoju, prawda? 
- Nadia się spodobała, co? Ta uroda... ten talent... - zaczął wyliczać zauroczony Dani. 
- I ten iście brazylijski temperament... - dokończyłem za niego. - Jest lodowata jak śnieg na Alasce - skomentowałem. 
- Oj chyba nie przypadłeś jej do gustu. Czyżby twoja duma aż tak źle znosiła odrzucenie? - śmiał się Gerard. 
- Ty tam się zajmij swoją Shakirą, a do mnie to się nie wtrącaj - odparowałem. 
- Ale Shakira jest przecież w trasie koncertowej - Gerard patrzył na mnie z radosnym uśmieszkiem. 
- No właśnie - powiedziałem tonem odkrywcy. Tak, odkryłem właśnie Amerykę, że Shakira jest w trasie. 
- O mój Boże! Ja muszę do niej zatelefonować! I to natychmiast! - wołał, wybiegając z pokoju. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Ten debil zawsze potrafił nas rozśmieszyć swoją głupotą. No, ale jednego mniej. Teraz zostało ich tylko szesnastu. 
- Poszlibyście zobaczyć czy was w pokojach nie ma, co? - zapytałem, kładąc się na swoje łóżko. 
- Wyczuwam ironię - zaśmiał się Leo. - Dobra, chodźmy, zostawmy naszą obrażoną księżniczkę - powiedział i wszyscy opuścili pokój. Oczywiście wszyscy z wyjątkiem Daniego. 
- Oj, Neymar, Neymar, biedaku. Niestety, więcej już jej nie spotkamy - westchnął mój przyjaciel, kładąc się na swoje łóżko. Ja na to jedynie wzruszyłem ramionami. Udawanie, że cię to nie obchodzi zawsze jest najlepszym wyjściem.


Pierwszy rozdział, dodany w końcu w całości :D 
Miłego nadchodzącego tygodnia ;)
Neyforever :*

Prolog :D

Hey!
Tak, to znowu ja :D 
Większość z Was zapewne mnie zna, ale dla tych, który jeszcze mnie nie znają:
Jestem Wiktoria, autorka bloga "Ulotne momenty".
A to będzie mój trzeci blog, na którym będę publikować moje opowiadanie :D 

Blog będzie się nazywać: "O caminho para uma vida melhor era a minha fuga"
Co w tłumaczeniu na język polski znaczy: "Drogą do lepszego życia była moja ucieczka."
Oczywiście tytuł bloga nie jest przypadkowy o czym przekonacie się czytając kolejne rozdziały.


Prolog:

Ona - młoda dziewczyna, sama mieszająca w Londynie, która musiała zostawić rodzinę, aby móc żyć normalnie. On - gwiazda piłki nożnej mieszkająca w Hiszpanii, która musiała wyprowadzić się z rodzinnego miasta, aby spełniać marzenia. Co wydarzy się kiedy on stanie na jej drodze? Czy dziewczyna, która ma do niego ogromny żal i nie potrafi pogodzić się z piłkarzem, jednak nauczy się z nim normalnie rozmawiać kiedy za sprawką najlepszego piłkarza świata wyląduje razem z nim w jednym mieście? Czy nauczą się razem żyć i pogodzą się z faktem, że widują się codziennie na treningach w klubie? Czy za sprawą losu staną się przyjaciółmi, czy może poczują do siebie coś więcej? Czy zakochają się w sobie? I najważniejsze - czy dziewczyna w końcu postanowi wyznać mu sekret, który przed nim skrywała, i który sprawi, że ich znajomość okaże się zakazana?