wtorek, 29 grudnia 2015

Rozdział 4.

~ Czemu by nie...

Następnego dnia nie miałam już czasu na myślenie o Barcelonie czy Messim i jego małym dochodzeniu. Z samego rana zerwałam się z łóżka i pobiegłam do pracy. Przez te kilka godzin tam spędzonych przez moje myśli nie przebiegło nawet wspomnienie piłkarzy, którzy przez te dwa dni tak bardzo namieszali w moim życiu. Z powodu zapewne przedmeczowego treningu żaden z nich nie pojawił się w restauracji. I niezmiernie mnie to cieszyło.
Nie zdarzyło się nic co przypomniałoby mi o piłkarzach Dumy Katalonii aż do momentu, w którym pod koniec mojej zmiany za oknami zauważyłam postaci ubrane w koszulki ukochanych klubów: Arsenalu i Barcelony. Wszyscy zmierzali na stadion.
Także i moja przyjaciółka postanowiła mi przypomnieć o piłkarzach chwilę później, gdy przygotowywałam się do wyjścia.
- I co, Nadia? Postanowiłaś coś w sprawie wyjazdu? - zapytała, stając w drzwiach i przy okazji blokując mi wyjście. Wspominałam już jaka jest uparta?
- Nie podjęłam jeszcze żadnej decyzji, jeśli o to ci chodzi - odpowiedziałam i chciałam przejść obok niej, ale nadal nie pozwalała mi opuścić pomieszczenia. Jeśli za chwilę nie wyjdę to na pewno się spóźnię!
- A zastanawiałaś się nad tym chociaż?
- Sporo o tym wczoraj myślałam - powiedziałam szorstkim tonem. Suz widocznie musiała to wyczuć.
- Nadia, nie złość się na mnie. Ja po prostu chcę żebyś podjęła dobrą decyzję - wytłumaczyła się.
- Nie martw się, cokolwiek postanowię będzie to przemyślane. Czuję się jakbyś chciała się mnie stąd pozbyć - zaśmiałam się. - Tak myślałam, że masz mnie już dość.
- Nawet sobie tak nie żartuj. Wiesz, że zawsze będę z tobą. Po prostu staram się o ciebie troszczyć jak o siostrę, a nie chcę zachowywać się egoistycznie chcąc, żebyś mimo wszystko została tu ze mną - nie dziwię się słowom Suz. Ona wiedząc, że moja siostra jest daleko stąd i nie mam z nią kontaktu, z całej siły starała się mi ją w jakiś sposób zastąpić. I naprawdę jestem jej za to bardzo wdzięczna.
- Daj spokój za dobrze cię znam. Ale teraz muszę już lecieć, bo nie mogę się spóźnić- pożegnałam się z przyjaciółką i jak najszybciej ruszyłam do swojego domu.
Miałam naprawdę niewiele czasu. Mimo, że nie mieszkałam najbliżej to w ciągu dwudziestu minut znalazłam się przed drzwiami mojego mieszkania. Nie zastanawiałam się nad tym co muszę zrobić. Wszystko miałam już przygotowane w głowie od samego rana. Szybko otworzyłam drzwi i od razu udałam się do swojej sypialni. Szybko przebrałam się w mój ulubiony strój, w którym zawsze chodziłam na mecze.  Jeansy i moja koszulka w barwach Arsenalu. Oczywiście nie była to taka koszulka jaką mógł mieć każdy.
Dokładnie pamiętam dzień, w którym ją dostałam. Było to jakieś pół roku po tym jak tu przyjechałam. Były to pierwsze urodziny jakie obchodziłam w Wielkiej Brytanii. Dostałam ją od mojego przyjaciela. Od momentu, gdy tylko go poznałam, pokochałam Arsenal. Przychodziłam na każdy mecz, a Wojtek w końcu postanowił w pewnym sensie to uczcić, podarowując mi koszulkę z moim imieniem i numerem 52. A ta liczba wcale nie była przypadkowa.
Gdy byłam już gotowa, zabrałam jeszcze tylko kilka niezbędnych rzeczy i po spojrzeniu na zegarek w niesamowitym tempie opuściłam mieszkanie. Jeśli nie zdążę chłopacy mi tego nie wybaczą...
Oczywiście o tej porze jak zwykle były ogromne korki. Nawet nie łudziłam się, że łapiąc taksówkę zdążyłabym na czas. Pozostało mi tylko biec w stronę stadionu. Przyda mi się trochę ruchu, może przy okazji poprawię kondycję.
Bardzo zależało mi żeby być na czas, chyba aż za bardzo, bo gdy znalazłam się na miejscu miałam jeszcze co najmniej pół godziny. Swoim zwyczajem skierowałam się do szatni piłkarzy Arsenalu.
Można by powiedzieć, że przez znajomość z piłkarzami stałam się tak jakby częścią klubu, choć wcale nigdy do niego nie należałam. Mimo to wszyscy mnie tu znali. Na końcu korytarza dla kibiców, przejścia do podziemia budynku pilnował mój przyjaciel, Andre. Nie było najmniejszego problemu z wpuszczeniem mnie tam, gdzie wpuszczać się mnie nie powinno.
Droga do szatni była mi bardzo dobrze znana, więc nawet pięciu minut nie zajęło mi dotarcie tam. Niestety, po drugiej stronie korytarza znajdowały się drzwi prowadzące do szatni gości i akurat, gdy kierowałam się do moich przyjaciół, drzwi na przeciwko otworzyły się i zobaczyłam w nich sławny tercet Barcelony. Ja to mam te szczęście...
- Nadia, nie zgubiłaś się przypadkiem? Nasza szatnia jest tutaj - zaśmiał się Neymar. Ygh.
- Nie, idę dokładnie tam, gdzie chciałam - odpowiedziałam i otworzyłam drzwi do szatni gospodarzy. Minęłam się z trenerem Arsenalu, który posłał mi ciepły uśmiech, a chwilę później zobaczyłam moich przyjaciół. Ich miny zwiastowały, że są gotowi na ten ciężki, nadchodzący mecz. Determinacja i nadzieja to rzeczy, których u nich nie może nigdy zabraknąć.
Od razu, gdy tylko mnie zobaczyli zaczęło się przytulanie i radosne okrzyki na mój widok. Nie, Neymar nie ma racji. Mam tu rodzinę. Lepszą niż mogłabym sobie kiedykolwiek wymarzyć.
- No moje łamagi, powodzenia na meczu - powiedziałam kilka minut później, gdy mój czas tutaj dobiegał już końca.
- Kto tu kogo nazywa łamagą? Z tego co pamiętam to ty nabawiłaś się kontuzji, schodząc z trybun - zaśmiał się ze mnie Wojtek. Będzie mi to wypominał do końca życia. Albo do momentu, w którym wyjedzie...
- Oj, cicho bądź, to było dawno i nie prawda -  powiedziałam i wszyscy śmiejąc się wyszliśmy z szatni.  Na korytarzu spotkaliśmy już gotowych do gry piłkarzy z Katalonii. Zostało tylko kilka minut do rozpoczęcia meczu. Nie zważając na obecność Barcy, przytuliłam każdego z moich przyjaciół i każdemu z nich z osobna życzyłam powodzenia. Na koniec oczywiście zostawiłam sobie Alexisa i Wojtka. Kiedy już miałam odchodzić w stronę trybun ten drugi pociągnął mnie za rękę.
- A gdzie to się wybierasz? - powiedział Alexis.
- Na trybuny, zobaczyć te moje łamagi na boisku - zaśmiałam się.
- Nie wydaje mi się - powiedział Wojtek. - Idziesz z nami - powiedział mi na ucho, z czego się zaśmiałam.
- Chcesz narobić plotek o nas przed wyjazdem do Włoch? - odpowiedziałam mu.
- Czemu by nie - zaśmiał się. Skoro taka ich wola, żebym wyszła z nimi, to czemu nie. Taka okazja się raczej więcej nie powtórzy.
Wojtek złapał mnie za rękę, kiedy szliśmy z resztą piłkarzy do tunelu i kiedy z niego wychodziliśmy. Kątem oka widziałam jak chłopacy z Barcelony patrzą na nas i szeptają coś między sobą, ale nie zwróciłam na to większej uwagi. Ludzie mogą myśleć o nas co chcą. Najważniejsze, że my wiemy kim dla siebie jesteśmy.
Gdy piłkarze weszli na murawę ja usiadłam na ławce trenerskiej razem z trenerem, całym sztabem i chłopakami. Wszyscy rozemocjonowani czekaliśmy na początek meczu.
Gdy sędzia rozpoczął spotkanie od razu wdałam się w dyskusję z trenerem na temat gry chłopaków. popełnili kilka błędów, a przy przeciwniku takim jak Barcelona niemal od razu powoduje to zagrożenie. Ale przez całą pierwszą połowę nie opuściła ich motywacja, którą widziałam jeszcze w szatni. Było kilka groźnych sytuacji, ale Wojtek dzisiaj stanął na wysokości zadania. Po pierwszych czterdziestu pięciu minutach tablica wyników wskazywała remis 1:1. Kibice nie mogli nie być zadowoleni.
Nie zeszłam do szatni na przerwę w grze. To był czas przeznaczony tylko dla chłopaków i ich trenera. Ja nie pełniłam tutaj żadnej funkcji, która uprawniałaby mnie do obecności tam.
Druga połowa przebiegła podobnie do tej pierwszej. Duma Katalonii po przerwie była jeszcze silniejsza, ale nie pomogło im to w zdobyciu zwycięstwa. Mecz zakończył się z wynikiem 2:2, co bardzo nam pasowało.
Razem z przyjaciółmi weszłam do tunelu ciesząc się z korzystnego wyniku. Piłkarze Barcelony, którzy szli za nami nie byli zbyt zadowoleni. Ale była tam taka jedna osoba, która mimo wszystko się nie przejmowała.
- Nadia, poczekaj! - zawołał za mną, przepychając się między moimi przyjaciółmi. Większość z nich spojrzała na mnie zdziwiona, że zna mnie najlepszy piłkarz na świecie. Przekazałam im bezgłośnie, żeby poszli do szatni. Coś czułam, że nie zajmie nam to chwileczki.
- Tak, Leo? - odpowiedziałam mu, a w tym czasie dotarła do nas reszta piłkarzy Barcy.
- To dlatego nie chcesz z nami jechać? Przez klub? I przez niego? - zapytał Neymar. Co on się taki dociekliwy zrobił? Wiedziałam, że chodzi o mnie i Wojtka. Ale to chyba nie jego sprawa.
- Nie sądzę, że on powinien cię interesować, Neymar. Ale mimo wszystko, nie to nie dla niego chcę tu zostać. Chcę tu być dla mojej rodziny, jaką jest Arsenal - powiedziałam, nawiązując do jego wcześniejszych słów o mojej rodzinie.
- A FC Barcelona nie byłaby dla ciebie rodziną? - zawołał w odpowiedzi.
- Barca miałaby zbyt dużo z mojej prawdziwej rodziny! - krzyknęłam, na co od razu się zamknął. - On od zawsze ją kochał - dodałam, po czym odeszłam, a w moich oczach zaczęły gromadzić się łzy. Nigdy nie powinien był poruszać tego tematu. Nie zna mnie, nic o mnie nie wie!
Nikt nie odważył się za mną pobiec, ale gdy się odwróciłam zauważyłam, że całą tą scenę widział Alexis. Od razu podszedł do mnie i przytulił wściekle patrząc na Neymara.
Wojtek i Alexis byli jednymi z niewielu osób, które wiedziały o mnie praktycznie wszystko. Wiedzieli nawet dokładnie o mojej rodzinie. Dlatego nigdy nie powiedzieliby niczego co mogłoby mnie skrzywdzić. I w miarę możliwości nie pozwalali innym tego robić.
Ale nagle Alexis lekko mnie od siebie odsunął i powiedział, że idzie porozmawiać z przyjaciółmi z dawnego klubu. Ja odwróciłam się, żeby iść do szatni i pożegnać się z chłopakami, ale napotkałam niemałą przeszkodę.
- Oscar! - zawołałam i rzuciłam się na szyję mojemu przyjacielowi. On zaśmiał się na moją reakcję, ale mimo wszystko mnie przytulił.
Oskar był osobą, z którą przyjaźniłam się najdłużej ze wszystkich moich przyjaciół. Poznaliśmy się jeszcze za czasów, kiedy grał w drużynie juniorskiej Sao Paulo. Oczywiście on także należy do grona osób, które wiedzą o mnie bardzo dużo.Jedyna różnica jest taka, że on wszystko co się działo widział na własne oczy. Ale mimo wszystko, za każdym razem, kiedy leci do Brazylii spotyka się z moim bratem i czasami opowiada mi co się u niego dzieje. I to on przez te trzy lata opiekował się mną najbardziej.
Zdziwił się bardzo, gdy zobaczył w naszym otoczeniu piłkarzy Barcelony. Nie sądził, że będę chciała znaleźć się w ich towarzystwie. A jednak.
Oscar chwilę rozmawiał ze swoimi przyjaciółmi z Brazylii, a ja w tym czasie pożegnałam chłopaków czekających na mnie w szatni, a potem pożegnałam tych którzy przylecieli ze stolicy Katalonii. Oczywiście ze wszystkimi oprócz Neymara. Wiem, że zapewne więcej ich nie spotkam, więc mój problem tak jakby znika. Wieczorem mają samolot powrotny do Barcelony, więc teraz w końcu będę mogła wrócić do swojego spokojnego i nudnego życia w stolicy Anglii.




Hey :D 
Miałam trochę wolnego czasu, więc postanowiłam napisać coś dla Was :D Mam nadzieję, że Was nie zawiodłam ;)
Co do tajemnicy, o którą pytała Lila, od razu mówię, że nie prędko się ona rozwiąże, ale z rozdziału na rozdział będzie o niej wiadomo coraz więcej. 
Pozdrowienia, Neyforever :*









sobota, 26 grudnia 2015

Rozdział 3.

~ Wyjeżdża do Włoch...

- Leo, nawet nie ma mowy! - zawołałam, odsuwając od siebie myśl o uderzeniu najlepszego piłkarza świata.
- Ale dlaczego? Ten wyjazd to dużo lepsza perspektywa dla... twojej kariery! - odpowiedział mi na to Neymar.
- Mojej kariery? Mam rzucić wszystko co tutaj mam: przyjaciół, pracę i całe życie, które sobie tu ułożyłam tylko dla jakiejś głupiej kariery?! Sorry, ale nie rzucę wszystkiego co mam tylko po to, żeby robić karierę.
- Nie masz tu rodziny...
- Co?! - zapytałam zdziwiona.
- Nie masz tu nikogo bliskiego. W Barcelonie miałabyś rodzinę - powiedział Neymar.
- Jestem tutaj dlatego, że postanowiłam o zostawieniu rodziny. Więc twój argument jest dość słaby, Neymar - odpowiedziałam.
- Czyli jesteś szczęśliwa z tego, że jesteś sama? Że nie masz tutaj kompletnie nikogo? - ciągnął temat, a reszta piłkarzy jedynie uważnie przysłuchiwała się naszej wymianie zdań.
- Gdybyś przeszedł przez to, przez co ja musiałam przejść też byłbyś szczęśliwy będąc sam - powiedziałam, na co Neymar zamyślił się i już mi nie odpowiedział.
- Nadia, pomyśl o tym. Kochasz piłkę, a taka druga okazja się nie nadarzy. A nie osiągniesz w Londynie tego co możesz osiągnąć w Barcelonie - przemówił Leo.
- Odpuścicie mi, jeśli powiem, że się zastanowię?
- Częściowo - przyznaje.
- W takim razie się zastanowię. A teraz przepraszam, ale muszę wracać do pracy - odeszłam od ich stolika, a wracając do baru poprosiłam Kate, żeby zajęła się piłkarzami. Sama wracam do Suzanne.
- Niedługo cię wywalą za te pogaduszki z klientami - zaśmiała się, gdy do niej podeszłam.
- Rozmowę z piłkarzami Barcelony będą mi musieli wybaczyć - westchnęłam.
- Rozmawiałaś z nimi? Jaka z ciebie szczęściara!
- Tsa, i to nie po raz pierwszy. Spotkałam się z nimi wczoraj. I dzisiaj na treningu. I teraz w restauracji. Oni chyba zaczęli mnie śledzić - wzdycham. Naprawdę zaczynam się czuć prześladowana.
- A czego takiego chcieli od ciebie przed chwilą? - przed chwilą Suz zganiła mnie za to, że rozmawiam z gośćmi, a teraz sama wyciąga mnie na plotki.
- Żebym poleciała do Barcelony - mówię cicho.
- Że co?!
- Byli na treningu, widzieli jak ćwiczę. Chcą, żebym poleciała do Barcelony spróbować swoich sił w ich klubie.
- Ty chyba nie przepuścisz takiej okazji! - Suz mówi to tak podekscytowana, jakby to ona miała wyruszyć w podróż do dalekiej Hiszpanii. Ale w głębi serca wiem, że ona wykorzystałaby tę okazję i że cieszy się teraz moim szczęściem.
Ale jest coś w czym się różnimy. Ona nawet nie myśląc, od razu przyjęłaby tę propozycję mimo iż w Londynie ma rodzinę. Ja, która jestem tu kompletnie sama waham się nad podjęciem decyzji. Może dlatego, że ona jest nastawiona przede wszystkim na nowe wyzwania, a ja nie chcę przypadkiem w Barcelonie natknąć się na kogoś, kto sprawi, że wszystko co było kiedyś, teraz do mnie wróci. A to jest bardziej niż pewne.
Moja przyjaciółka oczywiście nie potrzebowała moich słów, żeby wiedzieć co o tym myślę.
- Bardzo dobrze, że chcą żebyś poleciała do Hiszpanii. Masz ogromny talent i powinnaś walczyć o to, żeby móc go wykorzystywać.
- Ale ja nie wiem czy chcę go wykorzystać. A nawet jeśli to nie wiem czy chcę to robić akurat w Barcelonie.
- W Londynie też nie chciałaś. Wiesz, że w Arsenalu czy Chelsea przyjęliby cię bez wahania. Skoro nikomu z nas tutaj nie udało się ciebie przekonać to może piłkarzom Barcelony w końcu się to uda.
- Boję się, że jeśli pojadę do Barcelony, to już nigdy więcej nie wrócę do Londynu - przyznałam nieśmiało.
- A dlaczego miałabyś chcieć tu wracać? Miałabyś wrócić do swojego wynajmowanego mieszkania i nudnej pracy kelnerki? Nic cię tu nie trzyma - powiedziała stanowczo. Zdawałam sobie sprawę z tego, że miała rację. Ale tu nie chodziło o strach przed zostawieniem Londynu. Tu chodziło o strach przed Barceloną.
- Mam tutaj ciebie, chłopaków... nie dam sobie rady bez was....
- Mamy XXI wiek! Masz aż nadto możliwości żeby się z nami kontaktować. A to czy chłopacy tutaj zostaną też jest niepewną kwestią... Wojtek wyjeżdża do Włoch, a niedługo zaczyna się druga część sezonu, więc żaden z chłopaków nie będzie miał dla nas czasu i musisz się z tym pogodzić. Barcelona to naprawdę najlepsze wyjście. Zaczniesz życie zupełnie od nowa.
- Znowu - westchnęłam i opuściłam Suzanne.
Jej słowa naprawdę dały mi do myślenia. Strasznie przywiązałam się do moich przyjaciół, tutaj, w Londynie, ale oni i tak ciągle latają po świecie, a ja za każdym razem zostaję tutaj. Takie spokojne życie zrobiło się naprawdę uciążliwe.
Przystanęłam na chwilę, wyrzuciłam całkowicie z głowy myśli o wyjeździe do Barcelony i już spokojnie wróciłam do pracy. Piłka nożna nie powinna mi teraz zaprzątać głowy.
Gdy pół godziny później skończyłam swoją pracę i opuszczałam budynek restauracji oczywiście musiałam ponownie natknąć się na piłkarzy.
- No to na razie - powiedziałam z zamiarem odejścia w swoją stronę.
- Nie zamierzasz życzyć nam powodzenia na jutrzejszym meczu? - usłyszałam za sobą głos Neymara. Nie miałam zamiaru pozostawić tego bez odpowiedzi.
- Nie, nie zamierzam. Gracie przeciwko mnie. A wam nie trzeba życzyć powodzenia. I tak zagracie dokładnie tak jak chcecie - zauważyłam. Kocham Arsenal, ale w obecnej formie nie jestem pewna czy da radę potężnej Barcelonie.
Odwróciłam się i odeszłam, ale jednak najwidoczniej Leo postanowił sobie ze mną porozmawiać.
- Nadia, przemyśl to sobie. Nie podejmuj tej decyzji pochopnie.
- Już wam obiecałam, że się nad tym zastanowię. Mimo wszystko wyjazd do Barcelony to szansa - powiedziałam. - Czy to wszystko co chciałeś mi powiedzieć, bo nie ukrywam, że chciałabym już wrócić do domu - dodałam po chwili ciszy między nami.
- Czy łączyło cię kiedyś coś z... - wiedziałam dokładnie, o co Messi chce zapytać, więc nie pozwoliłam mu dokończyć pytania.
- Nie nigdy nic nas nie łączyło. Skąd ci to przyszło w ogóle do głowy?
- Twoje zachowanie...
- To jak się zachowuję... Taka już jestem i nic mnie nie zmieni. Ale proszę cię nie pytaj o to więcej.
- Wiesz, że ci tego nie obiecam.
- Ale mimo wszystko cię o to proszę - powiedziałam, a Leo jedynie westchnął zrezygnowany.
- Gdybyś zmieniła zdanie co do wyjazdu, to w Barcelonie oczekują cię za tydzień, żeby sprawdzić co naprawdę potrafisz. I nie będziesz tam sama - rzekł, po czym odwrócił się i poszedł, aby dogonić przyjaciół z klubu. Ja ruszyłam w drogę do domu, myśląc o tym co powiedział Messi.
Przez całą drogę i nawet już w domu myślałam nad wszystkim co dzisiaj usłyszałam. Słowa Leo, a szczególnie słowa Suzanne dały mi dużo do myślenia. Bo faktycznie, nie mam podstaw do tego, żeby upierać się nad pozostaniem w Anglii. Przyjechałam tu dlatego, że chciałam się odciąć od poprzedniego życia. Ale mój wybór był totalnie przypadkowy. Padło na Londyn, bo znałam język i był wystarczająco daleko od Brazylii. Ale teraz jakby zbytnio się do niej przybliżył.
Leżąc już na łóżku przypomniała mi się rozmowa z piłkarzem. Zapytał mnie o to, na co nie chcę udzielać odpowiedzi. Wie, że skrywam tajemnicę jaką jest moje poprzednie życie i mój 'zaginiony' brat. Wiedziałam, że będzie chciał wiedzieć o co chodzi. Zasypiając miałam w myślach tylko jedną myśl: "Leo nie odpuści."

niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział 2

~ Nareszcie do nas wróciłaś!

Rano zostałem obudzony w dość niedelikatny sposób. Prawdę mówiąc to zostałem zrzucony razem z pościelą z mojego łóżka przez Daniego.
- Zgłupiałeś?! - wydarłem się, wstając z podłogi.
- Nie, po prostu nie mogłem cię dobudzić, a za godzinę mamy trening - zaśmiał się ten idiota, wracając do pakowania swojej torby na trening.
 - Jeśli nie mogłeś mnie obudzić, to trzeba mi było dać w spokoju spać! Trening nie zając, nie ucieknie! - uznałem i ponownie położyłem się na swoim wygodnym łóżku. Jednak po chwili znów wylądowałem na podłodze.
-  Wstawaj, bo się nie wyrobimy - powiedział sprawca całego tego zamieszania.
- Dobra, dobra - po raz kolejny podniosłem się z podłogi i tym razem udałem się wprost do łazienki. Nie miałem zamiaru ryzykować kolejnego bliższego spotkania z podłogą.
Godzinę później razem z przyjaciółmi wkraczaliśmy już na murawę stadionu treningowego londyńskiego Arsenalu. A tam czekała na nas niespodzianka.
Na środku boiska znajdowała się uśmiechnięta Nadia. Odbijała zawzięcie piłkę nawet nie zauważając naszej obecności. Co ciekawe Leo, gdy tylko ją zobaczył, momentalnie wyją telefon i zaczął nagrywać wyczyny Brazylijki. Ja jedynie spojrzałem na niego zdziwiony.
- Dowiesz się w swoim czasie - odpowiedział wymijająco, zauważając moje zdumione spojrzenie. Naprawdę dużo się dowiedziałem...
Po chwili Leo ponownie schował telefon do kieszeni spodni i wszyscy powoli podeszliśmy do dziewczyny, która nawet w momencie kiedy nas zauważyła, nadal nie przestawała odbijać piłki.
- Hej - odezwała się dopiero po upływie kilku minut. - Trening?
- W końcu musimy trenować przed meczem. A ty jak się tu dostałaś? - zapytał zaciekawiony Leo.
- Mieszkam w Londynie już trochę czasu, więc mam pewne układy - zaśmiała się. Miała taki słodki, perlisty śmiech. A mimo wszystko nadal była bardzo skupiona na swojej zabawie z piłką.
- Chyba, że tak - powiedział Gerard. - Zagrasz z nami?
- Nie mogę. A z resztą nie chcę się ośmieszyć przed wielką FC Barceloną.
- Dobry żart - zaśmiał się Leo. - I w ogóle, jakie "nie mogę", co?
- Normalnie,... - Nadia chciała coś jeszcze dodać, ale właśnie w tym momencie dobiegł nas głos chłopaka zmierzającego w naszą stronę.
- Nadia! - zawołał, podchodząc do niej. Zrezygnowana dziewczyna zostawiła w końcu swoją zabawkę w spokoju. - Co ci mówiłem dzisiaj o grze w piłkę?
- Że mam nie grać, odpocząć sobie przez kilka dni... - mówiła wyraźnie znudzona uwagami chłopaka.
- Dobra, dobra, Nadia mów o co chodzi - powiedział wciąż radosny Alves.
- Oj tam taka mała kontuzja kilka tygodni temu... Nic poważnego. Ale oczywiście Andrew musi mnie niańczyć... - odpowiedziała
- No i może ma rację. Naprawdę powinnaś zrobić sobie przerwę - odezwał się w końcu Leo.
- Nawet ty przeciwko mnie? Cudownie! Nie ma to jak po przerwie robić sobie przerwę! - machała rekami w geście rozdrażnienia wracając do ławki rezerwowych.Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Zmieniła swoje korki i wróciła do nas.
- No to... chyba nic tu po mnie. Do zobaczenia na meczu - pożegnała się z chłopakami i opuściła stadion treningowy. Na mnie nie zwróciła najmniejszej uwagi. Czy naprawdę ja jej coś wczoraj zrobiłem, że tak się zachowuje?
Chwilę później jednak zostawiłem te myśli gdzieś daleko i całkiem oddałem się treningowi. Ostatniemu treningowi przed wielkim meczem.

*Nadia*

Po opuszczeniu stadionu, który zajęli piłkarze Barcelony ruszyłam do swojego domu, żeby zostawić tam swoje rzeczy i móc spokojnie się przygotować. Dzięki temu, że musiałam wrócić do domu wcześniej z powodu ich treningu miałam jeszcze dość dużo czasu. Zdążyłam trochę odpocząć i udałam się do dobrze znanej mi restauracji. Ale bynajmniej nie po to, żeby zjeść sobie obiad.
Przemierzam kilka zatłoczonych ulic i w końcu znajduję się na miejscu, niedaleko stadionu treningowego.
- Nadia! Nareszcie do nas wróciłaś! - zawołała moja przyjaciółka, Suzanne, gdy tylko podeszłam do barku.
- Bez przesady, nie było mnie zaledwie dwa miesiące. A teraz znowu wróciłam wam trochę podokuczać- Mam nadzieję, że wam tego brakowało - zaśmiałam się i poszłam do kuchni. Tam przywitałam się z kilkoma znajomymi, poszłam się przebrać i wróciłam na salę, żeby po długiej przerwie ponownie rozpocząć pracę.
Pracowałam w jednej ze znanych londyńskich restauracji. Znanej z tego, że często spotykali się tutaj kibice Barcelony. Ironia losu prawda? Zatrudniłam się tutaj niedługo po moim przylocie do stolicy Anglii. I właśnie tu poznałam Suzanne, która stała się moją najlepszą przyjaciółką. I tak jakoś się złożyło, że życie kelnerki mi się spodobało. Dzięki pracy tutaj poznałam naprawdę dużo ludzi. Między innymi właśnie moich przyjaciół z Arsenalu, który naprawdę wspierają mnie we wszystkim co robię. Znając moje umiejętności piłkarskie już dawno temu próbowali namówić mnie, abym dołączyła do klubu, do sekcji dla dziewczyn, ale nigdy się na to nie zgodziłam. Piłka owszem była moją największą pasją, ale chyba tego nie potrzebowałam. Nie potrzebowałam tej całej presji związanej z byciem zawodową piłkarką. Choć może tylko tak mówiłam, a wcale nie myślałam.
Dziś wracałam do pracy po dłuższym zwolnieniu, więc po wcześniejszym uzgodnieniu z właścicielem miałam dziś pracować jedynie cztery godziny. Ale nawet tak mało czasu wystarczyło, żeby coś mogło się wydarzyć.
Pierwsze trzy godziny minęły mi w bardzo przyjaznej atmosferze. Naprawdę fajnie było tu w końcu wrócić. Wiele stałych klientów zagadywało mnie na chwilę, by nadrobić czas kiedy mnie nie było. Dużo osób, które stale tu przychodziły bardzo mnie lubiło, stąd też większość z nich wiedziała dlaczego nie było mnie przez tak długi okres, Szczerze mówiąc, to cieszyłam się z powrotu. Nawet bardzo, aż do momentu, w którym do restauracji wkroczyli goście, których na pewno nie chciałam obsługiwać.
Rozejrzałam się po sali, ale nie było nikogo, kto mógłby mnie teraz zastąpić. Niech to szlag! Czyli to jednak ja będę skazana na płaszczenie się przed piłkarzami Blaugrany.
- Co ja takiego zrobiłam, że Bóg was na mnie nasyła? - zapytałam, podchodząc do nich i zwracając tym ich uwagę.
- Nadia? Wow, nie spodziewaliśmy się ciebie... w takim miejscu - natychmiast odezwał się Neymar.
- Wiesz, to, że lubię się czasami pouganiać się za piłką i to, że mój brat to robi, nie znaczy, że mam wiecznie leżeć i nic nie robić - odpowiadam dość spokojnie. Przecież nie jestem jakąś księżniczką, żebym miała jakąś taryfę ulgową, bo mam towarzystwo jakie mam...
 - Właśnie w związku z tym "uganianiem się za piłką" mamy dla ciebie pewną propozycję - powiedział Leo, podając mi swój telefon. Na wyświetlaczu widniała konwersacja mailowa.
Dopiero po chwili zauważyłam, że Messi wysłał na adres FC Barcelony nagranie z mojego dzisiejszego treningu. Przeczytałam odpowiedź i miałam szczerą ochotę go uderzyć.