piątek, 25 listopada 2016

Rozdział 22.

~ "-To moi rodzice"

Nie można powiedzieć, że rozmowa z Danim należała do najprostszych. Naprawdę trwało to trochę zanim w końcu doszliśmy do jakiegokolwiek porozumienia. Aż w końcu doszliśmy do tego, że Dani postawił mi jeden jedyny warunek.
"Jeśli nie powiesz mu tego w przeciągu przyszłego miesiąca, to ja nie będę się wahał przed zrobieniem tego. Jesteś moją przyjaciółką, ale nie pozwolę, żebyś okłamywała mojego najlepszego kumpla" - powiedział.
Nie miałam, żadnych zastrzeżeń, co do tego. Też miałam już dość okłamywania Neymara i miałam ochotę powiedzieć mu o wszystkim już w tej chwili. Ale wiedziałam, że nie mogłam. Chciałam znaleźć jakiś dobry moment, żeby mu powiedzieć. Bo w końcu nie powiem mu o tym, że jestem jego siostrą ani gdy będziemy razem jechać samochodem, ani też nie powiem mu tego przy świadkach. To ma być nasza prywatna rozmowa. A do tego muszę przemyśleć to, co mam zamiar powiedzieć. Przecież nie powiem prosto z mostu: "Ej, Neymar, jestem twoją siostrą!"
I mając to w zamiarze, starałam się jak najbardziej unikać Neymara. Co było tym trudniejsze, że moje treningi zostały przeniesione na inną godziną i mijaliśmy się ilekroć szłam na mój trening, a on wychodził ze swojego. Ale szczęście w nieszczęściu, że zazwyczaj nie mieliśmy zbyt dużo czasu, żeby chociaż zamienić ze sobą choć kilka słów.
Ale dzisiaj nadszedł ten dzień, w którym mimo wszystko będę musiała spędzić trochę czasu z Neymarem. Po wczorajszym meczu, wygranym oczywiście przez Barcę 3:1, Cesc i Oscar wracają już razem z drużyną z powrotem do Londynu.  I właśnie wczoraj wieczorem dostałam wiadomość od Juniora, że zamierza ich odwiedzić jeszcze przed ich wyjazdem. Zapytał, czy nie chciałabym może się jeszcze z nimi pożegnać, więc nie mogłam mu odmówić.
Umówiłam się z nim dopiero za godzinę, ale tak nudziło mi się w moim mieszkaniu, że postanowiłam wyjść wcześniej. Neymar miał po mnie przyjechać, ale tym razem to ja wybrałam się do niego. Zamknęłam drzwi wejściowe, zjechałam windą na sam parter. Gdy wyszłam na świeże powietrze, moje włosy od razu zostały rozwiane przez silny wiatr. Założyłam na głowę kaptur i wartko ruszyłam wzdłuż mojej ulicy. Do przejścia miałam może kilka przecznic, a dalszą drogę miałam zamiar przejechać autobusem. Nie miałam tak dużo czasu, żeby do domu Neymara dotrzeć na piechotę.
Dotarcie do przystanku nie wymagało ode mnie jakiejś ogromnej drogi do przebycia, więc po 10 minutach siedziałam już w autobusie, który jechał w kierunku dzielnicy Pedrables, w której mieszkał Neymar. Z Les Cort nie było tam jednak daleko.
Z przystanku autobusowego do domu Neymara było tylko kilka kroków. Gdy stanęłam pod bramą jego posiadłości, wzięłam głęboki oddech. Jego Audi stało na podjeździe, więc na pewno był jeszcze w domu. Z lekką, niezrozumianą obawą wcisnęłam przycisk na domofonie.
- Tak? - usłyszałam w nim głos Caroliny.
- Hey, tu Nadia - odpowiedziałam.
Caro nie odpowiedziała, ale usłyszałam dźwięk otwierania bramki, co oznaczało, że spokojnie mogę wejść do środka. Nie zdążyłam jednak przejść nawet połowy drogi do drzwi wejściowych, gdy one otworzyły się i stanęła w nich Carolina. Jej mina zdradzała ogromne podekscytowanie na mój widok. Wydaje mi się, że nadal nie może uwierzyć, że znowu mamy kontakt.
- Nadine, jak fajnie, że przyszłaś - zawołała, obejmując mnie za szyję.
- Wpadłam do Neymara, bo mieliśmy jechać razem do chłopaków. Jest w domu?
- Jasne. Chodź - odpowiedziała, otwierając szerzej drzwi i wpuszczając mnie do środka.
Panowała tam względna cisza. Aż do momentu, gdy usłyszałam odgłos, jakby ktoś uderzał młotkiem w coś ciężkiego. Spojrzałam zdziwiona na Caro, która zdawała się nie zwracać na to uwagi.
- Junior jest w salonie - powiedziała, wzruszając ramionami. - Nie będę wam przeszkadzała, pójdę zobaczyć co u Daviego - dodała i ruszyła w stronę schodów.
Zostawiła mnie samą, więc jedynym wyjściem, jakie miałam było znalezienie Neymara. I tak jak mówiła Caro, znalazłam go siedzącego na podłodze w salonie. Zaraz przed nim leżała ogromna antyrama, taka, w jakich zazwyczaj piłkarze wieszają swoje koszulki z ważnych meczy. I spodziewałam się taką zobaczyć, ale za to na białym tle Neymar starał się jak najrówniej ułożyć jakąś powiększoną fotografię.
Stanęłam w wejściu do salonu i obserwowałam, co robił. A on ułożył zdjęcie idealnie po środku, zamknął ramę. Wstał i przyłożył ją do ściany dokładnie naprzeciwko mnie, więc nawet nie zauważył, że tu jestem. I dopiero, gdy skończył, po kilku minutach uderzania młotkiem w ścianę i następnych kilku wieszania ramy tak, a by była prosto, Junior odsunął się, żeby podziwiać swoje dzieło i ja też w końcu mogłam to zobaczyć. I nie wiedziałam nawet, co mam o tym myśleć. Nigdy nie spodziewałam się, zobaczyć tego w jego domu.
Na fotografii znajdowali się nasi rodzice, on, Rafaella.. I nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie postać małej dziewczynki, która znajdowała się zaraz obok Neymara. Ja. Pamiętam, kiedy to zdjęcie zostało zrobione. Z Neymarem mieliśmy wtedy po pięć lat, właśnie wróciliśmy z zabawy z przyjaciółmi na naszej ulicy. Mama trzymała roczną Rafaellę na rękach, a obok niej stał tata, z uśmiechem spoglądając na swoje dzieci. Miałam gdzieś w domu to samo zdjęcie. Jest to jedno z niewielu, na których jesteśmy naprawdę szczęśliwą rodzinką. A najszczególniej przeze mnie uwielbiane jest to zdjęcie dlatego, że ja i Neymar stoimy blisko siebie, uśmiechamy się do siebie tak, jakbyśmy zaraz mieli wybuchnąć śmiechem. Bo rzeczywiście to stało się zaraz po uchwyceniu momentu z fotografii. Wtedy wszystko wydawało się być prostsze.
- Nadia? - nagle głos Neymara wyrwał mnie ze wspomnień o naszym wspólnym dzieciństwie. Spojrzałam na jego zdziwiony wyraz twarzy i uśmiechnęłam się.
- Nie miałam, co robić sama w domu, więc pomyślałam, że przyjdę - powiedziałam.
- Trzeba było zadzwonić, przyjechałbym do ciebie.
- Miałeś chyba ważniejsze rzeczy do roboty - wskazałam z uśmiechem na fotografię za nim. - Co to?
Neymar odwrócił się, a ja podeszłam i stanęłam zaraz obok niego. Zrobiło mi się cieplej na sercu, gdy zauważyłam, że on też uśmiecha się do zdjęcia. Musiałam poczekać moment, zanim usłyszałam jego odpowiedź.
- To moja rodzina. Za czasów, kiedy jeszcze nie mieszkaliśmy w różnych zakątkach świata.
Westchnął. Myślałam, że nie powie już nic więcej i zdziwiłam się, gdy nagle kontynuował.
- To moi rodzice - wskazał na, młodych jeszcze, Nadine i Neymara Sr - moja mama trzyma na rękach Rafeallę, która właśnie skończyła roczek. Tutaj stoję ja, a obok mnie jest... - nagle urwał, przenosząc wzrok na małą mnie. Byłam ciekawa, o czym w tym momencie pomyślał. - Nie ważne - westchnął i się odwrócił, a ja poczułam, jak coś mocno kłuje mnie w serce.
"Nie ważne" - odbijało się w mojej głowie jak echo. Nie jestem ważna.
- Jeśli nie chcesz mówić, nie musisz... - powiedziałam, żeby tylko przerwać niezręczną ciszę, która się rozpoczęła.
- Nie, nie chodzi o to. Po prostu ta dziewczynka, którą widzisz na zdjęciu obok mnie to... - nagle się zatrzymał, jakby to co chciał powiedzieć nie mogło mu przejść przez gardło. - Mało kto o niej wie i ja sam też jakoś często sobie o niej nie przypominam.
- Rozumiem.
I znowu zapanowała cisza, ale tym razem tylko na moment.
- To co, jedziemy już do chłopaków? - Neymar odwrócił się do mnie z uśmiechem na ustach.
- Jasne - też przybrałam na twarz lekko krzywy uśmiech i skierowałam się do wyjścia.
- Caro, my wychodzimy! - krzyknął chłopak przed naszym wyjściem, a zaraz potem zamknął za nami drzwi.
Jak tylko Neymar zamknął za mną drzwi od samochodu, obszedł go dookoła i wsiadł na swoje miejsce. Od razu po wyjechaniu na ulicę włączył radio i poczułam, że nie chce na razie ze mną rozmawiać. Nie naciskałam, skoro nie chciał. Dlatego tym bardziej zdziwiłam się, gdy nagle przyciszył muzykę.
- Pamiętasz moment, w którym się poznaliśmy? - zapytał, spoglądając na mnie przelotnie.
- Oczywiście, że pamiętam, jak mogłabym zapomnieć. Wpakowaliście się wtedy do mojego życia i dodatkowo ściągnęliście mnie na drugi koniec Europy.
- Dosłownie - zaśmiał się krótko, a potem znowu spoważniał.
W tej samej chwili zaparkował pod hotelem, w którym zatrzymała się drużyna Chelsea. Myślałam, że Neymar po prostu skończył już temat i wysiądzie teraz z samochodu, ale on oparł jedną rękę na kierownicy i odwrócił się w moją stronę.
- Powiedziałaś nam wtedy o swoim bracie. O tym, że nie wiesz do tej pory gdzie jest - odezwał się.
- Pamiętam - odpowiedziałam zdziwiona faktem, że tak nagle o tym wspomniał.
- Chciałbym ci tylko powiedzieć, żebyś nigdy nie zaprzestała poszukiwań. Bo w pewnym sensie wiem, jak możesz się czuć, gdy kogoś ci brakuje. Bo ta mała dziewczynka z fotografii w moim salonie... Ona też zniknęła bez śladu. Zaginęła, gdy miała osiemnaście lat i do tej pory nie ma po niej śladu. Czasami sobie przypominam o tej małej dziewczynce, a potem przychodzi mi do głowy widok tej osiemnastoletniej, niewysokiej dziewczyny z krótkimi blond włosami i krzywymi zębami - uśmiecha się pod nosem. - Zawsze w dzieciństwie chodziła ubrana w takie różnokolorowe sukieneczki i uwielbiała nosić wstążki we włosach. I tylko tyle pamiętam. Przez tyle lat ją olewałem, miałem za nic, a teraz jakbym ją spotkał na ulicy, to pewnie nawet bym jej nie poznał. Więc proszę, nie popełniaj moich błędów.
Przez dłuższy moment nawet nie zabrałam głosu, żeby mu na to odpowiedzieć, a on tylko się we mnie wpatrywał. Byłam w głębokim szoku, gdy usłyszałam to, co powiedział. Nie spodziewałam się, że on nadal w pewien sposób mnie pamięta. I że zdaje sobie sprawę z tego, że zawalił.
- Dlaczego nie chcesz jej szukać? - zapytałam, bo nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć.
- Bo nie wiem gdzie, nie mam nawet pojęcia, jak wyglądała przed zaginięciem, bo już jej nie pamiętam, a nie mam żadnych jej zdjęć.
- Jak to nie masz zdjęć?
- Po prostu. W tamtym czasie wszystko kręciło się wokół mojej kariery. Ja, moi rodzice wiecznie coś załatwialiśmy, gdzieś wyjeżdżaliśmy, a ona i Rafaella zostawały same w domu. Nie było czasu na żadne sprawy rodzinne.
- A czemu po prostu nie poprosisz o zdjęcia Rafy? Przecież powinna jakieś mieć, skoro spędzały ze sobą tyle czasu.
- Prosiłem. Ale dla Rafy zniknięcie siostry to nadal drażliwy temat. Jak poszedłem do niej z prośbą o zdjęcie, to zrobiła mi wielką awanturę o to, że to wszystko moja wina. I w sumie ma rację.
Gdy to usłyszałam, miałam ochotę mu współczuć, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze i to nie jego wina. Ale wtedy też przypomniałam sobie kim Neymar dla mnie był i że to rzeczywiście on był przyczyną, dla której opuściłam Brazylię.
- Może kiedyś ci to wszystko wybaczy.


Może ten rozdział nie jest idealny, ale chciałam go dokończyć i dodać, bo wiem, że dawno nic tutaj nie było :/ Ale obiecuję, że po zakończeniu tego opo będę poprawiać wszystkie rozdziały ;) Więc czeka mnie dużo pracy xD

Neyforever :*

środa, 5 października 2016

Rozdział 21.

~ A więc dlaczego by nie teraz?

- Wiesz, Neymar, to może ja was zostawię - Carolina odezwała się dopiero po chwili, zmieszana całym zajściem.
I rozumiałam co musiało chodzić jej po głowie. Nagle spotyka swoją dawną przyjaciółkę, której nie widziała od kilku lat i do tego w dość niezręcznej sytuacji z własnym bratem. No cóż, ciekawie musiało to wyglądać.
- Nie poczekaj - zawołał za nią Junior, gdy Carolina odwracała się już, by wrócić na górę. Dlaczego nie pozwolił jej po prostu iść z powrotem do pokoju? Wtedy wszystko byłoby o wiele łatwiejsze.
"Ale życie nigdy nie jest łatwe"
- Hm? - wróciła do nas wzrokiem.
Wiedziałam, co chodziło jej po głowie. Zapewne same pytania skierowane do mnie. Dotyczące relacji z Neymarem. I już kolejna osoba w ciągu jednego dnia.
- Nie będziesz miała nic przeciwko, jeśli Nadia zostałaby dzisiaj u mnie na noc? - zapytał Neymar. - Jest moją przyjaciółką i nie chciałbym jej zostawiać samej w tym stanie.
Mówił tak, jakbym wypiła co najmniej z hektolitr alkoholu. A to było tylko kilka kieliszków wina.
"Dramatyzuje"
- Nie, pewnie, że nie miałabym. W końcu to twój dom - wzruszyła ramionami. Wydawała się być obojętna na wszystko, co się właśnie działo, ale w środku na pewno zżerała ją ciekawość. - Możesz układać sobie swoje życie, jak tylko chcesz - dodała. Nie słychać było tam ani grama zazdrości. Nie wiem, co wydarzyło się między Caroliną a Neymarem po moim wyjeździe, ale raczej nie było to nic, co pozwoliłoby, żeby ich związek nadal trwał. Tak nie zachowują się ludzie, który są razem szczęśliwi.
Ale ja sama, gdy już przetrawiłam słowa Caroliny, poczułam jakąś dziwną potrzebę wytłumaczenia się.
- Ja i Neymar to nie to, o czym myślisz - odezwałam się. - On jest po prostu dla mnie dobrym przyjacielem.
Carolina kiwnęła powoli głową.
- Tak, wiem - westchnęła. - Rozumiem.
I nagle nastała pomiędzy na mi cisza, wręcz grobowa. I trwała do póki Neymar się nie odezwał.
- To ja może odprowadzę Nadię do pokoju.
- Tak, ja też wrócę lepiej do siebie - powiedziała Carolina, odwróciła się i zaraz potem zniknęła nam z oczu. Neymar wtedy spojrzał na mnie przepraszająco.
- Nie przejmuj się jej dziwnym zachowaniem. Zazwyczaj się tak nie zachowuje - powiedział.
- Myślę, że... eh, nie ważne. Po prostu przyjazd tutaj chyba nie był najlepszym pomysłem.
- Nie mów tak - przytulił mnie mocno do siebie. A ja poczułam się jeszcze gorzej, niż czułam się przez całą drogę tutaj i spotkanie z Caroliną. Nagle zrozumiałam, że moim zachowaniem mogę dawać Neyowi złudną nadzieję, że jednak coś do niego czuję.
"Oh, to jest tak beznadziejne!"
- Naprawdę jak się napijesz to nie jesteś sobą - uśmiechnął się, gdy się od niego odsunęłam.
Westchnęłam.
- Zdecydowanie.
Neymar w ciszy zaprowadził mnie do pokoju, w którym miałam spędzić dzisiejszą noc. Gdy zapalił światło, pomieszczenie wcale mnie nie zaskoczyło. Pod ścianą stało całkiem spore, dwuosobowe łóżko, a po jego obu stronach małe szafki nocne. Na przeciwnej ścianie znajdowały się jeszcze szafa i mała komoda.
- No to... czuj się jak u siebie - usłyszałam głos stojącego za mną Neymara. - Ja idę jeszcze sprawdzić, co u Caroliny i Daviego, i też będę kładł się spać.
Nie zwracając na nic uwagi po prostu weszłam do pokoju. Lekko wystraszyłam się, gdy stanęłam nagle na czymś bardzo miękkim, ale strach minął, gdy zauważyłam, że to tylko dywan. Podeszłam do łóżka i usiadłam na nim.
I w nagłym przypływie odwagi zapytałam:
- Dlaczego ty i Carolina już nie jesteście razem?
Podniosłam wzrok na chłopaka, który nadal stał w wejściu. Przeczesał włosy, jakby zastanawiał się, co ma mi odpowiedzieć. Potem odepchnął się od futryny, o którą się opierał i wszedł do pokoju, zamykając za sobą drzwi. Chwilę później siedział już na przeciwko mnie. Ale zanim się odezwał upłynęło kilka długich minut, podczas których po prostu oboje się sobie przyglądaliśmy.
- Nasze drogi najzwyczajniej w świecie się rozeszły. Dopiero gdy Caro zaszła w ciążę, zdaliśmy sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nie chcemy być ze sobą na zawsze razem. Oboje uznaliśmy, że to nie było "to".
I znów pojawiła się ta cisza, podczas której zaczęłam się zastanawiać.
Neymar i Carolina, mój brat i najlepsza przyjaciółka byli parę już na rok przed moim wyjazdem. I na tyle zdążyłam się przyzwyczaić do ich związku, że nie wyobrażałam sobie ich osobno. Oczywiście wiedziałam, o ciąży Caroliny, ale chyba nie zdążyłam dowiedzieć się o tym, że jednak nie są już razem. A ja zawsze uważałam ich za taką idealną parę. I Rafaela z resztą też.
No właśnie, Rafaela. Co jeśli z Caro nadal mają taki dobry kontakt i była dziewczyna Neymara właśnie dzwoni do mojej siostry, żeby jej o wszystkim opowiedzieć?
"Boże, proszę, oby nie!"
- Chciałabyś coś jeszcze wiedzieć? - głos Neymara wyrwał mnie z zamyślenia.
- Nie - odpowiedziałam szybko, słysząc smutek w jego głosie. - I Neymar.... - dodałam, gdy wstawał z  łóżka. Zatrzymał się i spojrzał na mnie. - Nie chciałam cię urazić.
Uśmiechnął się smutno.
- Nie uraziłaś mnie. Po prostu, w okresie, w którym rozstałem się z Caroliną, naprawdę wiele się działo i nie koniecznie były to przyjemne rzeczy - westchnął. - Ale było minęło. Trzeba żyć dalej. - Schylił się i pocałował mnie w czoło. - Dobranoc.
- Dobranoc - odpowiedziałam mu tym samym, kiedy szedł do drzwi. Kiedy już tam dotarł, odwrócił się i dodał jeszcze:
- Gdybyś czegoś potrzebowała, to mój pokój jest zaraz obok, a Carolina jest na przeciwko.
Kiwnęłam głową na znak, że zrozumiałam, a on zamknął za sobą drzwi.
"No to zostałam sama"
Słyszałam, jak Neymar zamyka drzwi od swojego pokoju i wpadłam na pewien pomysł. Gdybym rano chciała porozmawiać z Caroliną, na pewno przeszkodziłby nam Junior. A kiedyś w końcu muszę z nią porozmawiać, a im szybciej tym lepiej. Więc dlaczego by nie teraz?
Po cichu podniosłam się z łóżka i dosłownie na palcach podeszłam do drzwi. Uchyliłam je lekko i rozejrzałam się po korytarzu, czy przypadkiem nikt nie wybrał się na spacer, ale nie, korytarz był całkowicie pusty. Szybko przemknęłam te kilka kroków i zaraz byłam już pod drzwiami pokoju Caroliny. Zapukałam delikatnie i nie czekając na odpowiedź, weszłam do środka.
Carolina nadal wydawała się być zdziwiona, widząc mnie. Nie dziwiłam się jej - w końcu ja też czułam to samo, gdy widziałam ją po trzech latach.
- Co ty tu robisz? - to były pierwsze słowa, jakie wypowiedziała. I byłam pewna, że wcale nie chodziło jej konkretnie o moją obecność w jej pokoju. Choć w jakiejś części może też.
- Caro, ja naprawdę wszystko ci wyjaśnię, tylko mnie posłuchaj - miałam ochotę wręcz ją błagać, żeby od razu nie oskarżała mnie o wszystko, co najgorsze. W końcu kiedyś byłyśmy przyjaciółkami i nie chciałam zaraz po spotkaniu znowu jej tracić.
Ale wbrew moim oczekiwaniom, Carolina podeszła do mnie i się przytuliła. Byłam tym ogromnie zdziwiona, ale od razu odwzajemniłam uścisk.
- Czemu, do cholery, nas zastawiłaś?! - powiedziała, pociągając nosem, co mogło świadczyć tylko o jednym. - Dlaczego się do nas nie odzywałaś?!
- Przepraszam, Caro, tak bardzo cię za to przepraszam.

***********

- Jak się spało? - zapytał Neymar, gdy tylko zauważył, że wychodzę z pokoju. Idzie korytarzem, ubrany jedynie w nisko opuszczone dresy, był bez koszulki. Oczywiście mój wzrok od razu znalazł się na jego klatce, ale dość szybko przypomniałam sobie na szczęście, kim Neymar dla mnie jest. I odwróciłam wzrok w kompletnie inną stronę.
- Całkiem nieźle - odpowiedziałam, a po chwili ciszy dodałam: - Dziękuję.
Nie odpowiedział, tylko pokręcił głową z uśmiechem.
Odezwał się dopiero, gdy stanął już ze mną twarzą w twarz.
- Chyba powinienem cię odwieźć do domu, co?
Nawet otworzyłam już usta, żeby odpowiedzieć mu, że tak byłoby najlepiej, ale niestety ktoś mnie uprzedził.  - Nawet nie myśl o tym, żeby wywieźć ją stąd bez śniadania - Nagle drzwi za plecami Neymara się otworzyły i stanęła w nich niewysoka blondynka. Z olbrzymim uśmiechem na ustach.
- Nawet nie śmiałbym o tym pomyśleć - zaśmiał się Junior i przelotnie spojrzał na swoją byłą dziewczynę. Ale w jego oczach nie widziałam już tego uczucia, które widziałam wtedy, gdy byli parą. To wszystko już się skończyło.
- To dobrze - odpowiedziała mu Caro. - Idźcie z Nadią na dół, a ja zaraz przyjdę z Davim.
Na dźwięk imienia mojego bratanka, moje serce aż podskoczyło. Z radości i jednocześnie ze strachu. Bo z jednej strony cieszyłam się na to, że w końcu mogłabym go pierwszy raz w życiu zobaczyć. A z drugiej, bałam się, że mnie nie zaakceptuje. Lub coś podobnego, czego sama nie potrafiłam zrozumieć.
- W takim razie czekamy w kuchni - zapowiedział Neymar. Złapał mnie za rękę i poprowadził za sobą korytarzem.
Próbowałam oczywiście wyszarpnąć moją dłoń z jego uścisku, ale nic z tego - trzymał ją zbyt mocno, tak, jakby domyślał się, że będę chciała ją zabrać. No więc byłam skazana na jego bliskość, przynajmniej w takim wydaniu.
- Carolina chyba w ciągu nocy zmieniła o tobie zdanie - odezwał się. - Wręcz diametralnie - dodał.
Nie odpowiedziałam.
Owszem, wiem, że coś takiego się wydarzyło. Ale nie do końca samoistnie.
Dość długo wieczorem zajęło mi wyjaśnienie Carolinie choć fragmentu z tego, co powinna wiedzieć. Na szczęście fakt, że trochę wiedziała jeszcze przed moim wyjazdem z Brazylii trochę ułatwił mi to, ale też nie było najprościej.
Ważne było to, że Carolina mi wybaczyła. I może też trochę zrozumiała w jakiej obecnie jestem sytuacji. Choć nie byłam pewna, że widziała to dosłownie tak, jak to było naprawdę.
A też inną istotną rzeczą był fakt, że obiecała nikomu nie mówić o tym, że mnie spotkała. Chciała chyba w pewien sposób pomóc mi zachować anonimowość przed moją rodziną i dawnymi przyjaciółmi, przed którymi się ukrywałam. A szczególnie obiecała nie wspominać o niczym Rafaeli.
Oczywiście nie byłaby sobą, gdyby nie ochrzaniła mnie za to, że mimo wszystko nie chcę w końcu powiedzieć mojej rodzinie, że mam kontakt z bratem. I oczywiście, tak jak wszyscy, była na mnie zła za to, że okłamuję samego Neymara. Ale byłam zdecydowanie bliższa powiedzenia jemu prawdy niż odezwania się do mojej rodziny.
Gdy już z Neymarem znaleźliśmy się w kuchni, usiedliśmy przy wyspie kuchennej i w ciszy czekaliśmy na przyjście Caroliny. Zajęło to kilka minut, a ja z każdą sekundą denerwowałam się jeszcze bardziej.
Gdy w końcu się pojawiła, w dodatku sama, poczułam ogromną ulgę i spokojnie wypuściłam wstrzymywane przez chwilę powietrze.
- Davi jeszcze śpi, a nie chciałam go budzić - powiedziała Caro, biorąc się od razu za robienie śniadania.
- Pomóc ci może? - zapytałam, gdy nagle ogarnęły mnie wyrzuty sumienia, że on sama będzie musiała robić posiłek dla całej naszej trójki.
- Nie, spokojnie, dam sobie radę - uśmiechnęła się do mnie wdzięcznie.
I jakieś pięć minut później siedzieliśmy już razem i jedliśmy śniadanie, które przygotowała. Oczywiście nie robiliśmy tego w ciszy.
- No to opowiadaj, Nadia, co robisz w Barcelonie? - zapytała. Dla Neymara zapewne to pytanie zabrzmiało całkiem normalnie, ale ja wyczułam podtekst. Carolina aż umierała z ciekawości na temat tego, jakim cudem nagle znalazłam się w Barcelonie.
Przełknęłam, więc to, co miałam w buzi i zaczęłam opowiadać.
- Pracuję. A dokładniej to od niedawna gram w żeńskiej sekcji FC Barcelony - wyjaśniłam. Nie chciałam być jakoś bardzo wylewna. To mogłoby wywołać u Neymara jakieś podejrzenia.
- Powinnaś pójść na jakiś jej mecz. Jest naprawdę świetna - powiedział, oczywiście z buzią pełną jedzenia.
- Junior, czy ciebie to matka nie wychowała? Jeny, siostra taka wychowana, a ten po prostu brak kultury! - odezwała się Caro.
I teraz nasuwa się pytanie. Mówiła o Rafaeli czy może o mnie?
- Oj, daj już spokój. Jestem w domu, mogę robić, co mi się podoba - Neymar zaczął jęczeć, słysząc uwagi swojej byłej dziewczyny.
- Tylko mi Davisia tego nie ucz!- prychnęła. - A wracając do ciebie, Nadia, to co robiłaś wcześniej? Zanim zaczęłaś grać w klubie?
Uśmiechnęłam się na same wspomnienia tych miejsc i tych ludzi.
- Mieszkałam w Londynie. Zamieszkałam tam zaraz, po wyjeździe z rodzinnego domu.
- A nie brakuje ci domu? Rodziny?
Tak, to pytanie też nie mogło obyć się bez kontekstu.
Westchnęłam, zanim postanowiłam odpowiedzieć.
- Brakuje. Nawet nie wiesz, jak bardzo. Ale cholernie trudno jest się przyznać przed nimi do tego, że ucieczka była w pewnym sensie błędem.

*****

- To do zobaczenia. Mam nadzieję, że Neymarowi uda się jeszcze cię do nas ściągnąć - powiedziała Caro na pożegnanie, gdy opuszczałam posesję piłkarza. Oczywiście z nim samym.
- Chociażbym miał ją do tego zmusić - uśmiechnął się i przytulił mnie od tyłu. Co nie do końca było dla mnie komfortowe.
- Mam wrażenie, że Nadia wcale nie czuje się zmuszona do tego, żeby z tobą przebywać, Neymar.
Nawet nie widząc twarzy Neya, mogłam stwierdzić, że bardzo musiał ucieszyć się na stwierdzenie Caroliny.
- Mam taką nadzieję - powiedział.
- Neymar, chyba powinniśmy już jechać - zauważyłam, zaraz po sprawdzeniu godziny w telefonie. Było już dobrze po 11. Niby trening mam dopiero wieczorem, ale chciałabym jeszcze w międzyczasie ogarnąć jeszcze resztę rzeczy w mieszkaniu, a to na pewno nie zajmie mi pięciu minut.
- Tak, chyba powinniśmy - zgodził się ze mną.
Moment później pożegnałam się z Caroliną i wsiadłam do samochodu Juniora. Zapinałam pasy, gdy zauważyłam, że mnie obserwuje.
- O co chodzi? - zapytałam.
- O nic. Po prostu ładnie wyglądasz - uśmiechnął się i wyjechał ze swojego podjazdu.
W sumie, to przez całą drogę z Neymarem wymieniliśmy może ze dwa - trzy słowa. Nie miał do mnie wcale daleko, a tematów do rozmów też jakoś nie było zbyt wiele.
- Chciałabyś się jeszcze dzisiaj zobaczyć z chłopakami? - zapytał, gdy zaparkował zaraz pod moim blokiem. Przez chwilę zastanawiałam się, o czym mówi i dopiero po chwili przypomniałam sobie o Cescu i Oscarze.
- Sama nie wiem. Chyba nie będę miała na to dzisiaj czasu. A z resztą myślę, że chyba wolałabym od nich odpocząć po tym, co stało się wczoraj - odpowiedziałam smętnym głosem. W sumie to nawet sama nie wiem z jakiego powodu.
- Nie, żebym się z tobą nie zgadzał. Po prostu Cesc się mnie o to pytał - westchnął. - Wiesz, Nadia, naprawdę się cieszę, że ty i Carolina jednak się polubiłyście - dodał.
- Tak, też się cieszę z tego powodu - odpowiedziałam - Carolina jest naprawdę fajna. I dobrze, że wy też utrzymujecie dobre kontakty.
Mimo że staraliśmy się jakoś ze sobą rozmawiać, to jednak atmosfera i tak była dość dziwna.
- Wiesz, chyba powinnam już iść - odezwałam się po chwili ciszy, jaka między nami zapanowała.
- To... do zobaczenia - uśmiechnął się.
- Tak, do zobaczenia - uściskałam go lekko na pożegnanie i wysiadłam z jego samochodu.
Mimo że w Barcelonie temperatury robiły się z każdym dniem coraz wyższe, to jednak mi nadal było zimno. Dlatego szybko pobiegłam do drzwi mojej klatki i weszłam do środka. A może też dlatego, że chciałam jak najszybciej zniknąć z pola widzenia Neymara.
Wsiadłam do windy i wjechałam na moje piętro. Ale gdy wyszłam już na korytarz, byłam lekko zdziwiona widząc tam akurat tę osobę.
"Nie sądziłam, że będzie chciał ze mną w ogóle rozmawiać"
Nie odzywając się, przeszłam obok niego i włożyłam klucz w zamek moich drzwi. Otworzyłam je na oścież i gestem zaprosiłam gościa do środka.

Ktoś?
Coś?

Neyforever

sobota, 17 września 2016

Rozdział 20.

~ (...), wiesz, że ja cię kocham, prawda?

Zamierzałam zapukać do drzwi, ale Neymar nic sobie z tego nie robił i nie pukając, od razu wszedł do środka. I pierwszym, co usłyszałam po wejściu do pokoju, był głośny i wesoły okrzyk:
- DAVIES!
- Santos! Fabregas! - zawołałam, gdy zobaczyłam moich przyjaciół, a zaraz potem uwiesiłam się na szyi Oscara. - Tak bardzo się za wami stęskniłam!
Trwaliśmy w uścisku przynajmniej kilka minut, zanim Neymar nie postanowił przypomnieć nam wszystkim o swojej obecności.
- O, cześć Junior - uśmiechnął się Emboaba, ale nie przywitał go tak entuzjastycznie, jak mnie.
- Powinienem być o nią zazdrosny? - zapytał Neymar, wskazując na mnie.
- Daj spokój człowieku, ty ją masz na co dzień, a my ją będziemy widywać raz na ruski rok! Dajże spokój! - zawołał Cesc, nadal się do mnie przytulając.
- Nadal nie wiem po jaką cholerę wysyłaliśmy cię do tej Barcelony... Mogłaś zostać z nami - westchnął Oscar.
- No to, Neymar, przywiozłeś nam Nadię, więc tobie już dziękujemy. Możesz jechać do domu, do Caroliny i Daviego - powiedział Oscar, ciągnąc mnie za rękę i zaraz potem sadzając na kanapie w salonie ich apartamentu. Cesc oczywiście poszedł za nami, ale myślałam, że Neymar, tak jak powiedział mu Brazylijczyk. Ale on też przyszedł do salonu.
- Nie miałeś jechać do Caroliny?
- Wolałbym, żebyś jechała ze mną, ale wiem, że z jakichś dziwnych powodów nie chcesz się spotkać z nią i Davim. - powiedział i zaraz dodał. - Ale muszę być pewien, że ci idioci potem zwrócą mi cię z powrotem i to do tego w jednym kawałku - spojrzał wymownie na przyjaciół.
- Spokojnie, stary, z nami jest najbezpieczniejsza na świecie - odezwał się Fabsiu.
- Chciałbym, żeby tak było - mruknął Junior i zbliżył się do mnie. - Przyjadę po ciebie tutaj za jakieś dwie - trzy godziny, żeby dać wam trochę 'przestrzeni', żebyście mogli sobie trochę powspominać. I już za tobą tęsknię, ty mała złośnico - uśmiechnął się, nachylił i zostawił krótkiego buziaka na moim policzku.
- Tylko nie zapomnij poflirtować z tą recepcjonistką zanim wyjdziesz z hotelu - zawołałam za nim, a w odpowiedzi usłyszałam tylko jego śmiech.
Moment później wyszedł z apartamentu, a ja dopiero wtedy zwróciłam uwagę na zdziwione miny chłopaków. Nawet nie zdążyłam się odezwać, gdy oni krzyknęli razem:
- Co to było?!
- Yy.. no.. - nie mogłam się wysłowić.
- Powiedziałaś mu?! - oni wcale nie czekali na moją odpowiedź. Sami już układali scenariusz w swoich głowach.
- Nie, nie powiedziałam Neymarowi, że jest moim bratem, jeśli o to pytacie - mruknęłam.
Znowu będę musiała to wszystko od początku wyjaśniać?
- To czemu zachowujecie się jak stare dobre rodzeństwo? - zawołał Cesc.
- Chyba raczej małżeństwo, imbecylu! - poprawił go Oscar, a zaraz potem oboje wytrzeszczyli na mnie oczy.
- Wy chyba nie... - zaczęli razem.
- Nie! - zaprotestowałam. - Po prostu się przyjaźnimy - wzięłam głęboki oddech.
- Cesc, czy tobie to wyglądało na przyjaźń? - zapytał Oscar.
- Zdecydowanie nie.
Eh, czyli jednak będę musiała się tłumaczyć.
- Niech wam wygląda to tak, jak wam się podoba. ale Neymar nic nie wie. I prosiłabym, żebyście też nic mu nie mówili. Chcę to zrobić sama.
- Nie musisz nam tego dwa razy powtarzać.
- Nie chcielibyśmy być w pobliżu Neymara, gdy się dowie.
- A to niby dlaczego? - zapytałam, marszcząc brwi w zdziwieniu.
- Nie myślałaś nigdy nad tym, jak bardzo on się zdenerwuje, gdy się dowie, że tak długo go okłamywałaś?
- Nie, nie zastanawiałam się nad tym. Na razie tylko zastanawiam się, kiedy mu powiedzieć - westchnęłam. - Ale nie mówmy teraz o tym. Co tam u was? Jak z Chelsea?
- Patrz, tak się wkręciła w tą Barcelonę, że nawet przestała nasze mecze oglądać - powiedział Cesc do Oscara z udawanym żalem.
- Boże, po co my jej daliśmy wyjechać? - zapytał, wznosząc ręce do nieba, a zaraz potem wybuchnął śmiechem.
- Dobra, bez pajacowania - zarządziłam. - To co tam w wielkim Londynie słychać?
- W sumie to nic nowego, wszystko po staremu - Oscar wzruszył ramionami.
- Ale wy jesteście wylewni - pokręciłam głową. - W takim razie, co tam u Alexisa?
- Ooo, u niego to akurat sporo się dzieje, ale to opowiem ci zaraz. Najpierw mów jak ci się mieszka w Barcelonie - odezwał się Fabsiu.
- Nie wiem od czego mam zacząć - przyznałam. Naprawdę sporo tego było.
- Jak tam ci idzie w klubie?
Mieliśmy skończyć temat Neymara, a nawet takie głupie pytanie o klub przypomina mi o nim i o naszym zakładzie. Jak tak dalej pójdzie to ja tu zwariuję. Wszystko w moim życiu kończy się zawsze na Neymarze. Dlaczego?!
Powiedzieć im o zakładzie czy może lepiej tego nie robić?
- W klubie jest naprawdę dobrze...

****

Śmieliśmy się tak, że mógłby usłyszeć nas cały hotel, gdy nagle po pokoju rozszedł się dźwięk pukania do drzwi. Nasze śmiechy momentalnie ustały, ale żadnemu z nas nie chciało się iść i otworzyć drzwi.
- Fabregas, wiesz, że ja cię kocham, prawda? - powiedziałam do przyjaciela.
- Nigdzie nie idę! Nawet nie ma mowy! - zawołał.
- Ale Fabsiuuuuu - zabrzmiałam jak małe dziecko. - Ja się nawet nie doczołgam do tych drzwi!
- Dobrze, ja otworzę! - krzyknął Emboaba. Czy on musi się drzeć tak głośno, że aż głowa zaczynała boleć?
- Nie drzyj się tak, debilu! - zawołałam za nim. Położyłam głowę na ramieniu Cesca, zamknęłam oczy i nasłuchiwałam.
Oscar otworzył drzwi i usłyszałam niski głos Neymara.
- Patrząc na ciebie aż boję się pomyśleć co z Nadią.
A moment później znalazł się już w salonie. Miałam wrażenie, że będzie zły, ale wydawał się raczej zdziwiony. Mocno zdziwiony.
Podszedł do stolika i wziął do ręki stojącą na nim butelkę po winie. Tym, które wypiliśmy razem z Cescem i Oscarem. I może nie byliśmy pijani, ale głowa już zaczynała mnie boleć. Miałam słabą głowę i to na pewno wina tego, że nigdy nie piłam w większych ilościach. Nie widziałam sensu. Ale dziś trzeba było uczcić fakt, że się spotkaliśmy, że mi powodzi się w Hiszpanii, a im w Anglii. To były zdecydowanie dobre wieści.
- Wiecie, że nie powinniście? - zapytał Neymar takim tonem, jakby rozmawiał z dziećmi.
- Oj, nie udawaj, że się o nas martwisz - powiedział Cesc, podnosząc się z miejsca i tym samym pozbawiając mnie oparcia na jego ramieniu.
- O was się nawet nie zamierzam martwić - odpowiedział mu Neymar. - Bardziej przejmuję się tą małą, złośliwą istotką, która leży na waszej kanapie.
Oczywiście słyszałam te słowa i nawet zaczynałam myśleć nad ich znaczeniem, ale nie miałam już na to siły. Ta dzisiejsza kłótnia z Danim naprawdę nie wpłynęła na mnie najlepiej, do tego było już późno, a przez poprzednich kilka godzin męczyło mnie tych dwóch. Byłam już zmęczona.
- Nie żeby coś, ale aż do naszego meczu jesteśmy 'rywalami', więc chyba powinienem jak najszybciej się stąd zmywać. Dlatego też zabieram Nadię i wychodzę - powiedział Neymar, podszedł do kanapy i pomógł mi z niej wstać.
- Chodź, jedziemy do domu - powiedział, a ja już czułam na sobie te spojrzenia Oscara i Cesca. - Co się tak patrzycie? Przecież nie mieszkamy razem, debile.
Ufff. Dobrze, że Neymar potrafił czytać im w myślach i powiedział im to sam. Inaczej ja musiałabym im to tłumaczyć, a jakoś nie bardzo mi się to w tym momencie uśmiechało.
Pożegnałam się z chłopakami i razem z Neymarem trzymającym mnie bardzo blisko siebie wyszłam z ich pokoju. Zjechaliśmy te trzy pietra windą w kompletnej ciszy, ale atmosfera zrobiła się naprawdę nieodpowiednia.
A gdy wysiedliśmy z windy, nadszedł czas, żeby przejść zaraz obok recepcji. Niestety, nadal znajdowała się tam dziewczyna, z którą uprzednio flirtował Neymar. I wcale nie sprawiało to, że czułam się lepiej.
Gdy przechodziliśmy obok dziewczyna patrzyła się na Neymara, jakby miała zaraz się na niego rzucić i w pewnym momencie nawet puściła do niego oczko. Tak, byłam zła.
I wtedy Neymar, który oczywiście to zauważył, spojrzał na mnie, objął mnie ramieniem i ucałował opiekuńczo w czoło. A ja odwróciłam się do dziewczyny i pokazałam jej język z wyższością. Tylko dlaczego byłam zazdrosna o NEYMARA?
To na pewno wina tego wina...
Więcej nie piję! Nigdy w życiu!
Wyszliśmy razem z hotelu, Neymar otworzył mi drzwi do swojego samochodu, a zaraz potem siedział już obok mnie.
- To gdzie jechać? Odwieźć cię do domu, czy może wolałabyś pojechać do mnie? - zapytał, a ja spojrzałam na niego, zdziwiona taką propozycją.
Nawet nie zdążyłam pomyśleć nad odpowiedzią, gdy on znów zabrał głos:
- Pytam jedynie dla twojego bezpieczeństwa. Wolałbym nie zostawiać cię samej nawet, biorąc pod uwagę jak mało wypiłaś. Po prostu się martwię - spojrzał na mnie przelotnie, ale zaraz znów przeniósł wzrok na drogę.
- Możesz jechać do siebie - powiedziałam w końcu i oparłam głowę o boczną szybę. Było ciemno na dworze, więc jedyne co widziałam to światła mijanych przez nas latarni.
- Kiedy wypijesz jesteś taka dziwnie spokojna. Jakbyś nie była sobą - po kilkunastu minutach ciszy, odezwał się Neymar.
- Nie przyzwyczajaj się - ledwo zdążyłam to powiedzieć, bo zachciało mi się ziewać. Tak, zdecydowanie byłam zbyt zmęczona, a jazda samochodem tylko jeszcze bardziej mnie usypiała.
- Po prostu, gdy będę chciał z tobą normalnie porozmawiać, to cię upiję i po kłopocie - zaśmiał się, ale ja nawet nie miałam siły, żeby zrobić to samo.
- Będę miała to na uwadze - próbowałam się uśmiechnąć, ale raczej nie bardzo mi to wyszło.
Około dziesięciu minut później byliśmy już na miejscu, więc wciąż praktycznie śpiąca wysiadłam przy pomocy Neymara z jego samochodu i poszliśmy do domu, gdy tylko weszliśmy do domu, zauważyłam jaka cisza tam panuje. I wtedy przypomniałam sobie, że są tu Carolina i Davi i że przecież powinno tu być głośno.
- A nie miało być u ciebie... - chciałam zapytać Neymara, ale w tym samym momencie usłyszeliśmy głos.
- Neymar? Już wróciłeś? Davi już śpi - zawsze poznałabym osobę o tym głosie. Moment później pojawiła się ona w korytarzu, w którym właśnie stałam razem z Neymarem, który trzymał swoją rękę na moich plecach, żebym przypadkiem, gdybym straciła równowagę, nie spotkała się bliżej z panelami na jego podłodze.
Carolina patrzyła śladem jego dłoni, a zaraz potem przeniosła wzrok na moją twarz. Patrzyła na mnie z takim wyrazem twarzy, że od razu domyśliłam się, ze mnie poznała.

Tak, jak obiecywałam, pojawiam się z nowym rozdziałem i oczekuję tu choć trochę jakiejś waszej obecności. Nie będę się rozpisywać jak zawsze. 
Po prostu mam nadzieję, że jeszcze tu jesteście.

Neyforever :*


piątek, 26 sierpnia 2016

Ważne!

Każda/każdy z Was pewnie posiada w domu coś takiego jak kalendarz. I pewnie orientujecie się, że nadchodzi zmora zwana początkiem roku szkolnego. I niestety, mnie jeszcze on dotyczy i w związku z tym mam parę informacji:

W czasie wakacji próbowałam wyrobić sobie jakąś rutynę w pisaniu rozdziałów i dodawać je w miarę regularnie, ale niestety, nie wyszło. Więc nie spodziewam się, żeby coś takiego udało się w roku szkolnym, gdzie oczywiście zacznie się nauka itd. itp. W dodatku prowadzę aktualnie trzy blogi, jak pewnie już gdzieś wspominałam, więc pisanie regularnie na każdy z nich chyba nie wchodzi w rachubę.

A w związku z tym, że na tym blogu (choć na tym drugim trochę bardziej) ilość osób, która czyta jest bardzo mała, a ilość komentarzy wręcz minimalna, postanowiłam, że na razie zawieszam działalność tego bloga. Nie mogę dokładnie określić na jak długi okres, bo nie zależy to ode mnie. Po prostu uważam, że spędzanie kilku godzin na napisanie rozdziału nie kalkuluje mi się, jeśli prawie nikt tego nie przeczyta i nie powie mi czy jest on dobry. A myślę, że to chyba w pisaniu jest najważniejsze - opinia czytelnika.

Wiem, że czytanie FF o Neymarze nie jest już tak popularne, jak w momencie, gdy zaczynałam moją "przygodę" z pisaniem, ale mimo wszystko zależy mi na tym, żeby było tu jakieś grono czytelników. Bo ja naprawdę chce doprowadzić obydwa moje opowiadania do końca, jednak muszę mieć dla kogo pisać.

Dlatego też w ciągu najbliższych dni lub tygodni postaram się dodać na oba blogi jakiś rozdział i po prostu chciałabym się zorientować mniej więcej ile osób tutaj jest. Myślę, że Wasza frekwencja pod tymi kolejnymi rozdziałami będzie bardzo ważna dla mnie samej jeśli chodzi o m. in. chęci do kontynuowania tych blogów, bo jest także oczywiście opcja, że w najgorszym wypadku nie będę kontynuować już żadnego z nich. Mam nadzieję, że jednak parę osób jeszcze tu pozostało, ale no o tym przekonamy się za jakiś czas.

A tymczasem osobom, które jeszcze się uczą życzę przyjemnego powrotu do szkoły, żeby Was tam za bardzo nie katowali przez te kolejnych dziesięć miesięcy. Bo pewnie nie "usłyszymy" się już przed rozpoczęciem roku.

Tak więc, oczekujcie na kolejny rozdział tutaj, jak i na drugim blogu, jeśli ktoś czyta:
Ulotne Momenty
mam nadzieję, że jakieś komentarze mimo wszystko się pojawią.


Neyforever 




czwartek, 4 sierpnia 2016

Rozdział 19.

~ Fuj! Nie musiałam o tym wiedzieć!

- I jak podoba się pani mieszkanie? - zapytał mężczyzna, gdy ja rozglądałam się po salonie.
- Jest idealne - powiedziałam zachwycona.
- Więc podpisujemy umowę, czy może wolałaby pani obejrzeć jeszcze jakieś? - zadał kolejne pytanie, poprawiając teczkę, którą trzymał w dłoni. Może na pierwszy rzut oka nie było tego po nim widać, bo był w stosunku do mnie bardzo miły, ale ja czułam, że jest już zmęczony dzisiejszym oglądaniem mieszkań.
- Zostanę już przy tym. Możemy podpisywać - uśmiechnęłam się w jego stronę. To mieszkanie naprawdę bardzo mi się podobało.
- Dobrze więc, tylko wyjmę odpowiednie dokumenty - powiedział, usiadł na kanapie i zaczął szukać odpowiednich kartek w swojej teczce. Moment później kilkoma podpisami załatwiłam całą formalność. - Mam nadzieję, że dobrze będzie się tu pani mieszkało. Tutaj ma pani klucze - dodał, kładąc je na stoliku.
Podziękowałam i odprowadziłam mężczyznę do wyjścia. Gdy zamknęłam za nim drzwi, oparłam się o nie plecami i wypuściłam głośno powietrze.
Wróciłam do salonu, wzięłam do ręki mój telefon i wybrałam numer przyjaciela. Nie spodziewałam się, żeby nie odebrał i oczywiście tego nie zrobił.
- Powiedz mi, że jednak ze mną zostajesz - powiedział błagalnym głosem.
- Niestety, Dani. Możesz przywieźć moje rzeczy - odpowiedziałam mu smutno.
Wiem, że on wolałby, żebym dalej z nim mieszkała, ale ja wiedziałam, ze tak będzie lepiej. Z resztą on też pewnie gdzieś podświadomie o tym wiedział. Dani jest moim przyjacielem i jestem mu naprawdę wdzięczna, że pomógł mi, kiedy tego potrzebowałam, ale teraz czuję, że mogę dać sobie już radę sama i że powinnam iść na przód.

*****

- Przywiozłem te twoje trzy pudła! - usłyszałam okrzyk Daniego, gdy tylko wszedł do mieszkania. Wyszłam z salonu i zobaczyłam go, trzymającego je wszystkie na raz. Od razu podeszłam, żeby mu pomóc. - Powiem ci, że jak na kobietę, to masz strasznie mało rzeczy - powiedział, gdy zostawiliśmy ostatnie pudło w mojej sypialni.
- Jestem tutaj od niedawna. Zapewne, gdybym była dłużej, miałabym więcej rzeczy - odpowiedziałam, od razu biorąc się za rozpakowywanie.
- Nie chciałbym przenosić twoich rzeczy po roku od przeprowadzki do Barcelony - zauważył.
- Ja też chyba za bardzo bym się do tego nie kwapiła - przyznałam.
- Pójdę jeszcze po twoją walizkę - powiedział Dani i wyszedł z mojego pokoju.
Zaczęłam wyjmować z pierwszego pudła różne rzeczy, które przywiozłam ze sobą jeszcze z Londynu. Część rzeczy to pamiątki, które mam z Anglii. Ale niektóre były dla mnie szczególnie ważne, bo przywiozłam je jeszcze z Brazylii.
I na samym dnie pudła znalazłam, coś co od razu przypomniało mi moje dawne życie. Album ze zdjęciami z mojego dzieciństwa. Naszego dzieciństwa, bo było tam też wiele zdjęć Neymara. Ciekawe, czy rodzice zorientowali się, że zabrałam album ze sobą.
To pudełko było jedynym, którego nie rozpakowałam, wprowadzając się do Daniego. Nie chciałam, żeby ktoś przypadkiem nie natrafił na przedmioty, które były w nim schowane.
Otworzyłam album i zaczęłam przeglądać zdjęcia. Ja z Neymarem razem w szkole, na podwórku, ja z mamą na pierwszym meczu Neymara. Wszystkie wspomnienia wiążą się z nim...
Nagle usłyszałam, że drzwi do mojego pokoju się otwierają i aż upuściłam album na podłogę. Na moje nieszczęście otworzył się na stronie, gdzie znajdowało się jedno jedyne zdjęcie, na którym jestem ja i Neymar, i nie mamy tam po trzy czy cztery lata. Tam mieliśmy po piętnaście i bardzo łatwo można było nas teraz na tym zdjęciu poznać.
Zanim zdążyłam zareagować i podnieść album Dani stanął za mną i spojrzał na przedmiot leżący na podłodze.
- O, oglądasz zdjęci... - urwał w pół słowa, bo widocznie zauważył, kto znajduje się na zdjęciu. Moment później dało się słyszeć, że upuścił moją walizkę, a ta upadła na podłogę.
Spojrzałam na niego, ale jego twarz wyrażała tylko jedno - ogromny szok.
- Ty i Neymar? - powiedział, spoglądając na mnie z wyrzutem.
- Tak, Dani, ale posłuchaj mnie.. - momentalnie podniosłam się i stanęłam naprzeciwko niego.
- Całowałaś się z nim. A on jest twoim bratem! - podniósł głos, kręcąc w niedowierzaniu głową.
I w tym momencie zamknął mi usta. Nie miałam nic na swoją obronę.
- Wiem, nic mnie nie usprawiedliwia. Ale nawet nie wiesz, jak bardzo chciałabym mu powiedzieć!
- To dlaczego mu tego jeszcze nie powiedziałaś?! Nie sądzisz, że on zasługuje na to, żebyś tak go krzywdziła? Podobasz mu się, a tak naprawdę okazuje się, że jesteś jego siostrą! - krzyknął tak, że aż odsunęłam się lekko do tyłu, ale nie zamierzałam odpuścić.
- A myślisz, że mnie to nie boli? Wiem o tym wszystkim, ale boje mu się powiedzieć prawdę, bo mam wrażenie, że on znowu będzie zachowywał się, jak wtedy, w Brazylii - próbowałam opanować drżenie mojego głosy. Kłótnia z przyjacielem takim, jak Dani zdecydowanie nie było na moje nerwy.
- To kiedyś w końcu zajdzie za daleko, a ty nawet wtedy nie będziesz mu w stanie powiedzieć - Dani też starał się uspokoić.
- Powiem mu. Powiem mu całą prawdę - teraz już szeptałam.
- Kiedy? Kiedy w końcu nadejdzie ten wielki dzień, w którym przestaniesz go okłamywać?
- W dniu twojego wyjazdu Neymar na pewno będzie już mnie nienawidził. Uwierz, dzień, o którym mówisz, nadejdzie szybciej niż wam się wszystkim wydaje - mruknęłam. Bo zdawałam sobie sprawę z tego, że jeśli nie wygram zakładu, będę zmuszona powiedzieć o wszystkim Neymarowi szybciej niż zamierzałam.
- Ja pod żadnym pozorem nie chcę brać w tym udziału - powiedział, odwrócił się i odszedł. Chciałam za nim biec, ale po co? Wiem, że Dani nie chciał teraz ze mną rozmawiać, a ja sama też nie wiedziałam, co takiego miałabym mu powiedzieć. Oboje musimy to przemyśleć i dopiero potem będziemy w stanie ze sobą na spokojnie o wszystkim porozmawiać.


******

Skończyłam właśnie rozpakowywać ostatnie rzeczy, które tu ze sobą zabrałam, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Album leżał już głęboko schowany, więc ze spokojnym sumieniem mogłam iść i otworzyć. Choć spodziewałam się tu tylko jednej osoby, tej, która ten album już widziała.
Dlatego, gdy otworzyłam drzwi, byłam bardzo, bardzo, bardzo zdziwiona.
- Neymar? - zapytałam głupio, gdy go zobaczyłam. - Skąd masz mój adres?
- Rozmawiałem z Danim i on mi go podał - wzruszył ramionami. - Wpuścisz mnie?
- Jasne - odpowiedziałam, otwierając drzwi szerzej, żeby mógł wejść do środka, a zaraz za nim je zamknęłam. - A czy Dani mówił coś jeszcze? - zapytałam poddenerwowana.
- Nie. Nie miał chyba humoru. Jakoś nie bardzo chciało mu się ze mną rozmawiać - powiedział, rozglądając się po mieszkaniu.
- Hm, rozumiem - mruknęłam. - I jak ci się podoba? - starałam się szybko zmienić temat.
- Ładne. Naprawdę ładne - odpowiedział, odwracając się w moją stronę. - Ale nie obrazisz się, jeśli cię stąd na trochę wyrwę?
- I tak nie miałam już nic do roboty, więc można powiedzieć, że spadłeś mi z nieba.
- No to zbieraj się i idziemy - powiedział z uśmiechem, który odwzajemniłam i poszłam do swojej sypialni. Założyłam na siebie jedynie cieplejszą bluzę, bo na dworze nie było najcieplej i włożyłam swój telefon do tylnej kieszeni jeansów i byłam gotowa. Wróciłam do korytarza, gdzie czekał na mnie piłkarz.
- Gotowa? - zapytał.
- Możemy jechać - powiedziałam z uśmiechem.
Zamknęłam mieszkanie, zjechaliśmy windą na dół i moment później siedzieliśmy już oboje w samochodzie Neya. Na zewnątrz było już ciemno, z czego wcześniej nawet nie zdawałam sobie sprawy. Widocznie straciłam rachubę czasu przy rozpakowywaniu się.
- A zdradzisz mi chociaż, gdzie jedziemy? - zapytałam, spoglądając na Neymara. Prowadził i był maksymalnie skupiony na drodze, ale uśmiechnął się i spojrzał na moment na mnie, gdy zadałam pytanie.
- A co, nie lubisz niespodzianek? - uniósł brew. - Jedziemy do hotelu.
- Do hotelu? - powtórzyłam po nim. - Co ty tam zaplanowałeś? Kolację ze śniadaniem? - dodałam ironicznie.
Usłyszałam śmiech mojego brata.
- A co, chciałabyś?
- Nigdy w życiu! Więc po co tam jedziemy?
- Oj no, za moment się dowiesz - z uśmiechem zaparkował pod jednym z bardziej znanych hoteli, jakie były w Barcelonie. I co my tu niby będziemy robić?
Nawet nie zdążyłam zauważyć, jak Neymar wysiadł, okrążył samochód i otworzył moje drzwi.
- Cóż z ciebie za gentleman - zaśmiałam się, a on robił urażoną minę.
- Zawsze jestem gentlemanem - fuknął.
- Jakoś wcześniej nie zdążyłam zauważyć - pokazałam mu język i w końcu wysiadłam z samochodu. Junior go zamknął, a zaraz potem złapał mnie za rękę, prowadząc w stronę wejścia do hotelu. Spojrzałam najpierw na nasze splecione ręce, a potem na jego twarz. Zmarszczyłam brwi.
- Oj no daj spokój - przewrócił oczami, gdy chciałam zabrać moją dłoń. Ścisnął ją jeszcze bardziej, żebym nie mogła tego zrobić.
Dałam spokój. Ale jutro możemy oboje tego spokoju już nie mieć, bo możemy zdobić okładki wszystkich gazet plotkarskich w Hiszpanii i nie tylko. Nawet jeśli nie jesteśmy razem. Pff, my nigdy nie będziemy razem.
Gdy znaleźliśmy się w holu hotelu, Neymar poprowadził nas do recepcji. On serio zamierzał zarezerwować tu pokój, czy jak?
- Może pani powiedzieć tym idiotom z pod 346, że juz przyszliśmy? - z szarmanckim uśmiechem powiedział do recepcjonistki. Przyszedł tu ze mną, trzyma mnie właśnie za rękę, a próbuje flirtować z inną? Gdyby serio był moim chłopakiem, to już dawno dostałby z liścia.
"Ale nim nie jest, więc niech sobie robi, co chce." - pomyślałam, przyglądając się tej dwójce.
- Oczywiście, panie da Silva - odpowiedziała z uśmiechem, ale zamiast wrócić do pracy wciąż patrzyła na jego twarz.
- Dziękuję - powiedział do niej uwodzicielskim tonem i pociągnął mnie w stronę wind.
- Jesteś tutaj stałym bywalcem, co? - zapytałam, gdy już weszliśmy do jednej z nich. Byliśmy sami.
- Może, czasami - spojrzał na mnie.
- Fuj! Nie musiałam o tym wiedzieć! - powiedziałam zniesmaczona. Na pewno dowiedzenie się, że mój brat przychodzi tu ze swoimi panienkami nie znajdowało się na mojej liście życzeń.
- Sama o to zapytałaś - zaśmiał się ze mnie.
- Ygh! Zmieńmy temat, bo aż mi się niedobrze robi - mruknęłam, a on nie przestawał się śmiać. - Więc mamy tutaj kogoś odwiedzić?
- Tak. Ale zobaczysz, spodoba ci się - dodał drugie zdanie, gdy zobaczył moją niezbyt zadowoloną minę.
- Mam taką nadzieję - mruknęłam dokładnie w tym samym momencie, w którym otworzyły się drzwi windy. Czy my naprawdę aż tak długo jechaliśmy na te trzecie piętro?
- Na lewo - uświadomił mnie Neymar, widząc, że zaraz po wyjściu z windy zaczęłam rozglądać się, nie wiedząc, w którą stronę pójść.
Przez dłuższy moment szłam korytarzem, aż w końcu zatrzymałam się i zrobiłam trzy kroki w tył, o mało nie wpadając na Neymara, który szedł za mną. Byliśmy na miejscu. Pokój numer 346. To tu mieszkają te tajemnicze ktosie, które przyjechaliśmy odwiedzić.
Zamierzałam zapukać do drzwi, ale Neymar nic sobie z tego nie robił i nie pukając, od razu wszedł do środka. I pierwszym, co usłyszałam po wejściu do pokoju, był głośny i wesoły okrzyk:
- DAVIES!


#krotkie #nudne #oniczym
#JestTuJeszczeKtoś?
#OdzywajcieSię
#loffciam #was

sobota, 23 lipca 2016

Rozdział 18.

~Sporo myślałam o mojej przyszłości

- Neymar, jesteś denerwujący, wiesz o tym?! - zawołałam, gdy ten uciekał przede mną z moim telefonem w dłoni.
- Oczywiście, że wiem, mała - zaśmiał się. Wiedział, że nienawidzę, gdy ktoś się tak do mnie zwraca.
- Mówiłam ci już, że masz tak do mnie nie mówić! - krzyknęłam, biegnąc za nim,
- Jasne, mała - odpowiedział i przystanął. Zrobiłam to samo.
- Przestań!
Nie miałam ochoty biegać za nim przez kolejne pół godziny. Zaraz musiałam zacząć szykować się na trening, a nie mogłam na niego pójść bez telefonu. Nie, jeśli miałby on zostać pod opieką Neymara. Tam jest zbyt wiele poufnych rzeczy i choć mam hasło, to nie podejmę takiego ryzyka. Zawsze jest jakiś procent szans, że odblokuje mój telefon i znajdzie tam przypadkowo np. rozmowy z Jotą. Raczej by mu się to nie spodobało. Nie zamierzałam ryzykować zdemaskowania przez głupi telefon. A raczej przez pozostawienie go w nieodpowiednich rękach.
- Oddaj mi wreszcie ten telefon, Neymar! - powiedziałam.
Nie odpowiedział, jedynie wymownie wskazał palcem na swój policzek.
- Nie ma mowy. Nic ode mnie nie dostaniesz! Oddawaj mój telefon!
Znowu to zrobił.
- Nie będę się z tobą targować! - krzyknęłam.
- Co tu się dzieje? - oboje odwróciliśmy wzrok w stronę tarasu, na którym stał Dani z założonymi rękoma. - Neymar, czy mógłbyś oddać Nadii jej własność? - dodał, widząc mój telefon w rękach Juniora.
Podeszłam do niego i zabrałam mu go, bo oczywiście on nie zamierzał sam mi go oddać. A zaraz potem ruszyłam do domu, żeby zabrać swoją torbę i iść na trening. Jutro grałam mecz i nie mogłam się spóźnić, bo mogłabym to przepłacić przesiedzeniem całych 90 minut na ławce. A to wcale mi się nie uśmiechało, bo jutrzejszy mecz był pierwszym, który liczył się do zakładu. A ja nie mogłam przegrać.
- A ty Neymar może ruszyłbyś swoje szanowne cztery litery i w końcu poszedł do Joty, bo czeka na ciebie już od jakichś piętnastu minut! Zapomniałeś, że dzisiaj przylatuje Carolina z Davim i mieliście jechać po nich na lotnisko?
Wchodząc do domu, usłyszałam jeszcze słowa Daniego skierowane do mojego brata. Na wspomnienie jego byłej dziewczyny i synka zrobiło mi się dziwnie przykro.
Wyjechałam z Brazylii w sierpniu 2011 roku. Neymar i Carolina byli wtedy jeszcze razem. Z dziewczyną mojego brata miałam naprawdę dobre relacje, nawet dużo lepsze niż z nim samym. Doskonale pamiętam moment, w którym dowiedziałam się, że Caro jest w ciąży. Nie było to oczywiście w tym samym czasie, gdy dowiedzieli się moi rodzice i Rafaela, bo Junior nie dbał o moją obecność w tamtym momencie, ale Carolina powiedziała mi o tym zaraz potem. Pamiętam chwile, gdy przychodziła do nas i przesiadywała ze mną i Rafą długie godziny na rozmowach, podczas gdy Neymar miał treningi w klubie. Mogłam ją w sumie nazwać swoją przyjaciółką. Wiedziała o tym, co działo się pomiędzy mną a moim bratem, ale na moją prośbę nie poruszała z nim tego tematu. Choć było jej przykro, że nie mamy takiej relacji, jaką mieć powinniśmy.
Carolina była jedną z bardzo niewielu osób, które wiedziały, że chcę opuścić Brazylię. Pożegnałam się z nią zaraz przed tym, jak pojechałam na lotnisko. Była wtedy w dziewiątym miesiącu ciąży. Ale kilkanaście dni później, gdy urodziła, nie zapomniała o tym, żeby mnie o tym poinformować i wysłać zdjęcie synka.
Jednak nie zmienia to faktu, że nigdy nie widziałam mojego bratanka na żywo. Wiem, że teraz miał już cztery lata i naprawdę żałowałam, że nie brałam żadnego udziału w jego życiu przez ten czas. Choć pewnie nie zdziwiłabym się, gdyby mały do tej pory nie wiedział, że ma jeszcze jakąś ciocię, poza Rafaelą.
- Chciałaś uciec od przeszłości, więc teraz nie żałuj, że musiałaś opuścić wszystkich, którzy byli dla ciebie ważni - mruknęłam sama do siebie, wchodząc do swojego pokoju. I miałam kompletną rację. To była moja decyzja, nad którą myślałam wcześniej przez wiele miesięcy i nie powinnam jej teraz żałować.
Chwyciłam torbę i opuściłam dom Alvesa. Neymara już tam nie było, Jota już nie czekał.

*****

- Nadia, skup się! - krzyczał na mnie trener, gdy dziesięć minut po rozpoczęciu spotkania, ja nadal nie mogłam skupić się nawet na tyle, żeby celnie podać piłkę.
Nienawidziłam w tym momencie siebie za to, że tak łatwo jest mnie zdekoncentrować. A oczywiście wszystko przez Neymara. I oczywiście zrobił to specjalnie. Rozmowa z nim, przed samym meczem nie była dobrym pomysłem...
Czas mijał, a ja z każdą minutą wydawałam się coraz bardziej roztargniona. W pewnym momencie, gdy piłka wyszła poza boisko, spojrzałam przelotnie na lożę, w której siedział Neymar razem z Danim. Mówili mi, że przyjdą i tak też zrobili. A nawet z daleka mogłam zobaczyć szeroki uśmiech na twarzy Juniora. Przez to byłam nie tylko roztargniona, ale też zła. Cieszył się, bo nie grałam dobrze i miałam mniejsze szanse na wygranie zakładu.
W pewnym momencie przy wyprowadzaniu kontrataku straciłam piłkę i moja drużyna o mało nie straciła przeze mnie bramki. Był bezbramkowy remis i raczej nie mogłyśmy sobie na to pozwolić. Jak bardzo się cieszę, że w tamtym momencie Danielle była tam, gdzie powinna być. Piłka po jej interwencji wyszła na rzut rożny.
- Czy ty dziewczyno wiesz, co ty robisz?! - krzyknęła do mnie i choć byłam jakieś 40 metrów od niej, to wszystko dokładnie usłyszałam. Myślę, że część kibiców również.
Przeprosiłam ją gestem i pobiegłam w swoją stronę.
Kilka minut później, zaraz przed końcem pierwszej połowy biegłam z piłką w stronę bramki rywalek. Przede mną była tylko obrończyni i bramkarz. Ale nie zdążyłam nawet dobiec z piłką do pola karnego, gdy upadłam na murawę dzięki jednej z przeciwniczek. Przeturlałam się przez następny metr przez siłę, z jaką upadłam.
Podniosłam głowę, bo nie usłyszałam gwizdka sędziego. Myślałam, że się przesłyszałam, ale nie. Sędzia naprawdę nie widział tam żadnego faulu. Zrezygnowana położyłam głowę z powrotem na murawę. Nie miałam po co wstawać, za chwilę i tak mecz miał zostać przerwany.
I po paru sekundach faktycznie tak się stało. Ale i tak nie miałam zamiaru się podnosić. Mogłabym przeleżeć tak całą przerwę.
- Nadia, wszystko okay? - usłyszałam nad sobą przerażony głos Danielle nade mną.
- Tak - mruknęłam, podnosząc głowę.
- Czemu nie wstajesz z murawy, coś się stało?
- Nie. Po prostu mam dość dzisiejszego meczu. Tyle - powiedziałam, przewracając się na plecy. Zaraz potem wstałam przy pomocy przyjaciółki.
- Wszyscy się martwili, że coś sobie zrobiłaś przy tym upadku.
- Nawet jakby mnie dzisiaj na noszach znieśli, to przydałabym się bardziej niż na boisku.
- Nawet tak nie mów. Zobaczysz, w drugie połowie będzie lepiej - pocieszała mnie, gdy szłyśmy już korytarzem do szatni.
Oczywiście podczas przerwy dostałam taki ochrzan od trenera, że wolałam się w ogóle nie odzywać. Zdawałam sobie sprawę z tego, że mi się należało, bo byłam dzisiaj najsłabszym ogniwem w drużynie.
- Laura, wejdziesz za Nadię od początku drugiej połowy - powiedział trener, a ja myślałam, że zaraz się załamię. A do tego ta ruda spojrzała się na mnie z wyższością, co tylko jeszcze bardziej mnie rozzłościło.
- Trenerze, możemy porozmawiać? - zapytałam, a on kiwnął głową i wyszedł przed szatnie, bo zdawał sobie sprawę z tego, że nie chcę rozmawiać przy dziewczynach.
- Słucham - powiedział, gdy już byliśmy sami na korytarzu.
- Cy mógłby się trener wstrzymać z tą zmianą? - zapytałam. Wiem, że nie powinnam podważać jego decyzji, ale to było dla mnie cholernie ważne.
- Nadia, przecież wiesz jak grałaś.
- Wiem, ale niech mi pan da te pięć minut. Niech trener mi zaufa. Jeśli nadal będzie tak, jak było to niech mnie pan zmieni, ale niech da mi pan tą jedną szansę - błagałam.
Pan Llorens najpierw westchnął ciężko, a potem spojrzał na mnie.
- Niech ci będzie. Ale pozwalam na to tylko dlatego, że mam do ciebie ogromne zaufanie i wiem na co cię stać. tylko mnie nie zawiedź - powiedział.
- Dziękuję! Obiecuję, że dam z siebie wszystko!
Moment później znów wychodziłyśmy na murawę. I nie powiem, że nie widziałam zdziwienia kibiców, kiedy znów wyszłam na boisko. Niektórzy byli nawet bardzo zawiedzeni, bo na stadionie rozległy się gwizdy skierowane na moją osobę. I wiem, że mi się należało.
- Nie przejmuj się. I teraz pokaż, na co cię stać - powiedziała do mnie Danielle jakąś minutę przed tym, jak sędzia rozpoczął drugą połowę.
- No to teraz już zero dekoncentracji - mruknęłam do siebie moment przed przyjęciem pierwszego podania.
I przez kolejnych 45 minut rzeczywiście udawało mi się nie odrywać myśli od piłki i tego, co dzieje się tu i teraz. I tak się złożyło, że zdążyłam w tej drugiej połowie odrobić wszystko, czego nie zrobiłam w pierwszej. Zaraz po rozpoczęciu straciliśmy bramkę, ale potem, nieskromnie mówiąc - dzięki mnie, odrobiliśmy straty. Mecz zakończył się wynikiem 3:1.
Więc jeśli chodzi o mój zakład z Juniorem:
Neymar - 0
Nadia - 3.

*****

- Wróciłem! - krzyknął Dani, wchodząc do domu. Właśnie wrócił z treningu.
- Jestem w salonie! - odpowiedziałam krótko, bo byłam zajęta przeglądaniem internetu. Oglądałam właśnie kolejną stronę, gdy do pomieszczenia wszedł mój przyjaciel i rzucił się na kanapę, zaraz obok mnie.
- Co porabiasz? - zapytał, a ja, by zakryć przed nim, co robiłam, zminimalizowałam przeglądarkę i odstawiłam laptopa na stolik.
- Dani, musimy pogadać - powiedziałam, a Brazylijczyk spojrzał na mnie wystraszony. No tak, nie często mieliśmy okazję rozmawiać o poważnych sprawach. Z nim się chyba nawet nie dało do końca poważnie porozmawiać. Ale to chyba dobrze...
- Mam się zacząć bać? - zapytał. Zaśmiałam się.
- Może troszeczkę.
- No mów, mów, chcę mieć to już za sobą!
- Więc sporo myślałam ostatnio o mojej przyszłości.
- Chcesz wyjechać z Barcelony i nas tu wszystkich zostawić?! - zawołał wzburzony, wstając z kanapy i łapiąc się za głowę.
- Dani, usiądź i daj mi skończyć - powiedziałam, ciągnąc go w dół za koszulkę, żeby wrócił na swoje poprzednie miejsce. - Myślałam nad tym, czy będę dalej grać, gdzie będę chciała to robić. I doszłam do wniosku, iż mimo że na początku nie chciałam tu przyjeżdżać, to naprawdę zżyłam się z tym miejscem i z wami wszystkimi. Dlatego mam zamiar zostać w Barcelonie na dłużej.
- Zostajesz z nami? Naprawdę?
- Tak. Ale stwierdziłam, że jeśli mam zostać w tym mieście, to nie mogę ciągle siedzieć ci na głowie. No i postanowiłam, że muszę się od ciebie wyprowadzić. Właśnie szukałam dla siebie jakiegoś mieszkania - przyznałam. To był najlepszy czas, żeby w końcu z nim o tym porozmawiać, bo myślałam już nad tym od dłuższego czasu.
- No to jak już o tym rozmawiamy, to muszę ci o czymś powiedzieć - mruknął, a ja spojrzałam na niego wyczekująco. Podniósł głowę i kontynuował z niemrawą miną - Ja też niedługo się przeprowadzam. - Uniosłam brew, czekając na dalsze wyjaśnienia. - Nie przedłużam kontraktu z Barceloną.
Na początku myślałam, że żartuje. Jednak widząc jego smutną minę, wiedziałam, że to prawda.
- Nie.. Ale czemu? - zapytałam cicho.
- Nie czuję się już w Barcelonie jak w domu. Sporo się zmieniło.
Widać, że Dani był przybity tym wszystkim. Ale znam jego historię z Barcą, gdy rok temu przedłużał kontrakt. Wiem, że on dłużej nie chciał takiego traktowania.
- Kiedy wyjeżdżasz?
W moich oczach zaczęły zbierać się te cholerne łzy. Tak bardzo nienawidzę, gdy coś się kończy.
- Zaraz po zakończeniu sezonu. We Włoszech będą już wtedy na mnie czekać z kontraktem do podpisania.
- To wszystko już pewne?
- Tak, na sto procent.
- Ale ja nie chcę, żebyś wyjeżdżał - powiedziałam płaczliwie, przytulając się do Daniego. - Tak bardzo się z tobą zżyłam. Jesteś jak mój brat. Nie chcę, żebyś mnie opuszczał.
- Ty dla mnie też jesteś jak siostra. I przykro mi, że cię zostawiam.


Smuteczek? Dani wyjeżdża :(
Zaszły malutkie, tycie zmiany w wyglądzie bloga. Jak wam się podoba? :D
Pozdrawiam,
Neyforever :*

piątek, 1 lipca 2016

Rozdział 17.

~ O jaką stawkę? 

Kompletnie nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć. Przecież nie powiem mu: "To Neymar zaczął, ale cholernie mi się to podobało." Gdyby Leo to usłyszał, chyba by oszalał. Ja sama szaleję, gdy w duchu przyznaję sobie, że jest to czysta prawda. Jestem na tyle głupia, że całowałam się z własnym bratem i na tyle szalona, by przyznać, że mi się to podobało. Boże, co ja robię ze swoim życiem...
- No powiedz coś! - Leo odezwał się podniesionym głosem, gdy nie usłyszał mojej odpowiedzi.
- A co mam ci powiedzieć?! Nie wiem, co się wtedy stało! Sama tego nie rozumiem! - krzyczałam. Byłam bliska łez. Z resztą jak za każdym razem, gdy sobie o tym przypominałam.
Usłyszałam, jak Leo brał głęboki wdech.
- Dobrze, spokojnie. Musimy wymyślić jakiś sposób na wyjście z tej sytuacji - powiedział już spokojnie.
- Jakiej sytuacji? - zapytałam od razu. - Przecież to było tylko jednorazowe - dodałam.
- Jednorazowe - prychnął Leo. Zachowywał się zdecydowanie inaczej niż zwykle. - Tylko żebyś słyszała, co Neymar o tobie mówi.
- Więc może mnie oświecisz? Co takiego mówi?
- Nie powinienem był ci o tym w ogóle wspominać - westchnął Lio po chwili. - Nie ważne.
- Nie powinieneś, ale to zrobiłeś, więc teraz mów, o co chodzi - wrzasnęłam. Cholernie nienawidziłam faktu, że nie mogłam Neymarowi o wszystkim od razu powiedzieć, ale tak samo nienawidziłam tego, że wydarzyło się coś, o czym nie wiedziałam, a dotyczyło mnie.
- Wiesz, co Neymar powiedział na ostatnim treningu? Tak bardzo chcesz wiedzieć? Powiedział, jak to bardzo mu się podobasz! - zawołał, a mnie po prostu zatkało.
- Nie... Neymar... nie.. on nie... - szeptałam. Nie potrafiłam w tamtym momencie nawet złożyć prostego zdania. Że co Neymar powiedział?!
- Tak, Neymar to powiedział - upewnił mnie Leo. - Powiedział dokładnie, że żałuje, że nie poznał cię wcześniej i że tyle się na początku kłóciliście. I że zamierza teraz to wszystko naprawić.
- Jak on ma zamiar naprawić tyle straconych lat? - szepnęłam załamana, przeczesując swoje włosy palcami.
- On nadal żyje w świadomości, że spotkał cię pierwszy raz w życiu. Może to właściwy moment, żeby wyznać mu prawdę? Zanim zajdzie to za daleko i nie będziesz miała już wyjścia - poradził mi przyjaciel.
Może i miał rację. Ta sprawa komplikuje się coraz bardziej i trzymanie prawdy w tajemnicy robi się coraz cięższe. Ale jak mam powiedzieć mu, że podoba mu się jego własna siostra?!
- A czy będę okropna, jeśli powiem, że nie chcę mówić mu prawdy? - szepnęłam, ale Leo i tak to usłyszał.
- Co masz przez to na myśli? - przyjaciel spojrzał na mnie zdziwiony.
- Czy to złe, jeśli wolę, żeby zostało tak, jak jest? Zawsze musiałam myśleć przede wszystkim, co będzie dobre dla Neymara, nie ważne czy to tutaj, czy jeszcze w Brazylii. A może je choć raz chciałabym być tą jebaną egoistką i pomyśleć o tym, co będzie dobre dla mnie? Zawsze chciałam, żeby Neymar traktował mnie tak, jak traktuje mnie teraz. Więc czemu, gdy dostałam w końcu to, czego chciałam, mam z tego zrezygnować tylko dlatego, że jest to złe dla Neymara - z każdym zdaniem coraz bardziej podnosiłam głos. Wspomnienia z dzieciństwa, które coraz silniej do mnie wracały, wywoływały we mnie takie uczucia. - Zawsze marzyłam o tym, żeby w końcu traktował mnie jak siostrę. Nigdy nie robił tego, gdy wiedział, że nią jestem, A teraz gdy myśli, że dopiero mnie poznał i traktuje lepiej niż mogłam sobie wyobrazić, mam wszystko to zaprzepaścić i powiedzieć mu prawdę, bo tak będzie dobrze dla niego?! Dlaczego każdy martwi się o Neymara, a nikt nawet nie zapyta mnie o to, co czuję albo czego chcę. Ale nie, bo Neymar jest najważniejszy! - krzyknęłam i zerwałam się na równe nogi. Miałam już dość wszystkiego.
Odchodzę na kilka metrów i zaczynam płakać. Czemu po raz kolejny płaczę?! Czemu do cholery chociaż raz nie mogę być silna, albo chociaż udawać, że taka jestem?!
- Powinniśmy oboje się uspokoić i razem znaleźć jakieś wyjście z tej sytuacji - mruknął Leo, podchodząc do mnie.
- Nie zamierzam mu mówić. O niczym - odpowiedziałam od razu, praktycznie bez żadnych emocji.
- Jeśli naprawdę tego chcesz. Pamiętaj, że jestem twoim przyjacielem i zawsze będę cię wspierał - mówi. Wiem, że chciał coś jeszcze powiedzieć. Wiem nawet co takiego chciał dodać: "Nawet jeśli to nie w porządku wobec Neymara." Ale nie powiedział tego tylko po to, żeby mnie nie zdenerwować.
- Okey. Odwieziesz mnie do domu? - zapytałam, ucinając temat.
- Jasne. Dani pewnie się już denerwuje, gdzie jesteś.
Wsiedliśmy razem do samochodu i ruszyliśmy w drogę powrotną do Barcelony. Droga bardzo mi się dłużyła aż w końcu pojawiliśmy się na podjeździe domu Alvesa.
- Dzięki - powiedziałam, otwierając drzwi od samochodu. O dziwno Leo zrobił to samo.
- Idę do Daniego. Muszę z nim o czymś pogadać - wytłumaczył, gdy spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. Kiwnęłam głową na znak, że zrozumiałam i poszłam przodem do drzwi domu.
Weszłam do środka i niemal od razu skierowałam się do swojego pokoju. Zdawałam sobie sprawę z tego, że Dani razem z Neymarem siedzieli właśnie w salonie, a po tym co wyznał mi Leo, nie miałam najmniejszej ochoty widzieć swojego brata. Ale oczywiście Messi od razu do nich poszedł, więc na pewno wiedzieli już oboje, że jestem w domu. Na szczęście żaden z nich mnie nie wołał.
Gdy jestem już w swoim pokoju, od razu w oczy rzuca mi się moja torba, którą oddałam Neymarowi. Leży na łóżku, ale nawet stąd mogę dostrzec, że jest pusta. Musiał wypakować z niej moje rzeczy.
Wzdycham i idę położyć się na łóżku. Mam kompletnie dość dzisiejszego dnia. Na szczęście dzisiaj wieczorem nie mam treningu, bo chyba nie dałabym rady na niego pójść. Ale za to jutro jest mecz i nie mam pojęcia, jak sobie poradzę.
Już prawie zasypiałam, gdy usłyszałam, że ktoś wchodzi do mojego pokoju. Mimo wszystko jednak nie otworzyłam oczu. Chwilę potem czuję, że ten ktoś siada na moim łóżku i łapie mnie za rękę. I wtedy wiem już, że to na pewno Neymar.
- Czemu dziś unikałaś mnie przez cały dzień? - zapytał, wiedząc widocznie, że nie śpię.
Mruknęłam, a następnie otworzyłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej, żeby móc rozmawiać z Neymarem twarzą w twarz.
- Nie unikałam cię - kłamię, ale mam nadzieję, że on tego nie wyczuje.
- Uwierz, że nie jestem aż tak głupi, żeby tego nie zauważyć - powiedział, a ja przeklinałam w myślach jego spostrzegawczość. - Z resztą nawet wiem dlaczego i chciałbym cię przeprosić za to. To nie powinno było się stać - dodał, a ja nie dowierzałam w to, co powiedział. Żałuje?
- Wcale... - nie dał mi dokończyć, gdy po raz kolejny chciałam go okłamać.
- Nie przejmuj się tym, naprawdę. To było nieodpowiedzialne z mojej strony i nie powinienem tego robić.
Zaraz po tych słowach podniósł się z łóżka i wyszedł z pokoju. Nie wyglądał na przygnębionego, ale wiem, że musiał się tak czuć. I wiem też, że nie mówił tego szczerze. Nie po tym co powiedział mi Leo. Jeśli naprawdę podobam się Neymarowi, to nigdy tak naprawdę nie będzie żałował tego, że mnie pocałował.
A ja w sumie nie będę żałować, że ten pocałunek oddałam.

******

- Powodzenia - powiedział Neymar, ściskając mnie zanim opuściłam dom Alvesa.
- Właśnie, powodzenia, młoda - dodał Dani, także mnie przytulił.
- Dam radę - powiedziałam i wyszłam z domu. Niby na stadionie miałam być dopiero za pół godziny, ale wolałam być tam trochę wcześniej. Wolałam jeszcze trochę potrenować.
Czekał nas dzisiaj nie byle jaki mecz i chciałam być przygotowana najbardziej jak mogłam. A siedzenie w domu razem z Danim i Neymarem raczej by mi w tym nie pomogło.
Weszłam na murawę stadionu, uprzednio zostawiając swoje rzeczy w szatni. Po drodze wzięłam ze sobą piłkę i już na boisku zaczęłam ćwiczyć. Trenowałam szczególnie strzały, bo samemu ciężko było ćwiczyć cokolwiek innego.
Kompletnie zatraciłam się w treningu. Strzał, bieg po piłkę, kolejny strzał. Nie liczyłam czasu i zauważyłam, że powinnam już kończyć, dopiero gdy zawołał mnie trener. Zeszłam za nim do szatni, a tam spotkałam już wszystkie dziewczyny. Przebierały się w swoje stroje meczowe, co też postanowiłam zrobić. Zakładałam akurat getry i buty, gdy trener zaczął przedstawiać nam dzisiejszą wyjściową jedenastkę. I nawet nie musiałam słuchać, żeby dowiedzieć się czy gram od pierwszej minuty. Wystarczyło zobaczyć tylko wkurzoną minę Laury. Od razu wiadomo było, że zagram w pierwszym składzie.
Po wysłuchaniu wskazówek od trenera, szczęśliwa wyszłam z szatni.

****

Gdy tylko zbiegam z boiska, tonę w uściskach trenera. Atmosfera na stadionie jest po prostu idealna, bo wszyscy pochłonięci są euforią.
- Udało się! - krzyczą dziewczyny zaraz po tym, jak doganiają i wpadają na mnie. Wszystkie toniemy w jednym wielkim uścisku, włącznie z naszym trenerem i większością osób ze sztabu. Radość ogarnia nas wszystkich.
Właśnie zakwalifikowałyśmy się do półfinałów Ligi Mistrzyń i wyeliminowałyśmy najsilniejszą drużynę, która stała nam na drodze do zdobycia tego tytułu.
Nie chciałyśmy cieszyć się przedwcześnie, ale oczywiście nasza radość z awansu do półfinału była ogromna. Tym bardziej, że jeszcze przed rozpoczęciem meczu bynajmniej nie byłyśmy faworytkami tego spotkania. Ale wtedy wynik był jeszcze 1:3. Teraz trochę się pozmieniało i jednak było to 5:4.
W radosnych nastrojach wszyscy opuściliśmy murawę i wróciliśmy do szatni. Przebieramy się przy akompaniamencie muzyki, którą włączyła jedna z dziewczyn. Wiem, że cieszymy się, jakbyśmy właśnie zostały mistrzyniami świata, ale ten mecz to było coś takiego, jak El Clasico pomiędzy Realem i Barcą. A nasza drużyna od dawna nie była tak silna, żeby pokonać któregoś z silniejszych przeciwników. Ale teraz się udało. I wszyscy mieliśmy nadzieję na to, że był to przełomowy moment.
Gdy wychodziłam z szatni, pożegnałam się jeszcze uściskiem z resztą dziewczyn. Dzisiaj nawet Laura nie wydawała się tak okropna, jak zwykle, więc to tez wprawiało mnie w dobry nastrój.
Opuszczam szatnię i schodzę na podziemny parking, gdzie miał czekać na mnie Dani. Ale oczywiście spotykam tam też Neymara. Oni są jak cholerni Bolek i Lolek, zawsze nierozłączni.
- Gratuluję, młoda! - Junior od razu, gdy mnie zobaczył, podniósł mnie i okręcił wokół własnej osi. Jego entuzjazm był chyba nawet większy niż mój.
- Dziękuję - odpowiadam, gdy już ponownie znajduję się na podłodze i podchodzę do Daniego.
- No młoda, muszę przyznać, hat-trick w takim meczu.. - powiedział , obejmując mnie ramionami. - Może jeszcze będą z ciebie ludzie.
- Wątpiłeś w to kiedykolwiek? - zapytałam.
- Oczywiście, że nie. Nigdy - odpowiedział, śmiejąc się pod nosem. Oj, Dani, Dani.
- Powiedzmy - rzekłam i wszyscy wsiedliśmy do samochodu. Oczywiście ja musiałam siedzieć sama z tyłu, a chłopacy z przodu, ale jakoś bardzo mi to nie przeszkadzało.
Do domu dojechaliśmy oczywiście, słuchając brazylijskiej muzyki, co stało się już naszą małą tradycją. Zaraz po wejściu do środka pożegnałam się z chłopakami i poszłam do swojego pokoju. Wzięłam prysznic, przebrałam się w piżamy i wróciłam do swojej sypialni. Położyłam się już do łóżka, zgasiłam światło i bawiłam się jeszcze telefonem, gdy drzwi mojego pokoju się otworzyły i stanął w nich Neymar.
- Mogę? - zapytał.
- Jasne - mruknęłam, ponownie siadając na łóżku. Junior zapalił światło i podszedł usiąść na moim łóżku.
- Chciałem tylko jeszcze raz ci pogratulować. Zagrałaś dzisiaj naprawdę dobry mecz, wiesz? - zadał pytanie, ale wydawało mi się ono całkiem retoryczne.
- W sumie to cieszę się, że dzisiaj wyszłam w pierwszym składzie. Tak bardzo nie lubię Laury, tej która gra na tej samej pozycji - powiedziałam, a na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmieszek.
- Lubisz z nią rywalizować?
- Może troszkę - przyznałam.
- A nie miałabyś ochoty na trochę rywalizacji ze mną? - zapytał, a ja spojrzałam na niego zaciekawiona. To w sumie nie był głupi pomysł. Zawsze oboje lubiliśmy rywalizację.
- Zależy jakiej rywalizacji.
- Na przykład moglibyśmy się założyć.
- O?
- Kto strzeli więcej bramek? W najbliższych trzech meczach? - Neymar podsunął nam spontaniczny pomysł.
- O jaką stawkę?
- Jeśli wygrasz, możesz mnie poprosić o zrobienie jednej rzeczy, a ja muszę ją wykonać. I tak samo w przypadku jeśli ja wygram. To jak? - nie musiałam zastanawiać się długo. Zawsze wychodziłam z założenia, że życie jest jedno i trzeba się w nim trochę zabawić. A raczej taki niewinny zakład z Juniorem nie powinien przynieść jakichś większych konsekwencji.
- Jasne, że tak - odpowiedziałam z uśmiechem na ustach.
- Już nie mogę się doczekać - uśmiechnął się. - To, dobranoc Nadia - dodał i pocałował mnie w policzek. Zaraz potem wstał i zaczął kierować się w stronę drzwi.
- Dobranoc Neymar - odpowiedziałam i ponownie położyłam się pod kołdrę, a on zgasił światła. Nie potrzebowałam dużo czasu, aby po tak intensywnym dniu zapaść w sen.


Tak jak już mówiłam na blogu Ulotne Momenty, wróciłam. Zaczęły się wakacje, więc mam nadzieję, że będę mogła pisać częściej :D
Proszę Was o pozostawianie komentarzy, których niestety pod ostatnim rozdziałem na Ulotnych Momentach mi zabrakło. Skądś trzeba czerpć motywację, a skąd jak nie z reakcji czytelników?

Udanych wakacji,
Neyforever :*

niedziela, 15 maja 2016

Rozdział 16.

Gdy tylko otwieram oczy, mam w głowie obraz mnie i Neymara całujących się na jego tarasie. Przypomniała mi się cała wczorajsza impreza. Aż się wzdrygnęłam.
Momentalnie podniosłam się z łóżka. Myśli o wczorajszej nocy nie pozwalały mi siedzieć spokojnie w jednym miejscu. Chodząc po pokoju wzdłuż i wszerz, w kółko przeczesywałam włosy palcami i pytałam się w myślach, jak mogłam być taka głupia, żeby to zrobić.
Dopiero po kilkunastu minutach ochłonęłam na tyle, żeby móc racjonalnie myśleć. Wtedy przypomniałam sobie dopiero o tym, że za godzinę mam trening, dlatego poszłam do łazienki. Myślałam, że będzie tragicznie, ale jednak zapomniałam kompletnie, że nie wczoraj nie płakałam. A do tej pory czułam się, jakbym przepłakała całą noc. Byłam całkowicie wykończona, mimo że przespałam ostatnie pięć godzin.
Myśli o wczorajszej "katastrofie", jaką była ta noc mnie nie opuściły, ale przygotowałam się do treningu. Zaraz potem wzięłam swoją torbę i zeszłam na dół. Miałam ogromną nadzieję, że nie spotkam tam Daniela. Ale ostatnio wszystko źle, więc dlaczego tym razem miałoby być dobrze? Oczywiście musiało być inaczej niż chciałam. Choć to chyba nie do końca odpowiednie słowa, jak na tę sytuację. To była wręcz tragedia, bo na dole spotkałam nie tylko Alvesa, ale też Neymara. Kompletna katastrofa.
- Hey - powiedział Dani, podczas, gdy ja chciałam niepostrzeżenie wymknąć się z domu. Ale oczywiście to nie mogło się udać, bo przecież musiał mnie zauważyć...
- Cześć - powiedziałam niepewnym głosem, zaprzestając swojego planu ucieczki, który teraz nie miał już najmniejszego sensu.
Zauważyłam, że Neymar mi się przygląda. Nie mogłam znieść jego wzroku na sobie, ale nie mogłam nic z tym zrobić, więc po prostu unikałam patrzenia na niego.
- Wszystko okey? - zapytał Alves, także mi się przyglądając i marszcząc przy tym brwi.
- Tak - odpowiedziałam niemal natychmiastowo, posyłając w ich stronę sztuczny uśmiech.
- Jesteś strasznie blada - zauważył. - Na pewno nic się nie stało?
- Jest w porządku. Po prostu się nie wyspałam.
- No nie wiem - skrzywił się Dani. - Może jednak mimo wszystko odwiozę cię na trening?
Nawet nie zdążyłam mu odpowiedzieć, gdy odezwał się Neymar:
- Ja to zrobię - moje serce wręcz zamarło. Nie, proszę, tylko nie to!
- Nie ma potrzeby - powiedziałam. - Przejdę się.
- I tak muszę jechać do klubu, więc mogę cię ze sobą zabrać - Neymar nie dał się przekonać. Wstał i pożegnał się z Danim i ponownie przeniósł swój wzrok na mnie.
Poddałam się i nie zamierzałam już się z nimi kłócić. Zdawałam sobie sprawę z tego, że w końcu i tak by wygrali.
Wyszłam bez słowa z domu, a za mną podążał Neymar. Zatrzymałam się dopiero przed jego samochodem, gdy czekałam aż go wreszcie otworzy. Następnie wsiadłam do środka, a gdy odjechaliśmy sprzed domu, wpatrywałam się jedynie smutno w szybę, po której nagle zaczęły spływać kropelki wody. Zaczęło padać.
- Czemu jesteś dziś taka cicha? - zapytał znienacka Neymar.
- Mówiłam już, że się nie wyspałam.
- Dani może i w to uwierzył - mruknął, ale nie wracał już do tematu.
Niecałe dwadzieścia minut zajęło nam dotarcie pod klub. Cicho podziękowałam i wysiadłam z samochodu. Neymar wydawał się w tamtym momencie trochę zbity z tropu i poszedł w moje ślady dopiero po dłuższej chwili.
- O której kończysz trening? - zapytał, gdy dołączył do mnie w drodze do budynku Barcy.
- Za dwie godziny - powiedziałam od niechcenia.
- Załatwianie spraw w klubie trochę mi zajmie, a potem jeszcze jadę do Daniego, więc jeśli chcesz możesz ze mną wrócić - zaproponował. Wcale nie miałam ochoty na przyjmowanie tej propozycji, ale wiedziałam, że jeśli mu odmówię, to i tak postawi na swoim, więc postanowiłam zaoszczędzić sobie kłócenia się z nim.
- Okey - mruknęłam i skręciłam w jeden z korytarzy, rozstając się z Neymarem.
Poszłam prosto do szatni. Większość z dziewczyn już tam była. Przebrałam się i razem z nimi wyszłam na boisko.
Trener podsumował wczorajszy mecz, a potem zaczęłyśmy rozgrzewkę. I właśnie wtedy zaczepiła mnie Danielle.
- Widziałam cię dzisiaj z Neymarem - powiedziała z uśmiechem.
- Sugerujesz coś? - zaśmiałam się. Humor wyraźnie mi się poprawił.
- Wiesz, przyjaźnisz się z tyloma piłkarzami... Może coś w końcu z tego będzie - ponownie się zaśmiałam na te słowa, choć tym razem trochę nerwowo. Danielle niechcący przypomniała mi o tym, o czym chciałam zapomnieć.
- Niestety, tylko się przyjaźnimy - powiedziałam z lekkim uśmiechem.
- A słyszałam, że twoi przyjaciele z Londynu mają cię odwiedzić.
- Skąd wiesz? - zapytałam zdziwiona, przy okazji przypominając sobie, że już niedługo mam się z nimi spotkać.
- Wszędzie jest głośno o meczu naszych chłopaków z Chelsea, a my tutaj wszystkie wiemy, że przyjaźniłaś się z tamtejszymi piłkarzami.
- Tak, już nie mogę się doczekać, kiedy w końcu się z nimi spotkam. Oscar i Fabregas byli moimi najlepszymi przyjaciółmi w Londynie.
Biegałyśmy przez kolejnych dziesięć minut, a ja opowiadałam Danielle o mojej znajomości z piłkarzami w Anglii. Szybko zapomniałam o zmartwieniach, gdy zaczęłam mówić o Cescu i Emboabie.
Po udanej rozgrzewce zaczęłyśmy właściwy trening. Nic co wychodziłoby poza naszą treningową rutynę.
Po dwóch godzinach byłam wykończona. To był chyba najcięższy trening, jaki miałam odkąd przyjechałam do Barcelony. Gdy wróciłyśmy do szatni, po prostu położyłam się na ławce i tak leżałam. Wszystkie byłyśmy bardzo zmęczone, a Laura chyba najbardziej, bo nawet nie miała siły, żeby jak zwykle zacząć się ze mną kłócić. I to chyba dobrze, bo już nawet psychicznie nie miałam siły na jakiekolwiek kłótnie.
Dopiero po jakichś piętnastu minutach zmusiłam się do tego, żeby się podnieść, wziąć prysznic, a następnie przebrać. Nie miałam na nic siły.
W szatni zostałam jeszcze tylko ja i inne trzy dziewczyny. Nie spieszyłam się za bardzo. Przecież miałam czas. Znaczy, miałam, dopóki nie przypomniałam sobie, że miałam wracać z Neymarem. Gdy sobie o tym przypomniałam, rzuciłam się do moich rzeczy, żeby wyjść z szatni jak najszybciej. Spakowałam wszystko, zapięłam torbę i żegnając się z dziewczynami wybiegłam na korytarz.
Z tego pośpiechu po drodze o mało się nie przewróciłam, a do tego udało mi się nawet zgubić w korytarzach, które już bardzo dobrze znałam. Cała ja.
Gdy znalazłam się wreszcie na parkingu, ale nie zauważyłam nigdzie Neymara, a jedynie jego samochód. Podeszłam bliżej, myśląc, że może siedzi w środku, ale tam też go nie było.
Rozejrzałam się jeszcze raz i dopiero wtedy zauważyłam Brazylijczyka idącego w moją stronę z budynku FC Barcelony. To ja tutaj mało się nie zabiłam w drodze na parking, a potem martwiłam gdzie on jest, a on sobie tam siedział?!
- Przepraszam, że musiałaś czekać, ale załatwianie wszystkiego zajęło mi trochę dłużej niż myślałem - powiedział, gdy tylko znalazł się wystarczająco blisko mnie.
- Nie ma sprawy. Możemy już jechać? Jestem wykończona - powiedziałam.
- Jasne - odrzekł Neymar i oboje podeszliśmy do samochodem z zamiarem by wsiąść do środka. Ale na zamiarach się skończyło.
Akurat mieliśmy otwierać drzwi, gdy na parking dość głośno wjechał jakiś samochód. Oboje odwróciliśmy się w tamtym kierunku i ze zdziwieniem obserwowaliśmy jak przejeżdża przez parking i zatrzymuje się zaraz obok nas. O co chodzi?
Nasze zdziwienie nie minęło nadal, gdy z tego samochodu wysiadł Leo.
- Siema stary - przywitał go Neymar. - Co tu robisz?
- Muszę pogadać z Nadią - odpowiedział, spoglądając na mnie dość nieprzychylnym wzrokiem. Mam się zacząć bać?
- Okey - wzruszył ramionami Neymar - Nadia, poczekam na ciebie w samochodzie - zwrócił się do mnie.
- Neymar, nie czekaj. To trochę nam zajmie. Odwiozę potem Nadię do domu - zaprotestował Leo. Tak, zdecydowanie powinnam zacząć się bać!
Neymar pożegnał się i zabrał moje rzeczy, obiecując, że zostawi je w domu Daniego. Chwilę później odjechał, a ja zostałam sama z Leo.
- Toooo.... - zaczęłam. Zdawałam sobie sprawę z tego, o czym Messi chciał ze mną porozmawiać, ale jakoś nie bardzo mi się do tego śpieszyło. Wolałabym pominąć ten temat i zostawić go w spokoju.
- Wsiadaj - powiedział oschłym głosem. Tego w sumie mogłam się spodziewać.
Nie miałam odwagi protestować, więc posłusznie wykonałam jego polecenie. Po chwili uruchomił silnik i po momencie nie znajdowaliśmy się już na parkingu, a na ulicach Barcelony. Nie miałam 52pojęcia gdzie Leo zmierza, ale nie miałam odwagi go, o to zapytać.
Dojazd zajął nam jakieś piętnaście, może dwadzieścia minut.  Znajdowaliśmy się gdzieś poza Barceloną, na jakiejś polanie. Gdy wysiadłam z samochodu i rozejrzałam się, dookoła widziałam tylko drogę i lasy. Nic więcej. Akurat Leo znalazł sobie miejsce na rozmowę.
Odwróciłam się w stronę Messiego, ale nie znalazłam go tam gdzie myślałam. Zauważyłam go kawałek dalej, siedzącego na trawie. Wiedziałam, że był dość zdenerwowany i nie do końca wiedziałam, jak mam się zachować, bo mało kiedy można było zastać Leo w takim stanie.
Ale jednak postanowiłam zaryzykować i do niego pójść. W końcu kiedyś trzeba.
Chwilę później usiadłam obok niego. Przez moment panowała kompletna cisza, a potem Lio wypowiedział słowa, których ja tak przeraźliwie się bałam:
- Nadia, jak mogłaś całować się ze swoim bratem?!


Tajemnica rozwiązana? :D
Też Was kocham :*
Neyforever :*

poniedziałek, 9 maja 2016

Notka

Przychodząc na bloggera postanowiłam sobie, że nigdy więcej nie zawieszę opowiadania, chyba że będzie to siła wyższa. I chciałabym tej obietnicy dotrzymać.
Ale jednak pomimo tego, że akurat to opowiadanie pisze mi się całkiem przyjemnie, to smuci mnie fakt, że czytają je zaledwie dwie - trzy osoby.
W tym momencie prowadzę trzy blogi:

  • O caminho para uma vida melhor era a minha fuga.
  • Ulotne Momenty
  • Music was the Beginning
I mimo że lubię pisać rozdziały na tego bloga, to nie widzę sensu pisania ich dalej. W czasie, który spędzam na pisaniu tutaj, mogłabym napisać rozdział na któryś z pozostałych blogów....

Więc jeśli się mylę i jest Was trochę więcej, to proszę, pozostawcie po sobie jakiś ślad. Po prostu żebym wiedziała, że mam dla kogo pisać.
W przeciwnym razie.... nie wiem, możliwe, że zakończę to opowiadanie w tym momencie, na którym aktualnie skończyłam.

Neyforever :(

środa, 4 maja 2016

Rozdział 15.

~ Pożałujesz tego!

Siedziałam już lekko znudzona w szatni po ostatnim treningu przed dzisiejszym meczem. Razem ze mną i dziewczynami znajdował się tam też nasz trener. Omawiał taktykę na mecz, ustawienie i wszystko, co potrzebne będzie nam do wygrania tego meczu. Słuchałam go uważnie, ale mimo to byłam jednak trochę rozkojarzona. Miałam przeczucie, że po raz kolejny po prostu przesiedzę 90 minut na ławce i jak zwykle potem wrócę wkurzona do domu Alvesa. Przyzwyczaiłam się, bo było tak odkąd się tutaj pojawiłam. Do tej pory odbyły się dwa mecze i obydwa oglądałam z ławki.
- (...) na lewym skrzydle zagra Nadia, a... - i w tym momencie maksymalnie skupiłam się na tym co powiedział trener.  Na lewej stronie zawsze grała Laura, a trener ostatnio ją wychwalał, więc jakim cudem mam ją dzisiaj zastąpić?!
- Co?! - wszyscy usłyszeliśmy głośny krzyk zdziwienia, dochodzący z drugiego końca szatni. Jak można było się spodziewać, była to Laura.
- Czy masz jakiś problem z dzisiejszym składem, Lauro? - spokojnie odezwał się do niej trener.
- Tak! Dlaczego mnie tam nie ma?! Jakim prawem ona w ogóle tam jest?! - krzyknęła, wskazując przy tym na mnie. No tak, bo to przecież ja byłam wszystkiemu winna...
- A czy słyszałaś kiedyś o czymś takim, jak kara za niesportowe zachowanie? - odpowiedział jej trener. - Pamiętaj, że w tej drużynie nic się przede mną nie ukryje - dodał i opuścił szatnię. Zostałyśmy same na najbliższe pół godziny, aby przygotować się do meczu. I jak dla mnie o pół godziny za długo, bo wiedziałam co się zaraz wydarzy.
- Ty mała zdziro! O wszystkim mu powiedziałaś! - Laura krzyknęła po raz kolejny, rzucając się w moją stronę. Na szczęście dziewczyny ją zatrzymały zanim zdążyła do mnie dotrzeć. Po mojej ostatniej konfrontacji z Laurą większość z nich przeszła na moją stronę, z czego bardzo się cieszyłam.
- Nie musiałam mu o niczym mówić. Wiesz, karma wraca - raczej nie przejmowałam się faktem, że Laura jest na mnie wkurzona. Wręcz przeciwnie - spokojnie wyjmowałam swój strój meczowy z szafki.
- Zapłacisz mi za to! - zagroziła mi i odeszła oburzona w stronę swojej szafki. Oczywiście mogłabym się jej w tym momencie odgryźć, ale nie kopie się leżącego. A przynajmniej ja mam na tyle kultury, żeby jeszcze bardziej jej nie dokopywać, mimo wszystkiego, co mi zrobiła.
Powinnam być podekscytowana czy zdenerwowana swoim debiutem w barwach Barcelony i moim ogólnym debiutem jako profesjonalna piłkarka, ale nic takiego nie wystąpiło. Byłam dziwnie spokojna. Razem z dziewczynami przygotowałam się do meczu, posiedziałam sobie z nimi w szatni. A potem zaczęło się całe szaleństwo związane z meczem.

****

Ostatni gwizdek. Dziewczyny zaczynają się cieszyć. Ja też w pewnym sensie cieszę się z debiutu i wygranego meczu, ale w głębi duszy przejmuję się, że nie dałam z siebie stu procent. Czułam, że mogłam zrobić więcej. Wykreowałam niby kilka akcji, ale żadna z nich nie przyniosła większego rezultatu. Pozostawał niedosyt.
Ale humor poprawił mi się wraz z powrotem do szatni. Dziewczyny i ich euforia naprawdę potrafiły poprawić nastrój.Trochę pobawiłyśmy się razem w szatni, ale nie miałam ochoty jakoś zostawać tam dłużej. Wiedziałam, że na trybunach podczas meczu znajdowali się moi przyjaciele i chciałam jak najszybciej się z nimi spotkać. Dlatego szybko się przebrałam, pożegnałam z dziewczynami i opuściłam szatnię.
I nie musiałam wcale daleko szukać. Parę metrów za drzwiami szatni znalazłam ich wszystkich. Była Leo z Antonellą, Gerard z Shakirą, Dani, Neymar.... i J*****. Co on tu do jasnej cholery robił?!
- Gratulacje! - od razu podszedł do mnie Dani. Przytulił mnie i przez kolejną chwilę nie wypuszczał z silnego uścisku.
- Ej no, Alves, ja też chcę! - zawołał Neymar, jak małe dziecko zazdrosne o swoją zabawkę i też mnie przytulił.
Tonąc w uścisku ich obojga, spojrzałam przez ramię Daniego na J*****. Patrzył na nas zdziwiony, ale nie chciał tego zbytnio okazywać, by nikt się nie domyślił.
- Zostawcie ją, bo się jeszcze dziewczyna udusi! - powiedziała Shakira, uwalniając mnie od obydwu Brazylijczyków. - Gratuluję debiutu, młoda - zwróciła się do mnie, z czego się śmiałam. Ona akurat mogła mnie nazywać młodą. Choć mówiąc szczerze, to nie odczuwałam tej różnicy wieku między nami.
- Jedziemy teraz do mnie, jedziesz z nami? - zapytał Neymar. Przeniosłam na niego swoje spojrzenie, ale nie musiałam się długo nad tym zastanawiać. .
- Jasne, czemu by nie - odpowiedziałam, uśmiechając się do niego. Większość moich przyjaciół posłała mi zdziwione spojrzenie - przecież jeszcze niedawno tak bardzo się nienawidziliśmy, a teraz zachowujemy się jak najlepsi przyjaciele. Tak, to mogło wydawać się dziwne.
jeszcze dziwniejszy musiał być widok, gdy chwilę później Neymar objął mnie ramieniem i tak razem zeszliśmy na parking.
Miałam zamiar pojechać razem z Danielem, ale oczywiście, odkąd pojawiłam się w Barcelonie, nic nie może być po mojej myśli i tak znalazłam się w samochodzie Neymara. Byliśmy sami, bo cała reszta pojechała z Gerardem i Danim.
- Muszę ci pogratulować udanego meczu. Oby więcej takich w karierze - odezwał się Neymar.
- Nawet nie wspominaj - westchnęłam i spojrzałam za okno.
- O co chodzi, młoda? - zapytał, zmuszając mnie do spojrzenia na niego.
- Nic. Po prostu ten mecz w moim wykonaniu mi się nie podobał - powiedziałam na głos moje wcześniejsze myśli.
- Nie przejmuj się. To dopiero początek, z każdym kolejnym razem będzie lepiej. A w końcu po prostu się przyzwyczaisz, że jest czasami lepiej, a czasami gorzej - Neymar próbował mnie pocieszyć. I raczej mu się udało, bo zaczęłam się uśmiechać. I nie do końca wiedziałam z jakiego powodu.
Droga do domu Neymara wcale nie była tak długa jak myślałam. Resztę czasu aż do dotarcia tam spędziliśmy na ciągłym śmianiu się z siebie nawzajem, choć nie robiliśmy nic śmiesznego.
Junior tak bardzo śpieszył się do swojego domu, że dotarliśmy tam jako ostatni. Wszyscy byli już w środku, więc mogliśmy zrobić wielkie wejście. I oczywiście nie mogliśmy nie wykorzystać takiej sytuacji.
Z domu słychać było już głośną muzykę. Obeszliśmy go dookoła i znaleźliśmy się przed tarasem. Wystarczyło tylko wejść po schodach i przez drzwi balkonowe znaleźlibyśmy się w jego domu. Już miałam pokonać tych kilka schodków, gdy nagle Neymar złapał mnie za rękę i odwrócił w swoją stronę. Spojrzałam na niego zdziwiona, ale nic nie powiedziałam. Jedynie na niego patrzyłam, dopóki się nie odezwał.
- Pozwolisz mi coś zrobić? - zapytał.
Zaskoczył mnie tym. Zdecydowanie mnie zaskoczył. Patrzyłam w jego oczy i nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć. W ogóle nie potrafiłam się odezwać. Nie wiedziałam kompletnie, co Neymar ma na myśli.
Neymar nie otrzymał ode mnie żadnej odpowiedzi. Ale mimo to chyba sam sobie odpowiedział.
Byłam już naprawdę bardzo zaskoczona, gdy przysunął mnie do siebie i złączył nasze usta ze sobą. Byłam wręcz zszokowana. Ale mimo wszystkich okoliczności i mojego szoku, odwzajemniłam ten pocałunek. Wplotłam palce w jego włosy, gdy nagle usłyszeliśmy brawa i gwizdy. Dopiero moment później odsunęliśmy się od siebie.
Spojrzeliśmy sobie w oczy i mało nas obchodziła obecność naszych przyjaciół na tarasie. Nie wiem jak Neymar, ale ja nie czułam w tym momencie żadnych wyrzutów sumienia. Uśmiechnęłam się, a Ney zrobił to samo. Zaczęliśmy się z siebie śmiać.
- Co to było? - zapytałam, nadal zanosząc się śmiechem.
- Coś... - zaczął - wyjątkowego - szepnął mi na ucho.
- Jesteś głupi - powiedziałam i popchnęłam go lekko. Na nieszczęście Neymara znajdował się on na krawędzi basenu i chwileczkę później w nim wylądował. Teraz to dopiero zaczęłam się śmiać.
- Pożałujesz tego - pogroził mi, gdy wynurzył się już z wody. Jak najprędzej wyszedł z basenu, a ja zaczęłam uciekać. Zdawałam sobie sprawę z tego, co chciał zrobić. Wolałam tego nie ryzykować.
Jednak i tym razem męska solidarność musiała odnieść zwycięstwo. Chłopacy, czyli J*****, Dani, Leo i Gerard złapali mnie, a potem Ney miał okazję, żeby się zemścić. Tym razem to ja poczułam mokrość i zimno wody, która znajdowała się w jego basenie.
I tak bawiliśmy się przez kolejne pół nocy.
Ale gdy wstałam, w mojej głowie pojawiła się tylko jedna, jedyna myśl:
Kurwa, Nadia, co ty do cholery zrobiłaś?


Drama? Czym Nadia się tak przejmuje? Co takiego zrobiła poprzedniej nocy?

Neyforever :*

sobota, 23 kwietnia 2016

Rozdział 14.

~ Zacznij od siebie. 

- Naprawdę nie przesadzacie? - zapytałam, gdy trzy dni później Dani i Neymar czekali na mnie po moim treningu. Odkąd zobaczyli co się na nich dzieje, codziennie po swoim treningu przyjeżdżali na mój i obserwowali, co się działo, a potem razem wracaliśmy do domu Daniego. Naprawdę wydawało mi się, że już po prostu zgłupieli i są wyraźnie nadopiekuńczy, ale oni zdawali się tego nie zauważać.
- Zdecydowanie nie - odpowiedział Daniel wyniosłym tonem.
- Zrozum, że po prostu się o ciebie martwimy - odpowiedział Neymar, obejmując mnie ramieniem. On zdecydowanie pozwala sobie na zbyt dużo. Ale nie wiedzieć czemu, ja ciągle mu na to pozwalam.
- Wcześniej nikt się o mnie tak nie troszczył i jakoś udało mi się przeżyć, więc teraz też dałabym radę - odpowiedziałam trochę już rozdrażniona ich zachowaniem, Rozumiałam, że mogą się o mnie martwić, ale ja naprawdę nie byłam tak delikatna, żeby musieli mnie pilnować na każdym kroku.
- Fabregas nigdy nie potrafił się o nikogo martwić. Ten śmieszek nawet jak się martwi to się nie martwi - skomentował Alves, nawiązując do mojej przyjaźni z piłkarzami Chelsea i Arsenalu. A wbrew jego myśleniu wcale nie chodziło mi o nich.
- A Oscar był mega troskliwy, ale to nic w porównaniu do nas - dodał Neymar. Wiem, że zna Oscara z reprezentacji i że przyjaźnił się z nim w dzieciństwie, ale nawet nie wie, jak on jest naprawdę. Tak wiele bym dała, żeby był moim bratem. Zawsze zachowywaliśmy się wobec siebie jak rodzeństwo.
- Nigdy, ale to przenigdy nie obrażajcie ani Cesca - wskazałam tu na Alvesa - ani tym bardziej Oscara - tym razem zwróciłam się w stronę Neymara - nie wiecie, co dla mnie robili przez te trzy lata i pewnie już nigdy tego nie zrozumiecie - dodałam, zrzucając ze swoich ramion rękę Neymara. Byłam naprawdę wkurzona. Fabregas i Emboaba byli dla mnie jak bracia, których kochałam wręcz nad życie i nie pozwolę, żeby Dani czy nawet Neymar źle się o nich wypowiadali. A przynajmniej nie w mojej obecności.
Zaczęłam zdenerwowana iść dużo szybciej w stronę szatni, ale chłopacy zaraz mnie dogonili.
- Dobrze już, dobrze. Oscar jest naprawdę dobrym przyjacielem. W końcu znam go nie od dzisiaj. I czy moje winy zostaną odpuszczone, gdy powiem ci, że niedługo i on, i Cesc przyjadą w odwiedziny? - powiedział Neymar, ponownie mnie obejmując. Miałam zamiar powiedzieć mu coś o jego niestosownym zachowaniu, ale wtedy dotarł do mnie sens jego słów.
- Jak to, przyjadą w odwiedziny?! - zapytałam zdziwiona, stając w miejscu. Dani i Neymar cicho zaśmiali się z mojej reakcji.
- Liga Mistrzów. Chelsea wylosowała Barcę, więc w następnym tygodniu przylecą do nas zagrać z nami mecz - pochwalił się dumnie Alves. Ja nie mam pojęcia czy on uważał się za jakiegoś nadzwyczajnie mądrego, czy może po prostu miał dzisiaj taki humor.
- O jeny, nie wierzę, zobaczę znowu swojego Fabsia i Emboabę! Aaaaa! - zaczęłam krzyczeć z radości, a chłopacy jedynie patrzyli na mnie pobłażliwymi spojrzeniami. Chyba jednak wiedzieli ile oni dla mnie znaczą.
- Nie podniecaj się tu tak, tylko idź po te swoje rzeczy i wracamy do domu - powiedział rozbawiony sytuacją Dani. Ja mimo że miałam ochotę coś mu zrobić za jego uwagę, poszłam grzecznie do szatni. Zabrałam swoją torbę, w której znajdowały się wszystkie moje rzeczy i już miałam opuszczać pomieszczenie pełne moich "przyjaciółek" z drużyny, ale zatrzymał mnie głos jednej z nich.
- No już, leć do swoich nianiek. Co, Messi nieźle się tobą opiekuje nie? Jesteś aż tak nieporadna, że nie dałbyś sobie rady sama? - usłyszałam za plecami donośny głos Laury, jednej z ważniejszych piłkarek w naszym zespole. Była naprawdę zdolna przez co łatwo zdobyła sławę, która teraz zbytnio uderza jej do głowy.
- A ty jesteś zazdrosna? Przez tyle czasu jesteś sama. Zazdrościsz mi, że ktoś się mną opiekuje, a ty nie masz nikogo? Typowe. Więc może w końcu znalazłabyś sobie kogoś, a nie wyżywała się na mnie, że ja znalazłam sobie kogoś wcześniej od ciebie - gdy to mówiłam, na chwilę odwróciłam się w jej stronę, aby móc spojrzeć jej w twarz, ale potem znów skierowałam się do wyjścia.
- Ja przynajmniej nie pcham się do faceta, który ma już żonę i dzieci. Mam jeszcze swój szacunek - odpowiedziała mi z głośnym prychnięciem. W szatni zapanowała grobowa cisza w oczekiwaniu na moją odpowiedź.
- Zacznij od siebie. Bo bynajmniej ja nie mam sobie kompletnie nic do zarzucenia. Bo nie wiem czy wiesz, ale istnieje coś takiego, jak przyjaźń. I wcale nie polega ona na tym, że mam pchać się komuś do łóżka, wiesz? Chociaż... taka zołza, jak ty pewnie nigdy tego nie zrozumie - odpowiedziałam i już nawet nie odwracając się za siebie opuściłam szatnię. Od razu skierowałam się na parking podziemny, gdzie w samochodzie czekali na mnie już chłopacy. Jednak zatrzymało mnie wołanie i stukanie korków o podłogę zaraz za mną. Odwróciłam się i ujrzałam Danielle, jedną z zawodniczek.
- Słuchaj Nadia, ja naprawdę nie chciałam tego, co one teraz robią. Co my teraz robimy. To jest naprawdę nie fair w stosunku do ciebie, ale to wszystko tylko i wyłącznie wina Laury. Dobrze, że w końcu ktoś taki, jak ty odważył się powiedzieć jej, co o niej myśli - przyznała, patrząc na mnie przepraszającym wzrokiem. Bardzo dobrze wiedziałam, że ona też brała udział w tym wszystkim, ale jako jedyna odważyła się wyjść przed szereg. - Przepraszam.
- Ważne, ze jednak się przyznałaś. To jest najważniejsze. A Laurą się nie przejmuj. Kiedyś w końcu się jej za to dostanie - puściłam do niej oczko i uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie. Dziewczyna odetchnęła z ulgą.
Potem znów spokojnie mogłam iść do samochodu, co nie zajęło mi długo i już po chwili wsiadałam radosna na tylne siedzenie samochodu Neymara.
- A co ty taka rozpromieniona? - od razu zapytał Alves. On był serio zbyt ciekawski.
- Pokłóciłam się z Laurą - powiedziałam dumnie. Chłopacy oczywiście wiedzieli, która to i szczerze mówiąc zbytnio za nią nie przepadali. A raczej podzielali moje zdanie o niej.
- I to jest ten powód do radości? - zdziwiony Neymar zapytał, wyjeżdżając z parkingu i włączając się do ruchu na ulicach Barcelony.
- To może nie, ale fakt, że w końcu mogłam jej wygarnąć, cieszy mnie nawet bardzo.
- Nasza dziewczyna - zaśmiał się Neymar.
Chłopacy oczywiście, jak to oni, od razu sprawili, że cały samochód wypełniły brazylijskie rytmy, więc można było uznać, że rozmowa się zakończyła. Ta dwójka z przodu zaczęła fałszować do utworu Gustava Limy, a ja w tym czasie wyciągnęłam telefon, chcąc zobaczyć czy ktoś czasami nie próbował się ze mną skontaktować. I rzeczywiście miałam jedną nieodebraną wiadomość.

Jestem już w Barcelonie. Jeśli to nie byłby dla ciebie problem, to czy moglibyśmy się spotkać jutro gdzieś na mieście? Wiem, że nie masz jutro treningu, a ja akurat jutro nie będę miał zbyt dużo do roboty. To jak? 

Oczywiście wiadomość pochodziła od J*****. Pomyślałam chwilę nad tym, co będę jutro robić i czy znajdę czas na spotkanie i odpisałam.

Z naszym spotkaniem raczej nie powinno być żadnego problemu. Nawet nie wiesz, jak bardzo się za tobą stęskniłam przez te lata. Tak bardzo chcę już cię spotkać. 

Odpowiedź przyszła niemal natychmiastowo.

Nawet nie wiesz, jak cię kocham, siostra. 

Wpatrywałam się w ekran telefonu przez kilkanaście następnych minut. Nie byłam przyzwyczajona do tego, że ktoś używa wobec mnie takich słów. Wybudził mnie dopiero głos Neymara, który oznajmił mi, że jesteśmy już pod domem Daniego. Schowałam więc telefon do kieszeni i pomaszerowałam za nimi do środka.
Oczywiście o całej sprawie poprzez wiadomości powiadomiłam Leo. I choć Messi bardzo chciał spotkać się z moim bratem, to niestety akurat w czasie, w którym umówiłam się z bratem, on był zajęty. I nie wiedziałam do końca czy mam się cieszyć czy może jednak martwić. Z jednej strony bardzo chciałabym porozmawiać z bratem sam na sam, bo przecież tak dawno go nie widziałam, a z drugiej strony, to jednak po tak długiej rozłące wolałabym, żeby ktoś towarzyszył mi w tym spotkaniu. Jednak niestety ja nie miałam tu  większego wpływu na rozwój wypadków.

******

Niepewnym krokiem zmierzałam w stronę drzwi kawiarni, w której się umówiliśmy. Z każdym kolejnym przebytym metrem denerwowałam się coraz bardziej, a moje zdenerwowanie osiągnęło szczyt, gdy znalazłam się na miejscu. Bałam się wejść do środka, ale nie mogłam czekać w nieskończoność. Złapałam za klamkę i po chwili znajdowałam się już w lokalu.
Rozejrzałam się dokładnie po miejscu, w którym się znalazłam. Było skromne, przytulne, ale w rogu sali zauważyłam coś, co przyciągnęło mój wzrok na dłużej. Przy samym oknie przy stoliku siedział mój brat, J*****. Nie widział mnie. Był zapatrzony w widok za oknem. Odetchnęłam głęboko i zaczęłam zmierzać w jego stronę.
Byłam już niedaleko, gdy odwrócił głowę w moją stronę i mnie zauważył. Na jego twarzy od razu pojawił się szeroki uśmiech. Wstał od stołu i podszedł w moją stronę. Spotkaliśmy się dokładnie w połowie drogi. J*****, gdy tylko był już blisko mnie, przytulił mnie mocno i nie wypuszczał z obięć przez następnych kilka minut. Ale nie miałam mu oczywiście tego za złe. Sama chciałam przytulać się do niego jak najdłużej.
- Trzy lata. Przez trzy lata nie mogłem cię przytulić - wyszeptał, nadal trzymając mnie w ramionach. Ludzie dziwnie na nas spoglądali, ale nie grało to teraz większej roli. Mój brat był tutaj, ze mną.
- Przepraszam - próbowałam powstrzymać łzy, ale to mi się nie udało. Strumienie łez popłynęły po moich policzkach i zaczęły moczyć bratu koszulę.
Chwileczkę później usiedliśmy przy stoliku, zamówiłam sobie coś do picia i zaczęły padać standardowe pytania: Co u ciebie? Jak ci się żyje? Co się u ciebie zmieniło przez te lata? Jak się mają rodzice? Niby nic szczególnego, ale dla nas było bardzo ważne. Ale po omówieniu wszystkiego co się u nas działo musieliśmy zacząć ten trudniejszy temat.
- Nadine, co z nim? - zapytał w końcu. Wiedziałam, że od samego początku chciał o tym porozmawiać, ale ja starałam się jak najbardziej omijać temat. Dla mnie rozmowa o nim wcale nie jest prosta.
- Nie mam pojęcia. Leo jakoś próbuje mi pomóc podjąć decyzję, ale to wcale nie jest łatwe - przyznałam. Nawet Messi nie zdawał sobie sprawy z tego, ile czasu poświęcam na myślenie o nim.
- Musisz w końcu coś z tym zrobić. Powinnaś mu powiedzieć - westchnął.
- Mi też wcale nie jest z tym prosto! - podniosłam lekko głos. Kilka osób siedzących obok, spojrzało na nas. - Ale powiedzenie "hej, jestem twoją siostrą", chociaż banalne, wymaga ode mnie więcej niż cokolwiek innego!
- Nadia, proszę uspokój się. Nie kwestionuję tego, że jest to trudne. Ja w pełni cię rozumiem. Ale jeszcze przez dwa tygodnie powinienem być w Barcelonie. I naprawdę wolałbym, żebyś powiedziała mu to właśnie w tym czasie. Wtedy byłbym blisko, mógłbym ci zawsze pomóc - załapał moją rękę leżącą na stole w swoją dłoń i lekko ścisnął, chcąc dodać mi otuchy i okazać swoje wsparcie.
- Zrobię to. Ale jeszcze nie dziś, nie jutro. Potrzebuję czasu.
- Tylko nie pozwól, żebyś czekała z tym zbyt długo. Bo on nie jest aż tak głupi, jak ci się wydaje. W końcu zacznie się domyślać, o ile już tego nie robi.
- Więc, co? Mam powiedzieć mu to teraz i w tej chwili?
- Nie mówię, że musisz już teraz mu o wszystkim mówić. Po prostu musisz znaleźć odpowiedni moment. I to pierwszy, jaki się nadarzy. On musi się domyśleć od ciebie.
Łatwo było mu mówić. Myliłam się, co do tego, że się nie zmienił. Był inny. Kiedyś by mnie wspierał, stanąłby po mojej stronie nawet, gdybym nie miała racji. A teraz... Jest inny. Może i mnie motywuje do tego, żeby powiedzieć w końcu prawdę, ale nie czuję, żeby mnie w jakikolwiek sposób wspierał. Kiedyś byłoby inaczej.
Ale teraz nie jest kiedyś idiotko. Wszystko spieprzyłaś swoim wyjazdem. Trzeba było z nimi zostać, a nie uciekać, jak tchórz - usłyszałam złośliwy głosik w mojej głowie. Złośliwy głosik, który niestety miał rację. Byłam cholernym tchórzem.
- Wiesz, przepraszam, że w ogóle zabrałam ci cenny czas. Nie będę ci już więcej przeszkadzać - wzięłam do rąk torebkę i wstałam od stołu. On jeszcze zdziwiony siedział na miejscu, ale niedługo zajęło mu zrozumienie sytuacji.
- Dokąd idziesz?! - zawołał, wstając zaraz po mnie.
- Naprawdę rozumiem, że cię skrzywdziłam, tak samo jak rodziców i naszą siostrę. I wiem, że krzywdzę też jego, co dzisiaj już dobitnie mi pokazałeś. Nie wiem, dlaczego chciałeś się spotkać, choć nie masz ochoty na rozmowę ze mną - odwróciłam się od niego i nie czekając na jego odpowiedź, ruszyłam w stronę wyjścia.
Nie słyszałam żadnych krzyków i nawoływań za mną, więc myślałam, że mam go z głowy. Że nie będzie mnie już zaczepiał i da mi odejść. Ale jednak się myliłam.
- Nie powiem, że nas wszystkich nie skrzywdziłaś - nagle pojawił się tuż przede mną, gdy opuściłam kawiarenkę. - Bo to zrobiłaś. Ale spotkanie z tobą nigdy nie było traceniem czasu. Nawet nie wiesz, jak bardzo wyczekiwałem momentu, gdy cię zobaczę. Może to wygląda tak, jakbym miał cię gdzieś, ale tak nie jest. Naprawdę mi zależy na tobie, ale boję się, że jeśli zrobię coś złego, to znowu uciekniesz i już cię więcej nie zobaczę.
- Ale kiedyś... kiedyś byłeś inny. Wpierałeś mnie. A teraz czuję się, jakbyś jeszcze bardziej obwiniał mnie za całą sytuację z nim. Tak, jakbym to ja ignorowała jego przez te wszystkie lata - moje oczy zaczęły wilgotnieć, ale nie chciałam pozwolić łzom wypłynąć na powierzchnię. Głośno pociągnęłam nosem.
- Przepraszam, że zachowywałem się, jak skończony dupek. Po prostu trochę się zmieniło, odkąd ostatni raz się widzieliśmy. Przepraszam - nie spodziewałam się, że w momencie, gdy będziemy stać na ulicy i wyrzucać sobie nasze problemy on mnie przytuli. Tak bardzo za tym tęskniłam, że od ostatniego razu, gdy mnie obejmował zapamiętałam wszystko: dotyk jego ramion, jego zapach.

*****
Wbiegłam do domu Alvesa. W drodze powrotnej uświadomiłam sobie, że naprawdę niedługo będę musiała wyznać wszystkim całą prawdę. Sama ta myśl mnie przerażała. Myślałam o tym dużo razy już wcześniej, ale nigdy nie zdawałam sobie sprawy, że ten moment jest tak blisko i nigdy tak bardzo mnie to nie przejęło.
W drodze do swojego pokoju, przechodząc przez salon, spotkałam Daniego. Zauważył, że jestem smutna, bo wstał i podszedł do mnie. Po chwili tonęłam już w jego ramionach i przytulałam się do jego klatki piersiowej. Zachowywał się jak brat, którym powinien dla mnie być.


Bum! Wracam z rozdziałem :D No to jak, sprawa się rozwiązuje czy jeszcze bardziej zawikłała?