sobota, 23 stycznia 2016

Rozdział 6.

~ Pisiąt twarzy Gerarda! Pisiąt twarzy Neymara!

-Wstawaj, śpiąca księżniczko! - usłyszałam czyiś głos blisko mojego ucha. Bardzo blisko. I oczywiście charakterystyczny akcent od razu pozwolił mi poznać tego idiotę.
- Zamknij się, debilu! - zawołałam, zakładając poduszkę na głowę.
Neymar nic nie odpowiedział, ale po chwili poczułam, że mnie podnosi. Czy on zwariował? Jednak byłam zbyt zaspana, żeby zareagować. 
- Masz dziesięć minut - powiedział po chwili, stawiając mnie na podłodze w łazience, po czym opuścił pomieszczenie. Przez moment stałam zdezorientowana, ale zaraz potem zaczęłam się przygotowywać na trening. Po wyznaczonym czasie byłam już na dole, gdzie zastałam czekających na mnie chłopaków. 
Oczywiście na stadion treningowy musiałam jechać z Danim i Neymarem, bo jakże by inaczej. Jechał z nami też Rafinha i Marc. Cała droga minęła mi na śmianiu się z tą dwójką. Dani zajmował się kierowaniem, a Neymar tradycyjnie siedział w telefonie. 
Gdy znaleźliśmy się już na miejscu chłopacy poszli do swojej szatni, a Dani zaprowadził mnie do pomieszczenia obok, które okazało się szatnią dla dziewczyn. Kiedy przebrałam się, przed szatnią czekał mój przyjaciel, z którym śmiejąc się wyszłam na boisko. Wszyscy pozostali piłkarze już tam byli. Kiedy dołączyliśmy do nich, oni zaczęli rozgrzewkę, a mnie na chwilę poprosił ich trener. Chwilę później biegłam razem z nimi wzdłuż boiska, rozmawiając z Munirem, którego dopiero teraz miałam okazję poznać. Naprawdę fajnie mi się z nim rozmawiało, był trochę inny niż reszta piłkarzy, ale to raczej działało na jego korzyść. Polubiłam go. 
Po rozgrzewce pograliśmy trochę w dziadka, a potem rozegraliśmy krótki mecz. Byłam niestety w drużynie z Neymarem, ale na szczęście byli tu jeszcze m. in. Dani, Rafael, Javier, Ivan i Munir, więc dał się przeżyć. Kapitanem oczywiście został Neymar. Nie był zadowolony, kiedy okazało się, że będę grać razem z nim i Munirem na ataku, ale brakowało mu jednego napastnika, a ja jako jedyna nie miałam wyżej przypisanej pozycji. Dlatego, że zazwyczaj grałam wszędzie, tylko nie na bramce. Tak więc Brazylijczyk był zmuszony choć przez chwilę ze mną współpracować. 
Jednak nasza współpraca nie była tak zła jak początkowo sądziłam. Przez pierwsze minuty Neymar miał problem z tym, żeby choć podać mi piłkę, mimo że byłam na świetnej pozycji, ale z czasem się przełamał. I mimo że normalnie cały czas się kłóciliśmy to na boisku potrafiliśmy znaleźć wspólny język. Potrafiliśmy się dogadać, doskonale rozumieliśmy się nawzajem i takim właśnie sposobem każde z nas zdobyło po jednej bramce. Ja zaliczyłam asystę przy bramce Neymara, a on przy mojej. Na boisku jednak tworzymy zgrany duet. 
Kiedy trener zakończył mecz, przybiłam z chłopakami piątkę i poszłam razem z nimi do szatni. 
- Czyżby to był pierwszy przejaw zgody? - zaśmiał się Leo, nawiązując do tego, że nie zapomniałam przybić piątki z Neymarem. Z czystej grzeczności. 
- Raczej nazwałabym to okresowym zawieszeniem broni. Ale nie martw się, nie potrwa długo - zapewniłam go. 
- A już miałem taką nadzieję - zaśmiał się. 
- Podobno nadzieja umiera ostatnia - puściłam do niego oczko i weszłam do swojej szatni. 
Szybko się przebrałam i podążyłam do kawiarni, gdzie czekał na mnie Dani razem z trenerem żeńskiej drużyny. 
- Zadzwoń jak skończysz, przyjadę po ciebie - powiedział Alves i opuścił pomieszczenie. Zostałam sam na sam z trenerem. 
- Dzień dobry, jestem Xavi Llorens. Mam nadzieję, że będę miał zaszczyt wkrótce zostać pani trenerem - powiedział Hiszpan. 
- Dzień dobry. Bardzo mi miło, że w końcu mogę pana poznać. 
Złożyliśmy zamówienia na kawę i pan Llorens kontynuował:
- Widziałem jak grałaś z piłkarzami i muszę przyznać, że byłem pod wrażeniem twojej współpracy z nimi, a szczególnie z Neymarem. Posiadasz ogromny talent, który trzeba jedynie skierować w dobrą stronę. Masz może jakieś pytania?
- Chciałabym się chyba zapytać jedynie o te jutrzejsze wybory do drużyny. Chciałabym wiedzieć na co mam się przygotować. 
- Nikt nie poinformował cię o tym, gdy składałaś zgłoszenie? - spytał dość zdziwiony. 
- Zapewne poinformowano by mnie, gdybym sama je złożyła. Ale w tajemnicy wysłał je Leo - przyznałam. 
- I wcale nie dziwię się czemu to zrobił. Twój talent jest diamentem, który trzeba oszlifować, a Messi z pewnością bardzo dobrze o tym wiedział. Wracając do twojego pytania, to na pewno nie będzie tam nic, czego będzie musiała się pani obawiać. Stałe fragmenty gry, kilka dryblingów, jedenastka i mecz do rozegrania. Nic strasznego. 
- W takim razie chyba nie mam, żadnych pytań. Wiem już wszystko czego potrzebowałam. Dziękuję, że poświęcił mi pan swój cenny czas - podziękowałam, pożegnałam się z panem Llorensem i opuściłam kawiarnię. 
Wróciłam na boisko. Nikogo tam nie było. Postanowiłam nie dzwonić jeszcze do Daniego. Chciałam jeszcze trochę poćwiczyć. Nie byłam pewna tego, co umiem. Nie wierzyłam, że dam sobie radę. 
Ustawiłam sobie piłkę na jedenastym metrze, wzięłam rozbieg i sekundę później piłka znalazła się w siatce. Ale teraz bramka była pusta. Podczas treningu wykonywałam rzut karny przeciw Marcowi i Claudio, i ani razu mi się to nie udało. Nigdy nie byłam w tym dobra. 
- W końcu strzeliłaś tego karnego - usłyszałam śmiech za swoimi plecami. W pierwszej chwili pomyślałam, że to Dani, ale gdy się odwróciłam, zobaczyłam innego Brazylijczyka.    
Neymar stał za mną z rękami w kieszeniach i uśmiechem na ustach. 
- Czego chcesz? - zapytałam oschle, idąc po piłkę, która pozostała w bramce. 
- Po prostu wydawało mi się, że po spotkaniu z trenerem, nie wrócisz od razu do domu, więc zostałem, żeby zobaczyć, co będziesz robić - wzruszył ramionami. 
- Okey - odpowiedziałam krótko. 
- Ej, co jest? - zapytał, chyba zauważając, że odezwałam do niego tak... normalnie.  
- Nic. Nie martw się, dzisiaj mam załamkę, ale jutro znów będę sobą i znowu będziemy mogli się kłócić - powiedziałam. 
- A co, jeśli nie chcę się dalej kłócić? Jeśli chciałbym cię poznać, zobaczyć jaka jesteś, gdy nie skrywasz się pod maską wrednej i niegrzecznej dziewczynki? Co jeśli chcę, żebyś poznała mnie takim, jakim jestem? Co wtedy? - zapytał. 
Po usłyszeniu jego słów, zrobiło mi się jakoś dziwnie. To nie był ten sam Neymar, którego poznałam. Był inny, dojrzalszy, bardziej empatyczny i emocjonalny, Zmienił się. Więc może warto dać mu szansę i poznać się na nowo? 
- Jeśli chcesz to mogę ci pomóc z tym karnym. W Barcelonie raczej ich nie wykonuję, ale za to w Brazylii dość często. 
- Oscar zawsze powtarzał, że mnie nie da się niczego nauczyć. 
- Podobno jestem cierpliwym człowiekiem - zaśmiał się Neymar. 
- Więc będziesz miał okazję sprawdzić jak bardzo - odpowiedziałam, wracając na 11 metr. Ponownie ustawiłam piłkę, zrobiłam rozbieg, uderzyłam i... słupek. Wkurzona głęboko wciągnęłam powietrze.
- Nie denerwuj się, tylko popraw to co robisz źle - zauważył Neymar. 
I tak wszystko się zaczęło. 
Po godzinie ćwiczeń mogłam stwierdzić, że z Neymara jest niezły nauczyciel. I rzeczywiście miał wręcz anielską cierpliwość. 
- To co, koniec ćwiczeń na dzisiaj? Po dwóch treningach jestem wykończony - powiedział Neymar, kiedy chyba po raz setny próbowałam uderzenia z rzutu karnego. Przyznam, że ja też byłam już wykończona. 
- Może rzeczywiście lepiej już wracać. Zadzwonię po Daniego. 
- Nie fatyguj go, odwiozę cię. 
- Nie ma takiej potrzeby - zaprzeczyłam, ale on nie dawał za wygraną. 
- Ale ja nalegam! 
- No dobra, niech ci będzie! - zgodziłam się. Nie miałam siły, żeby dalej się z nim sprzeczać. 
- No i to mi się podoba! - powiedział zadowolony i chwilę później skierowaliśmy się do jego samochodu. 
***
- Dzięki. Nie musiałeś tego robić - powiedziałam do Neymara na pożegnanie. Cieszyłam się, że zgodziłam się na jego propozycję. Jazda z nim samochodem naprawdę okazała się fajna. 
- Nie musiałem, ale chciałem - puścił do mnie oczko. Idiot jeden. 
- W każdym bądź razie, dziękuję i do zobaczenia... kiedyś tam - powiedziałam i wysiadłam z jego Audi. 
Neymar odjechał, a ja weszłam do domu przyjaciela. Od progu powitały mnie gwizdy Daniego i Gerarda, który najwyraźniej postanowił nas odwiedzić. Jedynie pokręciłam w niedowierzaniu głową na ich zachowanie. Jak dzieci. 
- Kłócisz się z nim, nie ma cię tyle czasu, a potem on odwozi cię do domu. To się robi podejrzane, Nadia - zauważył Pique. Jakiż on spostrzegawczy. 
- A ty, Gerard, nie powinieneś teraz pomagać Shakirze przy Sashy i Milanie, zamiast siedzieć sobie u Daniego? - odgryzłam mu się.
Chłopacy spojrzeli po sobie. 
- Błagam cię, nie mów jej, ze tutaj jestem! - Pique błagał mnie na kolanach. W końcu mogłam poczuć się przy nim wysoka.  
Pokręciłam głową, przyłożyłam telefon do ucha i po chwili zaczęłam mówić:
- Hey Shaki! Co tam u ciebie? A, Gerarda nie ma w domu, a miał ci pomóc z Milankiem? No nie dziwne, że go nie ma, bo siedzi sobie z Danim na kanapie... 
Nie zdążyłam powiedzieć nic więcej, bo usłyszałam trzask drzwi wyjściowych zamykanych przez Pique. Zaczęłam się śmiać. 
- No to Pique ma przerąbane - skwitował Alves, siadając przed telewizorem. 
- No nie koniecznie - powiedziałam, siadając zaraz obok niego.
- Jak to? 
- Przecież ja nie mam numeru do Shakiry! - zaśmiałam się i dołączył do mnie mój przyjaciel. Jestem tu od dosłownie dnia. Nie wierzę, że Gerard uwierzył, że zdążyłam już poznać jego partnerkę. 
- Zawsze wiedziałem, że on jest inteligentny, ale żeby aż tak? - śmiał się z przyjaciela Alves. 
- Pisiąt twarzy Gerarda! - zawołałam.
- Pisiąt twarzy Neymara! - dodałam w myślach.




Jestem! A w opowiadaniu mamy względną sielankę :D Nie martwcie się, nie na długo ;) 
A już od 1 lutego zapraszam was na moje wattpadowe opowiadanie pt. "Music was the beginning" (Szczególnie miło widziane Directioner ;))

piątek, 8 stycznia 2016

Rozdział 5.

* 5 dni później *
Myśląc, że po wyjeździe Katalończyków będę miała spokój, nie mogłam być dalej od prawdy. Minęło kilka dni, a ja jestem wykończona. Nie było dnia, ani godziny kiedy nie dostałabym wiadomości od Barcelończyków w związku z moją decyzją. W miarę upływu czasu i zbliżania się terminu, w którym mogłam zjawić się w stolicy Katalonii dostawałam ich coraz więcej. Także przynajmniej dwa razy dziennie odbierałam telefon z pytaniem czy jednak zdecydowałam się przyjechać. Za każdym razem odpowiedź brzmiała tak samo, ale to tylko motywowało ich do dalszego nękania mnie.
I to nie tylko oni cały czas mi o tym przypominali. Codziennie w pracy Suz próbowała mnie przekonać do tego wyjazdu. Na treningach też słyszałam dokładnie to samo. Czułam się jakby był to główny temat każdej rozmowy że mną.
Przez całe te dni myślałam tylko o tym. Wyliczałam sobie dobre i złe strony tego pomysłu z wyjazdem. Poszłam do wniosku, że chciałabym jednak kiedyś spróbować piłki na poważnie. Ale na przeciwległej szali znalazł się strach przed tym, że Messi że swoim uporem w końcu rozwiąże tą całą tajemnicę i będzie chciał odbyć rozmowę z moim bratem, czego ja bym z pewnością nie przeżyła. Nie trudno zrozumieć, że to przeważyło nad chęcią grania zawodowo w nożną.
Jednak z każdym dniem ta teoria mnie opuszczała. Ostatecznie doprowadziło to do tego co się właśnie dzieje.
Wczoraj doszłam do wniosku, że jeśli tam nie pojadę, to do końca życia moi przyjaciele nie dadzą mi spokoju, a myśl, że nie wykorzystałam szansy będzie mnie już zawsze prześladować. Dlatego spakowałam swoje rzeczy do walizki, spotkałam się ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi, aby się z nimi pożegnać i tak opuściłam na kilka dni moje "spokojne" życie.
* Messi *
Od prawie tygodnia próbowaliśmy przekonać Nadię, aby przyjechała do Barcelony. Pisaliśmy, dzwoniliśmy... Ale ona nadal pozostawała nieugięta. Traciliśmy już nadzieję, na to, że zmieni zdanie. Do terminu, w którym został wyznaczony termin spotkania pozostały tylko dwa dni, a my nadal nie mieliśmy pewności, że zmieni zdanie. Cóż, przestawaliśmy wierzyć. 
Nie wiem dlaczego tak bardzo chcieliśmy, żeby znalazła się w klubie. Może dlatego, że gdy spotkaliśmy ją po raz pierwszy, od razu zaimponowała nam swoją grą. Jej styl był po prostu niepowtarzalny. Z drugiej strony chęć poznania jej i jej tajemnicy była ogromna, a trudno by było zrobić to na odległość. 
Byliśmy właśnie w szatni po zakończonym treningu. Przebieraliśmy się, żeby móc w końcu wrócić do domu. Moim nawykiem stało się już ciągłe sprawdzanie telefonu. Oczekiwałem, że może Nadia zmieni zdanie i napisze do mnie wiadomość, albo wspomni o tym, na którymś z portali społecznościowych, które oczywiście obserwowałem. 
Za każdym razem kończyło się to tym, że miałem coraz większą nadzieję, że może niedługo napisze. Ale dzisiaj czekała na mnie miła niespodzianka. Nadia dodała post na swoim Twitterze. 
"Siedzę na głupim lotnisku, czekając na głupi samolot, żeby polecieć do głupiej Hiszpanii, by spotkać się z moimi głupimi przyjaciółmi. Jak ja kocham swoje życie." - brzmiał wpis. Dość wymowny. 
Mimo wszystko moja radość zwróciła uwagę chłopaków, którzy od razu zbiegli się, zobaczyć co mnie tak ucieszyło. Wszyscy bardzo cieszyliśmy się na tą wiadomość. Nadia jednak przyjedzie. Czyli nasze starania nie poszły na marne. Choć stwierdzam, że chyba nie spodobały się jej, ale widocznie były skuteczne. Przyjedzie tutaj, znajdzie się w klubie i będzie musiała się tu przeprowadzić. A wtedy będzie coraz łatwiej poznać tajemnicę jaką skrywa Nadia Davies. 

* Nadia *
Wysiadłam z samolotu, odebrałam swoją walizkę i wtedy dopiero zdałam sobie sprawę z tego, że tak naprawdę przyjechałam tutaj nikogo o tym nie informując. Żaden z piłkarzy Barcelony nie dowiedział się ode mnie o moim przylocie. A było to z mojej strony naprawdę nieprzemyślane, skoro jestem tutaj w pewnym sensie z ich powodu.
Postanowiłam, że spróbuję zadzwonić do któregoś z nich dopiero, gdy opuszczę lotnisko. Będę musiała znaleźć sobie jakiś hotel na czas mojego pobytu tutaj. Bo w końcu nie wiadomo na jak długo tu zostanę.
Jednak, gdy miałam już wychodzić w oczy rzuciła mi się kartka z moim nazwiskiem. Przyjrzałam się dokładniej i zauważyłam Daniego. Co on tu robi? I skąd wiedział, że przylatuję?
Ruszyłam w jego stronę, gdy mnie zobaczył rzucił kartkę gdzieś w kąt i od razu do mnie podszedł.
- Jak ja cię dawno nie widziałem! - zawołał nie zważając na to, że wokół są inni ludzie.
- Ja nie wiem czy tak bardzo się za wami stęskniłam. Przez ostatnie dni czułam się jakbyście ze mną byli wszędzie - powiedziałam kwaśnym tonem, ale tak naprawdę cieszyłam się, że go widzę. On z resztą też o tym wiedział.
-"...głupia Hiszpania i głupi przyjaciele", tak? - zaśmiał się, cytując mojego tweeta. No to zagadka rozwiązana, wiadomo skąd wiedzą. 
- Żebyś wiedział. Katowaliście mnie przez ostatnich pięć dni - zauważyłam. 
- Ale widocznie było skuteczne skoro tu jesteś - powiedział dumny z siebie. - To jak, idziemy?
- Tak, jasne - odpowiedziałam, a on zabrał moją walizkę i ruszył w stronę wyjścia. 
- Sama mogę ją wziąć - zwróciłam mu uwagę, podążając za nim.
- Nawet nie ma mowy - powiedział z uśmiechem, wychodząc przez drzwi obrotowe lotniska. Naprawdę fajnie było po tyłu godzinach lotu w końcu móc poczuć w płucach świeże powietrze. 
Przeszłości razem z Danim przez ogromny parking aż na jego drugi koniec, a tam przy samochodzie czekał na nas drugi z piłkarzy. Niestety nie było to miłe zaskoczenie, ponieważ na moje nieszczęście był to Neymar. Posłała Daniemu wkurzone spojrzenie, a on zaśmiał się pod nosem i wzruszył ramionami, ale nic nie odpowiedział. Czułam, że specjalnie zabrał ze sobą Neymara na lotnisko. Wiedział jak bardzo siebie nie znosimy. 
- Co, księżniczka sama nie mogła nawet zabrać swojej walizki? - rzekł złośliwie Neymar, gdy tylko się do niego zbliżyliśmy. Jak zwykle nieznośny. 
- Nigdy księżniczką nie byłam, nie jestem i nie będę, więc mógłbyś zostawić te komentarze dla siebie - zwróciłam mu uwagę, na co już mi nie odpowiedział, tylko wsiadł do samochodu na miejsce pasażera. Dzięki Bogu, że to nie on będzie prowadzić! 
Alves w tym czasie zdążył już schować do bagażnika moją walizkę i teraz otwierał dla mnie tylne drzwi samochodu. 
- Dzięki - powiedziałam z uśmiechem, wysiadając do środka. Przez kilka nie zręcznych sekund znajdowała się tam sama z obruszonym Neymarem, ale na szczęście zaraz znów pojawił się Dani. 
- Dokąd jedziemy? - zapytałam po kilku minutach jazdy w ciszy. 
- Do Honolulu małpy drażnić - usłyszałam natychmiast odpowiedź od pana okrążonego, który nie odgrywał wzroku od swojego telefonu. 
- A wiesz, że chyba już nawet widzę jedną? Siedzi centralnie przede mną - odpowiedziałam i widziałam jak spina mięśnie że złości. Nadia vs. Neymar 1:0.
- Jedziemy do domu - powiedział wreszcie Alves. 
- Do domu?! Myślałam, że zawieziesz mnie po prostu do hotelu - oczekiwałam jakiejś riposty ze strony Neymara, ale on nadal siedział wypatrzony w ekran telefonu.
- Powiem szczerze: rozmawialiśmy o tym z resztą chłopaków i doszliśmy do wniosku, że nie będziesz mieszkać w hotelu. Byłoby z tym zbyt dużo zamieszania - poinformował mnie, spoglądając na mnie w lusterka wstecznym. Miał na myśli sytuację z klubem, tam myślę. - Dlatego uznaliśmy, że zamieszkasz u któregoś z nas. 
- Któregoś z was? - powtórzyłam zdziwiona. 
- W domu moim albo domu Neymara - wyjaśnił na co młodszy Brazylijczyk widocznie zainteresował się prowadzoną przez nas rozmową. W końcu tu chodziło o jego święty spokój.
- Sądzisz Dani, że będę się wahała, mając tylko taki wybór? Wolałabym mieszkać na ulicy niż w jego domu! - Neymar głośno wypuścił powietrze z płuc. Ulżyło mu, że nie zamierzam go torturować swoją obecnością. 
- Zgadzam się w stu procentach - powiedział rozradowany moją niechęcią do mieszkania z nim. 
- No, chociaż w jednym jesteście zgodni - zaśmiał się Dani. 
Resztą drogi, która nie była zbyt długa minęła nam na słuchaniu muzyki. Szczęściem było dla mnie to, że Neymar znów przestał zwracać na mnie uwagę. Poświęcał dużo więcej uwagi telefonów niż otaczające mu go światu. Powinien zacząć to leczyć, bo na głupotę już za późno. 
Dom Daniego zrobił na mnie ogromne wrażenie. Gdy tylko weszliśmy do środka Neymar gdzieś zniknął, a przyjaciel pokazał mi mój pokój. Potem zostawił mnie samą, żebym mogła rozpakować swoje rzeczy. 
Po godzinie spędzonej samotnie, usłyszałam głos Alvesa, wołającego mnie na dół. Zostawiłam rzeczy, które teraz układała w szafce i zeszłam do salonu, ale nikogo tam nie zostałam. Zauważyłam otwarte drzwi prowadzące do ogrodu i dopiero, gdy się tam znalazłam, zobaczyłam piłkarzy siedzących przy jednym, ogromnym stole. Szybko zdałam sobie sprawę z tego, że byli tam wszyscy z wyjątkiem Neymara. 
- Witamy w Katalonii! - zawołali, gdy tylko mnie spostrzegli. 
Cieszyła się z takiego przywitania, nawet bardzo. Jednak martwiła mnie ta nieobecność Neymara. Oczywiście nie chodzi tu o to, że martwiłem się o niego, co to, to nie. Ja martwiłem się o siebie. Przecież on nigdy nie przegapiłby okazji, żeby się ze mnie trochę ponaśmiewać. 
Kiedy tak wstałam i rozważałam, nagle poczułam czyjeś dłonie na moim ciele i chwilę później zostałam wzniesiona w powietrze. Już wiedziałam gdzie jest Neymar. Nie rozumiałam jego zachowania, ale wszystko stało się jasne, gdy wylądowała w lodowatej wodzie basenu Alvesa. 
- Witamy w Katalonii - powiedział rozbawiony Neymar, gdy tylko wynurzyłam się z wody. Miał chyba radość z tego, że patrzył na mnie z góry, stojąc przy krawędzi basenu.
Jak bardzo będę jeszcze mogła go znienawidzić? 
Kiedy zaczął się śmiać, uderzyła pięścią w wodę, która przez to oblała Neymara. Teraz to ja zaczęłam się śmiać. Neymar początkowo spojrzał na mnie wkurzony, ale po chwili uśmiechnął się i sięgnął po krańce swojej mokrej koszulki. Wiedziałam, że chciał ją zdjąć, dlatego zanurzyłam się szybko w zimnej wodzie, żeby uniknąć czerwieni na moich policzkach, kiedy zobaczę jego wyrzeźbiony tors. I nie chodziło tu konkretnie o Neymara. Po prostu już tak miałam, że w takich sytuacjach moje policzki przybierały ciemnoróżowy kolor. 
Chwilę później wynurzyłam się z wody i wyszłam z basenu. Skierowałam się do domu. 
- Już myśleliśm, że się tam utopiłaś - zaśmiał się Neymar, na co przystanęłam.
- Nie musisz udawać, że się martwiłeś. Z pewnością byś się z tego ucieszył - powiedziałam i zostawiła oszołomionych chłopaków w ogrodzie. 
Wróciłam do swojego pokoju i chciałam się od razu przebrać z tych przemokniętych ubrań, ale zwróciłam najpierw uwagę na telefon, który tu zostawiłam. Zawibrował kiedy tylko weszłam do pokoju. 
"Leo mówi, żebyś przebrała się w jakieś dresy, bo niedługo jedziesz z nami na trening :*" - brzmiała wiadomość, którą wysłał do mnie Alves. 
A już myślałam, że oni pojadą na trening i będę miała święty spokój od tego głupiego człowieka. Ale nie, przecież muszę z nimi jechać tak jakbym im tam była do czegoś potrzebna. 
Mimo wszystko szybko się przebrałam i ponownie zbiegłam na dół. 
Chłopacy nadal niezmiennie zajmowali swoje miejsca przy stole w ogrodzie. Jak na złość jedyne wolne miejsce znajdowało się pomiędzy Neymarem a Danim. Oni chyba sobie że mnie żartowali! 
Nawet nie było takiej opcji żebyśmy siedzieli obok siebie, więc podeszłym do Alvesa i po cichu poprosiłam go, żeby przesiadł się na miejsce obok, co oczywiście uczynił, choć namawianie go nie poszło mi tak łatwo. 
Siedziałam przez chwilę, przeglądając profile piłkarzy na instagramie. Będąc na jednym z nich przypadkiem przeniosła się na profil jednej z bliskich mi osób, które przypominały mi o Brazylii. Nie czułam się tam dobrze, nie było to moje miejsce w świecie, ale mimo wszystko teraz za nią zatęskniłam. Łzy zaczęłyby spływać za chwilę po moich policzkach, gdyby nie fakt, że Leo nagle przerwał mój tok myśli. 
- Nadia -  zawołał. 
- Tak? - odpowiedziałam, wracając do rzeczywistości. 
- Dzisiaj po treningu ma do ciebie przyjść trener sekcji żeńskiej. Chciał z tobą porozmawiać przed tym całym spotkaniem. 
- Okey, nie ma problemu. Szczerze mówiąc mam do niego sporo pytań - przyznałam. - To o której macie ten trening? 
- Za jakieś dwie godziny. Dopiero co przyleciałaś, więc może się chociaż zdrzemnij - zaproponował Leo, a ja musiałam się z nim zgodzić. Jeśli nie chcę zasnąć na treningu to powinnam przespać przynajmniej godzinę. Pożegnałam się z chłopakami i poszłam na górę do swojego pokoju. 
Nie długo zajęło mi zaśnięcie, bo byłam naprawdę zmęczona. Śnili mi się moi przyjaciele z Anglii. Zdawałam sobie sprawę z tego, że będę za nimi tęsknić, ale nie myślałam, że nastąpi to tak szybko. 


Skończyłam! Udało się choć czekałam na to dość długo. Szkoła po prostu nie daje żyć. Ale jakoś trzeba dać radę ;) 

Neyforever :*