~ Pisiąt twarzy Gerarda! Pisiąt twarzy Neymara!
-Wstawaj, śpiąca księżniczko! - usłyszałam czyiś głos blisko mojego ucha. Bardzo blisko. I oczywiście charakterystyczny akcent od razu pozwolił mi poznać tego idiotę.
- Zamknij się, debilu! - zawołałam, zakładając poduszkę na głowę.
- Zamknij się, debilu! - zawołałam, zakładając poduszkę na głowę.
Neymar nic nie odpowiedział, ale po chwili poczułam, że mnie podnosi. Czy on zwariował? Jednak byłam zbyt zaspana, żeby zareagować.
- Masz dziesięć minut - powiedział po chwili, stawiając mnie na podłodze w łazience, po czym opuścił pomieszczenie. Przez moment stałam zdezorientowana, ale zaraz potem zaczęłam się przygotowywać na trening. Po wyznaczonym czasie byłam już na dole, gdzie zastałam czekających na mnie chłopaków.
Oczywiście na stadion treningowy musiałam jechać z Danim i Neymarem, bo jakże by inaczej. Jechał z nami też Rafinha i Marc. Cała droga minęła mi na śmianiu się z tą dwójką. Dani zajmował się kierowaniem, a Neymar tradycyjnie siedział w telefonie.
Gdy znaleźliśmy się już na miejscu chłopacy poszli do swojej szatni, a Dani zaprowadził mnie do pomieszczenia obok, które okazało się szatnią dla dziewczyn. Kiedy przebrałam się, przed szatnią czekał mój przyjaciel, z którym śmiejąc się wyszłam na boisko. Wszyscy pozostali piłkarze już tam byli. Kiedy dołączyliśmy do nich, oni zaczęli rozgrzewkę, a mnie na chwilę poprosił ich trener. Chwilę później biegłam razem z nimi wzdłuż boiska, rozmawiając z Munirem, którego dopiero teraz miałam okazję poznać. Naprawdę fajnie mi się z nim rozmawiało, był trochę inny niż reszta piłkarzy, ale to raczej działało na jego korzyść. Polubiłam go.
Po rozgrzewce pograliśmy trochę w dziadka, a potem rozegraliśmy krótki mecz. Byłam niestety w drużynie z Neymarem, ale na szczęście byli tu jeszcze m. in. Dani, Rafael, Javier, Ivan i Munir, więc dał się przeżyć. Kapitanem oczywiście został Neymar. Nie był zadowolony, kiedy okazało się, że będę grać razem z nim i Munirem na ataku, ale brakowało mu jednego napastnika, a ja jako jedyna nie miałam wyżej przypisanej pozycji. Dlatego, że zazwyczaj grałam wszędzie, tylko nie na bramce. Tak więc Brazylijczyk był zmuszony choć przez chwilę ze mną współpracować.
Jednak nasza współpraca nie była tak zła jak początkowo sądziłam. Przez pierwsze minuty Neymar miał problem z tym, żeby choć podać mi piłkę, mimo że byłam na świetnej pozycji, ale z czasem się przełamał. I mimo że normalnie cały czas się kłóciliśmy to na boisku potrafiliśmy znaleźć wspólny język. Potrafiliśmy się dogadać, doskonale rozumieliśmy się nawzajem i takim właśnie sposobem każde z nas zdobyło po jednej bramce. Ja zaliczyłam asystę przy bramce Neymara, a on przy mojej. Na boisku jednak tworzymy zgrany duet.
Kiedy trener zakończył mecz, przybiłam z chłopakami piątkę i poszłam razem z nimi do szatni.
- Czyżby to był pierwszy przejaw zgody? - zaśmiał się Leo, nawiązując do tego, że nie zapomniałam przybić piątki z Neymarem. Z czystej grzeczności.
- Raczej nazwałabym to okresowym zawieszeniem broni. Ale nie martw się, nie potrwa długo - zapewniłam go.
- A już miałem taką nadzieję - zaśmiał się.
- Podobno nadzieja umiera ostatnia - puściłam do niego oczko i weszłam do swojej szatni.
Szybko się przebrałam i podążyłam do kawiarni, gdzie czekał na mnie Dani razem z trenerem żeńskiej drużyny.
- Zadzwoń jak skończysz, przyjadę po ciebie - powiedział Alves i opuścił pomieszczenie. Zostałam sam na sam z trenerem.
- Dzień dobry, jestem Xavi Llorens. Mam nadzieję, że będę miał zaszczyt wkrótce zostać pani trenerem - powiedział Hiszpan.
- Dzień dobry. Bardzo mi miło, że w końcu mogę pana poznać.
Złożyliśmy zamówienia na kawę i pan Llorens kontynuował:
- Widziałem jak grałaś z piłkarzami i muszę przyznać, że byłem pod wrażeniem twojej współpracy z nimi, a szczególnie z Neymarem. Posiadasz ogromny talent, który trzeba jedynie skierować w dobrą stronę. Masz może jakieś pytania?
- Chciałabym się chyba zapytać jedynie o te jutrzejsze wybory do drużyny. Chciałabym wiedzieć na co mam się przygotować.
- Nikt nie poinformował cię o tym, gdy składałaś zgłoszenie? - spytał dość zdziwiony.
- Zapewne poinformowano by mnie, gdybym sama je złożyła. Ale w tajemnicy wysłał je Leo - przyznałam.
- I wcale nie dziwię się czemu to zrobił. Twój talent jest diamentem, który trzeba oszlifować, a Messi z pewnością bardzo dobrze o tym wiedział. Wracając do twojego pytania, to na pewno nie będzie tam nic, czego będzie musiała się pani obawiać. Stałe fragmenty gry, kilka dryblingów, jedenastka i mecz do rozegrania. Nic strasznego.
- W takim razie chyba nie mam, żadnych pytań. Wiem już wszystko czego potrzebowałam. Dziękuję, że poświęcił mi pan swój cenny czas - podziękowałam, pożegnałam się z panem Llorensem i opuściłam kawiarnię.
Wróciłam na boisko. Nikogo tam nie było. Postanowiłam nie dzwonić jeszcze do Daniego. Chciałam jeszcze trochę poćwiczyć. Nie byłam pewna tego, co umiem. Nie wierzyłam, że dam sobie radę.
Ustawiłam sobie piłkę na jedenastym metrze, wzięłam rozbieg i sekundę później piłka znalazła się w siatce. Ale teraz bramka była pusta. Podczas treningu wykonywałam rzut karny przeciw Marcowi i Claudio, i ani razu mi się to nie udało. Nigdy nie byłam w tym dobra.
- W końcu strzeliłaś tego karnego - usłyszałam śmiech za swoimi plecami. W pierwszej chwili pomyślałam, że to Dani, ale gdy się odwróciłam, zobaczyłam innego Brazylijczyka.
Neymar stał za mną z rękami w kieszeniach i uśmiechem na ustach.
- Czego chcesz? - zapytałam oschle, idąc po piłkę, która pozostała w bramce.
- Po prostu wydawało mi się, że po spotkaniu z trenerem, nie wrócisz od razu do domu, więc zostałem, żeby zobaczyć, co będziesz robić - wzruszył ramionami.
- Okey - odpowiedziałam krótko.
- Ej, co jest? - zapytał, chyba zauważając, że odezwałam do niego tak... normalnie.
- Nic. Nie martw się, dzisiaj mam załamkę, ale jutro znów będę sobą i znowu będziemy mogli się kłócić - powiedziałam.
- A co, jeśli nie chcę się dalej kłócić? Jeśli chciałbym cię poznać, zobaczyć jaka jesteś, gdy nie skrywasz się pod maską wrednej i niegrzecznej dziewczynki? Co jeśli chcę, żebyś poznała mnie takim, jakim jestem? Co wtedy? - zapytał.
Po usłyszeniu jego słów, zrobiło mi się jakoś dziwnie. To nie był ten sam Neymar, którego poznałam. Był inny, dojrzalszy, bardziej empatyczny i emocjonalny, Zmienił się. Więc może warto dać mu szansę i poznać się na nowo?
- Jeśli chcesz to mogę ci pomóc z tym karnym. W Barcelonie raczej ich nie wykonuję, ale za to w Brazylii dość często.
- Oscar zawsze powtarzał, że mnie nie da się niczego nauczyć.
- Podobno jestem cierpliwym człowiekiem - zaśmiał się Neymar.
- Więc będziesz miał okazję sprawdzić jak bardzo - odpowiedziałam, wracając na 11 metr. Ponownie ustawiłam piłkę, zrobiłam rozbieg, uderzyłam i... słupek. Wkurzona głęboko wciągnęłam powietrze.
- Nie denerwuj się, tylko popraw to co robisz źle - zauważył Neymar.
I tak wszystko się zaczęło.
Po godzinie ćwiczeń mogłam stwierdzić, że z Neymara jest niezły nauczyciel. I rzeczywiście miał wręcz anielską cierpliwość.
- To co, koniec ćwiczeń na dzisiaj? Po dwóch treningach jestem wykończony - powiedział Neymar, kiedy chyba po raz setny próbowałam uderzenia z rzutu karnego. Przyznam, że ja też byłam już wykończona.
- Może rzeczywiście lepiej już wracać. Zadzwonię po Daniego.
- Nie fatyguj go, odwiozę cię.
- Nie ma takiej potrzeby - zaprzeczyłam, ale on nie dawał za wygraną.
- Ale ja nalegam!
- No dobra, niech ci będzie! - zgodziłam się. Nie miałam siły, żeby dalej się z nim sprzeczać.
- No i to mi się podoba! - powiedział zadowolony i chwilę później skierowaliśmy się do jego samochodu.
***
- Dzięki. Nie musiałeś tego robić - powiedziałam do Neymara na pożegnanie. Cieszyłam się, że zgodziłam się na jego propozycję. Jazda z nim samochodem naprawdę okazała się fajna.
- Nie musiałem, ale chciałem - puścił do mnie oczko. Idiot jeden.
- W każdym bądź razie, dziękuję i do zobaczenia... kiedyś tam - powiedziałam i wysiadłam z jego Audi.
Neymar odjechał, a ja weszłam do domu przyjaciela. Od progu powitały mnie gwizdy Daniego i Gerarda, który najwyraźniej postanowił nas odwiedzić. Jedynie pokręciłam w niedowierzaniu głową na ich zachowanie. Jak dzieci.
- Kłócisz się z nim, nie ma cię tyle czasu, a potem on odwozi cię do domu. To się robi podejrzane, Nadia - zauważył Pique. Jakiż on spostrzegawczy.
- A ty, Gerard, nie powinieneś teraz pomagać Shakirze przy Sashy i Milanie, zamiast siedzieć sobie u Daniego? - odgryzłam mu się.
Chłopacy spojrzeli po sobie.
- Błagam cię, nie mów jej, ze tutaj jestem! - Pique błagał mnie na kolanach. W końcu mogłam poczuć się przy nim wysoka.
Pokręciłam głową, przyłożyłam telefon do ucha i po chwili zaczęłam mówić:
- Hey Shaki! Co tam u ciebie? A, Gerarda nie ma w domu, a miał ci pomóc z Milankiem? No nie dziwne, że go nie ma, bo siedzi sobie z Danim na kanapie...
Nie zdążyłam powiedzieć nic więcej, bo usłyszałam trzask drzwi wyjściowych zamykanych przez Pique. Zaczęłam się śmiać.
- No to Pique ma przerąbane - skwitował Alves, siadając przed telewizorem.
- No nie koniecznie - powiedziałam, siadając zaraz obok niego.
- Jak to?
- Przecież ja nie mam numeru do Shakiry! - zaśmiałam się i dołączył do mnie mój przyjaciel. Jestem tu od dosłownie dnia. Nie wierzę, że Gerard uwierzył, że zdążyłam już poznać jego partnerkę.
- Zawsze wiedziałem, że on jest inteligentny, ale żeby aż tak? - śmiał się z przyjaciela Alves.
- Pisiąt twarzy Gerarda! - zawołałam.
- Pisiąt twarzy Neymara! - dodałam w myślach.
Jestem! A w opowiadaniu mamy względną sielankę :D Nie martwcie się, nie na długo ;)
A już od 1 lutego zapraszam was na moje wattpadowe opowiadanie pt. "Music was the beginning" (Szczególnie miło widziane Directioner ;))