- Neymar... - wyszeptałam, odsuwając się od niego lekko. Chłopak mnie puścił i odchrząknął.
- Może lepiej... zejdźmy na dół - zaproponował i otworzył mi drzwi, przez które mnie przepuścił.
Niemal zbiegłam po schodach i podbiegłam do Leo, który rozmawiał z Shakirą. Dopiero po kilku sekundach zorientowałam się, że większość gości zbiera się, żeby opuścić dom Pique. Musiałam znaleźć Daniego, żeby móc razem z nim pojechać do domu.
Neymar, kiedy zszedł na dół, podszedł do Rafinhi, Adriano i Douglasa. Patrząc się na nich zastanawiałam się, gdzie mógł się podziać piąty Brazylijczyk. Wtedy dostrzegłam go na tarasie. Przeprosiłam Leo i Shaki, i wyszłam na zewnątrz. Podeszłam do przyjaciela, który stał oparty o barierkę.
- Co tam? - zapytał.
- Nic. To był długi dzień... - westchnęłam.
- Nie mogę się nie zgodzić. Jedziemy do domu?
- Jedziemy.
I po chwili znów znaleźliśmy się w środku. Dani pożegnał się ze wszystkimi piłkarzami, ja ograniczyłam się do tych, których znałam. Przytuliłam się także z Shakirą, która przypomniała mi, że jeśli coś, to mam do niej dzwonić i zapisała mi swój numer w telefonie. Była bardzo pozytywną osobą. Oczywiście z Neymarem też musieliśmy się pożegnać, choć w naszym przypadku było to ciche i niezręczne "cześć". Wiedziałam, że ta sytuacja, która miała miejsce wcale nie podziała dobrze na naszą znajomość.
Razem z Danim chwilę później opuściliśmy dom mojej nowej przyjaciółki. Wsiedliśmy do jego samochodu i chłopak po chwili odjechał,
- Coś ten... no... pomiędzy tobą i Neymarem? - zapytał niepewnie, gdy byliśmy w drodze do domu.
- Nie - nawet nie musiałam się długo zastanawiać nad odpowiedzią. Było proste, że pomiędzy nami niczego nie było i nie będzie.
- Szkoda - przyznał.
- A co, chciałbyś nas zeswatać? - zapytałam, unosząc brwi ze zdziwienia.
- Czemu by nie - wzruszył ramionami. - W sumie, to pasujecie do siebie.
- Wydaje ci się. Jesteśmy całkiem inni.
- Właśnie widziałem jacy to jesteście inni, gdy razem poszliście na górę.
- Czy ty mi coś insynuujesz?
- Nie, jakże bym śmiał.
- To dobrze - powiedziałam, kiedy mój przyjaciel zaparkował na podjeździe przy swoim domu. Wyłączył silnik, a ja od razu wysiadłam z samochodu.
Poczekałam aż Dani otworzył drzwi domu i od razu poszłam do kuchni. Piłam wodę, gdy pojawił się tam Brazylijczyk.
- Idę spać. Masz rację, to był długi dzień. A jutro rano mam trening. Dobranoc - powiedział, przytulił mnie i wyszedł z pomieszczenia przeciągając się i ziewając.
Spojrzałam na zegarek i byłam zdziwiona, że już tak późno. Do Pique pojechaliśmy około godziny szesnastej, a było po dwudziestej pierwszej. Nawet nie zdałam sobie sprawy z tego, że tak dużo czasu tam spędziłam.
Poszłam do pokoju i przygotowałam się do spania. Kiedy położyłam się w końcu do łóżka było po dwudziestej drugiej. Westchnęłam, odłożyłam telefon na szafkę nocną i ułożyłam się do snu. Nie minęło dużo czasu, nim zasnęłam.
***
Przebudziłam się, choć nawet nie wiem z jakiego powodu. Przeciągnęłam się na łóżku i postanowiłam wstać. Wzięłam do ręki telefon i sprawdziłam która godzina. 9:36. Zaraz... Co?! 9:36?!
Nagle przypomniało mi się, że o godzinie dziesiątej miałam być na Camp Nou, żeby spotkać się z trenerem. Od razu podbiegłam do szafy i z wybranymi ubraniami pobiegłam do łazienki.
"Dani, idioto, dlaczego mnie nie obudziłeś, kiedy jechałeś na trening!" - krzyczałam w myślach.
I nagle coś przyszło mi do głowy. Skoro mnie nie obudził to zapewne sam też nie wstał. A on trening miał także na dziesiątą! Mało nie potykając się o własne nogi i nie zaliczając bliskiego spotkania z podłogą, wybiegłam ze swojego pokoju i pobiegłam do pokoju przyjaciela. Gwałtownie otworzyłam drzwi i ujrzałam śpiącego na łóżku Daniego. No oczywiście.
- Daniel wstawaj! - krzyknęłam, próbując poprawić bluzkę, którą przez przypadek założyłam na lewą stronę.
- Czego ty chcesz ode mnie tak wcześnie?! - wyjęczał Brazylijczyk, przekręcając się na drugi bok i nakrywając głowę poduszką.
- Wcześnie?! Jest za dwadzieścia dziesiąta! - krzyknęłam, a Dani, gdy to usłyszał, o mało nie spadł z łóżka. Szybko się podniósł i podbiegł do swojej szafy tak, jak ja zaledwie dwie minuty temu.
- Czemu mnie wcześniej nie obudziłaś?! - zawołał.
- Bo sama dopiero wstałam! - odkrzyknęłam, wracając biegiem do swojego pokoju. Szybko spakowałam wszystkie potrzebne mi dzisiaj rzeczy do torebki i zbiegłam na dół. Zdążyłam zrobić sobie kanapkę, gdy Dani przebiegł przez kuchnię. Pobiegłam za nim do holu z jedzeniem w ręce, założyłam buty i razem z przyjacielem wyszłam z domu. Szybko wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy z pod domu. Jak dobrze, że Dani nie mieszka zbyt daleko od stadionu. Choć trzeba przyznać, że bliziutko to to też nie jest.
Gdy byliśmy już na parkingu pod stadionem, biegiem wysiedliśmy z samochodu i rzuciliśmy się do wejścia. Byliśmy spóźnieni zaledwie dziesięć minut, co w tej sytuacji było cudem. Dani pobiegł od razu na murawę, a ja w poszukiwaniu gabinetu mojego trenera. Nie zajęło mi to długo, więc zapukałam i weszłam do środka, gdy usłyszałam głośne "proszę".
- Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie, ale zaspaliśmy - wytłumaczyłam się, próbując złapać oddech.
- Spokojnie, Nadia. Usiądź, odetchnij i dopiero porozmawiamy - powiedział trener przyjaźnie.
Zrobiłam to, co kazał i po chwili mogliśmy rozmawiać.
- A więc, co do naszej współpracy. Treningi odbywają się codziennie od godziny dziesiątej do dwunastej na stadionie treningowym, z wyjątkiem dni, w których odbywają się mecze. Grane są one oczywiście tutaj, na Camp Nou w ciągu tygodnia. Zazwyczaj są to piątki, ale zdarzają się wyjątki. Oczywiście wiadome jest, że nie wystąpisz w najbliższych meczach, ani nie wejdziesz od razu do podstawowego składu, bo nie grałaś nigdy na szczeblu zawodowym, ale miejmy nadzieję, że już niedługo znajdziesz się w tej jedenastce.
- To zrozumiałe. Zdziwiłabym się, gdyby było inaczej - przyznałam.
- Treningi zaczniesz od jutra. Dzisiaj jedynie musimy podpisać kontrakt i jesteś wolna.
- Ok.
- Masz tutaj kopię, którą możesz sobie przeczytać, zanim podpiszesz. Wszystko czego ci jeszcze nie powiedziałem znajduje się tam.
- Dobrze. To może ja nie będę zabierać panu więcej czasu. Przeczytam to i przyjdę podpisać po treningu chłopaków, dobrze? - zapytałam. Tak czy siak muszę czekać aż Dani będzie wracał, więc mogę ten czas poświęcić na czytanie kontraktu.
- Dobrze - pan Llorens uśmiechnął się, a ja opuściłam jego gabinet z plikiem kartek w dłoniach. Ruszyłam od razu w stronę murawy. Po chwili ujrzałam chłopaków grających na boisku. Uśmiechnięta usiadłam na ławce trenerskiej nieopodal trenera Enrique. Zaczęłam czytać dokumenty. Wszystko wydawało mi się okej, zanim nie dotarłam do działu, w którym opisywane były kwoty jakie zostaną mi wypłacane. Na chwilę otworzyłam buzię ze zdziwienia. Wow! Aż tyle?! Nie mogłam uwierzyć.
Czytałam jednak dalej i skończyłam kilka minut przed tym jak zabrzmiał gwizdek trenera oznaczający koniec treningu. Dani, Leo i Neymar od razu do mnie podeszli. Z Argentyńczykiem przywitałam się uściskiem, a z Juniorem znów wymieniłam tylko ciche "cześć".
- Dani, poczekasz na mnie chwilę? Muszę iść tylko coś podpisać - poinformowałam przyjaciela.
- Jeśli chcesz to mogę cię odwieźć. Muszę coś załatwić u twojego trenera, a później i tak miałem wpaść do Alvesa - zaproponował Leo.
- Skoro tak, to Dani jedź do domu się wyspać - powiedziałam.
- Ok, to do zobaczenia potem - zawołał Brazylijczyk, odchodząc w stronę szatni, ciągnąć za sobą Neymara, który nawet nie raczył się ze mną pożegnać. Cóż, jego wybór.
- Poczekaj tu chwileczkę, zaraz przyjdę - powiedział Leo i pobiegł w tą samą stronę, w którą skierowali się dwaj Brazylijczycy.
I rzeczywiście Leo wrócił po krótkiej chwili już przebrany i z torbą treningową. Nie wiem jak udało mu się przebrać tak szybko, ale podziwiam go za to. Z Danim zapewne zeszłoby się o wiele dłużej.
- No to idziemy - zakomunikował Leo, przechodząc obok mnie. Zaśmiałam się i podążyłam za nim. Po chwili byliśmy już w gabinecie pana Llorensa.
- Dobrze, więc nie było w kontrakcie niczego, co budziłoby twoje obawy? - zapytał, aby się upewnić.
- Po za zarobkami to raczej nie - powiedziałam zgodnie z prawdą.
- Zbyt niskie? - zapytał.
- Chyba raczej zbyt wysokie - rzekłam, a co trener zaczął się śmiać.
- Czyli odpowiednie. To Barcelona. Musisz się przyzwyczaić.
- Trochę może mi to zająć.
- A więc, skoro wszystko w porządku, to możemy podpisywać. Potrzebny będzie mi twój dowód.
Wyjęłam z mojej torebki portfel, w którym zaczęłam szukać dowodu. Znalazłam ten, na którym jeszcze widniało moje nazwisko po rodzicach, ale po chwili znalazłam tez ten prawidłowy ze zmienionym nazwiskiem i podałam go panu Llorensowi. Spisał z niego potrzebne dane i zwrócił mi go. Schowałam go z powrotem do torebki. Złożyłam jeszcze kilka podpisów w wyznaczonych miejscach i mogłam wracać do domu. Leo dał mi kluczyki do swojego samochodu i kazał mi w nim na siebie poczekać, ponieważ on musiał jeszcze o czymś porozmawiać.
Zdążyłam wsiąść do jego Audi i kilka minut później pojawił się tam tez piłkarz. Był jakby trochę zamyślony, ale nie zwracałam na to uwagi. To zapewne przez tę rozmowę, która tak mnie interesowała.
- O czym rozmawiałeś z moim trenerem? - zapytałam w końcu, gdy jechaliśmy już ulicami Barcelony.
- O dziewczynach ze składu. Znam je trochę i zastanawiało mnie, gdzie trener zamierza cię wystawić w ewentualnym składzie - odpowiedział.
- Yhym, okej.
Resztę drogi przebyliśmy, słuchając jedynie muzyki w radiu. Po dziesięciu minutach byliśmy na miejscu. Gdy Leo zaparkował, chciałam wysiąść z samochodu, ale zatrzymał mnie, łapiąc za nadgarstek.
- O co chodzi, Leo? - zapytałam zdziwiona.
- Musimy porozmawiać - odpowiedział poważnie.
- Dobrze, ale nie możemy w środku?
- Lepiej będzie jeśli Dani nie będzie słyszał ani wiedział o naszej rozmowie.
- Okej, więc o co chodzi? - zadałam pytanie już lekko poddenerwowana całą sytuacją. O co tez Leo mogło chodzić?
- Zostawiłaś coś - powiedział po kilku minutach zastanowienia i podał mi coś.
Podał mi coś, czym okazał być się jakiś dokument.
Dokument, którym okazał być się dowód osobisty.
Dowód osobisty, który okazał się być mój.
I to ten, na którym okazało się widnieć moje prawdziwe nazwisko.
- Nadia, dlaczego mi nie powiedziałaś?
Dam, dam, dam. Czyli Leo już wie :D A Wy zaczynacie się orientować? :D
Dobranoc :* Albo Dzień dobry :* zależy kiedy to czytacie :D
sobota, 27 lutego 2016
czwartek, 25 lutego 2016
Rozdział 8
Tylko nie to - pomyślałam.
Odezwał się do mnie mój brat. Nie mogłam w to uwierzyć. Odkąd wyjechałam do Londynu, z nikim z rodziny nie miałam kontaktu, a teraz tak nagle się odzywa.
Leo i Rafinha przyglądali mi się uważnie, a ja nie chciałam okazywać przy nich żadnych emocji. A szczególnie przy Messim, który szczególnie obserwował to, co działo się w moim życiu.
- Przepraszam, wyjdę na dwór się przewietrzyć - powiedziałam i przeszłam przez salon aż do ogromnych drzwi balkonowych. Gdy znalazłam się już na tarasie nie było tam nikogo, co oczywiście bardzo mnie ucieszyło.
Wzięłam kilka głębokich wdechów zanim otworzyłam wiadomość. Ulga, jaką poczułam, gdy zobaczyłam, że nadawcą był kto inny niż myślałam, była nie do opisania. Zaczęłam uważnie czytać.
"Cześć siostro,
dość długo nie miałem z tobą kontaktu. Czemu się nie odzywałaś? Dlaczego wyjechałaś i urwałaś kontakt z nami? Martwiliśmy się o ciebie i bardzo tęskniliśmy. Choć... on może nie, ale wiesz jaki jest. Nie zdziwiłem się, że cię nie poznał. Opowiadał mi o tobie, jakby nigdy cię nie widział. Wiem, że to po części jego wina, że nas opuściłaś, ale jestem jeszcze ja i ona.
Dla jasności, dowiedziałem się o twoim pobycie w Barcelonie, właśnie od niego. Oczywiście gratuluję ci przyjęcia do Barcelony. Zawsze miałaś wielki talent i chciałaś tam zagrać. Ale nie martw się o niego. Nic nie podejrzewa i uważam, że jest raczej zbyt mało spostrzegawczy, żeby coś zauważyć. Nie bój się o to, tylko korzystaj z pobytu w Barcelonie. Ja się wszystkim zajmę.
Kocham Cię, siostra"
Nie chciałam tego, ale łzy mimowolnie spłynęły po moich policzkach. To co napisał było... Z jednej strony cholernie się cieszyłam z jego słów i tego, że nadal mnie 'kocha', nawet mimo tego, że go zostawiłam. Ja i mój brat byliśmy specyficznym rodzeństwem. Z naszej czwórki, to właśnie on był według mnie najbardziej warty zaufania. Dlatego też to z nim miałam najlepszy kontakt, gdy mieszkałam w Brazylii.
Jednak z drugiej strony w jego pięknych słowach jedno mnie martwiło. 'Martwiliśmy się i tęskniliśmy.' Czas przeszły. Nie miałam wątpliwości, że on nadal martwi się i tęskni, ale mówił tutaj też o moich rodzicach, drugim bracie i siostrze. Nie zdziwiłabym się jakby oni o mnie całkowicie zapomnieli i pamiętałby tylko on.
Tak, zrobiło mi się przykro. Czasami naprawdę potrafiłam udawać, ze nic mnie nie obchodzi, ale są momenty, w których i ja się rozklejam. W końcu ja też mam uczucia. I ja też potrafię czuć.
Otarłam łzy z policzków i zabrałam się za odpisywanie bratu.
"Hey,
przepraszam. Cholernie za tobą tęskniłam, ale dobrze wiemy czemu musiałam zerwać z wami kontakt i wyjechać. Tamta sytuacja nie dawała mi spokoju. Ucieczka była mi potrzebna, żeby znaleźć poczucie własnej wartości. Ale brakowało mi ciebie i jej. Co u ciebie i u niej? Jak rodzice? Naprawdę chciałabym wrócić, ale nie mogę. Spotkałam jego i nie chcę, żeby na razie się dowiedział. Chcę wiedzieć za kogo mnie postrzega naprawdę. To dla mnie ważne.
Chciałabym cię mieć teraz przy sobie.
Kocham was.
Kocham cię."
Tak, on to zdecydowanie jedyna osoba, której mogłam powiedzieć całą prawdę. Była to tylko jej część, ale na pewno pozwoli zorientować się mu w sytuacji bardziej niż komukolwiek innemu. Wie o mnie więcej niż ktokolwiek inny.
"Mam nadzieję, że przez kontakt z nim nie będziesz znów mieć potrzeby ucieczki. Rodzice nadal mają nadzieję, że pewnego dnia ktoś zadzwoni dzwonkiem, otworzą drzwi i to będziesz ty. A ona nadal ma nadzieję, że się do niej odezwiesz. Trochę się załamała po tym jak wyjechałaś, ale teraz wszystko jest w porządku. Choć nadal zawsze opuszcza pomieszczenie, gdy ktoś z nas o tobie wspomina. Tęskni.
Spokojnie, dopilnuję, żeby o niczym się nie dowiedział. Powiesz mu o tym, kiedy uznasz za stosowne. Postaram się pojawić niedługo w Hiszpanii, żebyśmy mogli się spotkać. Musimy porozmawiać."
Czyli jednak nadal o mnie pamiętają. Myślałam, że już zapomnieli. A okazało się, że jedynie on o mnie nie pamięta. Wiem, że wyjeżdżając, sprawiłam mojej rodzinie ogromny ból. Wiem, że mnie kochali. Ale mam nadzieję, że list, który im zostawiłam, trochę wyjaśnił im całą sytuację.
"Dziękuję ci za wszystko. Powiedz im, że ze mną rozmawiałeś. Naprawdę nie chcę, żeby się dalej martwili. Napisz do mnie, gdy tylko będziesz wiedział, kiedy przylecisz. Kocham Was wszystkich."
Wysłałam wiadomość i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że przez cały czas płakałam. Rękawem mojej bluzki ponownie starłam łzy i odwróciłam się szybko. Przestraszyłam się i to nawet bardzo, kiedy zobaczyłam za sobą postać Leo. jeśli on to przeczyt....
- Co się stało? - spytał zmartwiony, patrząc na łzy w moich oczach.
- Nic...
- Nie jestem ślepy, przecież widzę - uśmiechnął się smutno.
- Mój brat napisał do mnie wiadomość. Ale nie chcę o tym rozmawiać, Leo.
- Rozumiem. Ale skoro jest w Barcelonie to dlaczego...
- Dlaczego mój brat pisze do mnie, będąc w tym samym mieście? Mam dwóch barci i siostrę, Leo. I to był ten drugi.
- Ah... Wszystko ok?
- Tak, jasne, wracajmy do środka - powiedziałam.
Ale okazało się to być złym pomysłem. Gdy tylko z powrotem weszłam do salonu, wszystkie spojrzenia spoczęły na mnie. Sekundy później podbiegł do mnie spanikowany Neymar.
- Jeny, co się stało? - zapytał, stając naprzeciwko mnie i łapiąc mnie delikatnie za ramiona.
- Nic takiego, Neymar. Nie ważne - szepnęłam, aby tylko on usłyszał.
- Nie potrafisz kłamać. Mi możesz powiedzieć - zapewnił, a do moich oczu ponownie zaczęły napływać łzy. Znów zaczęłam płakać, więc wtuliłam się w Brazylijczyka. Nie chciałam, żeby inni to widzieli. Oczywiście Neymar nie powiedział niczego, czym mógłby mnie urazić. Po prostu zaczęłam się zastanawiać, czemu mój brat nie był taki jak on.
- Oj, nie płacz, skarbie - powiedział, a ja na ostatnie wypowiedziane przez niego słowo zaczęłam płakać jeszcze bardziej. Neymar czując to wziął mnie za rękę i zaprowadził na górę, uprzednio szepcząc coś do Leo. Weszliśmy z Neymarem do jednego z pomieszczeń, którym okazał się pokój gościnny. Usiadłam na łóżku, Junior zrobił to samo, przytulając mnie do siebie.
- Dlaczego płaczesz? - spytał, próbując złapać ze mną kontakt wzrokowy, co zbytnio mu się nie udało.
- Po prostu... Odzyskałam coś co powinnam mieć zawsze przy sobie, ale nie cieszę się z tego, ponieważ mam świadomość, że nie mam czegoś, czego nigdy nie miałam. Rozumiesz?
- Rozumiem. To tak, jakbyś znalazła coś, co kiedyś zgubiłaś, ale jednak wolałabyś znaleźć coś, czego nigdy nie dane ci było dostać - westchnął.
- Dokładnie - szepnęłam, a Neymar otarł moje łzy. Zdziwił mnie ten ruch z jego strony, ale nie chciałam, żeby poczuł, że mi się to nie spodobało. Choć oczywiście tak nie było.
- Miałeś kiedyś tak, że nie zwracałeś na coś uwagi, a potem, gdy to zniknęło, nagle zapragnąłeś to mieć?
- Nie, chyba nie... - powiedział, a tym razem to ja westchnęłam. Nie zrozumie mnie.
- A miałeś kiedyś tak, że bardzo starałeś się, żeby ktoś zwrócił na ciebie uwagę, ale on przez naprawdę długi czas nie chciał cię w swoim życiu?
- Tak - powiedział cicho po chwili, przeczesując włosy palcami. - Ale skąd wzięłaś w ogóle te pytania?
- Wiesz, Neymar,... To jest jedno z najważniejszych wspomnień, jakie mam z okresu mieszkania w Brazylii. To, że chciałam, aby pewna osoba mnie zauważyła, ale ten ktoś mimo wszystko i tak miał wiele ważniejszych spraw niż ja. To było przykre. Przykre do tego stopnia, że znalazłam się w Londynie.
- Wow... - wyszeptał po chwili, a ja spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. - Opowiadasz mi o swojej przeszłości...
- W sumie, to nie wiem, dlaczego w ogóle to robię... - powiedziałam, wyplątując się z jego obięć i chcąc wyjść z pokoju.
- Poczekaj, nie o to mi chodziło - zawołał za mną, próbując złapać mnie za rękę. To mu się nie udało, ale ja sama odwróciłam się w jego stronę. - Chodziło o to, że nie wiedziałem, że ufasz mi na tyle, żeby opowiedzieć mi coś związanego z twoją przeszłością...
- Po prostu... tego potrzebowałam - wyszeptałam, próbując ukryć fakt, że zaczynam mu po trochu ufać.
- Eh... rozumiem - powiedział, a atmosfera między nami zrobiła się napięta.
Wtedy on zaczął podchodzić w moją stronę, a ja z początku wystraszona cofnęłam się o dwa kroki. Wywołało to smutek w oczach Neymara. Myślałam, że chciał zrobić kompletnie co innego, podczas gdy on podszedł do mnie i ponownie przytulił do siebie. Wtuliłam policzek w jego klatkę, a on oparł brodę na mojej głowie.
Ah, Neymar... dlaczego musisz być... taki?
Krótki, ale myślę, że teraz właśnie takie będą rozdziały. I to nie tylko tutaj, ale na wszystkich moich blogach. Myślę, że krótsze, a częstsze rozdziały niż długie, a rzadkie...
Choć rozdział może krótki, to zawartych jest w nim wiele ważnych informacji odnośnie przeszłości i rodziny Nadii. Może jakieś typy, kim może być jej brat?
Dobranoc :*
Odezwał się do mnie mój brat. Nie mogłam w to uwierzyć. Odkąd wyjechałam do Londynu, z nikim z rodziny nie miałam kontaktu, a teraz tak nagle się odzywa.
Leo i Rafinha przyglądali mi się uważnie, a ja nie chciałam okazywać przy nich żadnych emocji. A szczególnie przy Messim, który szczególnie obserwował to, co działo się w moim życiu.
- Przepraszam, wyjdę na dwór się przewietrzyć - powiedziałam i przeszłam przez salon aż do ogromnych drzwi balkonowych. Gdy znalazłam się już na tarasie nie było tam nikogo, co oczywiście bardzo mnie ucieszyło.
Wzięłam kilka głębokich wdechów zanim otworzyłam wiadomość. Ulga, jaką poczułam, gdy zobaczyłam, że nadawcą był kto inny niż myślałam, była nie do opisania. Zaczęłam uważnie czytać.
"Cześć siostro,
dość długo nie miałem z tobą kontaktu. Czemu się nie odzywałaś? Dlaczego wyjechałaś i urwałaś kontakt z nami? Martwiliśmy się o ciebie i bardzo tęskniliśmy. Choć... on może nie, ale wiesz jaki jest. Nie zdziwiłem się, że cię nie poznał. Opowiadał mi o tobie, jakby nigdy cię nie widział. Wiem, że to po części jego wina, że nas opuściłaś, ale jestem jeszcze ja i ona.
Dla jasności, dowiedziałem się o twoim pobycie w Barcelonie, właśnie od niego. Oczywiście gratuluję ci przyjęcia do Barcelony. Zawsze miałaś wielki talent i chciałaś tam zagrać. Ale nie martw się o niego. Nic nie podejrzewa i uważam, że jest raczej zbyt mało spostrzegawczy, żeby coś zauważyć. Nie bój się o to, tylko korzystaj z pobytu w Barcelonie. Ja się wszystkim zajmę.
Kocham Cię, siostra"
Nie chciałam tego, ale łzy mimowolnie spłynęły po moich policzkach. To co napisał było... Z jednej strony cholernie się cieszyłam z jego słów i tego, że nadal mnie 'kocha', nawet mimo tego, że go zostawiłam. Ja i mój brat byliśmy specyficznym rodzeństwem. Z naszej czwórki, to właśnie on był według mnie najbardziej warty zaufania. Dlatego też to z nim miałam najlepszy kontakt, gdy mieszkałam w Brazylii.
Jednak z drugiej strony w jego pięknych słowach jedno mnie martwiło. 'Martwiliśmy się i tęskniliśmy.' Czas przeszły. Nie miałam wątpliwości, że on nadal martwi się i tęskni, ale mówił tutaj też o moich rodzicach, drugim bracie i siostrze. Nie zdziwiłabym się jakby oni o mnie całkowicie zapomnieli i pamiętałby tylko on.
Tak, zrobiło mi się przykro. Czasami naprawdę potrafiłam udawać, ze nic mnie nie obchodzi, ale są momenty, w których i ja się rozklejam. W końcu ja też mam uczucia. I ja też potrafię czuć.
Otarłam łzy z policzków i zabrałam się za odpisywanie bratu.
"Hey,
przepraszam. Cholernie za tobą tęskniłam, ale dobrze wiemy czemu musiałam zerwać z wami kontakt i wyjechać. Tamta sytuacja nie dawała mi spokoju. Ucieczka była mi potrzebna, żeby znaleźć poczucie własnej wartości. Ale brakowało mi ciebie i jej. Co u ciebie i u niej? Jak rodzice? Naprawdę chciałabym wrócić, ale nie mogę. Spotkałam jego i nie chcę, żeby na razie się dowiedział. Chcę wiedzieć za kogo mnie postrzega naprawdę. To dla mnie ważne.
Chciałabym cię mieć teraz przy sobie.
Kocham was.
Kocham cię."
Tak, on to zdecydowanie jedyna osoba, której mogłam powiedzieć całą prawdę. Była to tylko jej część, ale na pewno pozwoli zorientować się mu w sytuacji bardziej niż komukolwiek innemu. Wie o mnie więcej niż ktokolwiek inny.
"Mam nadzieję, że przez kontakt z nim nie będziesz znów mieć potrzeby ucieczki. Rodzice nadal mają nadzieję, że pewnego dnia ktoś zadzwoni dzwonkiem, otworzą drzwi i to będziesz ty. A ona nadal ma nadzieję, że się do niej odezwiesz. Trochę się załamała po tym jak wyjechałaś, ale teraz wszystko jest w porządku. Choć nadal zawsze opuszcza pomieszczenie, gdy ktoś z nas o tobie wspomina. Tęskni.
Spokojnie, dopilnuję, żeby o niczym się nie dowiedział. Powiesz mu o tym, kiedy uznasz za stosowne. Postaram się pojawić niedługo w Hiszpanii, żebyśmy mogli się spotkać. Musimy porozmawiać."
Czyli jednak nadal o mnie pamiętają. Myślałam, że już zapomnieli. A okazało się, że jedynie on o mnie nie pamięta. Wiem, że wyjeżdżając, sprawiłam mojej rodzinie ogromny ból. Wiem, że mnie kochali. Ale mam nadzieję, że list, który im zostawiłam, trochę wyjaśnił im całą sytuację.
"Dziękuję ci za wszystko. Powiedz im, że ze mną rozmawiałeś. Naprawdę nie chcę, żeby się dalej martwili. Napisz do mnie, gdy tylko będziesz wiedział, kiedy przylecisz. Kocham Was wszystkich."
Wysłałam wiadomość i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że przez cały czas płakałam. Rękawem mojej bluzki ponownie starłam łzy i odwróciłam się szybko. Przestraszyłam się i to nawet bardzo, kiedy zobaczyłam za sobą postać Leo. jeśli on to przeczyt....
- Co się stało? - spytał zmartwiony, patrząc na łzy w moich oczach.
- Nic...
- Nie jestem ślepy, przecież widzę - uśmiechnął się smutno.
- Mój brat napisał do mnie wiadomość. Ale nie chcę o tym rozmawiać, Leo.
- Rozumiem. Ale skoro jest w Barcelonie to dlaczego...
- Dlaczego mój brat pisze do mnie, będąc w tym samym mieście? Mam dwóch barci i siostrę, Leo. I to był ten drugi.
- Ah... Wszystko ok?
- Tak, jasne, wracajmy do środka - powiedziałam.
Ale okazało się to być złym pomysłem. Gdy tylko z powrotem weszłam do salonu, wszystkie spojrzenia spoczęły na mnie. Sekundy później podbiegł do mnie spanikowany Neymar.
- Jeny, co się stało? - zapytał, stając naprzeciwko mnie i łapiąc mnie delikatnie za ramiona.
- Nic takiego, Neymar. Nie ważne - szepnęłam, aby tylko on usłyszał.
- Nie potrafisz kłamać. Mi możesz powiedzieć - zapewnił, a do moich oczu ponownie zaczęły napływać łzy. Znów zaczęłam płakać, więc wtuliłam się w Brazylijczyka. Nie chciałam, żeby inni to widzieli. Oczywiście Neymar nie powiedział niczego, czym mógłby mnie urazić. Po prostu zaczęłam się zastanawiać, czemu mój brat nie był taki jak on.
- Oj, nie płacz, skarbie - powiedział, a ja na ostatnie wypowiedziane przez niego słowo zaczęłam płakać jeszcze bardziej. Neymar czując to wziął mnie za rękę i zaprowadził na górę, uprzednio szepcząc coś do Leo. Weszliśmy z Neymarem do jednego z pomieszczeń, którym okazał się pokój gościnny. Usiadłam na łóżku, Junior zrobił to samo, przytulając mnie do siebie.
- Dlaczego płaczesz? - spytał, próbując złapać ze mną kontakt wzrokowy, co zbytnio mu się nie udało.
- Po prostu... Odzyskałam coś co powinnam mieć zawsze przy sobie, ale nie cieszę się z tego, ponieważ mam świadomość, że nie mam czegoś, czego nigdy nie miałam. Rozumiesz?
- Rozumiem. To tak, jakbyś znalazła coś, co kiedyś zgubiłaś, ale jednak wolałabyś znaleźć coś, czego nigdy nie dane ci było dostać - westchnął.
- Dokładnie - szepnęłam, a Neymar otarł moje łzy. Zdziwił mnie ten ruch z jego strony, ale nie chciałam, żeby poczuł, że mi się to nie spodobało. Choć oczywiście tak nie było.
- Miałeś kiedyś tak, że nie zwracałeś na coś uwagi, a potem, gdy to zniknęło, nagle zapragnąłeś to mieć?
- Nie, chyba nie... - powiedział, a tym razem to ja westchnęłam. Nie zrozumie mnie.
- A miałeś kiedyś tak, że bardzo starałeś się, żeby ktoś zwrócił na ciebie uwagę, ale on przez naprawdę długi czas nie chciał cię w swoim życiu?
- Tak - powiedział cicho po chwili, przeczesując włosy palcami. - Ale skąd wzięłaś w ogóle te pytania?
- Wiesz, Neymar,... To jest jedno z najważniejszych wspomnień, jakie mam z okresu mieszkania w Brazylii. To, że chciałam, aby pewna osoba mnie zauważyła, ale ten ktoś mimo wszystko i tak miał wiele ważniejszych spraw niż ja. To było przykre. Przykre do tego stopnia, że znalazłam się w Londynie.
- Wow... - wyszeptał po chwili, a ja spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. - Opowiadasz mi o swojej przeszłości...
- W sumie, to nie wiem, dlaczego w ogóle to robię... - powiedziałam, wyplątując się z jego obięć i chcąc wyjść z pokoju.
- Poczekaj, nie o to mi chodziło - zawołał za mną, próbując złapać mnie za rękę. To mu się nie udało, ale ja sama odwróciłam się w jego stronę. - Chodziło o to, że nie wiedziałem, że ufasz mi na tyle, żeby opowiedzieć mi coś związanego z twoją przeszłością...
- Po prostu... tego potrzebowałam - wyszeptałam, próbując ukryć fakt, że zaczynam mu po trochu ufać.
- Eh... rozumiem - powiedział, a atmosfera między nami zrobiła się napięta.
Wtedy on zaczął podchodzić w moją stronę, a ja z początku wystraszona cofnęłam się o dwa kroki. Wywołało to smutek w oczach Neymara. Myślałam, że chciał zrobić kompletnie co innego, podczas gdy on podszedł do mnie i ponownie przytulił do siebie. Wtuliłam policzek w jego klatkę, a on oparł brodę na mojej głowie.
Ah, Neymar... dlaczego musisz być... taki?
Krótki, ale myślę, że teraz właśnie takie będą rozdziały. I to nie tylko tutaj, ale na wszystkich moich blogach. Myślę, że krótsze, a częstsze rozdziały niż długie, a rzadkie...
Choć rozdział może krótki, to zawartych jest w nim wiele ważnych informacji odnośnie przeszłości i rodziny Nadii. Może jakieś typy, kim może być jej brat?
Dobranoc :*
środa, 24 lutego 2016
Rozdział 7
Chodziłam od jednej ściany do drugiej i z powrotem. Strasznie się denerwowałam. Daniego już dawno nie było w domu. Wyszedł z domu z Gerardem z samego rana na jakiś jogging czy coś takiego... Tym to nigdy nie wiadomo co odbije.
Zebrałam się jakoś, żeby spakować swoją torbę, choć miałam jeszcze dwie godziny, aby pojawić się na Camp Nou. Wzięłam swoją ulubioną piłkę i wyszłam do ogrodu, odkładając swoje rzeczy w salonie. Na moje zdenerwowanie mogło podziałać tylko jedno.
Stanęłam na trawie i zaczęłam odbijać piłkę. Uwielbiałam to robić. Nawet nie zorientowałam się, kiedy nadszedł już czas, żebym wychodziła z domu. Może i byłam już trochę spokojniejsza, ale nadal nie przestałam się denerwować.
Na stadion musiałam dotrzeć spacerem, ponieważ gdy Daniego nie było w domu jedynie to mi pozostawało. Ale spacerek teraz naprawdę bardzo mi się przyda. Na miejscu byłam po niecałych 20 minutach, więc nadal pozostawało mi ponad pół godziny do rozpoczęcia.
Weszłam na murawę, gdzie nikogo jeszcze nie było. Wyjęłam z torby piłkę, którą zabrałam ze sobą i próbowałam jak najlepiej przygotować się do zbliżającego się małego "sprawdzianu" moich piłkarskich umiejętności.
Zastanawiałam się co teraz robią moi przyjaciele na treningu. Potrzebowałam ich wsparcia, ale w duchu bardzo się cieszyłam, że w tym czasie mają trening. Gdyby tu byli zbyt bardzo stresowałabym się ich obecnością.
Z moich myśli jak i z ćwiczeń wyrwał mnie widok pana Llorensa na trybunach. Uśmiechnął się on do mnie i wskazał wyciągniętą ręką na tunel prowadzący do szatni. Zrozumiałam aluzję - "idź, przygotuj się do walki o miejsce w mojej drużynie." Mam wrażenie, że mnie polubił. Bardzo.
Słuchając mojego, mam nadzieję, przyszłego trenera poszłam do szatni gdzie zastałam kilkanaście dziewczyn. Znalazłam swoją szafkę z numerem 11, który został mi na dzisiaj przydzielony, otworzyłam ją i myślałam, że się przewidziałam. Szafka powinna być pusta, a tym czasem znajdowały się tam dwie pary korków. Od razu wiedziałam, kto mi je podarował. Były to przecież zbyt charakterystyczne buty tworzone specjalnie dla dwóch wielkich piłkarzy. Neymar i Leo. W tym momencie byłam im tak bardzo wdzięczna. Podarowali mi korki, a to najlepsze co mogli dla mnie zrobić. Na mojej twarzy pojawił się ogromny, szczery uśmiech. W końcu uwierzyłam, że mi się uda.
Inne dziewczyny przebierały się, a ja zastanawiałam się nad wyborem butów. Miałam tak ogromny dylemat. Jednak nie miałam zbyt dużo czasu, żeby się zastanawiać, więc wykorzystałam pierwszy pomysł, jaki przyszedł mi na myśl, przebrałam się i wybiegłam ponownie na murawę stadionu.
Rozejrzałam się po trybunach i w pewnym momencie aż przetarłam oczy ze zdziwienia. Nie wierzyłam. Znajdowali się tam wszyscy piłkarze FC Barcelony. Czy mogło być coś, przez co zaczęłabym się denerwować jeszcze bardziej? Przecież powinni mieć teraz trening! Z kieszeni bluzy wyjęłam telefon i wybrałam numer Daniego.
- No hey, beybe! - zawołał radośnie, przez co w tle rozległy się śmiechy chłopaków.
- Czy wy możecie mi wytłumaczyć czemu tu jesteście? Mieliście mieć trening! - zawołałam, ale sekundę później zobaczyłam jak uśmiechnięty Alves wskazuje na trenera, znajdującego się zaraz obok niego. - Trenerze, pan też przeciwko mnie?!
- Pomyślałem, że mogliby się od was czegoś nauczyć - zaśmiał się Enrique.
- Jeśliby cię nie lubił to by go teraz tutaj nie było - zauważył Gerard, a ja byłam z niego dumna, bo w końcu powiedział coś nie od rzeczy.
- A jak ci się podobał mój prezent?- usłyszałam jednocześnie głosy Neymara i Leo.
- Twój prezent?! Chyba mój! - zaczęli się kłócić, a ja nie mogłam powstrzymać śmiechu.
- Tak buty mi się bardzo podobały. Jeszcze nigdy nie dostałam od nikogo korków. Dziękuję - powiedziałam. - A teraz możecie już iść - dodałam.
- Oh, jak ty nas bardzo kochasz. Ale w snach kotku, zostajemy do samego końca - odpowiedział mi Neymar na co chłopacy w tle zrobili głośne "uuu", a ja rozłączyłam się i rzuciłam telefon na moją bluzę, która znajdowała się na ławce trenerskiej. No to czas zacząć.
Zebrałam się jakoś, żeby spakować swoją torbę, choć miałam jeszcze dwie godziny, aby pojawić się na Camp Nou. Wzięłam swoją ulubioną piłkę i wyszłam do ogrodu, odkładając swoje rzeczy w salonie. Na moje zdenerwowanie mogło podziałać tylko jedno.
Stanęłam na trawie i zaczęłam odbijać piłkę. Uwielbiałam to robić. Nawet nie zorientowałam się, kiedy nadszedł już czas, żebym wychodziła z domu. Może i byłam już trochę spokojniejsza, ale nadal nie przestałam się denerwować.
Na stadion musiałam dotrzeć spacerem, ponieważ gdy Daniego nie było w domu jedynie to mi pozostawało. Ale spacerek teraz naprawdę bardzo mi się przyda. Na miejscu byłam po niecałych 20 minutach, więc nadal pozostawało mi ponad pół godziny do rozpoczęcia.
Weszłam na murawę, gdzie nikogo jeszcze nie było. Wyjęłam z torby piłkę, którą zabrałam ze sobą i próbowałam jak najlepiej przygotować się do zbliżającego się małego "sprawdzianu" moich piłkarskich umiejętności.
Zastanawiałam się co teraz robią moi przyjaciele na treningu. Potrzebowałam ich wsparcia, ale w duchu bardzo się cieszyłam, że w tym czasie mają trening. Gdyby tu byli zbyt bardzo stresowałabym się ich obecnością.
Z moich myśli jak i z ćwiczeń wyrwał mnie widok pana Llorensa na trybunach. Uśmiechnął się on do mnie i wskazał wyciągniętą ręką na tunel prowadzący do szatni. Zrozumiałam aluzję - "idź, przygotuj się do walki o miejsce w mojej drużynie." Mam wrażenie, że mnie polubił. Bardzo.
Słuchając mojego, mam nadzieję, przyszłego trenera poszłam do szatni gdzie zastałam kilkanaście dziewczyn. Znalazłam swoją szafkę z numerem 11, który został mi na dzisiaj przydzielony, otworzyłam ją i myślałam, że się przewidziałam. Szafka powinna być pusta, a tym czasem znajdowały się tam dwie pary korków. Od razu wiedziałam, kto mi je podarował. Były to przecież zbyt charakterystyczne buty tworzone specjalnie dla dwóch wielkich piłkarzy. Neymar i Leo. W tym momencie byłam im tak bardzo wdzięczna. Podarowali mi korki, a to najlepsze co mogli dla mnie zrobić. Na mojej twarzy pojawił się ogromny, szczery uśmiech. W końcu uwierzyłam, że mi się uda.
Inne dziewczyny przebierały się, a ja zastanawiałam się nad wyborem butów. Miałam tak ogromny dylemat. Jednak nie miałam zbyt dużo czasu, żeby się zastanawiać, więc wykorzystałam pierwszy pomysł, jaki przyszedł mi na myśl, przebrałam się i wybiegłam ponownie na murawę stadionu.
Rozejrzałam się po trybunach i w pewnym momencie aż przetarłam oczy ze zdziwienia. Nie wierzyłam. Znajdowali się tam wszyscy piłkarze FC Barcelony. Czy mogło być coś, przez co zaczęłabym się denerwować jeszcze bardziej? Przecież powinni mieć teraz trening! Z kieszeni bluzy wyjęłam telefon i wybrałam numer Daniego.
- No hey, beybe! - zawołał radośnie, przez co w tle rozległy się śmiechy chłopaków.
- Czy wy możecie mi wytłumaczyć czemu tu jesteście? Mieliście mieć trening! - zawołałam, ale sekundę później zobaczyłam jak uśmiechnięty Alves wskazuje na trenera, znajdującego się zaraz obok niego. - Trenerze, pan też przeciwko mnie?!
- Pomyślałem, że mogliby się od was czegoś nauczyć - zaśmiał się Enrique.
- Jeśliby cię nie lubił to by go teraz tutaj nie było - zauważył Gerard, a ja byłam z niego dumna, bo w końcu powiedział coś nie od rzeczy.
- A jak ci się podobał mój prezent?- usłyszałam jednocześnie głosy Neymara i Leo.
- Twój prezent?! Chyba mój! - zaczęli się kłócić, a ja nie mogłam powstrzymać śmiechu.
- Tak buty mi się bardzo podobały. Jeszcze nigdy nie dostałam od nikogo korków. Dziękuję - powiedziałam. - A teraz możecie już iść - dodałam.
- Oh, jak ty nas bardzo kochasz. Ale w snach kotku, zostajemy do samego końca - odpowiedział mi Neymar na co chłopacy w tle zrobili głośne "uuu", a ja rozłączyłam się i rzuciłam telefon na moją bluzę, która znajdowała się na ławce trenerskiej. No to czas zacząć.
***
Zagrałam mecz grając jako środkowy pomocnik. Niestety, takie życie, że nie zawsze mogę grać jako napastnik, ale ważne jest, że sprawdzam się tez na innych pozycjach. Nie udało mi się strzelić gola, ale za to zaliczyłam asystę. Mecz zakończył się remisem 1:1. Potem przyszedł czas na stałe fragmenty gry: rzuty rożne i wolne poszły mi nawet dobrze. Chłopacy niestety cały czas zajmowali miejsca na trybunach i miałam wrażenie, że obserwowali każdy mój ruch. Strasznie się przez to stresowałam, ale jakoś dałam radę.
I wtedy właśnie nadszedł czas na jedenastki - to czego bałam się najbardziej. Zaczęłam bać się jeszcze bardziej, gdy zobaczyłam, że w bramce staje Claudio. Spojrzałam na chłopaków, którzy pokazywali mi kciuki w górę. wierzyli we mnie bardziej niż ja sama.
Ustawiłyśmy się w kolejce do strzelania karnego. Oczywiście ja byłam ostatnia. Odpowiadało mi to, nawet bardzo. Jednak po kilku minutach nadeszła też moja kolej. Przed wzięciem rozbiegu spojrzałam na Neymara, który pokazał mi kciuk w górę. Z ruchów jego warg mogłam wyczytać słowa "uda ci się."
Wzięłam rozbieg, uderzyłam w piłkę prawą noga i widziałam jak piłka leci w stronę bramki i prześlizguje się po palcach Claudio tuż pod poprzeczką w zwolnionym tempie. Piłka wpadła do bramki, a ja nie mogłam uwierzyć, że się udało. Aż podskoczyłam z radości. Udało się! Byłam jedną z dwóch dziewczyn, które dały radę.
Zanim jeszcze pan Llorens ogłosił wyniki, na murawie pojawili się piłkarze. Jednak podbiegli do nas dopiero, gdy powiedziano, kto dostał się do drużyny. Ale nie oszukujmy się, wszyscy wiemy, że podbiegli do mnie.
- Udało ci się, młoda! - zawołał Leo. Za to Gerard podbiegł do mnie, uniósł i zaczął kręcić w około. Było czuć, że oni wszyscy bardzo cieszyli się z mojej przynależności do klubu, choć ja nadal nie mogłam w to uwierzyć. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Odebrało mi mowę. Żadne słowa nie wyrażały mojej radości. Po policzkach zaczęły płynąć mi łzy szczęścia.
- Ej, mała, nie płacz! Jesteś z nami! Jesteś częścią Barcelony! - pocieszał mnie Neymar. Nie odpowiedziałam mu, jedynie się do niego przytuliłam, czym chłopak był bardzo zaskoczony. Nie przejmowałam się tym. Tak powinna wyglądać nasza relacja od samego początku.
- Dziękuję - szepnęłam mu do ucha, po czym odsunęłam się.
- No to Nadia szykuj się, jedziemy na imprezę! - zawołał Dani, nie pozwalając Neymarowi mi odpowiedzieć.
- Imprezę w środku dnia? - zapytałam zdziwiona.
- Czemu by nie!
Wzruszyłam ramionami. Właśnie, czemu by nie? Pobiegłam do szatni, a Alves wołał za mną, że będą czekać w samochodzie. Szybko zabrałam wszystkie swoje rzeczy, nie trudząc się zmienianiem butów i pobiegłam w korkach na podziemny parking, gdzie byli już chłopacy. Dani i Leo siedzieli z przodu, a ja usiadłam z tyłu do Neymara. Alves ruszył, a ja dopiero teraz zajęłam się zmienianiem butów. Junior spojrzał na mnie jak na wariatkę, gdy zobaczył mój dobór obuwia.
- Ty tak grałaś?! - zapytał zdziwiony.
- No tak jakby. Nawet wygodnie mi się w nich grało - powiedziałam, a Brazylijczyk zaśmiał się.
- Leo, widziałeś jak ona grała? - zapytał Argentyńczyka.
- Nie - Messi odwrócił się i też się zaśmiał, kiedy zobaczył, że na lewej nodze miałam but od niego, a na prawej od Neymara.
- Oryginalność to podstawa - zauważyłam, wracając do zmiany obuwia. - To dokąd jedziemy?
- Do Gerarda, oczywiście! On wpadł na pomysł, żeby uczcić twoje przyjęcie do drużyny. A z resztą Shakira bardzo chciała cię poznać. Nawet nie wiesz, jak się cieszy, że będzie miała kolejną przyjaciółkę do ploteczek i chodzenia na zakupy - wyjaśnia mi Neymar z ogromnym uśmiechem.
- Od kiedy wiedzieliście, że będzie impreza? - spytałam.
- Odkąd przyjechałaś i powiedziałaś nam, że jednak chcesz spróbować - powiedział Leo.
- A jeśli by mnie nie przyjęli?
- Żaden z nas nie wątpił, że ci się uda. Ty chyba też nie, co? - znów odezwał się Argentyńczyk.
- Nie, no oczywiście, że nie wątpiłam. Skąd w ogóle taki pomysł? - powiedziałam z sarkazmem.
- Twoja skromność naprawdę jest zbyt dużą - westchnął Leo.
- Odezwał się ten nieskromny! - zaśmiałam się.
Chwilę później byłyśmy już pod domem Katalończyków. Widać było, że impreza już się zaczęła. Już na podjeździe słychać było głośną muzykę.
Wysiedliśmy z samochodu i podszedł do mnie Dani.
- No to na imprezę! - powiedział radośnie, kładąc swoją rękę na moje ramiona. Zaśmiałam się na jego gest, ale nie z rzuciłam jego ręki.
Ja z Alvesem szliśmy z przodu, za nami podążał Leo i Neymar, i tak weszliśmy do domu Pique. Od razu po przekroczeniu progu zauważyłam gospodarza. Jego się nie da nie zauważyć, a tym bardziej kiedy stoi na stole. Gdy tylko nas zobaczył, zeskoczył z blatu i podbiegł do nas. Chwilę później tonęłam już w jego ramionach.
- Nadia! - zaczął się cieszyć.
- Uważaj, bo Shakira będzie zazdrosna - śmiałam się.
- No właśnie, Gerardzie! - usłyszeliśmy głos, a Pique od razu się ode mnie odsunął. Kilka sekund później zobaczyłam stojącą za nim piosenkarkę.
- Shakirciu, ja tylko się witałem z przyjaciółką... - zaczął się tłumaczyć mój... przyjaciel.
- Gerardzie Pique Bernabeu! W tej chwili do salonu zająć się Sashą! - krzyknęła, a jego już nie było.
Moment później chłopacy razem z Kolumbijką zaczęli się śmiać, więc śmiałam się i ja.
- Nie mogę uwierzyć w jego głupotę - powiedziała piosenkarka, a jej wzrok spoczął na mnie.
- Hey, jestem.... - zaczęłam mówić, ale nie było dane mi skończyć, bo dziewczyna podeszła do mnie i przytuliła. Zdziwiona odwzajemniłam uścisk.
- Hey Nadia, jestem Shaki - powiedziała. - Zostawiamy was chłopaki - zwróciła się do nich i pociągnęła mnie za rękę w stronę pomieszczenia, którym okazała się kuchnia.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że mogę cię w końcu poznać!
- Chłopacy mi co nieco o tym wspominali - zachichotałam, patrząc jaka szczęśliwa była.
- Zdrajcy - powiedziała, na co ja wybuchła śmiechem. - Powiedzieć coś Gerardowi, a zaraz cała Katalonia będzie o tym wiedzieć - dodała, kręcąc w niedowierzaniu głową.
- Oni tak zawsze? - zapytałam, spoglądając do salonu, w którym chłopacy tańczyli na kanapie.
I wtedy właśnie nadszedł czas na jedenastki - to czego bałam się najbardziej. Zaczęłam bać się jeszcze bardziej, gdy zobaczyłam, że w bramce staje Claudio. Spojrzałam na chłopaków, którzy pokazywali mi kciuki w górę. wierzyli we mnie bardziej niż ja sama.
Ustawiłyśmy się w kolejce do strzelania karnego. Oczywiście ja byłam ostatnia. Odpowiadało mi to, nawet bardzo. Jednak po kilku minutach nadeszła też moja kolej. Przed wzięciem rozbiegu spojrzałam na Neymara, który pokazał mi kciuk w górę. Z ruchów jego warg mogłam wyczytać słowa "uda ci się."
Wzięłam rozbieg, uderzyłam w piłkę prawą noga i widziałam jak piłka leci w stronę bramki i prześlizguje się po palcach Claudio tuż pod poprzeczką w zwolnionym tempie. Piłka wpadła do bramki, a ja nie mogłam uwierzyć, że się udało. Aż podskoczyłam z radości. Udało się! Byłam jedną z dwóch dziewczyn, które dały radę.
Zanim jeszcze pan Llorens ogłosił wyniki, na murawie pojawili się piłkarze. Jednak podbiegli do nas dopiero, gdy powiedziano, kto dostał się do drużyny. Ale nie oszukujmy się, wszyscy wiemy, że podbiegli do mnie.
- Udało ci się, młoda! - zawołał Leo. Za to Gerard podbiegł do mnie, uniósł i zaczął kręcić w około. Było czuć, że oni wszyscy bardzo cieszyli się z mojej przynależności do klubu, choć ja nadal nie mogłam w to uwierzyć. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Odebrało mi mowę. Żadne słowa nie wyrażały mojej radości. Po policzkach zaczęły płynąć mi łzy szczęścia.
- Ej, mała, nie płacz! Jesteś z nami! Jesteś częścią Barcelony! - pocieszał mnie Neymar. Nie odpowiedziałam mu, jedynie się do niego przytuliłam, czym chłopak był bardzo zaskoczony. Nie przejmowałam się tym. Tak powinna wyglądać nasza relacja od samego początku.
- Dziękuję - szepnęłam mu do ucha, po czym odsunęłam się.
- No to Nadia szykuj się, jedziemy na imprezę! - zawołał Dani, nie pozwalając Neymarowi mi odpowiedzieć.
- Imprezę w środku dnia? - zapytałam zdziwiona.
- Czemu by nie!
Wzruszyłam ramionami. Właśnie, czemu by nie? Pobiegłam do szatni, a Alves wołał za mną, że będą czekać w samochodzie. Szybko zabrałam wszystkie swoje rzeczy, nie trudząc się zmienianiem butów i pobiegłam w korkach na podziemny parking, gdzie byli już chłopacy. Dani i Leo siedzieli z przodu, a ja usiadłam z tyłu do Neymara. Alves ruszył, a ja dopiero teraz zajęłam się zmienianiem butów. Junior spojrzał na mnie jak na wariatkę, gdy zobaczył mój dobór obuwia.
- Ty tak grałaś?! - zapytał zdziwiony.
- No tak jakby. Nawet wygodnie mi się w nich grało - powiedziałam, a Brazylijczyk zaśmiał się.
- Leo, widziałeś jak ona grała? - zapytał Argentyńczyka.
- Nie - Messi odwrócił się i też się zaśmiał, kiedy zobaczył, że na lewej nodze miałam but od niego, a na prawej od Neymara.
- Oryginalność to podstawa - zauważyłam, wracając do zmiany obuwia. - To dokąd jedziemy?
- Do Gerarda, oczywiście! On wpadł na pomysł, żeby uczcić twoje przyjęcie do drużyny. A z resztą Shakira bardzo chciała cię poznać. Nawet nie wiesz, jak się cieszy, że będzie miała kolejną przyjaciółkę do ploteczek i chodzenia na zakupy - wyjaśnia mi Neymar z ogromnym uśmiechem.
- Od kiedy wiedzieliście, że będzie impreza? - spytałam.
- Odkąd przyjechałaś i powiedziałaś nam, że jednak chcesz spróbować - powiedział Leo.
- A jeśli by mnie nie przyjęli?
- Żaden z nas nie wątpił, że ci się uda. Ty chyba też nie, co? - znów odezwał się Argentyńczyk.
- Nie, no oczywiście, że nie wątpiłam. Skąd w ogóle taki pomysł? - powiedziałam z sarkazmem.
- Twoja skromność naprawdę jest zbyt dużą - westchnął Leo.
- Odezwał się ten nieskromny! - zaśmiałam się.
Chwilę później byłyśmy już pod domem Katalończyków. Widać było, że impreza już się zaczęła. Już na podjeździe słychać było głośną muzykę.
Wysiedliśmy z samochodu i podszedł do mnie Dani.
- No to na imprezę! - powiedział radośnie, kładąc swoją rękę na moje ramiona. Zaśmiałam się na jego gest, ale nie z rzuciłam jego ręki.
Ja z Alvesem szliśmy z przodu, za nami podążał Leo i Neymar, i tak weszliśmy do domu Pique. Od razu po przekroczeniu progu zauważyłam gospodarza. Jego się nie da nie zauważyć, a tym bardziej kiedy stoi na stole. Gdy tylko nas zobaczył, zeskoczył z blatu i podbiegł do nas. Chwilę później tonęłam już w jego ramionach.
- Nadia! - zaczął się cieszyć.
- Uważaj, bo Shakira będzie zazdrosna - śmiałam się.
- No właśnie, Gerardzie! - usłyszeliśmy głos, a Pique od razu się ode mnie odsunął. Kilka sekund później zobaczyłam stojącą za nim piosenkarkę.
- Shakirciu, ja tylko się witałem z przyjaciółką... - zaczął się tłumaczyć mój... przyjaciel.
- Gerardzie Pique Bernabeu! W tej chwili do salonu zająć się Sashą! - krzyknęła, a jego już nie było.
Moment później chłopacy razem z Kolumbijką zaczęli się śmiać, więc śmiałam się i ja.
- Nie mogę uwierzyć w jego głupotę - powiedziała piosenkarka, a jej wzrok spoczął na mnie.
- Hey, jestem.... - zaczęłam mówić, ale nie było dane mi skończyć, bo dziewczyna podeszła do mnie i przytuliła. Zdziwiona odwzajemniłam uścisk.
- Hey Nadia, jestem Shaki - powiedziała. - Zostawiamy was chłopaki - zwróciła się do nich i pociągnęła mnie za rękę w stronę pomieszczenia, którym okazała się kuchnia.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że mogę cię w końcu poznać!
- Chłopacy mi co nieco o tym wspominali - zachichotałam, patrząc jaka szczęśliwa była.
- Zdrajcy - powiedziała, na co ja wybuchła śmiechem. - Powiedzieć coś Gerardowi, a zaraz cała Katalonia będzie o tym wiedzieć - dodała, kręcąc w niedowierzaniu głową.
- Oni tak zawsze? - zapytałam, spoglądając do salonu, w którym chłopacy tańczyli na kanapie.
- Gdyby zawsze się tak zachowywali to ja już dawno znalazłabym się w psychiatryku - powiedziała. - Robią tak tylko, kiedy chcą się rozluźnić. Zazwyczaj zachowują się doroślej. Choć nie do końca adekwatnie do swojego wieku.
- Nie wliczając Gerarda, on zawsze zachowuje się jak dziecko - zauważyłam.
- Tak, co racja to racja - przyznała Shakira. - Nie dość, że mam Milana i Sashę, to jeszcze jego muszę wychowywać.
- I w tym momencie cieszę się, że nie mam ani chłopaka, ani dzieci.
- Nie martw się, z twoją urodą to zaraz któryś z piłkarzy zacznie cię podrywać - puściła do mnie oczko. - Stawiam na Neymara!
- Oj, nie, wszystko tylko nie on! - jęknęłam. - Odkąd tylko się poznaliśmy, cały czas się kłócimy.
- Kto się czubi, ten się lubi, pamiętaj - zachichotała. - A tak w ogóle to gdzie mieszkasz?
- U Alvesa. Oczywiście uparł się, że nie zamieszkam nigdzie indziej.
- No to naprawdę ci współczuję, jeśli nie możesz się dogadać z Neymarem, bo on jest stałym gościem w domu Daniego.
- Zdążyłam zauważyć. Jestem tutaj od dwóch dni, a on już przesiedział większość wolnego czasu u Daniego.
- No, powiem ci, że z nimi to na pewno nie będziesz miała spokoju. Ale nie martw się, przyzwyczaisz się - próbowała mnie pocieszyć.
- Nie wliczając Gerarda, on zawsze zachowuje się jak dziecko - zauważyłam.
- Tak, co racja to racja - przyznała Shakira. - Nie dość, że mam Milana i Sashę, to jeszcze jego muszę wychowywać.
- I w tym momencie cieszę się, że nie mam ani chłopaka, ani dzieci.
- Nie martw się, z twoją urodą to zaraz któryś z piłkarzy zacznie cię podrywać - puściła do mnie oczko. - Stawiam na Neymara!
- Oj, nie, wszystko tylko nie on! - jęknęłam. - Odkąd tylko się poznaliśmy, cały czas się kłócimy.
- Kto się czubi, ten się lubi, pamiętaj - zachichotała. - A tak w ogóle to gdzie mieszkasz?
- U Alvesa. Oczywiście uparł się, że nie zamieszkam nigdzie indziej.
- No to naprawdę ci współczuję, jeśli nie możesz się dogadać z Neymarem, bo on jest stałym gościem w domu Daniego.
- Zdążyłam zauważyć. Jestem tutaj od dwóch dni, a on już przesiedział większość wolnego czasu u Daniego.
- No, powiem ci, że z nimi to na pewno nie będziesz miała spokoju. Ale nie martw się, przyzwyczaisz się - próbowała mnie pocieszyć.
- Tsa - westchnęłam. - Gdyby wszystko było takie proste.
- Coś się stało? - zmartwiła się Shakira.
- Nie, po prostu nie mogę uwierzyć, że jednak tutaj zostaję. Nie wiem jak to wszystko się potoczy i chyba trochę mnie to przerasta - skłamałam, choć nie do końca. Było w tym sporo prawdy, ale nie nad tym się teraz zastanawiałam.
- Nie martw się, wszystko się ułoży. Musi. Pamiętaj, że jak byś miała kiedykolwiek jakikolwiek problem to dzwoń do mnie, bo raczej chłopacy ci nie pomogą - zaśmiała się. - Oni są czasami naprawdę pomocni, ale są chwile, w których są nieporadni jak dzieci.
- Dobrze wiedzieć. Ale wiesz, Daniego raczej nie poradziła nim się jaką sukienkę założyć.
- No co racja to racja - przyznała. - Może lepiej chodźmy do nich, bo nie do końca mam ochotę później sprzątać cały bałagan, jaki zrobią jeśli ich nie przypilnuję.
Tak więc razem z Shaki udałyśmy się do salonu. Znalazłyśmy tam Gerarda i Daniego, którzy tańczyli na kanapie, resztą śmiała się z tych dwóch debili, a Sashą i Milanem zajmował się Rafinha razem z Messim. Skąd ją to wiedziałam. Dla Leo odpowiedzialność to podstawa. Resztą chłopaków z wyjątkiem Rafy chyba nie podzielała jego zdania.
Shaki poszła do chłopaków, a ja tym czasem niepewnie podeszłam do dwójki piłkarzy zajmujących się dziećmi.
- Hey Nadia - od razu przywitał się Rafael. Muszę przyznać, że w jego obecności czułam się co najmniej niepewnie.
- Hey - odpowiedziałam po chwili i zwróciłam się do Leo. - A ty co, robisz dzisiaj za opiekunkę do dzieci?
- Hey - odpowiedziałam po chwili i zwróciłam się do Leo. - A ty co, robisz dzisiaj za opiekunkę do dzieci?
- No niestety, ktoś musi. I jak, poznalaś się z Shakirą?
- Można tak powiedzieć. Uznala, że mam nie liczyć na was i z problemami dzwonić tylko do niej.
- Ona mnie obraża - zaśmiał się Leo, oddając Sashę Rafinhi, a samemu biorąc na ręce Milanka. Jednak maluch bardziej niż 'wujkiem' zaczął interesować się moją osobą.
- Ciocia! - zawołał, wyciągając do mnie rączki. W pierwszym momencie byłam zdziwona, a bardziej zszokowana jego reakcją, ale po chwili otrząsnęłam się i wzięła chłopca na ręce.
- Widzisz Milan, przyjechała do ciebie nową ciocia - powiedział Rafael, który przez dłuższą chwilę pozostawał cicho.
- A na długo ciocia zostanie? - zapytał, patrząc na mnie uważnie.
- Na długo. Bardzo długo - odpowiedział za mnie Leo.
- Hurra! - zawołał chłopiec, przytulając się do mnie.
- A kto tu się tak cieszy? - usłyszałam za sobą radosny głos mojej... przyjaciółki?
- Mam nową ciocię! - pochwalił się mały Pique.
- Też się cieszę Milanku - powiedziała Shaki. - Idziemy z Sashą na górę? Mama musi nakarmić braciszka.
Chłopiec bardzo się ucieszył i razem z Sashą i Shakirą poszli na górę. Zostałam sama z dwójką chłopaków i dopiero teraz zauważylam, że nikt już nie tańczy na kanapie, ale za to niektórzy z chłopaków grali w pokera, a resztą bacznie im się przyglądała. To wyjaśniałoby dlaczego nie słyszałam żadnych wrzasków, a jedynie głośną muzykę.
Chłopiec bardzo się ucieszył i razem z Sashą i Shakirą poszli na górę. Zostałam sama z dwójką chłopaków i dopiero teraz zauważylam, że nikt już nie tańczy na kanapie, ale za to niektórzy z chłopaków grali w pokera, a resztą bacznie im się przyglądała. To wyjaśniałoby dlaczego nie słyszałam żadnych wrzasków, a jedynie głośną muzykę.
- Nigdy nie pijecie na imprezach? - zapytałam, zdając sobie sprawę z tego, że nie widziałam tutaj ani grama alkoholu.
- Zdążających się takie sytuacje, ale nigdy podczas sezonu. To byłoby zbyt głupie nawet na tych debili - zaśmiał się. - Każdy z nas chce być na boisku w jak najlepszej formie, a alkohol raczej temu nie sprzyja. Inną sprawą jest to, że niektórzy z nas najzyczajniej nie lubią pić.
- Rozumiem - powiedziałam. Odwróciłam się patrząc na piłkarzy. Zauważyłam, że chwilowo przestali grać, a to przez brak jednego z graczy. Oczywiście chodziło tutaj o Neymara. Chwilę później dostrzegłam go na tarasie. Rozmawiał przez telefon, mocno gestykulując, ale nie był zły. Był raczej zadowolony. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego był taki szczęśliwy. Może dzwoniła jego dziewczyna albo jego synek? Tak, zapewne chodziło o dziewczynę lub Daviego.
Wróciłam do rozmowy z Leo i częściowo też z Rafinhą. Rozmawialiśmy przede wszystkim o piłce i o klubie. Chłopacy uważali, że pasuję do Barcy i że na pewno poczuję się tu jak w domu. I szczerze, to się z nimi zgadzałam. Oczywiście będąc w Londynie interesowałam się takimi klubami jak Barcelona i od zawsze sądziłam, że to klub dla mnie, choć nigdy nawet nie pomyślałam, że przyjdzie mi tutaj grać.
- Barça jest jedną wielką rodziną, czyż nie? - powiedziałam radośnie. - Może w końcu znalazłam tutaj tą prawdziwą - dodałam, na co Leo się uśmiechnął. Wiem, że bardzo chciał, żebym dobrze się tutaj czuła i zapomniała o przeszłości.
- No to witamy w rodzinie! Wujek Leo jestem! - zaśmiał się.
Także zaczęłam się śmiać, ale nie trwało to długo. Poczułam wibracje w telefonie, a gdy go wyjęłam na mojej twarzy musiał widzieć strach. Kiedy już znalazłam przyszlość, moja przeszłość postanowiła się odezwać. W moich oczach zaczęły zbierać się łzy, kiedy zobaczyłam nadawcę wiadomości. Mój brat.
Brat? :D
Neyforever :*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)