środa, 30 marca 2016

Rozdział 12.

~ - Śpi? Przecież jest dopiero trzynasta.


*tydzień później*
- Nie Leo, naprawdę nie mogę do was dzisiaj wpaść. Mam naprawdę dużo spraw do załatwienia - mówiłam do telefonu, wychodząc ze stadionu Mini Estadi, na którym od tygodnia trenowałam.
- Słyszę to od tygodnia. Nadia, czy coś się dzieje? - zapytał zmartwiony Messi. Kurdę, muszę wymyślić jakąś nową wymówkę.
- Nic się nie dzieje, po prostu mam treningi i jeszcze do tego wiele spraw związanych z moją przeprowadzką i wstąpieniem do klubu. Nie mam teraz zbyt dużo czasu. Ale obiecuję ci, że jak tylko wszystko załatwię to się spotkamy, dobrze?
- Dobrze. To nie zajmuję ci już więcej czasu. Pa.
- Pa - odpowiedziałam i się rozłączyłam.
Byłam w drodze do domu Daniego. Wracałam z treningu. Nie miałam na szczęście daleko, więc mogłam wracać na piechtę. Przy mojej prędkości pięć minut później wchodziłam do domu.
- Hey Nadia, chodź tu na chwilę - niemal od razu usłyszałam wołanie Daniela.
Posłusznie wyszłam na taras, gdzie znalazłam go siedzącego razem z Neymarem. Jeszcze tylko jego dzisiaj mi brakowało.
- O co chodzi, Dani? - spytałam, ignorując drugiego Brazylijczyka.
- Może byś się do nas przyłączyła? Dawno nie... - zaczął.
- Proszę, nie męcz mnie - wcięłam mu się niekulturalnie w zdanie, ale się tym nie przejmowałam. Odwróciłam się i wróciłam do środka. Weszłam po schodach na piętro i poszłam do swojego pokoju. Rzuciłam torbę treningową w samym wejściu i rzuciłam się na łóżko. Po chwili zasnęłam, ale nie na długo. Za 6 godzin, o 18:00 mam kolejny trening.

****
*Leo*
Szczerze, zachowanie Nadii dziwnie mnie martwiło. Odkąd zaczęła trenować w klubie ze swoją drużyną nawet się do mnie nie odezwała. Tylko ja dzwoniłem do niej codziennie z prośbą o spotkanie, ale ani razu nie otrzymałem twierdzącej odpowiedzi. Od tygodnia jej nie widziałem.
Ale nie tylko ze mną nie utrzymywała już bliższego kontaktu. Przecież przyjaźniła się z tyloma piłkarzami, a nie odzywała się do żadnego z nich. Wiem, ponieważ się ich o to pytałem. Jedyne relacje utrzymywała z Danielem, ale to zrozumiałe, przecież u niego mieszka.
Martwiłem się o naszą przyjaciółkę, a że jestem człowiekiem opiekuńczym, szczególnie wobec niej, to postanowiłem się dowiedzieć, co jest powodem jej nagłego "zniknięcia".
Wyciągnąłem telefon i znalazłem w kontaktach numer do trenera Nadii. Podobno ma dużo spraw związanych z treningami i klubem. No to się o tym przekonajmy.
- Dzień dobry. Nie przeszkadzam? - zapytałem, gdy Llorens odebrał.
- Nie, oczywiście, że nie Leo. O co chodzi?
- Chciałem się tylko zapytać o Nadię. Jak jej idzie w klubie?
- Z tego co wiem Nadia spisuje się bardzo dobrze.
- Z tego co pan wie?
- Nie ma mnie aktualnie w Barcelonie, wszystkie informacje z klubu przekazuje mi mój asystent.
- A nie wie pan może czy Nadia ma jakieś sprawy związane z grą w klubie?
- Codziennie ma dwa dwugodzinne treningi. Leo, czy coś się stało? - zmartwił się.
- Nie, nie, wszystko w jak najlepszym porządku. Chciałem się po prostu dowiedzieć jak Nadia sobie radzi, bo ostatnio jakoś nie możemy się złapać. Ale mimo wszystko dziękuję za informacje.
- Miło mi że mogłem pomóc. Do widzenia, Leo.
Odpowiedziałem i rozłączyłem się.
Czyli jednak rozmowa z Llorensem sporo przyniosła. Skoro Nadia miała jedynie treningi, to przecież miała dla siebie bardzo dużo wolnego czasu. Nawet jeśli załatwiała do końca swoją przeprowadzkę, to nie mogło jej to zajmować aż tyle.
Więc co mogło sprawić, że się od nas wszystkich odcięła?
Może znalazła sobie jakiegoś chłopaka? Może kogoś poznała?
Nie, to wykluczone, przecież Alves musiałby to zauważyć, a gdyby on o tym wiedział, to jeszcze tego samego dnia dowiedzieliby się też wszyscy piłkarze i nie tylko. To wykluczone.
Jeśli chciałem się czegoś dowiedzieć to nie pozostało mi nic innego, jak po prostu złożyć wizytę mojemu przyjacielowi.
Byłem w domu sam, ponieważ Anto razem z Thiago wybrała się do Shakiry, więc zabrałem kluczyki, zamknąłem dom, wsiadłem do samochodu i chwilę później byłem już w drodze.
Wjeżdżając na podjazd domu Alvesa, zastanawiałem się czy Nadia jest w domu. Może faktycznie nie było jej tam całymi dniami, ponieważ była zajęta?
Była tylko jedna opcja, żeby się tego dowiedzieć.
Nie dzwoniłem dzwonkiem, bo wiem, że jeśli gospodarz będzie w domu to na pewno nie znajdę go w budynku. Okrążyłem jego willę dookoła aż znalazłem się na tarasie, gdzie oczywiście zobaczyłem Daniela i Neymara. No oczywiście, przecież oni spędzają większość czasu razem. Mogłem się spodziewać, że będą tu razem.
- Hey chłopaki. Jest może Nadia w domu? Chciałem z nią porozmawiać - powiedziałem, zwracając tym na siebie ich uwagę.
- Siadaj stary - zaproponował starszy Brazylijczyk, z czego oczywiście skorzystałem.
- Nadia jest, ale raczej z nią nie porozmawiasz - rzekł Neymar.
- Dlaczego?
- Przed chwilą byłem w jej pokoju, bo też chciałem z nią pogadać. Śpi - kontynuował.
- Śpi? Przecież jest dopiero trzynasta. Co ona, nie mogła spać w nocy?
- Nie, wręcz przeciwnie. W nocy spała, jak zabita. Ale odkąd zaczęła trenować tak ma. Śpi całą noc, wstaje na trening, wraca, idzie spać, wstaje na wieczorny trening, wraca i kładzie się spać. I tak w kółko - powiedział Dani.
- Czyli wychodzi na to, że tylko trenuje i śpi? - podsumowałem.
- Jeszcze je między spaniem a treningiem - dodał.
- Ale co się może z nią dziać? Bo przecież to nie jest normalne.
- Nie wiem, Leo. Próbowaliśmy wyciągnąć z niej cokolwiek, ale ona nawet dzisiaj nie chciała z nami usiąść, tylko od razu po powrocie poszła na górę. Ale wyglądała na bardzo zmęczoną - dziwiło mnie, że Neymar tak bardzo interesował się losem Nadii. To do niego aż niepodobne.
- Skoro tylko trenuje i śpi, to może tutaj jest cały problem? Może po prostu chodzi o treningi? - podsunąłem.
- No tak, ale ona sama ci na pewno nic o tym nie powie - Alves negatywnie nastawiony, to był widok warty zobaczenia.
- Sami się dowiemy - postanowiłem.
- Co masz na myśli? - dopytywał Neymar.
- Po prostu pojedziemy na jej trening.
- Wkurzy się, jak nas zobaczy - jakim cudem Daniel stał się takim pesymistą?
- Wcale nie musi nas widzieć - pokręciłem głową, nie wierząc, że Dani się tego nie domyślił.

Do treningu Nadii zostało nam kilka godzin, więc ten czas spędziliśmy u Alvesa. W końcu na pół godziny przed rozpoczęciem treningu Nadii usłyszeliśmy jej głos oznajmiający, że wychodzi, a zaraz potem trzask drzwi wejściowych.
- To jak, jedziemy? - zapytałem.
- Jasne - odpowiedział Dani, podrywając się z miejsca.
- A ty? Jedziesz z nami? - spojrzałem na Neymara, który także wstał.
- Jasne, że jadę. Jest moją przyjaciółką.
Nie wiedziałem, że Nadię i Neymara łączyły takie relacje, żeby mógł nazwać ją przyjaciółką, ale postanowiłem w to nie wnikać. To w końcu ich sprawy.
Wsiedliśmy we trójkę do mojego samochodu i okrężną drogą pojechaliśmy na stadion Mini Estadi. Okrężną dlatego, że nie chciałem, żeby Nadia nas zauważyła. W końcu znała mój samochód.
Na miejscu byliśmy chwilę przed przyjściem Nadii, więc postanowiliśmy szybko udać się na trybuny, tak, żeby nas nie zauważyła.
Zaczęliśmy rozmawiać, ale między nami nastała cisza, gdy tylko zauważyliśmy, że dziewczyny pojawiły się już na murawie.
Szukaliśmy wzrokiem Nadii, ale ona wyszła z szatni jako ostatnia z włosami upiętymi w wysokiego kucyka i zwieszoną głową. Wszyscy spojrzeliśmy po sobie. Nasze spojrzenia wyrażały tylko jedno. "O co tutaj do cholery chodzi?"
Wszystkie dziewczyny zebrały się na rozgrzewce. Nadia biegała sama. Wokół niej nie było żadnej z dziewczyn. Na początku pomyślałem, że może po prostu tego chciała. W końcu miała na głowie wiele rzeczy, m. in. związanych z jej bratem, więc miała prawo chcieć być samotną. Ale dopiero potem zdałem sobie sprawę z tego, że to nie jest jej własny wybór. Ona wcale nie chciała czegoś przemyśleć. Ona po prostu została zmuszona do tego, by biegać sama.
Nie znałem dziewczyn, które grały w żeńskiej sekcji, więc nie miałem prawa ich oceniać. Ale czułem się zły na nie za to, że zmuszają moją przyjaciółkę do samotności. Nawet nie wyobrażałem sobie takiej sytuacji. Będąc w swojej drużynie, przyzwyczaiłem się do tego, że u nas nie ma nikogo, kto odstaje od grupy. Wszyscy jesteśmy w pewien sposób zjednoczeni, zaprzyjaźnieni. U dziewczyn jednak było chyba trochę inaczej.
Potem zaczęły grać w dziada. Nie byłoby w tym nic dziwnego. Ale było. Bo jako pierwsza w środku znalazła się oczywiście Nadia. I patrząc na tę grę, wydawało mi się, że bardziej niż na samym graniu, dziewczynom zależało na tym, żeby jak najbardziej wymęczyć moją przyjaciółkę. Byłem na nie cholernie zły. Czy one są drużyną?!
Odebranie im piłki zajęło Nadii około 10 minut. Dopiero niedawno zaczęła treningi, dodajmy do tego jeszcze kontuzję, jaką miała przed przylotem do Barcelony. Po takim wysiłku miała prawo być zmęczoną. Ale ona tego nie okazywała. Wymieniła się miejscami z jedną z dziewczyn i po chwili przyszło mi na myśl, że popada ze skrajności w skrajność. Tak jak chwilę temu biegała non stop za piłką, tak teraz nie robiła nic. Oczywiście nie ze swojego powodu. Wynikało to z tego, że wszystkie piłkarki skrupulatnie unikały możliwości podania do niej piłki.
Naprawdę nie wiem o co im chodziło, ale wiem, że się tego dowiem.
Ten widok dostrzegałem przez kolejnych pół godziny. W tym czasie ani razu nie spojrzałem na Daniego czy Neymara. Chyba byłem zbyt zły i zdziwiony zachowaniem dziewczyn z drużyny Nadii.
Po tym czasie zastępca Llorensa podzielił je na drużyny. Gdy na twarzach osób z grypy mojej przyjaciółki zobaczyłem ogromne niezadowolenie, miałem ogromną ochotę coś zrobić. Ale nie mogłem. Nadia by mi tego nie wybaczyła. Dlatego wolałem pozostać na swoim miejscu.
I zaczęły grać. Wiedziałem, że w klubie Nadia oficjalnie jest lewą skrzydłową tak, jak Neymar. Więc nie mało się zdziwiłem, gdy zobaczyłem, jak z rozkazu jednej z dziewczyn staje na pozycji prawego obrońcy. Najlepsze jest to, że "trener" nawet na to nie zareagował. Llorens, wróć!
Przeciwna drużyna rozpoczęła grę, a Nadia chyba nie do końca wiedziała, co ma robić. I wiem, że nie było to spowodowane nawet tym, że znajdowała się w całkiem innej części boiska niż powinna. Wcale nie chodziło o to, ponieważ wiem, że potrafi grać wszędzie. Wydaje mi się, że bała się cokolwiek zrobić z powodu swoich współzawodniczek.
Jednak zorientowanie się w sytuacji nie zajęło jej długo. Widać było, że przeciwna drużyna nie ma zamiaru bawić się w kotka i myszkę, ponieważ od razu przeszły do ataku. Skrzydłowa biegła z piłką swoją prawą stroną boiska, więc odebranie jej piłki należało do obowiązków prawego obrońcy, którym przecież była Nadia. Ale oczywiście nie dane było jej nawet spróbować, bo jedna z piłkarek zdublowała jej pozycję i postanowiła sama wykonać tę robotę. Było to tak złośliwe, że nie wiem jak Nadia wytrzymała bez powiedzenia jej paru niemiłych słów.
Przez kolejnych piętnaście minut była odcinana od piłki bezustannie. Zastanawiałem się czy w ogóle od początku tego meczu treningowego miała ją chociaż raz przy nodze. Doszedłem do wniosku, że nie. I wtedy zdarzyło się w końcu coś wartego uwagi w tym meczu. Po nieudanej akcji drużyny Nadii, drużyna przeciwna szybko wyszła z kontrą, a na drugiej połowie zostały tylko dwie zawodniczki - bramkarka i Nadia. I w końcu po tak długim oczekiwaniu nadszedł przebłysk wielkiego geniuszu Nadii. Odebrała napastniczce piłkę wślizgiem, szybko się podniosła i pobiegła z piłką do przodu zdecydowanie przekraczając linię obrony. Nie miała do końca komu podać, bo wiedziała, że nikt nie skończyłby tej akcji, więc sama zakończyła ją strzałem z pola karnego. Niestety, bramkarka w porę zdążyła zareagować i wybiła piłkę na rzut rożny.
Osobiście uważałem, że cała akcja była naprawdę dobra, tym bardziej, że została zorganizowana i zakończona przez jedną osobę. Ale szczerze mówiąc nie zdziwiło mnie, że jej współzawodniczki musiały mieć z tym jakiś problem.
Jedna z nich podeszła do niej i zaczęła się na nią wydzierać. Jej krzyki było słychać aż tutaj.
- Co ty sobie wyobrażasz? Co ty w ogóle robisz? Gdzie miałaś być? Co miałaś robić?
Nadia niewzruszona odwróciła się i truchtem pobiegła do pola karnego i oczekiwała na wykopanie piłki z rogu boiska. Podanie oczywiście nie zostało skierowane w jej stronę, a w kompletnie inną, ale ona się tym nie przejęła. Tak jak wcześniej mimo niechęci wszystkich dziewczyn do gry z nią walczyła o swoje, walczyła o to, żeby dostać się do piłki. Było to naprawdę godne podziwu. Wiele osób przecież już dawno by się poddało i przestało walczyć. Tym bardziej dziewczyny. Ale ona się nie poddała. Biegała po boisku wzdłuż i wszerz, byleby tylko dostać piłkę.
I dopiero wtedy zrozumiałem, dlaczego Nadia od rozpoczęcia treningów była wiecznie zmęczona. Po prostu takie granie codziennie wymagało od niej większego wysiłku niż po kontuzji mogła znieść. Nie wiem dlaczego jej współzawodniczki się tak zachowywały, ale nie była to postawa godna piłkarki. Na pewno nie. Nie wiem jaki miały motyw, żeby utrudniać życie Nadii, ale nie było to fair.
Usłyszałem gwizdek, który oznaczał zakończenie meczu, jak i treningu. Dziewczyny udały się do szatni, ale jedna z nich upewniła się, że trener niczego nie widzi i podeszła do Nadii. Powiedziała do niej parę słów, a potem zrobiła coś czego bym się nie spodziewał. Specjalnie kopnęła ją w prawą nogę i odeszła z uśmieszkiem na twarzy. Nadia skuliła się, łapiąc za nogę i usiadła na murawie.
I nagle poczułem podmuch powietrza. Dopiero po kilku sekundach zorientowałem się, że to Neymar rzucił się pędem w stronę schodów w dół. Ja i Dani zrobiliśmy dokładnie to samo.
I jak na nasze nieszczęście Nadia podniosła głowę i nas zauważyła. Chciała jak najszybciej się podnieść i chyba przed nami uciec, ale nie zdążyła. Neymar był szybszy. W przeciągu trzech sekund był już obok niej. Objął ją ramieniem, a ona załamana wtuliła się w niego i po jej policzku zaczęły płynąć łzy.




Jestem okropna czy okropna?
Rozdział taki trochę bardzo opisowy, ale mam nadzieję, ze Wam to nie przeszkadza?
Tak btw to zostawiajcie komentarze pod rozdziałami, bo mam wrażenie, że im częściej dodaję, tym mniej osób to czyta :/
Neyforever :*

wtorek, 22 marca 2016

Rozdział 11.

~ J*****!


J***** - oznaczenie dla imienia drugiego brata Nadii.
on, nim, jego - oznaczenie dla brata Nadii, który jest piłkarzem



- To od czego mam zacząć?
- Najlepiej zaczynać od początku - powiedział Leo, kładąc swoją dłoń na mojej, żeby dodać mi otuchy.
- Wiesz, Leo, na początku było względnie dobrze. Gdy byłam mała, miałam dwa, trzy lata często bawiłam się z J*****, nim i siostrą. Ale potem jeden z tych braci, a dokładniej on, zaczął interesować się piłką. I wtedy poniekąd zabawa ze mną przestała go interesować. Dlatego często razem z siostrą siedziałyśmy na dworze, oglądając jak nasi bracia grają. Gdy zaczęliśmy chodzić do szkoły on od razu zaczął grać w szkolnej drużynie, choć nie miał więcej niż osiem lat. Kilka lat później zaczął grać w klubie i wtedy już w ogóle się ode mnie odciął. Chodziłam na każdy jego mecz, ale za każdym razem po meczu cieszył się razem z rodzicami i pozostałą dwójką rodzeństwa. Ja zostałam odstawiona na półkę, tak jakby każdy o mnie zapomniał. Rodzice byli coraz bardziej zajęci nim, ponieważ on robił karierę. Nawet nie zauważyli, że ja też zaczęłam grać w piłkę. Robiłam to chyba głównie po to, żeby zwrócić na siebie jego uwagę. Oczywiście nie udało mi się, ale zauważył to J*****. Zaczęłam mu wtedy opowiadać, jak się czułam. Stał się moim psychologiem, w pewnym sensie. Moja siostra nadal była ze mną, ale jej nigdy tego nie powiedziałam. Tylko J***** mnie rozumiał. Mówiłam mu o wszystkim, nie powiedziałam mu jedynie o planie wyjazdu. Planowałam go przez kilka lat. Gdy miałam 14 lat musieliśmy się przeprowadzić, aby on miał bliżej na treningi. Znalazłam się w nowym domu, ale nie byłam tam szczęśliwa, bo nie miałam możliwości, żeby grać w piłkę, która stała się także moją pasją. Wtedy też przestałam przychodzić na jego mecze. I wtedy wpadłam na pomysł, żeby wyjechać, gdy tylko stanę się pełnoletnia - wzięłam głęboki wdech zmęczona tak długim mówieniem, ale po chwili kontynuowałam: - Od razu na myśl przyszła mi Anglia i Londyn jako miejsce, w którym chciałabym się znaleźć. Jednak w miarę jak stawałam się starsza, uświadomiłam sobie, że będę musiała trochę przesunąć w czasie moje plany. Musiałam skończyć szkołę, uzbierać pieniądze. Ale gdy miałam 19 lat, już po zakończeniu szkoły kupiłam bilety i zaczęłam się pakować. Pierwszy raz od pięciu lat zjawiłam się na jego meczu, a następnego dnia znalazłam się już w Europie. I tak naprawdę dopiero wtedy poczułam się naprawdę wolna - powiedziałam i nie zamierzałam dodawać już nic więcej. Otworzyłam się już i tak zbyt bardzo. Ale jednak gdy Leo zaczął zadawać pytania, musiałam się przełamać.
- Byłaś nieszczęśliwa w Brazylii z powodu samotności, więc wyjechałaś. Ale co wtedy z twoją rodziną? Nie zauważyli, że zniknęłaś? - dziwił się.
- Zaraz po wyjściu z lotniska w Londynie wyrzuciłam swoją kartę od telefonu, więc przez jakiś czas nie wiedziałam co się działo w mojej rodzinie po moim wyjeździe. Dopiero gdy w Anglii pojawił się Oscar trochę się dowiedziałam. Był w Brazylii, gdy ja zniknęłam i był przyjacielem mojego brata, więc wiedział dość dużo. Podobno J***** od razu zauważył moje zniknięcie, ale gdy powiedział o tym rodzicom, oni uznali, że na pewno jestem u jakiejś przyjaciółki. Dopiero gdy nie było mnie przez tydzień moja mama weszła do mojego pokoju i zobaczyła, że zniknęły wszystkie moje rzeczy. Podobno wtedy rozpoczęła razem z tatą, moją siostrą i J***** rozpoczęli akcję "szukania" mnie. On podobno nawet się nie przejął.
- W Londynie mogłaś grać w piłkę? - Leo zaczął rozumieć mój tok rozumowania.
- Tak. Mogłam się spełniać tak jak chciałam. Dzięki Oskarowi poznałam wielu piłkarzy, którzy stali się moją nową rodziną. I nie musiałam bać się, że nagle znowu stanę się samotna i odepchnięta,
- Poznałaś go od razu, kiedy pierwszy raz spotkaliśmy się w Londynie?
- Yhym. Osobę, przez którą wypłakałam tyle łez, uwierz, poznałabym wszędzie.
- A wracając... jak skończyła się ta cała akcja "szukania" ciebie przez twoich rodziców?
- Przeszukali po jakimś czasie mój pokój i tam znaleźli list, który im zostawiłam. Nie był on jakoś przesadnie długi. "Wyjeżdżam i nie zamierzam już wracać. Przepraszam, nie musicie nie szukać". I chyba wzięli sobie to do serca, bo przez 3 lata mnie nie znaleźli.
- Naprawdę nie wiedziałem, że on kiedyś taki był. Ale musisz wiedzieć, że teraz się już tak nie zachowuje. Kiedy się tu pojawił, może jeszcze zachowywał się, jak rozwydrzony nastolatek, ale teraz już naprawdę wydoroślał - wiem, do czego Leo próbował mnie przekonać. Ale nie byłam na to jeszcze gotowa.
- Jednak mimo wszystko on mnie nie pamięta i na razie nie chcę mu o sobie przypominać. Najpierw chcę się jeszcze spotkać z J*****. Ma niedługo przyjechać do Barcelony.
- Pomoże ci? Jeśli chodzi o niego?
- Tak, pewnie tak. Wie, jak muszę się teraz czuć, więc nie będę mu na szczęście musiała wszystkiego opowiadać. 
- A myślałaś nad tym, żeby pojechać do Brazylii, do swoich rodziców? 
- Nie wiem, czy to byłby dobry pomysł, Leo. 
- Niby dlaczego? On teraz nieprędko wyjedzie do Brazylii, bo mamy zbyt ważne mecze przed sobą, żeby mógł je opuścić, więc myślę, że to jest doskonała okazja. 
- Minęły trzy lata i nie wiem, jak by zareagowali...
- Porozmawiaj może z J***** i wtedy postanowisz - podsunął. 
- Wiesz co, Leo? Jesteś naprawdę cudownym przyjacielem. Może czasami za bardzo ciekawskim, ale to wszystko wynika z troski. Naprawdę się cieszę, że cię spotkałam - powiedziałam prosto z serca. Prawda była taka, że mimo często denerwowało mnie to, że Leo chciał bardzo dużo o mnie wiedzieć, to jednak wiedziałam, że mogę mu zaufać, bo on chce mi tylko pomóc rozwiązać moje największe problemy. Odkąd go spotkałam, moje życie ma szanse nabrać innych barw. 
- On jest moim przyjacielem, ty jesteś moją przyjaciółką. Naprawdę chciałbym, żebyście się pogodzili - przyznał. 
- Dziękuję.
- Podziękujesz mi, jeśli naprawdę zaczniecie ze sobą rozmawiać, jak brat z siostrą. I jeśli w końcu postanowisz mu o wszystkim powiedzieć.
Miałam już wstać od stolika, przy którym siedzieliśmy i zacząć zbierać się do domu, ale w tym momencie na taras wyszła Antonella. W dłoniach trzymała tackę, na której znajdowały się trzy kubki, które po chwili postawiła przede mną i Leo, i usiadła obok nas.
- Thiago zasnął, więc pomyślałam, że przyjdę do was. Nie przeszkadzam? - zapytała.
- Nie, oczywiście, że nie - odpowiedział jej Leo, przytulił do siebie i pocałował we włosy. - Właśnie  skończyliśmy rozmawiać.
Widok ich razem był naprawdę cudowny. Nie można było powiedzieć, że między nimi nie ma tego wyjątkowego uczucia czy że ono już się wypaliło. Siedząc przy nich czuło się ich miłość.
I widząc ich tak szczęśliwych, zaczęłam zastanawiać się czy mi kiedyś uda się tak skończyć, czy może jednak na zawsze będę już skazana na samotność. Nigdy nie zaznałam takiej miłości, jak Leo i Antonella, i nie wiedziałam czy potrafiłabym darzyć kogoś tak silnym uczuciem. Kochać uczymy się od innych, a mnie uczyli tego jedynie przyjaciele. Rodzina nie miała w tym większego wkładu.
Z zamyślenia i smutnych myśli wyrwał mnie dzwonek mojego telefonu. Przeprosiłam Anto i Leo, widząc na wyświetlaczu numer Alvesa i wstałam od stołu. Odeszłam kawałek, po czym odebrałam.
- Nadia? Gdzie jesteś? - zapytał od razu, zdenerwowany.
- Dani, uspokój się. Jestem u Leo.
- Czemu mi nie powiedziałaś?! My tu umieraliśmy ze strachu o ciebie! - zawołał, a moje serce zabiło szybciej na myśl, że być może to on znajduje się w domu Daniego. 
- Przepraszam, ale Leo przywiózł mnie do siebie bez mojej wiedzy. Chciał ze mną porozmawiać - nie odważyłam się zapytać, z kim tak się martwił. Mimo wszystko nie.
- Porozmawialiście?
- Yhym. Właśnie skończyliśmy.
- Przyjechać po ciebie? 
- Nie, Dani, nie ma takiej potrzeby. Przyjdę sama albo Leo mnie odwiezie - nie chciałam, żeby Dani przyjeżdżał. Gdybym wróciła do domu na pieszo, miałabym okazję, żeby pomyśleć o tym, co powiedział Messi i może porozmawiać z J*****.
- Będziemy za 20 minut. Nie masz za co dziękować - usłyszałam głos Daniego, a po chwili tylko odgłos przerwanego połączenia. Uparty osioł.
Wróciłam do stolika i usiadłam z powrotem na swoim miejscu. Leo i Anto przerwali swoją rozmowę o Thiago i spojrzeli na mnie.
- Dani chyba ma zamiar złożyć wam wizytę - powiedziałam niezbyt radośnie.
- To fajnie. Z Alvesem zawsze można się pośmiać - odezwała się Anto. Nie wiedziałam, że tak dobrze zna piłkarzy Barcy.
- Czyżby Dani bywał u was aż tak często? - spytałam.
- Jeśliby się dobrze zastanowić to nie było go już u nas bardzo dawno - Leo spojrzał na Anto.
- Masz rację. Ostatni raz chyba, jak przyjechał tu razem z Shakirą i Gerardem - przyznała jego partnerka.
- No to jakieś trzy tygodnie temu... - zaczął Leo.
- Co ty mówisz? Przecież byli tu już po waszym powrocie z Londynu - zaprzeczyła Anto.
- Jak? Przecież po powrocie z większością chłopaków cały tydzień siedzieliśmy u Daniego, a potem przyjechała Nadia - nie zgadzał się z nią Messi,
- Kłamiesz! - Anto pokazała mu język i nagle jakby coś spostrzegła, zatrzymała swój wzrok na drzwiach do domu. Ja i Leo od razu spojrzeliśmy w tamtą stronę i zobaczyliśmy tam małego Messiego.
- Mamooooooo! Głodny jestem - zawołał.
- Już idziemy coś zjeść - powiedziała Antonella słodkim głosem, ponownie pokazała język Leo i opuściła taras razem z synkiem.
Wróciłam wzrokiem do przyjaciela.
- To jak, jaki Alves znalazł powód, żeby mnie odwiedzić? - zapytał.
- Udawał, że boi się, że się zgubię - zaśmiałam się.
- Typowe. Mówię ci, będzie się o ciebie troszczył, jak o swoje dzieci.
- To Daniel ma dzieci?! - zdziwiłam się.
- Yhym. Nie wiedziałaś?
- Nie, nie dotarły do mnie owe wiadomości. Czemu nie mieszkają z nim?
- Rozstał się z ich matką i teraz mieszkają oddzielnie. To tak jak trochę jak z Neymarem i Caroliną.
- O tym akurat trochę słyszałam - przyznałam.
Na chwilę zapadła cisza, ale tylko na chwileczkę. Bo nagle usłyszeliśmy głos Daniego:
- Ja kiedyś zawału przez ciebie Nadia dostanę! Żebym ja się tak denerwował!
- Wiesz, Leo, jednak miałeś rację, że będzie się tak zachowywał - zwróciłam się do Argentyńczyka.
- Widzisz, ja zawsze mam rację - odpowiedział.
- Plotkowaliście o mnie?! - wciął się Alves.
- I nie tylko o tobie - powiedziałam, biorąc łyk herbaty, która z każdą minutą robiła się coraz zimniejsza.
- No właśnie, słyszałem swoje imię - usłyszałam głos Brazylijczyka i prawie się zakrztusiłam.
- Mówiłem Nadii o tobie i Caro. Właśnie, kiedy Davi do ciebie wpada? - Leo udawał idealnie, że nie zauważył mojej reakcji.
- Ma przyjechać w tym tygodniu. Caro zaczyna studia w Barcelonie - rzekł Brazylijczyk, siadając na dawnym miejscu Anto. Dani usiadł dokładnie naprzeciwko niego.
Wyłączyłam się całkowicie z ich rozmowy, gdy mój telefon zawibrował, oznajmiając mi, że otrzymałam nową wiadomość.
"Jutro o 10 i 18 trening na Mini Estadi. Bądź najlepiej jakieś pół godziny wcześniej.
Trener ;)"
Tak, pan Llorens zdecydowanie mnie polubił. I szczerze mówiąc z wzajemnością. Naprawdę cieszę się, że nie okazał się być jakimś gburem, a naprawdę fajną, pozytywną osobą. Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze pracowało.
- Z czego tak się cieszysz? - zapytał Neymar, widząc, że się uśmiecham.
- Nie, nie ważne. To o czym mówiliście?


Wow, jak dawno mnie tu nie było! 20 dni bez żadnego rozdziału. Aż sama się zdziwiłam, że tak długo. Szkoda, ze tak zaniedbałam tego bloga :( Jest tu ktoś jeszcze?


środa, 2 marca 2016

Rozdział 10.

- Leo... ja.., - nie wiedziałam co powiedzieć. Jak mogłam być tak głupia, żeby zostawić tam swój dowód? Dlaczego ja w ogóle ciągle nosiłam go przy sobie?!
Ale teraz nie było to najważniejsze. Leo już wiedział.
- Naprawdę Nadia, nie ufasz mi na tyle, żeby mi o tym powiedzieć? - wbrew wrażeniu jakie sprawiają te słowa, Leo wcale nie krzyczał. Był naprawdę spokojny.
- Leo... proszę... proszę cię... nie mów mu o niczym - w kącikach moich oczu zaczęły zbierać się łzy. Ale nie były one spowodowane całą rozmową. Chodziło przede wszystkim o to, że wyobraziłam sobie reakcję mojego brata na wieści kim jestem.
- Tylko dlatego mi nie powiedziałaś? Bo bałaś się, że od razu polecę mu o wszystkim powiedzieć? Naprawdę masz mnie za kogoś takiego?
- Proszę, zrozum mnie. Jeśli on się dowie... Skoro mam grać teraz w klubie i ułożyć sobie tu życie... Jeśli on się o tym dowie, znowu będę musiała wyjechać... Znowu wszystko się posypie... I ja znowu nie będę mogła się po tym pozbierać. Leo, proszę zrozum mnie. Nikt nie może się o tym dowiedzieć. A tym bardziej nie on - zaczęłam płakać. Ciepłe łzy spływały po moich policzkach, ponieważ aż tak bardzo bałam się, że ponowna relacja z moim bratem zniszczy mi życie. Nie chcę znowu uciekać. Nie chcę znowu płakać nocami, dlatego, że on nie uznaje mnie za siostrę.
- Nadia, posłuchaj - powiedział Leo, łapiąc mnie za ręce. - Jeśli tego nie chcesz, jeśli uważasz, że tak będzie lepiej, to ja to uszanuję. Jest moim przyjacielem i sądzę, że powinien znać prawdę, ale powiesz mu to sama, kiedy uznasz to za stosowne. Po prostu...  Nie traktuj go źle. Nie wiem co się wydarzyło pomiędzy wami, ale on się zmienił - zapewnił mnie. - Zaufaj mu. Na nowo.
Leo uśmiechnął się do mnie, a po chwili włączył silnik i odjechał z pod domu Alvesa.
- Ale... - już miałam powiedzieć, że przecież miałam wrócić do domu, ale przyjaciel jakby czytał mi w myślach.
- Nie sądzisz, że to by się niezbyt dobrze skończyło, gdyby Dani zobaczył cię w takim stanie? - i nie musiałam o nic więcej pytać.
Nie wiedziałam, gdzie Leo zmierza i tez on widocznie nie chciał mnie o tym powiadomić. Siedział cicho, skupiając się w stu procentach na drodze. Wiedziałam, że pewnie będzie dużo myślał o tej całej sytuacji, ale na pewno nie teraz. Leo był zbyt odpowiedzialny.
Ja za to nie przestawałam myśleć o tym, że byłam tak głupia, że sama się zdradziłam. A co by było, gdyby to on znalazł ten dowód? Byłabym skończona. Nie wiem jak bym się przed nim wytłumaczyła.
"Ale to nie był on, więc powinnaś się cieszyć!" - zawołał cichutki głosik w mojej głowie. Miał rację. Więc czemu nie byłam z tego faktu zadowolona? Dlatego, że jednak ktoś się dowiedział? Przecież najważniejsze, że nie on.
Leo prowadził samochód w kompletnie nieznanym mi kierunku. Nie znałam Barcelony, więc na dobrą sprawę prawie każdy kierunek byłby dla mnie nieznany.
Po jakimś dłuższym czasie zatrzymaliśmy się pod jakąś posiadłością po za granicami miasta. I wcale nie długo zajęło mi domyślenie się, że znajdujemy się pod domem Messiego. Nie rozumiałam, dlaczego przywiózł mnie akurat tutaj, jednak wolałam nie pytać.
Wysiedliśmy z samochodu i podreptałam za Leo do drzwi jego domu. Wiem, że był smutny. Chciał, żebym mu zaufała i powiedziała o tym sama od samego początku, ale tego nie otrzymał. Zawiódł się na mnie i ja o tym wiem.
Jednak kiedy tylko Messi wszedł do domu, jego nastrój diametralnie się zmienił. Na jego twarzy pojawił się ogromny uśmiech, gdy zobaczył swojego synka, biegnącego w jego stronę. Jego widok widocznie pomagał Leo zapominać o problemach. Przynajmniej na czas, kiedy był przy nim.
- Tata! - zawołał maluch, przytulając się do niego.
- Hey Thiago. Tęskniłeś? - zapytał.
- Taaak! - zawołał mały Thiago, co wywołało jeszcze szerszy uśmiech na twarzy jego taty.
Po chwili odstawił chłopca z powrotem na podłogę i podszedł do dziewczyny stojącej w przejściu z salonu. Była naprawdę piękna i na pewno była mamą małego Thiago.
- Antonella - zwrócił się do niej Lio.
- Nie miałeś czasami pojechać do Alvesa - zapytała Antonella, choć była widocznie zadowolona, że jej mąż wrócił do domu wcześniej.
- Miałem, ale plany nieco się zmieniły. Poznaj Nadię, to nowa piłkarka w klubie i przy okazji przyjaciółka moja i chłopaków - powiedział, zwracając uwagę żony na moją osobę. - Nadia, to Anto, moja żona i mama Thiago.
- Hey. Bardzo miło mi cię poznać - zwróciła się do mnie. Chciałam odezwać się pierwsza, ale nie wiedziałam co miałabym powiedzieć. Byłam lekko speszona całą sytuacją.
- Hey - odpowiedziałam.
Zapewne gdyby mój mąż przyszedł do domu z jakąś dziewczyną, od razu żądałabym od niego wyjaśnień. Jednak Antonella była dziwnie zadowolona z poznania mnie. Byłyśmy dość... różne. Anto musiała mieć ogromne zaufanie do męża.
- Leoś sporo mi o tobie opowiadał. Naprawdę gratuluję przyjęcia do klubu. Musisz być naprawdę dobra - pogratulowała mi, a ja wiedziałam, że moje policzki musiały się zaróżowić.
- Nie jestem nadzwyczajna. To wszystko dzięki Leo - powiedziałam.
- Oj już nie bądź taka skromna - puściła do mnie oczko.
- Anto, będziesz zła, jeśli pójdziemy na taras trochę porozmawiać? - zwrócił się do niej Leo, przerywając naszą rozmowę.
- Oczywiście, że nie! Jeśli będziecie czegoś potrzebować to razem z Thiago jesteśmy w salonie - zabrała chłopca i opuściła przedpokój, posyłając mi przyjazny uśmiech. Leo także się do mnie uśmiechnął i kiwnął głową, dając mi znać, żebym poszła za nim.
Znaleźliśmy się na tarasie i usiedliśmy przy stoliku na krzesłach ogrodowych. Nastała cisza, podczas której oboje patrzyliśmy na swoje ręce umiejscowione na blacie.
- Powiesz mi? - odezwał się Lio, po długiej, długiej ciszy.
- O czym? - wyszeptałam, nie podnosząc wzroku.
- O wszystkim. Uwierz, że naprawdę dużo czasu spędziłem na myśleniu o twojej przeszłości. Co się stało? Czemu jesteś tu, gdzie jesteś i dlaczego jesteś, jaka jesteś? Mówiłaś nam o jakichś urywkach ze swojej przeszłości, ale to nie łączy się w całość - wytłumaczył to ze swojego punktu widzenia. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że tak bardzo się mną przejmował. Owszem, wiedziałam, że interesował się tym, co wydarzyło się w moim życiu, ale nie sądziłam, że aż do tego stopnia.
- Nie mówiłam wam zbyt dużo właśnie po to, żeby nikt się nie domyślił. A szczególnie nie on -znów szeptałam. Nie mogłam zdobyć się na odwagę, aby mówić głośniej. Czułam się naprawdę winna.
- Nadia, zrozum, że staram się ci pomóc. Ale jeśli nie będę o wszystkim wiedział, to nie będę wiedział tez jak ci pomóc. Zaufaj mi.
Zaufaj mi. 
Zaufaj mi.
Zaufaj mi.
Te słowa odbijały się w mojej głowie jak nieznośne echo. Wpędzało mnie to w jeszcze większe poczucie winy.
- Leo, ja wiem, że ty bardzo chcesz mi pomóc. Ale mi już chyba się nie da. To jest trochę zbyt skomplikowane - uznałam.
- Ale pozwól mi to ocenić samemu. Ty jesteś moją przyjaciółką, a twój brat moim przyjacielem. I chciałbym, żeby wszystko się między wami wyjaśniło i żebyście byli szczęśliwi. Chcę tylko i wyłącznie tego. na niczym innym mi nie zależy. Nie chcę się wtrącać w nie swoje życie, ale znam jego i znam też trochę ciebie. Jeśli ktoś wam nie pomoże, to żadne z was nie spróbuje rozwiązać tego problemu - Leo położył swoje dłonie na moich. - Rozmawiałem o tym z Antonellą, Shakirą i chłopakami. Wszyscy zgodnie uznaliśmy, że chcemy ci pomóc, bo sama wiesz, że ciągła ucieczka od przeszłości nic ci nie da. Nawet on sam uznał, że powinnaś przestać udawać, że nie masz rodziny i po prostu porozmawiać z rodzicami czy właśnie z bratem. Pomijając fakt, że nie wie, że chodzi tu o niego samego. Chcesz wiedzieć co powiedział o twoim bracie, kiedy rozmawialiśmy? - próbował nawiązać ze mną kontakt wzrokowy, ale marnie mu to wyszło.
Odpowiedziałam mu skinieniem głowy.
- Powiedział, że nie rozumie twojej rodziny. Że nie wie, jak mogli nie kochać kogoś takiego, jak ty. Rozumiesz? Zależy mu w pewien sposób na tobie. Sam był bardzo przejęty za każdym razem, gdy płakałaś albo wspominałaś o swojej przeszłości. Nie wiem jaki był kiedyś, ale teraz jest na pewno inny. Znam go już dość długo i wiem, że nie skrzywdziłby muchy. Może on nie jest już taki jak wcześniej? - Leo usilnie próbował przemówić do mojego zdrowego rozsądku. I chyba nawet mu się udało.
Bo co jeśli ma rację? Jeśli naprawdę najlepszym wyjściem byłoby powiedzieć mojemu przyjacielowi o wszystkim i razem spróbować znaleźć najlepsze rozwiązanie? To wydaje się o wiele lepszym pomysłem niż dalsze ukrywanie wszystkiego przed wszystkimi. W końcu przecież kiedyś nadejdzie ten dzień, kiedy ktoś nawet z zewnątrz zacznie interesować się moją osobą, przeszłością i rodziną. I co wtedy powiem? A on też nigdy nie był głupi. Nie będzie żył w nieskończoność w nieświadomości. Kiedyś w końcu sam się wszystkiego domyśli. A wtedy, tak samo jak Leo, będzie zły lub zawiedziony, że mu o tym nie powiedziałam.
Nadal czuję wobec niego pewnego rodzaju złość z racji tego, że mnie nie poznał, że nie zna swojej własnej siostry na tyle, żeby móc ją rozpoznać. Ale ta złość, to rozgoryczenie mijało z każdą minutą, kiedy o nim myślałam i gdy z nim przebywałam. Zaczynam w pewnym sensie rozumieć jak szalone jest jego życie i wiem, że nie ma czasu myśleć o swojej "zaginionej" siostrze, której nigdy nie kochał. Ale też wiem teraz, że pomimo wszystko teraz mu na mnie zależy. Więc jego niezainteresowanie mną w czasach dzieciństwa nie wynikało z tego jaka byłam. Musiało chodzić o coś innego, choć nie wiem o co. Ale wiem, że chcę się tego dowiedzieć.
A jedyną drogą, aby ruszyć naprzód i czegoś się dowiedzieć, jest przestanie unikania tematu mojej przeszłości. Muszę w końcu wyrzucić to z siebie i skorzystać z pomocy kogoś z obiektywnym spojrzeniem na całą sytuację. I mimo, że Leo jest moim przyjacielem, to wiem i czuję, że jest najodpowiedniejszą osobą, żeby mi pomóc.  
- Opowiem ci o wszystkim - wyszeptałam.


Hey :D Coraz bardziej zbliżamy się do momentu, w którym cała prawda wyjdzie na jaw. Na pewno w kolejnym rozdziale poznacie całą, pełną historię Nadii i jej brata. Przy okazji Nadia opowie o swoich relacjach z pozostałą dwójką rodzeństwa i rodzicami :D
Więc mam nadzieję, że rozdział, mimo, że krótki, to komuś się podobał i ktoś czeka na kolejny :D
Dobranoc :*