sobota, 23 kwietnia 2016

Rozdział 14.

~ Zacznij od siebie. 

- Naprawdę nie przesadzacie? - zapytałam, gdy trzy dni później Dani i Neymar czekali na mnie po moim treningu. Odkąd zobaczyli co się na nich dzieje, codziennie po swoim treningu przyjeżdżali na mój i obserwowali, co się działo, a potem razem wracaliśmy do domu Daniego. Naprawdę wydawało mi się, że już po prostu zgłupieli i są wyraźnie nadopiekuńczy, ale oni zdawali się tego nie zauważać.
- Zdecydowanie nie - odpowiedział Daniel wyniosłym tonem.
- Zrozum, że po prostu się o ciebie martwimy - odpowiedział Neymar, obejmując mnie ramieniem. On zdecydowanie pozwala sobie na zbyt dużo. Ale nie wiedzieć czemu, ja ciągle mu na to pozwalam.
- Wcześniej nikt się o mnie tak nie troszczył i jakoś udało mi się przeżyć, więc teraz też dałabym radę - odpowiedziałam trochę już rozdrażniona ich zachowaniem, Rozumiałam, że mogą się o mnie martwić, ale ja naprawdę nie byłam tak delikatna, żeby musieli mnie pilnować na każdym kroku.
- Fabregas nigdy nie potrafił się o nikogo martwić. Ten śmieszek nawet jak się martwi to się nie martwi - skomentował Alves, nawiązując do mojej przyjaźni z piłkarzami Chelsea i Arsenalu. A wbrew jego myśleniu wcale nie chodziło mi o nich.
- A Oscar był mega troskliwy, ale to nic w porównaniu do nas - dodał Neymar. Wiem, że zna Oscara z reprezentacji i że przyjaźnił się z nim w dzieciństwie, ale nawet nie wie, jak on jest naprawdę. Tak wiele bym dała, żeby był moim bratem. Zawsze zachowywaliśmy się wobec siebie jak rodzeństwo.
- Nigdy, ale to przenigdy nie obrażajcie ani Cesca - wskazałam tu na Alvesa - ani tym bardziej Oscara - tym razem zwróciłam się w stronę Neymara - nie wiecie, co dla mnie robili przez te trzy lata i pewnie już nigdy tego nie zrozumiecie - dodałam, zrzucając ze swoich ramion rękę Neymara. Byłam naprawdę wkurzona. Fabregas i Emboaba byli dla mnie jak bracia, których kochałam wręcz nad życie i nie pozwolę, żeby Dani czy nawet Neymar źle się o nich wypowiadali. A przynajmniej nie w mojej obecności.
Zaczęłam zdenerwowana iść dużo szybciej w stronę szatni, ale chłopacy zaraz mnie dogonili.
- Dobrze już, dobrze. Oscar jest naprawdę dobrym przyjacielem. W końcu znam go nie od dzisiaj. I czy moje winy zostaną odpuszczone, gdy powiem ci, że niedługo i on, i Cesc przyjadą w odwiedziny? - powiedział Neymar, ponownie mnie obejmując. Miałam zamiar powiedzieć mu coś o jego niestosownym zachowaniu, ale wtedy dotarł do mnie sens jego słów.
- Jak to, przyjadą w odwiedziny?! - zapytałam zdziwiona, stając w miejscu. Dani i Neymar cicho zaśmiali się z mojej reakcji.
- Liga Mistrzów. Chelsea wylosowała Barcę, więc w następnym tygodniu przylecą do nas zagrać z nami mecz - pochwalił się dumnie Alves. Ja nie mam pojęcia czy on uważał się za jakiegoś nadzwyczajnie mądrego, czy może po prostu miał dzisiaj taki humor.
- O jeny, nie wierzę, zobaczę znowu swojego Fabsia i Emboabę! Aaaaa! - zaczęłam krzyczeć z radości, a chłopacy jedynie patrzyli na mnie pobłażliwymi spojrzeniami. Chyba jednak wiedzieli ile oni dla mnie znaczą.
- Nie podniecaj się tu tak, tylko idź po te swoje rzeczy i wracamy do domu - powiedział rozbawiony sytuacją Dani. Ja mimo że miałam ochotę coś mu zrobić za jego uwagę, poszłam grzecznie do szatni. Zabrałam swoją torbę, w której znajdowały się wszystkie moje rzeczy i już miałam opuszczać pomieszczenie pełne moich "przyjaciółek" z drużyny, ale zatrzymał mnie głos jednej z nich.
- No już, leć do swoich nianiek. Co, Messi nieźle się tobą opiekuje nie? Jesteś aż tak nieporadna, że nie dałbyś sobie rady sama? - usłyszałam za plecami donośny głos Laury, jednej z ważniejszych piłkarek w naszym zespole. Była naprawdę zdolna przez co łatwo zdobyła sławę, która teraz zbytnio uderza jej do głowy.
- A ty jesteś zazdrosna? Przez tyle czasu jesteś sama. Zazdrościsz mi, że ktoś się mną opiekuje, a ty nie masz nikogo? Typowe. Więc może w końcu znalazłabyś sobie kogoś, a nie wyżywała się na mnie, że ja znalazłam sobie kogoś wcześniej od ciebie - gdy to mówiłam, na chwilę odwróciłam się w jej stronę, aby móc spojrzeć jej w twarz, ale potem znów skierowałam się do wyjścia.
- Ja przynajmniej nie pcham się do faceta, który ma już żonę i dzieci. Mam jeszcze swój szacunek - odpowiedziała mi z głośnym prychnięciem. W szatni zapanowała grobowa cisza w oczekiwaniu na moją odpowiedź.
- Zacznij od siebie. Bo bynajmniej ja nie mam sobie kompletnie nic do zarzucenia. Bo nie wiem czy wiesz, ale istnieje coś takiego, jak przyjaźń. I wcale nie polega ona na tym, że mam pchać się komuś do łóżka, wiesz? Chociaż... taka zołza, jak ty pewnie nigdy tego nie zrozumie - odpowiedziałam i już nawet nie odwracając się za siebie opuściłam szatnię. Od razu skierowałam się na parking podziemny, gdzie w samochodzie czekali na mnie już chłopacy. Jednak zatrzymało mnie wołanie i stukanie korków o podłogę zaraz za mną. Odwróciłam się i ujrzałam Danielle, jedną z zawodniczek.
- Słuchaj Nadia, ja naprawdę nie chciałam tego, co one teraz robią. Co my teraz robimy. To jest naprawdę nie fair w stosunku do ciebie, ale to wszystko tylko i wyłącznie wina Laury. Dobrze, że w końcu ktoś taki, jak ty odważył się powiedzieć jej, co o niej myśli - przyznała, patrząc na mnie przepraszającym wzrokiem. Bardzo dobrze wiedziałam, że ona też brała udział w tym wszystkim, ale jako jedyna odważyła się wyjść przed szereg. - Przepraszam.
- Ważne, ze jednak się przyznałaś. To jest najważniejsze. A Laurą się nie przejmuj. Kiedyś w końcu się jej za to dostanie - puściłam do niej oczko i uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie. Dziewczyna odetchnęła z ulgą.
Potem znów spokojnie mogłam iść do samochodu, co nie zajęło mi długo i już po chwili wsiadałam radosna na tylne siedzenie samochodu Neymara.
- A co ty taka rozpromieniona? - od razu zapytał Alves. On był serio zbyt ciekawski.
- Pokłóciłam się z Laurą - powiedziałam dumnie. Chłopacy oczywiście wiedzieli, która to i szczerze mówiąc zbytnio za nią nie przepadali. A raczej podzielali moje zdanie o niej.
- I to jest ten powód do radości? - zdziwiony Neymar zapytał, wyjeżdżając z parkingu i włączając się do ruchu na ulicach Barcelony.
- To może nie, ale fakt, że w końcu mogłam jej wygarnąć, cieszy mnie nawet bardzo.
- Nasza dziewczyna - zaśmiał się Neymar.
Chłopacy oczywiście, jak to oni, od razu sprawili, że cały samochód wypełniły brazylijskie rytmy, więc można było uznać, że rozmowa się zakończyła. Ta dwójka z przodu zaczęła fałszować do utworu Gustava Limy, a ja w tym czasie wyciągnęłam telefon, chcąc zobaczyć czy ktoś czasami nie próbował się ze mną skontaktować. I rzeczywiście miałam jedną nieodebraną wiadomość.

Jestem już w Barcelonie. Jeśli to nie byłby dla ciebie problem, to czy moglibyśmy się spotkać jutro gdzieś na mieście? Wiem, że nie masz jutro treningu, a ja akurat jutro nie będę miał zbyt dużo do roboty. To jak? 

Oczywiście wiadomość pochodziła od J*****. Pomyślałam chwilę nad tym, co będę jutro robić i czy znajdę czas na spotkanie i odpisałam.

Z naszym spotkaniem raczej nie powinno być żadnego problemu. Nawet nie wiesz, jak bardzo się za tobą stęskniłam przez te lata. Tak bardzo chcę już cię spotkać. 

Odpowiedź przyszła niemal natychmiastowo.

Nawet nie wiesz, jak cię kocham, siostra. 

Wpatrywałam się w ekran telefonu przez kilkanaście następnych minut. Nie byłam przyzwyczajona do tego, że ktoś używa wobec mnie takich słów. Wybudził mnie dopiero głos Neymara, który oznajmił mi, że jesteśmy już pod domem Daniego. Schowałam więc telefon do kieszeni i pomaszerowałam za nimi do środka.
Oczywiście o całej sprawie poprzez wiadomości powiadomiłam Leo. I choć Messi bardzo chciał spotkać się z moim bratem, to niestety akurat w czasie, w którym umówiłam się z bratem, on był zajęty. I nie wiedziałam do końca czy mam się cieszyć czy może jednak martwić. Z jednej strony bardzo chciałabym porozmawiać z bratem sam na sam, bo przecież tak dawno go nie widziałam, a z drugiej strony, to jednak po tak długiej rozłące wolałabym, żeby ktoś towarzyszył mi w tym spotkaniu. Jednak niestety ja nie miałam tu  większego wpływu na rozwój wypadków.

******

Niepewnym krokiem zmierzałam w stronę drzwi kawiarni, w której się umówiliśmy. Z każdym kolejnym przebytym metrem denerwowałam się coraz bardziej, a moje zdenerwowanie osiągnęło szczyt, gdy znalazłam się na miejscu. Bałam się wejść do środka, ale nie mogłam czekać w nieskończoność. Złapałam za klamkę i po chwili znajdowałam się już w lokalu.
Rozejrzałam się dokładnie po miejscu, w którym się znalazłam. Było skromne, przytulne, ale w rogu sali zauważyłam coś, co przyciągnęło mój wzrok na dłużej. Przy samym oknie przy stoliku siedział mój brat, J*****. Nie widział mnie. Był zapatrzony w widok za oknem. Odetchnęłam głęboko i zaczęłam zmierzać w jego stronę.
Byłam już niedaleko, gdy odwrócił głowę w moją stronę i mnie zauważył. Na jego twarzy od razu pojawił się szeroki uśmiech. Wstał od stołu i podszedł w moją stronę. Spotkaliśmy się dokładnie w połowie drogi. J*****, gdy tylko był już blisko mnie, przytulił mnie mocno i nie wypuszczał z obięć przez następnych kilka minut. Ale nie miałam mu oczywiście tego za złe. Sama chciałam przytulać się do niego jak najdłużej.
- Trzy lata. Przez trzy lata nie mogłem cię przytulić - wyszeptał, nadal trzymając mnie w ramionach. Ludzie dziwnie na nas spoglądali, ale nie grało to teraz większej roli. Mój brat był tutaj, ze mną.
- Przepraszam - próbowałam powstrzymać łzy, ale to mi się nie udało. Strumienie łez popłynęły po moich policzkach i zaczęły moczyć bratu koszulę.
Chwileczkę później usiedliśmy przy stoliku, zamówiłam sobie coś do picia i zaczęły padać standardowe pytania: Co u ciebie? Jak ci się żyje? Co się u ciebie zmieniło przez te lata? Jak się mają rodzice? Niby nic szczególnego, ale dla nas było bardzo ważne. Ale po omówieniu wszystkiego co się u nas działo musieliśmy zacząć ten trudniejszy temat.
- Nadine, co z nim? - zapytał w końcu. Wiedziałam, że od samego początku chciał o tym porozmawiać, ale ja starałam się jak najbardziej omijać temat. Dla mnie rozmowa o nim wcale nie jest prosta.
- Nie mam pojęcia. Leo jakoś próbuje mi pomóc podjąć decyzję, ale to wcale nie jest łatwe - przyznałam. Nawet Messi nie zdawał sobie sprawy z tego, ile czasu poświęcam na myślenie o nim.
- Musisz w końcu coś z tym zrobić. Powinnaś mu powiedzieć - westchnął.
- Mi też wcale nie jest z tym prosto! - podniosłam lekko głos. Kilka osób siedzących obok, spojrzało na nas. - Ale powiedzenie "hej, jestem twoją siostrą", chociaż banalne, wymaga ode mnie więcej niż cokolwiek innego!
- Nadia, proszę uspokój się. Nie kwestionuję tego, że jest to trudne. Ja w pełni cię rozumiem. Ale jeszcze przez dwa tygodnie powinienem być w Barcelonie. I naprawdę wolałbym, żebyś powiedziała mu to właśnie w tym czasie. Wtedy byłbym blisko, mógłbym ci zawsze pomóc - załapał moją rękę leżącą na stole w swoją dłoń i lekko ścisnął, chcąc dodać mi otuchy i okazać swoje wsparcie.
- Zrobię to. Ale jeszcze nie dziś, nie jutro. Potrzebuję czasu.
- Tylko nie pozwól, żebyś czekała z tym zbyt długo. Bo on nie jest aż tak głupi, jak ci się wydaje. W końcu zacznie się domyślać, o ile już tego nie robi.
- Więc, co? Mam powiedzieć mu to teraz i w tej chwili?
- Nie mówię, że musisz już teraz mu o wszystkim mówić. Po prostu musisz znaleźć odpowiedni moment. I to pierwszy, jaki się nadarzy. On musi się domyśleć od ciebie.
Łatwo było mu mówić. Myliłam się, co do tego, że się nie zmienił. Był inny. Kiedyś by mnie wspierał, stanąłby po mojej stronie nawet, gdybym nie miała racji. A teraz... Jest inny. Może i mnie motywuje do tego, żeby powiedzieć w końcu prawdę, ale nie czuję, żeby mnie w jakikolwiek sposób wspierał. Kiedyś byłoby inaczej.
Ale teraz nie jest kiedyś idiotko. Wszystko spieprzyłaś swoim wyjazdem. Trzeba było z nimi zostać, a nie uciekać, jak tchórz - usłyszałam złośliwy głosik w mojej głowie. Złośliwy głosik, który niestety miał rację. Byłam cholernym tchórzem.
- Wiesz, przepraszam, że w ogóle zabrałam ci cenny czas. Nie będę ci już więcej przeszkadzać - wzięłam do rąk torebkę i wstałam od stołu. On jeszcze zdziwiony siedział na miejscu, ale niedługo zajęło mu zrozumienie sytuacji.
- Dokąd idziesz?! - zawołał, wstając zaraz po mnie.
- Naprawdę rozumiem, że cię skrzywdziłam, tak samo jak rodziców i naszą siostrę. I wiem, że krzywdzę też jego, co dzisiaj już dobitnie mi pokazałeś. Nie wiem, dlaczego chciałeś się spotkać, choć nie masz ochoty na rozmowę ze mną - odwróciłam się od niego i nie czekając na jego odpowiedź, ruszyłam w stronę wyjścia.
Nie słyszałam żadnych krzyków i nawoływań za mną, więc myślałam, że mam go z głowy. Że nie będzie mnie już zaczepiał i da mi odejść. Ale jednak się myliłam.
- Nie powiem, że nas wszystkich nie skrzywdziłaś - nagle pojawił się tuż przede mną, gdy opuściłam kawiarenkę. - Bo to zrobiłaś. Ale spotkanie z tobą nigdy nie było traceniem czasu. Nawet nie wiesz, jak bardzo wyczekiwałem momentu, gdy cię zobaczę. Może to wygląda tak, jakbym miał cię gdzieś, ale tak nie jest. Naprawdę mi zależy na tobie, ale boję się, że jeśli zrobię coś złego, to znowu uciekniesz i już cię więcej nie zobaczę.
- Ale kiedyś... kiedyś byłeś inny. Wpierałeś mnie. A teraz czuję się, jakbyś jeszcze bardziej obwiniał mnie za całą sytuację z nim. Tak, jakbym to ja ignorowała jego przez te wszystkie lata - moje oczy zaczęły wilgotnieć, ale nie chciałam pozwolić łzom wypłynąć na powierzchnię. Głośno pociągnęłam nosem.
- Przepraszam, że zachowywałem się, jak skończony dupek. Po prostu trochę się zmieniło, odkąd ostatni raz się widzieliśmy. Przepraszam - nie spodziewałam się, że w momencie, gdy będziemy stać na ulicy i wyrzucać sobie nasze problemy on mnie przytuli. Tak bardzo za tym tęskniłam, że od ostatniego razu, gdy mnie obejmował zapamiętałam wszystko: dotyk jego ramion, jego zapach.

*****
Wbiegłam do domu Alvesa. W drodze powrotnej uświadomiłam sobie, że naprawdę niedługo będę musiała wyznać wszystkim całą prawdę. Sama ta myśl mnie przerażała. Myślałam o tym dużo razy już wcześniej, ale nigdy nie zdawałam sobie sprawy, że ten moment jest tak blisko i nigdy tak bardzo mnie to nie przejęło.
W drodze do swojego pokoju, przechodząc przez salon, spotkałam Daniego. Zauważył, że jestem smutna, bo wstał i podszedł do mnie. Po chwili tonęłam już w jego ramionach i przytulałam się do jego klatki piersiowej. Zachowywał się jak brat, którym powinien dla mnie być.


Bum! Wracam z rozdziałem :D No to jak, sprawa się rozwiązuje czy jeszcze bardziej zawikłała?



sobota, 9 kwietnia 2016

Rozdział 13.

~ Ja naprawdę nie będę się z tobą bawił.


I jak na nasze nieszczęście Nadia podniosła głowę i nas zauważyła. Chciała jak najszybciej się podnieść i chyba przed nami uciec, ale nie zdążyła. Neymar był szybszy. W przeciągu trzech sekund był już obok niej. Objął ją ramieniem, a ona załamana wtuliła się w niego i po jej policzku zaczęły płynąć łzy.

Gdy z Danim dotarliśmy już do tej dwójki, mogliśmy tylko przykucnąć, nie odzywać się i patrzeć na Neymara i Nadię. Przez chwilę nie wykonywali praktycznie żadnych ruchów, po prostu siedzieli razem na murawie. Ale nagle Nadia pokręciła głowę i zaczęła podnosić się z trawy. Oczywiście nie przyszło jej to zbyt łatwo, dlatego od razu pospieszyłem jej z pomocą.
- Przepraszam - szepnęła i się do mnie przytuliła. Ale nie potrwało to zbyt długo. Chwilę potem odsunęła się ode mnie i zaczęła kuśtykać w stronę szatni.
Wiem, że mimo wszystko chciała być samodzielna, ale ja jej na to nie pozwolę. Chciałem coś zrobić, ale zapomniałem oczywiście, że nie jestem tutaj sam. Nie wiem co dzisiaj stało się z Neymarem, ale zanim ja czy dani zdążyliśmy się zastanowić co zrobić w tej sytuacji, on już do niej podbiegł i sekundę później niósł ją już na swoich rękach. Dziwnym trafem Nadia nawet nie zamierzała temu protestować.
Gdy Neymar miał pod opieką moja przyjaciółkę, chyba nie miałem się o co martwić. Robił wszystko to, co ja zrobiłbym na jego miejscu. Tak naprawdę z naszej trójki, jedynie Dani zdziwił się, gdy Neymar nie skierował się do szatni dziewczyn. Ja oczywiście wiedziałem, co Neymar zamierzał zrobić. Chwilę później pukałem do gabinetu lekarza klubowego, podczas gdy on stał za mną z Nadią na rękach.
- Jakbyście nie mogli... - zaczęła się z nami wykłócać, ale w tym samym momencie drzwi przed nami się otworzyły i stanął w nich lekarz.
- Co się stało? - zapytał przerażony, patrząc na Nadię.
- Nic - odpowiedziała Brazylijka, ale lekarz spojrzał na nią z ukosa.
- Właśnie widzę - pokręcił głową i wrócił do swojego gabinetu. - Chodź - zawołał.
Nadia chciała zejść z rąk Neymara i iść samemu, ale mój przyjaciel jej na to zdecydowanie nie pozwolił. Otulił ją ciaśniej ramionami i wszedł do gabinetu. Przez moment słyszałem ich rozmowę na temat tego, czy Neymar ma z nią zostać, ale Brazylijczyk w końcu poddał się prośbom Nadii i wrócił na korytarz. Usiedliśmy przed gabinetem na krzesłach obok siebie i patrzyliśmy oboje w podłogę.
- Chyba żaden z nas nie spodziewał się czegoś takiego, co? - zagadnął w po chwili Neymar.
- Spodziewałem się wszystkiego, ale nie tego - przyznałem. - Nie spodziewałem się, że aż tak jej nie akceptują.
- Dlaczego ona nam tego, do cholery jasnej, nie powiedziała?! - Neymar podniósł się z krzesełka i zaczął chodzić w tę i we w tę. Widać było, że bardzo denerwował się tą sytuacją.
- A ty byś komuś o tym powiedział? Zrobiła to, co uważała za sensowne - usłyszałem głos Daniego i aż podskoczyłem. Kompletnie zapomniałem o tym, że on jest tutaj razem z nami.
- Nie wiem czy jestem bardziej zły na nią, że mi nie powiedziała, czy może na siebie, że nie sprawdziłem tego wszystkiego wcześniej - zdenerwowany także wstałem i dołączyłem do Neymara.
- Uspokójcie się oboje. Jeśli ktoś tu powinien coś zrobić, to od samego początku byłem to ja. W końcu to ze mną mieszka i to ja cały czas widziałem, jak się zachowywała  - podniósł głos Alves. jemu także zaczęły puszczać nerwy przez tę sytuację.
- A może zamiast obarczać się nawzajem winą za to, co się dzieje, zaczęlibyśmy myśleć o tym, co zrobić, żeby jej pomóc? - przerwał nam Neymar, przeczesał ręką włosy w zdenerwowaniu. Chciałem przyznać mu rację, bo oczywiście było tak, jak powiedział, ale w tym samym czasie drzwi od gabinetu się otworzyły i wyszła z niego Nadia.
- I co? - od razu zapytałem lekarza, który wyszedł zaraz za nią. Nadią oczywiście od razu zajął się Neymar.
- To raczej nic poważnego, ale lepiej, żeby nie nadwyrężała nogi i raczej dzisiaj już nigdzie się nie wybierała - poinformował mnie, na co pokiwałem w zrozumieniu głową i podszedłem do Neymara i Nadii.
- Okey? - zapytałem dziewczyny, która stała oparta o ścianę. Ona jednak w odpowiedzi tylko nieznacznie kiwnęła głową i kuśtykając na jednej nodze, ruszyła w drogę do szatni.
Neymar od razu do niej podbiegł i chciał pomóc, ale tak jak myślałem, Nadia odepchnęła go od siebie i szła dalej. Typowe dla wkurzonej Nadii. Ale o co ona się tak w ogóle wkurzyła?
- Ja naprawdę nie będę się z tobą bawił - westchnął Brazylijczyk i bez uprzedzenia ponownie podniósł dziewczynę. Spodziewałem się, że to zrobi. Nawet nie warto dyskutować ze zdenerwowanym Neymarem, bo on i tak zrobi swoje.
- Neymar! Neymar puszczaj mnie! - Nadia nie dawała za wygraną. Zaczęła się szarpać, próbować wyrwać, ale to wszystko na nic. Neymar trzymał ją z każdą chwilą coraz ciaśniej po to, aby nie mogła mu uciec.
- Trzeba było powiedzieć mi o wszystkim wcześniej, to teraz nie musiałbym cię nieść - zauważył Ney i nadal jak najszybciej podążał w stronę szatni, która była już niedaleko.
Po słowach Neymara Nadia przestała się odzywać i szarpać. Wydawała się być obrażoną na nas wszystkich. Ale teraz to nie miało większego znaczenia. Ważne było, żeby móc jej teraz jakoś pomóc.
- Kluczyk do szafki - powiedziałem do Brazylijki, gdy znaleźliśmy się już pod drzwiami szatni.
Nadia nawet nie zareagowała. Nie robiła sobie kompletnie nic z mojej grzecznej prośby. No cóż, jak to się mówi: jak nie prośbą to groźbą. Wyciągnąłem swój telefon z kieszeni i pomachałem nim przed nosem dziewczyny.
- Nadia, jeśli mi nie powiesz, to będę zmuszony do niego w końcu zadzwonić. W końcu jest twoim bratem, więc to chyba on powinien ci teraz pomóc - powiedziałem stanowczo, choć oczywiście zadzwonienie do jej brata byłoby naprawdę skrajną próbą pomocy jej.
Nadia słysząc to od razu wyciągnęła kluczyk z kieszeni i podała mi go. Czyli jednak zadziałało tak, jak się tego spodziewałem.
- Dziękuję - powiedziałem i odszedłem w stronę szatni.
- Poczekamy w samochodzie - zawołał za mną Dani.
- Okej. Zaraz przyjdę - odpowiedziałem i wszedłem do środka. Na szczęście żadnej z dziewczyn już tam nie było. Rozejrzałem się i od razu spostrzegłem szafkę z numerkiem odpowiadającym numerkowi na kluczu. Podszedłem i otworzyłem ją.
Szczerze mówiąc nie myślałem, że Nadia wybierze numerek 11. Wydawało mi się to lekko dziwne. Chociaż... miała ten numerek na koszulce podczas eliminacji, więc może pomyślała, że będzie przynosił jej szczęście. Ale na to na razie się jakoś nie zanosi.
W szafce znalazłem idealny porządek. Torba treningowa leżała na samym dnie, a na niej znajdowały się jej buty, w których przyszła zapewne na trening. Spakowałem je do torby, zabrałem ją i zamknąłem szafkę. Spojrzałem jeszcze raz na numer 11 znajdujący się na jej drzwiach i z westchnieniem opuściłem szatnię.
Tak jak Dani mówił, wszyscy czekali już na mnie w samochodzie. Wrzuciłem torbę do bagażnika i po chwili wsiadłem na miejsce kierowcy. Obok mnie siedział Dani, a z tyłu znajdował się Neymar razem z Nadią.
- Może ja poprowadzę? - zapytał Alves, widząc że jestem lekko zamyślony.
- Nie, nie ma potrzeby - odpowiedziałem mu, włączyłem silnik i po chwili wyjechałem z parkingu.
Nastała chwilowa cisza. Spojrzałem przez lusterko wsteczne na Nadię i Neymara. On szeptał jej coś po cichu do ucha. Ona na chwilę się zamyśliła, ale zaraz potem pokiwała głową i przytuliła się do niego. Nie mam bladego pojęcia, co się między nimi dzieje, ale wiem, że to nie jest dobre dla żadnego z nich i zapewne w przyszłości skończy się tragicznie. Muszę koniecznie porozmawiać o tym z Nadią, ale na razie oboje chyba mamy ważniejsze sprawy do załatwienia.
- Nadia, kiedy on przyjedzie do Barcelony? - zapytałem, starając się, żeby ani Daniel, ani Neymar nie zorientowali się o czym rozmawiamy.
- Ma przyjechać za kilka dni. Czemu pytasz? - powiedziała nadal wtulona w Neymara, Z jednej strony nie podobało mi się to wszystko, ale z drugiej, to jeśli jej to pomaga, to czemu by nie?
- Po prostu chciałbym z nim porozmawiać - przyznałem, skupiając się na prowadzeniu samochodu.
- Okej. Powiem ci kiedy przyjedzie. Tylko nie mów mu o tym co się stało dzisiaj..,
- Nie ma takiej potrzeby. Twoimi treningami zajmę się sam - powiedziałem, a Nadia już mi nie odpowiedziała. Nie musiała. I tak wiedziała, że postawię na swoim. Mam nadzieję, że chociaż J***** będzie w stanie jej pomóc.



Hey hey :D Rozdział krótki, ale nie chciałam się jakoś specjalnie rozpisywać, tym bardziej, że pisałam go dość długo. Tak jak już mówiłam tutaj przez jakiś czas mnie nie będzie z powodu szkoły. Mnie samą smuci ta informacja, bo wiem, że w tym czasie mogłabym zrobić coś, żeby jakoś rozwijać tego bloga, bo nie czyta go jakoś specjalnie dużo osób, ale niestety moja "przerwa" to siła wyższa i nic nie mogę z tym zrobić. Także przepraszam i mam nadzieję, że nie opuścicie tego bloga :/