Gdy tylko otwieram oczy, mam w głowie obraz mnie i Neymara całujących się na jego tarasie. Przypomniała mi się cała wczorajsza impreza. Aż się wzdrygnęłam.
Momentalnie podniosłam się z łóżka. Myśli o wczorajszej nocy nie pozwalały mi siedzieć spokojnie w jednym miejscu. Chodząc po pokoju wzdłuż i wszerz, w kółko przeczesywałam włosy palcami i pytałam się w myślach, jak mogłam być taka głupia, żeby to zrobić.
Dopiero po kilkunastu minutach ochłonęłam na tyle, żeby móc racjonalnie myśleć. Wtedy przypomniałam sobie dopiero o tym, że za godzinę mam trening, dlatego poszłam do łazienki. Myślałam, że będzie tragicznie, ale jednak zapomniałam kompletnie, że nie wczoraj nie płakałam. A do tej pory czułam się, jakbym przepłakała całą noc. Byłam całkowicie wykończona, mimo że przespałam ostatnie pięć godzin.
Myśli o wczorajszej "katastrofie", jaką była ta noc mnie nie opuściły, ale przygotowałam się do treningu. Zaraz potem wzięłam swoją torbę i zeszłam na dół. Miałam ogromną nadzieję, że nie spotkam tam Daniela. Ale ostatnio wszystko źle, więc dlaczego tym razem miałoby być dobrze? Oczywiście musiało być inaczej niż chciałam. Choć to chyba nie do końca odpowiednie słowa, jak na tę sytuację. To była wręcz tragedia, bo na dole spotkałam nie tylko Alvesa, ale też Neymara. Kompletna katastrofa.
- Hey - powiedział Dani, podczas, gdy ja chciałam niepostrzeżenie wymknąć się z domu. Ale oczywiście to nie mogło się udać, bo przecież musiał mnie zauważyć...
- Cześć - powiedziałam niepewnym głosem, zaprzestając swojego planu ucieczki, który teraz nie miał już najmniejszego sensu.
Zauważyłam, że Neymar mi się przygląda. Nie mogłam znieść jego wzroku na sobie, ale nie mogłam nic z tym zrobić, więc po prostu unikałam patrzenia na niego.
- Wszystko okey? - zapytał Alves, także mi się przyglądając i marszcząc przy tym brwi.
- Tak - odpowiedziałam niemal natychmiastowo, posyłając w ich stronę sztuczny uśmiech.
- Jesteś strasznie blada - zauważył. - Na pewno nic się nie stało?
- Jest w porządku. Po prostu się nie wyspałam.
- No nie wiem - skrzywił się Dani. - Może jednak mimo wszystko odwiozę cię na trening?
Nawet nie zdążyłam mu odpowiedzieć, gdy odezwał się Neymar:
- Ja to zrobię - moje serce wręcz zamarło. Nie, proszę, tylko nie to!
- Nie ma potrzeby - powiedziałam. - Przejdę się.
- I tak muszę jechać do klubu, więc mogę cię ze sobą zabrać - Neymar nie dał się przekonać. Wstał i pożegnał się z Danim i ponownie przeniósł swój wzrok na mnie.
Poddałam się i nie zamierzałam już się z nimi kłócić. Zdawałam sobie sprawę z tego, że w końcu i tak by wygrali.
Wyszłam bez słowa z domu, a za mną podążał Neymar. Zatrzymałam się dopiero przed jego samochodem, gdy czekałam aż go wreszcie otworzy. Następnie wsiadłam do środka, a gdy odjechaliśmy sprzed domu, wpatrywałam się jedynie smutno w szybę, po której nagle zaczęły spływać kropelki wody. Zaczęło padać.
- Czemu jesteś dziś taka cicha? - zapytał znienacka Neymar.
- Mówiłam już, że się nie wyspałam.
- Dani może i w to uwierzył - mruknął, ale nie wracał już do tematu.
Niecałe dwadzieścia minut zajęło nam dotarcie pod klub. Cicho podziękowałam i wysiadłam z samochodu. Neymar wydawał się w tamtym momencie trochę zbity z tropu i poszedł w moje ślady dopiero po dłuższej chwili.
- O której kończysz trening? - zapytał, gdy dołączył do mnie w drodze do budynku Barcy.
- Za dwie godziny - powiedziałam od niechcenia.
- Załatwianie spraw w klubie trochę mi zajmie, a potem jeszcze jadę do Daniego, więc jeśli chcesz możesz ze mną wrócić - zaproponował. Wcale nie miałam ochoty na przyjmowanie tej propozycji, ale wiedziałam, że jeśli mu odmówię, to i tak postawi na swoim, więc postanowiłam zaoszczędzić sobie kłócenia się z nim.
- Okey - mruknęłam i skręciłam w jeden z korytarzy, rozstając się z Neymarem.
Poszłam prosto do szatni. Większość z dziewczyn już tam była. Przebrałam się i razem z nimi wyszłam na boisko.
Trener podsumował wczorajszy mecz, a potem zaczęłyśmy rozgrzewkę. I właśnie wtedy zaczepiła mnie Danielle.
- Widziałam cię dzisiaj z Neymarem - powiedziała z uśmiechem.
- Sugerujesz coś? - zaśmiałam się. Humor wyraźnie mi się poprawił.
- Wiesz, przyjaźnisz się z tyloma piłkarzami... Może coś w końcu z tego będzie - ponownie się zaśmiałam na te słowa, choć tym razem trochę nerwowo. Danielle niechcący przypomniała mi o tym, o czym chciałam zapomnieć.
- Niestety, tylko się przyjaźnimy - powiedziałam z lekkim uśmiechem.
- A słyszałam, że twoi przyjaciele z Londynu mają cię odwiedzić.
- Skąd wiesz? - zapytałam zdziwiona, przy okazji przypominając sobie, że już niedługo mam się z nimi spotkać.
- Wszędzie jest głośno o meczu naszych chłopaków z Chelsea, a my tutaj wszystkie wiemy, że przyjaźniłaś się z tamtejszymi piłkarzami.
- Tak, już nie mogę się doczekać, kiedy w końcu się z nimi spotkam. Oscar i Fabregas byli moimi najlepszymi przyjaciółmi w Londynie.
Biegałyśmy przez kolejnych dziesięć minut, a ja opowiadałam Danielle o mojej znajomości z piłkarzami w Anglii. Szybko zapomniałam o zmartwieniach, gdy zaczęłam mówić o Cescu i Emboabie.
Po udanej rozgrzewce zaczęłyśmy właściwy trening. Nic co wychodziłoby poza naszą treningową rutynę.
Po dwóch godzinach byłam wykończona. To był chyba najcięższy trening, jaki miałam odkąd przyjechałam do Barcelony. Gdy wróciłyśmy do szatni, po prostu położyłam się na ławce i tak leżałam. Wszystkie byłyśmy bardzo zmęczone, a Laura chyba najbardziej, bo nawet nie miała siły, żeby jak zwykle zacząć się ze mną kłócić. I to chyba dobrze, bo już nawet psychicznie nie miałam siły na jakiekolwiek kłótnie.
Dopiero po jakichś piętnastu minutach zmusiłam się do tego, żeby się podnieść, wziąć prysznic, a następnie przebrać. Nie miałam na nic siły.
W szatni zostałam jeszcze tylko ja i inne trzy dziewczyny. Nie spieszyłam się za bardzo. Przecież miałam czas. Znaczy, miałam, dopóki nie przypomniałam sobie, że miałam wracać z Neymarem. Gdy sobie o tym przypomniałam, rzuciłam się do moich rzeczy, żeby wyjść z szatni jak najszybciej. Spakowałam wszystko, zapięłam torbę i żegnając się z dziewczynami wybiegłam na korytarz.
Z tego pośpiechu po drodze o mało się nie przewróciłam, a do tego udało mi się nawet zgubić w korytarzach, które już bardzo dobrze znałam. Cała ja.
Gdy znalazłam się wreszcie na parkingu, ale nie zauważyłam nigdzie Neymara, a jedynie jego samochód. Podeszłam bliżej, myśląc, że może siedzi w środku, ale tam też go nie było.
Rozejrzałam się jeszcze raz i dopiero wtedy zauważyłam Brazylijczyka idącego w moją stronę z budynku FC Barcelony. To ja tutaj mało się nie zabiłam w drodze na parking, a potem martwiłam gdzie on jest, a on sobie tam siedział?!
- Przepraszam, że musiałaś czekać, ale załatwianie wszystkiego zajęło mi trochę dłużej niż myślałem - powiedział, gdy tylko znalazł się wystarczająco blisko mnie.
- Nie ma sprawy. Możemy już jechać? Jestem wykończona - powiedziałam.
- Jasne - odrzekł Neymar i oboje podeszliśmy do samochodem z zamiarem by wsiąść do środka. Ale na zamiarach się skończyło.
Akurat mieliśmy otwierać drzwi, gdy na parking dość głośno wjechał jakiś samochód. Oboje odwróciliśmy się w tamtym kierunku i ze zdziwieniem obserwowaliśmy jak przejeżdża przez parking i zatrzymuje się zaraz obok nas. O co chodzi?
Nasze zdziwienie nie minęło nadal, gdy z tego samochodu wysiadł Leo.
- Siema stary - przywitał go Neymar. - Co tu robisz?
- Muszę pogadać z Nadią - odpowiedział, spoglądając na mnie dość nieprzychylnym wzrokiem. Mam się zacząć bać?
- Okey - wzruszył ramionami Neymar - Nadia, poczekam na ciebie w samochodzie - zwrócił się do mnie.
- Neymar, nie czekaj. To trochę nam zajmie. Odwiozę potem Nadię do domu - zaprotestował Leo. Tak, zdecydowanie powinnam zacząć się bać!
Neymar pożegnał się i zabrał moje rzeczy, obiecując, że zostawi je w domu Daniego. Chwilę później odjechał, a ja zostałam sama z Leo.
- Toooo.... - zaczęłam. Zdawałam sobie sprawę z tego, o czym Messi chciał ze mną porozmawiać, ale jakoś nie bardzo mi się do tego śpieszyło. Wolałabym pominąć ten temat i zostawić go w spokoju.
- Wsiadaj - powiedział oschłym głosem. Tego w sumie mogłam się spodziewać.
Nie miałam odwagi protestować, więc posłusznie wykonałam jego polecenie. Po chwili uruchomił silnik i po momencie nie znajdowaliśmy się już na parkingu, a na ulicach Barcelony. Nie miałam 52pojęcia gdzie Leo zmierza, ale nie miałam odwagi go, o to zapytać.
Dojazd zajął nam jakieś piętnaście, może dwadzieścia minut. Znajdowaliśmy się gdzieś poza Barceloną, na jakiejś polanie. Gdy wysiadłam z samochodu i rozejrzałam się, dookoła widziałam tylko drogę i lasy. Nic więcej. Akurat Leo znalazł sobie miejsce na rozmowę.
Odwróciłam się w stronę Messiego, ale nie znalazłam go tam gdzie myślałam. Zauważyłam go kawałek dalej, siedzącego na trawie. Wiedziałam, że był dość zdenerwowany i nie do końca wiedziałam, jak mam się zachować, bo mało kiedy można było zastać Leo w takim stanie.
Ale jednak postanowiłam zaryzykować i do niego pójść. W końcu kiedyś trzeba.
Chwilę później usiadłam obok niego. Przez moment panowała kompletna cisza, a potem Lio wypowiedział słowa, których ja tak przeraźliwie się bałam:
- Nadia, jak mogłaś całować się ze swoim bratem?!
Tajemnica rozwiązana? :D
Też Was kocham :*
Neyforever :*
niedziela, 15 maja 2016
poniedziałek, 9 maja 2016
Notka
Przychodząc na bloggera postanowiłam sobie, że nigdy więcej nie zawieszę opowiadania, chyba że będzie to siła wyższa. I chciałabym tej obietnicy dotrzymać.
Ale jednak pomimo tego, że akurat to opowiadanie pisze mi się całkiem przyjemnie, to smuci mnie fakt, że czytają je zaledwie dwie - trzy osoby.
W tym momencie prowadzę trzy blogi:
Więc jeśli się mylę i jest Was trochę więcej, to proszę, pozostawcie po sobie jakiś ślad. Po prostu żebym wiedziała, że mam dla kogo pisać.
W przeciwnym razie.... nie wiem, możliwe, że zakończę to opowiadanie w tym momencie, na którym aktualnie skończyłam.
Neyforever :(
Ale jednak pomimo tego, że akurat to opowiadanie pisze mi się całkiem przyjemnie, to smuci mnie fakt, że czytają je zaledwie dwie - trzy osoby.
W tym momencie prowadzę trzy blogi:
- O caminho para uma vida melhor era a minha fuga.
- Ulotne Momenty
- Music was the Beginning
Więc jeśli się mylę i jest Was trochę więcej, to proszę, pozostawcie po sobie jakiś ślad. Po prostu żebym wiedziała, że mam dla kogo pisać.
W przeciwnym razie.... nie wiem, możliwe, że zakończę to opowiadanie w tym momencie, na którym aktualnie skończyłam.
Neyforever :(
środa, 4 maja 2016
Rozdział 15.
~ Pożałujesz tego!
Siedziałam już lekko znudzona w szatni po ostatnim treningu przed dzisiejszym meczem. Razem ze mną i dziewczynami znajdował się tam też nasz trener. Omawiał taktykę na mecz, ustawienie i wszystko, co potrzebne będzie nam do wygrania tego meczu. Słuchałam go uważnie, ale mimo to byłam jednak trochę rozkojarzona. Miałam przeczucie, że po raz kolejny po prostu przesiedzę 90 minut na ławce i jak zwykle potem wrócę wkurzona do domu Alvesa. Przyzwyczaiłam się, bo było tak odkąd się tutaj pojawiłam. Do tej pory odbyły się dwa mecze i obydwa oglądałam z ławki.- (...) na lewym skrzydle zagra Nadia, a... - i w tym momencie maksymalnie skupiłam się na tym co powiedział trener. Na lewej stronie zawsze grała Laura, a trener ostatnio ją wychwalał, więc jakim cudem mam ją dzisiaj zastąpić?!
- Co?! - wszyscy usłyszeliśmy głośny krzyk zdziwienia, dochodzący z drugiego końca szatni. Jak można było się spodziewać, była to Laura.
- Czy masz jakiś problem z dzisiejszym składem, Lauro? - spokojnie odezwał się do niej trener.
- Tak! Dlaczego mnie tam nie ma?! Jakim prawem ona w ogóle tam jest?! - krzyknęła, wskazując przy tym na mnie. No tak, bo to przecież ja byłam wszystkiemu winna...
- A czy słyszałaś kiedyś o czymś takim, jak kara za niesportowe zachowanie? - odpowiedział jej trener. - Pamiętaj, że w tej drużynie nic się przede mną nie ukryje - dodał i opuścił szatnię. Zostałyśmy same na najbliższe pół godziny, aby przygotować się do meczu. I jak dla mnie o pół godziny za długo, bo wiedziałam co się zaraz wydarzy.
- Ty mała zdziro! O wszystkim mu powiedziałaś! - Laura krzyknęła po raz kolejny, rzucając się w moją stronę. Na szczęście dziewczyny ją zatrzymały zanim zdążyła do mnie dotrzeć. Po mojej ostatniej konfrontacji z Laurą większość z nich przeszła na moją stronę, z czego bardzo się cieszyłam.
- Nie musiałam mu o niczym mówić. Wiesz, karma wraca - raczej nie przejmowałam się faktem, że Laura jest na mnie wkurzona. Wręcz przeciwnie - spokojnie wyjmowałam swój strój meczowy z szafki.
- Zapłacisz mi za to! - zagroziła mi i odeszła oburzona w stronę swojej szafki. Oczywiście mogłabym się jej w tym momencie odgryźć, ale nie kopie się leżącego. A przynajmniej ja mam na tyle kultury, żeby jeszcze bardziej jej nie dokopywać, mimo wszystkiego, co mi zrobiła.
Powinnam być podekscytowana czy zdenerwowana swoim debiutem w barwach Barcelony i moim ogólnym debiutem jako profesjonalna piłkarka, ale nic takiego nie wystąpiło. Byłam dziwnie spokojna. Razem z dziewczynami przygotowałam się do meczu, posiedziałam sobie z nimi w szatni. A potem zaczęło się całe szaleństwo związane z meczem.
****
Ostatni gwizdek. Dziewczyny zaczynają się cieszyć. Ja też w pewnym sensie cieszę się z debiutu i wygranego meczu, ale w głębi duszy przejmuję się, że nie dałam z siebie stu procent. Czułam, że mogłam zrobić więcej. Wykreowałam niby kilka akcji, ale żadna z nich nie przyniosła większego rezultatu. Pozostawał niedosyt.
Ale humor poprawił mi się wraz z powrotem do szatni. Dziewczyny i ich euforia naprawdę potrafiły poprawić nastrój.Trochę pobawiłyśmy się razem w szatni, ale nie miałam ochoty jakoś zostawać tam dłużej. Wiedziałam, że na trybunach podczas meczu znajdowali się moi przyjaciele i chciałam jak najszybciej się z nimi spotkać. Dlatego szybko się przebrałam, pożegnałam z dziewczynami i opuściłam szatnię.
I nie musiałam wcale daleko szukać. Parę metrów za drzwiami szatni znalazłam ich wszystkich. Była Leo z Antonellą, Gerard z Shakirą, Dani, Neymar.... i J*****. Co on tu do jasnej cholery robił?!
- Gratulacje! - od razu podszedł do mnie Dani. Przytulił mnie i przez kolejną chwilę nie wypuszczał z silnego uścisku.
- Ej no, Alves, ja też chcę! - zawołał Neymar, jak małe dziecko zazdrosne o swoją zabawkę i też mnie przytulił.
Tonąc w uścisku ich obojga, spojrzałam przez ramię Daniego na J*****. Patrzył na nas zdziwiony, ale nie chciał tego zbytnio okazywać, by nikt się nie domyślił.
- Zostawcie ją, bo się jeszcze dziewczyna udusi! - powiedziała Shakira, uwalniając mnie od obydwu Brazylijczyków. - Gratuluję debiutu, młoda - zwróciła się do mnie, z czego się śmiałam. Ona akurat mogła mnie nazywać młodą. Choć mówiąc szczerze, to nie odczuwałam tej różnicy wieku między nami.
- Jedziemy teraz do mnie, jedziesz z nami? - zapytał Neymar. Przeniosłam na niego swoje spojrzenie, ale nie musiałam się długo nad tym zastanawiać. .
- Jasne, czemu by nie - odpowiedziałam, uśmiechając się do niego. Większość moich przyjaciół posłała mi zdziwione spojrzenie - przecież jeszcze niedawno tak bardzo się nienawidziliśmy, a teraz zachowujemy się jak najlepsi przyjaciele. Tak, to mogło wydawać się dziwne.
jeszcze dziwniejszy musiał być widok, gdy chwilę później Neymar objął mnie ramieniem i tak razem zeszliśmy na parking.
Miałam zamiar pojechać razem z Danielem, ale oczywiście, odkąd pojawiłam się w Barcelonie, nic nie może być po mojej myśli i tak znalazłam się w samochodzie Neymara. Byliśmy sami, bo cała reszta pojechała z Gerardem i Danim.
- Muszę ci pogratulować udanego meczu. Oby więcej takich w karierze - odezwał się Neymar.
- Nawet nie wspominaj - westchnęłam i spojrzałam za okno.
- O co chodzi, młoda? - zapytał, zmuszając mnie do spojrzenia na niego.
- Nic. Po prostu ten mecz w moim wykonaniu mi się nie podobał - powiedziałam na głos moje wcześniejsze myśli.
- Nie przejmuj się. To dopiero początek, z każdym kolejnym razem będzie lepiej. A w końcu po prostu się przyzwyczaisz, że jest czasami lepiej, a czasami gorzej - Neymar próbował mnie pocieszyć. I raczej mu się udało, bo zaczęłam się uśmiechać. I nie do końca wiedziałam z jakiego powodu.
Droga do domu Neymara wcale nie była tak długa jak myślałam. Resztę czasu aż do dotarcia tam spędziliśmy na ciągłym śmianiu się z siebie nawzajem, choć nie robiliśmy nic śmiesznego.
Junior tak bardzo śpieszył się do swojego domu, że dotarliśmy tam jako ostatni. Wszyscy byli już w środku, więc mogliśmy zrobić wielkie wejście. I oczywiście nie mogliśmy nie wykorzystać takiej sytuacji.
Z domu słychać było już głośną muzykę. Obeszliśmy go dookoła i znaleźliśmy się przed tarasem. Wystarczyło tylko wejść po schodach i przez drzwi balkonowe znaleźlibyśmy się w jego domu. Już miałam pokonać tych kilka schodków, gdy nagle Neymar złapał mnie za rękę i odwrócił w swoją stronę. Spojrzałam na niego zdziwiona, ale nic nie powiedziałam. Jedynie na niego patrzyłam, dopóki się nie odezwał.
- Pozwolisz mi coś zrobić? - zapytał.
Zaskoczył mnie tym. Zdecydowanie mnie zaskoczył. Patrzyłam w jego oczy i nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć. W ogóle nie potrafiłam się odezwać. Nie wiedziałam kompletnie, co Neymar ma na myśli.
Neymar nie otrzymał ode mnie żadnej odpowiedzi. Ale mimo to chyba sam sobie odpowiedział.
Byłam już naprawdę bardzo zaskoczona, gdy przysunął mnie do siebie i złączył nasze usta ze sobą. Byłam wręcz zszokowana. Ale mimo wszystkich okoliczności i mojego szoku, odwzajemniłam ten pocałunek. Wplotłam palce w jego włosy, gdy nagle usłyszeliśmy brawa i gwizdy. Dopiero moment później odsunęliśmy się od siebie.
Spojrzeliśmy sobie w oczy i mało nas obchodziła obecność naszych przyjaciół na tarasie. Nie wiem jak Neymar, ale ja nie czułam w tym momencie żadnych wyrzutów sumienia. Uśmiechnęłam się, a Ney zrobił to samo. Zaczęliśmy się z siebie śmiać.
- Co to było? - zapytałam, nadal zanosząc się śmiechem.
- Coś... - zaczął - wyjątkowego - szepnął mi na ucho.
- Jesteś głupi - powiedziałam i popchnęłam go lekko. Na nieszczęście Neymara znajdował się on na krawędzi basenu i chwileczkę później w nim wylądował. Teraz to dopiero zaczęłam się śmiać.
- Pożałujesz tego - pogroził mi, gdy wynurzył się już z wody. Jak najprędzej wyszedł z basenu, a ja zaczęłam uciekać. Zdawałam sobie sprawę z tego, co chciał zrobić. Wolałam tego nie ryzykować.
Jednak i tym razem męska solidarność musiała odnieść zwycięstwo. Chłopacy, czyli J*****, Dani, Leo i Gerard złapali mnie, a potem Ney miał okazję, żeby się zemścić. Tym razem to ja poczułam mokrość i zimno wody, która znajdowała się w jego basenie.
I tak bawiliśmy się przez kolejne pół nocy.
Ale gdy wstałam, w mojej głowie pojawiła się tylko jedna, jedyna myśl:
Kurwa, Nadia, co ty do cholery zrobiłaś?
Drama? Czym Nadia się tak przejmuje? Co takiego zrobiła poprzedniej nocy?
Neyforever :*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)