sobota, 23 lipca 2016

Rozdział 18.

~Sporo myślałam o mojej przyszłości

- Neymar, jesteś denerwujący, wiesz o tym?! - zawołałam, gdy ten uciekał przede mną z moim telefonem w dłoni.
- Oczywiście, że wiem, mała - zaśmiał się. Wiedział, że nienawidzę, gdy ktoś się tak do mnie zwraca.
- Mówiłam ci już, że masz tak do mnie nie mówić! - krzyknęłam, biegnąc za nim,
- Jasne, mała - odpowiedział i przystanął. Zrobiłam to samo.
- Przestań!
Nie miałam ochoty biegać za nim przez kolejne pół godziny. Zaraz musiałam zacząć szykować się na trening, a nie mogłam na niego pójść bez telefonu. Nie, jeśli miałby on zostać pod opieką Neymara. Tam jest zbyt wiele poufnych rzeczy i choć mam hasło, to nie podejmę takiego ryzyka. Zawsze jest jakiś procent szans, że odblokuje mój telefon i znajdzie tam przypadkowo np. rozmowy z Jotą. Raczej by mu się to nie spodobało. Nie zamierzałam ryzykować zdemaskowania przez głupi telefon. A raczej przez pozostawienie go w nieodpowiednich rękach.
- Oddaj mi wreszcie ten telefon, Neymar! - powiedziałam.
Nie odpowiedział, jedynie wymownie wskazał palcem na swój policzek.
- Nie ma mowy. Nic ode mnie nie dostaniesz! Oddawaj mój telefon!
Znowu to zrobił.
- Nie będę się z tobą targować! - krzyknęłam.
- Co tu się dzieje? - oboje odwróciliśmy wzrok w stronę tarasu, na którym stał Dani z założonymi rękoma. - Neymar, czy mógłbyś oddać Nadii jej własność? - dodał, widząc mój telefon w rękach Juniora.
Podeszłam do niego i zabrałam mu go, bo oczywiście on nie zamierzał sam mi go oddać. A zaraz potem ruszyłam do domu, żeby zabrać swoją torbę i iść na trening. Jutro grałam mecz i nie mogłam się spóźnić, bo mogłabym to przepłacić przesiedzeniem całych 90 minut na ławce. A to wcale mi się nie uśmiechało, bo jutrzejszy mecz był pierwszym, który liczył się do zakładu. A ja nie mogłam przegrać.
- A ty Neymar może ruszyłbyś swoje szanowne cztery litery i w końcu poszedł do Joty, bo czeka na ciebie już od jakichś piętnastu minut! Zapomniałeś, że dzisiaj przylatuje Carolina z Davim i mieliście jechać po nich na lotnisko?
Wchodząc do domu, usłyszałam jeszcze słowa Daniego skierowane do mojego brata. Na wspomnienie jego byłej dziewczyny i synka zrobiło mi się dziwnie przykro.
Wyjechałam z Brazylii w sierpniu 2011 roku. Neymar i Carolina byli wtedy jeszcze razem. Z dziewczyną mojego brata miałam naprawdę dobre relacje, nawet dużo lepsze niż z nim samym. Doskonale pamiętam moment, w którym dowiedziałam się, że Caro jest w ciąży. Nie było to oczywiście w tym samym czasie, gdy dowiedzieli się moi rodzice i Rafaela, bo Junior nie dbał o moją obecność w tamtym momencie, ale Carolina powiedziała mi o tym zaraz potem. Pamiętam chwile, gdy przychodziła do nas i przesiadywała ze mną i Rafą długie godziny na rozmowach, podczas gdy Neymar miał treningi w klubie. Mogłam ją w sumie nazwać swoją przyjaciółką. Wiedziała o tym, co działo się pomiędzy mną a moim bratem, ale na moją prośbę nie poruszała z nim tego tematu. Choć było jej przykro, że nie mamy takiej relacji, jaką mieć powinniśmy.
Carolina była jedną z bardzo niewielu osób, które wiedziały, że chcę opuścić Brazylię. Pożegnałam się z nią zaraz przed tym, jak pojechałam na lotnisko. Była wtedy w dziewiątym miesiącu ciąży. Ale kilkanaście dni później, gdy urodziła, nie zapomniała o tym, żeby mnie o tym poinformować i wysłać zdjęcie synka.
Jednak nie zmienia to faktu, że nigdy nie widziałam mojego bratanka na żywo. Wiem, że teraz miał już cztery lata i naprawdę żałowałam, że nie brałam żadnego udziału w jego życiu przez ten czas. Choć pewnie nie zdziwiłabym się, gdyby mały do tej pory nie wiedział, że ma jeszcze jakąś ciocię, poza Rafaelą.
- Chciałaś uciec od przeszłości, więc teraz nie żałuj, że musiałaś opuścić wszystkich, którzy byli dla ciebie ważni - mruknęłam sama do siebie, wchodząc do swojego pokoju. I miałam kompletną rację. To była moja decyzja, nad którą myślałam wcześniej przez wiele miesięcy i nie powinnam jej teraz żałować.
Chwyciłam torbę i opuściłam dom Alvesa. Neymara już tam nie było, Jota już nie czekał.

*****

- Nadia, skup się! - krzyczał na mnie trener, gdy dziesięć minut po rozpoczęciu spotkania, ja nadal nie mogłam skupić się nawet na tyle, żeby celnie podać piłkę.
Nienawidziłam w tym momencie siebie za to, że tak łatwo jest mnie zdekoncentrować. A oczywiście wszystko przez Neymara. I oczywiście zrobił to specjalnie. Rozmowa z nim, przed samym meczem nie była dobrym pomysłem...
Czas mijał, a ja z każdą minutą wydawałam się coraz bardziej roztargniona. W pewnym momencie, gdy piłka wyszła poza boisko, spojrzałam przelotnie na lożę, w której siedział Neymar razem z Danim. Mówili mi, że przyjdą i tak też zrobili. A nawet z daleka mogłam zobaczyć szeroki uśmiech na twarzy Juniora. Przez to byłam nie tylko roztargniona, ale też zła. Cieszył się, bo nie grałam dobrze i miałam mniejsze szanse na wygranie zakładu.
W pewnym momencie przy wyprowadzaniu kontrataku straciłam piłkę i moja drużyna o mało nie straciła przeze mnie bramki. Był bezbramkowy remis i raczej nie mogłyśmy sobie na to pozwolić. Jak bardzo się cieszę, że w tamtym momencie Danielle była tam, gdzie powinna być. Piłka po jej interwencji wyszła na rzut rożny.
- Czy ty dziewczyno wiesz, co ty robisz?! - krzyknęła do mnie i choć byłam jakieś 40 metrów od niej, to wszystko dokładnie usłyszałam. Myślę, że część kibiców również.
Przeprosiłam ją gestem i pobiegłam w swoją stronę.
Kilka minut później, zaraz przed końcem pierwszej połowy biegłam z piłką w stronę bramki rywalek. Przede mną była tylko obrończyni i bramkarz. Ale nie zdążyłam nawet dobiec z piłką do pola karnego, gdy upadłam na murawę dzięki jednej z przeciwniczek. Przeturlałam się przez następny metr przez siłę, z jaką upadłam.
Podniosłam głowę, bo nie usłyszałam gwizdka sędziego. Myślałam, że się przesłyszałam, ale nie. Sędzia naprawdę nie widział tam żadnego faulu. Zrezygnowana położyłam głowę z powrotem na murawę. Nie miałam po co wstawać, za chwilę i tak mecz miał zostać przerwany.
I po paru sekundach faktycznie tak się stało. Ale i tak nie miałam zamiaru się podnosić. Mogłabym przeleżeć tak całą przerwę.
- Nadia, wszystko okay? - usłyszałam nad sobą przerażony głos Danielle nade mną.
- Tak - mruknęłam, podnosząc głowę.
- Czemu nie wstajesz z murawy, coś się stało?
- Nie. Po prostu mam dość dzisiejszego meczu. Tyle - powiedziałam, przewracając się na plecy. Zaraz potem wstałam przy pomocy przyjaciółki.
- Wszyscy się martwili, że coś sobie zrobiłaś przy tym upadku.
- Nawet jakby mnie dzisiaj na noszach znieśli, to przydałabym się bardziej niż na boisku.
- Nawet tak nie mów. Zobaczysz, w drugie połowie będzie lepiej - pocieszała mnie, gdy szłyśmy już korytarzem do szatni.
Oczywiście podczas przerwy dostałam taki ochrzan od trenera, że wolałam się w ogóle nie odzywać. Zdawałam sobie sprawę z tego, że mi się należało, bo byłam dzisiaj najsłabszym ogniwem w drużynie.
- Laura, wejdziesz za Nadię od początku drugiej połowy - powiedział trener, a ja myślałam, że zaraz się załamię. A do tego ta ruda spojrzała się na mnie z wyższością, co tylko jeszcze bardziej mnie rozzłościło.
- Trenerze, możemy porozmawiać? - zapytałam, a on kiwnął głową i wyszedł przed szatnie, bo zdawał sobie sprawę z tego, że nie chcę rozmawiać przy dziewczynach.
- Słucham - powiedział, gdy już byliśmy sami na korytarzu.
- Cy mógłby się trener wstrzymać z tą zmianą? - zapytałam. Wiem, że nie powinnam podważać jego decyzji, ale to było dla mnie cholernie ważne.
- Nadia, przecież wiesz jak grałaś.
- Wiem, ale niech mi pan da te pięć minut. Niech trener mi zaufa. Jeśli nadal będzie tak, jak było to niech mnie pan zmieni, ale niech da mi pan tą jedną szansę - błagałam.
Pan Llorens najpierw westchnął ciężko, a potem spojrzał na mnie.
- Niech ci będzie. Ale pozwalam na to tylko dlatego, że mam do ciebie ogromne zaufanie i wiem na co cię stać. tylko mnie nie zawiedź - powiedział.
- Dziękuję! Obiecuję, że dam z siebie wszystko!
Moment później znów wychodziłyśmy na murawę. I nie powiem, że nie widziałam zdziwienia kibiców, kiedy znów wyszłam na boisko. Niektórzy byli nawet bardzo zawiedzeni, bo na stadionie rozległy się gwizdy skierowane na moją osobę. I wiem, że mi się należało.
- Nie przejmuj się. I teraz pokaż, na co cię stać - powiedziała do mnie Danielle jakąś minutę przed tym, jak sędzia rozpoczął drugą połowę.
- No to teraz już zero dekoncentracji - mruknęłam do siebie moment przed przyjęciem pierwszego podania.
I przez kolejnych 45 minut rzeczywiście udawało mi się nie odrywać myśli od piłki i tego, co dzieje się tu i teraz. I tak się złożyło, że zdążyłam w tej drugiej połowie odrobić wszystko, czego nie zrobiłam w pierwszej. Zaraz po rozpoczęciu straciliśmy bramkę, ale potem, nieskromnie mówiąc - dzięki mnie, odrobiliśmy straty. Mecz zakończył się wynikiem 3:1.
Więc jeśli chodzi o mój zakład z Juniorem:
Neymar - 0
Nadia - 3.

*****

- Wróciłem! - krzyknął Dani, wchodząc do domu. Właśnie wrócił z treningu.
- Jestem w salonie! - odpowiedziałam krótko, bo byłam zajęta przeglądaniem internetu. Oglądałam właśnie kolejną stronę, gdy do pomieszczenia wszedł mój przyjaciel i rzucił się na kanapę, zaraz obok mnie.
- Co porabiasz? - zapytał, a ja, by zakryć przed nim, co robiłam, zminimalizowałam przeglądarkę i odstawiłam laptopa na stolik.
- Dani, musimy pogadać - powiedziałam, a Brazylijczyk spojrzał na mnie wystraszony. No tak, nie często mieliśmy okazję rozmawiać o poważnych sprawach. Z nim się chyba nawet nie dało do końca poważnie porozmawiać. Ale to chyba dobrze...
- Mam się zacząć bać? - zapytał. Zaśmiałam się.
- Może troszeczkę.
- No mów, mów, chcę mieć to już za sobą!
- Więc sporo myślałam ostatnio o mojej przyszłości.
- Chcesz wyjechać z Barcelony i nas tu wszystkich zostawić?! - zawołał wzburzony, wstając z kanapy i łapiąc się za głowę.
- Dani, usiądź i daj mi skończyć - powiedziałam, ciągnąc go w dół za koszulkę, żeby wrócił na swoje poprzednie miejsce. - Myślałam nad tym, czy będę dalej grać, gdzie będę chciała to robić. I doszłam do wniosku, iż mimo że na początku nie chciałam tu przyjeżdżać, to naprawdę zżyłam się z tym miejscem i z wami wszystkimi. Dlatego mam zamiar zostać w Barcelonie na dłużej.
- Zostajesz z nami? Naprawdę?
- Tak. Ale stwierdziłam, że jeśli mam zostać w tym mieście, to nie mogę ciągle siedzieć ci na głowie. No i postanowiłam, że muszę się od ciebie wyprowadzić. Właśnie szukałam dla siebie jakiegoś mieszkania - przyznałam. To był najlepszy czas, żeby w końcu z nim o tym porozmawiać, bo myślałam już nad tym od dłuższego czasu.
- No to jak już o tym rozmawiamy, to muszę ci o czymś powiedzieć - mruknął, a ja spojrzałam na niego wyczekująco. Podniósł głowę i kontynuował z niemrawą miną - Ja też niedługo się przeprowadzam. - Uniosłam brew, czekając na dalsze wyjaśnienia. - Nie przedłużam kontraktu z Barceloną.
Na początku myślałam, że żartuje. Jednak widząc jego smutną minę, wiedziałam, że to prawda.
- Nie.. Ale czemu? - zapytałam cicho.
- Nie czuję się już w Barcelonie jak w domu. Sporo się zmieniło.
Widać, że Dani był przybity tym wszystkim. Ale znam jego historię z Barcą, gdy rok temu przedłużał kontrakt. Wiem, że on dłużej nie chciał takiego traktowania.
- Kiedy wyjeżdżasz?
W moich oczach zaczęły zbierać się te cholerne łzy. Tak bardzo nienawidzę, gdy coś się kończy.
- Zaraz po zakończeniu sezonu. We Włoszech będą już wtedy na mnie czekać z kontraktem do podpisania.
- To wszystko już pewne?
- Tak, na sto procent.
- Ale ja nie chcę, żebyś wyjeżdżał - powiedziałam płaczliwie, przytulając się do Daniego. - Tak bardzo się z tobą zżyłam. Jesteś jak mój brat. Nie chcę, żebyś mnie opuszczał.
- Ty dla mnie też jesteś jak siostra. I przykro mi, że cię zostawiam.


Smuteczek? Dani wyjeżdża :(
Zaszły malutkie, tycie zmiany w wyglądzie bloga. Jak wam się podoba? :D
Pozdrawiam,
Neyforever :*

piątek, 1 lipca 2016

Rozdział 17.

~ O jaką stawkę? 

Kompletnie nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć. Przecież nie powiem mu: "To Neymar zaczął, ale cholernie mi się to podobało." Gdyby Leo to usłyszał, chyba by oszalał. Ja sama szaleję, gdy w duchu przyznaję sobie, że jest to czysta prawda. Jestem na tyle głupia, że całowałam się z własnym bratem i na tyle szalona, by przyznać, że mi się to podobało. Boże, co ja robię ze swoim życiem...
- No powiedz coś! - Leo odezwał się podniesionym głosem, gdy nie usłyszał mojej odpowiedzi.
- A co mam ci powiedzieć?! Nie wiem, co się wtedy stało! Sama tego nie rozumiem! - krzyczałam. Byłam bliska łez. Z resztą jak za każdym razem, gdy sobie o tym przypominałam.
Usłyszałam, jak Leo brał głęboki wdech.
- Dobrze, spokojnie. Musimy wymyślić jakiś sposób na wyjście z tej sytuacji - powiedział już spokojnie.
- Jakiej sytuacji? - zapytałam od razu. - Przecież to było tylko jednorazowe - dodałam.
- Jednorazowe - prychnął Leo. Zachowywał się zdecydowanie inaczej niż zwykle. - Tylko żebyś słyszała, co Neymar o tobie mówi.
- Więc może mnie oświecisz? Co takiego mówi?
- Nie powinienem był ci o tym w ogóle wspominać - westchnął Lio po chwili. - Nie ważne.
- Nie powinieneś, ale to zrobiłeś, więc teraz mów, o co chodzi - wrzasnęłam. Cholernie nienawidziłam faktu, że nie mogłam Neymarowi o wszystkim od razu powiedzieć, ale tak samo nienawidziłam tego, że wydarzyło się coś, o czym nie wiedziałam, a dotyczyło mnie.
- Wiesz, co Neymar powiedział na ostatnim treningu? Tak bardzo chcesz wiedzieć? Powiedział, jak to bardzo mu się podobasz! - zawołał, a mnie po prostu zatkało.
- Nie... Neymar... nie.. on nie... - szeptałam. Nie potrafiłam w tamtym momencie nawet złożyć prostego zdania. Że co Neymar powiedział?!
- Tak, Neymar to powiedział - upewnił mnie Leo. - Powiedział dokładnie, że żałuje, że nie poznał cię wcześniej i że tyle się na początku kłóciliście. I że zamierza teraz to wszystko naprawić.
- Jak on ma zamiar naprawić tyle straconych lat? - szepnęłam załamana, przeczesując swoje włosy palcami.
- On nadal żyje w świadomości, że spotkał cię pierwszy raz w życiu. Może to właściwy moment, żeby wyznać mu prawdę? Zanim zajdzie to za daleko i nie będziesz miała już wyjścia - poradził mi przyjaciel.
Może i miał rację. Ta sprawa komplikuje się coraz bardziej i trzymanie prawdy w tajemnicy robi się coraz cięższe. Ale jak mam powiedzieć mu, że podoba mu się jego własna siostra?!
- A czy będę okropna, jeśli powiem, że nie chcę mówić mu prawdy? - szepnęłam, ale Leo i tak to usłyszał.
- Co masz przez to na myśli? - przyjaciel spojrzał na mnie zdziwiony.
- Czy to złe, jeśli wolę, żeby zostało tak, jak jest? Zawsze musiałam myśleć przede wszystkim, co będzie dobre dla Neymara, nie ważne czy to tutaj, czy jeszcze w Brazylii. A może je choć raz chciałabym być tą jebaną egoistką i pomyśleć o tym, co będzie dobre dla mnie? Zawsze chciałam, żeby Neymar traktował mnie tak, jak traktuje mnie teraz. Więc czemu, gdy dostałam w końcu to, czego chciałam, mam z tego zrezygnować tylko dlatego, że jest to złe dla Neymara - z każdym zdaniem coraz bardziej podnosiłam głos. Wspomnienia z dzieciństwa, które coraz silniej do mnie wracały, wywoływały we mnie takie uczucia. - Zawsze marzyłam o tym, żeby w końcu traktował mnie jak siostrę. Nigdy nie robił tego, gdy wiedział, że nią jestem, A teraz gdy myśli, że dopiero mnie poznał i traktuje lepiej niż mogłam sobie wyobrazić, mam wszystko to zaprzepaścić i powiedzieć mu prawdę, bo tak będzie dobrze dla niego?! Dlaczego każdy martwi się o Neymara, a nikt nawet nie zapyta mnie o to, co czuję albo czego chcę. Ale nie, bo Neymar jest najważniejszy! - krzyknęłam i zerwałam się na równe nogi. Miałam już dość wszystkiego.
Odchodzę na kilka metrów i zaczynam płakać. Czemu po raz kolejny płaczę?! Czemu do cholery chociaż raz nie mogę być silna, albo chociaż udawać, że taka jestem?!
- Powinniśmy oboje się uspokoić i razem znaleźć jakieś wyjście z tej sytuacji - mruknął Leo, podchodząc do mnie.
- Nie zamierzam mu mówić. O niczym - odpowiedziałam od razu, praktycznie bez żadnych emocji.
- Jeśli naprawdę tego chcesz. Pamiętaj, że jestem twoim przyjacielem i zawsze będę cię wspierał - mówi. Wiem, że chciał coś jeszcze powiedzieć. Wiem nawet co takiego chciał dodać: "Nawet jeśli to nie w porządku wobec Neymara." Ale nie powiedział tego tylko po to, żeby mnie nie zdenerwować.
- Okey. Odwieziesz mnie do domu? - zapytałam, ucinając temat.
- Jasne. Dani pewnie się już denerwuje, gdzie jesteś.
Wsiedliśmy razem do samochodu i ruszyliśmy w drogę powrotną do Barcelony. Droga bardzo mi się dłużyła aż w końcu pojawiliśmy się na podjeździe domu Alvesa.
- Dzięki - powiedziałam, otwierając drzwi od samochodu. O dziwno Leo zrobił to samo.
- Idę do Daniego. Muszę z nim o czymś pogadać - wytłumaczył, gdy spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. Kiwnęłam głową na znak, że zrozumiałam i poszłam przodem do drzwi domu.
Weszłam do środka i niemal od razu skierowałam się do swojego pokoju. Zdawałam sobie sprawę z tego, że Dani razem z Neymarem siedzieli właśnie w salonie, a po tym co wyznał mi Leo, nie miałam najmniejszej ochoty widzieć swojego brata. Ale oczywiście Messi od razu do nich poszedł, więc na pewno wiedzieli już oboje, że jestem w domu. Na szczęście żaden z nich mnie nie wołał.
Gdy jestem już w swoim pokoju, od razu w oczy rzuca mi się moja torba, którą oddałam Neymarowi. Leży na łóżku, ale nawet stąd mogę dostrzec, że jest pusta. Musiał wypakować z niej moje rzeczy.
Wzdycham i idę położyć się na łóżku. Mam kompletnie dość dzisiejszego dnia. Na szczęście dzisiaj wieczorem nie mam treningu, bo chyba nie dałabym rady na niego pójść. Ale za to jutro jest mecz i nie mam pojęcia, jak sobie poradzę.
Już prawie zasypiałam, gdy usłyszałam, że ktoś wchodzi do mojego pokoju. Mimo wszystko jednak nie otworzyłam oczu. Chwilę potem czuję, że ten ktoś siada na moim łóżku i łapie mnie za rękę. I wtedy wiem już, że to na pewno Neymar.
- Czemu dziś unikałaś mnie przez cały dzień? - zapytał, wiedząc widocznie, że nie śpię.
Mruknęłam, a następnie otworzyłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej, żeby móc rozmawiać z Neymarem twarzą w twarz.
- Nie unikałam cię - kłamię, ale mam nadzieję, że on tego nie wyczuje.
- Uwierz, że nie jestem aż tak głupi, żeby tego nie zauważyć - powiedział, a ja przeklinałam w myślach jego spostrzegawczość. - Z resztą nawet wiem dlaczego i chciałbym cię przeprosić za to. To nie powinno było się stać - dodał, a ja nie dowierzałam w to, co powiedział. Żałuje?
- Wcale... - nie dał mi dokończyć, gdy po raz kolejny chciałam go okłamać.
- Nie przejmuj się tym, naprawdę. To było nieodpowiedzialne z mojej strony i nie powinienem tego robić.
Zaraz po tych słowach podniósł się z łóżka i wyszedł z pokoju. Nie wyglądał na przygnębionego, ale wiem, że musiał się tak czuć. I wiem też, że nie mówił tego szczerze. Nie po tym co powiedział mi Leo. Jeśli naprawdę podobam się Neymarowi, to nigdy tak naprawdę nie będzie żałował tego, że mnie pocałował.
A ja w sumie nie będę żałować, że ten pocałunek oddałam.

******

- Powodzenia - powiedział Neymar, ściskając mnie zanim opuściłam dom Alvesa.
- Właśnie, powodzenia, młoda - dodał Dani, także mnie przytulił.
- Dam radę - powiedziałam i wyszłam z domu. Niby na stadionie miałam być dopiero za pół godziny, ale wolałam być tam trochę wcześniej. Wolałam jeszcze trochę potrenować.
Czekał nas dzisiaj nie byle jaki mecz i chciałam być przygotowana najbardziej jak mogłam. A siedzenie w domu razem z Danim i Neymarem raczej by mi w tym nie pomogło.
Weszłam na murawę stadionu, uprzednio zostawiając swoje rzeczy w szatni. Po drodze wzięłam ze sobą piłkę i już na boisku zaczęłam ćwiczyć. Trenowałam szczególnie strzały, bo samemu ciężko było ćwiczyć cokolwiek innego.
Kompletnie zatraciłam się w treningu. Strzał, bieg po piłkę, kolejny strzał. Nie liczyłam czasu i zauważyłam, że powinnam już kończyć, dopiero gdy zawołał mnie trener. Zeszłam za nim do szatni, a tam spotkałam już wszystkie dziewczyny. Przebierały się w swoje stroje meczowe, co też postanowiłam zrobić. Zakładałam akurat getry i buty, gdy trener zaczął przedstawiać nam dzisiejszą wyjściową jedenastkę. I nawet nie musiałam słuchać, żeby dowiedzieć się czy gram od pierwszej minuty. Wystarczyło zobaczyć tylko wkurzoną minę Laury. Od razu wiadomo było, że zagram w pierwszym składzie.
Po wysłuchaniu wskazówek od trenera, szczęśliwa wyszłam z szatni.

****

Gdy tylko zbiegam z boiska, tonę w uściskach trenera. Atmosfera na stadionie jest po prostu idealna, bo wszyscy pochłonięci są euforią.
- Udało się! - krzyczą dziewczyny zaraz po tym, jak doganiają i wpadają na mnie. Wszystkie toniemy w jednym wielkim uścisku, włącznie z naszym trenerem i większością osób ze sztabu. Radość ogarnia nas wszystkich.
Właśnie zakwalifikowałyśmy się do półfinałów Ligi Mistrzyń i wyeliminowałyśmy najsilniejszą drużynę, która stała nam na drodze do zdobycia tego tytułu.
Nie chciałyśmy cieszyć się przedwcześnie, ale oczywiście nasza radość z awansu do półfinału była ogromna. Tym bardziej, że jeszcze przed rozpoczęciem meczu bynajmniej nie byłyśmy faworytkami tego spotkania. Ale wtedy wynik był jeszcze 1:3. Teraz trochę się pozmieniało i jednak było to 5:4.
W radosnych nastrojach wszyscy opuściliśmy murawę i wróciliśmy do szatni. Przebieramy się przy akompaniamencie muzyki, którą włączyła jedna z dziewczyn. Wiem, że cieszymy się, jakbyśmy właśnie zostały mistrzyniami świata, ale ten mecz to było coś takiego, jak El Clasico pomiędzy Realem i Barcą. A nasza drużyna od dawna nie była tak silna, żeby pokonać któregoś z silniejszych przeciwników. Ale teraz się udało. I wszyscy mieliśmy nadzieję na to, że był to przełomowy moment.
Gdy wychodziłam z szatni, pożegnałam się jeszcze uściskiem z resztą dziewczyn. Dzisiaj nawet Laura nie wydawała się tak okropna, jak zwykle, więc to tez wprawiało mnie w dobry nastrój.
Opuszczam szatnię i schodzę na podziemny parking, gdzie miał czekać na mnie Dani. Ale oczywiście spotykam tam też Neymara. Oni są jak cholerni Bolek i Lolek, zawsze nierozłączni.
- Gratuluję, młoda! - Junior od razu, gdy mnie zobaczył, podniósł mnie i okręcił wokół własnej osi. Jego entuzjazm był chyba nawet większy niż mój.
- Dziękuję - odpowiadam, gdy już ponownie znajduję się na podłodze i podchodzę do Daniego.
- No młoda, muszę przyznać, hat-trick w takim meczu.. - powiedział , obejmując mnie ramionami. - Może jeszcze będą z ciebie ludzie.
- Wątpiłeś w to kiedykolwiek? - zapytałam.
- Oczywiście, że nie. Nigdy - odpowiedział, śmiejąc się pod nosem. Oj, Dani, Dani.
- Powiedzmy - rzekłam i wszyscy wsiedliśmy do samochodu. Oczywiście ja musiałam siedzieć sama z tyłu, a chłopacy z przodu, ale jakoś bardzo mi to nie przeszkadzało.
Do domu dojechaliśmy oczywiście, słuchając brazylijskiej muzyki, co stało się już naszą małą tradycją. Zaraz po wejściu do środka pożegnałam się z chłopakami i poszłam do swojego pokoju. Wzięłam prysznic, przebrałam się w piżamy i wróciłam do swojej sypialni. Położyłam się już do łóżka, zgasiłam światło i bawiłam się jeszcze telefonem, gdy drzwi mojego pokoju się otworzyły i stanął w nich Neymar.
- Mogę? - zapytał.
- Jasne - mruknęłam, ponownie siadając na łóżku. Junior zapalił światło i podszedł usiąść na moim łóżku.
- Chciałem tylko jeszcze raz ci pogratulować. Zagrałaś dzisiaj naprawdę dobry mecz, wiesz? - zadał pytanie, ale wydawało mi się ono całkiem retoryczne.
- W sumie to cieszę się, że dzisiaj wyszłam w pierwszym składzie. Tak bardzo nie lubię Laury, tej która gra na tej samej pozycji - powiedziałam, a na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmieszek.
- Lubisz z nią rywalizować?
- Może troszkę - przyznałam.
- A nie miałabyś ochoty na trochę rywalizacji ze mną? - zapytał, a ja spojrzałam na niego zaciekawiona. To w sumie nie był głupi pomysł. Zawsze oboje lubiliśmy rywalizację.
- Zależy jakiej rywalizacji.
- Na przykład moglibyśmy się założyć.
- O?
- Kto strzeli więcej bramek? W najbliższych trzech meczach? - Neymar podsunął nam spontaniczny pomysł.
- O jaką stawkę?
- Jeśli wygrasz, możesz mnie poprosić o zrobienie jednej rzeczy, a ja muszę ją wykonać. I tak samo w przypadku jeśli ja wygram. To jak? - nie musiałam zastanawiać się długo. Zawsze wychodziłam z założenia, że życie jest jedno i trzeba się w nim trochę zabawić. A raczej taki niewinny zakład z Juniorem nie powinien przynieść jakichś większych konsekwencji.
- Jasne, że tak - odpowiedziałam z uśmiechem na ustach.
- Już nie mogę się doczekać - uśmiechnął się. - To, dobranoc Nadia - dodał i pocałował mnie w policzek. Zaraz potem wstał i zaczął kierować się w stronę drzwi.
- Dobranoc Neymar - odpowiedziałam i ponownie położyłam się pod kołdrę, a on zgasił światła. Nie potrzebowałam dużo czasu, aby po tak intensywnym dniu zapaść w sen.


Tak jak już mówiłam na blogu Ulotne Momenty, wróciłam. Zaczęły się wakacje, więc mam nadzieję, że będę mogła pisać częściej :D
Proszę Was o pozostawianie komentarzy, których niestety pod ostatnim rozdziałem na Ulotnych Momentach mi zabrakło. Skądś trzeba czerpć motywację, a skąd jak nie z reakcji czytelników?

Udanych wakacji,
Neyforever :*