~Sporo myślałam o mojej przyszłości
- Neymar, jesteś denerwujący, wiesz o tym?! - zawołałam, gdy ten uciekał przede mną z moim telefonem w dłoni.- Oczywiście, że wiem, mała - zaśmiał się. Wiedział, że nienawidzę, gdy ktoś się tak do mnie zwraca.
- Mówiłam ci już, że masz tak do mnie nie mówić! - krzyknęłam, biegnąc za nim,
- Jasne, mała - odpowiedział i przystanął. Zrobiłam to samo.
- Przestań!
Nie miałam ochoty biegać za nim przez kolejne pół godziny. Zaraz musiałam zacząć szykować się na trening, a nie mogłam na niego pójść bez telefonu. Nie, jeśli miałby on zostać pod opieką Neymara. Tam jest zbyt wiele poufnych rzeczy i choć mam hasło, to nie podejmę takiego ryzyka. Zawsze jest jakiś procent szans, że odblokuje mój telefon i znajdzie tam przypadkowo np. rozmowy z Jotą. Raczej by mu się to nie spodobało. Nie zamierzałam ryzykować zdemaskowania przez głupi telefon. A raczej przez pozostawienie go w nieodpowiednich rękach.
- Oddaj mi wreszcie ten telefon, Neymar! - powiedziałam.
Nie odpowiedział, jedynie wymownie wskazał palcem na swój policzek.
- Nie ma mowy. Nic ode mnie nie dostaniesz! Oddawaj mój telefon!
Znowu to zrobił.
- Nie będę się z tobą targować! - krzyknęłam.
- Co tu się dzieje? - oboje odwróciliśmy wzrok w stronę tarasu, na którym stał Dani z założonymi rękoma. - Neymar, czy mógłbyś oddać Nadii jej własność? - dodał, widząc mój telefon w rękach Juniora.
Podeszłam do niego i zabrałam mu go, bo oczywiście on nie zamierzał sam mi go oddać. A zaraz potem ruszyłam do domu, żeby zabrać swoją torbę i iść na trening. Jutro grałam mecz i nie mogłam się spóźnić, bo mogłabym to przepłacić przesiedzeniem całych 90 minut na ławce. A to wcale mi się nie uśmiechało, bo jutrzejszy mecz był pierwszym, który liczył się do zakładu. A ja nie mogłam przegrać.
- A ty Neymar może ruszyłbyś swoje szanowne cztery litery i w końcu poszedł do Joty, bo czeka na ciebie już od jakichś piętnastu minut! Zapomniałeś, że dzisiaj przylatuje Carolina z Davim i mieliście jechać po nich na lotnisko?
Wchodząc do domu, usłyszałam jeszcze słowa Daniego skierowane do mojego brata. Na wspomnienie jego byłej dziewczyny i synka zrobiło mi się dziwnie przykro.
Wyjechałam z Brazylii w sierpniu 2011 roku. Neymar i Carolina byli wtedy jeszcze razem. Z dziewczyną mojego brata miałam naprawdę dobre relacje, nawet dużo lepsze niż z nim samym. Doskonale pamiętam moment, w którym dowiedziałam się, że Caro jest w ciąży. Nie było to oczywiście w tym samym czasie, gdy dowiedzieli się moi rodzice i Rafaela, bo Junior nie dbał o moją obecność w tamtym momencie, ale Carolina powiedziała mi o tym zaraz potem. Pamiętam chwile, gdy przychodziła do nas i przesiadywała ze mną i Rafą długie godziny na rozmowach, podczas gdy Neymar miał treningi w klubie. Mogłam ją w sumie nazwać swoją przyjaciółką. Wiedziała o tym, co działo się pomiędzy mną a moim bratem, ale na moją prośbę nie poruszała z nim tego tematu. Choć było jej przykro, że nie mamy takiej relacji, jaką mieć powinniśmy.
Carolina była jedną z bardzo niewielu osób, które wiedziały, że chcę opuścić Brazylię. Pożegnałam się z nią zaraz przed tym, jak pojechałam na lotnisko. Była wtedy w dziewiątym miesiącu ciąży. Ale kilkanaście dni później, gdy urodziła, nie zapomniała o tym, żeby mnie o tym poinformować i wysłać zdjęcie synka.
Jednak nie zmienia to faktu, że nigdy nie widziałam mojego bratanka na żywo. Wiem, że teraz miał już cztery lata i naprawdę żałowałam, że nie brałam żadnego udziału w jego życiu przez ten czas. Choć pewnie nie zdziwiłabym się, gdyby mały do tej pory nie wiedział, że ma jeszcze jakąś ciocię, poza Rafaelą.
- Chciałaś uciec od przeszłości, więc teraz nie żałuj, że musiałaś opuścić wszystkich, którzy byli dla ciebie ważni - mruknęłam sama do siebie, wchodząc do swojego pokoju. I miałam kompletną rację. To była moja decyzja, nad którą myślałam wcześniej przez wiele miesięcy i nie powinnam jej teraz żałować.
Chwyciłam torbę i opuściłam dom Alvesa. Neymara już tam nie było, Jota już nie czekał.
*****
- Nadia, skup się! - krzyczał na mnie trener, gdy dziesięć minut po rozpoczęciu spotkania, ja nadal nie mogłam skupić się nawet na tyle, żeby celnie podać piłkę.
Nienawidziłam w tym momencie siebie za to, że tak łatwo jest mnie zdekoncentrować. A oczywiście wszystko przez Neymara. I oczywiście zrobił to specjalnie. Rozmowa z nim, przed samym meczem nie była dobrym pomysłem...
Czas mijał, a ja z każdą minutą wydawałam się coraz bardziej roztargniona. W pewnym momencie, gdy piłka wyszła poza boisko, spojrzałam przelotnie na lożę, w której siedział Neymar razem z Danim. Mówili mi, że przyjdą i tak też zrobili. A nawet z daleka mogłam zobaczyć szeroki uśmiech na twarzy Juniora. Przez to byłam nie tylko roztargniona, ale też zła. Cieszył się, bo nie grałam dobrze i miałam mniejsze szanse na wygranie zakładu.
W pewnym momencie przy wyprowadzaniu kontrataku straciłam piłkę i moja drużyna o mało nie straciła przeze mnie bramki. Był bezbramkowy remis i raczej nie mogłyśmy sobie na to pozwolić. Jak bardzo się cieszę, że w tamtym momencie Danielle była tam, gdzie powinna być. Piłka po jej interwencji wyszła na rzut rożny.
- Czy ty dziewczyno wiesz, co ty robisz?! - krzyknęła do mnie i choć byłam jakieś 40 metrów od niej, to wszystko dokładnie usłyszałam. Myślę, że część kibiców również.
Przeprosiłam ją gestem i pobiegłam w swoją stronę.
Kilka minut później, zaraz przed końcem pierwszej połowy biegłam z piłką w stronę bramki rywalek. Przede mną była tylko obrończyni i bramkarz. Ale nie zdążyłam nawet dobiec z piłką do pola karnego, gdy upadłam na murawę dzięki jednej z przeciwniczek. Przeturlałam się przez następny metr przez siłę, z jaką upadłam.
Podniosłam głowę, bo nie usłyszałam gwizdka sędziego. Myślałam, że się przesłyszałam, ale nie. Sędzia naprawdę nie widział tam żadnego faulu. Zrezygnowana położyłam głowę z powrotem na murawę. Nie miałam po co wstawać, za chwilę i tak mecz miał zostać przerwany.
I po paru sekundach faktycznie tak się stało. Ale i tak nie miałam zamiaru się podnosić. Mogłabym przeleżeć tak całą przerwę.
- Nadia, wszystko okay? - usłyszałam nad sobą przerażony głos Danielle nade mną.
- Tak - mruknęłam, podnosząc głowę.
- Czemu nie wstajesz z murawy, coś się stało?
- Nie. Po prostu mam dość dzisiejszego meczu. Tyle - powiedziałam, przewracając się na plecy. Zaraz potem wstałam przy pomocy przyjaciółki.
- Wszyscy się martwili, że coś sobie zrobiłaś przy tym upadku.
- Nawet jakby mnie dzisiaj na noszach znieśli, to przydałabym się bardziej niż na boisku.
- Nawet tak nie mów. Zobaczysz, w drugie połowie będzie lepiej - pocieszała mnie, gdy szłyśmy już korytarzem do szatni.
Oczywiście podczas przerwy dostałam taki ochrzan od trenera, że wolałam się w ogóle nie odzywać. Zdawałam sobie sprawę z tego, że mi się należało, bo byłam dzisiaj najsłabszym ogniwem w drużynie.
- Laura, wejdziesz za Nadię od początku drugiej połowy - powiedział trener, a ja myślałam, że zaraz się załamię. A do tego ta ruda spojrzała się na mnie z wyższością, co tylko jeszcze bardziej mnie rozzłościło.
- Trenerze, możemy porozmawiać? - zapytałam, a on kiwnął głową i wyszedł przed szatnie, bo zdawał sobie sprawę z tego, że nie chcę rozmawiać przy dziewczynach.
- Słucham - powiedział, gdy już byliśmy sami na korytarzu.
- Cy mógłby się trener wstrzymać z tą zmianą? - zapytałam. Wiem, że nie powinnam podważać jego decyzji, ale to było dla mnie cholernie ważne.
- Nadia, przecież wiesz jak grałaś.
- Wiem, ale niech mi pan da te pięć minut. Niech trener mi zaufa. Jeśli nadal będzie tak, jak było to niech mnie pan zmieni, ale niech da mi pan tą jedną szansę - błagałam.
Pan Llorens najpierw westchnął ciężko, a potem spojrzał na mnie.
- Niech ci będzie. Ale pozwalam na to tylko dlatego, że mam do ciebie ogromne zaufanie i wiem na co cię stać. tylko mnie nie zawiedź - powiedział.
- Dziękuję! Obiecuję, że dam z siebie wszystko!
Moment później znów wychodziłyśmy na murawę. I nie powiem, że nie widziałam zdziwienia kibiców, kiedy znów wyszłam na boisko. Niektórzy byli nawet bardzo zawiedzeni, bo na stadionie rozległy się gwizdy skierowane na moją osobę. I wiem, że mi się należało.
- Nie przejmuj się. I teraz pokaż, na co cię stać - powiedziała do mnie Danielle jakąś minutę przed tym, jak sędzia rozpoczął drugą połowę.
- No to teraz już zero dekoncentracji - mruknęłam do siebie moment przed przyjęciem pierwszego podania.
I przez kolejnych 45 minut rzeczywiście udawało mi się nie odrywać myśli od piłki i tego, co dzieje się tu i teraz. I tak się złożyło, że zdążyłam w tej drugiej połowie odrobić wszystko, czego nie zrobiłam w pierwszej. Zaraz po rozpoczęciu straciliśmy bramkę, ale potem, nieskromnie mówiąc - dzięki mnie, odrobiliśmy straty. Mecz zakończył się wynikiem 3:1.
Więc jeśli chodzi o mój zakład z Juniorem:
Neymar - 0
Nadia - 3.
*****
- Wróciłem! - krzyknął Dani, wchodząc do domu. Właśnie wrócił z treningu.
- Jestem w salonie! - odpowiedziałam krótko, bo byłam zajęta przeglądaniem internetu. Oglądałam właśnie kolejną stronę, gdy do pomieszczenia wszedł mój przyjaciel i rzucił się na kanapę, zaraz obok mnie.
- Co porabiasz? - zapytał, a ja, by zakryć przed nim, co robiłam, zminimalizowałam przeglądarkę i odstawiłam laptopa na stolik.
- Dani, musimy pogadać - powiedziałam, a Brazylijczyk spojrzał na mnie wystraszony. No tak, nie często mieliśmy okazję rozmawiać o poważnych sprawach. Z nim się chyba nawet nie dało do końca poważnie porozmawiać. Ale to chyba dobrze...
- Mam się zacząć bać? - zapytał. Zaśmiałam się.
- Może troszeczkę.
- No mów, mów, chcę mieć to już za sobą!
- Więc sporo myślałam ostatnio o mojej przyszłości.
- Chcesz wyjechać z Barcelony i nas tu wszystkich zostawić?! - zawołał wzburzony, wstając z kanapy i łapiąc się za głowę.
- Dani, usiądź i daj mi skończyć - powiedziałam, ciągnąc go w dół za koszulkę, żeby wrócił na swoje poprzednie miejsce. - Myślałam nad tym, czy będę dalej grać, gdzie będę chciała to robić. I doszłam do wniosku, iż mimo że na początku nie chciałam tu przyjeżdżać, to naprawdę zżyłam się z tym miejscem i z wami wszystkimi. Dlatego mam zamiar zostać w Barcelonie na dłużej.
- Zostajesz z nami? Naprawdę?
- Tak. Ale stwierdziłam, że jeśli mam zostać w tym mieście, to nie mogę ciągle siedzieć ci na głowie. No i postanowiłam, że muszę się od ciebie wyprowadzić. Właśnie szukałam dla siebie jakiegoś mieszkania - przyznałam. To był najlepszy czas, żeby w końcu z nim o tym porozmawiać, bo myślałam już nad tym od dłuższego czasu.
- No to jak już o tym rozmawiamy, to muszę ci o czymś powiedzieć - mruknął, a ja spojrzałam na niego wyczekująco. Podniósł głowę i kontynuował z niemrawą miną - Ja też niedługo się przeprowadzam. - Uniosłam brew, czekając na dalsze wyjaśnienia. - Nie przedłużam kontraktu z Barceloną.
Na początku myślałam, że żartuje. Jednak widząc jego smutną minę, wiedziałam, że to prawda.
- Nie.. Ale czemu? - zapytałam cicho.
- Nie czuję się już w Barcelonie jak w domu. Sporo się zmieniło.
Widać, że Dani był przybity tym wszystkim. Ale znam jego historię z Barcą, gdy rok temu przedłużał kontrakt. Wiem, że on dłużej nie chciał takiego traktowania.
- Kiedy wyjeżdżasz?
W moich oczach zaczęły zbierać się te cholerne łzy. Tak bardzo nienawidzę, gdy coś się kończy.
- Zaraz po zakończeniu sezonu. We Włoszech będą już wtedy na mnie czekać z kontraktem do podpisania.
- To wszystko już pewne?
- Tak, na sto procent.
- Ale ja nie chcę, żebyś wyjeżdżał - powiedziałam płaczliwie, przytulając się do Daniego. - Tak bardzo się z tobą zżyłam. Jesteś jak mój brat. Nie chcę, żebyś mnie opuszczał.
- Ty dla mnie też jesteś jak siostra. I przykro mi, że cię zostawiam.
Smuteczek? Dani wyjeżdża :(
Zaszły malutkie, tycie zmiany w wyglądzie bloga. Jak wam się podoba? :D
Pozdrawiam,
Neyforever :*