Każda/każdy z Was pewnie posiada w domu coś takiego jak kalendarz. I pewnie orientujecie się, że nadchodzi zmora zwana początkiem roku szkolnego. I niestety, mnie jeszcze on dotyczy i w związku z tym mam parę informacji:
W czasie wakacji próbowałam wyrobić sobie jakąś rutynę w pisaniu rozdziałów i dodawać je w miarę regularnie, ale niestety, nie wyszło. Więc nie spodziewam się, żeby coś takiego udało się w roku szkolnym, gdzie oczywiście zacznie się nauka itd. itp. W dodatku prowadzę aktualnie trzy blogi, jak pewnie już gdzieś wspominałam, więc pisanie regularnie na każdy z nich chyba nie wchodzi w rachubę.
A w związku z tym, że na tym blogu (choć na tym drugim trochę bardziej) ilość osób, która czyta jest bardzo mała, a ilość komentarzy wręcz minimalna, postanowiłam, że na razie zawieszam działalność tego bloga. Nie mogę dokładnie określić na jak długi okres, bo nie zależy to ode mnie. Po prostu uważam, że spędzanie kilku godzin na napisanie rozdziału nie kalkuluje mi się, jeśli prawie nikt tego nie przeczyta i nie powie mi czy jest on dobry. A myślę, że to chyba w pisaniu jest najważniejsze - opinia czytelnika.
Wiem, że czytanie FF o Neymarze nie jest już tak popularne, jak w momencie, gdy zaczynałam moją "przygodę" z pisaniem, ale mimo wszystko zależy mi na tym, żeby było tu jakieś grono czytelników. Bo ja naprawdę chce doprowadzić obydwa moje opowiadania do końca, jednak muszę mieć dla kogo pisać.
Dlatego też w ciągu najbliższych dni lub tygodni postaram się dodać na oba blogi jakiś rozdział i po prostu chciałabym się zorientować mniej więcej ile osób tutaj jest. Myślę, że Wasza frekwencja pod tymi kolejnymi rozdziałami będzie bardzo ważna dla mnie samej jeśli chodzi o m. in. chęci do kontynuowania tych blogów, bo jest także oczywiście opcja, że w najgorszym wypadku nie będę kontynuować już żadnego z nich. Mam nadzieję, że jednak parę osób jeszcze tu pozostało, ale no o tym przekonamy się za jakiś czas.
A tymczasem osobom, które jeszcze się uczą życzę przyjemnego powrotu do szkoły, żeby Was tam za bardzo nie katowali przez te kolejnych dziesięć miesięcy. Bo pewnie nie "usłyszymy" się już przed rozpoczęciem roku.
Tak więc, oczekujcie na kolejny rozdział tutaj, jak i na drugim blogu, jeśli ktoś czyta:
Ulotne Momenty
mam nadzieję, że jakieś komentarze mimo wszystko się pojawią.
Neyforever
piątek, 26 sierpnia 2016
czwartek, 4 sierpnia 2016
Rozdział 19.
~ Fuj! Nie musiałam o tym wiedzieć!
- I jak podoba się pani mieszkanie? - zapytał mężczyzna, gdy ja rozglądałam się po salonie.- Jest idealne - powiedziałam zachwycona.
- Więc podpisujemy umowę, czy może wolałaby pani obejrzeć jeszcze jakieś? - zadał kolejne pytanie, poprawiając teczkę, którą trzymał w dłoni. Może na pierwszy rzut oka nie było tego po nim widać, bo był w stosunku do mnie bardzo miły, ale ja czułam, że jest już zmęczony dzisiejszym oglądaniem mieszkań.
- Zostanę już przy tym. Możemy podpisywać - uśmiechnęłam się w jego stronę. To mieszkanie naprawdę bardzo mi się podobało.
- Dobrze więc, tylko wyjmę odpowiednie dokumenty - powiedział, usiadł na kanapie i zaczął szukać odpowiednich kartek w swojej teczce. Moment później kilkoma podpisami załatwiłam całą formalność. - Mam nadzieję, że dobrze będzie się tu pani mieszkało. Tutaj ma pani klucze - dodał, kładąc je na stoliku.
Podziękowałam i odprowadziłam mężczyznę do wyjścia. Gdy zamknęłam za nim drzwi, oparłam się o nie plecami i wypuściłam głośno powietrze.
Wróciłam do salonu, wzięłam do ręki mój telefon i wybrałam numer przyjaciela. Nie spodziewałam się, żeby nie odebrał i oczywiście tego nie zrobił.
- Powiedz mi, że jednak ze mną zostajesz - powiedział błagalnym głosem.
- Niestety, Dani. Możesz przywieźć moje rzeczy - odpowiedziałam mu smutno.
Wiem, że on wolałby, żebym dalej z nim mieszkała, ale ja wiedziałam, ze tak będzie lepiej. Z resztą on też pewnie gdzieś podświadomie o tym wiedział. Dani jest moim przyjacielem i jestem mu naprawdę wdzięczna, że pomógł mi, kiedy tego potrzebowałam, ale teraz czuję, że mogę dać sobie już radę sama i że powinnam iść na przód.
*****
- Przywiozłem te twoje trzy pudła! - usłyszałam okrzyk Daniego, gdy tylko wszedł do mieszkania. Wyszłam z salonu i zobaczyłam go, trzymającego je wszystkie na raz. Od razu podeszłam, żeby mu pomóc. - Powiem ci, że jak na kobietę, to masz strasznie mało rzeczy - powiedział, gdy zostawiliśmy ostatnie pudło w mojej sypialni.
- Jestem tutaj od niedawna. Zapewne, gdybym była dłużej, miałabym więcej rzeczy - odpowiedziałam, od razu biorąc się za rozpakowywanie.
- Nie chciałbym przenosić twoich rzeczy po roku od przeprowadzki do Barcelony - zauważył.
- Ja też chyba za bardzo bym się do tego nie kwapiła - przyznałam.
- Pójdę jeszcze po twoją walizkę - powiedział Dani i wyszedł z mojego pokoju.
Zaczęłam wyjmować z pierwszego pudła różne rzeczy, które przywiozłam ze sobą jeszcze z Londynu. Część rzeczy to pamiątki, które mam z Anglii. Ale niektóre były dla mnie szczególnie ważne, bo przywiozłam je jeszcze z Brazylii.
I na samym dnie pudła znalazłam, coś co od razu przypomniało mi moje dawne życie. Album ze zdjęciami z mojego dzieciństwa. Naszego dzieciństwa, bo było tam też wiele zdjęć Neymara. Ciekawe, czy rodzice zorientowali się, że zabrałam album ze sobą.
To pudełko było jedynym, którego nie rozpakowałam, wprowadzając się do Daniego. Nie chciałam, żeby ktoś przypadkiem nie natrafił na przedmioty, które były w nim schowane.
Otworzyłam album i zaczęłam przeglądać zdjęcia. Ja z Neymarem razem w szkole, na podwórku, ja z mamą na pierwszym meczu Neymara. Wszystkie wspomnienia wiążą się z nim...
Nagle usłyszałam, że drzwi do mojego pokoju się otwierają i aż upuściłam album na podłogę. Na moje nieszczęście otworzył się na stronie, gdzie znajdowało się jedno jedyne zdjęcie, na którym jestem ja i Neymar, i nie mamy tam po trzy czy cztery lata. Tam mieliśmy po piętnaście i bardzo łatwo można było nas teraz na tym zdjęciu poznać.
Zanim zdążyłam zareagować i podnieść album Dani stanął za mną i spojrzał na przedmiot leżący na podłodze.
- O, oglądasz zdjęci... - urwał w pół słowa, bo widocznie zauważył, kto znajduje się na zdjęciu. Moment później dało się słyszeć, że upuścił moją walizkę, a ta upadła na podłogę.
Spojrzałam na niego, ale jego twarz wyrażała tylko jedno - ogromny szok.
- Ty i Neymar? - powiedział, spoglądając na mnie z wyrzutem.
- Tak, Dani, ale posłuchaj mnie.. - momentalnie podniosłam się i stanęłam naprzeciwko niego.
- Całowałaś się z nim. A on jest twoim bratem! - podniósł głos, kręcąc w niedowierzaniu głową.
I w tym momencie zamknął mi usta. Nie miałam nic na swoją obronę.
- Wiem, nic mnie nie usprawiedliwia. Ale nawet nie wiesz, jak bardzo chciałabym mu powiedzieć!
- To dlaczego mu tego jeszcze nie powiedziałaś?! Nie sądzisz, że on zasługuje na to, żebyś tak go krzywdziła? Podobasz mu się, a tak naprawdę okazuje się, że jesteś jego siostrą! - krzyknął tak, że aż odsunęłam się lekko do tyłu, ale nie zamierzałam odpuścić.
- A myślisz, że mnie to nie boli? Wiem o tym wszystkim, ale boje mu się powiedzieć prawdę, bo mam wrażenie, że on znowu będzie zachowywał się, jak wtedy, w Brazylii - próbowałam opanować drżenie mojego głosy. Kłótnia z przyjacielem takim, jak Dani zdecydowanie nie było na moje nerwy.
- To kiedyś w końcu zajdzie za daleko, a ty nawet wtedy nie będziesz mu w stanie powiedzieć - Dani też starał się uspokoić.
- Powiem mu. Powiem mu całą prawdę - teraz już szeptałam.
- Kiedy? Kiedy w końcu nadejdzie ten wielki dzień, w którym przestaniesz go okłamywać?
- W dniu twojego wyjazdu Neymar na pewno będzie już mnie nienawidził. Uwierz, dzień, o którym mówisz, nadejdzie szybciej niż wam się wszystkim wydaje - mruknęłam. Bo zdawałam sobie sprawę z tego, że jeśli nie wygram zakładu, będę zmuszona powiedzieć o wszystkim Neymarowi szybciej niż zamierzałam.
- Ja pod żadnym pozorem nie chcę brać w tym udziału - powiedział, odwrócił się i odszedł. Chciałam za nim biec, ale po co? Wiem, że Dani nie chciał teraz ze mną rozmawiać, a ja sama też nie wiedziałam, co takiego miałabym mu powiedzieć. Oboje musimy to przemyśleć i dopiero potem będziemy w stanie ze sobą na spokojnie o wszystkim porozmawiać.
******
Skończyłam właśnie rozpakowywać ostatnie rzeczy, które tu ze sobą zabrałam, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Album leżał już głęboko schowany, więc ze spokojnym sumieniem mogłam iść i otworzyć. Choć spodziewałam się tu tylko jednej osoby, tej, która ten album już widziała.
Dlatego, gdy otworzyłam drzwi, byłam bardzo, bardzo, bardzo zdziwiona.
- Neymar? - zapytałam głupio, gdy go zobaczyłam. - Skąd masz mój adres?
- Rozmawiałem z Danim i on mi go podał - wzruszył ramionami. - Wpuścisz mnie?
- Jasne - odpowiedziałam, otwierając drzwi szerzej, żeby mógł wejść do środka, a zaraz za nim je zamknęłam. - A czy Dani mówił coś jeszcze? - zapytałam poddenerwowana.
- Nie. Nie miał chyba humoru. Jakoś nie bardzo chciało mu się ze mną rozmawiać - powiedział, rozglądając się po mieszkaniu.
- Hm, rozumiem - mruknęłam. - I jak ci się podoba? - starałam się szybko zmienić temat.
- Ładne. Naprawdę ładne - odpowiedział, odwracając się w moją stronę. - Ale nie obrazisz się, jeśli cię stąd na trochę wyrwę?
- I tak nie miałam już nic do roboty, więc można powiedzieć, że spadłeś mi z nieba.
- No to zbieraj się i idziemy - powiedział z uśmiechem, który odwzajemniłam i poszłam do swojej sypialni. Założyłam na siebie jedynie cieplejszą bluzę, bo na dworze nie było najcieplej i włożyłam swój telefon do tylnej kieszeni jeansów i byłam gotowa. Wróciłam do korytarza, gdzie czekał na mnie piłkarz.
- Gotowa? - zapytał.
- Możemy jechać - powiedziałam z uśmiechem.
Zamknęłam mieszkanie, zjechaliśmy windą na dół i moment później siedzieliśmy już oboje w samochodzie Neya. Na zewnątrz było już ciemno, z czego wcześniej nawet nie zdawałam sobie sprawy. Widocznie straciłam rachubę czasu przy rozpakowywaniu się.
- A zdradzisz mi chociaż, gdzie jedziemy? - zapytałam, spoglądając na Neymara. Prowadził i był maksymalnie skupiony na drodze, ale uśmiechnął się i spojrzał na moment na mnie, gdy zadałam pytanie.
- A co, nie lubisz niespodzianek? - uniósł brew. - Jedziemy do hotelu.
- Do hotelu? - powtórzyłam po nim. - Co ty tam zaplanowałeś? Kolację ze śniadaniem? - dodałam ironicznie.
Usłyszałam śmiech mojego brata.
- A co, chciałabyś?
- Nigdy w życiu! Więc po co tam jedziemy?
- Oj no, za moment się dowiesz - z uśmiechem zaparkował pod jednym z bardziej znanych hoteli, jakie były w Barcelonie. I co my tu niby będziemy robić?
Nawet nie zdążyłam zauważyć, jak Neymar wysiadł, okrążył samochód i otworzył moje drzwi.
- Cóż z ciebie za gentleman - zaśmiałam się, a on robił urażoną minę.
- Zawsze jestem gentlemanem - fuknął.
- Jakoś wcześniej nie zdążyłam zauważyć - pokazałam mu język i w końcu wysiadłam z samochodu. Junior go zamknął, a zaraz potem złapał mnie za rękę, prowadząc w stronę wejścia do hotelu. Spojrzałam najpierw na nasze splecione ręce, a potem na jego twarz. Zmarszczyłam brwi.
- Oj no daj spokój - przewrócił oczami, gdy chciałam zabrać moją dłoń. Ścisnął ją jeszcze bardziej, żebym nie mogła tego zrobić.
Dałam spokój. Ale jutro możemy oboje tego spokoju już nie mieć, bo możemy zdobić okładki wszystkich gazet plotkarskich w Hiszpanii i nie tylko. Nawet jeśli nie jesteśmy razem. Pff, my nigdy nie będziemy razem.
Gdy znaleźliśmy się w holu hotelu, Neymar poprowadził nas do recepcji. On serio zamierzał zarezerwować tu pokój, czy jak?
- Może pani powiedzieć tym idiotom z pod 346, że juz przyszliśmy? - z szarmanckim uśmiechem powiedział do recepcjonistki. Przyszedł tu ze mną, trzyma mnie właśnie za rękę, a próbuje flirtować z inną? Gdyby serio był moim chłopakiem, to już dawno dostałby z liścia.
"Ale nim nie jest, więc niech sobie robi, co chce." - pomyślałam, przyglądając się tej dwójce.
- Oczywiście, panie da Silva - odpowiedziała z uśmiechem, ale zamiast wrócić do pracy wciąż patrzyła na jego twarz.
- Dziękuję - powiedział do niej uwodzicielskim tonem i pociągnął mnie w stronę wind.
- Jesteś tutaj stałym bywalcem, co? - zapytałam, gdy już weszliśmy do jednej z nich. Byliśmy sami.
- Może, czasami - spojrzał na mnie.
- Fuj! Nie musiałam o tym wiedzieć! - powiedziałam zniesmaczona. Na pewno dowiedzenie się, że mój brat przychodzi tu ze swoimi panienkami nie znajdowało się na mojej liście życzeń.
- Sama o to zapytałaś - zaśmiał się ze mnie.
- Ygh! Zmieńmy temat, bo aż mi się niedobrze robi - mruknęłam, a on nie przestawał się śmiać. - Więc mamy tutaj kogoś odwiedzić?
- Tak. Ale zobaczysz, spodoba ci się - dodał drugie zdanie, gdy zobaczył moją niezbyt zadowoloną minę.
- Mam taką nadzieję - mruknęłam dokładnie w tym samym momencie, w którym otworzyły się drzwi windy. Czy my naprawdę aż tak długo jechaliśmy na te trzecie piętro?
- Na lewo - uświadomił mnie Neymar, widząc, że zaraz po wyjściu z windy zaczęłam rozglądać się, nie wiedząc, w którą stronę pójść.
Przez dłuższy moment szłam korytarzem, aż w końcu zatrzymałam się i zrobiłam trzy kroki w tył, o mało nie wpadając na Neymara, który szedł za mną. Byliśmy na miejscu. Pokój numer 346. To tu mieszkają te tajemnicze ktosie, które przyjechaliśmy odwiedzić.
Zamierzałam zapukać do drzwi, ale Neymar nic sobie z tego nie robił i nie pukając, od razu wszedł do środka. I pierwszym, co usłyszałam po wejściu do pokoju, był głośny i wesoły okrzyk:
- DAVIES!
#krotkie #nudne #oniczym
#JestTuJeszczeKtoś?
#OdzywajcieSię
#loffciam #was
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)