~ (...), wiesz, że ja cię kocham, prawda?
Zamierzałam zapukać do drzwi, ale Neymar nic sobie z tego nie robił i nie pukając, od razu wszedł do środka. I pierwszym, co usłyszałam po wejściu do pokoju, był głośny i wesoły okrzyk:- DAVIES!
- Santos! Fabregas! - zawołałam, gdy zobaczyłam moich przyjaciół, a zaraz potem uwiesiłam się na szyi Oscara. - Tak bardzo się za wami stęskniłam!
Trwaliśmy w uścisku przynajmniej kilka minut, zanim Neymar nie postanowił przypomnieć nam wszystkim o swojej obecności.
- O, cześć Junior - uśmiechnął się Emboaba, ale nie przywitał go tak entuzjastycznie, jak mnie.
- Powinienem być o nią zazdrosny? - zapytał Neymar, wskazując na mnie.
- Daj spokój człowieku, ty ją masz na co dzień, a my ją będziemy widywać raz na ruski rok! Dajże spokój! - zawołał Cesc, nadal się do mnie przytulając.
- Nadal nie wiem po jaką cholerę wysyłaliśmy cię do tej Barcelony... Mogłaś zostać z nami - westchnął Oscar.
- No to, Neymar, przywiozłeś nam Nadię, więc tobie już dziękujemy. Możesz jechać do domu, do Caroliny i Daviego - powiedział Oscar, ciągnąc mnie za rękę i zaraz potem sadzając na kanapie w salonie ich apartamentu. Cesc oczywiście poszedł za nami, ale myślałam, że Neymar, tak jak powiedział mu Brazylijczyk. Ale on też przyszedł do salonu.
- Nie miałeś jechać do Caroliny?
- Wolałbym, żebyś jechała ze mną, ale wiem, że z jakichś dziwnych powodów nie chcesz się spotkać z nią i Davim. - powiedział i zaraz dodał. - Ale muszę być pewien, że ci idioci potem zwrócą mi cię z powrotem i to do tego w jednym kawałku - spojrzał wymownie na przyjaciół.
- Spokojnie, stary, z nami jest najbezpieczniejsza na świecie - odezwał się Fabsiu.
- Chciałbym, żeby tak było - mruknął Junior i zbliżył się do mnie. - Przyjadę po ciebie tutaj za jakieś dwie - trzy godziny, żeby dać wam trochę 'przestrzeni', żebyście mogli sobie trochę powspominać. I już za tobą tęsknię, ty mała złośnico - uśmiechnął się, nachylił i zostawił krótkiego buziaka na moim policzku.
- Tylko nie zapomnij poflirtować z tą recepcjonistką zanim wyjdziesz z hotelu - zawołałam za nim, a w odpowiedzi usłyszałam tylko jego śmiech.
Moment później wyszedł z apartamentu, a ja dopiero wtedy zwróciłam uwagę na zdziwione miny chłopaków. Nawet nie zdążyłam się odezwać, gdy oni krzyknęli razem:
- Co to było?!
- Yy.. no.. - nie mogłam się wysłowić.
- Powiedziałaś mu?! - oni wcale nie czekali na moją odpowiedź. Sami już układali scenariusz w swoich głowach.
- Nie, nie powiedziałam Neymarowi, że jest moim bratem, jeśli o to pytacie - mruknęłam.
Znowu będę musiała to wszystko od początku wyjaśniać?
- To czemu zachowujecie się jak stare dobre rodzeństwo? - zawołał Cesc.
- Chyba raczej małżeństwo, imbecylu! - poprawił go Oscar, a zaraz potem oboje wytrzeszczyli na mnie oczy.
- Wy chyba nie... - zaczęli razem.
- Nie! - zaprotestowałam. - Po prostu się przyjaźnimy - wzięłam głęboki oddech.
- Cesc, czy tobie to wyglądało na przyjaźń? - zapytał Oscar.
- Zdecydowanie nie.
Eh, czyli jednak będę musiała się tłumaczyć.
- Niech wam wygląda to tak, jak wam się podoba. ale Neymar nic nie wie. I prosiłabym, żebyście też nic mu nie mówili. Chcę to zrobić sama.
- Nie musisz nam tego dwa razy powtarzać.
- Nie chcielibyśmy być w pobliżu Neymara, gdy się dowie.
- A to niby dlaczego? - zapytałam, marszcząc brwi w zdziwieniu.
- Nie myślałaś nigdy nad tym, jak bardzo on się zdenerwuje, gdy się dowie, że tak długo go okłamywałaś?
- Nie, nie zastanawiałam się nad tym. Na razie tylko zastanawiam się, kiedy mu powiedzieć - westchnęłam. - Ale nie mówmy teraz o tym. Co tam u was? Jak z Chelsea?
- Patrz, tak się wkręciła w tą Barcelonę, że nawet przestała nasze mecze oglądać - powiedział Cesc do Oscara z udawanym żalem.
- Boże, po co my jej daliśmy wyjechać? - zapytał, wznosząc ręce do nieba, a zaraz potem wybuchnął śmiechem.
- Dobra, bez pajacowania - zarządziłam. - To co tam w wielkim Londynie słychać?
- W sumie to nic nowego, wszystko po staremu - Oscar wzruszył ramionami.
- Ale wy jesteście wylewni - pokręciłam głową. - W takim razie, co tam u Alexisa?
- Ooo, u niego to akurat sporo się dzieje, ale to opowiem ci zaraz. Najpierw mów jak ci się mieszka w Barcelonie - odezwał się Fabsiu.
- Nie wiem od czego mam zacząć - przyznałam. Naprawdę sporo tego było.
- Jak tam ci idzie w klubie?
Mieliśmy skończyć temat Neymara, a nawet takie głupie pytanie o klub przypomina mi o nim i o naszym zakładzie. Jak tak dalej pójdzie to ja tu zwariuję. Wszystko w moim życiu kończy się zawsze na Neymarze. Dlaczego?!
Powiedzieć im o zakładzie czy może lepiej tego nie robić?
- W klubie jest naprawdę dobrze...
****
Śmieliśmy się tak, że mógłby usłyszeć nas cały hotel, gdy nagle po pokoju rozszedł się dźwięk pukania do drzwi. Nasze śmiechy momentalnie ustały, ale żadnemu z nas nie chciało się iść i otworzyć drzwi.
- Fabregas, wiesz, że ja cię kocham, prawda? - powiedziałam do przyjaciela.
- Nigdzie nie idę! Nawet nie ma mowy! - zawołał.
- Ale Fabsiuuuuu - zabrzmiałam jak małe dziecko. - Ja się nawet nie doczołgam do tych drzwi!
- Dobrze, ja otworzę! - krzyknął Emboaba. Czy on musi się drzeć tak głośno, że aż głowa zaczynała boleć?
- Nie drzyj się tak, debilu! - zawołałam za nim. Położyłam głowę na ramieniu Cesca, zamknęłam oczy i nasłuchiwałam.
Oscar otworzył drzwi i usłyszałam niski głos Neymara.
- Patrząc na ciebie aż boję się pomyśleć co z Nadią.
A moment później znalazł się już w salonie. Miałam wrażenie, że będzie zły, ale wydawał się raczej zdziwiony. Mocno zdziwiony.
Podszedł do stolika i wziął do ręki stojącą na nim butelkę po winie. Tym, które wypiliśmy razem z Cescem i Oscarem. I może nie byliśmy pijani, ale głowa już zaczynała mnie boleć. Miałam słabą głowę i to na pewno wina tego, że nigdy nie piłam w większych ilościach. Nie widziałam sensu. Ale dziś trzeba było uczcić fakt, że się spotkaliśmy, że mi powodzi się w Hiszpanii, a im w Anglii. To były zdecydowanie dobre wieści.
- Wiecie, że nie powinniście? - zapytał Neymar takim tonem, jakby rozmawiał z dziećmi.
- Oj, nie udawaj, że się o nas martwisz - powiedział Cesc, podnosząc się z miejsca i tym samym pozbawiając mnie oparcia na jego ramieniu.
- O was się nawet nie zamierzam martwić - odpowiedział mu Neymar. - Bardziej przejmuję się tą małą, złośliwą istotką, która leży na waszej kanapie.
Oczywiście słyszałam te słowa i nawet zaczynałam myśleć nad ich znaczeniem, ale nie miałam już na to siły. Ta dzisiejsza kłótnia z Danim naprawdę nie wpłynęła na mnie najlepiej, do tego było już późno, a przez poprzednich kilka godzin męczyło mnie tych dwóch. Byłam już zmęczona.
- Nie żeby coś, ale aż do naszego meczu jesteśmy 'rywalami', więc chyba powinienem jak najszybciej się stąd zmywać. Dlatego też zabieram Nadię i wychodzę - powiedział Neymar, podszedł do kanapy i pomógł mi z niej wstać.
- Chodź, jedziemy do domu - powiedział, a ja już czułam na sobie te spojrzenia Oscara i Cesca. - Co się tak patrzycie? Przecież nie mieszkamy razem, debile.
Ufff. Dobrze, że Neymar potrafił czytać im w myślach i powiedział im to sam. Inaczej ja musiałabym im to tłumaczyć, a jakoś nie bardzo mi się to w tym momencie uśmiechało.
Pożegnałam się z chłopakami i razem z Neymarem trzymającym mnie bardzo blisko siebie wyszłam z ich pokoju. Zjechaliśmy te trzy pietra windą w kompletnej ciszy, ale atmosfera zrobiła się naprawdę nieodpowiednia.
A gdy wysiedliśmy z windy, nadszedł czas, żeby przejść zaraz obok recepcji. Niestety, nadal znajdowała się tam dziewczyna, z którą uprzednio flirtował Neymar. I wcale nie sprawiało to, że czułam się lepiej.
Gdy przechodziliśmy obok dziewczyna patrzyła się na Neymara, jakby miała zaraz się na niego rzucić i w pewnym momencie nawet puściła do niego oczko. Tak, byłam zła.
I wtedy Neymar, który oczywiście to zauważył, spojrzał na mnie, objął mnie ramieniem i ucałował opiekuńczo w czoło. A ja odwróciłam się do dziewczyny i pokazałam jej język z wyższością. Tylko dlaczego byłam zazdrosna o NEYMARA?
To na pewno wina tego wina...
Więcej nie piję! Nigdy w życiu!
Wyszliśmy razem z hotelu, Neymar otworzył mi drzwi do swojego samochodu, a zaraz potem siedział już obok mnie.
- To gdzie jechać? Odwieźć cię do domu, czy może wolałabyś pojechać do mnie? - zapytał, a ja spojrzałam na niego, zdziwiona taką propozycją.
Nawet nie zdążyłam pomyśleć nad odpowiedzią, gdy on znów zabrał głos:
- Pytam jedynie dla twojego bezpieczeństwa. Wolałbym nie zostawiać cię samej nawet, biorąc pod uwagę jak mało wypiłaś. Po prostu się martwię - spojrzał na mnie przelotnie, ale zaraz znów przeniósł wzrok na drogę.
- Możesz jechać do siebie - powiedziałam w końcu i oparłam głowę o boczną szybę. Było ciemno na dworze, więc jedyne co widziałam to światła mijanych przez nas latarni.
- Kiedy wypijesz jesteś taka dziwnie spokojna. Jakbyś nie była sobą - po kilkunastu minutach ciszy, odezwał się Neymar.
- Nie przyzwyczajaj się - ledwo zdążyłam to powiedzieć, bo zachciało mi się ziewać. Tak, zdecydowanie byłam zbyt zmęczona, a jazda samochodem tylko jeszcze bardziej mnie usypiała.
- Po prostu, gdy będę chciał z tobą normalnie porozmawiać, to cię upiję i po kłopocie - zaśmiał się, ale ja nawet nie miałam siły, żeby zrobić to samo.
- Będę miała to na uwadze - próbowałam się uśmiechnąć, ale raczej nie bardzo mi to wyszło.
Około dziesięciu minut później byliśmy już na miejscu, więc wciąż praktycznie śpiąca wysiadłam przy pomocy Neymara z jego samochodu i poszliśmy do domu, gdy tylko weszliśmy do domu, zauważyłam jaka cisza tam panuje. I wtedy przypomniałam sobie, że są tu Carolina i Davi i że przecież powinno tu być głośno.
- A nie miało być u ciebie... - chciałam zapytać Neymara, ale w tym samym momencie usłyszeliśmy głos.
- Neymar? Już wróciłeś? Davi już śpi - zawsze poznałabym osobę o tym głosie. Moment później pojawiła się ona w korytarzu, w którym właśnie stałam razem z Neymarem, który trzymał swoją rękę na moich plecach, żebym przypadkiem, gdybym straciła równowagę, nie spotkała się bliżej z panelami na jego podłodze.
Carolina patrzyła śladem jego dłoni, a zaraz potem przeniosła wzrok na moją twarz. Patrzyła na mnie z takim wyrazem twarzy, że od razu domyśliłam się, ze mnie poznała.
Tak, jak obiecywałam, pojawiam się z nowym rozdziałem i oczekuję tu choć trochę jakiejś waszej obecności. Nie będę się rozpisywać jak zawsze.
Po prostu mam nadzieję, że jeszcze tu jesteście.
Neyforever :*