~ A więc dlaczego by nie teraz?
- Wiesz, Neymar, to może ja was zostawię - Carolina odezwała się dopiero po chwili, zmieszana całym zajściem.I rozumiałam co musiało chodzić jej po głowie. Nagle spotyka swoją dawną przyjaciółkę, której nie widziała od kilku lat i do tego w dość niezręcznej sytuacji z własnym bratem. No cóż, ciekawie musiało to wyglądać.
- Nie poczekaj - zawołał za nią Junior, gdy Carolina odwracała się już, by wrócić na górę. Dlaczego nie pozwolił jej po prostu iść z powrotem do pokoju? Wtedy wszystko byłoby o wiele łatwiejsze.
"Ale życie nigdy nie jest łatwe"
- Hm? - wróciła do nas wzrokiem.
Wiedziałam, co chodziło jej po głowie. Zapewne same pytania skierowane do mnie. Dotyczące relacji z Neymarem. I już kolejna osoba w ciągu jednego dnia.
- Nie będziesz miała nic przeciwko, jeśli Nadia zostałaby dzisiaj u mnie na noc? - zapytał Neymar. - Jest moją przyjaciółką i nie chciałbym jej zostawiać samej w tym stanie.
Mówił tak, jakbym wypiła co najmniej z hektolitr alkoholu. A to było tylko kilka kieliszków wina.
"Dramatyzuje"
- Nie, pewnie, że nie miałabym. W końcu to twój dom - wzruszyła ramionami. Wydawała się być obojętna na wszystko, co się właśnie działo, ale w środku na pewno zżerała ją ciekawość. - Możesz układać sobie swoje życie, jak tylko chcesz - dodała. Nie słychać było tam ani grama zazdrości. Nie wiem, co wydarzyło się między Caroliną a Neymarem po moim wyjeździe, ale raczej nie było to nic, co pozwoliłoby, żeby ich związek nadal trwał. Tak nie zachowują się ludzie, który są razem szczęśliwi.
Ale ja sama, gdy już przetrawiłam słowa Caroliny, poczułam jakąś dziwną potrzebę wytłumaczenia się.
- Ja i Neymar to nie to, o czym myślisz - odezwałam się. - On jest po prostu dla mnie dobrym przyjacielem.
Carolina kiwnęła powoli głową.
- Tak, wiem - westchnęła. - Rozumiem.
I nagle nastała pomiędzy na mi cisza, wręcz grobowa. I trwała do póki Neymar się nie odezwał.
- To ja może odprowadzę Nadię do pokoju.
- Tak, ja też wrócę lepiej do siebie - powiedziała Carolina, odwróciła się i zaraz potem zniknęła nam z oczu. Neymar wtedy spojrzał na mnie przepraszająco.
- Nie przejmuj się jej dziwnym zachowaniem. Zazwyczaj się tak nie zachowuje - powiedział.
- Myślę, że... eh, nie ważne. Po prostu przyjazd tutaj chyba nie był najlepszym pomysłem.
- Nie mów tak - przytulił mnie mocno do siebie. A ja poczułam się jeszcze gorzej, niż czułam się przez całą drogę tutaj i spotkanie z Caroliną. Nagle zrozumiałam, że moim zachowaniem mogę dawać Neyowi złudną nadzieję, że jednak coś do niego czuję.
"Oh, to jest tak beznadziejne!"
- Naprawdę jak się napijesz to nie jesteś sobą - uśmiechnął się, gdy się od niego odsunęłam.
Westchnęłam.
- Zdecydowanie.
Neymar w ciszy zaprowadził mnie do pokoju, w którym miałam spędzić dzisiejszą noc. Gdy zapalił światło, pomieszczenie wcale mnie nie zaskoczyło. Pod ścianą stało całkiem spore, dwuosobowe łóżko, a po jego obu stronach małe szafki nocne. Na przeciwnej ścianie znajdowały się jeszcze szafa i mała komoda.
- No to... czuj się jak u siebie - usłyszałam głos stojącego za mną Neymara. - Ja idę jeszcze sprawdzić, co u Caroliny i Daviego, i też będę kładł się spać.
Nie zwracając na nic uwagi po prostu weszłam do pokoju. Lekko wystraszyłam się, gdy stanęłam nagle na czymś bardzo miękkim, ale strach minął, gdy zauważyłam, że to tylko dywan. Podeszłam do łóżka i usiadłam na nim.
I w nagłym przypływie odwagi zapytałam:
- Dlaczego ty i Carolina już nie jesteście razem?
Podniosłam wzrok na chłopaka, który nadal stał w wejściu. Przeczesał włosy, jakby zastanawiał się, co ma mi odpowiedzieć. Potem odepchnął się od futryny, o którą się opierał i wszedł do pokoju, zamykając za sobą drzwi. Chwilę później siedział już na przeciwko mnie. Ale zanim się odezwał upłynęło kilka długich minut, podczas których po prostu oboje się sobie przyglądaliśmy.
- Nasze drogi najzwyczajniej w świecie się rozeszły. Dopiero gdy Caro zaszła w ciążę, zdaliśmy sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nie chcemy być ze sobą na zawsze razem. Oboje uznaliśmy, że to nie było "to".
I znów pojawiła się ta cisza, podczas której zaczęłam się zastanawiać.
Neymar i Carolina, mój brat i najlepsza przyjaciółka byli parę już na rok przed moim wyjazdem. I na tyle zdążyłam się przyzwyczaić do ich związku, że nie wyobrażałam sobie ich osobno. Oczywiście wiedziałam, o ciąży Caroliny, ale chyba nie zdążyłam dowiedzieć się o tym, że jednak nie są już razem. A ja zawsze uważałam ich za taką idealną parę. I Rafaela z resztą też.
No właśnie, Rafaela. Co jeśli z Caro nadal mają taki dobry kontakt i była dziewczyna Neymara właśnie dzwoni do mojej siostry, żeby jej o wszystkim opowiedzieć?
"Boże, proszę, oby nie!"
- Chciałabyś coś jeszcze wiedzieć? - głos Neymara wyrwał mnie z zamyślenia.
- Nie - odpowiedziałam szybko, słysząc smutek w jego głosie. - I Neymar.... - dodałam, gdy wstawał z łóżka. Zatrzymał się i spojrzał na mnie. - Nie chciałam cię urazić.
Uśmiechnął się smutno.
- Nie uraziłaś mnie. Po prostu, w okresie, w którym rozstałem się z Caroliną, naprawdę wiele się działo i nie koniecznie były to przyjemne rzeczy - westchnął. - Ale było minęło. Trzeba żyć dalej. - Schylił się i pocałował mnie w czoło. - Dobranoc.
- Dobranoc - odpowiedziałam mu tym samym, kiedy szedł do drzwi. Kiedy już tam dotarł, odwrócił się i dodał jeszcze:
- Gdybyś czegoś potrzebowała, to mój pokój jest zaraz obok, a Carolina jest na przeciwko.
Kiwnęłam głową na znak, że zrozumiałam, a on zamknął za sobą drzwi.
"No to zostałam sama"
Słyszałam, jak Neymar zamyka drzwi od swojego pokoju i wpadłam na pewien pomysł. Gdybym rano chciała porozmawiać z Caroliną, na pewno przeszkodziłby nam Junior. A kiedyś w końcu muszę z nią porozmawiać, a im szybciej tym lepiej. Więc dlaczego by nie teraz?
Po cichu podniosłam się z łóżka i dosłownie na palcach podeszłam do drzwi. Uchyliłam je lekko i rozejrzałam się po korytarzu, czy przypadkiem nikt nie wybrał się na spacer, ale nie, korytarz był całkowicie pusty. Szybko przemknęłam te kilka kroków i zaraz byłam już pod drzwiami pokoju Caroliny. Zapukałam delikatnie i nie czekając na odpowiedź, weszłam do środka.
Carolina nadal wydawała się być zdziwiona, widząc mnie. Nie dziwiłam się jej - w końcu ja też czułam to samo, gdy widziałam ją po trzech latach.
- Co ty tu robisz? - to były pierwsze słowa, jakie wypowiedziała. I byłam pewna, że wcale nie chodziło jej konkretnie o moją obecność w jej pokoju. Choć w jakiejś części może też.
- Caro, ja naprawdę wszystko ci wyjaśnię, tylko mnie posłuchaj - miałam ochotę wręcz ją błagać, żeby od razu nie oskarżała mnie o wszystko, co najgorsze. W końcu kiedyś byłyśmy przyjaciółkami i nie chciałam zaraz po spotkaniu znowu jej tracić.
Ale wbrew moim oczekiwaniom, Carolina podeszła do mnie i się przytuliła. Byłam tym ogromnie zdziwiona, ale od razu odwzajemniłam uścisk.
- Czemu, do cholery, nas zastawiłaś?! - powiedziała, pociągając nosem, co mogło świadczyć tylko o jednym. - Dlaczego się do nas nie odzywałaś?!
- Przepraszam, Caro, tak bardzo cię za to przepraszam.
***********
- Jak się spało? - zapytał Neymar, gdy tylko zauważył, że wychodzę z pokoju. Idzie korytarzem, ubrany jedynie w nisko opuszczone dresy, był bez koszulki. Oczywiście mój wzrok od razu znalazł się na jego klatce, ale dość szybko przypomniałam sobie na szczęście, kim Neymar dla mnie jest. I odwróciłam wzrok w kompletnie inną stronę.
- Całkiem nieźle - odpowiedziałam, a po chwili ciszy dodałam: - Dziękuję.
Nie odpowiedział, tylko pokręcił głową z uśmiechem.
Odezwał się dopiero, gdy stanął już ze mną twarzą w twarz.
- Chyba powinienem cię odwieźć do domu, co?
Nawet otworzyłam już usta, żeby odpowiedzieć mu, że tak byłoby najlepiej, ale niestety ktoś mnie uprzedził. - Nawet nie myśl o tym, żeby wywieźć ją stąd bez śniadania - Nagle drzwi za plecami Neymara się otworzyły i stanęła w nich niewysoka blondynka. Z olbrzymim uśmiechem na ustach.
- Nawet nie śmiałbym o tym pomyśleć - zaśmiał się Junior i przelotnie spojrzał na swoją byłą dziewczynę. Ale w jego oczach nie widziałam już tego uczucia, które widziałam wtedy, gdy byli parą. To wszystko już się skończyło.
- To dobrze - odpowiedziała mu Caro. - Idźcie z Nadią na dół, a ja zaraz przyjdę z Davim.
Na dźwięk imienia mojego bratanka, moje serce aż podskoczyło. Z radości i jednocześnie ze strachu. Bo z jednej strony cieszyłam się na to, że w końcu mogłabym go pierwszy raz w życiu zobaczyć. A z drugiej, bałam się, że mnie nie zaakceptuje. Lub coś podobnego, czego sama nie potrafiłam zrozumieć.
- W takim razie czekamy w kuchni - zapowiedział Neymar. Złapał mnie za rękę i poprowadził za sobą korytarzem.
Próbowałam oczywiście wyszarpnąć moją dłoń z jego uścisku, ale nic z tego - trzymał ją zbyt mocno, tak, jakby domyślał się, że będę chciała ją zabrać. No więc byłam skazana na jego bliskość, przynajmniej w takim wydaniu.
- Carolina chyba w ciągu nocy zmieniła o tobie zdanie - odezwał się. - Wręcz diametralnie - dodał.
Nie odpowiedziałam.
Owszem, wiem, że coś takiego się wydarzyło. Ale nie do końca samoistnie.
Dość długo wieczorem zajęło mi wyjaśnienie Carolinie choć fragmentu z tego, co powinna wiedzieć. Na szczęście fakt, że trochę wiedziała jeszcze przed moim wyjazdem z Brazylii trochę ułatwił mi to, ale też nie było najprościej.
Ważne było to, że Carolina mi wybaczyła. I może też trochę zrozumiała w jakiej obecnie jestem sytuacji. Choć nie byłam pewna, że widziała to dosłownie tak, jak to było naprawdę.
A też inną istotną rzeczą był fakt, że obiecała nikomu nie mówić o tym, że mnie spotkała. Chciała chyba w pewien sposób pomóc mi zachować anonimowość przed moją rodziną i dawnymi przyjaciółmi, przed którymi się ukrywałam. A szczególnie obiecała nie wspominać o niczym Rafaeli.
Oczywiście nie byłaby sobą, gdyby nie ochrzaniła mnie za to, że mimo wszystko nie chcę w końcu powiedzieć mojej rodzinie, że mam kontakt z bratem. I oczywiście, tak jak wszyscy, była na mnie zła za to, że okłamuję samego Neymara. Ale byłam zdecydowanie bliższa powiedzenia jemu prawdy niż odezwania się do mojej rodziny.
Gdy już z Neymarem znaleźliśmy się w kuchni, usiedliśmy przy wyspie kuchennej i w ciszy czekaliśmy na przyjście Caroliny. Zajęło to kilka minut, a ja z każdą sekundą denerwowałam się jeszcze bardziej.
Gdy w końcu się pojawiła, w dodatku sama, poczułam ogromną ulgę i spokojnie wypuściłam wstrzymywane przez chwilę powietrze.
- Davi jeszcze śpi, a nie chciałam go budzić - powiedziała Caro, biorąc się od razu za robienie śniadania.
- Pomóc ci może? - zapytałam, gdy nagle ogarnęły mnie wyrzuty sumienia, że on sama będzie musiała robić posiłek dla całej naszej trójki.
- Nie, spokojnie, dam sobie radę - uśmiechnęła się do mnie wdzięcznie.
I jakieś pięć minut później siedzieliśmy już razem i jedliśmy śniadanie, które przygotowała. Oczywiście nie robiliśmy tego w ciszy.
- No to opowiadaj, Nadia, co robisz w Barcelonie? - zapytała. Dla Neymara zapewne to pytanie zabrzmiało całkiem normalnie, ale ja wyczułam podtekst. Carolina aż umierała z ciekawości na temat tego, jakim cudem nagle znalazłam się w Barcelonie.
Przełknęłam, więc to, co miałam w buzi i zaczęłam opowiadać.
- Pracuję. A dokładniej to od niedawna gram w żeńskiej sekcji FC Barcelony - wyjaśniłam. Nie chciałam być jakoś bardzo wylewna. To mogłoby wywołać u Neymara jakieś podejrzenia.
- Powinnaś pójść na jakiś jej mecz. Jest naprawdę świetna - powiedział, oczywiście z buzią pełną jedzenia.
- Junior, czy ciebie to matka nie wychowała? Jeny, siostra taka wychowana, a ten po prostu brak kultury! - odezwała się Caro.
I teraz nasuwa się pytanie. Mówiła o Rafaeli czy może o mnie?
- Oj, daj już spokój. Jestem w domu, mogę robić, co mi się podoba - Neymar zaczął jęczeć, słysząc uwagi swojej byłej dziewczyny.
- Tylko mi Davisia tego nie ucz!- prychnęła. - A wracając do ciebie, Nadia, to co robiłaś wcześniej? Zanim zaczęłaś grać w klubie?
Uśmiechnęłam się na same wspomnienia tych miejsc i tych ludzi.
- Mieszkałam w Londynie. Zamieszkałam tam zaraz, po wyjeździe z rodzinnego domu.
- A nie brakuje ci domu? Rodziny?
Tak, to pytanie też nie mogło obyć się bez kontekstu.
Westchnęłam, zanim postanowiłam odpowiedzieć.
- Brakuje. Nawet nie wiesz, jak bardzo. Ale cholernie trudno jest się przyznać przed nimi do tego, że ucieczka była w pewnym sensie błędem.
*****
- To do zobaczenia. Mam nadzieję, że Neymarowi uda się jeszcze cię do nas ściągnąć - powiedziała Caro na pożegnanie, gdy opuszczałam posesję piłkarza. Oczywiście z nim samym.
- Chociażbym miał ją do tego zmusić - uśmiechnął się i przytulił mnie od tyłu. Co nie do końca było dla mnie komfortowe.
- Mam wrażenie, że Nadia wcale nie czuje się zmuszona do tego, żeby z tobą przebywać, Neymar.
Nawet nie widząc twarzy Neya, mogłam stwierdzić, że bardzo musiał ucieszyć się na stwierdzenie Caroliny.
- Mam taką nadzieję - powiedział.
- Neymar, chyba powinniśmy już jechać - zauważyłam, zaraz po sprawdzeniu godziny w telefonie. Było już dobrze po 11. Niby trening mam dopiero wieczorem, ale chciałabym jeszcze w międzyczasie ogarnąć jeszcze resztę rzeczy w mieszkaniu, a to na pewno nie zajmie mi pięciu minut.
- Tak, chyba powinniśmy - zgodził się ze mną.
Moment później pożegnałam się z Caroliną i wsiadłam do samochodu Juniora. Zapinałam pasy, gdy zauważyłam, że mnie obserwuje.
- O co chodzi? - zapytałam.
- O nic. Po prostu ładnie wyglądasz - uśmiechnął się i wyjechał ze swojego podjazdu.
W sumie, to przez całą drogę z Neymarem wymieniliśmy może ze dwa - trzy słowa. Nie miał do mnie wcale daleko, a tematów do rozmów też jakoś nie było zbyt wiele.
- Chciałabyś się jeszcze dzisiaj zobaczyć z chłopakami? - zapytał, gdy zaparkował zaraz pod moim blokiem. Przez chwilę zastanawiałam się, o czym mówi i dopiero po chwili przypomniałam sobie o Cescu i Oscarze.
- Sama nie wiem. Chyba nie będę miała na to dzisiaj czasu. A z resztą myślę, że chyba wolałabym od nich odpocząć po tym, co stało się wczoraj - odpowiedziałam smętnym głosem. W sumie to nawet sama nie wiem z jakiego powodu.
- Nie, żebym się z tobą nie zgadzał. Po prostu Cesc się mnie o to pytał - westchnął. - Wiesz, Nadia, naprawdę się cieszę, że ty i Carolina jednak się polubiłyście - dodał.
- Tak, też się cieszę z tego powodu - odpowiedziałam - Carolina jest naprawdę fajna. I dobrze, że wy też utrzymujecie dobre kontakty.
Mimo że staraliśmy się jakoś ze sobą rozmawiać, to jednak atmosfera i tak była dość dziwna.
- Wiesz, chyba powinnam już iść - odezwałam się po chwili ciszy, jaka między nami zapanowała.
- To... do zobaczenia - uśmiechnął się.
- Tak, do zobaczenia - uściskałam go lekko na pożegnanie i wysiadłam z jego samochodu.
Mimo że w Barcelonie temperatury robiły się z każdym dniem coraz wyższe, to jednak mi nadal było zimno. Dlatego szybko pobiegłam do drzwi mojej klatki i weszłam do środka. A może też dlatego, że chciałam jak najszybciej zniknąć z pola widzenia Neymara.
Wsiadłam do windy i wjechałam na moje piętro. Ale gdy wyszłam już na korytarz, byłam lekko zdziwiona widząc tam akurat tę osobę.
"Nie sądziłam, że będzie chciał ze mną w ogóle rozmawiać"
Nie odzywając się, przeszłam obok niego i włożyłam klucz w zamek moich drzwi. Otworzyłam je na oścież i gestem zaprosiłam gościa do środka.
Ktoś?
Coś?
Neyforever