piątek, 25 listopada 2016

Rozdział 22.

~ "-To moi rodzice"

Nie można powiedzieć, że rozmowa z Danim należała do najprostszych. Naprawdę trwało to trochę zanim w końcu doszliśmy do jakiegokolwiek porozumienia. Aż w końcu doszliśmy do tego, że Dani postawił mi jeden jedyny warunek.
"Jeśli nie powiesz mu tego w przeciągu przyszłego miesiąca, to ja nie będę się wahał przed zrobieniem tego. Jesteś moją przyjaciółką, ale nie pozwolę, żebyś okłamywała mojego najlepszego kumpla" - powiedział.
Nie miałam, żadnych zastrzeżeń, co do tego. Też miałam już dość okłamywania Neymara i miałam ochotę powiedzieć mu o wszystkim już w tej chwili. Ale wiedziałam, że nie mogłam. Chciałam znaleźć jakiś dobry moment, żeby mu powiedzieć. Bo w końcu nie powiem mu o tym, że jestem jego siostrą ani gdy będziemy razem jechać samochodem, ani też nie powiem mu tego przy świadkach. To ma być nasza prywatna rozmowa. A do tego muszę przemyśleć to, co mam zamiar powiedzieć. Przecież nie powiem prosto z mostu: "Ej, Neymar, jestem twoją siostrą!"
I mając to w zamiarze, starałam się jak najbardziej unikać Neymara. Co było tym trudniejsze, że moje treningi zostały przeniesione na inną godziną i mijaliśmy się ilekroć szłam na mój trening, a on wychodził ze swojego. Ale szczęście w nieszczęściu, że zazwyczaj nie mieliśmy zbyt dużo czasu, żeby chociaż zamienić ze sobą choć kilka słów.
Ale dzisiaj nadszedł ten dzień, w którym mimo wszystko będę musiała spędzić trochę czasu z Neymarem. Po wczorajszym meczu, wygranym oczywiście przez Barcę 3:1, Cesc i Oscar wracają już razem z drużyną z powrotem do Londynu.  I właśnie wczoraj wieczorem dostałam wiadomość od Juniora, że zamierza ich odwiedzić jeszcze przed ich wyjazdem. Zapytał, czy nie chciałabym może się jeszcze z nimi pożegnać, więc nie mogłam mu odmówić.
Umówiłam się z nim dopiero za godzinę, ale tak nudziło mi się w moim mieszkaniu, że postanowiłam wyjść wcześniej. Neymar miał po mnie przyjechać, ale tym razem to ja wybrałam się do niego. Zamknęłam drzwi wejściowe, zjechałam windą na sam parter. Gdy wyszłam na świeże powietrze, moje włosy od razu zostały rozwiane przez silny wiatr. Założyłam na głowę kaptur i wartko ruszyłam wzdłuż mojej ulicy. Do przejścia miałam może kilka przecznic, a dalszą drogę miałam zamiar przejechać autobusem. Nie miałam tak dużo czasu, żeby do domu Neymara dotrzeć na piechotę.
Dotarcie do przystanku nie wymagało ode mnie jakiejś ogromnej drogi do przebycia, więc po 10 minutach siedziałam już w autobusie, który jechał w kierunku dzielnicy Pedrables, w której mieszkał Neymar. Z Les Cort nie było tam jednak daleko.
Z przystanku autobusowego do domu Neymara było tylko kilka kroków. Gdy stanęłam pod bramą jego posiadłości, wzięłam głęboki oddech. Jego Audi stało na podjeździe, więc na pewno był jeszcze w domu. Z lekką, niezrozumianą obawą wcisnęłam przycisk na domofonie.
- Tak? - usłyszałam w nim głos Caroliny.
- Hey, tu Nadia - odpowiedziałam.
Caro nie odpowiedziała, ale usłyszałam dźwięk otwierania bramki, co oznaczało, że spokojnie mogę wejść do środka. Nie zdążyłam jednak przejść nawet połowy drogi do drzwi wejściowych, gdy one otworzyły się i stanęła w nich Carolina. Jej mina zdradzała ogromne podekscytowanie na mój widok. Wydaje mi się, że nadal nie może uwierzyć, że znowu mamy kontakt.
- Nadine, jak fajnie, że przyszłaś - zawołała, obejmując mnie za szyję.
- Wpadłam do Neymara, bo mieliśmy jechać razem do chłopaków. Jest w domu?
- Jasne. Chodź - odpowiedziała, otwierając szerzej drzwi i wpuszczając mnie do środka.
Panowała tam względna cisza. Aż do momentu, gdy usłyszałam odgłos, jakby ktoś uderzał młotkiem w coś ciężkiego. Spojrzałam zdziwiona na Caro, która zdawała się nie zwracać na to uwagi.
- Junior jest w salonie - powiedziała, wzruszając ramionami. - Nie będę wam przeszkadzała, pójdę zobaczyć co u Daviego - dodała i ruszyła w stronę schodów.
Zostawiła mnie samą, więc jedynym wyjściem, jakie miałam było znalezienie Neymara. I tak jak mówiła Caro, znalazłam go siedzącego na podłodze w salonie. Zaraz przed nim leżała ogromna antyrama, taka, w jakich zazwyczaj piłkarze wieszają swoje koszulki z ważnych meczy. I spodziewałam się taką zobaczyć, ale za to na białym tle Neymar starał się jak najrówniej ułożyć jakąś powiększoną fotografię.
Stanęłam w wejściu do salonu i obserwowałam, co robił. A on ułożył zdjęcie idealnie po środku, zamknął ramę. Wstał i przyłożył ją do ściany dokładnie naprzeciwko mnie, więc nawet nie zauważył, że tu jestem. I dopiero, gdy skończył, po kilku minutach uderzania młotkiem w ścianę i następnych kilku wieszania ramy tak, a by była prosto, Junior odsunął się, żeby podziwiać swoje dzieło i ja też w końcu mogłam to zobaczyć. I nie wiedziałam nawet, co mam o tym myśleć. Nigdy nie spodziewałam się, zobaczyć tego w jego domu.
Na fotografii znajdowali się nasi rodzice, on, Rafaella.. I nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie postać małej dziewczynki, która znajdowała się zaraz obok Neymara. Ja. Pamiętam, kiedy to zdjęcie zostało zrobione. Z Neymarem mieliśmy wtedy po pięć lat, właśnie wróciliśmy z zabawy z przyjaciółmi na naszej ulicy. Mama trzymała roczną Rafaellę na rękach, a obok niej stał tata, z uśmiechem spoglądając na swoje dzieci. Miałam gdzieś w domu to samo zdjęcie. Jest to jedno z niewielu, na których jesteśmy naprawdę szczęśliwą rodzinką. A najszczególniej przeze mnie uwielbiane jest to zdjęcie dlatego, że ja i Neymar stoimy blisko siebie, uśmiechamy się do siebie tak, jakbyśmy zaraz mieli wybuchnąć śmiechem. Bo rzeczywiście to stało się zaraz po uchwyceniu momentu z fotografii. Wtedy wszystko wydawało się być prostsze.
- Nadia? - nagle głos Neymara wyrwał mnie ze wspomnień o naszym wspólnym dzieciństwie. Spojrzałam na jego zdziwiony wyraz twarzy i uśmiechnęłam się.
- Nie miałam, co robić sama w domu, więc pomyślałam, że przyjdę - powiedziałam.
- Trzeba było zadzwonić, przyjechałbym do ciebie.
- Miałeś chyba ważniejsze rzeczy do roboty - wskazałam z uśmiechem na fotografię za nim. - Co to?
Neymar odwrócił się, a ja podeszłam i stanęłam zaraz obok niego. Zrobiło mi się cieplej na sercu, gdy zauważyłam, że on też uśmiecha się do zdjęcia. Musiałam poczekać moment, zanim usłyszałam jego odpowiedź.
- To moja rodzina. Za czasów, kiedy jeszcze nie mieszkaliśmy w różnych zakątkach świata.
Westchnął. Myślałam, że nie powie już nic więcej i zdziwiłam się, gdy nagle kontynuował.
- To moi rodzice - wskazał na, młodych jeszcze, Nadine i Neymara Sr - moja mama trzyma na rękach Rafeallę, która właśnie skończyła roczek. Tutaj stoję ja, a obok mnie jest... - nagle urwał, przenosząc wzrok na małą mnie. Byłam ciekawa, o czym w tym momencie pomyślał. - Nie ważne - westchnął i się odwrócił, a ja poczułam, jak coś mocno kłuje mnie w serce.
"Nie ważne" - odbijało się w mojej głowie jak echo. Nie jestem ważna.
- Jeśli nie chcesz mówić, nie musisz... - powiedziałam, żeby tylko przerwać niezręczną ciszę, która się rozpoczęła.
- Nie, nie chodzi o to. Po prostu ta dziewczynka, którą widzisz na zdjęciu obok mnie to... - nagle się zatrzymał, jakby to co chciał powiedzieć nie mogło mu przejść przez gardło. - Mało kto o niej wie i ja sam też jakoś często sobie o niej nie przypominam.
- Rozumiem.
I znowu zapanowała cisza, ale tym razem tylko na moment.
- To co, jedziemy już do chłopaków? - Neymar odwrócił się do mnie z uśmiechem na ustach.
- Jasne - też przybrałam na twarz lekko krzywy uśmiech i skierowałam się do wyjścia.
- Caro, my wychodzimy! - krzyknął chłopak przed naszym wyjściem, a zaraz potem zamknął za nami drzwi.
Jak tylko Neymar zamknął za mną drzwi od samochodu, obszedł go dookoła i wsiadł na swoje miejsce. Od razu po wyjechaniu na ulicę włączył radio i poczułam, że nie chce na razie ze mną rozmawiać. Nie naciskałam, skoro nie chciał. Dlatego tym bardziej zdziwiłam się, gdy nagle przyciszył muzykę.
- Pamiętasz moment, w którym się poznaliśmy? - zapytał, spoglądając na mnie przelotnie.
- Oczywiście, że pamiętam, jak mogłabym zapomnieć. Wpakowaliście się wtedy do mojego życia i dodatkowo ściągnęliście mnie na drugi koniec Europy.
- Dosłownie - zaśmiał się krótko, a potem znowu spoważniał.
W tej samej chwili zaparkował pod hotelem, w którym zatrzymała się drużyna Chelsea. Myślałam, że Neymar po prostu skończył już temat i wysiądzie teraz z samochodu, ale on oparł jedną rękę na kierownicy i odwrócił się w moją stronę.
- Powiedziałaś nam wtedy o swoim bracie. O tym, że nie wiesz do tej pory gdzie jest - odezwał się.
- Pamiętam - odpowiedziałam zdziwiona faktem, że tak nagle o tym wspomniał.
- Chciałbym ci tylko powiedzieć, żebyś nigdy nie zaprzestała poszukiwań. Bo w pewnym sensie wiem, jak możesz się czuć, gdy kogoś ci brakuje. Bo ta mała dziewczynka z fotografii w moim salonie... Ona też zniknęła bez śladu. Zaginęła, gdy miała osiemnaście lat i do tej pory nie ma po niej śladu. Czasami sobie przypominam o tej małej dziewczynce, a potem przychodzi mi do głowy widok tej osiemnastoletniej, niewysokiej dziewczyny z krótkimi blond włosami i krzywymi zębami - uśmiecha się pod nosem. - Zawsze w dzieciństwie chodziła ubrana w takie różnokolorowe sukieneczki i uwielbiała nosić wstążki we włosach. I tylko tyle pamiętam. Przez tyle lat ją olewałem, miałem za nic, a teraz jakbym ją spotkał na ulicy, to pewnie nawet bym jej nie poznał. Więc proszę, nie popełniaj moich błędów.
Przez dłuższy moment nawet nie zabrałam głosu, żeby mu na to odpowiedzieć, a on tylko się we mnie wpatrywał. Byłam w głębokim szoku, gdy usłyszałam to, co powiedział. Nie spodziewałam się, że on nadal w pewien sposób mnie pamięta. I że zdaje sobie sprawę z tego, że zawalił.
- Dlaczego nie chcesz jej szukać? - zapytałam, bo nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć.
- Bo nie wiem gdzie, nie mam nawet pojęcia, jak wyglądała przed zaginięciem, bo już jej nie pamiętam, a nie mam żadnych jej zdjęć.
- Jak to nie masz zdjęć?
- Po prostu. W tamtym czasie wszystko kręciło się wokół mojej kariery. Ja, moi rodzice wiecznie coś załatwialiśmy, gdzieś wyjeżdżaliśmy, a ona i Rafaella zostawały same w domu. Nie było czasu na żadne sprawy rodzinne.
- A czemu po prostu nie poprosisz o zdjęcia Rafy? Przecież powinna jakieś mieć, skoro spędzały ze sobą tyle czasu.
- Prosiłem. Ale dla Rafy zniknięcie siostry to nadal drażliwy temat. Jak poszedłem do niej z prośbą o zdjęcie, to zrobiła mi wielką awanturę o to, że to wszystko moja wina. I w sumie ma rację.
Gdy to usłyszałam, miałam ochotę mu współczuć, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze i to nie jego wina. Ale wtedy też przypomniałam sobie kim Neymar dla mnie był i że to rzeczywiście on był przyczyną, dla której opuściłam Brazylię.
- Może kiedyś ci to wszystko wybaczy.


Może ten rozdział nie jest idealny, ale chciałam go dokończyć i dodać, bo wiem, że dawno nic tutaj nie było :/ Ale obiecuję, że po zakończeniu tego opo będę poprawiać wszystkie rozdziały ;) Więc czeka mnie dużo pracy xD

Neyforever :*