środa, 2 marca 2016

Rozdział 10.

- Leo... ja.., - nie wiedziałam co powiedzieć. Jak mogłam być tak głupia, żeby zostawić tam swój dowód? Dlaczego ja w ogóle ciągle nosiłam go przy sobie?!
Ale teraz nie było to najważniejsze. Leo już wiedział.
- Naprawdę Nadia, nie ufasz mi na tyle, żeby mi o tym powiedzieć? - wbrew wrażeniu jakie sprawiają te słowa, Leo wcale nie krzyczał. Był naprawdę spokojny.
- Leo... proszę... proszę cię... nie mów mu o niczym - w kącikach moich oczu zaczęły zbierać się łzy. Ale nie były one spowodowane całą rozmową. Chodziło przede wszystkim o to, że wyobraziłam sobie reakcję mojego brata na wieści kim jestem.
- Tylko dlatego mi nie powiedziałaś? Bo bałaś się, że od razu polecę mu o wszystkim powiedzieć? Naprawdę masz mnie za kogoś takiego?
- Proszę, zrozum mnie. Jeśli on się dowie... Skoro mam grać teraz w klubie i ułożyć sobie tu życie... Jeśli on się o tym dowie, znowu będę musiała wyjechać... Znowu wszystko się posypie... I ja znowu nie będę mogła się po tym pozbierać. Leo, proszę zrozum mnie. Nikt nie może się o tym dowiedzieć. A tym bardziej nie on - zaczęłam płakać. Ciepłe łzy spływały po moich policzkach, ponieważ aż tak bardzo bałam się, że ponowna relacja z moim bratem zniszczy mi życie. Nie chcę znowu uciekać. Nie chcę znowu płakać nocami, dlatego, że on nie uznaje mnie za siostrę.
- Nadia, posłuchaj - powiedział Leo, łapiąc mnie za ręce. - Jeśli tego nie chcesz, jeśli uważasz, że tak będzie lepiej, to ja to uszanuję. Jest moim przyjacielem i sądzę, że powinien znać prawdę, ale powiesz mu to sama, kiedy uznasz to za stosowne. Po prostu...  Nie traktuj go źle. Nie wiem co się wydarzyło pomiędzy wami, ale on się zmienił - zapewnił mnie. - Zaufaj mu. Na nowo.
Leo uśmiechnął się do mnie, a po chwili włączył silnik i odjechał z pod domu Alvesa.
- Ale... - już miałam powiedzieć, że przecież miałam wrócić do domu, ale przyjaciel jakby czytał mi w myślach.
- Nie sądzisz, że to by się niezbyt dobrze skończyło, gdyby Dani zobaczył cię w takim stanie? - i nie musiałam o nic więcej pytać.
Nie wiedziałam, gdzie Leo zmierza i tez on widocznie nie chciał mnie o tym powiadomić. Siedział cicho, skupiając się w stu procentach na drodze. Wiedziałam, że pewnie będzie dużo myślał o tej całej sytuacji, ale na pewno nie teraz. Leo był zbyt odpowiedzialny.
Ja za to nie przestawałam myśleć o tym, że byłam tak głupia, że sama się zdradziłam. A co by było, gdyby to on znalazł ten dowód? Byłabym skończona. Nie wiem jak bym się przed nim wytłumaczyła.
"Ale to nie był on, więc powinnaś się cieszyć!" - zawołał cichutki głosik w mojej głowie. Miał rację. Więc czemu nie byłam z tego faktu zadowolona? Dlatego, że jednak ktoś się dowiedział? Przecież najważniejsze, że nie on.
Leo prowadził samochód w kompletnie nieznanym mi kierunku. Nie znałam Barcelony, więc na dobrą sprawę prawie każdy kierunek byłby dla mnie nieznany.
Po jakimś dłuższym czasie zatrzymaliśmy się pod jakąś posiadłością po za granicami miasta. I wcale nie długo zajęło mi domyślenie się, że znajdujemy się pod domem Messiego. Nie rozumiałam, dlaczego przywiózł mnie akurat tutaj, jednak wolałam nie pytać.
Wysiedliśmy z samochodu i podreptałam za Leo do drzwi jego domu. Wiem, że był smutny. Chciał, żebym mu zaufała i powiedziała o tym sama od samego początku, ale tego nie otrzymał. Zawiódł się na mnie i ja o tym wiem.
Jednak kiedy tylko Messi wszedł do domu, jego nastrój diametralnie się zmienił. Na jego twarzy pojawił się ogromny uśmiech, gdy zobaczył swojego synka, biegnącego w jego stronę. Jego widok widocznie pomagał Leo zapominać o problemach. Przynajmniej na czas, kiedy był przy nim.
- Tata! - zawołał maluch, przytulając się do niego.
- Hey Thiago. Tęskniłeś? - zapytał.
- Taaak! - zawołał mały Thiago, co wywołało jeszcze szerszy uśmiech na twarzy jego taty.
Po chwili odstawił chłopca z powrotem na podłogę i podszedł do dziewczyny stojącej w przejściu z salonu. Była naprawdę piękna i na pewno była mamą małego Thiago.
- Antonella - zwrócił się do niej Lio.
- Nie miałeś czasami pojechać do Alvesa - zapytała Antonella, choć była widocznie zadowolona, że jej mąż wrócił do domu wcześniej.
- Miałem, ale plany nieco się zmieniły. Poznaj Nadię, to nowa piłkarka w klubie i przy okazji przyjaciółka moja i chłopaków - powiedział, zwracając uwagę żony na moją osobę. - Nadia, to Anto, moja żona i mama Thiago.
- Hey. Bardzo miło mi cię poznać - zwróciła się do mnie. Chciałam odezwać się pierwsza, ale nie wiedziałam co miałabym powiedzieć. Byłam lekko speszona całą sytuacją.
- Hey - odpowiedziałam.
Zapewne gdyby mój mąż przyszedł do domu z jakąś dziewczyną, od razu żądałabym od niego wyjaśnień. Jednak Antonella była dziwnie zadowolona z poznania mnie. Byłyśmy dość... różne. Anto musiała mieć ogromne zaufanie do męża.
- Leoś sporo mi o tobie opowiadał. Naprawdę gratuluję przyjęcia do klubu. Musisz być naprawdę dobra - pogratulowała mi, a ja wiedziałam, że moje policzki musiały się zaróżowić.
- Nie jestem nadzwyczajna. To wszystko dzięki Leo - powiedziałam.
- Oj już nie bądź taka skromna - puściła do mnie oczko.
- Anto, będziesz zła, jeśli pójdziemy na taras trochę porozmawiać? - zwrócił się do niej Leo, przerywając naszą rozmowę.
- Oczywiście, że nie! Jeśli będziecie czegoś potrzebować to razem z Thiago jesteśmy w salonie - zabrała chłopca i opuściła przedpokój, posyłając mi przyjazny uśmiech. Leo także się do mnie uśmiechnął i kiwnął głową, dając mi znać, żebym poszła za nim.
Znaleźliśmy się na tarasie i usiedliśmy przy stoliku na krzesłach ogrodowych. Nastała cisza, podczas której oboje patrzyliśmy na swoje ręce umiejscowione na blacie.
- Powiesz mi? - odezwał się Lio, po długiej, długiej ciszy.
- O czym? - wyszeptałam, nie podnosząc wzroku.
- O wszystkim. Uwierz, że naprawdę dużo czasu spędziłem na myśleniu o twojej przeszłości. Co się stało? Czemu jesteś tu, gdzie jesteś i dlaczego jesteś, jaka jesteś? Mówiłaś nam o jakichś urywkach ze swojej przeszłości, ale to nie łączy się w całość - wytłumaczył to ze swojego punktu widzenia. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że tak bardzo się mną przejmował. Owszem, wiedziałam, że interesował się tym, co wydarzyło się w moim życiu, ale nie sądziłam, że aż do tego stopnia.
- Nie mówiłam wam zbyt dużo właśnie po to, żeby nikt się nie domyślił. A szczególnie nie on -znów szeptałam. Nie mogłam zdobyć się na odwagę, aby mówić głośniej. Czułam się naprawdę winna.
- Nadia, zrozum, że staram się ci pomóc. Ale jeśli nie będę o wszystkim wiedział, to nie będę wiedział tez jak ci pomóc. Zaufaj mi.
Zaufaj mi. 
Zaufaj mi.
Zaufaj mi.
Te słowa odbijały się w mojej głowie jak nieznośne echo. Wpędzało mnie to w jeszcze większe poczucie winy.
- Leo, ja wiem, że ty bardzo chcesz mi pomóc. Ale mi już chyba się nie da. To jest trochę zbyt skomplikowane - uznałam.
- Ale pozwól mi to ocenić samemu. Ty jesteś moją przyjaciółką, a twój brat moim przyjacielem. I chciałbym, żeby wszystko się między wami wyjaśniło i żebyście byli szczęśliwi. Chcę tylko i wyłącznie tego. na niczym innym mi nie zależy. Nie chcę się wtrącać w nie swoje życie, ale znam jego i znam też trochę ciebie. Jeśli ktoś wam nie pomoże, to żadne z was nie spróbuje rozwiązać tego problemu - Leo położył swoje dłonie na moich. - Rozmawiałem o tym z Antonellą, Shakirą i chłopakami. Wszyscy zgodnie uznaliśmy, że chcemy ci pomóc, bo sama wiesz, że ciągła ucieczka od przeszłości nic ci nie da. Nawet on sam uznał, że powinnaś przestać udawać, że nie masz rodziny i po prostu porozmawiać z rodzicami czy właśnie z bratem. Pomijając fakt, że nie wie, że chodzi tu o niego samego. Chcesz wiedzieć co powiedział o twoim bracie, kiedy rozmawialiśmy? - próbował nawiązać ze mną kontakt wzrokowy, ale marnie mu to wyszło.
Odpowiedziałam mu skinieniem głowy.
- Powiedział, że nie rozumie twojej rodziny. Że nie wie, jak mogli nie kochać kogoś takiego, jak ty. Rozumiesz? Zależy mu w pewien sposób na tobie. Sam był bardzo przejęty za każdym razem, gdy płakałaś albo wspominałaś o swojej przeszłości. Nie wiem jaki był kiedyś, ale teraz jest na pewno inny. Znam go już dość długo i wiem, że nie skrzywdziłby muchy. Może on nie jest już taki jak wcześniej? - Leo usilnie próbował przemówić do mojego zdrowego rozsądku. I chyba nawet mu się udało.
Bo co jeśli ma rację? Jeśli naprawdę najlepszym wyjściem byłoby powiedzieć mojemu przyjacielowi o wszystkim i razem spróbować znaleźć najlepsze rozwiązanie? To wydaje się o wiele lepszym pomysłem niż dalsze ukrywanie wszystkiego przed wszystkimi. W końcu przecież kiedyś nadejdzie ten dzień, kiedy ktoś nawet z zewnątrz zacznie interesować się moją osobą, przeszłością i rodziną. I co wtedy powiem? A on też nigdy nie był głupi. Nie będzie żył w nieskończoność w nieświadomości. Kiedyś w końcu sam się wszystkiego domyśli. A wtedy, tak samo jak Leo, będzie zły lub zawiedziony, że mu o tym nie powiedziałam.
Nadal czuję wobec niego pewnego rodzaju złość z racji tego, że mnie nie poznał, że nie zna swojej własnej siostry na tyle, żeby móc ją rozpoznać. Ale ta złość, to rozgoryczenie mijało z każdą minutą, kiedy o nim myślałam i gdy z nim przebywałam. Zaczynam w pewnym sensie rozumieć jak szalone jest jego życie i wiem, że nie ma czasu myśleć o swojej "zaginionej" siostrze, której nigdy nie kochał. Ale też wiem teraz, że pomimo wszystko teraz mu na mnie zależy. Więc jego niezainteresowanie mną w czasach dzieciństwa nie wynikało z tego jaka byłam. Musiało chodzić o coś innego, choć nie wiem o co. Ale wiem, że chcę się tego dowiedzieć.
A jedyną drogą, aby ruszyć naprzód i czegoś się dowiedzieć, jest przestanie unikania tematu mojej przeszłości. Muszę w końcu wyrzucić to z siebie i skorzystać z pomocy kogoś z obiektywnym spojrzeniem na całą sytuację. I mimo, że Leo jest moim przyjacielem, to wiem i czuję, że jest najodpowiedniejszą osobą, żeby mi pomóc.  
- Opowiem ci o wszystkim - wyszeptałam.


Hey :D Coraz bardziej zbliżamy się do momentu, w którym cała prawda wyjdzie na jaw. Na pewno w kolejnym rozdziale poznacie całą, pełną historię Nadii i jej brata. Przy okazji Nadia opowie o swoich relacjach z pozostałą dwójką rodzeństwa i rodzicami :D
Więc mam nadzieję, że rozdział, mimo, że krótki, to komuś się podobał i ktoś czeka na kolejny :D
Dobranoc :*


sobota, 27 lutego 2016

Rozdział 9.

- Neymar... - wyszeptałam, odsuwając się od niego lekko. Chłopak mnie puścił i odchrząknął.
- Może lepiej... zejdźmy na dół - zaproponował i otworzył mi drzwi, przez które mnie przepuścił.
Niemal zbiegłam po schodach i podbiegłam do Leo, który rozmawiał z Shakirą. Dopiero po kilku sekundach zorientowałam się, że większość gości zbiera się, żeby opuścić dom Pique. Musiałam znaleźć Daniego, żeby móc razem z nim pojechać do domu.
Neymar, kiedy zszedł na dół, podszedł do Rafinhi, Adriano i Douglasa. Patrząc się na nich zastanawiałam się, gdzie mógł się podziać piąty Brazylijczyk. Wtedy dostrzegłam go na tarasie. Przeprosiłam Leo i Shaki, i wyszłam na zewnątrz. Podeszłam do przyjaciela, który stał oparty o barierkę.
- Co tam? - zapytał.
- Nic. To był długi dzień... - westchnęłam.
- Nie mogę się nie zgodzić. Jedziemy do domu?
- Jedziemy.
I po chwili znów znaleźliśmy się w środku. Dani pożegnał się ze wszystkimi piłkarzami, ja ograniczyłam się do tych, których znałam. Przytuliłam się także z Shakirą, która przypomniała mi, że jeśli coś, to mam do niej dzwonić i zapisała mi swój numer w telefonie. Była bardzo pozytywną osobą. Oczywiście z Neymarem też musieliśmy się pożegnać, choć w naszym przypadku było to ciche i niezręczne "cześć". Wiedziałam, że ta sytuacja, która miała miejsce wcale nie podziała dobrze na naszą znajomość.
Razem z Danim chwilę później opuściliśmy dom mojej nowej przyjaciółki. Wsiedliśmy do jego samochodu i chłopak po chwili odjechał,
- Coś ten... no... pomiędzy tobą i Neymarem? - zapytał niepewnie, gdy byliśmy w drodze do domu.
- Nie - nawet nie musiałam się długo zastanawiać nad odpowiedzią. Było proste, że pomiędzy nami niczego nie było i nie będzie.
- Szkoda - przyznał.
- A co, chciałbyś nas zeswatać? - zapytałam, unosząc brwi ze zdziwienia.
- Czemu by nie - wzruszył ramionami. - W sumie, to pasujecie do siebie.
- Wydaje ci się. Jesteśmy całkiem inni.
- Właśnie widziałem jacy to jesteście inni, gdy razem poszliście na górę.
- Czy ty mi coś insynuujesz?
- Nie, jakże bym śmiał.
- To dobrze - powiedziałam, kiedy mój przyjaciel zaparkował na podjeździe przy swoim domu. Wyłączył silnik, a ja od razu wysiadłam z samochodu.
Poczekałam aż Dani otworzył drzwi domu i od razu poszłam do kuchni. Piłam wodę, gdy pojawił się tam Brazylijczyk.
- Idę spać. Masz rację, to był długi dzień. A jutro rano mam trening. Dobranoc - powiedział, przytulił mnie i wyszedł z pomieszczenia przeciągając się i ziewając.
Spojrzałam na zegarek i byłam zdziwiona, że już tak późno. Do Pique pojechaliśmy około godziny szesnastej, a było po dwudziestej pierwszej. Nawet nie zdałam sobie sprawy z tego, że tak dużo czasu tam spędziłam.
Poszłam do pokoju i przygotowałam się do spania. Kiedy położyłam się w końcu do łóżka było po dwudziestej drugiej. Westchnęłam, odłożyłam telefon na szafkę nocną i ułożyłam się do snu. Nie minęło dużo czasu, nim zasnęłam.

***

Przebudziłam się, choć nawet nie wiem z jakiego powodu. Przeciągnęłam się na łóżku i postanowiłam wstać. Wzięłam do ręki telefon i sprawdziłam która godzina. 9:36. Zaraz... Co?! 9:36?!
Nagle przypomniało mi się, że o godzinie dziesiątej miałam być na Camp Nou, żeby spotkać się z trenerem. Od razu podbiegłam do szafy i z wybranymi ubraniami pobiegłam do łazienki.
"Dani, idioto, dlaczego mnie nie obudziłeś, kiedy jechałeś na trening!" - krzyczałam w myślach.
I nagle coś przyszło mi do głowy. Skoro mnie nie obudził to zapewne sam też nie wstał. A on trening miał także na dziesiątą! Mało nie potykając się o własne nogi i nie zaliczając bliskiego spotkania z podłogą, wybiegłam ze swojego pokoju i pobiegłam do pokoju przyjaciela. Gwałtownie otworzyłam drzwi i ujrzałam śpiącego na łóżku Daniego. No oczywiście.
- Daniel wstawaj! - krzyknęłam, próbując poprawić bluzkę, którą przez przypadek założyłam na lewą stronę.
- Czego ty chcesz ode mnie tak wcześnie?! - wyjęczał Brazylijczyk, przekręcając się na drugi bok i nakrywając głowę poduszką.
- Wcześnie?! Jest za dwadzieścia dziesiąta! - krzyknęłam, a Dani, gdy to usłyszał, o mało nie spadł z łóżka. Szybko się podniósł i podbiegł do swojej szafy tak, jak ja zaledwie dwie minuty temu.
- Czemu mnie wcześniej nie obudziłaś?! - zawołał.
- Bo sama dopiero wstałam! - odkrzyknęłam, wracając biegiem do swojego pokoju. Szybko spakowałam wszystkie potrzebne mi dzisiaj rzeczy do torebki i zbiegłam na dół. Zdążyłam zrobić sobie kanapkę, gdy Dani przebiegł przez kuchnię. Pobiegłam za nim do holu z jedzeniem w ręce, założyłam buty i razem z przyjacielem wyszłam z domu. Szybko wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy z pod domu. Jak dobrze, że Dani nie mieszka zbyt daleko od stadionu. Choć trzeba przyznać, że bliziutko to to też nie jest.
Gdy byliśmy już na parkingu pod stadionem, biegiem wysiedliśmy z samochodu i rzuciliśmy się do wejścia. Byliśmy spóźnieni zaledwie dziesięć minut, co w tej sytuacji było cudem. Dani pobiegł od razu na murawę, a ja w poszukiwaniu gabinetu mojego trenera. Nie zajęło mi to długo, więc zapukałam i weszłam do środka, gdy usłyszałam głośne "proszę".
- Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie, ale zaspaliśmy - wytłumaczyłam się, próbując złapać oddech.
- Spokojnie, Nadia. Usiądź, odetchnij i dopiero porozmawiamy - powiedział trener przyjaźnie.
Zrobiłam to, co kazał i po chwili mogliśmy rozmawiać.
- A więc, co do naszej współpracy. Treningi odbywają się codziennie od godziny dziesiątej do dwunastej na stadionie treningowym, z wyjątkiem dni, w których odbywają się mecze. Grane są one oczywiście tutaj, na Camp Nou w ciągu tygodnia. Zazwyczaj są to piątki, ale zdarzają się wyjątki. Oczywiście wiadome jest, że nie wystąpisz w najbliższych meczach, ani nie wejdziesz od razu do podstawowego składu, bo nie grałaś nigdy na szczeblu zawodowym, ale miejmy nadzieję, że już niedługo znajdziesz się w tej jedenastce.
- To zrozumiałe. Zdziwiłabym się, gdyby było inaczej - przyznałam.
- Treningi zaczniesz od jutra. Dzisiaj jedynie musimy podpisać kontrakt i jesteś wolna.
- Ok.
- Masz tutaj kopię, którą możesz sobie przeczytać, zanim podpiszesz. Wszystko czego ci jeszcze nie powiedziałem znajduje się tam.
- Dobrze. To może ja nie będę zabierać panu więcej czasu. Przeczytam to i przyjdę podpisać po treningu chłopaków, dobrze? - zapytałam. Tak czy siak muszę czekać aż Dani będzie wracał, więc mogę ten czas poświęcić na czytanie kontraktu.
- Dobrze - pan Llorens uśmiechnął się, a ja opuściłam jego gabinet z plikiem kartek w dłoniach. Ruszyłam od razu w stronę murawy. Po chwili ujrzałam chłopaków grających na boisku. Uśmiechnięta usiadłam na ławce trenerskiej nieopodal trenera Enrique. Zaczęłam czytać dokumenty. Wszystko wydawało mi się okej, zanim nie dotarłam do działu, w którym opisywane były kwoty jakie zostaną mi wypłacane. Na chwilę otworzyłam buzię ze zdziwienia. Wow! Aż tyle?! Nie mogłam uwierzyć.
Czytałam jednak dalej i skończyłam kilka minut przed tym jak zabrzmiał gwizdek trenera oznaczający koniec treningu. Dani, Leo i Neymar od razu do mnie podeszli. Z Argentyńczykiem przywitałam się uściskiem, a z Juniorem znów wymieniłam tylko ciche "cześć".
- Dani, poczekasz na mnie chwilę? Muszę iść tylko coś podpisać - poinformowałam przyjaciela.
- Jeśli chcesz to mogę cię odwieźć. Muszę coś załatwić u twojego trenera, a później i tak miałem wpaść do Alvesa - zaproponował Leo.
- Skoro tak, to Dani jedź do domu się wyspać  - powiedziałam.
- Ok, to do zobaczenia potem - zawołał Brazylijczyk, odchodząc w stronę szatni, ciągnąć za sobą Neymara, który nawet nie raczył się ze mną pożegnać. Cóż, jego wybór.
- Poczekaj tu chwileczkę, zaraz przyjdę - powiedział Leo i pobiegł w tą samą stronę, w którą skierowali się dwaj Brazylijczycy.
I rzeczywiście Leo wrócił po krótkiej chwili już przebrany i z torbą treningową. Nie wiem jak udało mu się przebrać tak szybko, ale podziwiam go za to. Z Danim zapewne zeszłoby się o wiele dłużej.
- No to idziemy - zakomunikował Leo, przechodząc obok mnie. Zaśmiałam się i  podążyłam za nim. Po chwili byliśmy już w gabinecie pana Llorensa.
- Dobrze, więc nie było w kontrakcie niczego, co budziłoby twoje obawy? - zapytał, aby się upewnić.
- Po za zarobkami to raczej nie - powiedziałam zgodnie z prawdą.
- Zbyt niskie? - zapytał.
- Chyba raczej zbyt wysokie - rzekłam, a co trener zaczął się śmiać.
- Czyli odpowiednie. To Barcelona. Musisz się przyzwyczaić.
- Trochę może mi to zająć.
- A więc, skoro wszystko w porządku, to możemy podpisywać. Potrzebny będzie mi twój dowód.
Wyjęłam z mojej torebki portfel, w którym zaczęłam szukać dowodu. Znalazłam ten, na którym jeszcze widniało moje nazwisko po rodzicach, ale po chwili znalazłam tez ten prawidłowy ze zmienionym nazwiskiem i podałam go panu Llorensowi. Spisał z niego potrzebne dane i zwrócił mi go. Schowałam go z powrotem do torebki. Złożyłam jeszcze kilka podpisów w wyznaczonych miejscach i mogłam wracać do domu. Leo dał mi kluczyki do swojego samochodu i kazał mi w nim na siebie poczekać, ponieważ on musiał jeszcze o czymś porozmawiać.
Zdążyłam wsiąść do jego Audi i kilka minut później pojawił się tam tez piłkarz. Był jakby trochę zamyślony, ale nie zwracałam na to uwagi. To zapewne przez tę rozmowę, która tak mnie interesowała.
- O czym rozmawiałeś z moim trenerem? - zapytałam w końcu, gdy jechaliśmy już ulicami Barcelony.
- O dziewczynach ze składu. Znam je trochę i zastanawiało mnie, gdzie trener zamierza cię wystawić w ewentualnym składzie - odpowiedział.
- Yhym, okej.
Resztę drogi przebyliśmy, słuchając jedynie muzyki w radiu. Po dziesięciu minutach byliśmy na miejscu. Gdy Leo zaparkował, chciałam wysiąść z samochodu, ale zatrzymał mnie, łapiąc za nadgarstek.
- O co chodzi, Leo? - zapytałam zdziwiona.
- Musimy porozmawiać - odpowiedział poważnie.
- Dobrze, ale nie możemy w środku?
- Lepiej będzie jeśli Dani nie będzie słyszał ani wiedział o naszej rozmowie.
- Okej, więc o co chodzi? - zadałam pytanie już lekko poddenerwowana całą sytuacją. O co tez Leo mogło chodzić?
- Zostawiłaś coś - powiedział po kilku minutach zastanowienia i podał mi coś.
Podał mi coś, czym okazał być się jakiś dokument.
Dokument, którym okazał być się dowód osobisty. 
Dowód osobisty, który okazał się być mój.
I to ten, na którym okazało się widnieć moje prawdziwe nazwisko.
- Nadia, dlaczego mi nie powiedziałaś?




Dam, dam, dam. Czyli Leo już wie :D A Wy zaczynacie się orientować? :D
Dobranoc :* Albo Dzień dobry :* zależy kiedy to czytacie :D

czwartek, 25 lutego 2016

Rozdział 8

Tylko nie to - pomyślałam.
Odezwał się do mnie mój brat. Nie mogłam w to uwierzyć. Odkąd wyjechałam do Londynu, z nikim z rodziny nie miałam kontaktu, a teraz tak nagle się odzywa.
Leo i Rafinha przyglądali mi się uważnie, a ja nie chciałam okazywać przy nich żadnych emocji. A szczególnie przy Messim, który szczególnie obserwował to, co działo się w moim życiu.
- Przepraszam, wyjdę na dwór się przewietrzyć - powiedziałam i przeszłam przez salon aż do ogromnych drzwi balkonowych. Gdy znalazłam się już na tarasie nie było tam nikogo, co oczywiście bardzo mnie ucieszyło.
Wzięłam kilka głębokich wdechów zanim otworzyłam wiadomość. Ulga, jaką poczułam, gdy zobaczyłam, że nadawcą był kto inny niż myślałam, była nie do opisania. Zaczęłam uważnie czytać.

"Cześć siostro,
dość długo nie miałem z tobą kontaktu. Czemu się nie odzywałaś? Dlaczego wyjechałaś i urwałaś kontakt z nami? Martwiliśmy się o ciebie i bardzo tęskniliśmy. Choć... on może nie, ale wiesz jaki jest. Nie zdziwiłem się, że cię nie poznał. Opowiadał mi o tobie, jakby nigdy cię nie widział. Wiem, że to po części jego wina, że nas opuściłaś, ale jestem jeszcze ja i ona.
Dla jasności, dowiedziałem się o twoim pobycie w Barcelonie, właśnie od niego. Oczywiście gratuluję ci przyjęcia do Barcelony. Zawsze miałaś wielki talent i chciałaś tam zagrać. Ale nie martw się o niego. Nic nie podejrzewa i uważam, że jest raczej zbyt mało spostrzegawczy, żeby coś zauważyć. Nie bój się o to, tylko korzystaj z pobytu w Barcelonie. Ja się wszystkim zajmę.
Kocham Cię, siostra"

Nie chciałam tego, ale łzy mimowolnie spłynęły po moich policzkach. To co napisał było... Z jednej strony cholernie się cieszyłam z jego słów i tego, że nadal mnie 'kocha', nawet mimo tego, że go zostawiłam. Ja i mój brat byliśmy specyficznym rodzeństwem. Z naszej czwórki, to właśnie on był według mnie najbardziej warty zaufania. Dlatego też to z nim miałam najlepszy kontakt, gdy mieszkałam w Brazylii.
Jednak z drugiej strony w jego pięknych słowach jedno mnie martwiło. 'Martwiliśmy się i tęskniliśmy.' Czas przeszły. Nie miałam wątpliwości, że on nadal martwi się i tęskni, ale mówił tutaj też o moich rodzicach, drugim bracie i siostrze. Nie zdziwiłabym się jakby oni o mnie całkowicie zapomnieli i pamiętałby tylko on.
Tak, zrobiło mi się przykro. Czasami naprawdę potrafiłam udawać, ze nic mnie nie obchodzi, ale są momenty, w których i ja się rozklejam. W końcu ja też mam uczucia. I ja też potrafię czuć.
Otarłam łzy z policzków i zabrałam się za odpisywanie bratu.

"Hey,
przepraszam. Cholernie za tobą tęskniłam, ale dobrze wiemy czemu musiałam zerwać z wami kontakt i wyjechać. Tamta sytuacja nie dawała mi spokoju. Ucieczka była mi potrzebna, żeby znaleźć poczucie własnej wartości. Ale brakowało mi ciebie i jej. Co u ciebie i u niej? Jak rodzice? Naprawdę chciałabym wrócić, ale nie mogę. Spotkałam jego i nie chcę, żeby na razie się dowiedział. Chcę wiedzieć za kogo mnie postrzega naprawdę. To dla mnie ważne.
Chciałabym cię mieć teraz przy sobie.
Kocham was.
Kocham cię."

Tak, on to zdecydowanie jedyna osoba, której mogłam powiedzieć całą prawdę. Była to tylko jej część, ale na pewno pozwoli zorientować się mu w sytuacji bardziej niż komukolwiek innemu. Wie o mnie więcej niż ktokolwiek inny.

"Mam nadzieję, że przez kontakt z nim nie będziesz znów mieć potrzeby ucieczki. Rodzice nadal mają nadzieję, że pewnego dnia ktoś zadzwoni dzwonkiem, otworzą drzwi i to będziesz ty. A ona nadal ma nadzieję, że się do niej odezwiesz. Trochę się załamała po tym jak wyjechałaś, ale teraz wszystko jest w porządku. Choć nadal zawsze opuszcza pomieszczenie, gdy ktoś z nas o tobie wspomina. Tęskni.
Spokojnie, dopilnuję, żeby o niczym się nie dowiedział. Powiesz mu o tym, kiedy uznasz za stosowne. Postaram się pojawić niedługo w Hiszpanii, żebyśmy mogli się spotkać. Musimy porozmawiać."

Czyli jednak nadal o mnie pamiętają. Myślałam, że już zapomnieli. A okazało się, że jedynie on o mnie nie pamięta. Wiem, że wyjeżdżając, sprawiłam mojej rodzinie ogromny ból. Wiem, że mnie kochali. Ale mam nadzieję, że list, który im zostawiłam, trochę wyjaśnił im całą sytuację.

"Dziękuję ci za wszystko. Powiedz im, że ze mną rozmawiałeś. Naprawdę nie chcę, żeby się dalej martwili. Napisz do mnie, gdy tylko będziesz wiedział, kiedy przylecisz. Kocham Was wszystkich."

Wysłałam wiadomość i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że przez cały czas płakałam. Rękawem mojej bluzki ponownie starłam łzy i odwróciłam się szybko. Przestraszyłam się i to nawet bardzo, kiedy zobaczyłam za sobą postać Leo. jeśli on to przeczyt....
- Co się stało? - spytał zmartwiony, patrząc na łzy w moich oczach.
- Nic...
- Nie jestem ślepy, przecież widzę - uśmiechnął się smutno.
- Mój brat napisał do mnie wiadomość. Ale nie chcę o tym rozmawiać, Leo.
- Rozumiem. Ale skoro jest w Barcelonie to dlaczego...
- Dlaczego mój brat pisze do mnie, będąc w tym samym mieście? Mam dwóch barci i siostrę, Leo. I to był ten drugi.
- Ah... Wszystko ok?
- Tak, jasne, wracajmy do środka - powiedziałam.
Ale okazało się to być złym pomysłem. Gdy tylko z powrotem weszłam do salonu, wszystkie spojrzenia spoczęły na mnie. Sekundy później podbiegł do mnie spanikowany Neymar.
- Jeny, co się stało? - zapytał, stając naprzeciwko mnie i łapiąc mnie delikatnie za ramiona.
- Nic takiego, Neymar. Nie ważne - szepnęłam, aby tylko on usłyszał.
- Nie potrafisz kłamać. Mi możesz powiedzieć - zapewnił, a do moich oczu ponownie zaczęły napływać łzy. Znów zaczęłam płakać, więc wtuliłam się w Brazylijczyka. Nie chciałam, żeby inni to widzieli. Oczywiście Neymar nie powiedział niczego, czym mógłby mnie urazić. Po prostu zaczęłam się zastanawiać, czemu mój brat nie był taki jak on.
- Oj, nie płacz, skarbie - powiedział, a ja na ostatnie wypowiedziane przez niego słowo zaczęłam płakać jeszcze bardziej. Neymar czując to wziął mnie za rękę i zaprowadził na górę, uprzednio szepcząc coś do Leo. Weszliśmy z Neymarem do jednego z pomieszczeń, którym okazał się pokój gościnny. Usiadłam na łóżku, Junior zrobił to samo, przytulając mnie do siebie.
- Dlaczego płaczesz? - spytał, próbując złapać ze mną kontakt wzrokowy, co zbytnio mu się nie udało.
- Po prostu... Odzyskałam coś co powinnam mieć zawsze przy sobie, ale nie cieszę się z tego, ponieważ mam świadomość, że nie mam czegoś, czego nigdy nie miałam. Rozumiesz?
- Rozumiem. To tak, jakbyś znalazła coś, co kiedyś zgubiłaś, ale jednak wolałabyś znaleźć coś, czego nigdy nie dane ci było dostać - westchnął.
- Dokładnie - szepnęłam, a Neymar otarł moje łzy. Zdziwił mnie ten ruch z jego strony, ale nie chciałam, żeby poczuł, że mi się to nie spodobało. Choć oczywiście tak nie było.
- Miałeś kiedyś tak, że nie zwracałeś na coś uwagi, a potem, gdy to zniknęło, nagle zapragnąłeś to mieć?
- Nie, chyba nie... - powiedział, a tym razem to ja westchnęłam. Nie zrozumie mnie.
- A miałeś kiedyś tak, że bardzo starałeś się, żeby ktoś zwrócił na ciebie uwagę, ale on przez naprawdę długi czas nie chciał cię w swoim życiu?
- Tak - powiedział cicho po chwili, przeczesując włosy palcami. - Ale skąd wzięłaś w ogóle te pytania?
- Wiesz, Neymar,... To jest jedno z najważniejszych wspomnień, jakie mam z okresu mieszkania w Brazylii. To, że chciałam, aby pewna osoba mnie zauważyła, ale ten ktoś mimo wszystko i tak miał wiele ważniejszych spraw niż ja. To było przykre. Przykre do tego stopnia, że znalazłam się w Londynie.
- Wow... - wyszeptał po chwili, a ja spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. - Opowiadasz mi o swojej przeszłości...
- W sumie, to nie wiem, dlaczego w ogóle to robię... - powiedziałam, wyplątując się z jego obięć i chcąc wyjść z pokoju.
- Poczekaj, nie o to mi chodziło - zawołał za mną, próbując złapać mnie za rękę. To mu się nie udało, ale ja sama odwróciłam się w jego stronę. - Chodziło o to, że nie wiedziałem, że ufasz mi na tyle, żeby opowiedzieć mi coś związanego z twoją przeszłością...
- Po prostu... tego potrzebowałam - wyszeptałam, próbując ukryć fakt, że zaczynam mu po trochu ufać.
- Eh... rozumiem - powiedział, a atmosfera między nami zrobiła się napięta.
Wtedy on zaczął podchodzić w moją stronę, a ja z początku wystraszona cofnęłam się o dwa kroki. Wywołało to smutek w oczach Neymara. Myślałam, że chciał zrobić kompletnie co innego, podczas gdy on podszedł do mnie i ponownie przytulił do siebie. Wtuliłam policzek w jego klatkę, a on oparł brodę na mojej głowie.
Ah, Neymar... dlaczego musisz być... taki?



Krótki, ale myślę, że teraz właśnie takie będą rozdziały. I to nie tylko tutaj, ale na wszystkich moich blogach. Myślę, że krótsze, a częstsze rozdziały niż długie, a rzadkie...

Choć rozdział może krótki, to zawartych jest w nim wiele ważnych informacji odnośnie przeszłości i rodziny Nadii. Może jakieś typy, kim może być jej brat? 

Dobranoc :*

środa, 24 lutego 2016

Rozdział 7

Chodziłam od jednej ściany do drugiej i z powrotem.  Strasznie się denerwowałam. Daniego już dawno nie było w domu. Wyszedł z domu z Gerardem z samego rana na jakiś jogging czy coś takiego... Tym to nigdy nie wiadomo co odbije.
Zebrałam się jakoś, żeby spakować swoją torbę, choć miałam jeszcze dwie godziny, aby pojawić się na Camp Nou.  Wzięłam swoją ulubioną piłkę i wyszłam do ogrodu, odkładając swoje rzeczy w salonie. Na moje zdenerwowanie mogło podziałać tylko jedno.
Stanęłam na trawie i zaczęłam odbijać piłkę. Uwielbiałam to robić. Nawet nie zorientowałam się, kiedy nadszedł już czas, żebym wychodziła z domu. Może i byłam już trochę spokojniejsza, ale nadal nie przestałam się denerwować.
Na stadion musiałam dotrzeć spacerem, ponieważ gdy Daniego nie było w domu jedynie to mi pozostawało. Ale spacerek teraz naprawdę bardzo mi się przyda. Na miejscu byłam po niecałych 20 minutach, więc nadal pozostawało mi ponad pół godziny do rozpoczęcia.
Weszłam na murawę, gdzie nikogo jeszcze nie było. Wyjęłam z torby piłkę, którą zabrałam ze sobą i próbowałam jak najlepiej przygotować się do zbliżającego się małego "sprawdzianu" moich piłkarskich umiejętności.
Zastanawiałam się co teraz robią moi przyjaciele na treningu. Potrzebowałam ich wsparcia, ale w duchu bardzo się cieszyłam, że w tym czasie mają trening. Gdyby tu byli zbyt bardzo stresowałabym się ich obecnością.
Z moich myśli jak i z ćwiczeń wyrwał mnie widok pana Llorensa na trybunach. Uśmiechnął się on do mnie i wskazał wyciągniętą ręką na tunel prowadzący do szatni. Zrozumiałam aluzję - "idź, przygotuj się do walki o miejsce w mojej drużynie." Mam wrażenie, że mnie polubił. Bardzo.
Słuchając mojego, mam nadzieję, przyszłego trenera poszłam do szatni gdzie zastałam kilkanaście dziewczyn. Znalazłam swoją szafkę z numerem 11, który został  mi na dzisiaj przydzielony, otworzyłam ją i myślałam, że się przewidziałam. Szafka powinna być pusta, a tym czasem znajdowały się tam dwie pary korków. Od razu wiedziałam, kto mi je podarował. Były to przecież zbyt charakterystyczne buty tworzone specjalnie dla dwóch wielkich piłkarzy. Neymar i Leo. W tym momencie byłam im tak bardzo wdzięczna. Podarowali mi korki, a to najlepsze co mogli dla mnie zrobić. Na mojej twarzy pojawił się ogromny, szczery uśmiech. W końcu uwierzyłam, że mi się uda.
Inne dziewczyny przebierały się, a ja zastanawiałam się nad wyborem butów. Miałam tak ogromny dylemat. Jednak nie miałam zbyt dużo czasu, żeby się zastanawiać, więc wykorzystałam pierwszy pomysł, jaki przyszedł mi na myśl, przebrałam się i wybiegłam ponownie na murawę stadionu.
Rozejrzałam się po trybunach i w pewnym momencie aż przetarłam oczy ze zdziwienia. Nie wierzyłam. Znajdowali się tam wszyscy piłkarze FC Barcelony. Czy mogło być coś, przez co zaczęłabym się denerwować jeszcze bardziej? Przecież powinni mieć teraz trening! Z kieszeni bluzy wyjęłam telefon i wybrałam numer Daniego.
- No hey, beybe! - zawołał radośnie, przez co w tle rozległy się śmiechy chłopaków.
- Czy wy możecie mi wytłumaczyć czemu tu jesteście? Mieliście mieć trening! - zawołałam, ale sekundę później zobaczyłam jak uśmiechnięty Alves wskazuje na trenera, znajdującego się zaraz obok niego.  - Trenerze, pan też przeciwko mnie?!
- Pomyślałem, że mogliby się od was czegoś nauczyć - zaśmiał się Enrique.
 - Jeśliby cię nie lubił to by go teraz tutaj nie było - zauważył Gerard, a ja byłam z niego dumna, bo w końcu powiedział coś nie od rzeczy.
- A jak ci się podobał mój prezent?- usłyszałam jednocześnie głosy Neymara i Leo.
- Twój prezent?! Chyba mój! - zaczęli się kłócić, a ja nie mogłam powstrzymać śmiechu.
- Tak buty mi się bardzo podobały. Jeszcze nigdy nie dostałam od nikogo korków. Dziękuję - powiedziałam. - A teraz możecie już iść - dodałam.
- Oh, jak ty nas bardzo kochasz. Ale w snach kotku, zostajemy do samego końca - odpowiedział mi Neymar na co chłopacy w tle zrobili głośne "uuu", a ja rozłączyłam się i rzuciłam telefon na moją bluzę, która znajdowała się na ławce trenerskiej. No to czas zacząć.

***

Zagrałam mecz grając jako środkowy pomocnik. Niestety, takie życie, że nie zawsze mogę grać jako napastnik, ale ważne jest, że sprawdzam się tez na innych pozycjach. Nie udało mi się strzelić gola, ale za to zaliczyłam asystę. Mecz zakończył się remisem 1:1. Potem przyszedł czas na stałe fragmenty gry: rzuty rożne i wolne poszły mi nawet dobrze. Chłopacy niestety cały czas zajmowali miejsca na trybunach i miałam wrażenie, że obserwowali każdy mój ruch. Strasznie się przez to stresowałam, ale jakoś dałam radę.
I wtedy właśnie nadszedł czas na jedenastki - to czego bałam się najbardziej.  Zaczęłam bać się jeszcze bardziej, gdy zobaczyłam, że w bramce staje Claudio. Spojrzałam na chłopaków, którzy pokazywali mi kciuki w górę. wierzyli we mnie bardziej niż ja sama.
Ustawiłyśmy się w kolejce do strzelania karnego. Oczywiście ja byłam ostatnia. Odpowiadało mi to, nawet bardzo. Jednak po kilku minutach nadeszła też moja kolej. Przed wzięciem rozbiegu spojrzałam na Neymara, który pokazał mi kciuk w górę. Z ruchów jego warg mogłam wyczytać słowa "uda ci się."
Wzięłam rozbieg, uderzyłam w piłkę prawą noga i widziałam jak piłka leci w stronę bramki i prześlizguje się po palcach Claudio tuż pod poprzeczką w zwolnionym tempie. Piłka wpadła do bramki, a ja nie mogłam uwierzyć, że się udało. Aż podskoczyłam z radości. Udało się! Byłam jedną z dwóch dziewczyn, które dały radę.
Zanim jeszcze pan Llorens ogłosił wyniki, na murawie pojawili się piłkarze. Jednak podbiegli do nas dopiero, gdy powiedziano, kto dostał się do drużyny.  Ale nie oszukujmy się, wszyscy wiemy, że podbiegli do mnie.
- Udało ci się, młoda! - zawołał Leo. Za to Gerard podbiegł do mnie, uniósł i zaczął kręcić w około. Było czuć, że oni wszyscy bardzo cieszyli się z mojej przynależności do klubu, choć ja nadal nie mogłam w to uwierzyć. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Odebrało mi mowę. Żadne słowa nie wyrażały mojej radości. Po policzkach zaczęły płynąć mi łzy szczęścia.
- Ej, mała, nie płacz! Jesteś z nami! Jesteś częścią Barcelony! - pocieszał mnie Neymar. Nie odpowiedziałam mu, jedynie się do niego przytuliłam, czym chłopak był bardzo zaskoczony. Nie przejmowałam się tym. Tak powinna wyglądać nasza relacja od samego początku.
- Dziękuję - szepnęłam mu do ucha, po czym odsunęłam się.
- No to Nadia szykuj się, jedziemy na imprezę! - zawołał Dani, nie pozwalając Neymarowi mi odpowiedzieć.
- Imprezę w środku dnia? - zapytałam zdziwiona.
- Czemu by nie!
Wzruszyłam ramionami. Właśnie, czemu by nie? Pobiegłam do szatni, a Alves wołał za mną, że będą czekać w samochodzie.  Szybko zabrałam wszystkie swoje rzeczy, nie trudząc się zmienianiem butów i pobiegłam w korkach na podziemny parking, gdzie byli już chłopacy. Dani i Leo siedzieli z przodu, a ja usiadłam z tyłu do Neymara. Alves ruszył, a ja dopiero teraz zajęłam się zmienianiem butów. Junior spojrzał na mnie jak na wariatkę, gdy zobaczył mój dobór obuwia.
- Ty tak grałaś?! - zapytał zdziwiony.
- No tak jakby. Nawet wygodnie mi się w nich grało - powiedziałam, a Brazylijczyk zaśmiał się.
- Leo, widziałeś jak ona grała? - zapytał Argentyńczyka.
- Nie - Messi odwrócił się i też się zaśmiał, kiedy zobaczył, że na lewej nodze miałam but od niego, a na prawej od Neymara.
- Oryginalność to podstawa - zauważyłam, wracając do zmiany obuwia. - To dokąd jedziemy?
- Do Gerarda, oczywiście! On wpadł na pomysł, żeby uczcić twoje przyjęcie do drużyny. A z resztą Shakira bardzo chciała cię poznać. Nawet nie wiesz, jak się cieszy, że będzie miała kolejną przyjaciółkę do ploteczek i chodzenia na zakupy - wyjaśnia mi Neymar z ogromnym uśmiechem.
- Od kiedy wiedzieliście, że będzie impreza? - spytałam.
- Odkąd przyjechałaś i powiedziałaś nam, że jednak chcesz spróbować - powiedział Leo.
- A jeśli by mnie nie przyjęli?
- Żaden z nas nie wątpił, że ci się uda. Ty chyba też nie, co? - znów odezwał się Argentyńczyk.
- Nie, no oczywiście, że nie wątpiłam. Skąd w ogóle taki pomysł? - powiedziałam z sarkazmem.
- Twoja skromność naprawdę jest zbyt dużą - westchnął Leo.
- Odezwał się ten nieskromny! - zaśmiałam się.
Chwilę później byłyśmy już pod domem Katalończyków. Widać było, że impreza już się zaczęła. Już na podjeździe słychać było głośną muzykę.
Wysiedliśmy z samochodu i podszedł do mnie Dani.
- No to na imprezę! - powiedział radośnie, kładąc swoją rękę na moje ramiona. Zaśmiałam się na jego gest, ale nie z rzuciłam jego ręki.
Ja z Alvesem szliśmy z przodu, za nami podążał Leo i Neymar, i tak weszliśmy do domu Pique. Od razu po przekroczeniu progu zauważyłam gospodarza. Jego się nie da nie zauważyć, a tym bardziej kiedy stoi na stole. Gdy tylko nas zobaczył, zeskoczył z blatu i podbiegł do nas. Chwilę później tonęłam już w jego ramionach.
- Nadia! - zaczął się cieszyć.
- Uważaj, bo Shakira będzie zazdrosna - śmiałam się.
- No właśnie, Gerardzie! - usłyszeliśmy głos, a Pique od razu się ode mnie odsunął. Kilka sekund później zobaczyłam stojącą za nim piosenkarkę.
- Shakirciu, ja tylko się witałem z przyjaciółką... - zaczął się tłumaczyć mój... przyjaciel.
- Gerardzie Pique Bernabeu! W tej chwili do salonu zająć się Sashą! - krzyknęła, a jego już nie było.
Moment później chłopacy razem z Kolumbijką zaczęli się śmiać, więc śmiałam się i ja.
- Nie mogę uwierzyć w jego głupotę - powiedziała piosenkarka, a jej wzrok spoczął na mnie.
- Hey, jestem.... - zaczęłam mówić, ale nie było dane mi skończyć, bo dziewczyna podeszła do mnie i przytuliła.  Zdziwiona odwzajemniłam uścisk.
- Hey Nadia, jestem Shaki - powiedziała. - Zostawiamy was chłopaki - zwróciła się do nich i pociągnęła mnie za rękę w stronę pomieszczenia, którym okazała się kuchnia.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że mogę cię w końcu poznać!
- Chłopacy mi co nieco o tym wspominali - zachichotałam, patrząc jaka szczęśliwa była.
- Zdrajcy - powiedziała, na co ja wybuchła śmiechem. - Powiedzieć coś Gerardowi, a zaraz cała Katalonia będzie o tym wiedzieć - dodała, kręcąc w niedowierzaniu głową.
- Oni tak zawsze? - zapytałam, spoglądając do salonu, w którym chłopacy tańczyli na kanapie. 
- Gdyby zawsze się tak zachowywali to ja już dawno znalazłabym się w psychiatryku - powiedziała. - Robią tak tylko, kiedy chcą się rozluźnić. Zazwyczaj zachowują się doroślej. Choć nie do końca adekwatnie do swojego wieku.
- Nie wliczając Gerarda, on zawsze zachowuje się jak dziecko - zauważyłam.
- Tak, co racja to racja - przyznała Shakira. - Nie dość, że mam Milana i Sashę, to jeszcze jego muszę wychowywać.
- I w tym momencie cieszę się, że nie mam ani chłopaka, ani dzieci.
- Nie martw się, z twoją urodą to zaraz któryś z piłkarzy zacznie cię podrywać - puściła do mnie oczko. - Stawiam na Neymara!
- Oj, nie, wszystko tylko nie on! - jęknęłam. - Odkąd tylko się poznaliśmy, cały czas się kłócimy.
- Kto się czubi, ten się lubi, pamiętaj - zachichotała. - A tak w ogóle to gdzie mieszkasz?
- U Alvesa. Oczywiście uparł się, że nie zamieszkam nigdzie indziej.
- No to naprawdę ci współczuję, jeśli nie możesz się dogadać z Neymarem, bo on jest stałym gościem w domu Daniego.
- Zdążyłam zauważyć. Jestem tutaj od dwóch dni, a on już przesiedział większość wolnego czasu u Daniego.
- No, powiem ci, że z nimi to na pewno nie będziesz miała spokoju. Ale nie martw się, przyzwyczaisz się - próbowała mnie pocieszyć. 
- Tsa - westchnęłam. - Gdyby wszystko było takie proste. 
- Coś się stało? - zmartwiła się Shakira. 
- Nie, po prostu nie mogę uwierzyć, że jednak tutaj zostaję. Nie wiem jak to wszystko się potoczy i chyba trochę mnie to przerasta - skłamałam, choć nie do końca. Było w tym sporo prawdy, ale nie nad tym się teraz zastanawiałam. 
- Nie martw się, wszystko się ułoży. Musi. Pamiętaj, że jak byś miała kiedykolwiek jakikolwiek problem to dzwoń do mnie, bo raczej chłopacy ci nie pomogą - zaśmiała się. - Oni są czasami naprawdę pomocni, ale są chwile, w których są nieporadni jak dzieci. 
- Dobrze wiedzieć. Ale wiesz, Daniego raczej nie poradziła nim się jaką sukienkę założyć. 
- No co racja to racja - przyznała. - Może lepiej chodźmy do nich, bo nie do końca mam ochotę później sprzątać cały bałagan, jaki zrobią jeśli ich nie przypilnuję. 
Tak więc razem z Shaki udałyśmy się do salonu. Znalazłyśmy tam Gerarda i Daniego, którzy tańczyli na kanapie, resztą śmiała się z tych dwóch debili, a Sashą i Milanem zajmował się Rafinha razem z Messim. Skąd ją to wiedziałam. Dla Leo odpowiedzialność to podstawa. Resztą chłopaków z wyjątkiem Rafy chyba nie podzielała jego zdania. 
Shaki poszła do chłopaków, a ja tym czasem niepewnie podeszłam do dwójki piłkarzy zajmujących się dziećmi. 
- Hey Nadia - od razu przywitał się Rafael. Muszę przyznać, że w jego obecności czułam się co najmniej niepewnie.
- Hey - odpowiedziałam po chwili i zwróciłam się do Leo. - A ty co, robisz dzisiaj za opiekunkę do dzieci? 
- No niestety, ktoś musi. I jak, poznalaś się z Shakirą? 
- Można tak powiedzieć. Uznala, że mam nie liczyć na was i z problemami dzwonić tylko do niej. 
- Ona mnie obraża - zaśmiał się Leo, oddając Sashę Rafinhi, a samemu biorąc na ręce Milanka. Jednak maluch bardziej niż 'wujkiem' zaczął interesować się moją osobą. 
- Ciocia! - zawołał, wyciągając do mnie rączki. W pierwszym momencie byłam zdziwona, a bardziej zszokowana jego reakcją, ale po chwili otrząsnęłam się i wzięła chłopca na ręce. 
- Widzisz Milan, przyjechała do ciebie nową ciocia - powiedział Rafael, który przez dłuższą chwilę pozostawał cicho. 
- A na długo ciocia zostanie? - zapytał, patrząc na mnie uważnie. 
- Na długo. Bardzo długo - odpowiedział za mnie Leo. 
- Hurra! - zawołał chłopiec, przytulając się do mnie. 
- A kto tu się tak cieszy? - usłyszałam za sobą radosny głos mojej... przyjaciółki? 
- Mam nową ciocię! - pochwalił się mały Pique. 
- Też się cieszę Milanku - powiedziała Shaki. - Idziemy z Sashą na górę? Mama musi nakarmić braciszka.
Chłopiec bardzo się ucieszył i razem z Sashą i Shakirą poszli na górę. Zostałam sama z dwójką chłopaków i dopiero teraz zauważylam, że nikt już nie tańczy na kanapie, ale za to niektórzy z chłopaków grali w pokera, a resztą bacznie im się przyglądała. To wyjaśniałoby dlaczego nie słyszałam żadnych wrzasków, a jedynie głośną muzykę. 
- Nigdy nie pijecie na imprezach? - zapytałam, zdając sobie sprawę z tego, że nie widziałam tutaj ani grama alkoholu. 
- Zdążających się takie sytuacje, ale nigdy podczas sezonu. To byłoby zbyt głupie nawet na tych debili - zaśmiał się. - Każdy z nas chce być na boisku w jak najlepszej formie, a alkohol raczej temu nie sprzyja. Inną sprawą jest to, że niektórzy z nas najzyczajniej nie lubią pić. 
- Rozumiem - powiedziałam. Odwróciłam się patrząc na piłkarzy. Zauważyłam, że chwilowo przestali grać, a to przez brak jednego z graczy. Oczywiście chodziło tutaj o Neymara. Chwilę później dostrzegłam go na tarasie. Rozmawiał przez telefon, mocno gestykulując, ale nie był zły. Był raczej zadowolony. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego był taki szczęśliwy. Może dzwoniła jego dziewczyna albo jego synek? Tak, zapewne chodziło o dziewczynę lub Daviego. 
Wróciłam do rozmowy z Leo i częściowo też z Rafinhą. Rozmawialiśmy przede wszystkim o piłce i o klubie. Chłopacy uważali, że pasuję do Barcy i że na pewno poczuję się tu jak w domu. I szczerze, to się z nimi zgadzałam. Oczywiście będąc w Londynie interesowałam się takimi klubami jak Barcelona i od zawsze sądziłam, że to klub dla mnie, choć nigdy nawet nie pomyślałam, że przyjdzie mi tutaj grać. 
- Barça jest jedną wielką rodziną, czyż nie? - powiedziałam radośnie. - Może w końcu znalazłam tutaj tą prawdziwą - dodałam, na co Leo się uśmiechnął. Wiem, że bardzo chciał, żebym dobrze się tutaj czuła i zapomniała o przeszłości. 
- No to witamy w rodzinie! Wujek Leo jestem! - zaśmiał się. 
Także zaczęłam się śmiać, ale nie trwało to długo. Poczułam wibracje w telefonie, a gdy go wyjęłam na mojej twarzy musiał widzieć strach. Kiedy już znalazłam przyszlość, moja przeszłość postanowiła się odezwać. W moich oczach zaczęły zbierać się łzy, kiedy zobaczyłam nadawcę wiadomości. Mój brat. 

Brat? :D 
Neyforever :*

sobota, 23 stycznia 2016

Rozdział 6.

~ Pisiąt twarzy Gerarda! Pisiąt twarzy Neymara!

-Wstawaj, śpiąca księżniczko! - usłyszałam czyiś głos blisko mojego ucha. Bardzo blisko. I oczywiście charakterystyczny akcent od razu pozwolił mi poznać tego idiotę.
- Zamknij się, debilu! - zawołałam, zakładając poduszkę na głowę.
Neymar nic nie odpowiedział, ale po chwili poczułam, że mnie podnosi. Czy on zwariował? Jednak byłam zbyt zaspana, żeby zareagować. 
- Masz dziesięć minut - powiedział po chwili, stawiając mnie na podłodze w łazience, po czym opuścił pomieszczenie. Przez moment stałam zdezorientowana, ale zaraz potem zaczęłam się przygotowywać na trening. Po wyznaczonym czasie byłam już na dole, gdzie zastałam czekających na mnie chłopaków. 
Oczywiście na stadion treningowy musiałam jechać z Danim i Neymarem, bo jakże by inaczej. Jechał z nami też Rafinha i Marc. Cała droga minęła mi na śmianiu się z tą dwójką. Dani zajmował się kierowaniem, a Neymar tradycyjnie siedział w telefonie. 
Gdy znaleźliśmy się już na miejscu chłopacy poszli do swojej szatni, a Dani zaprowadził mnie do pomieszczenia obok, które okazało się szatnią dla dziewczyn. Kiedy przebrałam się, przed szatnią czekał mój przyjaciel, z którym śmiejąc się wyszłam na boisko. Wszyscy pozostali piłkarze już tam byli. Kiedy dołączyliśmy do nich, oni zaczęli rozgrzewkę, a mnie na chwilę poprosił ich trener. Chwilę później biegłam razem z nimi wzdłuż boiska, rozmawiając z Munirem, którego dopiero teraz miałam okazję poznać. Naprawdę fajnie mi się z nim rozmawiało, był trochę inny niż reszta piłkarzy, ale to raczej działało na jego korzyść. Polubiłam go. 
Po rozgrzewce pograliśmy trochę w dziadka, a potem rozegraliśmy krótki mecz. Byłam niestety w drużynie z Neymarem, ale na szczęście byli tu jeszcze m. in. Dani, Rafael, Javier, Ivan i Munir, więc dał się przeżyć. Kapitanem oczywiście został Neymar. Nie był zadowolony, kiedy okazało się, że będę grać razem z nim i Munirem na ataku, ale brakowało mu jednego napastnika, a ja jako jedyna nie miałam wyżej przypisanej pozycji. Dlatego, że zazwyczaj grałam wszędzie, tylko nie na bramce. Tak więc Brazylijczyk był zmuszony choć przez chwilę ze mną współpracować. 
Jednak nasza współpraca nie była tak zła jak początkowo sądziłam. Przez pierwsze minuty Neymar miał problem z tym, żeby choć podać mi piłkę, mimo że byłam na świetnej pozycji, ale z czasem się przełamał. I mimo że normalnie cały czas się kłóciliśmy to na boisku potrafiliśmy znaleźć wspólny język. Potrafiliśmy się dogadać, doskonale rozumieliśmy się nawzajem i takim właśnie sposobem każde z nas zdobyło po jednej bramce. Ja zaliczyłam asystę przy bramce Neymara, a on przy mojej. Na boisku jednak tworzymy zgrany duet. 
Kiedy trener zakończył mecz, przybiłam z chłopakami piątkę i poszłam razem z nimi do szatni. 
- Czyżby to był pierwszy przejaw zgody? - zaśmiał się Leo, nawiązując do tego, że nie zapomniałam przybić piątki z Neymarem. Z czystej grzeczności. 
- Raczej nazwałabym to okresowym zawieszeniem broni. Ale nie martw się, nie potrwa długo - zapewniłam go. 
- A już miałem taką nadzieję - zaśmiał się. 
- Podobno nadzieja umiera ostatnia - puściłam do niego oczko i weszłam do swojej szatni. 
Szybko się przebrałam i podążyłam do kawiarni, gdzie czekał na mnie Dani razem z trenerem żeńskiej drużyny. 
- Zadzwoń jak skończysz, przyjadę po ciebie - powiedział Alves i opuścił pomieszczenie. Zostałam sam na sam z trenerem. 
- Dzień dobry, jestem Xavi Llorens. Mam nadzieję, że będę miał zaszczyt wkrótce zostać pani trenerem - powiedział Hiszpan. 
- Dzień dobry. Bardzo mi miło, że w końcu mogę pana poznać. 
Złożyliśmy zamówienia na kawę i pan Llorens kontynuował:
- Widziałem jak grałaś z piłkarzami i muszę przyznać, że byłem pod wrażeniem twojej współpracy z nimi, a szczególnie z Neymarem. Posiadasz ogromny talent, który trzeba jedynie skierować w dobrą stronę. Masz może jakieś pytania?
- Chciałabym się chyba zapytać jedynie o te jutrzejsze wybory do drużyny. Chciałabym wiedzieć na co mam się przygotować. 
- Nikt nie poinformował cię o tym, gdy składałaś zgłoszenie? - spytał dość zdziwiony. 
- Zapewne poinformowano by mnie, gdybym sama je złożyła. Ale w tajemnicy wysłał je Leo - przyznałam. 
- I wcale nie dziwię się czemu to zrobił. Twój talent jest diamentem, który trzeba oszlifować, a Messi z pewnością bardzo dobrze o tym wiedział. Wracając do twojego pytania, to na pewno nie będzie tam nic, czego będzie musiała się pani obawiać. Stałe fragmenty gry, kilka dryblingów, jedenastka i mecz do rozegrania. Nic strasznego. 
- W takim razie chyba nie mam, żadnych pytań. Wiem już wszystko czego potrzebowałam. Dziękuję, że poświęcił mi pan swój cenny czas - podziękowałam, pożegnałam się z panem Llorensem i opuściłam kawiarnię. 
Wróciłam na boisko. Nikogo tam nie było. Postanowiłam nie dzwonić jeszcze do Daniego. Chciałam jeszcze trochę poćwiczyć. Nie byłam pewna tego, co umiem. Nie wierzyłam, że dam sobie radę. 
Ustawiłam sobie piłkę na jedenastym metrze, wzięłam rozbieg i sekundę później piłka znalazła się w siatce. Ale teraz bramka była pusta. Podczas treningu wykonywałam rzut karny przeciw Marcowi i Claudio, i ani razu mi się to nie udało. Nigdy nie byłam w tym dobra. 
- W końcu strzeliłaś tego karnego - usłyszałam śmiech za swoimi plecami. W pierwszej chwili pomyślałam, że to Dani, ale gdy się odwróciłam, zobaczyłam innego Brazylijczyka.    
Neymar stał za mną z rękami w kieszeniach i uśmiechem na ustach. 
- Czego chcesz? - zapytałam oschle, idąc po piłkę, która pozostała w bramce. 
- Po prostu wydawało mi się, że po spotkaniu z trenerem, nie wrócisz od razu do domu, więc zostałem, żeby zobaczyć, co będziesz robić - wzruszył ramionami. 
- Okey - odpowiedziałam krótko. 
- Ej, co jest? - zapytał, chyba zauważając, że odezwałam do niego tak... normalnie.  
- Nic. Nie martw się, dzisiaj mam załamkę, ale jutro znów będę sobą i znowu będziemy mogli się kłócić - powiedziałam. 
- A co, jeśli nie chcę się dalej kłócić? Jeśli chciałbym cię poznać, zobaczyć jaka jesteś, gdy nie skrywasz się pod maską wrednej i niegrzecznej dziewczynki? Co jeśli chcę, żebyś poznała mnie takim, jakim jestem? Co wtedy? - zapytał. 
Po usłyszeniu jego słów, zrobiło mi się jakoś dziwnie. To nie był ten sam Neymar, którego poznałam. Był inny, dojrzalszy, bardziej empatyczny i emocjonalny, Zmienił się. Więc może warto dać mu szansę i poznać się na nowo? 
- Jeśli chcesz to mogę ci pomóc z tym karnym. W Barcelonie raczej ich nie wykonuję, ale za to w Brazylii dość często. 
- Oscar zawsze powtarzał, że mnie nie da się niczego nauczyć. 
- Podobno jestem cierpliwym człowiekiem - zaśmiał się Neymar. 
- Więc będziesz miał okazję sprawdzić jak bardzo - odpowiedziałam, wracając na 11 metr. Ponownie ustawiłam piłkę, zrobiłam rozbieg, uderzyłam i... słupek. Wkurzona głęboko wciągnęłam powietrze.
- Nie denerwuj się, tylko popraw to co robisz źle - zauważył Neymar. 
I tak wszystko się zaczęło. 
Po godzinie ćwiczeń mogłam stwierdzić, że z Neymara jest niezły nauczyciel. I rzeczywiście miał wręcz anielską cierpliwość. 
- To co, koniec ćwiczeń na dzisiaj? Po dwóch treningach jestem wykończony - powiedział Neymar, kiedy chyba po raz setny próbowałam uderzenia z rzutu karnego. Przyznam, że ja też byłam już wykończona. 
- Może rzeczywiście lepiej już wracać. Zadzwonię po Daniego. 
- Nie fatyguj go, odwiozę cię. 
- Nie ma takiej potrzeby - zaprzeczyłam, ale on nie dawał za wygraną. 
- Ale ja nalegam! 
- No dobra, niech ci będzie! - zgodziłam się. Nie miałam siły, żeby dalej się z nim sprzeczać. 
- No i to mi się podoba! - powiedział zadowolony i chwilę później skierowaliśmy się do jego samochodu. 
***
- Dzięki. Nie musiałeś tego robić - powiedziałam do Neymara na pożegnanie. Cieszyłam się, że zgodziłam się na jego propozycję. Jazda z nim samochodem naprawdę okazała się fajna. 
- Nie musiałem, ale chciałem - puścił do mnie oczko. Idiot jeden. 
- W każdym bądź razie, dziękuję i do zobaczenia... kiedyś tam - powiedziałam i wysiadłam z jego Audi. 
Neymar odjechał, a ja weszłam do domu przyjaciela. Od progu powitały mnie gwizdy Daniego i Gerarda, który najwyraźniej postanowił nas odwiedzić. Jedynie pokręciłam w niedowierzaniu głową na ich zachowanie. Jak dzieci. 
- Kłócisz się z nim, nie ma cię tyle czasu, a potem on odwozi cię do domu. To się robi podejrzane, Nadia - zauważył Pique. Jakiż on spostrzegawczy. 
- A ty, Gerard, nie powinieneś teraz pomagać Shakirze przy Sashy i Milanie, zamiast siedzieć sobie u Daniego? - odgryzłam mu się.
Chłopacy spojrzeli po sobie. 
- Błagam cię, nie mów jej, ze tutaj jestem! - Pique błagał mnie na kolanach. W końcu mogłam poczuć się przy nim wysoka.  
Pokręciłam głową, przyłożyłam telefon do ucha i po chwili zaczęłam mówić:
- Hey Shaki! Co tam u ciebie? A, Gerarda nie ma w domu, a miał ci pomóc z Milankiem? No nie dziwne, że go nie ma, bo siedzi sobie z Danim na kanapie... 
Nie zdążyłam powiedzieć nic więcej, bo usłyszałam trzask drzwi wyjściowych zamykanych przez Pique. Zaczęłam się śmiać. 
- No to Pique ma przerąbane - skwitował Alves, siadając przed telewizorem. 
- No nie koniecznie - powiedziałam, siadając zaraz obok niego.
- Jak to? 
- Przecież ja nie mam numeru do Shakiry! - zaśmiałam się i dołączył do mnie mój przyjaciel. Jestem tu od dosłownie dnia. Nie wierzę, że Gerard uwierzył, że zdążyłam już poznać jego partnerkę. 
- Zawsze wiedziałem, że on jest inteligentny, ale żeby aż tak? - śmiał się z przyjaciela Alves. 
- Pisiąt twarzy Gerarda! - zawołałam.
- Pisiąt twarzy Neymara! - dodałam w myślach.




Jestem! A w opowiadaniu mamy względną sielankę :D Nie martwcie się, nie na długo ;) 
A już od 1 lutego zapraszam was na moje wattpadowe opowiadanie pt. "Music was the beginning" (Szczególnie miło widziane Directioner ;))

piątek, 8 stycznia 2016

Rozdział 5.

* 5 dni później *
Myśląc, że po wyjeździe Katalończyków będę miała spokój, nie mogłam być dalej od prawdy. Minęło kilka dni, a ja jestem wykończona. Nie było dnia, ani godziny kiedy nie dostałabym wiadomości od Barcelończyków w związku z moją decyzją. W miarę upływu czasu i zbliżania się terminu, w którym mogłam zjawić się w stolicy Katalonii dostawałam ich coraz więcej. Także przynajmniej dwa razy dziennie odbierałam telefon z pytaniem czy jednak zdecydowałam się przyjechać. Za każdym razem odpowiedź brzmiała tak samo, ale to tylko motywowało ich do dalszego nękania mnie.
I to nie tylko oni cały czas mi o tym przypominali. Codziennie w pracy Suz próbowała mnie przekonać do tego wyjazdu. Na treningach też słyszałam dokładnie to samo. Czułam się jakby był to główny temat każdej rozmowy że mną.
Przez całe te dni myślałam tylko o tym. Wyliczałam sobie dobre i złe strony tego pomysłu z wyjazdem. Poszłam do wniosku, że chciałabym jednak kiedyś spróbować piłki na poważnie. Ale na przeciwległej szali znalazł się strach przed tym, że Messi że swoim uporem w końcu rozwiąże tą całą tajemnicę i będzie chciał odbyć rozmowę z moim bratem, czego ja bym z pewnością nie przeżyła. Nie trudno zrozumieć, że to przeważyło nad chęcią grania zawodowo w nożną.
Jednak z każdym dniem ta teoria mnie opuszczała. Ostatecznie doprowadziło to do tego co się właśnie dzieje.
Wczoraj doszłam do wniosku, że jeśli tam nie pojadę, to do końca życia moi przyjaciele nie dadzą mi spokoju, a myśl, że nie wykorzystałam szansy będzie mnie już zawsze prześladować. Dlatego spakowałam swoje rzeczy do walizki, spotkałam się ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi, aby się z nimi pożegnać i tak opuściłam na kilka dni moje "spokojne" życie.
* Messi *
Od prawie tygodnia próbowaliśmy przekonać Nadię, aby przyjechała do Barcelony. Pisaliśmy, dzwoniliśmy... Ale ona nadal pozostawała nieugięta. Traciliśmy już nadzieję, na to, że zmieni zdanie. Do terminu, w którym został wyznaczony termin spotkania pozostały tylko dwa dni, a my nadal nie mieliśmy pewności, że zmieni zdanie. Cóż, przestawaliśmy wierzyć. 
Nie wiem dlaczego tak bardzo chcieliśmy, żeby znalazła się w klubie. Może dlatego, że gdy spotkaliśmy ją po raz pierwszy, od razu zaimponowała nam swoją grą. Jej styl był po prostu niepowtarzalny. Z drugiej strony chęć poznania jej i jej tajemnicy była ogromna, a trudno by było zrobić to na odległość. 
Byliśmy właśnie w szatni po zakończonym treningu. Przebieraliśmy się, żeby móc w końcu wrócić do domu. Moim nawykiem stało się już ciągłe sprawdzanie telefonu. Oczekiwałem, że może Nadia zmieni zdanie i napisze do mnie wiadomość, albo wspomni o tym, na którymś z portali społecznościowych, które oczywiście obserwowałem. 
Za każdym razem kończyło się to tym, że miałem coraz większą nadzieję, że może niedługo napisze. Ale dzisiaj czekała na mnie miła niespodzianka. Nadia dodała post na swoim Twitterze. 
"Siedzę na głupim lotnisku, czekając na głupi samolot, żeby polecieć do głupiej Hiszpanii, by spotkać się z moimi głupimi przyjaciółmi. Jak ja kocham swoje życie." - brzmiał wpis. Dość wymowny. 
Mimo wszystko moja radość zwróciła uwagę chłopaków, którzy od razu zbiegli się, zobaczyć co mnie tak ucieszyło. Wszyscy bardzo cieszyliśmy się na tą wiadomość. Nadia jednak przyjedzie. Czyli nasze starania nie poszły na marne. Choć stwierdzam, że chyba nie spodobały się jej, ale widocznie były skuteczne. Przyjedzie tutaj, znajdzie się w klubie i będzie musiała się tu przeprowadzić. A wtedy będzie coraz łatwiej poznać tajemnicę jaką skrywa Nadia Davies. 

* Nadia *
Wysiadłam z samolotu, odebrałam swoją walizkę i wtedy dopiero zdałam sobie sprawę z tego, że tak naprawdę przyjechałam tutaj nikogo o tym nie informując. Żaden z piłkarzy Barcelony nie dowiedział się ode mnie o moim przylocie. A było to z mojej strony naprawdę nieprzemyślane, skoro jestem tutaj w pewnym sensie z ich powodu.
Postanowiłam, że spróbuję zadzwonić do któregoś z nich dopiero, gdy opuszczę lotnisko. Będę musiała znaleźć sobie jakiś hotel na czas mojego pobytu tutaj. Bo w końcu nie wiadomo na jak długo tu zostanę.
Jednak, gdy miałam już wychodzić w oczy rzuciła mi się kartka z moim nazwiskiem. Przyjrzałam się dokładniej i zauważyłam Daniego. Co on tu robi? I skąd wiedział, że przylatuję?
Ruszyłam w jego stronę, gdy mnie zobaczył rzucił kartkę gdzieś w kąt i od razu do mnie podszedł.
- Jak ja cię dawno nie widziałem! - zawołał nie zważając na to, że wokół są inni ludzie.
- Ja nie wiem czy tak bardzo się za wami stęskniłam. Przez ostatnie dni czułam się jakbyście ze mną byli wszędzie - powiedziałam kwaśnym tonem, ale tak naprawdę cieszyłam się, że go widzę. On z resztą też o tym wiedział.
-"...głupia Hiszpania i głupi przyjaciele", tak? - zaśmiał się, cytując mojego tweeta. No to zagadka rozwiązana, wiadomo skąd wiedzą. 
- Żebyś wiedział. Katowaliście mnie przez ostatnich pięć dni - zauważyłam. 
- Ale widocznie było skuteczne skoro tu jesteś - powiedział dumny z siebie. - To jak, idziemy?
- Tak, jasne - odpowiedziałam, a on zabrał moją walizkę i ruszył w stronę wyjścia. 
- Sama mogę ją wziąć - zwróciłam mu uwagę, podążając za nim.
- Nawet nie ma mowy - powiedział z uśmiechem, wychodząc przez drzwi obrotowe lotniska. Naprawdę fajnie było po tyłu godzinach lotu w końcu móc poczuć w płucach świeże powietrze. 
Przeszłości razem z Danim przez ogromny parking aż na jego drugi koniec, a tam przy samochodzie czekał na nas drugi z piłkarzy. Niestety nie było to miłe zaskoczenie, ponieważ na moje nieszczęście był to Neymar. Posłała Daniemu wkurzone spojrzenie, a on zaśmiał się pod nosem i wzruszył ramionami, ale nic nie odpowiedział. Czułam, że specjalnie zabrał ze sobą Neymara na lotnisko. Wiedział jak bardzo siebie nie znosimy. 
- Co, księżniczka sama nie mogła nawet zabrać swojej walizki? - rzekł złośliwie Neymar, gdy tylko się do niego zbliżyliśmy. Jak zwykle nieznośny. 
- Nigdy księżniczką nie byłam, nie jestem i nie będę, więc mógłbyś zostawić te komentarze dla siebie - zwróciłam mu uwagę, na co już mi nie odpowiedział, tylko wsiadł do samochodu na miejsce pasażera. Dzięki Bogu, że to nie on będzie prowadzić! 
Alves w tym czasie zdążył już schować do bagażnika moją walizkę i teraz otwierał dla mnie tylne drzwi samochodu. 
- Dzięki - powiedziałam z uśmiechem, wysiadając do środka. Przez kilka nie zręcznych sekund znajdowała się tam sama z obruszonym Neymarem, ale na szczęście zaraz znów pojawił się Dani. 
- Dokąd jedziemy? - zapytałam po kilku minutach jazdy w ciszy. 
- Do Honolulu małpy drażnić - usłyszałam natychmiast odpowiedź od pana okrążonego, który nie odgrywał wzroku od swojego telefonu. 
- A wiesz, że chyba już nawet widzę jedną? Siedzi centralnie przede mną - odpowiedziałam i widziałam jak spina mięśnie że złości. Nadia vs. Neymar 1:0.
- Jedziemy do domu - powiedział wreszcie Alves. 
- Do domu?! Myślałam, że zawieziesz mnie po prostu do hotelu - oczekiwałam jakiejś riposty ze strony Neymara, ale on nadal siedział wypatrzony w ekran telefonu.
- Powiem szczerze: rozmawialiśmy o tym z resztą chłopaków i doszliśmy do wniosku, że nie będziesz mieszkać w hotelu. Byłoby z tym zbyt dużo zamieszania - poinformował mnie, spoglądając na mnie w lusterka wstecznym. Miał na myśli sytuację z klubem, tam myślę. - Dlatego uznaliśmy, że zamieszkasz u któregoś z nas. 
- Któregoś z was? - powtórzyłam zdziwiona. 
- W domu moim albo domu Neymara - wyjaśnił na co młodszy Brazylijczyk widocznie zainteresował się prowadzoną przez nas rozmową. W końcu tu chodziło o jego święty spokój.
- Sądzisz Dani, że będę się wahała, mając tylko taki wybór? Wolałabym mieszkać na ulicy niż w jego domu! - Neymar głośno wypuścił powietrze z płuc. Ulżyło mu, że nie zamierzam go torturować swoją obecnością. 
- Zgadzam się w stu procentach - powiedział rozradowany moją niechęcią do mieszkania z nim. 
- No, chociaż w jednym jesteście zgodni - zaśmiał się Dani. 
Resztą drogi, która nie była zbyt długa minęła nam na słuchaniu muzyki. Szczęściem było dla mnie to, że Neymar znów przestał zwracać na mnie uwagę. Poświęcał dużo więcej uwagi telefonów niż otaczające mu go światu. Powinien zacząć to leczyć, bo na głupotę już za późno. 
Dom Daniego zrobił na mnie ogromne wrażenie. Gdy tylko weszliśmy do środka Neymar gdzieś zniknął, a przyjaciel pokazał mi mój pokój. Potem zostawił mnie samą, żebym mogła rozpakować swoje rzeczy. 
Po godzinie spędzonej samotnie, usłyszałam głos Alvesa, wołającego mnie na dół. Zostawiłam rzeczy, które teraz układała w szafce i zeszłam do salonu, ale nikogo tam nie zostałam. Zauważyłam otwarte drzwi prowadzące do ogrodu i dopiero, gdy się tam znalazłam, zobaczyłam piłkarzy siedzących przy jednym, ogromnym stole. Szybko zdałam sobie sprawę z tego, że byli tam wszyscy z wyjątkiem Neymara. 
- Witamy w Katalonii! - zawołali, gdy tylko mnie spostrzegli. 
Cieszyła się z takiego przywitania, nawet bardzo. Jednak martwiła mnie ta nieobecność Neymara. Oczywiście nie chodzi tu o to, że martwiłem się o niego, co to, to nie. Ja martwiłem się o siebie. Przecież on nigdy nie przegapiłby okazji, żeby się ze mnie trochę ponaśmiewać. 
Kiedy tak wstałam i rozważałam, nagle poczułam czyjeś dłonie na moim ciele i chwilę później zostałam wzniesiona w powietrze. Już wiedziałam gdzie jest Neymar. Nie rozumiałam jego zachowania, ale wszystko stało się jasne, gdy wylądowała w lodowatej wodzie basenu Alvesa. 
- Witamy w Katalonii - powiedział rozbawiony Neymar, gdy tylko wynurzyłam się z wody. Miał chyba radość z tego, że patrzył na mnie z góry, stojąc przy krawędzi basenu.
Jak bardzo będę jeszcze mogła go znienawidzić? 
Kiedy zaczął się śmiać, uderzyła pięścią w wodę, która przez to oblała Neymara. Teraz to ja zaczęłam się śmiać. Neymar początkowo spojrzał na mnie wkurzony, ale po chwili uśmiechnął się i sięgnął po krańce swojej mokrej koszulki. Wiedziałam, że chciał ją zdjąć, dlatego zanurzyłam się szybko w zimnej wodzie, żeby uniknąć czerwieni na moich policzkach, kiedy zobaczę jego wyrzeźbiony tors. I nie chodziło tu konkretnie o Neymara. Po prostu już tak miałam, że w takich sytuacjach moje policzki przybierały ciemnoróżowy kolor. 
Chwilę później wynurzyłam się z wody i wyszłam z basenu. Skierowałam się do domu. 
- Już myśleliśm, że się tam utopiłaś - zaśmiał się Neymar, na co przystanęłam.
- Nie musisz udawać, że się martwiłeś. Z pewnością byś się z tego ucieszył - powiedziałam i zostawiła oszołomionych chłopaków w ogrodzie. 
Wróciłam do swojego pokoju i chciałam się od razu przebrać z tych przemokniętych ubrań, ale zwróciłam najpierw uwagę na telefon, który tu zostawiłam. Zawibrował kiedy tylko weszłam do pokoju. 
"Leo mówi, żebyś przebrała się w jakieś dresy, bo niedługo jedziesz z nami na trening :*" - brzmiała wiadomość, którą wysłał do mnie Alves. 
A już myślałam, że oni pojadą na trening i będę miała święty spokój od tego głupiego człowieka. Ale nie, przecież muszę z nimi jechać tak jakbym im tam była do czegoś potrzebna. 
Mimo wszystko szybko się przebrałam i ponownie zbiegłam na dół. 
Chłopacy nadal niezmiennie zajmowali swoje miejsca przy stole w ogrodzie. Jak na złość jedyne wolne miejsce znajdowało się pomiędzy Neymarem a Danim. Oni chyba sobie że mnie żartowali! 
Nawet nie było takiej opcji żebyśmy siedzieli obok siebie, więc podeszłym do Alvesa i po cichu poprosiłam go, żeby przesiadł się na miejsce obok, co oczywiście uczynił, choć namawianie go nie poszło mi tak łatwo. 
Siedziałam przez chwilę, przeglądając profile piłkarzy na instagramie. Będąc na jednym z nich przypadkiem przeniosła się na profil jednej z bliskich mi osób, które przypominały mi o Brazylii. Nie czułam się tam dobrze, nie było to moje miejsce w świecie, ale mimo wszystko teraz za nią zatęskniłam. Łzy zaczęłyby spływać za chwilę po moich policzkach, gdyby nie fakt, że Leo nagle przerwał mój tok myśli. 
- Nadia -  zawołał. 
- Tak? - odpowiedziałam, wracając do rzeczywistości. 
- Dzisiaj po treningu ma do ciebie przyjść trener sekcji żeńskiej. Chciał z tobą porozmawiać przed tym całym spotkaniem. 
- Okey, nie ma problemu. Szczerze mówiąc mam do niego sporo pytań - przyznałam. - To o której macie ten trening? 
- Za jakieś dwie godziny. Dopiero co przyleciałaś, więc może się chociaż zdrzemnij - zaproponował Leo, a ja musiałam się z nim zgodzić. Jeśli nie chcę zasnąć na treningu to powinnam przespać przynajmniej godzinę. Pożegnałam się z chłopakami i poszłam na górę do swojego pokoju. 
Nie długo zajęło mi zaśnięcie, bo byłam naprawdę zmęczona. Śnili mi się moi przyjaciele z Anglii. Zdawałam sobie sprawę z tego, że będę za nimi tęsknić, ale nie myślałam, że nastąpi to tak szybko. 


Skończyłam! Udało się choć czekałam na to dość długo. Szkoła po prostu nie daje żyć. Ale jakoś trzeba dać radę ;) 

Neyforever :*



wtorek, 29 grudnia 2015

Rozdział 4.

~ Czemu by nie...

Następnego dnia nie miałam już czasu na myślenie o Barcelonie czy Messim i jego małym dochodzeniu. Z samego rana zerwałam się z łóżka i pobiegłam do pracy. Przez te kilka godzin tam spędzonych przez moje myśli nie przebiegło nawet wspomnienie piłkarzy, którzy przez te dwa dni tak bardzo namieszali w moim życiu. Z powodu zapewne przedmeczowego treningu żaden z nich nie pojawił się w restauracji. I niezmiernie mnie to cieszyło.
Nie zdarzyło się nic co przypomniałoby mi o piłkarzach Dumy Katalonii aż do momentu, w którym pod koniec mojej zmiany za oknami zauważyłam postaci ubrane w koszulki ukochanych klubów: Arsenalu i Barcelony. Wszyscy zmierzali na stadion.
Także i moja przyjaciółka postanowiła mi przypomnieć o piłkarzach chwilę później, gdy przygotowywałam się do wyjścia.
- I co, Nadia? Postanowiłaś coś w sprawie wyjazdu? - zapytała, stając w drzwiach i przy okazji blokując mi wyjście. Wspominałam już jaka jest uparta?
- Nie podjęłam jeszcze żadnej decyzji, jeśli o to ci chodzi - odpowiedziałam i chciałam przejść obok niej, ale nadal nie pozwalała mi opuścić pomieszczenia. Jeśli za chwilę nie wyjdę to na pewno się spóźnię!
- A zastanawiałaś się nad tym chociaż?
- Sporo o tym wczoraj myślałam - powiedziałam szorstkim tonem. Suz widocznie musiała to wyczuć.
- Nadia, nie złość się na mnie. Ja po prostu chcę żebyś podjęła dobrą decyzję - wytłumaczyła się.
- Nie martw się, cokolwiek postanowię będzie to przemyślane. Czuję się jakbyś chciała się mnie stąd pozbyć - zaśmiałam się. - Tak myślałam, że masz mnie już dość.
- Nawet sobie tak nie żartuj. Wiesz, że zawsze będę z tobą. Po prostu staram się o ciebie troszczyć jak o siostrę, a nie chcę zachowywać się egoistycznie chcąc, żebyś mimo wszystko została tu ze mną - nie dziwię się słowom Suz. Ona wiedząc, że moja siostra jest daleko stąd i nie mam z nią kontaktu, z całej siły starała się mi ją w jakiś sposób zastąpić. I naprawdę jestem jej za to bardzo wdzięczna.
- Daj spokój za dobrze cię znam. Ale teraz muszę już lecieć, bo nie mogę się spóźnić- pożegnałam się z przyjaciółką i jak najszybciej ruszyłam do swojego domu.
Miałam naprawdę niewiele czasu. Mimo, że nie mieszkałam najbliżej to w ciągu dwudziestu minut znalazłam się przed drzwiami mojego mieszkania. Nie zastanawiałam się nad tym co muszę zrobić. Wszystko miałam już przygotowane w głowie od samego rana. Szybko otworzyłam drzwi i od razu udałam się do swojej sypialni. Szybko przebrałam się w mój ulubiony strój, w którym zawsze chodziłam na mecze.  Jeansy i moja koszulka w barwach Arsenalu. Oczywiście nie była to taka koszulka jaką mógł mieć każdy.
Dokładnie pamiętam dzień, w którym ją dostałam. Było to jakieś pół roku po tym jak tu przyjechałam. Były to pierwsze urodziny jakie obchodziłam w Wielkiej Brytanii. Dostałam ją od mojego przyjaciela. Od momentu, gdy tylko go poznałam, pokochałam Arsenal. Przychodziłam na każdy mecz, a Wojtek w końcu postanowił w pewnym sensie to uczcić, podarowując mi koszulkę z moim imieniem i numerem 52. A ta liczba wcale nie była przypadkowa.
Gdy byłam już gotowa, zabrałam jeszcze tylko kilka niezbędnych rzeczy i po spojrzeniu na zegarek w niesamowitym tempie opuściłam mieszkanie. Jeśli nie zdążę chłopacy mi tego nie wybaczą...
Oczywiście o tej porze jak zwykle były ogromne korki. Nawet nie łudziłam się, że łapiąc taksówkę zdążyłabym na czas. Pozostało mi tylko biec w stronę stadionu. Przyda mi się trochę ruchu, może przy okazji poprawię kondycję.
Bardzo zależało mi żeby być na czas, chyba aż za bardzo, bo gdy znalazłam się na miejscu miałam jeszcze co najmniej pół godziny. Swoim zwyczajem skierowałam się do szatni piłkarzy Arsenalu.
Można by powiedzieć, że przez znajomość z piłkarzami stałam się tak jakby częścią klubu, choć wcale nigdy do niego nie należałam. Mimo to wszyscy mnie tu znali. Na końcu korytarza dla kibiców, przejścia do podziemia budynku pilnował mój przyjaciel, Andre. Nie było najmniejszego problemu z wpuszczeniem mnie tam, gdzie wpuszczać się mnie nie powinno.
Droga do szatni była mi bardzo dobrze znana, więc nawet pięciu minut nie zajęło mi dotarcie tam. Niestety, po drugiej stronie korytarza znajdowały się drzwi prowadzące do szatni gości i akurat, gdy kierowałam się do moich przyjaciół, drzwi na przeciwko otworzyły się i zobaczyłam w nich sławny tercet Barcelony. Ja to mam te szczęście...
- Nadia, nie zgubiłaś się przypadkiem? Nasza szatnia jest tutaj - zaśmiał się Neymar. Ygh.
- Nie, idę dokładnie tam, gdzie chciałam - odpowiedziałam i otworzyłam drzwi do szatni gospodarzy. Minęłam się z trenerem Arsenalu, który posłał mi ciepły uśmiech, a chwilę później zobaczyłam moich przyjaciół. Ich miny zwiastowały, że są gotowi na ten ciężki, nadchodzący mecz. Determinacja i nadzieja to rzeczy, których u nich nie może nigdy zabraknąć.
Od razu, gdy tylko mnie zobaczyli zaczęło się przytulanie i radosne okrzyki na mój widok. Nie, Neymar nie ma racji. Mam tu rodzinę. Lepszą niż mogłabym sobie kiedykolwiek wymarzyć.
- No moje łamagi, powodzenia na meczu - powiedziałam kilka minut później, gdy mój czas tutaj dobiegał już końca.
- Kto tu kogo nazywa łamagą? Z tego co pamiętam to ty nabawiłaś się kontuzji, schodząc z trybun - zaśmiał się ze mnie Wojtek. Będzie mi to wypominał do końca życia. Albo do momentu, w którym wyjedzie...
- Oj, cicho bądź, to było dawno i nie prawda -  powiedziałam i wszyscy śmiejąc się wyszliśmy z szatni.  Na korytarzu spotkaliśmy już gotowych do gry piłkarzy z Katalonii. Zostało tylko kilka minut do rozpoczęcia meczu. Nie zważając na obecność Barcy, przytuliłam każdego z moich przyjaciół i każdemu z nich z osobna życzyłam powodzenia. Na koniec oczywiście zostawiłam sobie Alexisa i Wojtka. Kiedy już miałam odchodzić w stronę trybun ten drugi pociągnął mnie za rękę.
- A gdzie to się wybierasz? - powiedział Alexis.
- Na trybuny, zobaczyć te moje łamagi na boisku - zaśmiałam się.
- Nie wydaje mi się - powiedział Wojtek. - Idziesz z nami - powiedział mi na ucho, z czego się zaśmiałam.
- Chcesz narobić plotek o nas przed wyjazdem do Włoch? - odpowiedziałam mu.
- Czemu by nie - zaśmiał się. Skoro taka ich wola, żebym wyszła z nimi, to czemu nie. Taka okazja się raczej więcej nie powtórzy.
Wojtek złapał mnie za rękę, kiedy szliśmy z resztą piłkarzy do tunelu i kiedy z niego wychodziliśmy. Kątem oka widziałam jak chłopacy z Barcelony patrzą na nas i szeptają coś między sobą, ale nie zwróciłam na to większej uwagi. Ludzie mogą myśleć o nas co chcą. Najważniejsze, że my wiemy kim dla siebie jesteśmy.
Gdy piłkarze weszli na murawę ja usiadłam na ławce trenerskiej razem z trenerem, całym sztabem i chłopakami. Wszyscy rozemocjonowani czekaliśmy na początek meczu.
Gdy sędzia rozpoczął spotkanie od razu wdałam się w dyskusję z trenerem na temat gry chłopaków. popełnili kilka błędów, a przy przeciwniku takim jak Barcelona niemal od razu powoduje to zagrożenie. Ale przez całą pierwszą połowę nie opuściła ich motywacja, którą widziałam jeszcze w szatni. Było kilka groźnych sytuacji, ale Wojtek dzisiaj stanął na wysokości zadania. Po pierwszych czterdziestu pięciu minutach tablica wyników wskazywała remis 1:1. Kibice nie mogli nie być zadowoleni.
Nie zeszłam do szatni na przerwę w grze. To był czas przeznaczony tylko dla chłopaków i ich trenera. Ja nie pełniłam tutaj żadnej funkcji, która uprawniałaby mnie do obecności tam.
Druga połowa przebiegła podobnie do tej pierwszej. Duma Katalonii po przerwie była jeszcze silniejsza, ale nie pomogło im to w zdobyciu zwycięstwa. Mecz zakończył się z wynikiem 2:2, co bardzo nam pasowało.
Razem z przyjaciółmi weszłam do tunelu ciesząc się z korzystnego wyniku. Piłkarze Barcelony, którzy szli za nami nie byli zbyt zadowoleni. Ale była tam taka jedna osoba, która mimo wszystko się nie przejmowała.
- Nadia, poczekaj! - zawołał za mną, przepychając się między moimi przyjaciółmi. Większość z nich spojrzała na mnie zdziwiona, że zna mnie najlepszy piłkarz na świecie. Przekazałam im bezgłośnie, żeby poszli do szatni. Coś czułam, że nie zajmie nam to chwileczki.
- Tak, Leo? - odpowiedziałam mu, a w tym czasie dotarła do nas reszta piłkarzy Barcy.
- To dlatego nie chcesz z nami jechać? Przez klub? I przez niego? - zapytał Neymar. Co on się taki dociekliwy zrobił? Wiedziałam, że chodzi o mnie i Wojtka. Ale to chyba nie jego sprawa.
- Nie sądzę, że on powinien cię interesować, Neymar. Ale mimo wszystko, nie to nie dla niego chcę tu zostać. Chcę tu być dla mojej rodziny, jaką jest Arsenal - powiedziałam, nawiązując do jego wcześniejszych słów o mojej rodzinie.
- A FC Barcelona nie byłaby dla ciebie rodziną? - zawołał w odpowiedzi.
- Barca miałaby zbyt dużo z mojej prawdziwej rodziny! - krzyknęłam, na co od razu się zamknął. - On od zawsze ją kochał - dodałam, po czym odeszłam, a w moich oczach zaczęły gromadzić się łzy. Nigdy nie powinien był poruszać tego tematu. Nie zna mnie, nic o mnie nie wie!
Nikt nie odważył się za mną pobiec, ale gdy się odwróciłam zauważyłam, że całą tą scenę widział Alexis. Od razu podszedł do mnie i przytulił wściekle patrząc na Neymara.
Wojtek i Alexis byli jednymi z niewielu osób, które wiedziały o mnie praktycznie wszystko. Wiedzieli nawet dokładnie o mojej rodzinie. Dlatego nigdy nie powiedzieliby niczego co mogłoby mnie skrzywdzić. I w miarę możliwości nie pozwalali innym tego robić.
Ale nagle Alexis lekko mnie od siebie odsunął i powiedział, że idzie porozmawiać z przyjaciółmi z dawnego klubu. Ja odwróciłam się, żeby iść do szatni i pożegnać się z chłopakami, ale napotkałam niemałą przeszkodę.
- Oscar! - zawołałam i rzuciłam się na szyję mojemu przyjacielowi. On zaśmiał się na moją reakcję, ale mimo wszystko mnie przytulił.
Oskar był osobą, z którą przyjaźniłam się najdłużej ze wszystkich moich przyjaciół. Poznaliśmy się jeszcze za czasów, kiedy grał w drużynie juniorskiej Sao Paulo. Oczywiście on także należy do grona osób, które wiedzą o mnie bardzo dużo.Jedyna różnica jest taka, że on wszystko co się działo widział na własne oczy. Ale mimo wszystko, za każdym razem, kiedy leci do Brazylii spotyka się z moim bratem i czasami opowiada mi co się u niego dzieje. I to on przez te trzy lata opiekował się mną najbardziej.
Zdziwił się bardzo, gdy zobaczył w naszym otoczeniu piłkarzy Barcelony. Nie sądził, że będę chciała znaleźć się w ich towarzystwie. A jednak.
Oscar chwilę rozmawiał ze swoimi przyjaciółmi z Brazylii, a ja w tym czasie pożegnałam chłopaków czekających na mnie w szatni, a potem pożegnałam tych którzy przylecieli ze stolicy Katalonii. Oczywiście ze wszystkimi oprócz Neymara. Wiem, że zapewne więcej ich nie spotkam, więc mój problem tak jakby znika. Wieczorem mają samolot powrotny do Barcelony, więc teraz w końcu będę mogła wrócić do swojego spokojnego i nudnego życia w stolicy Anglii.




Hey :D 
Miałam trochę wolnego czasu, więc postanowiłam napisać coś dla Was :D Mam nadzieję, że Was nie zawiodłam ;)
Co do tajemnicy, o którą pytała Lila, od razu mówię, że nie prędko się ona rozwiąże, ale z rozdziału na rozdział będzie o niej wiadomo coraz więcej. 
Pozdrowienia, Neyforever :*









sobota, 26 grudnia 2015

Rozdział 3.

~ Wyjeżdża do Włoch...

- Leo, nawet nie ma mowy! - zawołałam, odsuwając od siebie myśl o uderzeniu najlepszego piłkarza świata.
- Ale dlaczego? Ten wyjazd to dużo lepsza perspektywa dla... twojej kariery! - odpowiedział mi na to Neymar.
- Mojej kariery? Mam rzucić wszystko co tutaj mam: przyjaciół, pracę i całe życie, które sobie tu ułożyłam tylko dla jakiejś głupiej kariery?! Sorry, ale nie rzucę wszystkiego co mam tylko po to, żeby robić karierę.
- Nie masz tu rodziny...
- Co?! - zapytałam zdziwiona.
- Nie masz tu nikogo bliskiego. W Barcelonie miałabyś rodzinę - powiedział Neymar.
- Jestem tutaj dlatego, że postanowiłam o zostawieniu rodziny. Więc twój argument jest dość słaby, Neymar - odpowiedziałam.
- Czyli jesteś szczęśliwa z tego, że jesteś sama? Że nie masz tutaj kompletnie nikogo? - ciągnął temat, a reszta piłkarzy jedynie uważnie przysłuchiwała się naszej wymianie zdań.
- Gdybyś przeszedł przez to, przez co ja musiałam przejść też byłbyś szczęśliwy będąc sam - powiedziałam, na co Neymar zamyślił się i już mi nie odpowiedział.
- Nadia, pomyśl o tym. Kochasz piłkę, a taka druga okazja się nie nadarzy. A nie osiągniesz w Londynie tego co możesz osiągnąć w Barcelonie - przemówił Leo.
- Odpuścicie mi, jeśli powiem, że się zastanowię?
- Częściowo - przyznaje.
- W takim razie się zastanowię. A teraz przepraszam, ale muszę wracać do pracy - odeszłam od ich stolika, a wracając do baru poprosiłam Kate, żeby zajęła się piłkarzami. Sama wracam do Suzanne.
- Niedługo cię wywalą za te pogaduszki z klientami - zaśmiała się, gdy do niej podeszłam.
- Rozmowę z piłkarzami Barcelony będą mi musieli wybaczyć - westchnęłam.
- Rozmawiałaś z nimi? Jaka z ciebie szczęściara!
- Tsa, i to nie po raz pierwszy. Spotkałam się z nimi wczoraj. I dzisiaj na treningu. I teraz w restauracji. Oni chyba zaczęli mnie śledzić - wzdycham. Naprawdę zaczynam się czuć prześladowana.
- A czego takiego chcieli od ciebie przed chwilą? - przed chwilą Suz zganiła mnie za to, że rozmawiam z gośćmi, a teraz sama wyciąga mnie na plotki.
- Żebym poleciała do Barcelony - mówię cicho.
- Że co?!
- Byli na treningu, widzieli jak ćwiczę. Chcą, żebym poleciała do Barcelony spróbować swoich sił w ich klubie.
- Ty chyba nie przepuścisz takiej okazji! - Suz mówi to tak podekscytowana, jakby to ona miała wyruszyć w podróż do dalekiej Hiszpanii. Ale w głębi serca wiem, że ona wykorzystałaby tę okazję i że cieszy się teraz moim szczęściem.
Ale jest coś w czym się różnimy. Ona nawet nie myśląc, od razu przyjęłaby tę propozycję mimo iż w Londynie ma rodzinę. Ja, która jestem tu kompletnie sama waham się nad podjęciem decyzji. Może dlatego, że ona jest nastawiona przede wszystkim na nowe wyzwania, a ja nie chcę przypadkiem w Barcelonie natknąć się na kogoś, kto sprawi, że wszystko co było kiedyś, teraz do mnie wróci. A to jest bardziej niż pewne.
Moja przyjaciółka oczywiście nie potrzebowała moich słów, żeby wiedzieć co o tym myślę.
- Bardzo dobrze, że chcą żebyś poleciała do Hiszpanii. Masz ogromny talent i powinnaś walczyć o to, żeby móc go wykorzystywać.
- Ale ja nie wiem czy chcę go wykorzystać. A nawet jeśli to nie wiem czy chcę to robić akurat w Barcelonie.
- W Londynie też nie chciałaś. Wiesz, że w Arsenalu czy Chelsea przyjęliby cię bez wahania. Skoro nikomu z nas tutaj nie udało się ciebie przekonać to może piłkarzom Barcelony w końcu się to uda.
- Boję się, że jeśli pojadę do Barcelony, to już nigdy więcej nie wrócę do Londynu - przyznałam nieśmiało.
- A dlaczego miałabyś chcieć tu wracać? Miałabyś wrócić do swojego wynajmowanego mieszkania i nudnej pracy kelnerki? Nic cię tu nie trzyma - powiedziała stanowczo. Zdawałam sobie sprawę z tego, że miała rację. Ale tu nie chodziło o strach przed zostawieniem Londynu. Tu chodziło o strach przed Barceloną.
- Mam tutaj ciebie, chłopaków... nie dam sobie rady bez was....
- Mamy XXI wiek! Masz aż nadto możliwości żeby się z nami kontaktować. A to czy chłopacy tutaj zostaną też jest niepewną kwestią... Wojtek wyjeżdża do Włoch, a niedługo zaczyna się druga część sezonu, więc żaden z chłopaków nie będzie miał dla nas czasu i musisz się z tym pogodzić. Barcelona to naprawdę najlepsze wyjście. Zaczniesz życie zupełnie od nowa.
- Znowu - westchnęłam i opuściłam Suzanne.
Jej słowa naprawdę dały mi do myślenia. Strasznie przywiązałam się do moich przyjaciół, tutaj, w Londynie, ale oni i tak ciągle latają po świecie, a ja za każdym razem zostaję tutaj. Takie spokojne życie zrobiło się naprawdę uciążliwe.
Przystanęłam na chwilę, wyrzuciłam całkowicie z głowy myśli o wyjeździe do Barcelony i już spokojnie wróciłam do pracy. Piłka nożna nie powinna mi teraz zaprzątać głowy.
Gdy pół godziny później skończyłam swoją pracę i opuszczałam budynek restauracji oczywiście musiałam ponownie natknąć się na piłkarzy.
- No to na razie - powiedziałam z zamiarem odejścia w swoją stronę.
- Nie zamierzasz życzyć nam powodzenia na jutrzejszym meczu? - usłyszałam za sobą głos Neymara. Nie miałam zamiaru pozostawić tego bez odpowiedzi.
- Nie, nie zamierzam. Gracie przeciwko mnie. A wam nie trzeba życzyć powodzenia. I tak zagracie dokładnie tak jak chcecie - zauważyłam. Kocham Arsenal, ale w obecnej formie nie jestem pewna czy da radę potężnej Barcelonie.
Odwróciłam się i odeszłam, ale jednak najwidoczniej Leo postanowił sobie ze mną porozmawiać.
- Nadia, przemyśl to sobie. Nie podejmuj tej decyzji pochopnie.
- Już wam obiecałam, że się nad tym zastanowię. Mimo wszystko wyjazd do Barcelony to szansa - powiedziałam. - Czy to wszystko co chciałeś mi powiedzieć, bo nie ukrywam, że chciałabym już wrócić do domu - dodałam po chwili ciszy między nami.
- Czy łączyło cię kiedyś coś z... - wiedziałam dokładnie, o co Messi chce zapytać, więc nie pozwoliłam mu dokończyć pytania.
- Nie nigdy nic nas nie łączyło. Skąd ci to przyszło w ogóle do głowy?
- Twoje zachowanie...
- To jak się zachowuję... Taka już jestem i nic mnie nie zmieni. Ale proszę cię nie pytaj o to więcej.
- Wiesz, że ci tego nie obiecam.
- Ale mimo wszystko cię o to proszę - powiedziałam, a Leo jedynie westchnął zrezygnowany.
- Gdybyś zmieniła zdanie co do wyjazdu, to w Barcelonie oczekują cię za tydzień, żeby sprawdzić co naprawdę potrafisz. I nie będziesz tam sama - rzekł, po czym odwrócił się i poszedł, aby dogonić przyjaciół z klubu. Ja ruszyłam w drogę do domu, myśląc o tym co powiedział Messi.
Przez całą drogę i nawet już w domu myślałam nad wszystkim co dzisiaj usłyszałam. Słowa Leo, a szczególnie słowa Suzanne dały mi dużo do myślenia. Bo faktycznie, nie mam podstaw do tego, żeby upierać się nad pozostaniem w Anglii. Przyjechałam tu dlatego, że chciałam się odciąć od poprzedniego życia. Ale mój wybór był totalnie przypadkowy. Padło na Londyn, bo znałam język i był wystarczająco daleko od Brazylii. Ale teraz jakby zbytnio się do niej przybliżył.
Leżąc już na łóżku przypomniała mi się rozmowa z piłkarzem. Zapytał mnie o to, na co nie chcę udzielać odpowiedzi. Wie, że skrywam tajemnicę jaką jest moje poprzednie życie i mój 'zaginiony' brat. Wiedziałam, że będzie chciał wiedzieć o co chodzi. Zasypiając miałam w myślach tylko jedną myśl: "Leo nie odpuści."

niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział 2

~ Nareszcie do nas wróciłaś!

Rano zostałem obudzony w dość niedelikatny sposób. Prawdę mówiąc to zostałem zrzucony razem z pościelą z mojego łóżka przez Daniego.
- Zgłupiałeś?! - wydarłem się, wstając z podłogi.
- Nie, po prostu nie mogłem cię dobudzić, a za godzinę mamy trening - zaśmiał się ten idiota, wracając do pakowania swojej torby na trening.
 - Jeśli nie mogłeś mnie obudzić, to trzeba mi było dać w spokoju spać! Trening nie zając, nie ucieknie! - uznałem i ponownie położyłem się na swoim wygodnym łóżku. Jednak po chwili znów wylądowałem na podłodze.
-  Wstawaj, bo się nie wyrobimy - powiedział sprawca całego tego zamieszania.
- Dobra, dobra - po raz kolejny podniosłem się z podłogi i tym razem udałem się wprost do łazienki. Nie miałem zamiaru ryzykować kolejnego bliższego spotkania z podłogą.
Godzinę później razem z przyjaciółmi wkraczaliśmy już na murawę stadionu treningowego londyńskiego Arsenalu. A tam czekała na nas niespodzianka.
Na środku boiska znajdowała się uśmiechnięta Nadia. Odbijała zawzięcie piłkę nawet nie zauważając naszej obecności. Co ciekawe Leo, gdy tylko ją zobaczył, momentalnie wyją telefon i zaczął nagrywać wyczyny Brazylijki. Ja jedynie spojrzałem na niego zdziwiony.
- Dowiesz się w swoim czasie - odpowiedział wymijająco, zauważając moje zdumione spojrzenie. Naprawdę dużo się dowiedziałem...
Po chwili Leo ponownie schował telefon do kieszeni spodni i wszyscy powoli podeszliśmy do dziewczyny, która nawet w momencie kiedy nas zauważyła, nadal nie przestawała odbijać piłki.
- Hej - odezwała się dopiero po upływie kilku minut. - Trening?
- W końcu musimy trenować przed meczem. A ty jak się tu dostałaś? - zapytał zaciekawiony Leo.
- Mieszkam w Londynie już trochę czasu, więc mam pewne układy - zaśmiała się. Miała taki słodki, perlisty śmiech. A mimo wszystko nadal była bardzo skupiona na swojej zabawie z piłką.
- Chyba, że tak - powiedział Gerard. - Zagrasz z nami?
- Nie mogę. A z resztą nie chcę się ośmieszyć przed wielką FC Barceloną.
- Dobry żart - zaśmiał się Leo. - I w ogóle, jakie "nie mogę", co?
- Normalnie,... - Nadia chciała coś jeszcze dodać, ale właśnie w tym momencie dobiegł nas głos chłopaka zmierzającego w naszą stronę.
- Nadia! - zawołał, podchodząc do niej. Zrezygnowana dziewczyna zostawiła w końcu swoją zabawkę w spokoju. - Co ci mówiłem dzisiaj o grze w piłkę?
- Że mam nie grać, odpocząć sobie przez kilka dni... - mówiła wyraźnie znudzona uwagami chłopaka.
- Dobra, dobra, Nadia mów o co chodzi - powiedział wciąż radosny Alves.
- Oj tam taka mała kontuzja kilka tygodni temu... Nic poważnego. Ale oczywiście Andrew musi mnie niańczyć... - odpowiedziała
- No i może ma rację. Naprawdę powinnaś zrobić sobie przerwę - odezwał się w końcu Leo.
- Nawet ty przeciwko mnie? Cudownie! Nie ma to jak po przerwie robić sobie przerwę! - machała rekami w geście rozdrażnienia wracając do ławki rezerwowych.Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Zmieniła swoje korki i wróciła do nas.
- No to... chyba nic tu po mnie. Do zobaczenia na meczu - pożegnała się z chłopakami i opuściła stadion treningowy. Na mnie nie zwróciła najmniejszej uwagi. Czy naprawdę ja jej coś wczoraj zrobiłem, że tak się zachowuje?
Chwilę później jednak zostawiłem te myśli gdzieś daleko i całkiem oddałem się treningowi. Ostatniemu treningowi przed wielkim meczem.

*Nadia*

Po opuszczeniu stadionu, który zajęli piłkarze Barcelony ruszyłam do swojego domu, żeby zostawić tam swoje rzeczy i móc spokojnie się przygotować. Dzięki temu, że musiałam wrócić do domu wcześniej z powodu ich treningu miałam jeszcze dość dużo czasu. Zdążyłam trochę odpocząć i udałam się do dobrze znanej mi restauracji. Ale bynajmniej nie po to, żeby zjeść sobie obiad.
Przemierzam kilka zatłoczonych ulic i w końcu znajduję się na miejscu, niedaleko stadionu treningowego.
- Nadia! Nareszcie do nas wróciłaś! - zawołała moja przyjaciółka, Suzanne, gdy tylko podeszłam do barku.
- Bez przesady, nie było mnie zaledwie dwa miesiące. A teraz znowu wróciłam wam trochę podokuczać- Mam nadzieję, że wam tego brakowało - zaśmiałam się i poszłam do kuchni. Tam przywitałam się z kilkoma znajomymi, poszłam się przebrać i wróciłam na salę, żeby po długiej przerwie ponownie rozpocząć pracę.
Pracowałam w jednej ze znanych londyńskich restauracji. Znanej z tego, że często spotykali się tutaj kibice Barcelony. Ironia losu prawda? Zatrudniłam się tutaj niedługo po moim przylocie do stolicy Anglii. I właśnie tu poznałam Suzanne, która stała się moją najlepszą przyjaciółką. I tak jakoś się złożyło, że życie kelnerki mi się spodobało. Dzięki pracy tutaj poznałam naprawdę dużo ludzi. Między innymi właśnie moich przyjaciół z Arsenalu, który naprawdę wspierają mnie we wszystkim co robię. Znając moje umiejętności piłkarskie już dawno temu próbowali namówić mnie, abym dołączyła do klubu, do sekcji dla dziewczyn, ale nigdy się na to nie zgodziłam. Piłka owszem była moją największą pasją, ale chyba tego nie potrzebowałam. Nie potrzebowałam tej całej presji związanej z byciem zawodową piłkarką. Choć może tylko tak mówiłam, a wcale nie myślałam.
Dziś wracałam do pracy po dłuższym zwolnieniu, więc po wcześniejszym uzgodnieniu z właścicielem miałam dziś pracować jedynie cztery godziny. Ale nawet tak mało czasu wystarczyło, żeby coś mogło się wydarzyć.
Pierwsze trzy godziny minęły mi w bardzo przyjaznej atmosferze. Naprawdę fajnie było tu w końcu wrócić. Wiele stałych klientów zagadywało mnie na chwilę, by nadrobić czas kiedy mnie nie było. Dużo osób, które stale tu przychodziły bardzo mnie lubiło, stąd też większość z nich wiedziała dlaczego nie było mnie przez tak długi okres, Szczerze mówiąc, to cieszyłam się z powrotu. Nawet bardzo, aż do momentu, w którym do restauracji wkroczyli goście, których na pewno nie chciałam obsługiwać.
Rozejrzałam się po sali, ale nie było nikogo, kto mógłby mnie teraz zastąpić. Niech to szlag! Czyli to jednak ja będę skazana na płaszczenie się przed piłkarzami Blaugrany.
- Co ja takiego zrobiłam, że Bóg was na mnie nasyła? - zapytałam, podchodząc do nich i zwracając tym ich uwagę.
- Nadia? Wow, nie spodziewaliśmy się ciebie... w takim miejscu - natychmiast odezwał się Neymar.
- Wiesz, to, że lubię się czasami pouganiać się za piłką i to, że mój brat to robi, nie znaczy, że mam wiecznie leżeć i nic nie robić - odpowiadam dość spokojnie. Przecież nie jestem jakąś księżniczką, żebym miała jakąś taryfę ulgową, bo mam towarzystwo jakie mam...
 - Właśnie w związku z tym "uganianiem się za piłką" mamy dla ciebie pewną propozycję - powiedział Leo, podając mi swój telefon. Na wyświetlaczu widniała konwersacja mailowa.
Dopiero po chwili zauważyłam, że Messi wysłał na adres FC Barcelony nagranie z mojego dzisiejszego treningu. Przeczytałam odpowiedź i miałam szczerą ochotę go uderzyć.