czwartek, 4 sierpnia 2016

Rozdział 19.

~ Fuj! Nie musiałam o tym wiedzieć!

- I jak podoba się pani mieszkanie? - zapytał mężczyzna, gdy ja rozglądałam się po salonie.
- Jest idealne - powiedziałam zachwycona.
- Więc podpisujemy umowę, czy może wolałaby pani obejrzeć jeszcze jakieś? - zadał kolejne pytanie, poprawiając teczkę, którą trzymał w dłoni. Może na pierwszy rzut oka nie było tego po nim widać, bo był w stosunku do mnie bardzo miły, ale ja czułam, że jest już zmęczony dzisiejszym oglądaniem mieszkań.
- Zostanę już przy tym. Możemy podpisywać - uśmiechnęłam się w jego stronę. To mieszkanie naprawdę bardzo mi się podobało.
- Dobrze więc, tylko wyjmę odpowiednie dokumenty - powiedział, usiadł na kanapie i zaczął szukać odpowiednich kartek w swojej teczce. Moment później kilkoma podpisami załatwiłam całą formalność. - Mam nadzieję, że dobrze będzie się tu pani mieszkało. Tutaj ma pani klucze - dodał, kładąc je na stoliku.
Podziękowałam i odprowadziłam mężczyznę do wyjścia. Gdy zamknęłam za nim drzwi, oparłam się o nie plecami i wypuściłam głośno powietrze.
Wróciłam do salonu, wzięłam do ręki mój telefon i wybrałam numer przyjaciela. Nie spodziewałam się, żeby nie odebrał i oczywiście tego nie zrobił.
- Powiedz mi, że jednak ze mną zostajesz - powiedział błagalnym głosem.
- Niestety, Dani. Możesz przywieźć moje rzeczy - odpowiedziałam mu smutno.
Wiem, że on wolałby, żebym dalej z nim mieszkała, ale ja wiedziałam, ze tak będzie lepiej. Z resztą on też pewnie gdzieś podświadomie o tym wiedział. Dani jest moim przyjacielem i jestem mu naprawdę wdzięczna, że pomógł mi, kiedy tego potrzebowałam, ale teraz czuję, że mogę dać sobie już radę sama i że powinnam iść na przód.

*****

- Przywiozłem te twoje trzy pudła! - usłyszałam okrzyk Daniego, gdy tylko wszedł do mieszkania. Wyszłam z salonu i zobaczyłam go, trzymającego je wszystkie na raz. Od razu podeszłam, żeby mu pomóc. - Powiem ci, że jak na kobietę, to masz strasznie mało rzeczy - powiedział, gdy zostawiliśmy ostatnie pudło w mojej sypialni.
- Jestem tutaj od niedawna. Zapewne, gdybym była dłużej, miałabym więcej rzeczy - odpowiedziałam, od razu biorąc się za rozpakowywanie.
- Nie chciałbym przenosić twoich rzeczy po roku od przeprowadzki do Barcelony - zauważył.
- Ja też chyba za bardzo bym się do tego nie kwapiła - przyznałam.
- Pójdę jeszcze po twoją walizkę - powiedział Dani i wyszedł z mojego pokoju.
Zaczęłam wyjmować z pierwszego pudła różne rzeczy, które przywiozłam ze sobą jeszcze z Londynu. Część rzeczy to pamiątki, które mam z Anglii. Ale niektóre były dla mnie szczególnie ważne, bo przywiozłam je jeszcze z Brazylii.
I na samym dnie pudła znalazłam, coś co od razu przypomniało mi moje dawne życie. Album ze zdjęciami z mojego dzieciństwa. Naszego dzieciństwa, bo było tam też wiele zdjęć Neymara. Ciekawe, czy rodzice zorientowali się, że zabrałam album ze sobą.
To pudełko było jedynym, którego nie rozpakowałam, wprowadzając się do Daniego. Nie chciałam, żeby ktoś przypadkiem nie natrafił na przedmioty, które były w nim schowane.
Otworzyłam album i zaczęłam przeglądać zdjęcia. Ja z Neymarem razem w szkole, na podwórku, ja z mamą na pierwszym meczu Neymara. Wszystkie wspomnienia wiążą się z nim...
Nagle usłyszałam, że drzwi do mojego pokoju się otwierają i aż upuściłam album na podłogę. Na moje nieszczęście otworzył się na stronie, gdzie znajdowało się jedno jedyne zdjęcie, na którym jestem ja i Neymar, i nie mamy tam po trzy czy cztery lata. Tam mieliśmy po piętnaście i bardzo łatwo można było nas teraz na tym zdjęciu poznać.
Zanim zdążyłam zareagować i podnieść album Dani stanął za mną i spojrzał na przedmiot leżący na podłodze.
- O, oglądasz zdjęci... - urwał w pół słowa, bo widocznie zauważył, kto znajduje się na zdjęciu. Moment później dało się słyszeć, że upuścił moją walizkę, a ta upadła na podłogę.
Spojrzałam na niego, ale jego twarz wyrażała tylko jedno - ogromny szok.
- Ty i Neymar? - powiedział, spoglądając na mnie z wyrzutem.
- Tak, Dani, ale posłuchaj mnie.. - momentalnie podniosłam się i stanęłam naprzeciwko niego.
- Całowałaś się z nim. A on jest twoim bratem! - podniósł głos, kręcąc w niedowierzaniu głową.
I w tym momencie zamknął mi usta. Nie miałam nic na swoją obronę.
- Wiem, nic mnie nie usprawiedliwia. Ale nawet nie wiesz, jak bardzo chciałabym mu powiedzieć!
- To dlaczego mu tego jeszcze nie powiedziałaś?! Nie sądzisz, że on zasługuje na to, żebyś tak go krzywdziła? Podobasz mu się, a tak naprawdę okazuje się, że jesteś jego siostrą! - krzyknął tak, że aż odsunęłam się lekko do tyłu, ale nie zamierzałam odpuścić.
- A myślisz, że mnie to nie boli? Wiem o tym wszystkim, ale boje mu się powiedzieć prawdę, bo mam wrażenie, że on znowu będzie zachowywał się, jak wtedy, w Brazylii - próbowałam opanować drżenie mojego głosy. Kłótnia z przyjacielem takim, jak Dani zdecydowanie nie było na moje nerwy.
- To kiedyś w końcu zajdzie za daleko, a ty nawet wtedy nie będziesz mu w stanie powiedzieć - Dani też starał się uspokoić.
- Powiem mu. Powiem mu całą prawdę - teraz już szeptałam.
- Kiedy? Kiedy w końcu nadejdzie ten wielki dzień, w którym przestaniesz go okłamywać?
- W dniu twojego wyjazdu Neymar na pewno będzie już mnie nienawidził. Uwierz, dzień, o którym mówisz, nadejdzie szybciej niż wam się wszystkim wydaje - mruknęłam. Bo zdawałam sobie sprawę z tego, że jeśli nie wygram zakładu, będę zmuszona powiedzieć o wszystkim Neymarowi szybciej niż zamierzałam.
- Ja pod żadnym pozorem nie chcę brać w tym udziału - powiedział, odwrócił się i odszedł. Chciałam za nim biec, ale po co? Wiem, że Dani nie chciał teraz ze mną rozmawiać, a ja sama też nie wiedziałam, co takiego miałabym mu powiedzieć. Oboje musimy to przemyśleć i dopiero potem będziemy w stanie ze sobą na spokojnie o wszystkim porozmawiać.


******

Skończyłam właśnie rozpakowywać ostatnie rzeczy, które tu ze sobą zabrałam, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Album leżał już głęboko schowany, więc ze spokojnym sumieniem mogłam iść i otworzyć. Choć spodziewałam się tu tylko jednej osoby, tej, która ten album już widziała.
Dlatego, gdy otworzyłam drzwi, byłam bardzo, bardzo, bardzo zdziwiona.
- Neymar? - zapytałam głupio, gdy go zobaczyłam. - Skąd masz mój adres?
- Rozmawiałem z Danim i on mi go podał - wzruszył ramionami. - Wpuścisz mnie?
- Jasne - odpowiedziałam, otwierając drzwi szerzej, żeby mógł wejść do środka, a zaraz za nim je zamknęłam. - A czy Dani mówił coś jeszcze? - zapytałam poddenerwowana.
- Nie. Nie miał chyba humoru. Jakoś nie bardzo chciało mu się ze mną rozmawiać - powiedział, rozglądając się po mieszkaniu.
- Hm, rozumiem - mruknęłam. - I jak ci się podoba? - starałam się szybko zmienić temat.
- Ładne. Naprawdę ładne - odpowiedział, odwracając się w moją stronę. - Ale nie obrazisz się, jeśli cię stąd na trochę wyrwę?
- I tak nie miałam już nic do roboty, więc można powiedzieć, że spadłeś mi z nieba.
- No to zbieraj się i idziemy - powiedział z uśmiechem, który odwzajemniłam i poszłam do swojej sypialni. Założyłam na siebie jedynie cieplejszą bluzę, bo na dworze nie było najcieplej i włożyłam swój telefon do tylnej kieszeni jeansów i byłam gotowa. Wróciłam do korytarza, gdzie czekał na mnie piłkarz.
- Gotowa? - zapytał.
- Możemy jechać - powiedziałam z uśmiechem.
Zamknęłam mieszkanie, zjechaliśmy windą na dół i moment później siedzieliśmy już oboje w samochodzie Neya. Na zewnątrz było już ciemno, z czego wcześniej nawet nie zdawałam sobie sprawy. Widocznie straciłam rachubę czasu przy rozpakowywaniu się.
- A zdradzisz mi chociaż, gdzie jedziemy? - zapytałam, spoglądając na Neymara. Prowadził i był maksymalnie skupiony na drodze, ale uśmiechnął się i spojrzał na moment na mnie, gdy zadałam pytanie.
- A co, nie lubisz niespodzianek? - uniósł brew. - Jedziemy do hotelu.
- Do hotelu? - powtórzyłam po nim. - Co ty tam zaplanowałeś? Kolację ze śniadaniem? - dodałam ironicznie.
Usłyszałam śmiech mojego brata.
- A co, chciałabyś?
- Nigdy w życiu! Więc po co tam jedziemy?
- Oj no, za moment się dowiesz - z uśmiechem zaparkował pod jednym z bardziej znanych hoteli, jakie były w Barcelonie. I co my tu niby będziemy robić?
Nawet nie zdążyłam zauważyć, jak Neymar wysiadł, okrążył samochód i otworzył moje drzwi.
- Cóż z ciebie za gentleman - zaśmiałam się, a on robił urażoną minę.
- Zawsze jestem gentlemanem - fuknął.
- Jakoś wcześniej nie zdążyłam zauważyć - pokazałam mu język i w końcu wysiadłam z samochodu. Junior go zamknął, a zaraz potem złapał mnie za rękę, prowadząc w stronę wejścia do hotelu. Spojrzałam najpierw na nasze splecione ręce, a potem na jego twarz. Zmarszczyłam brwi.
- Oj no daj spokój - przewrócił oczami, gdy chciałam zabrać moją dłoń. Ścisnął ją jeszcze bardziej, żebym nie mogła tego zrobić.
Dałam spokój. Ale jutro możemy oboje tego spokoju już nie mieć, bo możemy zdobić okładki wszystkich gazet plotkarskich w Hiszpanii i nie tylko. Nawet jeśli nie jesteśmy razem. Pff, my nigdy nie będziemy razem.
Gdy znaleźliśmy się w holu hotelu, Neymar poprowadził nas do recepcji. On serio zamierzał zarezerwować tu pokój, czy jak?
- Może pani powiedzieć tym idiotom z pod 346, że juz przyszliśmy? - z szarmanckim uśmiechem powiedział do recepcjonistki. Przyszedł tu ze mną, trzyma mnie właśnie za rękę, a próbuje flirtować z inną? Gdyby serio był moim chłopakiem, to już dawno dostałby z liścia.
"Ale nim nie jest, więc niech sobie robi, co chce." - pomyślałam, przyglądając się tej dwójce.
- Oczywiście, panie da Silva - odpowiedziała z uśmiechem, ale zamiast wrócić do pracy wciąż patrzyła na jego twarz.
- Dziękuję - powiedział do niej uwodzicielskim tonem i pociągnął mnie w stronę wind.
- Jesteś tutaj stałym bywalcem, co? - zapytałam, gdy już weszliśmy do jednej z nich. Byliśmy sami.
- Może, czasami - spojrzał na mnie.
- Fuj! Nie musiałam o tym wiedzieć! - powiedziałam zniesmaczona. Na pewno dowiedzenie się, że mój brat przychodzi tu ze swoimi panienkami nie znajdowało się na mojej liście życzeń.
- Sama o to zapytałaś - zaśmiał się ze mnie.
- Ygh! Zmieńmy temat, bo aż mi się niedobrze robi - mruknęłam, a on nie przestawał się śmiać. - Więc mamy tutaj kogoś odwiedzić?
- Tak. Ale zobaczysz, spodoba ci się - dodał drugie zdanie, gdy zobaczył moją niezbyt zadowoloną minę.
- Mam taką nadzieję - mruknęłam dokładnie w tym samym momencie, w którym otworzyły się drzwi windy. Czy my naprawdę aż tak długo jechaliśmy na te trzecie piętro?
- Na lewo - uświadomił mnie Neymar, widząc, że zaraz po wyjściu z windy zaczęłam rozglądać się, nie wiedząc, w którą stronę pójść.
Przez dłuższy moment szłam korytarzem, aż w końcu zatrzymałam się i zrobiłam trzy kroki w tył, o mało nie wpadając na Neymara, który szedł za mną. Byliśmy na miejscu. Pokój numer 346. To tu mieszkają te tajemnicze ktosie, które przyjechaliśmy odwiedzić.
Zamierzałam zapukać do drzwi, ale Neymar nic sobie z tego nie robił i nie pukając, od razu wszedł do środka. I pierwszym, co usłyszałam po wejściu do pokoju, był głośny i wesoły okrzyk:
- DAVIES!


#krotkie #nudne #oniczym
#JestTuJeszczeKtoś?
#OdzywajcieSię
#loffciam #was

sobota, 23 lipca 2016

Rozdział 18.

~Sporo myślałam o mojej przyszłości

- Neymar, jesteś denerwujący, wiesz o tym?! - zawołałam, gdy ten uciekał przede mną z moim telefonem w dłoni.
- Oczywiście, że wiem, mała - zaśmiał się. Wiedział, że nienawidzę, gdy ktoś się tak do mnie zwraca.
- Mówiłam ci już, że masz tak do mnie nie mówić! - krzyknęłam, biegnąc za nim,
- Jasne, mała - odpowiedział i przystanął. Zrobiłam to samo.
- Przestań!
Nie miałam ochoty biegać za nim przez kolejne pół godziny. Zaraz musiałam zacząć szykować się na trening, a nie mogłam na niego pójść bez telefonu. Nie, jeśli miałby on zostać pod opieką Neymara. Tam jest zbyt wiele poufnych rzeczy i choć mam hasło, to nie podejmę takiego ryzyka. Zawsze jest jakiś procent szans, że odblokuje mój telefon i znajdzie tam przypadkowo np. rozmowy z Jotą. Raczej by mu się to nie spodobało. Nie zamierzałam ryzykować zdemaskowania przez głupi telefon. A raczej przez pozostawienie go w nieodpowiednich rękach.
- Oddaj mi wreszcie ten telefon, Neymar! - powiedziałam.
Nie odpowiedział, jedynie wymownie wskazał palcem na swój policzek.
- Nie ma mowy. Nic ode mnie nie dostaniesz! Oddawaj mój telefon!
Znowu to zrobił.
- Nie będę się z tobą targować! - krzyknęłam.
- Co tu się dzieje? - oboje odwróciliśmy wzrok w stronę tarasu, na którym stał Dani z założonymi rękoma. - Neymar, czy mógłbyś oddać Nadii jej własność? - dodał, widząc mój telefon w rękach Juniora.
Podeszłam do niego i zabrałam mu go, bo oczywiście on nie zamierzał sam mi go oddać. A zaraz potem ruszyłam do domu, żeby zabrać swoją torbę i iść na trening. Jutro grałam mecz i nie mogłam się spóźnić, bo mogłabym to przepłacić przesiedzeniem całych 90 minut na ławce. A to wcale mi się nie uśmiechało, bo jutrzejszy mecz był pierwszym, który liczył się do zakładu. A ja nie mogłam przegrać.
- A ty Neymar może ruszyłbyś swoje szanowne cztery litery i w końcu poszedł do Joty, bo czeka na ciebie już od jakichś piętnastu minut! Zapomniałeś, że dzisiaj przylatuje Carolina z Davim i mieliście jechać po nich na lotnisko?
Wchodząc do domu, usłyszałam jeszcze słowa Daniego skierowane do mojego brata. Na wspomnienie jego byłej dziewczyny i synka zrobiło mi się dziwnie przykro.
Wyjechałam z Brazylii w sierpniu 2011 roku. Neymar i Carolina byli wtedy jeszcze razem. Z dziewczyną mojego brata miałam naprawdę dobre relacje, nawet dużo lepsze niż z nim samym. Doskonale pamiętam moment, w którym dowiedziałam się, że Caro jest w ciąży. Nie było to oczywiście w tym samym czasie, gdy dowiedzieli się moi rodzice i Rafaela, bo Junior nie dbał o moją obecność w tamtym momencie, ale Carolina powiedziała mi o tym zaraz potem. Pamiętam chwile, gdy przychodziła do nas i przesiadywała ze mną i Rafą długie godziny na rozmowach, podczas gdy Neymar miał treningi w klubie. Mogłam ją w sumie nazwać swoją przyjaciółką. Wiedziała o tym, co działo się pomiędzy mną a moim bratem, ale na moją prośbę nie poruszała z nim tego tematu. Choć było jej przykro, że nie mamy takiej relacji, jaką mieć powinniśmy.
Carolina była jedną z bardzo niewielu osób, które wiedziały, że chcę opuścić Brazylię. Pożegnałam się z nią zaraz przed tym, jak pojechałam na lotnisko. Była wtedy w dziewiątym miesiącu ciąży. Ale kilkanaście dni później, gdy urodziła, nie zapomniała o tym, żeby mnie o tym poinformować i wysłać zdjęcie synka.
Jednak nie zmienia to faktu, że nigdy nie widziałam mojego bratanka na żywo. Wiem, że teraz miał już cztery lata i naprawdę żałowałam, że nie brałam żadnego udziału w jego życiu przez ten czas. Choć pewnie nie zdziwiłabym się, gdyby mały do tej pory nie wiedział, że ma jeszcze jakąś ciocię, poza Rafaelą.
- Chciałaś uciec od przeszłości, więc teraz nie żałuj, że musiałaś opuścić wszystkich, którzy byli dla ciebie ważni - mruknęłam sama do siebie, wchodząc do swojego pokoju. I miałam kompletną rację. To była moja decyzja, nad którą myślałam wcześniej przez wiele miesięcy i nie powinnam jej teraz żałować.
Chwyciłam torbę i opuściłam dom Alvesa. Neymara już tam nie było, Jota już nie czekał.

*****

- Nadia, skup się! - krzyczał na mnie trener, gdy dziesięć minut po rozpoczęciu spotkania, ja nadal nie mogłam skupić się nawet na tyle, żeby celnie podać piłkę.
Nienawidziłam w tym momencie siebie za to, że tak łatwo jest mnie zdekoncentrować. A oczywiście wszystko przez Neymara. I oczywiście zrobił to specjalnie. Rozmowa z nim, przed samym meczem nie była dobrym pomysłem...
Czas mijał, a ja z każdą minutą wydawałam się coraz bardziej roztargniona. W pewnym momencie, gdy piłka wyszła poza boisko, spojrzałam przelotnie na lożę, w której siedział Neymar razem z Danim. Mówili mi, że przyjdą i tak też zrobili. A nawet z daleka mogłam zobaczyć szeroki uśmiech na twarzy Juniora. Przez to byłam nie tylko roztargniona, ale też zła. Cieszył się, bo nie grałam dobrze i miałam mniejsze szanse na wygranie zakładu.
W pewnym momencie przy wyprowadzaniu kontrataku straciłam piłkę i moja drużyna o mało nie straciła przeze mnie bramki. Był bezbramkowy remis i raczej nie mogłyśmy sobie na to pozwolić. Jak bardzo się cieszę, że w tamtym momencie Danielle była tam, gdzie powinna być. Piłka po jej interwencji wyszła na rzut rożny.
- Czy ty dziewczyno wiesz, co ty robisz?! - krzyknęła do mnie i choć byłam jakieś 40 metrów od niej, to wszystko dokładnie usłyszałam. Myślę, że część kibiców również.
Przeprosiłam ją gestem i pobiegłam w swoją stronę.
Kilka minut później, zaraz przed końcem pierwszej połowy biegłam z piłką w stronę bramki rywalek. Przede mną była tylko obrończyni i bramkarz. Ale nie zdążyłam nawet dobiec z piłką do pola karnego, gdy upadłam na murawę dzięki jednej z przeciwniczek. Przeturlałam się przez następny metr przez siłę, z jaką upadłam.
Podniosłam głowę, bo nie usłyszałam gwizdka sędziego. Myślałam, że się przesłyszałam, ale nie. Sędzia naprawdę nie widział tam żadnego faulu. Zrezygnowana położyłam głowę z powrotem na murawę. Nie miałam po co wstawać, za chwilę i tak mecz miał zostać przerwany.
I po paru sekundach faktycznie tak się stało. Ale i tak nie miałam zamiaru się podnosić. Mogłabym przeleżeć tak całą przerwę.
- Nadia, wszystko okay? - usłyszałam nad sobą przerażony głos Danielle nade mną.
- Tak - mruknęłam, podnosząc głowę.
- Czemu nie wstajesz z murawy, coś się stało?
- Nie. Po prostu mam dość dzisiejszego meczu. Tyle - powiedziałam, przewracając się na plecy. Zaraz potem wstałam przy pomocy przyjaciółki.
- Wszyscy się martwili, że coś sobie zrobiłaś przy tym upadku.
- Nawet jakby mnie dzisiaj na noszach znieśli, to przydałabym się bardziej niż na boisku.
- Nawet tak nie mów. Zobaczysz, w drugie połowie będzie lepiej - pocieszała mnie, gdy szłyśmy już korytarzem do szatni.
Oczywiście podczas przerwy dostałam taki ochrzan od trenera, że wolałam się w ogóle nie odzywać. Zdawałam sobie sprawę z tego, że mi się należało, bo byłam dzisiaj najsłabszym ogniwem w drużynie.
- Laura, wejdziesz za Nadię od początku drugiej połowy - powiedział trener, a ja myślałam, że zaraz się załamię. A do tego ta ruda spojrzała się na mnie z wyższością, co tylko jeszcze bardziej mnie rozzłościło.
- Trenerze, możemy porozmawiać? - zapytałam, a on kiwnął głową i wyszedł przed szatnie, bo zdawał sobie sprawę z tego, że nie chcę rozmawiać przy dziewczynach.
- Słucham - powiedział, gdy już byliśmy sami na korytarzu.
- Cy mógłby się trener wstrzymać z tą zmianą? - zapytałam. Wiem, że nie powinnam podważać jego decyzji, ale to było dla mnie cholernie ważne.
- Nadia, przecież wiesz jak grałaś.
- Wiem, ale niech mi pan da te pięć minut. Niech trener mi zaufa. Jeśli nadal będzie tak, jak było to niech mnie pan zmieni, ale niech da mi pan tą jedną szansę - błagałam.
Pan Llorens najpierw westchnął ciężko, a potem spojrzał na mnie.
- Niech ci będzie. Ale pozwalam na to tylko dlatego, że mam do ciebie ogromne zaufanie i wiem na co cię stać. tylko mnie nie zawiedź - powiedział.
- Dziękuję! Obiecuję, że dam z siebie wszystko!
Moment później znów wychodziłyśmy na murawę. I nie powiem, że nie widziałam zdziwienia kibiców, kiedy znów wyszłam na boisko. Niektórzy byli nawet bardzo zawiedzeni, bo na stadionie rozległy się gwizdy skierowane na moją osobę. I wiem, że mi się należało.
- Nie przejmuj się. I teraz pokaż, na co cię stać - powiedziała do mnie Danielle jakąś minutę przed tym, jak sędzia rozpoczął drugą połowę.
- No to teraz już zero dekoncentracji - mruknęłam do siebie moment przed przyjęciem pierwszego podania.
I przez kolejnych 45 minut rzeczywiście udawało mi się nie odrywać myśli od piłki i tego, co dzieje się tu i teraz. I tak się złożyło, że zdążyłam w tej drugiej połowie odrobić wszystko, czego nie zrobiłam w pierwszej. Zaraz po rozpoczęciu straciliśmy bramkę, ale potem, nieskromnie mówiąc - dzięki mnie, odrobiliśmy straty. Mecz zakończył się wynikiem 3:1.
Więc jeśli chodzi o mój zakład z Juniorem:
Neymar - 0
Nadia - 3.

*****

- Wróciłem! - krzyknął Dani, wchodząc do domu. Właśnie wrócił z treningu.
- Jestem w salonie! - odpowiedziałam krótko, bo byłam zajęta przeglądaniem internetu. Oglądałam właśnie kolejną stronę, gdy do pomieszczenia wszedł mój przyjaciel i rzucił się na kanapę, zaraz obok mnie.
- Co porabiasz? - zapytał, a ja, by zakryć przed nim, co robiłam, zminimalizowałam przeglądarkę i odstawiłam laptopa na stolik.
- Dani, musimy pogadać - powiedziałam, a Brazylijczyk spojrzał na mnie wystraszony. No tak, nie często mieliśmy okazję rozmawiać o poważnych sprawach. Z nim się chyba nawet nie dało do końca poważnie porozmawiać. Ale to chyba dobrze...
- Mam się zacząć bać? - zapytał. Zaśmiałam się.
- Może troszeczkę.
- No mów, mów, chcę mieć to już za sobą!
- Więc sporo myślałam ostatnio o mojej przyszłości.
- Chcesz wyjechać z Barcelony i nas tu wszystkich zostawić?! - zawołał wzburzony, wstając z kanapy i łapiąc się za głowę.
- Dani, usiądź i daj mi skończyć - powiedziałam, ciągnąc go w dół za koszulkę, żeby wrócił na swoje poprzednie miejsce. - Myślałam nad tym, czy będę dalej grać, gdzie będę chciała to robić. I doszłam do wniosku, iż mimo że na początku nie chciałam tu przyjeżdżać, to naprawdę zżyłam się z tym miejscem i z wami wszystkimi. Dlatego mam zamiar zostać w Barcelonie na dłużej.
- Zostajesz z nami? Naprawdę?
- Tak. Ale stwierdziłam, że jeśli mam zostać w tym mieście, to nie mogę ciągle siedzieć ci na głowie. No i postanowiłam, że muszę się od ciebie wyprowadzić. Właśnie szukałam dla siebie jakiegoś mieszkania - przyznałam. To był najlepszy czas, żeby w końcu z nim o tym porozmawiać, bo myślałam już nad tym od dłuższego czasu.
- No to jak już o tym rozmawiamy, to muszę ci o czymś powiedzieć - mruknął, a ja spojrzałam na niego wyczekująco. Podniósł głowę i kontynuował z niemrawą miną - Ja też niedługo się przeprowadzam. - Uniosłam brew, czekając na dalsze wyjaśnienia. - Nie przedłużam kontraktu z Barceloną.
Na początku myślałam, że żartuje. Jednak widząc jego smutną minę, wiedziałam, że to prawda.
- Nie.. Ale czemu? - zapytałam cicho.
- Nie czuję się już w Barcelonie jak w domu. Sporo się zmieniło.
Widać, że Dani był przybity tym wszystkim. Ale znam jego historię z Barcą, gdy rok temu przedłużał kontrakt. Wiem, że on dłużej nie chciał takiego traktowania.
- Kiedy wyjeżdżasz?
W moich oczach zaczęły zbierać się te cholerne łzy. Tak bardzo nienawidzę, gdy coś się kończy.
- Zaraz po zakończeniu sezonu. We Włoszech będą już wtedy na mnie czekać z kontraktem do podpisania.
- To wszystko już pewne?
- Tak, na sto procent.
- Ale ja nie chcę, żebyś wyjeżdżał - powiedziałam płaczliwie, przytulając się do Daniego. - Tak bardzo się z tobą zżyłam. Jesteś jak mój brat. Nie chcę, żebyś mnie opuszczał.
- Ty dla mnie też jesteś jak siostra. I przykro mi, że cię zostawiam.


Smuteczek? Dani wyjeżdża :(
Zaszły malutkie, tycie zmiany w wyglądzie bloga. Jak wam się podoba? :D
Pozdrawiam,
Neyforever :*

piątek, 1 lipca 2016

Rozdział 17.

~ O jaką stawkę? 

Kompletnie nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć. Przecież nie powiem mu: "To Neymar zaczął, ale cholernie mi się to podobało." Gdyby Leo to usłyszał, chyba by oszalał. Ja sama szaleję, gdy w duchu przyznaję sobie, że jest to czysta prawda. Jestem na tyle głupia, że całowałam się z własnym bratem i na tyle szalona, by przyznać, że mi się to podobało. Boże, co ja robię ze swoim życiem...
- No powiedz coś! - Leo odezwał się podniesionym głosem, gdy nie usłyszał mojej odpowiedzi.
- A co mam ci powiedzieć?! Nie wiem, co się wtedy stało! Sama tego nie rozumiem! - krzyczałam. Byłam bliska łez. Z resztą jak za każdym razem, gdy sobie o tym przypominałam.
Usłyszałam, jak Leo brał głęboki wdech.
- Dobrze, spokojnie. Musimy wymyślić jakiś sposób na wyjście z tej sytuacji - powiedział już spokojnie.
- Jakiej sytuacji? - zapytałam od razu. - Przecież to było tylko jednorazowe - dodałam.
- Jednorazowe - prychnął Leo. Zachowywał się zdecydowanie inaczej niż zwykle. - Tylko żebyś słyszała, co Neymar o tobie mówi.
- Więc może mnie oświecisz? Co takiego mówi?
- Nie powinienem był ci o tym w ogóle wspominać - westchnął Lio po chwili. - Nie ważne.
- Nie powinieneś, ale to zrobiłeś, więc teraz mów, o co chodzi - wrzasnęłam. Cholernie nienawidziłam faktu, że nie mogłam Neymarowi o wszystkim od razu powiedzieć, ale tak samo nienawidziłam tego, że wydarzyło się coś, o czym nie wiedziałam, a dotyczyło mnie.
- Wiesz, co Neymar powiedział na ostatnim treningu? Tak bardzo chcesz wiedzieć? Powiedział, jak to bardzo mu się podobasz! - zawołał, a mnie po prostu zatkało.
- Nie... Neymar... nie.. on nie... - szeptałam. Nie potrafiłam w tamtym momencie nawet złożyć prostego zdania. Że co Neymar powiedział?!
- Tak, Neymar to powiedział - upewnił mnie Leo. - Powiedział dokładnie, że żałuje, że nie poznał cię wcześniej i że tyle się na początku kłóciliście. I że zamierza teraz to wszystko naprawić.
- Jak on ma zamiar naprawić tyle straconych lat? - szepnęłam załamana, przeczesując swoje włosy palcami.
- On nadal żyje w świadomości, że spotkał cię pierwszy raz w życiu. Może to właściwy moment, żeby wyznać mu prawdę? Zanim zajdzie to za daleko i nie będziesz miała już wyjścia - poradził mi przyjaciel.
Może i miał rację. Ta sprawa komplikuje się coraz bardziej i trzymanie prawdy w tajemnicy robi się coraz cięższe. Ale jak mam powiedzieć mu, że podoba mu się jego własna siostra?!
- A czy będę okropna, jeśli powiem, że nie chcę mówić mu prawdy? - szepnęłam, ale Leo i tak to usłyszał.
- Co masz przez to na myśli? - przyjaciel spojrzał na mnie zdziwiony.
- Czy to złe, jeśli wolę, żeby zostało tak, jak jest? Zawsze musiałam myśleć przede wszystkim, co będzie dobre dla Neymara, nie ważne czy to tutaj, czy jeszcze w Brazylii. A może je choć raz chciałabym być tą jebaną egoistką i pomyśleć o tym, co będzie dobre dla mnie? Zawsze chciałam, żeby Neymar traktował mnie tak, jak traktuje mnie teraz. Więc czemu, gdy dostałam w końcu to, czego chciałam, mam z tego zrezygnować tylko dlatego, że jest to złe dla Neymara - z każdym zdaniem coraz bardziej podnosiłam głos. Wspomnienia z dzieciństwa, które coraz silniej do mnie wracały, wywoływały we mnie takie uczucia. - Zawsze marzyłam o tym, żeby w końcu traktował mnie jak siostrę. Nigdy nie robił tego, gdy wiedział, że nią jestem, A teraz gdy myśli, że dopiero mnie poznał i traktuje lepiej niż mogłam sobie wyobrazić, mam wszystko to zaprzepaścić i powiedzieć mu prawdę, bo tak będzie dobrze dla niego?! Dlaczego każdy martwi się o Neymara, a nikt nawet nie zapyta mnie o to, co czuję albo czego chcę. Ale nie, bo Neymar jest najważniejszy! - krzyknęłam i zerwałam się na równe nogi. Miałam już dość wszystkiego.
Odchodzę na kilka metrów i zaczynam płakać. Czemu po raz kolejny płaczę?! Czemu do cholery chociaż raz nie mogę być silna, albo chociaż udawać, że taka jestem?!
- Powinniśmy oboje się uspokoić i razem znaleźć jakieś wyjście z tej sytuacji - mruknął Leo, podchodząc do mnie.
- Nie zamierzam mu mówić. O niczym - odpowiedziałam od razu, praktycznie bez żadnych emocji.
- Jeśli naprawdę tego chcesz. Pamiętaj, że jestem twoim przyjacielem i zawsze będę cię wspierał - mówi. Wiem, że chciał coś jeszcze powiedzieć. Wiem nawet co takiego chciał dodać: "Nawet jeśli to nie w porządku wobec Neymara." Ale nie powiedział tego tylko po to, żeby mnie nie zdenerwować.
- Okey. Odwieziesz mnie do domu? - zapytałam, ucinając temat.
- Jasne. Dani pewnie się już denerwuje, gdzie jesteś.
Wsiedliśmy razem do samochodu i ruszyliśmy w drogę powrotną do Barcelony. Droga bardzo mi się dłużyła aż w końcu pojawiliśmy się na podjeździe domu Alvesa.
- Dzięki - powiedziałam, otwierając drzwi od samochodu. O dziwno Leo zrobił to samo.
- Idę do Daniego. Muszę z nim o czymś pogadać - wytłumaczył, gdy spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. Kiwnęłam głową na znak, że zrozumiałam i poszłam przodem do drzwi domu.
Weszłam do środka i niemal od razu skierowałam się do swojego pokoju. Zdawałam sobie sprawę z tego, że Dani razem z Neymarem siedzieli właśnie w salonie, a po tym co wyznał mi Leo, nie miałam najmniejszej ochoty widzieć swojego brata. Ale oczywiście Messi od razu do nich poszedł, więc na pewno wiedzieli już oboje, że jestem w domu. Na szczęście żaden z nich mnie nie wołał.
Gdy jestem już w swoim pokoju, od razu w oczy rzuca mi się moja torba, którą oddałam Neymarowi. Leży na łóżku, ale nawet stąd mogę dostrzec, że jest pusta. Musiał wypakować z niej moje rzeczy.
Wzdycham i idę położyć się na łóżku. Mam kompletnie dość dzisiejszego dnia. Na szczęście dzisiaj wieczorem nie mam treningu, bo chyba nie dałabym rady na niego pójść. Ale za to jutro jest mecz i nie mam pojęcia, jak sobie poradzę.
Już prawie zasypiałam, gdy usłyszałam, że ktoś wchodzi do mojego pokoju. Mimo wszystko jednak nie otworzyłam oczu. Chwilę potem czuję, że ten ktoś siada na moim łóżku i łapie mnie za rękę. I wtedy wiem już, że to na pewno Neymar.
- Czemu dziś unikałaś mnie przez cały dzień? - zapytał, wiedząc widocznie, że nie śpię.
Mruknęłam, a następnie otworzyłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej, żeby móc rozmawiać z Neymarem twarzą w twarz.
- Nie unikałam cię - kłamię, ale mam nadzieję, że on tego nie wyczuje.
- Uwierz, że nie jestem aż tak głupi, żeby tego nie zauważyć - powiedział, a ja przeklinałam w myślach jego spostrzegawczość. - Z resztą nawet wiem dlaczego i chciałbym cię przeprosić za to. To nie powinno było się stać - dodał, a ja nie dowierzałam w to, co powiedział. Żałuje?
- Wcale... - nie dał mi dokończyć, gdy po raz kolejny chciałam go okłamać.
- Nie przejmuj się tym, naprawdę. To było nieodpowiedzialne z mojej strony i nie powinienem tego robić.
Zaraz po tych słowach podniósł się z łóżka i wyszedł z pokoju. Nie wyglądał na przygnębionego, ale wiem, że musiał się tak czuć. I wiem też, że nie mówił tego szczerze. Nie po tym co powiedział mi Leo. Jeśli naprawdę podobam się Neymarowi, to nigdy tak naprawdę nie będzie żałował tego, że mnie pocałował.
A ja w sumie nie będę żałować, że ten pocałunek oddałam.

******

- Powodzenia - powiedział Neymar, ściskając mnie zanim opuściłam dom Alvesa.
- Właśnie, powodzenia, młoda - dodał Dani, także mnie przytulił.
- Dam radę - powiedziałam i wyszłam z domu. Niby na stadionie miałam być dopiero za pół godziny, ale wolałam być tam trochę wcześniej. Wolałam jeszcze trochę potrenować.
Czekał nas dzisiaj nie byle jaki mecz i chciałam być przygotowana najbardziej jak mogłam. A siedzenie w domu razem z Danim i Neymarem raczej by mi w tym nie pomogło.
Weszłam na murawę stadionu, uprzednio zostawiając swoje rzeczy w szatni. Po drodze wzięłam ze sobą piłkę i już na boisku zaczęłam ćwiczyć. Trenowałam szczególnie strzały, bo samemu ciężko było ćwiczyć cokolwiek innego.
Kompletnie zatraciłam się w treningu. Strzał, bieg po piłkę, kolejny strzał. Nie liczyłam czasu i zauważyłam, że powinnam już kończyć, dopiero gdy zawołał mnie trener. Zeszłam za nim do szatni, a tam spotkałam już wszystkie dziewczyny. Przebierały się w swoje stroje meczowe, co też postanowiłam zrobić. Zakładałam akurat getry i buty, gdy trener zaczął przedstawiać nam dzisiejszą wyjściową jedenastkę. I nawet nie musiałam słuchać, żeby dowiedzieć się czy gram od pierwszej minuty. Wystarczyło zobaczyć tylko wkurzoną minę Laury. Od razu wiadomo było, że zagram w pierwszym składzie.
Po wysłuchaniu wskazówek od trenera, szczęśliwa wyszłam z szatni.

****

Gdy tylko zbiegam z boiska, tonę w uściskach trenera. Atmosfera na stadionie jest po prostu idealna, bo wszyscy pochłonięci są euforią.
- Udało się! - krzyczą dziewczyny zaraz po tym, jak doganiają i wpadają na mnie. Wszystkie toniemy w jednym wielkim uścisku, włącznie z naszym trenerem i większością osób ze sztabu. Radość ogarnia nas wszystkich.
Właśnie zakwalifikowałyśmy się do półfinałów Ligi Mistrzyń i wyeliminowałyśmy najsilniejszą drużynę, która stała nam na drodze do zdobycia tego tytułu.
Nie chciałyśmy cieszyć się przedwcześnie, ale oczywiście nasza radość z awansu do półfinału była ogromna. Tym bardziej, że jeszcze przed rozpoczęciem meczu bynajmniej nie byłyśmy faworytkami tego spotkania. Ale wtedy wynik był jeszcze 1:3. Teraz trochę się pozmieniało i jednak było to 5:4.
W radosnych nastrojach wszyscy opuściliśmy murawę i wróciliśmy do szatni. Przebieramy się przy akompaniamencie muzyki, którą włączyła jedna z dziewczyn. Wiem, że cieszymy się, jakbyśmy właśnie zostały mistrzyniami świata, ale ten mecz to było coś takiego, jak El Clasico pomiędzy Realem i Barcą. A nasza drużyna od dawna nie była tak silna, żeby pokonać któregoś z silniejszych przeciwników. Ale teraz się udało. I wszyscy mieliśmy nadzieję na to, że był to przełomowy moment.
Gdy wychodziłam z szatni, pożegnałam się jeszcze uściskiem z resztą dziewczyn. Dzisiaj nawet Laura nie wydawała się tak okropna, jak zwykle, więc to tez wprawiało mnie w dobry nastrój.
Opuszczam szatnię i schodzę na podziemny parking, gdzie miał czekać na mnie Dani. Ale oczywiście spotykam tam też Neymara. Oni są jak cholerni Bolek i Lolek, zawsze nierozłączni.
- Gratuluję, młoda! - Junior od razu, gdy mnie zobaczył, podniósł mnie i okręcił wokół własnej osi. Jego entuzjazm był chyba nawet większy niż mój.
- Dziękuję - odpowiadam, gdy już ponownie znajduję się na podłodze i podchodzę do Daniego.
- No młoda, muszę przyznać, hat-trick w takim meczu.. - powiedział , obejmując mnie ramionami. - Może jeszcze będą z ciebie ludzie.
- Wątpiłeś w to kiedykolwiek? - zapytałam.
- Oczywiście, że nie. Nigdy - odpowiedział, śmiejąc się pod nosem. Oj, Dani, Dani.
- Powiedzmy - rzekłam i wszyscy wsiedliśmy do samochodu. Oczywiście ja musiałam siedzieć sama z tyłu, a chłopacy z przodu, ale jakoś bardzo mi to nie przeszkadzało.
Do domu dojechaliśmy oczywiście, słuchając brazylijskiej muzyki, co stało się już naszą małą tradycją. Zaraz po wejściu do środka pożegnałam się z chłopakami i poszłam do swojego pokoju. Wzięłam prysznic, przebrałam się w piżamy i wróciłam do swojej sypialni. Położyłam się już do łóżka, zgasiłam światło i bawiłam się jeszcze telefonem, gdy drzwi mojego pokoju się otworzyły i stanął w nich Neymar.
- Mogę? - zapytał.
- Jasne - mruknęłam, ponownie siadając na łóżku. Junior zapalił światło i podszedł usiąść na moim łóżku.
- Chciałem tylko jeszcze raz ci pogratulować. Zagrałaś dzisiaj naprawdę dobry mecz, wiesz? - zadał pytanie, ale wydawało mi się ono całkiem retoryczne.
- W sumie to cieszę się, że dzisiaj wyszłam w pierwszym składzie. Tak bardzo nie lubię Laury, tej która gra na tej samej pozycji - powiedziałam, a na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmieszek.
- Lubisz z nią rywalizować?
- Może troszkę - przyznałam.
- A nie miałabyś ochoty na trochę rywalizacji ze mną? - zapytał, a ja spojrzałam na niego zaciekawiona. To w sumie nie był głupi pomysł. Zawsze oboje lubiliśmy rywalizację.
- Zależy jakiej rywalizacji.
- Na przykład moglibyśmy się założyć.
- O?
- Kto strzeli więcej bramek? W najbliższych trzech meczach? - Neymar podsunął nam spontaniczny pomysł.
- O jaką stawkę?
- Jeśli wygrasz, możesz mnie poprosić o zrobienie jednej rzeczy, a ja muszę ją wykonać. I tak samo w przypadku jeśli ja wygram. To jak? - nie musiałam zastanawiać się długo. Zawsze wychodziłam z założenia, że życie jest jedno i trzeba się w nim trochę zabawić. A raczej taki niewinny zakład z Juniorem nie powinien przynieść jakichś większych konsekwencji.
- Jasne, że tak - odpowiedziałam z uśmiechem na ustach.
- Już nie mogę się doczekać - uśmiechnął się. - To, dobranoc Nadia - dodał i pocałował mnie w policzek. Zaraz potem wstał i zaczął kierować się w stronę drzwi.
- Dobranoc Neymar - odpowiedziałam i ponownie położyłam się pod kołdrę, a on zgasił światła. Nie potrzebowałam dużo czasu, aby po tak intensywnym dniu zapaść w sen.


Tak jak już mówiłam na blogu Ulotne Momenty, wróciłam. Zaczęły się wakacje, więc mam nadzieję, że będę mogła pisać częściej :D
Proszę Was o pozostawianie komentarzy, których niestety pod ostatnim rozdziałem na Ulotnych Momentach mi zabrakło. Skądś trzeba czerpć motywację, a skąd jak nie z reakcji czytelników?

Udanych wakacji,
Neyforever :*

niedziela, 15 maja 2016

Rozdział 16.

Gdy tylko otwieram oczy, mam w głowie obraz mnie i Neymara całujących się na jego tarasie. Przypomniała mi się cała wczorajsza impreza. Aż się wzdrygnęłam.
Momentalnie podniosłam się z łóżka. Myśli o wczorajszej nocy nie pozwalały mi siedzieć spokojnie w jednym miejscu. Chodząc po pokoju wzdłuż i wszerz, w kółko przeczesywałam włosy palcami i pytałam się w myślach, jak mogłam być taka głupia, żeby to zrobić.
Dopiero po kilkunastu minutach ochłonęłam na tyle, żeby móc racjonalnie myśleć. Wtedy przypomniałam sobie dopiero o tym, że za godzinę mam trening, dlatego poszłam do łazienki. Myślałam, że będzie tragicznie, ale jednak zapomniałam kompletnie, że nie wczoraj nie płakałam. A do tej pory czułam się, jakbym przepłakała całą noc. Byłam całkowicie wykończona, mimo że przespałam ostatnie pięć godzin.
Myśli o wczorajszej "katastrofie", jaką była ta noc mnie nie opuściły, ale przygotowałam się do treningu. Zaraz potem wzięłam swoją torbę i zeszłam na dół. Miałam ogromną nadzieję, że nie spotkam tam Daniela. Ale ostatnio wszystko źle, więc dlaczego tym razem miałoby być dobrze? Oczywiście musiało być inaczej niż chciałam. Choć to chyba nie do końca odpowiednie słowa, jak na tę sytuację. To była wręcz tragedia, bo na dole spotkałam nie tylko Alvesa, ale też Neymara. Kompletna katastrofa.
- Hey - powiedział Dani, podczas, gdy ja chciałam niepostrzeżenie wymknąć się z domu. Ale oczywiście to nie mogło się udać, bo przecież musiał mnie zauważyć...
- Cześć - powiedziałam niepewnym głosem, zaprzestając swojego planu ucieczki, który teraz nie miał już najmniejszego sensu.
Zauważyłam, że Neymar mi się przygląda. Nie mogłam znieść jego wzroku na sobie, ale nie mogłam nic z tym zrobić, więc po prostu unikałam patrzenia na niego.
- Wszystko okey? - zapytał Alves, także mi się przyglądając i marszcząc przy tym brwi.
- Tak - odpowiedziałam niemal natychmiastowo, posyłając w ich stronę sztuczny uśmiech.
- Jesteś strasznie blada - zauważył. - Na pewno nic się nie stało?
- Jest w porządku. Po prostu się nie wyspałam.
- No nie wiem - skrzywił się Dani. - Może jednak mimo wszystko odwiozę cię na trening?
Nawet nie zdążyłam mu odpowiedzieć, gdy odezwał się Neymar:
- Ja to zrobię - moje serce wręcz zamarło. Nie, proszę, tylko nie to!
- Nie ma potrzeby - powiedziałam. - Przejdę się.
- I tak muszę jechać do klubu, więc mogę cię ze sobą zabrać - Neymar nie dał się przekonać. Wstał i pożegnał się z Danim i ponownie przeniósł swój wzrok na mnie.
Poddałam się i nie zamierzałam już się z nimi kłócić. Zdawałam sobie sprawę z tego, że w końcu i tak by wygrali.
Wyszłam bez słowa z domu, a za mną podążał Neymar. Zatrzymałam się dopiero przed jego samochodem, gdy czekałam aż go wreszcie otworzy. Następnie wsiadłam do środka, a gdy odjechaliśmy sprzed domu, wpatrywałam się jedynie smutno w szybę, po której nagle zaczęły spływać kropelki wody. Zaczęło padać.
- Czemu jesteś dziś taka cicha? - zapytał znienacka Neymar.
- Mówiłam już, że się nie wyspałam.
- Dani może i w to uwierzył - mruknął, ale nie wracał już do tematu.
Niecałe dwadzieścia minut zajęło nam dotarcie pod klub. Cicho podziękowałam i wysiadłam z samochodu. Neymar wydawał się w tamtym momencie trochę zbity z tropu i poszedł w moje ślady dopiero po dłuższej chwili.
- O której kończysz trening? - zapytał, gdy dołączył do mnie w drodze do budynku Barcy.
- Za dwie godziny - powiedziałam od niechcenia.
- Załatwianie spraw w klubie trochę mi zajmie, a potem jeszcze jadę do Daniego, więc jeśli chcesz możesz ze mną wrócić - zaproponował. Wcale nie miałam ochoty na przyjmowanie tej propozycji, ale wiedziałam, że jeśli mu odmówię, to i tak postawi na swoim, więc postanowiłam zaoszczędzić sobie kłócenia się z nim.
- Okey - mruknęłam i skręciłam w jeden z korytarzy, rozstając się z Neymarem.
Poszłam prosto do szatni. Większość z dziewczyn już tam była. Przebrałam się i razem z nimi wyszłam na boisko.
Trener podsumował wczorajszy mecz, a potem zaczęłyśmy rozgrzewkę. I właśnie wtedy zaczepiła mnie Danielle.
- Widziałam cię dzisiaj z Neymarem - powiedziała z uśmiechem.
- Sugerujesz coś? - zaśmiałam się. Humor wyraźnie mi się poprawił.
- Wiesz, przyjaźnisz się z tyloma piłkarzami... Może coś w końcu z tego będzie - ponownie się zaśmiałam na te słowa, choć tym razem trochę nerwowo. Danielle niechcący przypomniała mi o tym, o czym chciałam zapomnieć.
- Niestety, tylko się przyjaźnimy - powiedziałam z lekkim uśmiechem.
- A słyszałam, że twoi przyjaciele z Londynu mają cię odwiedzić.
- Skąd wiesz? - zapytałam zdziwiona, przy okazji przypominając sobie, że już niedługo mam się z nimi spotkać.
- Wszędzie jest głośno o meczu naszych chłopaków z Chelsea, a my tutaj wszystkie wiemy, że przyjaźniłaś się z tamtejszymi piłkarzami.
- Tak, już nie mogę się doczekać, kiedy w końcu się z nimi spotkam. Oscar i Fabregas byli moimi najlepszymi przyjaciółmi w Londynie.
Biegałyśmy przez kolejnych dziesięć minut, a ja opowiadałam Danielle o mojej znajomości z piłkarzami w Anglii. Szybko zapomniałam o zmartwieniach, gdy zaczęłam mówić o Cescu i Emboabie.
Po udanej rozgrzewce zaczęłyśmy właściwy trening. Nic co wychodziłoby poza naszą treningową rutynę.
Po dwóch godzinach byłam wykończona. To był chyba najcięższy trening, jaki miałam odkąd przyjechałam do Barcelony. Gdy wróciłyśmy do szatni, po prostu położyłam się na ławce i tak leżałam. Wszystkie byłyśmy bardzo zmęczone, a Laura chyba najbardziej, bo nawet nie miała siły, żeby jak zwykle zacząć się ze mną kłócić. I to chyba dobrze, bo już nawet psychicznie nie miałam siły na jakiekolwiek kłótnie.
Dopiero po jakichś piętnastu minutach zmusiłam się do tego, żeby się podnieść, wziąć prysznic, a następnie przebrać. Nie miałam na nic siły.
W szatni zostałam jeszcze tylko ja i inne trzy dziewczyny. Nie spieszyłam się za bardzo. Przecież miałam czas. Znaczy, miałam, dopóki nie przypomniałam sobie, że miałam wracać z Neymarem. Gdy sobie o tym przypomniałam, rzuciłam się do moich rzeczy, żeby wyjść z szatni jak najszybciej. Spakowałam wszystko, zapięłam torbę i żegnając się z dziewczynami wybiegłam na korytarz.
Z tego pośpiechu po drodze o mało się nie przewróciłam, a do tego udało mi się nawet zgubić w korytarzach, które już bardzo dobrze znałam. Cała ja.
Gdy znalazłam się wreszcie na parkingu, ale nie zauważyłam nigdzie Neymara, a jedynie jego samochód. Podeszłam bliżej, myśląc, że może siedzi w środku, ale tam też go nie było.
Rozejrzałam się jeszcze raz i dopiero wtedy zauważyłam Brazylijczyka idącego w moją stronę z budynku FC Barcelony. To ja tutaj mało się nie zabiłam w drodze na parking, a potem martwiłam gdzie on jest, a on sobie tam siedział?!
- Przepraszam, że musiałaś czekać, ale załatwianie wszystkiego zajęło mi trochę dłużej niż myślałem - powiedział, gdy tylko znalazł się wystarczająco blisko mnie.
- Nie ma sprawy. Możemy już jechać? Jestem wykończona - powiedziałam.
- Jasne - odrzekł Neymar i oboje podeszliśmy do samochodem z zamiarem by wsiąść do środka. Ale na zamiarach się skończyło.
Akurat mieliśmy otwierać drzwi, gdy na parking dość głośno wjechał jakiś samochód. Oboje odwróciliśmy się w tamtym kierunku i ze zdziwieniem obserwowaliśmy jak przejeżdża przez parking i zatrzymuje się zaraz obok nas. O co chodzi?
Nasze zdziwienie nie minęło nadal, gdy z tego samochodu wysiadł Leo.
- Siema stary - przywitał go Neymar. - Co tu robisz?
- Muszę pogadać z Nadią - odpowiedział, spoglądając na mnie dość nieprzychylnym wzrokiem. Mam się zacząć bać?
- Okey - wzruszył ramionami Neymar - Nadia, poczekam na ciebie w samochodzie - zwrócił się do mnie.
- Neymar, nie czekaj. To trochę nam zajmie. Odwiozę potem Nadię do domu - zaprotestował Leo. Tak, zdecydowanie powinnam zacząć się bać!
Neymar pożegnał się i zabrał moje rzeczy, obiecując, że zostawi je w domu Daniego. Chwilę później odjechał, a ja zostałam sama z Leo.
- Toooo.... - zaczęłam. Zdawałam sobie sprawę z tego, o czym Messi chciał ze mną porozmawiać, ale jakoś nie bardzo mi się do tego śpieszyło. Wolałabym pominąć ten temat i zostawić go w spokoju.
- Wsiadaj - powiedział oschłym głosem. Tego w sumie mogłam się spodziewać.
Nie miałam odwagi protestować, więc posłusznie wykonałam jego polecenie. Po chwili uruchomił silnik i po momencie nie znajdowaliśmy się już na parkingu, a na ulicach Barcelony. Nie miałam 52pojęcia gdzie Leo zmierza, ale nie miałam odwagi go, o to zapytać.
Dojazd zajął nam jakieś piętnaście, może dwadzieścia minut.  Znajdowaliśmy się gdzieś poza Barceloną, na jakiejś polanie. Gdy wysiadłam z samochodu i rozejrzałam się, dookoła widziałam tylko drogę i lasy. Nic więcej. Akurat Leo znalazł sobie miejsce na rozmowę.
Odwróciłam się w stronę Messiego, ale nie znalazłam go tam gdzie myślałam. Zauważyłam go kawałek dalej, siedzącego na trawie. Wiedziałam, że był dość zdenerwowany i nie do końca wiedziałam, jak mam się zachować, bo mało kiedy można było zastać Leo w takim stanie.
Ale jednak postanowiłam zaryzykować i do niego pójść. W końcu kiedyś trzeba.
Chwilę później usiadłam obok niego. Przez moment panowała kompletna cisza, a potem Lio wypowiedział słowa, których ja tak przeraźliwie się bałam:
- Nadia, jak mogłaś całować się ze swoim bratem?!


Tajemnica rozwiązana? :D
Też Was kocham :*
Neyforever :*

poniedziałek, 9 maja 2016

Notka

Przychodząc na bloggera postanowiłam sobie, że nigdy więcej nie zawieszę opowiadania, chyba że będzie to siła wyższa. I chciałabym tej obietnicy dotrzymać.
Ale jednak pomimo tego, że akurat to opowiadanie pisze mi się całkiem przyjemnie, to smuci mnie fakt, że czytają je zaledwie dwie - trzy osoby.
W tym momencie prowadzę trzy blogi:

  • O caminho para uma vida melhor era a minha fuga.
  • Ulotne Momenty
  • Music was the Beginning
I mimo że lubię pisać rozdziały na tego bloga, to nie widzę sensu pisania ich dalej. W czasie, który spędzam na pisaniu tutaj, mogłabym napisać rozdział na któryś z pozostałych blogów....

Więc jeśli się mylę i jest Was trochę więcej, to proszę, pozostawcie po sobie jakiś ślad. Po prostu żebym wiedziała, że mam dla kogo pisać.
W przeciwnym razie.... nie wiem, możliwe, że zakończę to opowiadanie w tym momencie, na którym aktualnie skończyłam.

Neyforever :(

środa, 4 maja 2016

Rozdział 15.

~ Pożałujesz tego!

Siedziałam już lekko znudzona w szatni po ostatnim treningu przed dzisiejszym meczem. Razem ze mną i dziewczynami znajdował się tam też nasz trener. Omawiał taktykę na mecz, ustawienie i wszystko, co potrzebne będzie nam do wygrania tego meczu. Słuchałam go uważnie, ale mimo to byłam jednak trochę rozkojarzona. Miałam przeczucie, że po raz kolejny po prostu przesiedzę 90 minut na ławce i jak zwykle potem wrócę wkurzona do domu Alvesa. Przyzwyczaiłam się, bo było tak odkąd się tutaj pojawiłam. Do tej pory odbyły się dwa mecze i obydwa oglądałam z ławki.
- (...) na lewym skrzydle zagra Nadia, a... - i w tym momencie maksymalnie skupiłam się na tym co powiedział trener.  Na lewej stronie zawsze grała Laura, a trener ostatnio ją wychwalał, więc jakim cudem mam ją dzisiaj zastąpić?!
- Co?! - wszyscy usłyszeliśmy głośny krzyk zdziwienia, dochodzący z drugiego końca szatni. Jak można było się spodziewać, była to Laura.
- Czy masz jakiś problem z dzisiejszym składem, Lauro? - spokojnie odezwał się do niej trener.
- Tak! Dlaczego mnie tam nie ma?! Jakim prawem ona w ogóle tam jest?! - krzyknęła, wskazując przy tym na mnie. No tak, bo to przecież ja byłam wszystkiemu winna...
- A czy słyszałaś kiedyś o czymś takim, jak kara za niesportowe zachowanie? - odpowiedział jej trener. - Pamiętaj, że w tej drużynie nic się przede mną nie ukryje - dodał i opuścił szatnię. Zostałyśmy same na najbliższe pół godziny, aby przygotować się do meczu. I jak dla mnie o pół godziny za długo, bo wiedziałam co się zaraz wydarzy.
- Ty mała zdziro! O wszystkim mu powiedziałaś! - Laura krzyknęła po raz kolejny, rzucając się w moją stronę. Na szczęście dziewczyny ją zatrzymały zanim zdążyła do mnie dotrzeć. Po mojej ostatniej konfrontacji z Laurą większość z nich przeszła na moją stronę, z czego bardzo się cieszyłam.
- Nie musiałam mu o niczym mówić. Wiesz, karma wraca - raczej nie przejmowałam się faktem, że Laura jest na mnie wkurzona. Wręcz przeciwnie - spokojnie wyjmowałam swój strój meczowy z szafki.
- Zapłacisz mi za to! - zagroziła mi i odeszła oburzona w stronę swojej szafki. Oczywiście mogłabym się jej w tym momencie odgryźć, ale nie kopie się leżącego. A przynajmniej ja mam na tyle kultury, żeby jeszcze bardziej jej nie dokopywać, mimo wszystkiego, co mi zrobiła.
Powinnam być podekscytowana czy zdenerwowana swoim debiutem w barwach Barcelony i moim ogólnym debiutem jako profesjonalna piłkarka, ale nic takiego nie wystąpiło. Byłam dziwnie spokojna. Razem z dziewczynami przygotowałam się do meczu, posiedziałam sobie z nimi w szatni. A potem zaczęło się całe szaleństwo związane z meczem.

****

Ostatni gwizdek. Dziewczyny zaczynają się cieszyć. Ja też w pewnym sensie cieszę się z debiutu i wygranego meczu, ale w głębi duszy przejmuję się, że nie dałam z siebie stu procent. Czułam, że mogłam zrobić więcej. Wykreowałam niby kilka akcji, ale żadna z nich nie przyniosła większego rezultatu. Pozostawał niedosyt.
Ale humor poprawił mi się wraz z powrotem do szatni. Dziewczyny i ich euforia naprawdę potrafiły poprawić nastrój.Trochę pobawiłyśmy się razem w szatni, ale nie miałam ochoty jakoś zostawać tam dłużej. Wiedziałam, że na trybunach podczas meczu znajdowali się moi przyjaciele i chciałam jak najszybciej się z nimi spotkać. Dlatego szybko się przebrałam, pożegnałam z dziewczynami i opuściłam szatnię.
I nie musiałam wcale daleko szukać. Parę metrów za drzwiami szatni znalazłam ich wszystkich. Była Leo z Antonellą, Gerard z Shakirą, Dani, Neymar.... i J*****. Co on tu do jasnej cholery robił?!
- Gratulacje! - od razu podszedł do mnie Dani. Przytulił mnie i przez kolejną chwilę nie wypuszczał z silnego uścisku.
- Ej no, Alves, ja też chcę! - zawołał Neymar, jak małe dziecko zazdrosne o swoją zabawkę i też mnie przytulił.
Tonąc w uścisku ich obojga, spojrzałam przez ramię Daniego na J*****. Patrzył na nas zdziwiony, ale nie chciał tego zbytnio okazywać, by nikt się nie domyślił.
- Zostawcie ją, bo się jeszcze dziewczyna udusi! - powiedziała Shakira, uwalniając mnie od obydwu Brazylijczyków. - Gratuluję debiutu, młoda - zwróciła się do mnie, z czego się śmiałam. Ona akurat mogła mnie nazywać młodą. Choć mówiąc szczerze, to nie odczuwałam tej różnicy wieku między nami.
- Jedziemy teraz do mnie, jedziesz z nami? - zapytał Neymar. Przeniosłam na niego swoje spojrzenie, ale nie musiałam się długo nad tym zastanawiać. .
- Jasne, czemu by nie - odpowiedziałam, uśmiechając się do niego. Większość moich przyjaciół posłała mi zdziwione spojrzenie - przecież jeszcze niedawno tak bardzo się nienawidziliśmy, a teraz zachowujemy się jak najlepsi przyjaciele. Tak, to mogło wydawać się dziwne.
jeszcze dziwniejszy musiał być widok, gdy chwilę później Neymar objął mnie ramieniem i tak razem zeszliśmy na parking.
Miałam zamiar pojechać razem z Danielem, ale oczywiście, odkąd pojawiłam się w Barcelonie, nic nie może być po mojej myśli i tak znalazłam się w samochodzie Neymara. Byliśmy sami, bo cała reszta pojechała z Gerardem i Danim.
- Muszę ci pogratulować udanego meczu. Oby więcej takich w karierze - odezwał się Neymar.
- Nawet nie wspominaj - westchnęłam i spojrzałam za okno.
- O co chodzi, młoda? - zapytał, zmuszając mnie do spojrzenia na niego.
- Nic. Po prostu ten mecz w moim wykonaniu mi się nie podobał - powiedziałam na głos moje wcześniejsze myśli.
- Nie przejmuj się. To dopiero początek, z każdym kolejnym razem będzie lepiej. A w końcu po prostu się przyzwyczaisz, że jest czasami lepiej, a czasami gorzej - Neymar próbował mnie pocieszyć. I raczej mu się udało, bo zaczęłam się uśmiechać. I nie do końca wiedziałam z jakiego powodu.
Droga do domu Neymara wcale nie była tak długa jak myślałam. Resztę czasu aż do dotarcia tam spędziliśmy na ciągłym śmianiu się z siebie nawzajem, choć nie robiliśmy nic śmiesznego.
Junior tak bardzo śpieszył się do swojego domu, że dotarliśmy tam jako ostatni. Wszyscy byli już w środku, więc mogliśmy zrobić wielkie wejście. I oczywiście nie mogliśmy nie wykorzystać takiej sytuacji.
Z domu słychać było już głośną muzykę. Obeszliśmy go dookoła i znaleźliśmy się przed tarasem. Wystarczyło tylko wejść po schodach i przez drzwi balkonowe znaleźlibyśmy się w jego domu. Już miałam pokonać tych kilka schodków, gdy nagle Neymar złapał mnie za rękę i odwrócił w swoją stronę. Spojrzałam na niego zdziwiona, ale nic nie powiedziałam. Jedynie na niego patrzyłam, dopóki się nie odezwał.
- Pozwolisz mi coś zrobić? - zapytał.
Zaskoczył mnie tym. Zdecydowanie mnie zaskoczył. Patrzyłam w jego oczy i nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć. W ogóle nie potrafiłam się odezwać. Nie wiedziałam kompletnie, co Neymar ma na myśli.
Neymar nie otrzymał ode mnie żadnej odpowiedzi. Ale mimo to chyba sam sobie odpowiedział.
Byłam już naprawdę bardzo zaskoczona, gdy przysunął mnie do siebie i złączył nasze usta ze sobą. Byłam wręcz zszokowana. Ale mimo wszystkich okoliczności i mojego szoku, odwzajemniłam ten pocałunek. Wplotłam palce w jego włosy, gdy nagle usłyszeliśmy brawa i gwizdy. Dopiero moment później odsunęliśmy się od siebie.
Spojrzeliśmy sobie w oczy i mało nas obchodziła obecność naszych przyjaciół na tarasie. Nie wiem jak Neymar, ale ja nie czułam w tym momencie żadnych wyrzutów sumienia. Uśmiechnęłam się, a Ney zrobił to samo. Zaczęliśmy się z siebie śmiać.
- Co to było? - zapytałam, nadal zanosząc się śmiechem.
- Coś... - zaczął - wyjątkowego - szepnął mi na ucho.
- Jesteś głupi - powiedziałam i popchnęłam go lekko. Na nieszczęście Neymara znajdował się on na krawędzi basenu i chwileczkę później w nim wylądował. Teraz to dopiero zaczęłam się śmiać.
- Pożałujesz tego - pogroził mi, gdy wynurzył się już z wody. Jak najprędzej wyszedł z basenu, a ja zaczęłam uciekać. Zdawałam sobie sprawę z tego, co chciał zrobić. Wolałam tego nie ryzykować.
Jednak i tym razem męska solidarność musiała odnieść zwycięstwo. Chłopacy, czyli J*****, Dani, Leo i Gerard złapali mnie, a potem Ney miał okazję, żeby się zemścić. Tym razem to ja poczułam mokrość i zimno wody, która znajdowała się w jego basenie.
I tak bawiliśmy się przez kolejne pół nocy.
Ale gdy wstałam, w mojej głowie pojawiła się tylko jedna, jedyna myśl:
Kurwa, Nadia, co ty do cholery zrobiłaś?


Drama? Czym Nadia się tak przejmuje? Co takiego zrobiła poprzedniej nocy?

Neyforever :*

sobota, 23 kwietnia 2016

Rozdział 14.

~ Zacznij od siebie. 

- Naprawdę nie przesadzacie? - zapytałam, gdy trzy dni później Dani i Neymar czekali na mnie po moim treningu. Odkąd zobaczyli co się na nich dzieje, codziennie po swoim treningu przyjeżdżali na mój i obserwowali, co się działo, a potem razem wracaliśmy do domu Daniego. Naprawdę wydawało mi się, że już po prostu zgłupieli i są wyraźnie nadopiekuńczy, ale oni zdawali się tego nie zauważać.
- Zdecydowanie nie - odpowiedział Daniel wyniosłym tonem.
- Zrozum, że po prostu się o ciebie martwimy - odpowiedział Neymar, obejmując mnie ramieniem. On zdecydowanie pozwala sobie na zbyt dużo. Ale nie wiedzieć czemu, ja ciągle mu na to pozwalam.
- Wcześniej nikt się o mnie tak nie troszczył i jakoś udało mi się przeżyć, więc teraz też dałabym radę - odpowiedziałam trochę już rozdrażniona ich zachowaniem, Rozumiałam, że mogą się o mnie martwić, ale ja naprawdę nie byłam tak delikatna, żeby musieli mnie pilnować na każdym kroku.
- Fabregas nigdy nie potrafił się o nikogo martwić. Ten śmieszek nawet jak się martwi to się nie martwi - skomentował Alves, nawiązując do mojej przyjaźni z piłkarzami Chelsea i Arsenalu. A wbrew jego myśleniu wcale nie chodziło mi o nich.
- A Oscar był mega troskliwy, ale to nic w porównaniu do nas - dodał Neymar. Wiem, że zna Oscara z reprezentacji i że przyjaźnił się z nim w dzieciństwie, ale nawet nie wie, jak on jest naprawdę. Tak wiele bym dała, żeby był moim bratem. Zawsze zachowywaliśmy się wobec siebie jak rodzeństwo.
- Nigdy, ale to przenigdy nie obrażajcie ani Cesca - wskazałam tu na Alvesa - ani tym bardziej Oscara - tym razem zwróciłam się w stronę Neymara - nie wiecie, co dla mnie robili przez te trzy lata i pewnie już nigdy tego nie zrozumiecie - dodałam, zrzucając ze swoich ramion rękę Neymara. Byłam naprawdę wkurzona. Fabregas i Emboaba byli dla mnie jak bracia, których kochałam wręcz nad życie i nie pozwolę, żeby Dani czy nawet Neymar źle się o nich wypowiadali. A przynajmniej nie w mojej obecności.
Zaczęłam zdenerwowana iść dużo szybciej w stronę szatni, ale chłopacy zaraz mnie dogonili.
- Dobrze już, dobrze. Oscar jest naprawdę dobrym przyjacielem. W końcu znam go nie od dzisiaj. I czy moje winy zostaną odpuszczone, gdy powiem ci, że niedługo i on, i Cesc przyjadą w odwiedziny? - powiedział Neymar, ponownie mnie obejmując. Miałam zamiar powiedzieć mu coś o jego niestosownym zachowaniu, ale wtedy dotarł do mnie sens jego słów.
- Jak to, przyjadą w odwiedziny?! - zapytałam zdziwiona, stając w miejscu. Dani i Neymar cicho zaśmiali się z mojej reakcji.
- Liga Mistrzów. Chelsea wylosowała Barcę, więc w następnym tygodniu przylecą do nas zagrać z nami mecz - pochwalił się dumnie Alves. Ja nie mam pojęcia czy on uważał się za jakiegoś nadzwyczajnie mądrego, czy może po prostu miał dzisiaj taki humor.
- O jeny, nie wierzę, zobaczę znowu swojego Fabsia i Emboabę! Aaaaa! - zaczęłam krzyczeć z radości, a chłopacy jedynie patrzyli na mnie pobłażliwymi spojrzeniami. Chyba jednak wiedzieli ile oni dla mnie znaczą.
- Nie podniecaj się tu tak, tylko idź po te swoje rzeczy i wracamy do domu - powiedział rozbawiony sytuacją Dani. Ja mimo że miałam ochotę coś mu zrobić za jego uwagę, poszłam grzecznie do szatni. Zabrałam swoją torbę, w której znajdowały się wszystkie moje rzeczy i już miałam opuszczać pomieszczenie pełne moich "przyjaciółek" z drużyny, ale zatrzymał mnie głos jednej z nich.
- No już, leć do swoich nianiek. Co, Messi nieźle się tobą opiekuje nie? Jesteś aż tak nieporadna, że nie dałbyś sobie rady sama? - usłyszałam za plecami donośny głos Laury, jednej z ważniejszych piłkarek w naszym zespole. Była naprawdę zdolna przez co łatwo zdobyła sławę, która teraz zbytnio uderza jej do głowy.
- A ty jesteś zazdrosna? Przez tyle czasu jesteś sama. Zazdrościsz mi, że ktoś się mną opiekuje, a ty nie masz nikogo? Typowe. Więc może w końcu znalazłabyś sobie kogoś, a nie wyżywała się na mnie, że ja znalazłam sobie kogoś wcześniej od ciebie - gdy to mówiłam, na chwilę odwróciłam się w jej stronę, aby móc spojrzeć jej w twarz, ale potem znów skierowałam się do wyjścia.
- Ja przynajmniej nie pcham się do faceta, który ma już żonę i dzieci. Mam jeszcze swój szacunek - odpowiedziała mi z głośnym prychnięciem. W szatni zapanowała grobowa cisza w oczekiwaniu na moją odpowiedź.
- Zacznij od siebie. Bo bynajmniej ja nie mam sobie kompletnie nic do zarzucenia. Bo nie wiem czy wiesz, ale istnieje coś takiego, jak przyjaźń. I wcale nie polega ona na tym, że mam pchać się komuś do łóżka, wiesz? Chociaż... taka zołza, jak ty pewnie nigdy tego nie zrozumie - odpowiedziałam i już nawet nie odwracając się za siebie opuściłam szatnię. Od razu skierowałam się na parking podziemny, gdzie w samochodzie czekali na mnie już chłopacy. Jednak zatrzymało mnie wołanie i stukanie korków o podłogę zaraz za mną. Odwróciłam się i ujrzałam Danielle, jedną z zawodniczek.
- Słuchaj Nadia, ja naprawdę nie chciałam tego, co one teraz robią. Co my teraz robimy. To jest naprawdę nie fair w stosunku do ciebie, ale to wszystko tylko i wyłącznie wina Laury. Dobrze, że w końcu ktoś taki, jak ty odważył się powiedzieć jej, co o niej myśli - przyznała, patrząc na mnie przepraszającym wzrokiem. Bardzo dobrze wiedziałam, że ona też brała udział w tym wszystkim, ale jako jedyna odważyła się wyjść przed szereg. - Przepraszam.
- Ważne, ze jednak się przyznałaś. To jest najważniejsze. A Laurą się nie przejmuj. Kiedyś w końcu się jej za to dostanie - puściłam do niej oczko i uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie. Dziewczyna odetchnęła z ulgą.
Potem znów spokojnie mogłam iść do samochodu, co nie zajęło mi długo i już po chwili wsiadałam radosna na tylne siedzenie samochodu Neymara.
- A co ty taka rozpromieniona? - od razu zapytał Alves. On był serio zbyt ciekawski.
- Pokłóciłam się z Laurą - powiedziałam dumnie. Chłopacy oczywiście wiedzieli, która to i szczerze mówiąc zbytnio za nią nie przepadali. A raczej podzielali moje zdanie o niej.
- I to jest ten powód do radości? - zdziwiony Neymar zapytał, wyjeżdżając z parkingu i włączając się do ruchu na ulicach Barcelony.
- To może nie, ale fakt, że w końcu mogłam jej wygarnąć, cieszy mnie nawet bardzo.
- Nasza dziewczyna - zaśmiał się Neymar.
Chłopacy oczywiście, jak to oni, od razu sprawili, że cały samochód wypełniły brazylijskie rytmy, więc można było uznać, że rozmowa się zakończyła. Ta dwójka z przodu zaczęła fałszować do utworu Gustava Limy, a ja w tym czasie wyciągnęłam telefon, chcąc zobaczyć czy ktoś czasami nie próbował się ze mną skontaktować. I rzeczywiście miałam jedną nieodebraną wiadomość.

Jestem już w Barcelonie. Jeśli to nie byłby dla ciebie problem, to czy moglibyśmy się spotkać jutro gdzieś na mieście? Wiem, że nie masz jutro treningu, a ja akurat jutro nie będę miał zbyt dużo do roboty. To jak? 

Oczywiście wiadomość pochodziła od J*****. Pomyślałam chwilę nad tym, co będę jutro robić i czy znajdę czas na spotkanie i odpisałam.

Z naszym spotkaniem raczej nie powinno być żadnego problemu. Nawet nie wiesz, jak bardzo się za tobą stęskniłam przez te lata. Tak bardzo chcę już cię spotkać. 

Odpowiedź przyszła niemal natychmiastowo.

Nawet nie wiesz, jak cię kocham, siostra. 

Wpatrywałam się w ekran telefonu przez kilkanaście następnych minut. Nie byłam przyzwyczajona do tego, że ktoś używa wobec mnie takich słów. Wybudził mnie dopiero głos Neymara, który oznajmił mi, że jesteśmy już pod domem Daniego. Schowałam więc telefon do kieszeni i pomaszerowałam za nimi do środka.
Oczywiście o całej sprawie poprzez wiadomości powiadomiłam Leo. I choć Messi bardzo chciał spotkać się z moim bratem, to niestety akurat w czasie, w którym umówiłam się z bratem, on był zajęty. I nie wiedziałam do końca czy mam się cieszyć czy może jednak martwić. Z jednej strony bardzo chciałabym porozmawiać z bratem sam na sam, bo przecież tak dawno go nie widziałam, a z drugiej strony, to jednak po tak długiej rozłące wolałabym, żeby ktoś towarzyszył mi w tym spotkaniu. Jednak niestety ja nie miałam tu  większego wpływu na rozwój wypadków.

******

Niepewnym krokiem zmierzałam w stronę drzwi kawiarni, w której się umówiliśmy. Z każdym kolejnym przebytym metrem denerwowałam się coraz bardziej, a moje zdenerwowanie osiągnęło szczyt, gdy znalazłam się na miejscu. Bałam się wejść do środka, ale nie mogłam czekać w nieskończoność. Złapałam za klamkę i po chwili znajdowałam się już w lokalu.
Rozejrzałam się dokładnie po miejscu, w którym się znalazłam. Było skromne, przytulne, ale w rogu sali zauważyłam coś, co przyciągnęło mój wzrok na dłużej. Przy samym oknie przy stoliku siedział mój brat, J*****. Nie widział mnie. Był zapatrzony w widok za oknem. Odetchnęłam głęboko i zaczęłam zmierzać w jego stronę.
Byłam już niedaleko, gdy odwrócił głowę w moją stronę i mnie zauważył. Na jego twarzy od razu pojawił się szeroki uśmiech. Wstał od stołu i podszedł w moją stronę. Spotkaliśmy się dokładnie w połowie drogi. J*****, gdy tylko był już blisko mnie, przytulił mnie mocno i nie wypuszczał z obięć przez następnych kilka minut. Ale nie miałam mu oczywiście tego za złe. Sama chciałam przytulać się do niego jak najdłużej.
- Trzy lata. Przez trzy lata nie mogłem cię przytulić - wyszeptał, nadal trzymając mnie w ramionach. Ludzie dziwnie na nas spoglądali, ale nie grało to teraz większej roli. Mój brat był tutaj, ze mną.
- Przepraszam - próbowałam powstrzymać łzy, ale to mi się nie udało. Strumienie łez popłynęły po moich policzkach i zaczęły moczyć bratu koszulę.
Chwileczkę później usiedliśmy przy stoliku, zamówiłam sobie coś do picia i zaczęły padać standardowe pytania: Co u ciebie? Jak ci się żyje? Co się u ciebie zmieniło przez te lata? Jak się mają rodzice? Niby nic szczególnego, ale dla nas było bardzo ważne. Ale po omówieniu wszystkiego co się u nas działo musieliśmy zacząć ten trudniejszy temat.
- Nadine, co z nim? - zapytał w końcu. Wiedziałam, że od samego początku chciał o tym porozmawiać, ale ja starałam się jak najbardziej omijać temat. Dla mnie rozmowa o nim wcale nie jest prosta.
- Nie mam pojęcia. Leo jakoś próbuje mi pomóc podjąć decyzję, ale to wcale nie jest łatwe - przyznałam. Nawet Messi nie zdawał sobie sprawy z tego, ile czasu poświęcam na myślenie o nim.
- Musisz w końcu coś z tym zrobić. Powinnaś mu powiedzieć - westchnął.
- Mi też wcale nie jest z tym prosto! - podniosłam lekko głos. Kilka osób siedzących obok, spojrzało na nas. - Ale powiedzenie "hej, jestem twoją siostrą", chociaż banalne, wymaga ode mnie więcej niż cokolwiek innego!
- Nadia, proszę uspokój się. Nie kwestionuję tego, że jest to trudne. Ja w pełni cię rozumiem. Ale jeszcze przez dwa tygodnie powinienem być w Barcelonie. I naprawdę wolałbym, żebyś powiedziała mu to właśnie w tym czasie. Wtedy byłbym blisko, mógłbym ci zawsze pomóc - załapał moją rękę leżącą na stole w swoją dłoń i lekko ścisnął, chcąc dodać mi otuchy i okazać swoje wsparcie.
- Zrobię to. Ale jeszcze nie dziś, nie jutro. Potrzebuję czasu.
- Tylko nie pozwól, żebyś czekała z tym zbyt długo. Bo on nie jest aż tak głupi, jak ci się wydaje. W końcu zacznie się domyślać, o ile już tego nie robi.
- Więc, co? Mam powiedzieć mu to teraz i w tej chwili?
- Nie mówię, że musisz już teraz mu o wszystkim mówić. Po prostu musisz znaleźć odpowiedni moment. I to pierwszy, jaki się nadarzy. On musi się domyśleć od ciebie.
Łatwo było mu mówić. Myliłam się, co do tego, że się nie zmienił. Był inny. Kiedyś by mnie wspierał, stanąłby po mojej stronie nawet, gdybym nie miała racji. A teraz... Jest inny. Może i mnie motywuje do tego, żeby powiedzieć w końcu prawdę, ale nie czuję, żeby mnie w jakikolwiek sposób wspierał. Kiedyś byłoby inaczej.
Ale teraz nie jest kiedyś idiotko. Wszystko spieprzyłaś swoim wyjazdem. Trzeba było z nimi zostać, a nie uciekać, jak tchórz - usłyszałam złośliwy głosik w mojej głowie. Złośliwy głosik, który niestety miał rację. Byłam cholernym tchórzem.
- Wiesz, przepraszam, że w ogóle zabrałam ci cenny czas. Nie będę ci już więcej przeszkadzać - wzięłam do rąk torebkę i wstałam od stołu. On jeszcze zdziwiony siedział na miejscu, ale niedługo zajęło mu zrozumienie sytuacji.
- Dokąd idziesz?! - zawołał, wstając zaraz po mnie.
- Naprawdę rozumiem, że cię skrzywdziłam, tak samo jak rodziców i naszą siostrę. I wiem, że krzywdzę też jego, co dzisiaj już dobitnie mi pokazałeś. Nie wiem, dlaczego chciałeś się spotkać, choć nie masz ochoty na rozmowę ze mną - odwróciłam się od niego i nie czekając na jego odpowiedź, ruszyłam w stronę wyjścia.
Nie słyszałam żadnych krzyków i nawoływań za mną, więc myślałam, że mam go z głowy. Że nie będzie mnie już zaczepiał i da mi odejść. Ale jednak się myliłam.
- Nie powiem, że nas wszystkich nie skrzywdziłaś - nagle pojawił się tuż przede mną, gdy opuściłam kawiarenkę. - Bo to zrobiłaś. Ale spotkanie z tobą nigdy nie było traceniem czasu. Nawet nie wiesz, jak bardzo wyczekiwałem momentu, gdy cię zobaczę. Może to wygląda tak, jakbym miał cię gdzieś, ale tak nie jest. Naprawdę mi zależy na tobie, ale boję się, że jeśli zrobię coś złego, to znowu uciekniesz i już cię więcej nie zobaczę.
- Ale kiedyś... kiedyś byłeś inny. Wpierałeś mnie. A teraz czuję się, jakbyś jeszcze bardziej obwiniał mnie za całą sytuację z nim. Tak, jakbym to ja ignorowała jego przez te wszystkie lata - moje oczy zaczęły wilgotnieć, ale nie chciałam pozwolić łzom wypłynąć na powierzchnię. Głośno pociągnęłam nosem.
- Przepraszam, że zachowywałem się, jak skończony dupek. Po prostu trochę się zmieniło, odkąd ostatni raz się widzieliśmy. Przepraszam - nie spodziewałam się, że w momencie, gdy będziemy stać na ulicy i wyrzucać sobie nasze problemy on mnie przytuli. Tak bardzo za tym tęskniłam, że od ostatniego razu, gdy mnie obejmował zapamiętałam wszystko: dotyk jego ramion, jego zapach.

*****
Wbiegłam do domu Alvesa. W drodze powrotnej uświadomiłam sobie, że naprawdę niedługo będę musiała wyznać wszystkim całą prawdę. Sama ta myśl mnie przerażała. Myślałam o tym dużo razy już wcześniej, ale nigdy nie zdawałam sobie sprawy, że ten moment jest tak blisko i nigdy tak bardzo mnie to nie przejęło.
W drodze do swojego pokoju, przechodząc przez salon, spotkałam Daniego. Zauważył, że jestem smutna, bo wstał i podszedł do mnie. Po chwili tonęłam już w jego ramionach i przytulałam się do jego klatki piersiowej. Zachowywał się jak brat, którym powinien dla mnie być.


Bum! Wracam z rozdziałem :D No to jak, sprawa się rozwiązuje czy jeszcze bardziej zawikłała?



sobota, 9 kwietnia 2016

Rozdział 13.

~ Ja naprawdę nie będę się z tobą bawił.


I jak na nasze nieszczęście Nadia podniosła głowę i nas zauważyła. Chciała jak najszybciej się podnieść i chyba przed nami uciec, ale nie zdążyła. Neymar był szybszy. W przeciągu trzech sekund był już obok niej. Objął ją ramieniem, a ona załamana wtuliła się w niego i po jej policzku zaczęły płynąć łzy.

Gdy z Danim dotarliśmy już do tej dwójki, mogliśmy tylko przykucnąć, nie odzywać się i patrzeć na Neymara i Nadię. Przez chwilę nie wykonywali praktycznie żadnych ruchów, po prostu siedzieli razem na murawie. Ale nagle Nadia pokręciła głowę i zaczęła podnosić się z trawy. Oczywiście nie przyszło jej to zbyt łatwo, dlatego od razu pospieszyłem jej z pomocą.
- Przepraszam - szepnęła i się do mnie przytuliła. Ale nie potrwało to zbyt długo. Chwilę potem odsunęła się ode mnie i zaczęła kuśtykać w stronę szatni.
Wiem, że mimo wszystko chciała być samodzielna, ale ja jej na to nie pozwolę. Chciałem coś zrobić, ale zapomniałem oczywiście, że nie jestem tutaj sam. Nie wiem co dzisiaj stało się z Neymarem, ale zanim ja czy dani zdążyliśmy się zastanowić co zrobić w tej sytuacji, on już do niej podbiegł i sekundę później niósł ją już na swoich rękach. Dziwnym trafem Nadia nawet nie zamierzała temu protestować.
Gdy Neymar miał pod opieką moja przyjaciółkę, chyba nie miałem się o co martwić. Robił wszystko to, co ja zrobiłbym na jego miejscu. Tak naprawdę z naszej trójki, jedynie Dani zdziwił się, gdy Neymar nie skierował się do szatni dziewczyn. Ja oczywiście wiedziałem, co Neymar zamierzał zrobić. Chwilę później pukałem do gabinetu lekarza klubowego, podczas gdy on stał za mną z Nadią na rękach.
- Jakbyście nie mogli... - zaczęła się z nami wykłócać, ale w tym samym momencie drzwi przed nami się otworzyły i stanął w nich lekarz.
- Co się stało? - zapytał przerażony, patrząc na Nadię.
- Nic - odpowiedziała Brazylijka, ale lekarz spojrzał na nią z ukosa.
- Właśnie widzę - pokręcił głową i wrócił do swojego gabinetu. - Chodź - zawołał.
Nadia chciała zejść z rąk Neymara i iść samemu, ale mój przyjaciel jej na to zdecydowanie nie pozwolił. Otulił ją ciaśniej ramionami i wszedł do gabinetu. Przez moment słyszałem ich rozmowę na temat tego, czy Neymar ma z nią zostać, ale Brazylijczyk w końcu poddał się prośbom Nadii i wrócił na korytarz. Usiedliśmy przed gabinetem na krzesłach obok siebie i patrzyliśmy oboje w podłogę.
- Chyba żaden z nas nie spodziewał się czegoś takiego, co? - zagadnął w po chwili Neymar.
- Spodziewałem się wszystkiego, ale nie tego - przyznałem. - Nie spodziewałem się, że aż tak jej nie akceptują.
- Dlaczego ona nam tego, do cholery jasnej, nie powiedziała?! - Neymar podniósł się z krzesełka i zaczął chodzić w tę i we w tę. Widać było, że bardzo denerwował się tą sytuacją.
- A ty byś komuś o tym powiedział? Zrobiła to, co uważała za sensowne - usłyszałem głos Daniego i aż podskoczyłem. Kompletnie zapomniałem o tym, że on jest tutaj razem z nami.
- Nie wiem czy jestem bardziej zły na nią, że mi nie powiedziała, czy może na siebie, że nie sprawdziłem tego wszystkiego wcześniej - zdenerwowany także wstałem i dołączyłem do Neymara.
- Uspokójcie się oboje. Jeśli ktoś tu powinien coś zrobić, to od samego początku byłem to ja. W końcu to ze mną mieszka i to ja cały czas widziałem, jak się zachowywała  - podniósł głos Alves. jemu także zaczęły puszczać nerwy przez tę sytuację.
- A może zamiast obarczać się nawzajem winą za to, co się dzieje, zaczęlibyśmy myśleć o tym, co zrobić, żeby jej pomóc? - przerwał nam Neymar, przeczesał ręką włosy w zdenerwowaniu. Chciałem przyznać mu rację, bo oczywiście było tak, jak powiedział, ale w tym samym czasie drzwi od gabinetu się otworzyły i wyszła z niego Nadia.
- I co? - od razu zapytałem lekarza, który wyszedł zaraz za nią. Nadią oczywiście od razu zajął się Neymar.
- To raczej nic poważnego, ale lepiej, żeby nie nadwyrężała nogi i raczej dzisiaj już nigdzie się nie wybierała - poinformował mnie, na co pokiwałem w zrozumieniu głową i podszedłem do Neymara i Nadii.
- Okey? - zapytałem dziewczyny, która stała oparta o ścianę. Ona jednak w odpowiedzi tylko nieznacznie kiwnęła głową i kuśtykając na jednej nodze, ruszyła w drogę do szatni.
Neymar od razu do niej podbiegł i chciał pomóc, ale tak jak myślałem, Nadia odepchnęła go od siebie i szła dalej. Typowe dla wkurzonej Nadii. Ale o co ona się tak w ogóle wkurzyła?
- Ja naprawdę nie będę się z tobą bawił - westchnął Brazylijczyk i bez uprzedzenia ponownie podniósł dziewczynę. Spodziewałem się, że to zrobi. Nawet nie warto dyskutować ze zdenerwowanym Neymarem, bo on i tak zrobi swoje.
- Neymar! Neymar puszczaj mnie! - Nadia nie dawała za wygraną. Zaczęła się szarpać, próbować wyrwać, ale to wszystko na nic. Neymar trzymał ją z każdą chwilą coraz ciaśniej po to, aby nie mogła mu uciec.
- Trzeba było powiedzieć mi o wszystkim wcześniej, to teraz nie musiałbym cię nieść - zauważył Ney i nadal jak najszybciej podążał w stronę szatni, która była już niedaleko.
Po słowach Neymara Nadia przestała się odzywać i szarpać. Wydawała się być obrażoną na nas wszystkich. Ale teraz to nie miało większego znaczenia. Ważne było, żeby móc jej teraz jakoś pomóc.
- Kluczyk do szafki - powiedziałem do Brazylijki, gdy znaleźliśmy się już pod drzwiami szatni.
Nadia nawet nie zareagowała. Nie robiła sobie kompletnie nic z mojej grzecznej prośby. No cóż, jak to się mówi: jak nie prośbą to groźbą. Wyciągnąłem swój telefon z kieszeni i pomachałem nim przed nosem dziewczyny.
- Nadia, jeśli mi nie powiesz, to będę zmuszony do niego w końcu zadzwonić. W końcu jest twoim bratem, więc to chyba on powinien ci teraz pomóc - powiedziałem stanowczo, choć oczywiście zadzwonienie do jej brata byłoby naprawdę skrajną próbą pomocy jej.
Nadia słysząc to od razu wyciągnęła kluczyk z kieszeni i podała mi go. Czyli jednak zadziałało tak, jak się tego spodziewałem.
- Dziękuję - powiedziałem i odszedłem w stronę szatni.
- Poczekamy w samochodzie - zawołał za mną Dani.
- Okej. Zaraz przyjdę - odpowiedziałem i wszedłem do środka. Na szczęście żadnej z dziewczyn już tam nie było. Rozejrzałem się i od razu spostrzegłem szafkę z numerkiem odpowiadającym numerkowi na kluczu. Podszedłem i otworzyłem ją.
Szczerze mówiąc nie myślałem, że Nadia wybierze numerek 11. Wydawało mi się to lekko dziwne. Chociaż... miała ten numerek na koszulce podczas eliminacji, więc może pomyślała, że będzie przynosił jej szczęście. Ale na to na razie się jakoś nie zanosi.
W szafce znalazłem idealny porządek. Torba treningowa leżała na samym dnie, a na niej znajdowały się jej buty, w których przyszła zapewne na trening. Spakowałem je do torby, zabrałem ją i zamknąłem szafkę. Spojrzałem jeszcze raz na numer 11 znajdujący się na jej drzwiach i z westchnieniem opuściłem szatnię.
Tak jak Dani mówił, wszyscy czekali już na mnie w samochodzie. Wrzuciłem torbę do bagażnika i po chwili wsiadłem na miejsce kierowcy. Obok mnie siedział Dani, a z tyłu znajdował się Neymar razem z Nadią.
- Może ja poprowadzę? - zapytał Alves, widząc że jestem lekko zamyślony.
- Nie, nie ma potrzeby - odpowiedziałem mu, włączyłem silnik i po chwili wyjechałem z parkingu.
Nastała chwilowa cisza. Spojrzałem przez lusterko wsteczne na Nadię i Neymara. On szeptał jej coś po cichu do ucha. Ona na chwilę się zamyśliła, ale zaraz potem pokiwała głową i przytuliła się do niego. Nie mam bladego pojęcia, co się między nimi dzieje, ale wiem, że to nie jest dobre dla żadnego z nich i zapewne w przyszłości skończy się tragicznie. Muszę koniecznie porozmawiać o tym z Nadią, ale na razie oboje chyba mamy ważniejsze sprawy do załatwienia.
- Nadia, kiedy on przyjedzie do Barcelony? - zapytałem, starając się, żeby ani Daniel, ani Neymar nie zorientowali się o czym rozmawiamy.
- Ma przyjechać za kilka dni. Czemu pytasz? - powiedziała nadal wtulona w Neymara, Z jednej strony nie podobało mi się to wszystko, ale z drugiej, to jeśli jej to pomaga, to czemu by nie?
- Po prostu chciałbym z nim porozmawiać - przyznałem, skupiając się na prowadzeniu samochodu.
- Okej. Powiem ci kiedy przyjedzie. Tylko nie mów mu o tym co się stało dzisiaj..,
- Nie ma takiej potrzeby. Twoimi treningami zajmę się sam - powiedziałem, a Nadia już mi nie odpowiedziała. Nie musiała. I tak wiedziała, że postawię na swoim. Mam nadzieję, że chociaż J***** będzie w stanie jej pomóc.



Hey hey :D Rozdział krótki, ale nie chciałam się jakoś specjalnie rozpisywać, tym bardziej, że pisałam go dość długo. Tak jak już mówiłam tutaj przez jakiś czas mnie nie będzie z powodu szkoły. Mnie samą smuci ta informacja, bo wiem, że w tym czasie mogłabym zrobić coś, żeby jakoś rozwijać tego bloga, bo nie czyta go jakoś specjalnie dużo osób, ale niestety moja "przerwa" to siła wyższa i nic nie mogę z tym zrobić. Także przepraszam i mam nadzieję, że nie opuścicie tego bloga :/

środa, 30 marca 2016

Rozdział 12.

~ - Śpi? Przecież jest dopiero trzynasta.


*tydzień później*
- Nie Leo, naprawdę nie mogę do was dzisiaj wpaść. Mam naprawdę dużo spraw do załatwienia - mówiłam do telefonu, wychodząc ze stadionu Mini Estadi, na którym od tygodnia trenowałam.
- Słyszę to od tygodnia. Nadia, czy coś się dzieje? - zapytał zmartwiony Messi. Kurdę, muszę wymyślić jakąś nową wymówkę.
- Nic się nie dzieje, po prostu mam treningi i jeszcze do tego wiele spraw związanych z moją przeprowadzką i wstąpieniem do klubu. Nie mam teraz zbyt dużo czasu. Ale obiecuję ci, że jak tylko wszystko załatwię to się spotkamy, dobrze?
- Dobrze. To nie zajmuję ci już więcej czasu. Pa.
- Pa - odpowiedziałam i się rozłączyłam.
Byłam w drodze do domu Daniego. Wracałam z treningu. Nie miałam na szczęście daleko, więc mogłam wracać na piechtę. Przy mojej prędkości pięć minut później wchodziłam do domu.
- Hey Nadia, chodź tu na chwilę - niemal od razu usłyszałam wołanie Daniela.
Posłusznie wyszłam na taras, gdzie znalazłam go siedzącego razem z Neymarem. Jeszcze tylko jego dzisiaj mi brakowało.
- O co chodzi, Dani? - spytałam, ignorując drugiego Brazylijczyka.
- Może byś się do nas przyłączyła? Dawno nie... - zaczął.
- Proszę, nie męcz mnie - wcięłam mu się niekulturalnie w zdanie, ale się tym nie przejmowałam. Odwróciłam się i wróciłam do środka. Weszłam po schodach na piętro i poszłam do swojego pokoju. Rzuciłam torbę treningową w samym wejściu i rzuciłam się na łóżko. Po chwili zasnęłam, ale nie na długo. Za 6 godzin, o 18:00 mam kolejny trening.

****
*Leo*
Szczerze, zachowanie Nadii dziwnie mnie martwiło. Odkąd zaczęła trenować w klubie ze swoją drużyną nawet się do mnie nie odezwała. Tylko ja dzwoniłem do niej codziennie z prośbą o spotkanie, ale ani razu nie otrzymałem twierdzącej odpowiedzi. Od tygodnia jej nie widziałem.
Ale nie tylko ze mną nie utrzymywała już bliższego kontaktu. Przecież przyjaźniła się z tyloma piłkarzami, a nie odzywała się do żadnego z nich. Wiem, ponieważ się ich o to pytałem. Jedyne relacje utrzymywała z Danielem, ale to zrozumiałe, przecież u niego mieszka.
Martwiłem się o naszą przyjaciółkę, a że jestem człowiekiem opiekuńczym, szczególnie wobec niej, to postanowiłem się dowiedzieć, co jest powodem jej nagłego "zniknięcia".
Wyciągnąłem telefon i znalazłem w kontaktach numer do trenera Nadii. Podobno ma dużo spraw związanych z treningami i klubem. No to się o tym przekonajmy.
- Dzień dobry. Nie przeszkadzam? - zapytałem, gdy Llorens odebrał.
- Nie, oczywiście, że nie Leo. O co chodzi?
- Chciałem się tylko zapytać o Nadię. Jak jej idzie w klubie?
- Z tego co wiem Nadia spisuje się bardzo dobrze.
- Z tego co pan wie?
- Nie ma mnie aktualnie w Barcelonie, wszystkie informacje z klubu przekazuje mi mój asystent.
- A nie wie pan może czy Nadia ma jakieś sprawy związane z grą w klubie?
- Codziennie ma dwa dwugodzinne treningi. Leo, czy coś się stało? - zmartwił się.
- Nie, nie, wszystko w jak najlepszym porządku. Chciałem się po prostu dowiedzieć jak Nadia sobie radzi, bo ostatnio jakoś nie możemy się złapać. Ale mimo wszystko dziękuję za informacje.
- Miło mi że mogłem pomóc. Do widzenia, Leo.
Odpowiedziałem i rozłączyłem się.
Czyli jednak rozmowa z Llorensem sporo przyniosła. Skoro Nadia miała jedynie treningi, to przecież miała dla siebie bardzo dużo wolnego czasu. Nawet jeśli załatwiała do końca swoją przeprowadzkę, to nie mogło jej to zajmować aż tyle.
Więc co mogło sprawić, że się od nas wszystkich odcięła?
Może znalazła sobie jakiegoś chłopaka? Może kogoś poznała?
Nie, to wykluczone, przecież Alves musiałby to zauważyć, a gdyby on o tym wiedział, to jeszcze tego samego dnia dowiedzieliby się też wszyscy piłkarze i nie tylko. To wykluczone.
Jeśli chciałem się czegoś dowiedzieć to nie pozostało mi nic innego, jak po prostu złożyć wizytę mojemu przyjacielowi.
Byłem w domu sam, ponieważ Anto razem z Thiago wybrała się do Shakiry, więc zabrałem kluczyki, zamknąłem dom, wsiadłem do samochodu i chwilę później byłem już w drodze.
Wjeżdżając na podjazd domu Alvesa, zastanawiałem się czy Nadia jest w domu. Może faktycznie nie było jej tam całymi dniami, ponieważ była zajęta?
Była tylko jedna opcja, żeby się tego dowiedzieć.
Nie dzwoniłem dzwonkiem, bo wiem, że jeśli gospodarz będzie w domu to na pewno nie znajdę go w budynku. Okrążyłem jego willę dookoła aż znalazłem się na tarasie, gdzie oczywiście zobaczyłem Daniela i Neymara. No oczywiście, przecież oni spędzają większość czasu razem. Mogłem się spodziewać, że będą tu razem.
- Hey chłopaki. Jest może Nadia w domu? Chciałem z nią porozmawiać - powiedziałem, zwracając tym na siebie ich uwagę.
- Siadaj stary - zaproponował starszy Brazylijczyk, z czego oczywiście skorzystałem.
- Nadia jest, ale raczej z nią nie porozmawiasz - rzekł Neymar.
- Dlaczego?
- Przed chwilą byłem w jej pokoju, bo też chciałem z nią pogadać. Śpi - kontynuował.
- Śpi? Przecież jest dopiero trzynasta. Co ona, nie mogła spać w nocy?
- Nie, wręcz przeciwnie. W nocy spała, jak zabita. Ale odkąd zaczęła trenować tak ma. Śpi całą noc, wstaje na trening, wraca, idzie spać, wstaje na wieczorny trening, wraca i kładzie się spać. I tak w kółko - powiedział Dani.
- Czyli wychodzi na to, że tylko trenuje i śpi? - podsumowałem.
- Jeszcze je między spaniem a treningiem - dodał.
- Ale co się może z nią dziać? Bo przecież to nie jest normalne.
- Nie wiem, Leo. Próbowaliśmy wyciągnąć z niej cokolwiek, ale ona nawet dzisiaj nie chciała z nami usiąść, tylko od razu po powrocie poszła na górę. Ale wyglądała na bardzo zmęczoną - dziwiło mnie, że Neymar tak bardzo interesował się losem Nadii. To do niego aż niepodobne.
- Skoro tylko trenuje i śpi, to może tutaj jest cały problem? Może po prostu chodzi o treningi? - podsunąłem.
- No tak, ale ona sama ci na pewno nic o tym nie powie - Alves negatywnie nastawiony, to był widok warty zobaczenia.
- Sami się dowiemy - postanowiłem.
- Co masz na myśli? - dopytywał Neymar.
- Po prostu pojedziemy na jej trening.
- Wkurzy się, jak nas zobaczy - jakim cudem Daniel stał się takim pesymistą?
- Wcale nie musi nas widzieć - pokręciłem głową, nie wierząc, że Dani się tego nie domyślił.

Do treningu Nadii zostało nam kilka godzin, więc ten czas spędziliśmy u Alvesa. W końcu na pół godziny przed rozpoczęciem treningu Nadii usłyszeliśmy jej głos oznajmiający, że wychodzi, a zaraz potem trzask drzwi wejściowych.
- To jak, jedziemy? - zapytałem.
- Jasne - odpowiedział Dani, podrywając się z miejsca.
- A ty? Jedziesz z nami? - spojrzałem na Neymara, który także wstał.
- Jasne, że jadę. Jest moją przyjaciółką.
Nie wiedziałem, że Nadię i Neymara łączyły takie relacje, żeby mógł nazwać ją przyjaciółką, ale postanowiłem w to nie wnikać. To w końcu ich sprawy.
Wsiedliśmy we trójkę do mojego samochodu i okrężną drogą pojechaliśmy na stadion Mini Estadi. Okrężną dlatego, że nie chciałem, żeby Nadia nas zauważyła. W końcu znała mój samochód.
Na miejscu byliśmy chwilę przed przyjściem Nadii, więc postanowiliśmy szybko udać się na trybuny, tak, żeby nas nie zauważyła.
Zaczęliśmy rozmawiać, ale między nami nastała cisza, gdy tylko zauważyliśmy, że dziewczyny pojawiły się już na murawie.
Szukaliśmy wzrokiem Nadii, ale ona wyszła z szatni jako ostatnia z włosami upiętymi w wysokiego kucyka i zwieszoną głową. Wszyscy spojrzeliśmy po sobie. Nasze spojrzenia wyrażały tylko jedno. "O co tutaj do cholery chodzi?"
Wszystkie dziewczyny zebrały się na rozgrzewce. Nadia biegała sama. Wokół niej nie było żadnej z dziewczyn. Na początku pomyślałem, że może po prostu tego chciała. W końcu miała na głowie wiele rzeczy, m. in. związanych z jej bratem, więc miała prawo chcieć być samotną. Ale dopiero potem zdałem sobie sprawę z tego, że to nie jest jej własny wybór. Ona wcale nie chciała czegoś przemyśleć. Ona po prostu została zmuszona do tego, by biegać sama.
Nie znałem dziewczyn, które grały w żeńskiej sekcji, więc nie miałem prawa ich oceniać. Ale czułem się zły na nie za to, że zmuszają moją przyjaciółkę do samotności. Nawet nie wyobrażałem sobie takiej sytuacji. Będąc w swojej drużynie, przyzwyczaiłem się do tego, że u nas nie ma nikogo, kto odstaje od grupy. Wszyscy jesteśmy w pewien sposób zjednoczeni, zaprzyjaźnieni. U dziewczyn jednak było chyba trochę inaczej.
Potem zaczęły grać w dziada. Nie byłoby w tym nic dziwnego. Ale było. Bo jako pierwsza w środku znalazła się oczywiście Nadia. I patrząc na tę grę, wydawało mi się, że bardziej niż na samym graniu, dziewczynom zależało na tym, żeby jak najbardziej wymęczyć moją przyjaciółkę. Byłem na nie cholernie zły. Czy one są drużyną?!
Odebranie im piłki zajęło Nadii około 10 minut. Dopiero niedawno zaczęła treningi, dodajmy do tego jeszcze kontuzję, jaką miała przed przylotem do Barcelony. Po takim wysiłku miała prawo być zmęczoną. Ale ona tego nie okazywała. Wymieniła się miejscami z jedną z dziewczyn i po chwili przyszło mi na myśl, że popada ze skrajności w skrajność. Tak jak chwilę temu biegała non stop za piłką, tak teraz nie robiła nic. Oczywiście nie ze swojego powodu. Wynikało to z tego, że wszystkie piłkarki skrupulatnie unikały możliwości podania do niej piłki.
Naprawdę nie wiem o co im chodziło, ale wiem, że się tego dowiem.
Ten widok dostrzegałem przez kolejnych pół godziny. W tym czasie ani razu nie spojrzałem na Daniego czy Neymara. Chyba byłem zbyt zły i zdziwiony zachowaniem dziewczyn z drużyny Nadii.
Po tym czasie zastępca Llorensa podzielił je na drużyny. Gdy na twarzach osób z grypy mojej przyjaciółki zobaczyłem ogromne niezadowolenie, miałem ogromną ochotę coś zrobić. Ale nie mogłem. Nadia by mi tego nie wybaczyła. Dlatego wolałem pozostać na swoim miejscu.
I zaczęły grać. Wiedziałem, że w klubie Nadia oficjalnie jest lewą skrzydłową tak, jak Neymar. Więc nie mało się zdziwiłem, gdy zobaczyłem, jak z rozkazu jednej z dziewczyn staje na pozycji prawego obrońcy. Najlepsze jest to, że "trener" nawet na to nie zareagował. Llorens, wróć!
Przeciwna drużyna rozpoczęła grę, a Nadia chyba nie do końca wiedziała, co ma robić. I wiem, że nie było to spowodowane nawet tym, że znajdowała się w całkiem innej części boiska niż powinna. Wcale nie chodziło o to, ponieważ wiem, że potrafi grać wszędzie. Wydaje mi się, że bała się cokolwiek zrobić z powodu swoich współzawodniczek.
Jednak zorientowanie się w sytuacji nie zajęło jej długo. Widać było, że przeciwna drużyna nie ma zamiaru bawić się w kotka i myszkę, ponieważ od razu przeszły do ataku. Skrzydłowa biegła z piłką swoją prawą stroną boiska, więc odebranie jej piłki należało do obowiązków prawego obrońcy, którym przecież była Nadia. Ale oczywiście nie dane było jej nawet spróbować, bo jedna z piłkarek zdublowała jej pozycję i postanowiła sama wykonać tę robotę. Było to tak złośliwe, że nie wiem jak Nadia wytrzymała bez powiedzenia jej paru niemiłych słów.
Przez kolejnych piętnaście minut była odcinana od piłki bezustannie. Zastanawiałem się czy w ogóle od początku tego meczu treningowego miała ją chociaż raz przy nodze. Doszedłem do wniosku, że nie. I wtedy zdarzyło się w końcu coś wartego uwagi w tym meczu. Po nieudanej akcji drużyny Nadii, drużyna przeciwna szybko wyszła z kontrą, a na drugiej połowie zostały tylko dwie zawodniczki - bramkarka i Nadia. I w końcu po tak długim oczekiwaniu nadszedł przebłysk wielkiego geniuszu Nadii. Odebrała napastniczce piłkę wślizgiem, szybko się podniosła i pobiegła z piłką do przodu zdecydowanie przekraczając linię obrony. Nie miała do końca komu podać, bo wiedziała, że nikt nie skończyłby tej akcji, więc sama zakończyła ją strzałem z pola karnego. Niestety, bramkarka w porę zdążyła zareagować i wybiła piłkę na rzut rożny.
Osobiście uważałem, że cała akcja była naprawdę dobra, tym bardziej, że została zorganizowana i zakończona przez jedną osobę. Ale szczerze mówiąc nie zdziwiło mnie, że jej współzawodniczki musiały mieć z tym jakiś problem.
Jedna z nich podeszła do niej i zaczęła się na nią wydzierać. Jej krzyki było słychać aż tutaj.
- Co ty sobie wyobrażasz? Co ty w ogóle robisz? Gdzie miałaś być? Co miałaś robić?
Nadia niewzruszona odwróciła się i truchtem pobiegła do pola karnego i oczekiwała na wykopanie piłki z rogu boiska. Podanie oczywiście nie zostało skierowane w jej stronę, a w kompletnie inną, ale ona się tym nie przejęła. Tak jak wcześniej mimo niechęci wszystkich dziewczyn do gry z nią walczyła o swoje, walczyła o to, żeby dostać się do piłki. Było to naprawdę godne podziwu. Wiele osób przecież już dawno by się poddało i przestało walczyć. Tym bardziej dziewczyny. Ale ona się nie poddała. Biegała po boisku wzdłuż i wszerz, byleby tylko dostać piłkę.
I dopiero wtedy zrozumiałem, dlaczego Nadia od rozpoczęcia treningów była wiecznie zmęczona. Po prostu takie granie codziennie wymagało od niej większego wysiłku niż po kontuzji mogła znieść. Nie wiem dlaczego jej współzawodniczki się tak zachowywały, ale nie była to postawa godna piłkarki. Na pewno nie. Nie wiem jaki miały motyw, żeby utrudniać życie Nadii, ale nie było to fair.
Usłyszałem gwizdek, który oznaczał zakończenie meczu, jak i treningu. Dziewczyny udały się do szatni, ale jedna z nich upewniła się, że trener niczego nie widzi i podeszła do Nadii. Powiedziała do niej parę słów, a potem zrobiła coś czego bym się nie spodziewał. Specjalnie kopnęła ją w prawą nogę i odeszła z uśmieszkiem na twarzy. Nadia skuliła się, łapiąc za nogę i usiadła na murawie.
I nagle poczułem podmuch powietrza. Dopiero po kilku sekundach zorientowałem się, że to Neymar rzucił się pędem w stronę schodów w dół. Ja i Dani zrobiliśmy dokładnie to samo.
I jak na nasze nieszczęście Nadia podniosła głowę i nas zauważyła. Chciała jak najszybciej się podnieść i chyba przed nami uciec, ale nie zdążyła. Neymar był szybszy. W przeciągu trzech sekund był już obok niej. Objął ją ramieniem, a ona załamana wtuliła się w niego i po jej policzku zaczęły płynąć łzy.




Jestem okropna czy okropna?
Rozdział taki trochę bardzo opisowy, ale mam nadzieję, ze Wam to nie przeszkadza?
Tak btw to zostawiajcie komentarze pod rozdziałami, bo mam wrażenie, że im częściej dodaję, tym mniej osób to czyta :/
Neyforever :*

wtorek, 22 marca 2016

Rozdział 11.

~ J*****!


J***** - oznaczenie dla imienia drugiego brata Nadii.
on, nim, jego - oznaczenie dla brata Nadii, który jest piłkarzem



- To od czego mam zacząć?
- Najlepiej zaczynać od początku - powiedział Leo, kładąc swoją dłoń na mojej, żeby dodać mi otuchy.
- Wiesz, Leo, na początku było względnie dobrze. Gdy byłam mała, miałam dwa, trzy lata często bawiłam się z J*****, nim i siostrą. Ale potem jeden z tych braci, a dokładniej on, zaczął interesować się piłką. I wtedy poniekąd zabawa ze mną przestała go interesować. Dlatego często razem z siostrą siedziałyśmy na dworze, oglądając jak nasi bracia grają. Gdy zaczęliśmy chodzić do szkoły on od razu zaczął grać w szkolnej drużynie, choć nie miał więcej niż osiem lat. Kilka lat później zaczął grać w klubie i wtedy już w ogóle się ode mnie odciął. Chodziłam na każdy jego mecz, ale za każdym razem po meczu cieszył się razem z rodzicami i pozostałą dwójką rodzeństwa. Ja zostałam odstawiona na półkę, tak jakby każdy o mnie zapomniał. Rodzice byli coraz bardziej zajęci nim, ponieważ on robił karierę. Nawet nie zauważyli, że ja też zaczęłam grać w piłkę. Robiłam to chyba głównie po to, żeby zwrócić na siebie jego uwagę. Oczywiście nie udało mi się, ale zauważył to J*****. Zaczęłam mu wtedy opowiadać, jak się czułam. Stał się moim psychologiem, w pewnym sensie. Moja siostra nadal była ze mną, ale jej nigdy tego nie powiedziałam. Tylko J***** mnie rozumiał. Mówiłam mu o wszystkim, nie powiedziałam mu jedynie o planie wyjazdu. Planowałam go przez kilka lat. Gdy miałam 14 lat musieliśmy się przeprowadzić, aby on miał bliżej na treningi. Znalazłam się w nowym domu, ale nie byłam tam szczęśliwa, bo nie miałam możliwości, żeby grać w piłkę, która stała się także moją pasją. Wtedy też przestałam przychodzić na jego mecze. I wtedy wpadłam na pomysł, żeby wyjechać, gdy tylko stanę się pełnoletnia - wzięłam głęboki wdech zmęczona tak długim mówieniem, ale po chwili kontynuowałam: - Od razu na myśl przyszła mi Anglia i Londyn jako miejsce, w którym chciałabym się znaleźć. Jednak w miarę jak stawałam się starsza, uświadomiłam sobie, że będę musiała trochę przesunąć w czasie moje plany. Musiałam skończyć szkołę, uzbierać pieniądze. Ale gdy miałam 19 lat, już po zakończeniu szkoły kupiłam bilety i zaczęłam się pakować. Pierwszy raz od pięciu lat zjawiłam się na jego meczu, a następnego dnia znalazłam się już w Europie. I tak naprawdę dopiero wtedy poczułam się naprawdę wolna - powiedziałam i nie zamierzałam dodawać już nic więcej. Otworzyłam się już i tak zbyt bardzo. Ale jednak gdy Leo zaczął zadawać pytania, musiałam się przełamać.
- Byłaś nieszczęśliwa w Brazylii z powodu samotności, więc wyjechałaś. Ale co wtedy z twoją rodziną? Nie zauważyli, że zniknęłaś? - dziwił się.
- Zaraz po wyjściu z lotniska w Londynie wyrzuciłam swoją kartę od telefonu, więc przez jakiś czas nie wiedziałam co się działo w mojej rodzinie po moim wyjeździe. Dopiero gdy w Anglii pojawił się Oscar trochę się dowiedziałam. Był w Brazylii, gdy ja zniknęłam i był przyjacielem mojego brata, więc wiedział dość dużo. Podobno J***** od razu zauważył moje zniknięcie, ale gdy powiedział o tym rodzicom, oni uznali, że na pewno jestem u jakiejś przyjaciółki. Dopiero gdy nie było mnie przez tydzień moja mama weszła do mojego pokoju i zobaczyła, że zniknęły wszystkie moje rzeczy. Podobno wtedy rozpoczęła razem z tatą, moją siostrą i J***** rozpoczęli akcję "szukania" mnie. On podobno nawet się nie przejął.
- W Londynie mogłaś grać w piłkę? - Leo zaczął rozumieć mój tok rozumowania.
- Tak. Mogłam się spełniać tak jak chciałam. Dzięki Oskarowi poznałam wielu piłkarzy, którzy stali się moją nową rodziną. I nie musiałam bać się, że nagle znowu stanę się samotna i odepchnięta,
- Poznałaś go od razu, kiedy pierwszy raz spotkaliśmy się w Londynie?
- Yhym. Osobę, przez którą wypłakałam tyle łez, uwierz, poznałabym wszędzie.
- A wracając... jak skończyła się ta cała akcja "szukania" ciebie przez twoich rodziców?
- Przeszukali po jakimś czasie mój pokój i tam znaleźli list, który im zostawiłam. Nie był on jakoś przesadnie długi. "Wyjeżdżam i nie zamierzam już wracać. Przepraszam, nie musicie nie szukać". I chyba wzięli sobie to do serca, bo przez 3 lata mnie nie znaleźli.
- Naprawdę nie wiedziałem, że on kiedyś taki był. Ale musisz wiedzieć, że teraz się już tak nie zachowuje. Kiedy się tu pojawił, może jeszcze zachowywał się, jak rozwydrzony nastolatek, ale teraz już naprawdę wydoroślał - wiem, do czego Leo próbował mnie przekonać. Ale nie byłam na to jeszcze gotowa.
- Jednak mimo wszystko on mnie nie pamięta i na razie nie chcę mu o sobie przypominać. Najpierw chcę się jeszcze spotkać z J*****. Ma niedługo przyjechać do Barcelony.
- Pomoże ci? Jeśli chodzi o niego?
- Tak, pewnie tak. Wie, jak muszę się teraz czuć, więc nie będę mu na szczęście musiała wszystkiego opowiadać. 
- A myślałaś nad tym, żeby pojechać do Brazylii, do swoich rodziców? 
- Nie wiem, czy to byłby dobry pomysł, Leo. 
- Niby dlaczego? On teraz nieprędko wyjedzie do Brazylii, bo mamy zbyt ważne mecze przed sobą, żeby mógł je opuścić, więc myślę, że to jest doskonała okazja. 
- Minęły trzy lata i nie wiem, jak by zareagowali...
- Porozmawiaj może z J***** i wtedy postanowisz - podsunął. 
- Wiesz co, Leo? Jesteś naprawdę cudownym przyjacielem. Może czasami za bardzo ciekawskim, ale to wszystko wynika z troski. Naprawdę się cieszę, że cię spotkałam - powiedziałam prosto z serca. Prawda była taka, że mimo często denerwowało mnie to, że Leo chciał bardzo dużo o mnie wiedzieć, to jednak wiedziałam, że mogę mu zaufać, bo on chce mi tylko pomóc rozwiązać moje największe problemy. Odkąd go spotkałam, moje życie ma szanse nabrać innych barw. 
- On jest moim przyjacielem, ty jesteś moją przyjaciółką. Naprawdę chciałbym, żebyście się pogodzili - przyznał. 
- Dziękuję.
- Podziękujesz mi, jeśli naprawdę zaczniecie ze sobą rozmawiać, jak brat z siostrą. I jeśli w końcu postanowisz mu o wszystkim powiedzieć.
Miałam już wstać od stolika, przy którym siedzieliśmy i zacząć zbierać się do domu, ale w tym momencie na taras wyszła Antonella. W dłoniach trzymała tackę, na której znajdowały się trzy kubki, które po chwili postawiła przede mną i Leo, i usiadła obok nas.
- Thiago zasnął, więc pomyślałam, że przyjdę do was. Nie przeszkadzam? - zapytała.
- Nie, oczywiście, że nie - odpowiedział jej Leo, przytulił do siebie i pocałował we włosy. - Właśnie  skończyliśmy rozmawiać.
Widok ich razem był naprawdę cudowny. Nie można było powiedzieć, że między nimi nie ma tego wyjątkowego uczucia czy że ono już się wypaliło. Siedząc przy nich czuło się ich miłość.
I widząc ich tak szczęśliwych, zaczęłam zastanawiać się czy mi kiedyś uda się tak skończyć, czy może jednak na zawsze będę już skazana na samotność. Nigdy nie zaznałam takiej miłości, jak Leo i Antonella, i nie wiedziałam czy potrafiłabym darzyć kogoś tak silnym uczuciem. Kochać uczymy się od innych, a mnie uczyli tego jedynie przyjaciele. Rodzina nie miała w tym większego wkładu.
Z zamyślenia i smutnych myśli wyrwał mnie dzwonek mojego telefonu. Przeprosiłam Anto i Leo, widząc na wyświetlaczu numer Alvesa i wstałam od stołu. Odeszłam kawałek, po czym odebrałam.
- Nadia? Gdzie jesteś? - zapytał od razu, zdenerwowany.
- Dani, uspokój się. Jestem u Leo.
- Czemu mi nie powiedziałaś?! My tu umieraliśmy ze strachu o ciebie! - zawołał, a moje serce zabiło szybciej na myśl, że być może to on znajduje się w domu Daniego. 
- Przepraszam, ale Leo przywiózł mnie do siebie bez mojej wiedzy. Chciał ze mną porozmawiać - nie odważyłam się zapytać, z kim tak się martwił. Mimo wszystko nie.
- Porozmawialiście?
- Yhym. Właśnie skończyliśmy.
- Przyjechać po ciebie? 
- Nie, Dani, nie ma takiej potrzeby. Przyjdę sama albo Leo mnie odwiezie - nie chciałam, żeby Dani przyjeżdżał. Gdybym wróciła do domu na pieszo, miałabym okazję, żeby pomyśleć o tym, co powiedział Messi i może porozmawiać z J*****.
- Będziemy za 20 minut. Nie masz za co dziękować - usłyszałam głos Daniego, a po chwili tylko odgłos przerwanego połączenia. Uparty osioł.
Wróciłam do stolika i usiadłam z powrotem na swoim miejscu. Leo i Anto przerwali swoją rozmowę o Thiago i spojrzeli na mnie.
- Dani chyba ma zamiar złożyć wam wizytę - powiedziałam niezbyt radośnie.
- To fajnie. Z Alvesem zawsze można się pośmiać - odezwała się Anto. Nie wiedziałam, że tak dobrze zna piłkarzy Barcy.
- Czyżby Dani bywał u was aż tak często? - spytałam.
- Jeśliby się dobrze zastanowić to nie było go już u nas bardzo dawno - Leo spojrzał na Anto.
- Masz rację. Ostatni raz chyba, jak przyjechał tu razem z Shakirą i Gerardem - przyznała jego partnerka.
- No to jakieś trzy tygodnie temu... - zaczął Leo.
- Co ty mówisz? Przecież byli tu już po waszym powrocie z Londynu - zaprzeczyła Anto.
- Jak? Przecież po powrocie z większością chłopaków cały tydzień siedzieliśmy u Daniego, a potem przyjechała Nadia - nie zgadzał się z nią Messi,
- Kłamiesz! - Anto pokazała mu język i nagle jakby coś spostrzegła, zatrzymała swój wzrok na drzwiach do domu. Ja i Leo od razu spojrzeliśmy w tamtą stronę i zobaczyliśmy tam małego Messiego.
- Mamooooooo! Głodny jestem - zawołał.
- Już idziemy coś zjeść - powiedziała Antonella słodkim głosem, ponownie pokazała język Leo i opuściła taras razem z synkiem.
Wróciłam wzrokiem do przyjaciela.
- To jak, jaki Alves znalazł powód, żeby mnie odwiedzić? - zapytał.
- Udawał, że boi się, że się zgubię - zaśmiałam się.
- Typowe. Mówię ci, będzie się o ciebie troszczył, jak o swoje dzieci.
- To Daniel ma dzieci?! - zdziwiłam się.
- Yhym. Nie wiedziałaś?
- Nie, nie dotarły do mnie owe wiadomości. Czemu nie mieszkają z nim?
- Rozstał się z ich matką i teraz mieszkają oddzielnie. To tak jak trochę jak z Neymarem i Caroliną.
- O tym akurat trochę słyszałam - przyznałam.
Na chwilę zapadła cisza, ale tylko na chwileczkę. Bo nagle usłyszeliśmy głos Daniego:
- Ja kiedyś zawału przez ciebie Nadia dostanę! Żebym ja się tak denerwował!
- Wiesz, Leo, jednak miałeś rację, że będzie się tak zachowywał - zwróciłam się do Argentyńczyka.
- Widzisz, ja zawsze mam rację - odpowiedział.
- Plotkowaliście o mnie?! - wciął się Alves.
- I nie tylko o tobie - powiedziałam, biorąc łyk herbaty, która z każdą minutą robiła się coraz zimniejsza.
- No właśnie, słyszałem swoje imię - usłyszałam głos Brazylijczyka i prawie się zakrztusiłam.
- Mówiłem Nadii o tobie i Caro. Właśnie, kiedy Davi do ciebie wpada? - Leo udawał idealnie, że nie zauważył mojej reakcji.
- Ma przyjechać w tym tygodniu. Caro zaczyna studia w Barcelonie - rzekł Brazylijczyk, siadając na dawnym miejscu Anto. Dani usiadł dokładnie naprzeciwko niego.
Wyłączyłam się całkowicie z ich rozmowy, gdy mój telefon zawibrował, oznajmiając mi, że otrzymałam nową wiadomość.
"Jutro o 10 i 18 trening na Mini Estadi. Bądź najlepiej jakieś pół godziny wcześniej.
Trener ;)"
Tak, pan Llorens zdecydowanie mnie polubił. I szczerze mówiąc z wzajemnością. Naprawdę cieszę się, że nie okazał się być jakimś gburem, a naprawdę fajną, pozytywną osobą. Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze pracowało.
- Z czego tak się cieszysz? - zapytał Neymar, widząc, że się uśmiecham.
- Nie, nie ważne. To o czym mówiliście?


Wow, jak dawno mnie tu nie było! 20 dni bez żadnego rozdziału. Aż sama się zdziwiłam, że tak długo. Szkoda, ze tak zaniedbałam tego bloga :( Jest tu ktoś jeszcze?