~ Nareszcie do nas wróciłaś!
Rano zostałem obudzony w dość niedelikatny sposób. Prawdę mówiąc to zostałem zrzucony razem z pościelą z mojego łóżka przez Daniego.- Zgłupiałeś?! - wydarłem się, wstając z podłogi.
- Nie, po prostu nie mogłem cię dobudzić, a za godzinę mamy trening - zaśmiał się ten idiota, wracając do pakowania swojej torby na trening.
- Jeśli nie mogłeś mnie obudzić, to trzeba mi było dać w spokoju spać! Trening nie zając, nie ucieknie! - uznałem i ponownie położyłem się na swoim wygodnym łóżku. Jednak po chwili znów wylądowałem na podłodze.
- Wstawaj, bo się nie wyrobimy - powiedział sprawca całego tego zamieszania.
- Dobra, dobra - po raz kolejny podniosłem się z podłogi i tym razem udałem się wprost do łazienki. Nie miałem zamiaru ryzykować kolejnego bliższego spotkania z podłogą.
Godzinę później razem z przyjaciółmi wkraczaliśmy już na murawę stadionu treningowego londyńskiego Arsenalu. A tam czekała na nas niespodzianka.
Na środku boiska znajdowała się uśmiechnięta Nadia. Odbijała zawzięcie piłkę nawet nie zauważając naszej obecności. Co ciekawe Leo, gdy tylko ją zobaczył, momentalnie wyją telefon i zaczął nagrywać wyczyny Brazylijki. Ja jedynie spojrzałem na niego zdziwiony.
- Dowiesz się w swoim czasie - odpowiedział wymijająco, zauważając moje zdumione spojrzenie. Naprawdę dużo się dowiedziałem...
Po chwili Leo ponownie schował telefon do kieszeni spodni i wszyscy powoli podeszliśmy do dziewczyny, która nawet w momencie kiedy nas zauważyła, nadal nie przestawała odbijać piłki.
- Hej - odezwała się dopiero po upływie kilku minut. - Trening?
- W końcu musimy trenować przed meczem. A ty jak się tu dostałaś? - zapytał zaciekawiony Leo.
- Mieszkam w Londynie już trochę czasu, więc mam pewne układy - zaśmiała się. Miała taki słodki, perlisty śmiech. A mimo wszystko nadal była bardzo skupiona na swojej zabawie z piłką.
- Chyba, że tak - powiedział Gerard. - Zagrasz z nami?
- Nie mogę. A z resztą nie chcę się ośmieszyć przed wielką FC Barceloną.
- Dobry żart - zaśmiał się Leo. - I w ogóle, jakie "nie mogę", co?
- Normalnie,... - Nadia chciała coś jeszcze dodać, ale właśnie w tym momencie dobiegł nas głos chłopaka zmierzającego w naszą stronę.
- Nadia! - zawołał, podchodząc do niej. Zrezygnowana dziewczyna zostawiła w końcu swoją zabawkę w spokoju. - Co ci mówiłem dzisiaj o grze w piłkę?
- Że mam nie grać, odpocząć sobie przez kilka dni... - mówiła wyraźnie znudzona uwagami chłopaka.
- Dobra, dobra, Nadia mów o co chodzi - powiedział wciąż radosny Alves.
- Oj tam taka mała kontuzja kilka tygodni temu... Nic poważnego. Ale oczywiście Andrew musi mnie niańczyć... - odpowiedziała
- No i może ma rację. Naprawdę powinnaś zrobić sobie przerwę - odezwał się w końcu Leo.
- Nawet ty przeciwko mnie? Cudownie! Nie ma to jak po przerwie robić sobie przerwę! - machała rekami w geście rozdrażnienia wracając do ławki rezerwowych.Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Zmieniła swoje korki i wróciła do nas.
- No to... chyba nic tu po mnie. Do zobaczenia na meczu - pożegnała się z chłopakami i opuściła stadion treningowy. Na mnie nie zwróciła najmniejszej uwagi. Czy naprawdę ja jej coś wczoraj zrobiłem, że tak się zachowuje?
Chwilę później jednak zostawiłem te myśli gdzieś daleko i całkiem oddałem się treningowi. Ostatniemu treningowi przed wielkim meczem.
*Nadia*
Po opuszczeniu stadionu, który zajęli piłkarze Barcelony ruszyłam do swojego domu, żeby zostawić tam swoje rzeczy i móc spokojnie się przygotować. Dzięki temu, że musiałam wrócić do domu wcześniej z powodu ich treningu miałam jeszcze dość dużo czasu. Zdążyłam trochę odpocząć i udałam się do dobrze znanej mi restauracji. Ale bynajmniej nie po to, żeby zjeść sobie obiad.
Przemierzam kilka zatłoczonych ulic i w końcu znajduję się na miejscu, niedaleko stadionu treningowego.
- Nadia! Nareszcie do nas wróciłaś! - zawołała moja przyjaciółka, Suzanne, gdy tylko podeszłam do barku.
- Bez przesady, nie było mnie zaledwie dwa miesiące. A teraz znowu wróciłam wam trochę podokuczać- Mam nadzieję, że wam tego brakowało - zaśmiałam się i poszłam do kuchni. Tam przywitałam się z kilkoma znajomymi, poszłam się przebrać i wróciłam na salę, żeby po długiej przerwie ponownie rozpocząć pracę.
Pracowałam w jednej ze znanych londyńskich restauracji. Znanej z tego, że często spotykali się tutaj kibice Barcelony. Ironia losu prawda? Zatrudniłam się tutaj niedługo po moim przylocie do stolicy Anglii. I właśnie tu poznałam Suzanne, która stała się moją najlepszą przyjaciółką. I tak jakoś się złożyło, że życie kelnerki mi się spodobało. Dzięki pracy tutaj poznałam naprawdę dużo ludzi. Między innymi właśnie moich przyjaciół z Arsenalu, który naprawdę wspierają mnie we wszystkim co robię. Znając moje umiejętności piłkarskie już dawno temu próbowali namówić mnie, abym dołączyła do klubu, do sekcji dla dziewczyn, ale nigdy się na to nie zgodziłam. Piłka owszem była moją największą pasją, ale chyba tego nie potrzebowałam. Nie potrzebowałam tej całej presji związanej z byciem zawodową piłkarką. Choć może tylko tak mówiłam, a wcale nie myślałam.
Dziś wracałam do pracy po dłuższym zwolnieniu, więc po wcześniejszym uzgodnieniu z właścicielem miałam dziś pracować jedynie cztery godziny. Ale nawet tak mało czasu wystarczyło, żeby coś mogło się wydarzyć.
Pierwsze trzy godziny minęły mi w bardzo przyjaznej atmosferze. Naprawdę fajnie było tu w końcu wrócić. Wiele stałych klientów zagadywało mnie na chwilę, by nadrobić czas kiedy mnie nie było. Dużo osób, które stale tu przychodziły bardzo mnie lubiło, stąd też większość z nich wiedziała dlaczego nie było mnie przez tak długi okres, Szczerze mówiąc, to cieszyłam się z powrotu. Nawet bardzo, aż do momentu, w którym do restauracji wkroczyli goście, których na pewno nie chciałam obsługiwać.
Rozejrzałam się po sali, ale nie było nikogo, kto mógłby mnie teraz zastąpić. Niech to szlag! Czyli to jednak ja będę skazana na płaszczenie się przed piłkarzami Blaugrany.
- Co ja takiego zrobiłam, że Bóg was na mnie nasyła? - zapytałam, podchodząc do nich i zwracając tym ich uwagę.
- Nadia? Wow, nie spodziewaliśmy się ciebie... w takim miejscu - natychmiast odezwał się Neymar.
- Wiesz, to, że lubię się czasami pouganiać się za piłką i to, że mój brat to robi, nie znaczy, że mam wiecznie leżeć i nic nie robić - odpowiadam dość spokojnie. Przecież nie jestem jakąś księżniczką, żebym miała jakąś taryfę ulgową, bo mam towarzystwo jakie mam...
- Właśnie w związku z tym "uganianiem się za piłką" mamy dla ciebie pewną propozycję - powiedział Leo, podając mi swój telefon. Na wyświetlaczu widniała konwersacja mailowa.
Dopiero po chwili zauważyłam, że Messi wysłał na adres FC Barcelony nagranie z mojego dzisiejszego treningu. Przeczytałam odpowiedź i miałam szczerą ochotę go uderzyć.
Przemierzam kilka zatłoczonych ulic i w końcu znajduję się na miejscu, niedaleko stadionu treningowego.
- Nadia! Nareszcie do nas wróciłaś! - zawołała moja przyjaciółka, Suzanne, gdy tylko podeszłam do barku.
- Bez przesady, nie było mnie zaledwie dwa miesiące. A teraz znowu wróciłam wam trochę podokuczać- Mam nadzieję, że wam tego brakowało - zaśmiałam się i poszłam do kuchni. Tam przywitałam się z kilkoma znajomymi, poszłam się przebrać i wróciłam na salę, żeby po długiej przerwie ponownie rozpocząć pracę.
Pracowałam w jednej ze znanych londyńskich restauracji. Znanej z tego, że często spotykali się tutaj kibice Barcelony. Ironia losu prawda? Zatrudniłam się tutaj niedługo po moim przylocie do stolicy Anglii. I właśnie tu poznałam Suzanne, która stała się moją najlepszą przyjaciółką. I tak jakoś się złożyło, że życie kelnerki mi się spodobało. Dzięki pracy tutaj poznałam naprawdę dużo ludzi. Między innymi właśnie moich przyjaciół z Arsenalu, który naprawdę wspierają mnie we wszystkim co robię. Znając moje umiejętności piłkarskie już dawno temu próbowali namówić mnie, abym dołączyła do klubu, do sekcji dla dziewczyn, ale nigdy się na to nie zgodziłam. Piłka owszem była moją największą pasją, ale chyba tego nie potrzebowałam. Nie potrzebowałam tej całej presji związanej z byciem zawodową piłkarką. Choć może tylko tak mówiłam, a wcale nie myślałam.
Dziś wracałam do pracy po dłuższym zwolnieniu, więc po wcześniejszym uzgodnieniu z właścicielem miałam dziś pracować jedynie cztery godziny. Ale nawet tak mało czasu wystarczyło, żeby coś mogło się wydarzyć.
Pierwsze trzy godziny minęły mi w bardzo przyjaznej atmosferze. Naprawdę fajnie było tu w końcu wrócić. Wiele stałych klientów zagadywało mnie na chwilę, by nadrobić czas kiedy mnie nie było. Dużo osób, które stale tu przychodziły bardzo mnie lubiło, stąd też większość z nich wiedziała dlaczego nie było mnie przez tak długi okres, Szczerze mówiąc, to cieszyłam się z powrotu. Nawet bardzo, aż do momentu, w którym do restauracji wkroczyli goście, których na pewno nie chciałam obsługiwać.
Rozejrzałam się po sali, ale nie było nikogo, kto mógłby mnie teraz zastąpić. Niech to szlag! Czyli to jednak ja będę skazana na płaszczenie się przed piłkarzami Blaugrany.
- Co ja takiego zrobiłam, że Bóg was na mnie nasyła? - zapytałam, podchodząc do nich i zwracając tym ich uwagę.
- Nadia? Wow, nie spodziewaliśmy się ciebie... w takim miejscu - natychmiast odezwał się Neymar.
- Wiesz, to, że lubię się czasami pouganiać się za piłką i to, że mój brat to robi, nie znaczy, że mam wiecznie leżeć i nic nie robić - odpowiadam dość spokojnie. Przecież nie jestem jakąś księżniczką, żebym miała jakąś taryfę ulgową, bo mam towarzystwo jakie mam...
- Właśnie w związku z tym "uganianiem się za piłką" mamy dla ciebie pewną propozycję - powiedział Leo, podając mi swój telefon. Na wyświetlaczu widniała konwersacja mailowa.
Dopiero po chwili zauważyłam, że Messi wysłał na adres FC Barcelony nagranie z mojego dzisiejszego treningu. Przeczytałam odpowiedź i miałam szczerą ochotę go uderzyć.
Boskie :) ale caly czas mnie ciekawi kto jest jej bratem :)
OdpowiedzUsuńCiekawe dlaczego Nadia chciała uderzyć Leo.. Hmm.. Zapewne przeczytała coś pozytywnego, a tu taka reakcja. XD Czekam na kolejny rozdział słońce ;*
OdpowiedzUsuńHaha, chciała uderzyć Leo - bezcenne! ;D Nie mogę się doczekać dalszego ciągu, bo wciąż wiele tu tajemnic. ;) Buziaki ;**
OdpowiedzUsuńCudo czekam na next
OdpowiedzUsuńNext :)
OdpowiedzUsuń