wtorek, 29 grudnia 2015

Rozdział 4.

~ Czemu by nie...

Następnego dnia nie miałam już czasu na myślenie o Barcelonie czy Messim i jego małym dochodzeniu. Z samego rana zerwałam się z łóżka i pobiegłam do pracy. Przez te kilka godzin tam spędzonych przez moje myśli nie przebiegło nawet wspomnienie piłkarzy, którzy przez te dwa dni tak bardzo namieszali w moim życiu. Z powodu zapewne przedmeczowego treningu żaden z nich nie pojawił się w restauracji. I niezmiernie mnie to cieszyło.
Nie zdarzyło się nic co przypomniałoby mi o piłkarzach Dumy Katalonii aż do momentu, w którym pod koniec mojej zmiany za oknami zauważyłam postaci ubrane w koszulki ukochanych klubów: Arsenalu i Barcelony. Wszyscy zmierzali na stadion.
Także i moja przyjaciółka postanowiła mi przypomnieć o piłkarzach chwilę później, gdy przygotowywałam się do wyjścia.
- I co, Nadia? Postanowiłaś coś w sprawie wyjazdu? - zapytała, stając w drzwiach i przy okazji blokując mi wyjście. Wspominałam już jaka jest uparta?
- Nie podjęłam jeszcze żadnej decyzji, jeśli o to ci chodzi - odpowiedziałam i chciałam przejść obok niej, ale nadal nie pozwalała mi opuścić pomieszczenia. Jeśli za chwilę nie wyjdę to na pewno się spóźnię!
- A zastanawiałaś się nad tym chociaż?
- Sporo o tym wczoraj myślałam - powiedziałam szorstkim tonem. Suz widocznie musiała to wyczuć.
- Nadia, nie złość się na mnie. Ja po prostu chcę żebyś podjęła dobrą decyzję - wytłumaczyła się.
- Nie martw się, cokolwiek postanowię będzie to przemyślane. Czuję się jakbyś chciała się mnie stąd pozbyć - zaśmiałam się. - Tak myślałam, że masz mnie już dość.
- Nawet sobie tak nie żartuj. Wiesz, że zawsze będę z tobą. Po prostu staram się o ciebie troszczyć jak o siostrę, a nie chcę zachowywać się egoistycznie chcąc, żebyś mimo wszystko została tu ze mną - nie dziwię się słowom Suz. Ona wiedząc, że moja siostra jest daleko stąd i nie mam z nią kontaktu, z całej siły starała się mi ją w jakiś sposób zastąpić. I naprawdę jestem jej za to bardzo wdzięczna.
- Daj spokój za dobrze cię znam. Ale teraz muszę już lecieć, bo nie mogę się spóźnić- pożegnałam się z przyjaciółką i jak najszybciej ruszyłam do swojego domu.
Miałam naprawdę niewiele czasu. Mimo, że nie mieszkałam najbliżej to w ciągu dwudziestu minut znalazłam się przed drzwiami mojego mieszkania. Nie zastanawiałam się nad tym co muszę zrobić. Wszystko miałam już przygotowane w głowie od samego rana. Szybko otworzyłam drzwi i od razu udałam się do swojej sypialni. Szybko przebrałam się w mój ulubiony strój, w którym zawsze chodziłam na mecze.  Jeansy i moja koszulka w barwach Arsenalu. Oczywiście nie była to taka koszulka jaką mógł mieć każdy.
Dokładnie pamiętam dzień, w którym ją dostałam. Było to jakieś pół roku po tym jak tu przyjechałam. Były to pierwsze urodziny jakie obchodziłam w Wielkiej Brytanii. Dostałam ją od mojego przyjaciela. Od momentu, gdy tylko go poznałam, pokochałam Arsenal. Przychodziłam na każdy mecz, a Wojtek w końcu postanowił w pewnym sensie to uczcić, podarowując mi koszulkę z moim imieniem i numerem 52. A ta liczba wcale nie była przypadkowa.
Gdy byłam już gotowa, zabrałam jeszcze tylko kilka niezbędnych rzeczy i po spojrzeniu na zegarek w niesamowitym tempie opuściłam mieszkanie. Jeśli nie zdążę chłopacy mi tego nie wybaczą...
Oczywiście o tej porze jak zwykle były ogromne korki. Nawet nie łudziłam się, że łapiąc taksówkę zdążyłabym na czas. Pozostało mi tylko biec w stronę stadionu. Przyda mi się trochę ruchu, może przy okazji poprawię kondycję.
Bardzo zależało mi żeby być na czas, chyba aż za bardzo, bo gdy znalazłam się na miejscu miałam jeszcze co najmniej pół godziny. Swoim zwyczajem skierowałam się do szatni piłkarzy Arsenalu.
Można by powiedzieć, że przez znajomość z piłkarzami stałam się tak jakby częścią klubu, choć wcale nigdy do niego nie należałam. Mimo to wszyscy mnie tu znali. Na końcu korytarza dla kibiców, przejścia do podziemia budynku pilnował mój przyjaciel, Andre. Nie było najmniejszego problemu z wpuszczeniem mnie tam, gdzie wpuszczać się mnie nie powinno.
Droga do szatni była mi bardzo dobrze znana, więc nawet pięciu minut nie zajęło mi dotarcie tam. Niestety, po drugiej stronie korytarza znajdowały się drzwi prowadzące do szatni gości i akurat, gdy kierowałam się do moich przyjaciół, drzwi na przeciwko otworzyły się i zobaczyłam w nich sławny tercet Barcelony. Ja to mam te szczęście...
- Nadia, nie zgubiłaś się przypadkiem? Nasza szatnia jest tutaj - zaśmiał się Neymar. Ygh.
- Nie, idę dokładnie tam, gdzie chciałam - odpowiedziałam i otworzyłam drzwi do szatni gospodarzy. Minęłam się z trenerem Arsenalu, który posłał mi ciepły uśmiech, a chwilę później zobaczyłam moich przyjaciół. Ich miny zwiastowały, że są gotowi na ten ciężki, nadchodzący mecz. Determinacja i nadzieja to rzeczy, których u nich nie może nigdy zabraknąć.
Od razu, gdy tylko mnie zobaczyli zaczęło się przytulanie i radosne okrzyki na mój widok. Nie, Neymar nie ma racji. Mam tu rodzinę. Lepszą niż mogłabym sobie kiedykolwiek wymarzyć.
- No moje łamagi, powodzenia na meczu - powiedziałam kilka minut później, gdy mój czas tutaj dobiegał już końca.
- Kto tu kogo nazywa łamagą? Z tego co pamiętam to ty nabawiłaś się kontuzji, schodząc z trybun - zaśmiał się ze mnie Wojtek. Będzie mi to wypominał do końca życia. Albo do momentu, w którym wyjedzie...
- Oj, cicho bądź, to było dawno i nie prawda -  powiedziałam i wszyscy śmiejąc się wyszliśmy z szatni.  Na korytarzu spotkaliśmy już gotowych do gry piłkarzy z Katalonii. Zostało tylko kilka minut do rozpoczęcia meczu. Nie zważając na obecność Barcy, przytuliłam każdego z moich przyjaciół i każdemu z nich z osobna życzyłam powodzenia. Na koniec oczywiście zostawiłam sobie Alexisa i Wojtka. Kiedy już miałam odchodzić w stronę trybun ten drugi pociągnął mnie za rękę.
- A gdzie to się wybierasz? - powiedział Alexis.
- Na trybuny, zobaczyć te moje łamagi na boisku - zaśmiałam się.
- Nie wydaje mi się - powiedział Wojtek. - Idziesz z nami - powiedział mi na ucho, z czego się zaśmiałam.
- Chcesz narobić plotek o nas przed wyjazdem do Włoch? - odpowiedziałam mu.
- Czemu by nie - zaśmiał się. Skoro taka ich wola, żebym wyszła z nimi, to czemu nie. Taka okazja się raczej więcej nie powtórzy.
Wojtek złapał mnie za rękę, kiedy szliśmy z resztą piłkarzy do tunelu i kiedy z niego wychodziliśmy. Kątem oka widziałam jak chłopacy z Barcelony patrzą na nas i szeptają coś między sobą, ale nie zwróciłam na to większej uwagi. Ludzie mogą myśleć o nas co chcą. Najważniejsze, że my wiemy kim dla siebie jesteśmy.
Gdy piłkarze weszli na murawę ja usiadłam na ławce trenerskiej razem z trenerem, całym sztabem i chłopakami. Wszyscy rozemocjonowani czekaliśmy na początek meczu.
Gdy sędzia rozpoczął spotkanie od razu wdałam się w dyskusję z trenerem na temat gry chłopaków. popełnili kilka błędów, a przy przeciwniku takim jak Barcelona niemal od razu powoduje to zagrożenie. Ale przez całą pierwszą połowę nie opuściła ich motywacja, którą widziałam jeszcze w szatni. Było kilka groźnych sytuacji, ale Wojtek dzisiaj stanął na wysokości zadania. Po pierwszych czterdziestu pięciu minutach tablica wyników wskazywała remis 1:1. Kibice nie mogli nie być zadowoleni.
Nie zeszłam do szatni na przerwę w grze. To był czas przeznaczony tylko dla chłopaków i ich trenera. Ja nie pełniłam tutaj żadnej funkcji, która uprawniałaby mnie do obecności tam.
Druga połowa przebiegła podobnie do tej pierwszej. Duma Katalonii po przerwie była jeszcze silniejsza, ale nie pomogło im to w zdobyciu zwycięstwa. Mecz zakończył się z wynikiem 2:2, co bardzo nam pasowało.
Razem z przyjaciółmi weszłam do tunelu ciesząc się z korzystnego wyniku. Piłkarze Barcelony, którzy szli za nami nie byli zbyt zadowoleni. Ale była tam taka jedna osoba, która mimo wszystko się nie przejmowała.
- Nadia, poczekaj! - zawołał za mną, przepychając się między moimi przyjaciółmi. Większość z nich spojrzała na mnie zdziwiona, że zna mnie najlepszy piłkarz na świecie. Przekazałam im bezgłośnie, żeby poszli do szatni. Coś czułam, że nie zajmie nam to chwileczki.
- Tak, Leo? - odpowiedziałam mu, a w tym czasie dotarła do nas reszta piłkarzy Barcy.
- To dlatego nie chcesz z nami jechać? Przez klub? I przez niego? - zapytał Neymar. Co on się taki dociekliwy zrobił? Wiedziałam, że chodzi o mnie i Wojtka. Ale to chyba nie jego sprawa.
- Nie sądzę, że on powinien cię interesować, Neymar. Ale mimo wszystko, nie to nie dla niego chcę tu zostać. Chcę tu być dla mojej rodziny, jaką jest Arsenal - powiedziałam, nawiązując do jego wcześniejszych słów o mojej rodzinie.
- A FC Barcelona nie byłaby dla ciebie rodziną? - zawołał w odpowiedzi.
- Barca miałaby zbyt dużo z mojej prawdziwej rodziny! - krzyknęłam, na co od razu się zamknął. - On od zawsze ją kochał - dodałam, po czym odeszłam, a w moich oczach zaczęły gromadzić się łzy. Nigdy nie powinien był poruszać tego tematu. Nie zna mnie, nic o mnie nie wie!
Nikt nie odważył się za mną pobiec, ale gdy się odwróciłam zauważyłam, że całą tą scenę widział Alexis. Od razu podszedł do mnie i przytulił wściekle patrząc na Neymara.
Wojtek i Alexis byli jednymi z niewielu osób, które wiedziały o mnie praktycznie wszystko. Wiedzieli nawet dokładnie o mojej rodzinie. Dlatego nigdy nie powiedzieliby niczego co mogłoby mnie skrzywdzić. I w miarę możliwości nie pozwalali innym tego robić.
Ale nagle Alexis lekko mnie od siebie odsunął i powiedział, że idzie porozmawiać z przyjaciółmi z dawnego klubu. Ja odwróciłam się, żeby iść do szatni i pożegnać się z chłopakami, ale napotkałam niemałą przeszkodę.
- Oscar! - zawołałam i rzuciłam się na szyję mojemu przyjacielowi. On zaśmiał się na moją reakcję, ale mimo wszystko mnie przytulił.
Oskar był osobą, z którą przyjaźniłam się najdłużej ze wszystkich moich przyjaciół. Poznaliśmy się jeszcze za czasów, kiedy grał w drużynie juniorskiej Sao Paulo. Oczywiście on także należy do grona osób, które wiedzą o mnie bardzo dużo.Jedyna różnica jest taka, że on wszystko co się działo widział na własne oczy. Ale mimo wszystko, za każdym razem, kiedy leci do Brazylii spotyka się z moim bratem i czasami opowiada mi co się u niego dzieje. I to on przez te trzy lata opiekował się mną najbardziej.
Zdziwił się bardzo, gdy zobaczył w naszym otoczeniu piłkarzy Barcelony. Nie sądził, że będę chciała znaleźć się w ich towarzystwie. A jednak.
Oscar chwilę rozmawiał ze swoimi przyjaciółmi z Brazylii, a ja w tym czasie pożegnałam chłopaków czekających na mnie w szatni, a potem pożegnałam tych którzy przylecieli ze stolicy Katalonii. Oczywiście ze wszystkimi oprócz Neymara. Wiem, że zapewne więcej ich nie spotkam, więc mój problem tak jakby znika. Wieczorem mają samolot powrotny do Barcelony, więc teraz w końcu będę mogła wrócić do swojego spokojnego i nudnego życia w stolicy Anglii.




Hey :D 
Miałam trochę wolnego czasu, więc postanowiłam napisać coś dla Was :D Mam nadzieję, że Was nie zawiodłam ;)
Co do tajemnicy, o którą pytała Lila, od razu mówię, że nie prędko się ona rozwiąże, ale z rozdziału na rozdział będzie o niej wiadomo coraz więcej. 
Pozdrowienia, Neyforever :*









9 komentarzy:

  1. Mam nadzieje ze ona jednak z nimi poleci :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też mam nadzieję, że jednak dziewczyna poleci do Barcelony. ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Czyli że co? Czyli będziesz mnie trzymała w tym napięci przez baaardzo długi czas, tak? Ugh, mogłabym się wściec, ale wiem, że w gruncie rzeczy ja robię tak samo, więc... Wybaczam. :p Coś mi się wydaje czy Ney jest cholernie zazdrosny o Wojtka? ;D Już się nie mogę doczekać kontynuacji. ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto wie, może dowiesz się tego wcześniej niż wszyscy jeśli zgadniesz? :D Od ciebie się tego uczyłam ;) O, tak Neymar jest zazdrośnikiem :D

      Usuń
  4. Super zapraszam do mnie
    mevoyenamorando.blox.pl/html

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne *.* ja się domyślam o co tu może chodzić ^^ przy okazji zapraszam do siebie ;) pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak zawsze piszesz świetnie taką jaką Cię zapamiętałam taka do tej pory jesteś. Pamiętam Cię z moich starych blogów z innego konta byłaś tam częstym gościem więc serdecznie zapraszam na coś nowego..http://teamemelissa.blogspot.com/2016/01/prolog.html?m=1

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak zawsze piszesz świetnie taką jaką Cię zapamiętałam taka do tej pory jesteś. Pamiętam Cię z moich starych blogów z innego konta byłaś tam częstym gościem więc serdecznie zapraszam na coś nowego..http://teamemelissa.blogspot.com/2016/01/prolog.html?m=1

    OdpowiedzUsuń