* 5 dni później *
Myśląc, że po wyjeździe Katalończyków będę miała spokój, nie mogłam być dalej od prawdy. Minęło kilka dni, a ja jestem wykończona. Nie było dnia, ani godziny kiedy nie dostałabym wiadomości od Barcelończyków w związku z moją decyzją. W miarę upływu czasu i zbliżania się terminu, w którym mogłam zjawić się w stolicy Katalonii dostawałam ich coraz więcej. Także przynajmniej dwa razy dziennie odbierałam telefon z pytaniem czy jednak zdecydowałam się przyjechać. Za każdym razem odpowiedź brzmiała tak samo, ale to tylko motywowało ich do dalszego nękania mnie.
I to nie tylko oni cały czas mi o tym przypominali. Codziennie w pracy Suz próbowała mnie przekonać do tego wyjazdu. Na treningach też słyszałam dokładnie to samo. Czułam się jakby był to główny temat każdej rozmowy że mną.
Przez całe te dni myślałam tylko o tym. Wyliczałam sobie dobre i złe strony tego pomysłu z wyjazdem. Poszłam do wniosku, że chciałabym jednak kiedyś spróbować piłki na poważnie. Ale na przeciwległej szali znalazł się strach przed tym, że Messi że swoim uporem w końcu rozwiąże tą całą tajemnicę i będzie chciał odbyć rozmowę z moim bratem, czego ja bym z pewnością nie przeżyła. Nie trudno zrozumieć, że to przeważyło nad chęcią grania zawodowo w nożną.
Jednak z każdym dniem ta teoria mnie opuszczała. Ostatecznie doprowadziło to do tego co się właśnie dzieje.
Wczoraj doszłam do wniosku, że jeśli tam nie pojadę, to do końca życia moi przyjaciele nie dadzą mi spokoju, a myśl, że nie wykorzystałam szansy będzie mnie już zawsze prześladować. Dlatego spakowałam swoje rzeczy do walizki, spotkałam się ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi, aby się z nimi pożegnać i tak opuściłam na kilka dni moje "spokojne" życie.
Myśląc, że po wyjeździe Katalończyków będę miała spokój, nie mogłam być dalej od prawdy. Minęło kilka dni, a ja jestem wykończona. Nie było dnia, ani godziny kiedy nie dostałabym wiadomości od Barcelończyków w związku z moją decyzją. W miarę upływu czasu i zbliżania się terminu, w którym mogłam zjawić się w stolicy Katalonii dostawałam ich coraz więcej. Także przynajmniej dwa razy dziennie odbierałam telefon z pytaniem czy jednak zdecydowałam się przyjechać. Za każdym razem odpowiedź brzmiała tak samo, ale to tylko motywowało ich do dalszego nękania mnie.
I to nie tylko oni cały czas mi o tym przypominali. Codziennie w pracy Suz próbowała mnie przekonać do tego wyjazdu. Na treningach też słyszałam dokładnie to samo. Czułam się jakby był to główny temat każdej rozmowy że mną.
Przez całe te dni myślałam tylko o tym. Wyliczałam sobie dobre i złe strony tego pomysłu z wyjazdem. Poszłam do wniosku, że chciałabym jednak kiedyś spróbować piłki na poważnie. Ale na przeciwległej szali znalazł się strach przed tym, że Messi że swoim uporem w końcu rozwiąże tą całą tajemnicę i będzie chciał odbyć rozmowę z moim bratem, czego ja bym z pewnością nie przeżyła. Nie trudno zrozumieć, że to przeważyło nad chęcią grania zawodowo w nożną.
Jednak z każdym dniem ta teoria mnie opuszczała. Ostatecznie doprowadziło to do tego co się właśnie dzieje.
Wczoraj doszłam do wniosku, że jeśli tam nie pojadę, to do końca życia moi przyjaciele nie dadzą mi spokoju, a myśl, że nie wykorzystałam szansy będzie mnie już zawsze prześladować. Dlatego spakowałam swoje rzeczy do walizki, spotkałam się ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi, aby się z nimi pożegnać i tak opuściłam na kilka dni moje "spokojne" życie.
* Messi *
Od prawie tygodnia próbowaliśmy przekonać Nadię, aby przyjechała do Barcelony. Pisaliśmy, dzwoniliśmy... Ale ona nadal pozostawała nieugięta. Traciliśmy już nadzieję, na to, że zmieni zdanie. Do terminu, w którym został wyznaczony termin spotkania pozostały tylko dwa dni, a my nadal nie mieliśmy pewności, że zmieni zdanie. Cóż, przestawaliśmy wierzyć.
Od prawie tygodnia próbowaliśmy przekonać Nadię, aby przyjechała do Barcelony. Pisaliśmy, dzwoniliśmy... Ale ona nadal pozostawała nieugięta. Traciliśmy już nadzieję, na to, że zmieni zdanie. Do terminu, w którym został wyznaczony termin spotkania pozostały tylko dwa dni, a my nadal nie mieliśmy pewności, że zmieni zdanie. Cóż, przestawaliśmy wierzyć.
Nie wiem dlaczego tak bardzo chcieliśmy, żeby znalazła się w klubie. Może dlatego, że gdy spotkaliśmy ją po raz pierwszy, od razu zaimponowała nam swoją grą. Jej styl był po prostu niepowtarzalny. Z drugiej strony chęć poznania jej i jej tajemnicy była ogromna, a trudno by było zrobić to na odległość.
Byliśmy właśnie w szatni po zakończonym treningu. Przebieraliśmy się, żeby móc w końcu wrócić do domu. Moim nawykiem stało się już ciągłe sprawdzanie telefonu. Oczekiwałem, że może Nadia zmieni zdanie i napisze do mnie wiadomość, albo wspomni o tym, na którymś z portali społecznościowych, które oczywiście obserwowałem.
Za każdym razem kończyło się to tym, że miałem coraz większą nadzieję, że może niedługo napisze. Ale dzisiaj czekała na mnie miła niespodzianka. Nadia dodała post na swoim Twitterze.
"Siedzę na głupim lotnisku, czekając na głupi samolot, żeby polecieć do głupiej Hiszpanii, by spotkać się z moimi głupimi przyjaciółmi. Jak ja kocham swoje życie." - brzmiał wpis. Dość wymowny.
Mimo wszystko moja radość zwróciła uwagę chłopaków, którzy od razu zbiegli się, zobaczyć co mnie tak ucieszyło. Wszyscy bardzo cieszyliśmy się na tą wiadomość. Nadia jednak przyjedzie. Czyli nasze starania nie poszły na marne. Choć stwierdzam, że chyba nie spodobały się jej, ale widocznie były skuteczne. Przyjedzie tutaj, znajdzie się w klubie i będzie musiała się tu przeprowadzić. A wtedy będzie coraz łatwiej poznać tajemnicę jaką skrywa Nadia Davies.
* Nadia *
Wysiadłam z samolotu, odebrałam swoją walizkę i wtedy dopiero zdałam sobie sprawę z tego, że tak naprawdę przyjechałam tutaj nikogo o tym nie informując. Żaden z piłkarzy Barcelony nie dowiedział się ode mnie o moim przylocie. A było to z mojej strony naprawdę nieprzemyślane, skoro jestem tutaj w pewnym sensie z ich powodu.
Postanowiłam, że spróbuję zadzwonić do któregoś z nich dopiero, gdy opuszczę lotnisko. Będę musiała znaleźć sobie jakiś hotel na czas mojego pobytu tutaj. Bo w końcu nie wiadomo na jak długo tu zostanę.
Jednak, gdy miałam już wychodzić w oczy rzuciła mi się kartka z moim nazwiskiem. Przyjrzałam się dokładniej i zauważyłam Daniego. Co on tu robi? I skąd wiedział, że przylatuję?
Ruszyłam w jego stronę, gdy mnie zobaczył rzucił kartkę gdzieś w kąt i od razu do mnie podszedł.
- Jak ja cię dawno nie widziałem! - zawołał nie zważając na to, że wokół są inni ludzie.
- Ja nie wiem czy tak bardzo się za wami stęskniłam. Przez ostatnie dni czułam się jakbyście ze mną byli wszędzie - powiedziałam kwaśnym tonem, ale tak naprawdę cieszyłam się, że go widzę. On z resztą też o tym wiedział.
-"...głupia Hiszpania i głupi przyjaciele", tak? - zaśmiał się, cytując mojego tweeta. No to zagadka rozwiązana, wiadomo skąd wiedzą.
Postanowiłam, że spróbuję zadzwonić do któregoś z nich dopiero, gdy opuszczę lotnisko. Będę musiała znaleźć sobie jakiś hotel na czas mojego pobytu tutaj. Bo w końcu nie wiadomo na jak długo tu zostanę.
Jednak, gdy miałam już wychodzić w oczy rzuciła mi się kartka z moim nazwiskiem. Przyjrzałam się dokładniej i zauważyłam Daniego. Co on tu robi? I skąd wiedział, że przylatuję?
Ruszyłam w jego stronę, gdy mnie zobaczył rzucił kartkę gdzieś w kąt i od razu do mnie podszedł.
- Jak ja cię dawno nie widziałem! - zawołał nie zważając na to, że wokół są inni ludzie.
- Ja nie wiem czy tak bardzo się za wami stęskniłam. Przez ostatnie dni czułam się jakbyście ze mną byli wszędzie - powiedziałam kwaśnym tonem, ale tak naprawdę cieszyłam się, że go widzę. On z resztą też o tym wiedział.
-"...głupia Hiszpania i głupi przyjaciele", tak? - zaśmiał się, cytując mojego tweeta. No to zagadka rozwiązana, wiadomo skąd wiedzą.
- Żebyś wiedział. Katowaliście mnie przez ostatnich pięć dni - zauważyłam.
- Ale widocznie było skuteczne skoro tu jesteś - powiedział dumny z siebie. - To jak, idziemy?
- Tak, jasne - odpowiedziałam, a on zabrał moją walizkę i ruszył w stronę wyjścia.
- Sama mogę ją wziąć - zwróciłam mu uwagę, podążając za nim.
- Nawet nie ma mowy - powiedział z uśmiechem, wychodząc przez drzwi obrotowe lotniska. Naprawdę fajnie było po tyłu godzinach lotu w końcu móc poczuć w płucach świeże powietrze.
Przeszłości razem z Danim przez ogromny parking aż na jego drugi koniec, a tam przy samochodzie czekał na nas drugi z piłkarzy. Niestety nie było to miłe zaskoczenie, ponieważ na moje nieszczęście był to Neymar. Posłała Daniemu wkurzone spojrzenie, a on zaśmiał się pod nosem i wzruszył ramionami, ale nic nie odpowiedział. Czułam, że specjalnie zabrał ze sobą Neymara na lotnisko. Wiedział jak bardzo siebie nie znosimy.
- Co, księżniczka sama nie mogła nawet zabrać swojej walizki? - rzekł złośliwie Neymar, gdy tylko się do niego zbliżyliśmy. Jak zwykle nieznośny.
- Nigdy księżniczką nie byłam, nie jestem i nie będę, więc mógłbyś zostawić te komentarze dla siebie - zwróciłam mu uwagę, na co już mi nie odpowiedział, tylko wsiadł do samochodu na miejsce pasażera. Dzięki Bogu, że to nie on będzie prowadzić!
Alves w tym czasie zdążył już schować do bagażnika moją walizkę i teraz otwierał dla mnie tylne drzwi samochodu.
- Dzięki - powiedziałam z uśmiechem, wysiadając do środka. Przez kilka nie zręcznych sekund znajdowała się tam sama z obruszonym Neymarem, ale na szczęście zaraz znów pojawił się Dani.
- Dokąd jedziemy? - zapytałam po kilku minutach jazdy w ciszy.
- Do Honolulu małpy drażnić - usłyszałam natychmiast odpowiedź od pana okrążonego, który nie odgrywał wzroku od swojego telefonu.
- A wiesz, że chyba już nawet widzę jedną? Siedzi centralnie przede mną - odpowiedziałam i widziałam jak spina mięśnie że złości. Nadia vs. Neymar 1:0.
- Jedziemy do domu - powiedział wreszcie Alves.
- Do domu?! Myślałam, że zawieziesz mnie po prostu do hotelu - oczekiwałam jakiejś riposty ze strony Neymara, ale on nadal siedział wypatrzony w ekran telefonu.
- Powiem szczerze: rozmawialiśmy o tym z resztą chłopaków i doszliśmy do wniosku, że nie będziesz mieszkać w hotelu. Byłoby z tym zbyt dużo zamieszania - poinformował mnie, spoglądając na mnie w lusterka wstecznym. Miał na myśli sytuację z klubem, tam myślę. - Dlatego uznaliśmy, że zamieszkasz u któregoś z nas.
- Któregoś z was? - powtórzyłam zdziwiona.
- W domu moim albo domu Neymara - wyjaśnił na co młodszy Brazylijczyk widocznie zainteresował się prowadzoną przez nas rozmową. W końcu tu chodziło o jego święty spokój.
- Sądzisz Dani, że będę się wahała, mając tylko taki wybór? Wolałabym mieszkać na ulicy niż w jego domu! - Neymar głośno wypuścił powietrze z płuc. Ulżyło mu, że nie zamierzam go torturować swoją obecnością.
- Zgadzam się w stu procentach - powiedział rozradowany moją niechęcią do mieszkania z nim.
- No, chociaż w jednym jesteście zgodni - zaśmiał się Dani.
Resztą drogi, która nie była zbyt długa minęła nam na słuchaniu muzyki. Szczęściem było dla mnie to, że Neymar znów przestał zwracać na mnie uwagę. Poświęcał dużo więcej uwagi telefonów niż otaczające mu go światu. Powinien zacząć to leczyć, bo na głupotę już za późno.
Dom Daniego zrobił na mnie ogromne wrażenie. Gdy tylko weszliśmy do środka Neymar gdzieś zniknął, a przyjaciel pokazał mi mój pokój. Potem zostawił mnie samą, żebym mogła rozpakować swoje rzeczy.
Po godzinie spędzonej samotnie, usłyszałam głos Alvesa, wołającego mnie na dół. Zostawiłam rzeczy, które teraz układała w szafce i zeszłam do salonu, ale nikogo tam nie zostałam. Zauważyłam otwarte drzwi prowadzące do ogrodu i dopiero, gdy się tam znalazłam, zobaczyłam piłkarzy siedzących przy jednym, ogromnym stole. Szybko zdałam sobie sprawę z tego, że byli tam wszyscy z wyjątkiem Neymara.
- Witamy w Katalonii! - zawołali, gdy tylko mnie spostrzegli.
Cieszyła się z takiego przywitania, nawet bardzo. Jednak martwiła mnie ta nieobecność Neymara. Oczywiście nie chodzi tu o to, że martwiłem się o niego, co to, to nie. Ja martwiłem się o siebie. Przecież on nigdy nie przegapiłby okazji, żeby się ze mnie trochę ponaśmiewać.
Kiedy tak wstałam i rozważałam, nagle poczułam czyjeś dłonie na moim ciele i chwilę później zostałam wzniesiona w powietrze. Już wiedziałam gdzie jest Neymar. Nie rozumiałam jego zachowania, ale wszystko stało się jasne, gdy wylądowała w lodowatej wodzie basenu Alvesa.
- Witamy w Katalonii - powiedział rozbawiony Neymar, gdy tylko wynurzyłam się z wody. Miał chyba radość z tego, że patrzył na mnie z góry, stojąc przy krawędzi basenu.
Jak bardzo będę jeszcze mogła go znienawidzić?
Kiedy zaczął się śmiać, uderzyła pięścią w wodę, która przez to oblała Neymara. Teraz to ja zaczęłam się śmiać. Neymar początkowo spojrzał na mnie wkurzony, ale po chwili uśmiechnął się i sięgnął po krańce swojej mokrej koszulki. Wiedziałam, że chciał ją zdjąć, dlatego zanurzyłam się szybko w zimnej wodzie, żeby uniknąć czerwieni na moich policzkach, kiedy zobaczę jego wyrzeźbiony tors. I nie chodziło tu konkretnie o Neymara. Po prostu już tak miałam, że w takich sytuacjach moje policzki przybierały ciemnoróżowy kolor.
Chwilę później wynurzyłam się z wody i wyszłam z basenu. Skierowałam się do domu.
- Już myśleliśm, że się tam utopiłaś - zaśmiał się Neymar, na co przystanęłam.
- Nie musisz udawać, że się martwiłeś. Z pewnością byś się z tego ucieszył - powiedziałam i zostawiła oszołomionych chłopaków w ogrodzie.
Wróciłam do swojego pokoju i chciałam się od razu przebrać z tych przemokniętych ubrań, ale zwróciłam najpierw uwagę na telefon, który tu zostawiłam. Zawibrował kiedy tylko weszłam do pokoju.
"Leo mówi, żebyś przebrała się w jakieś dresy, bo niedługo jedziesz z nami na trening :*" - brzmiała wiadomość, którą wysłał do mnie Alves.
A już myślałam, że oni pojadą na trening i będę miała święty spokój od tego głupiego człowieka. Ale nie, przecież muszę z nimi jechać tak jakbym im tam była do czegoś potrzebna.
Mimo wszystko szybko się przebrałam i ponownie zbiegłam na dół.
Chłopacy nadal niezmiennie zajmowali swoje miejsca przy stole w ogrodzie. Jak na złość jedyne wolne miejsce znajdowało się pomiędzy Neymarem a Danim. Oni chyba sobie że mnie żartowali!
Nawet nie było takiej opcji żebyśmy siedzieli obok siebie, więc podeszłym do Alvesa i po cichu poprosiłam go, żeby przesiadł się na miejsce obok, co oczywiście uczynił, choć namawianie go nie poszło mi tak łatwo.
Siedziałam przez chwilę, przeglądając profile piłkarzy na instagramie. Będąc na jednym z nich przypadkiem przeniosła się na profil jednej z bliskich mi osób, które przypominały mi o Brazylii. Nie czułam się tam dobrze, nie było to moje miejsce w świecie, ale mimo wszystko teraz za nią zatęskniłam. Łzy zaczęłyby spływać za chwilę po moich policzkach, gdyby nie fakt, że Leo nagle przerwał mój tok myśli.
- Nadia - zawołał.
- Tak? - odpowiedziałam, wracając do rzeczywistości.
- Dzisiaj po treningu ma do ciebie przyjść trener sekcji żeńskiej. Chciał z tobą porozmawiać przed tym całym spotkaniem.
- Okey, nie ma problemu. Szczerze mówiąc mam do niego sporo pytań - przyznałam. - To o której macie ten trening?
- Za jakieś dwie godziny. Dopiero co przyleciałaś, więc może się chociaż zdrzemnij - zaproponował Leo, a ja musiałam się z nim zgodzić. Jeśli nie chcę zasnąć na treningu to powinnam przespać przynajmniej godzinę. Pożegnałam się z chłopakami i poszłam na górę do swojego pokoju.
Nie długo zajęło mi zaśnięcie, bo byłam naprawdę zmęczona. Śnili mi się moi przyjaciele z Anglii. Zdawałam sobie sprawę z tego, że będę za nimi tęsknić, ale nie myślałam, że nastąpi to tak szybko.
Skończyłam! Udało się choć czekałam na to dość długo. Szkoła po prostu nie daje żyć. Ale jakoś trzeba dać radę ;)
Neyforever :*
Szkoła to zło >. < A rozdział oczywiście świetny. Intryguje mnie jej tajemnica ;*
OdpowiedzUsuńNeymar cos mi sie wydaje ze on caly czas jest zazdrosny :)
OdpowiedzUsuńCudo a szkołe trzeba zlikwidować
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział, Czekam na kolejny ;*
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział, Czekam na kolejny ;*
OdpowiedzUsuńNext !!!
OdpowiedzUsuń