Chodziłam od jednej ściany do drugiej i z powrotem. Strasznie się denerwowałam. Daniego już dawno nie było w domu. Wyszedł z domu z Gerardem z samego rana na jakiś jogging czy coś takiego... Tym to nigdy nie wiadomo co odbije.
Zebrałam się jakoś, żeby spakować swoją torbę, choć miałam jeszcze dwie godziny, aby pojawić się na Camp Nou. Wzięłam swoją ulubioną piłkę i wyszłam do ogrodu, odkładając swoje rzeczy w salonie. Na moje zdenerwowanie mogło podziałać tylko jedno.
Stanęłam na trawie i zaczęłam odbijać piłkę. Uwielbiałam to robić. Nawet nie zorientowałam się, kiedy nadszedł już czas, żebym wychodziła z domu. Może i byłam już trochę spokojniejsza, ale nadal nie przestałam się denerwować.
Na stadion musiałam dotrzeć spacerem, ponieważ gdy Daniego nie było w domu jedynie to mi pozostawało. Ale spacerek teraz naprawdę bardzo mi się przyda. Na miejscu byłam po niecałych 20 minutach, więc nadal pozostawało mi ponad pół godziny do rozpoczęcia.
Weszłam na murawę, gdzie nikogo jeszcze nie było. Wyjęłam z torby piłkę, którą zabrałam ze sobą i próbowałam jak najlepiej przygotować się do zbliżającego się małego "sprawdzianu" moich piłkarskich umiejętności.
Zastanawiałam się co teraz robią moi przyjaciele na treningu. Potrzebowałam ich wsparcia, ale w duchu bardzo się cieszyłam, że w tym czasie mają trening. Gdyby tu byli zbyt bardzo stresowałabym się ich obecnością.
Z moich myśli jak i z ćwiczeń wyrwał mnie widok pana Llorensa na trybunach. Uśmiechnął się on do mnie i wskazał wyciągniętą ręką na tunel prowadzący do szatni. Zrozumiałam aluzję - "idź, przygotuj się do walki o miejsce w mojej drużynie." Mam wrażenie, że mnie polubił. Bardzo.
Słuchając mojego, mam nadzieję, przyszłego trenera poszłam do szatni gdzie zastałam kilkanaście dziewczyn. Znalazłam swoją szafkę z numerem 11, który został mi na dzisiaj przydzielony, otworzyłam ją i myślałam, że się przewidziałam. Szafka powinna być pusta, a tym czasem znajdowały się tam dwie pary korków. Od razu wiedziałam, kto mi je podarował. Były to przecież zbyt charakterystyczne buty tworzone specjalnie dla dwóch wielkich piłkarzy. Neymar i Leo. W tym momencie byłam im tak bardzo wdzięczna. Podarowali mi korki, a to najlepsze co mogli dla mnie zrobić. Na mojej twarzy pojawił się ogromny, szczery uśmiech. W końcu uwierzyłam, że mi się uda.
Inne dziewczyny przebierały się, a ja zastanawiałam się nad wyborem butów. Miałam tak ogromny dylemat. Jednak nie miałam zbyt dużo czasu, żeby się zastanawiać, więc wykorzystałam pierwszy pomysł, jaki przyszedł mi na myśl, przebrałam się i wybiegłam ponownie na murawę stadionu.
Rozejrzałam się po trybunach i w pewnym momencie aż przetarłam oczy ze zdziwienia. Nie wierzyłam. Znajdowali się tam wszyscy piłkarze FC Barcelony. Czy mogło być coś, przez co zaczęłabym się denerwować jeszcze bardziej? Przecież powinni mieć teraz trening! Z kieszeni bluzy wyjęłam telefon i wybrałam numer Daniego.
- No hey, beybe! - zawołał radośnie, przez co w tle rozległy się śmiechy chłopaków.
- Czy wy możecie mi wytłumaczyć czemu tu jesteście? Mieliście mieć trening! - zawołałam, ale sekundę później zobaczyłam jak uśmiechnięty Alves wskazuje na trenera, znajdującego się zaraz obok niego. - Trenerze, pan też przeciwko mnie?!
- Pomyślałem, że mogliby się od was czegoś nauczyć - zaśmiał się Enrique.
- Jeśliby cię nie lubił to by go teraz tutaj nie było - zauważył Gerard, a ja byłam z niego dumna, bo w końcu powiedział coś nie od rzeczy.
- A jak ci się podobał mój prezent?- usłyszałam jednocześnie głosy Neymara i Leo.
- Twój prezent?! Chyba mój! - zaczęli się kłócić, a ja nie mogłam powstrzymać śmiechu.
- Tak buty mi się bardzo podobały. Jeszcze nigdy nie dostałam od nikogo korków. Dziękuję - powiedziałam. - A teraz możecie już iść - dodałam.
- Oh, jak ty nas bardzo kochasz. Ale w snach kotku, zostajemy do samego końca - odpowiedział mi Neymar na co chłopacy w tle zrobili głośne "uuu", a ja rozłączyłam się i rzuciłam telefon na moją bluzę, która znajdowała się na ławce trenerskiej. No to czas zacząć.
Zebrałam się jakoś, żeby spakować swoją torbę, choć miałam jeszcze dwie godziny, aby pojawić się na Camp Nou. Wzięłam swoją ulubioną piłkę i wyszłam do ogrodu, odkładając swoje rzeczy w salonie. Na moje zdenerwowanie mogło podziałać tylko jedno.
Stanęłam na trawie i zaczęłam odbijać piłkę. Uwielbiałam to robić. Nawet nie zorientowałam się, kiedy nadszedł już czas, żebym wychodziła z domu. Może i byłam już trochę spokojniejsza, ale nadal nie przestałam się denerwować.
Na stadion musiałam dotrzeć spacerem, ponieważ gdy Daniego nie było w domu jedynie to mi pozostawało. Ale spacerek teraz naprawdę bardzo mi się przyda. Na miejscu byłam po niecałych 20 minutach, więc nadal pozostawało mi ponad pół godziny do rozpoczęcia.
Weszłam na murawę, gdzie nikogo jeszcze nie było. Wyjęłam z torby piłkę, którą zabrałam ze sobą i próbowałam jak najlepiej przygotować się do zbliżającego się małego "sprawdzianu" moich piłkarskich umiejętności.
Zastanawiałam się co teraz robią moi przyjaciele na treningu. Potrzebowałam ich wsparcia, ale w duchu bardzo się cieszyłam, że w tym czasie mają trening. Gdyby tu byli zbyt bardzo stresowałabym się ich obecnością.
Z moich myśli jak i z ćwiczeń wyrwał mnie widok pana Llorensa na trybunach. Uśmiechnął się on do mnie i wskazał wyciągniętą ręką na tunel prowadzący do szatni. Zrozumiałam aluzję - "idź, przygotuj się do walki o miejsce w mojej drużynie." Mam wrażenie, że mnie polubił. Bardzo.
Słuchając mojego, mam nadzieję, przyszłego trenera poszłam do szatni gdzie zastałam kilkanaście dziewczyn. Znalazłam swoją szafkę z numerem 11, który został mi na dzisiaj przydzielony, otworzyłam ją i myślałam, że się przewidziałam. Szafka powinna być pusta, a tym czasem znajdowały się tam dwie pary korków. Od razu wiedziałam, kto mi je podarował. Były to przecież zbyt charakterystyczne buty tworzone specjalnie dla dwóch wielkich piłkarzy. Neymar i Leo. W tym momencie byłam im tak bardzo wdzięczna. Podarowali mi korki, a to najlepsze co mogli dla mnie zrobić. Na mojej twarzy pojawił się ogromny, szczery uśmiech. W końcu uwierzyłam, że mi się uda.
Inne dziewczyny przebierały się, a ja zastanawiałam się nad wyborem butów. Miałam tak ogromny dylemat. Jednak nie miałam zbyt dużo czasu, żeby się zastanawiać, więc wykorzystałam pierwszy pomysł, jaki przyszedł mi na myśl, przebrałam się i wybiegłam ponownie na murawę stadionu.
Rozejrzałam się po trybunach i w pewnym momencie aż przetarłam oczy ze zdziwienia. Nie wierzyłam. Znajdowali się tam wszyscy piłkarze FC Barcelony. Czy mogło być coś, przez co zaczęłabym się denerwować jeszcze bardziej? Przecież powinni mieć teraz trening! Z kieszeni bluzy wyjęłam telefon i wybrałam numer Daniego.
- No hey, beybe! - zawołał radośnie, przez co w tle rozległy się śmiechy chłopaków.
- Czy wy możecie mi wytłumaczyć czemu tu jesteście? Mieliście mieć trening! - zawołałam, ale sekundę później zobaczyłam jak uśmiechnięty Alves wskazuje na trenera, znajdującego się zaraz obok niego. - Trenerze, pan też przeciwko mnie?!
- Pomyślałem, że mogliby się od was czegoś nauczyć - zaśmiał się Enrique.
- Jeśliby cię nie lubił to by go teraz tutaj nie było - zauważył Gerard, a ja byłam z niego dumna, bo w końcu powiedział coś nie od rzeczy.
- A jak ci się podobał mój prezent?- usłyszałam jednocześnie głosy Neymara i Leo.
- Twój prezent?! Chyba mój! - zaczęli się kłócić, a ja nie mogłam powstrzymać śmiechu.
- Tak buty mi się bardzo podobały. Jeszcze nigdy nie dostałam od nikogo korków. Dziękuję - powiedziałam. - A teraz możecie już iść - dodałam.
- Oh, jak ty nas bardzo kochasz. Ale w snach kotku, zostajemy do samego końca - odpowiedział mi Neymar na co chłopacy w tle zrobili głośne "uuu", a ja rozłączyłam się i rzuciłam telefon na moją bluzę, która znajdowała się na ławce trenerskiej. No to czas zacząć.
***
Zagrałam mecz grając jako środkowy pomocnik. Niestety, takie życie, że nie zawsze mogę grać jako napastnik, ale ważne jest, że sprawdzam się tez na innych pozycjach. Nie udało mi się strzelić gola, ale za to zaliczyłam asystę. Mecz zakończył się remisem 1:1. Potem przyszedł czas na stałe fragmenty gry: rzuty rożne i wolne poszły mi nawet dobrze. Chłopacy niestety cały czas zajmowali miejsca na trybunach i miałam wrażenie, że obserwowali każdy mój ruch. Strasznie się przez to stresowałam, ale jakoś dałam radę.
I wtedy właśnie nadszedł czas na jedenastki - to czego bałam się najbardziej. Zaczęłam bać się jeszcze bardziej, gdy zobaczyłam, że w bramce staje Claudio. Spojrzałam na chłopaków, którzy pokazywali mi kciuki w górę. wierzyli we mnie bardziej niż ja sama.
Ustawiłyśmy się w kolejce do strzelania karnego. Oczywiście ja byłam ostatnia. Odpowiadało mi to, nawet bardzo. Jednak po kilku minutach nadeszła też moja kolej. Przed wzięciem rozbiegu spojrzałam na Neymara, który pokazał mi kciuk w górę. Z ruchów jego warg mogłam wyczytać słowa "uda ci się."
Wzięłam rozbieg, uderzyłam w piłkę prawą noga i widziałam jak piłka leci w stronę bramki i prześlizguje się po palcach Claudio tuż pod poprzeczką w zwolnionym tempie. Piłka wpadła do bramki, a ja nie mogłam uwierzyć, że się udało. Aż podskoczyłam z radości. Udało się! Byłam jedną z dwóch dziewczyn, które dały radę.
Zanim jeszcze pan Llorens ogłosił wyniki, na murawie pojawili się piłkarze. Jednak podbiegli do nas dopiero, gdy powiedziano, kto dostał się do drużyny. Ale nie oszukujmy się, wszyscy wiemy, że podbiegli do mnie.
- Udało ci się, młoda! - zawołał Leo. Za to Gerard podbiegł do mnie, uniósł i zaczął kręcić w około. Było czuć, że oni wszyscy bardzo cieszyli się z mojej przynależności do klubu, choć ja nadal nie mogłam w to uwierzyć. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Odebrało mi mowę. Żadne słowa nie wyrażały mojej radości. Po policzkach zaczęły płynąć mi łzy szczęścia.
- Ej, mała, nie płacz! Jesteś z nami! Jesteś częścią Barcelony! - pocieszał mnie Neymar. Nie odpowiedziałam mu, jedynie się do niego przytuliłam, czym chłopak był bardzo zaskoczony. Nie przejmowałam się tym. Tak powinna wyglądać nasza relacja od samego początku.
- Dziękuję - szepnęłam mu do ucha, po czym odsunęłam się.
- No to Nadia szykuj się, jedziemy na imprezę! - zawołał Dani, nie pozwalając Neymarowi mi odpowiedzieć.
- Imprezę w środku dnia? - zapytałam zdziwiona.
- Czemu by nie!
Wzruszyłam ramionami. Właśnie, czemu by nie? Pobiegłam do szatni, a Alves wołał za mną, że będą czekać w samochodzie. Szybko zabrałam wszystkie swoje rzeczy, nie trudząc się zmienianiem butów i pobiegłam w korkach na podziemny parking, gdzie byli już chłopacy. Dani i Leo siedzieli z przodu, a ja usiadłam z tyłu do Neymara. Alves ruszył, a ja dopiero teraz zajęłam się zmienianiem butów. Junior spojrzał na mnie jak na wariatkę, gdy zobaczył mój dobór obuwia.
- Ty tak grałaś?! - zapytał zdziwiony.
- No tak jakby. Nawet wygodnie mi się w nich grało - powiedziałam, a Brazylijczyk zaśmiał się.
- Leo, widziałeś jak ona grała? - zapytał Argentyńczyka.
- Nie - Messi odwrócił się i też się zaśmiał, kiedy zobaczył, że na lewej nodze miałam but od niego, a na prawej od Neymara.
- Oryginalność to podstawa - zauważyłam, wracając do zmiany obuwia. - To dokąd jedziemy?
- Do Gerarda, oczywiście! On wpadł na pomysł, żeby uczcić twoje przyjęcie do drużyny. A z resztą Shakira bardzo chciała cię poznać. Nawet nie wiesz, jak się cieszy, że będzie miała kolejną przyjaciółkę do ploteczek i chodzenia na zakupy - wyjaśnia mi Neymar z ogromnym uśmiechem.
- Od kiedy wiedzieliście, że będzie impreza? - spytałam.
- Odkąd przyjechałaś i powiedziałaś nam, że jednak chcesz spróbować - powiedział Leo.
- A jeśli by mnie nie przyjęli?
- Żaden z nas nie wątpił, że ci się uda. Ty chyba też nie, co? - znów odezwał się Argentyńczyk.
- Nie, no oczywiście, że nie wątpiłam. Skąd w ogóle taki pomysł? - powiedziałam z sarkazmem.
- Twoja skromność naprawdę jest zbyt dużą - westchnął Leo.
- Odezwał się ten nieskromny! - zaśmiałam się.
Chwilę później byłyśmy już pod domem Katalończyków. Widać było, że impreza już się zaczęła. Już na podjeździe słychać było głośną muzykę.
Wysiedliśmy z samochodu i podszedł do mnie Dani.
- No to na imprezę! - powiedział radośnie, kładąc swoją rękę na moje ramiona. Zaśmiałam się na jego gest, ale nie z rzuciłam jego ręki.
Ja z Alvesem szliśmy z przodu, za nami podążał Leo i Neymar, i tak weszliśmy do domu Pique. Od razu po przekroczeniu progu zauważyłam gospodarza. Jego się nie da nie zauważyć, a tym bardziej kiedy stoi na stole. Gdy tylko nas zobaczył, zeskoczył z blatu i podbiegł do nas. Chwilę później tonęłam już w jego ramionach.
- Nadia! - zaczął się cieszyć.
- Uważaj, bo Shakira będzie zazdrosna - śmiałam się.
- No właśnie, Gerardzie! - usłyszeliśmy głos, a Pique od razu się ode mnie odsunął. Kilka sekund później zobaczyłam stojącą za nim piosenkarkę.
- Shakirciu, ja tylko się witałem z przyjaciółką... - zaczął się tłumaczyć mój... przyjaciel.
- Gerardzie Pique Bernabeu! W tej chwili do salonu zająć się Sashą! - krzyknęła, a jego już nie było.
Moment później chłopacy razem z Kolumbijką zaczęli się śmiać, więc śmiałam się i ja.
- Nie mogę uwierzyć w jego głupotę - powiedziała piosenkarka, a jej wzrok spoczął na mnie.
- Hey, jestem.... - zaczęłam mówić, ale nie było dane mi skończyć, bo dziewczyna podeszła do mnie i przytuliła. Zdziwiona odwzajemniłam uścisk.
- Hey Nadia, jestem Shaki - powiedziała. - Zostawiamy was chłopaki - zwróciła się do nich i pociągnęła mnie za rękę w stronę pomieszczenia, którym okazała się kuchnia.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że mogę cię w końcu poznać!
- Chłopacy mi co nieco o tym wspominali - zachichotałam, patrząc jaka szczęśliwa była.
- Zdrajcy - powiedziała, na co ja wybuchła śmiechem. - Powiedzieć coś Gerardowi, a zaraz cała Katalonia będzie o tym wiedzieć - dodała, kręcąc w niedowierzaniu głową.
- Oni tak zawsze? - zapytałam, spoglądając do salonu, w którym chłopacy tańczyli na kanapie.
I wtedy właśnie nadszedł czas na jedenastki - to czego bałam się najbardziej. Zaczęłam bać się jeszcze bardziej, gdy zobaczyłam, że w bramce staje Claudio. Spojrzałam na chłopaków, którzy pokazywali mi kciuki w górę. wierzyli we mnie bardziej niż ja sama.
Ustawiłyśmy się w kolejce do strzelania karnego. Oczywiście ja byłam ostatnia. Odpowiadało mi to, nawet bardzo. Jednak po kilku minutach nadeszła też moja kolej. Przed wzięciem rozbiegu spojrzałam na Neymara, który pokazał mi kciuk w górę. Z ruchów jego warg mogłam wyczytać słowa "uda ci się."
Wzięłam rozbieg, uderzyłam w piłkę prawą noga i widziałam jak piłka leci w stronę bramki i prześlizguje się po palcach Claudio tuż pod poprzeczką w zwolnionym tempie. Piłka wpadła do bramki, a ja nie mogłam uwierzyć, że się udało. Aż podskoczyłam z radości. Udało się! Byłam jedną z dwóch dziewczyn, które dały radę.
Zanim jeszcze pan Llorens ogłosił wyniki, na murawie pojawili się piłkarze. Jednak podbiegli do nas dopiero, gdy powiedziano, kto dostał się do drużyny. Ale nie oszukujmy się, wszyscy wiemy, że podbiegli do mnie.
- Udało ci się, młoda! - zawołał Leo. Za to Gerard podbiegł do mnie, uniósł i zaczął kręcić w około. Było czuć, że oni wszyscy bardzo cieszyli się z mojej przynależności do klubu, choć ja nadal nie mogłam w to uwierzyć. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Odebrało mi mowę. Żadne słowa nie wyrażały mojej radości. Po policzkach zaczęły płynąć mi łzy szczęścia.
- Ej, mała, nie płacz! Jesteś z nami! Jesteś częścią Barcelony! - pocieszał mnie Neymar. Nie odpowiedziałam mu, jedynie się do niego przytuliłam, czym chłopak był bardzo zaskoczony. Nie przejmowałam się tym. Tak powinna wyglądać nasza relacja od samego początku.
- Dziękuję - szepnęłam mu do ucha, po czym odsunęłam się.
- No to Nadia szykuj się, jedziemy na imprezę! - zawołał Dani, nie pozwalając Neymarowi mi odpowiedzieć.
- Imprezę w środku dnia? - zapytałam zdziwiona.
- Czemu by nie!
Wzruszyłam ramionami. Właśnie, czemu by nie? Pobiegłam do szatni, a Alves wołał za mną, że będą czekać w samochodzie. Szybko zabrałam wszystkie swoje rzeczy, nie trudząc się zmienianiem butów i pobiegłam w korkach na podziemny parking, gdzie byli już chłopacy. Dani i Leo siedzieli z przodu, a ja usiadłam z tyłu do Neymara. Alves ruszył, a ja dopiero teraz zajęłam się zmienianiem butów. Junior spojrzał na mnie jak na wariatkę, gdy zobaczył mój dobór obuwia.
- Ty tak grałaś?! - zapytał zdziwiony.
- No tak jakby. Nawet wygodnie mi się w nich grało - powiedziałam, a Brazylijczyk zaśmiał się.
- Leo, widziałeś jak ona grała? - zapytał Argentyńczyka.
- Nie - Messi odwrócił się i też się zaśmiał, kiedy zobaczył, że na lewej nodze miałam but od niego, a na prawej od Neymara.
- Oryginalność to podstawa - zauważyłam, wracając do zmiany obuwia. - To dokąd jedziemy?
- Do Gerarda, oczywiście! On wpadł na pomysł, żeby uczcić twoje przyjęcie do drużyny. A z resztą Shakira bardzo chciała cię poznać. Nawet nie wiesz, jak się cieszy, że będzie miała kolejną przyjaciółkę do ploteczek i chodzenia na zakupy - wyjaśnia mi Neymar z ogromnym uśmiechem.
- Od kiedy wiedzieliście, że będzie impreza? - spytałam.
- Odkąd przyjechałaś i powiedziałaś nam, że jednak chcesz spróbować - powiedział Leo.
- A jeśli by mnie nie przyjęli?
- Żaden z nas nie wątpił, że ci się uda. Ty chyba też nie, co? - znów odezwał się Argentyńczyk.
- Nie, no oczywiście, że nie wątpiłam. Skąd w ogóle taki pomysł? - powiedziałam z sarkazmem.
- Twoja skromność naprawdę jest zbyt dużą - westchnął Leo.
- Odezwał się ten nieskromny! - zaśmiałam się.
Chwilę później byłyśmy już pod domem Katalończyków. Widać było, że impreza już się zaczęła. Już na podjeździe słychać było głośną muzykę.
Wysiedliśmy z samochodu i podszedł do mnie Dani.
- No to na imprezę! - powiedział radośnie, kładąc swoją rękę na moje ramiona. Zaśmiałam się na jego gest, ale nie z rzuciłam jego ręki.
Ja z Alvesem szliśmy z przodu, za nami podążał Leo i Neymar, i tak weszliśmy do domu Pique. Od razu po przekroczeniu progu zauważyłam gospodarza. Jego się nie da nie zauważyć, a tym bardziej kiedy stoi na stole. Gdy tylko nas zobaczył, zeskoczył z blatu i podbiegł do nas. Chwilę później tonęłam już w jego ramionach.
- Nadia! - zaczął się cieszyć.
- Uważaj, bo Shakira będzie zazdrosna - śmiałam się.
- No właśnie, Gerardzie! - usłyszeliśmy głos, a Pique od razu się ode mnie odsunął. Kilka sekund później zobaczyłam stojącą za nim piosenkarkę.
- Shakirciu, ja tylko się witałem z przyjaciółką... - zaczął się tłumaczyć mój... przyjaciel.
- Gerardzie Pique Bernabeu! W tej chwili do salonu zająć się Sashą! - krzyknęła, a jego już nie było.
Moment później chłopacy razem z Kolumbijką zaczęli się śmiać, więc śmiałam się i ja.
- Nie mogę uwierzyć w jego głupotę - powiedziała piosenkarka, a jej wzrok spoczął na mnie.
- Hey, jestem.... - zaczęłam mówić, ale nie było dane mi skończyć, bo dziewczyna podeszła do mnie i przytuliła. Zdziwiona odwzajemniłam uścisk.
- Hey Nadia, jestem Shaki - powiedziała. - Zostawiamy was chłopaki - zwróciła się do nich i pociągnęła mnie za rękę w stronę pomieszczenia, którym okazała się kuchnia.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że mogę cię w końcu poznać!
- Chłopacy mi co nieco o tym wspominali - zachichotałam, patrząc jaka szczęśliwa była.
- Zdrajcy - powiedziała, na co ja wybuchła śmiechem. - Powiedzieć coś Gerardowi, a zaraz cała Katalonia będzie o tym wiedzieć - dodała, kręcąc w niedowierzaniu głową.
- Oni tak zawsze? - zapytałam, spoglądając do salonu, w którym chłopacy tańczyli na kanapie.
- Gdyby zawsze się tak zachowywali to ja już dawno znalazłabym się w psychiatryku - powiedziała. - Robią tak tylko, kiedy chcą się rozluźnić. Zazwyczaj zachowują się doroślej. Choć nie do końca adekwatnie do swojego wieku.
- Nie wliczając Gerarda, on zawsze zachowuje się jak dziecko - zauważyłam.
- Tak, co racja to racja - przyznała Shakira. - Nie dość, że mam Milana i Sashę, to jeszcze jego muszę wychowywać.
- I w tym momencie cieszę się, że nie mam ani chłopaka, ani dzieci.
- Nie martw się, z twoją urodą to zaraz któryś z piłkarzy zacznie cię podrywać - puściła do mnie oczko. - Stawiam na Neymara!
- Oj, nie, wszystko tylko nie on! - jęknęłam. - Odkąd tylko się poznaliśmy, cały czas się kłócimy.
- Kto się czubi, ten się lubi, pamiętaj - zachichotała. - A tak w ogóle to gdzie mieszkasz?
- U Alvesa. Oczywiście uparł się, że nie zamieszkam nigdzie indziej.
- No to naprawdę ci współczuję, jeśli nie możesz się dogadać z Neymarem, bo on jest stałym gościem w domu Daniego.
- Zdążyłam zauważyć. Jestem tutaj od dwóch dni, a on już przesiedział większość wolnego czasu u Daniego.
- No, powiem ci, że z nimi to na pewno nie będziesz miała spokoju. Ale nie martw się, przyzwyczaisz się - próbowała mnie pocieszyć.
- Nie wliczając Gerarda, on zawsze zachowuje się jak dziecko - zauważyłam.
- Tak, co racja to racja - przyznała Shakira. - Nie dość, że mam Milana i Sashę, to jeszcze jego muszę wychowywać.
- I w tym momencie cieszę się, że nie mam ani chłopaka, ani dzieci.
- Nie martw się, z twoją urodą to zaraz któryś z piłkarzy zacznie cię podrywać - puściła do mnie oczko. - Stawiam na Neymara!
- Oj, nie, wszystko tylko nie on! - jęknęłam. - Odkąd tylko się poznaliśmy, cały czas się kłócimy.
- Kto się czubi, ten się lubi, pamiętaj - zachichotała. - A tak w ogóle to gdzie mieszkasz?
- U Alvesa. Oczywiście uparł się, że nie zamieszkam nigdzie indziej.
- No to naprawdę ci współczuję, jeśli nie możesz się dogadać z Neymarem, bo on jest stałym gościem w domu Daniego.
- Zdążyłam zauważyć. Jestem tutaj od dwóch dni, a on już przesiedział większość wolnego czasu u Daniego.
- No, powiem ci, że z nimi to na pewno nie będziesz miała spokoju. Ale nie martw się, przyzwyczaisz się - próbowała mnie pocieszyć.
- Tsa - westchnęłam. - Gdyby wszystko było takie proste.
- Coś się stało? - zmartwiła się Shakira.
- Nie, po prostu nie mogę uwierzyć, że jednak tutaj zostaję. Nie wiem jak to wszystko się potoczy i chyba trochę mnie to przerasta - skłamałam, choć nie do końca. Było w tym sporo prawdy, ale nie nad tym się teraz zastanawiałam.
- Nie martw się, wszystko się ułoży. Musi. Pamiętaj, że jak byś miała kiedykolwiek jakikolwiek problem to dzwoń do mnie, bo raczej chłopacy ci nie pomogą - zaśmiała się. - Oni są czasami naprawdę pomocni, ale są chwile, w których są nieporadni jak dzieci.
- Dobrze wiedzieć. Ale wiesz, Daniego raczej nie poradziła nim się jaką sukienkę założyć.
- No co racja to racja - przyznała. - Może lepiej chodźmy do nich, bo nie do końca mam ochotę później sprzątać cały bałagan, jaki zrobią jeśli ich nie przypilnuję.
Tak więc razem z Shaki udałyśmy się do salonu. Znalazłyśmy tam Gerarda i Daniego, którzy tańczyli na kanapie, resztą śmiała się z tych dwóch debili, a Sashą i Milanem zajmował się Rafinha razem z Messim. Skąd ją to wiedziałam. Dla Leo odpowiedzialność to podstawa. Resztą chłopaków z wyjątkiem Rafy chyba nie podzielała jego zdania.
Shaki poszła do chłopaków, a ja tym czasem niepewnie podeszłam do dwójki piłkarzy zajmujących się dziećmi.
- Hey Nadia - od razu przywitał się Rafael. Muszę przyznać, że w jego obecności czułam się co najmniej niepewnie.
- Hey - odpowiedziałam po chwili i zwróciłam się do Leo. - A ty co, robisz dzisiaj za opiekunkę do dzieci?
- Hey - odpowiedziałam po chwili i zwróciłam się do Leo. - A ty co, robisz dzisiaj za opiekunkę do dzieci?
- No niestety, ktoś musi. I jak, poznalaś się z Shakirą?
- Można tak powiedzieć. Uznala, że mam nie liczyć na was i z problemami dzwonić tylko do niej.
- Ona mnie obraża - zaśmiał się Leo, oddając Sashę Rafinhi, a samemu biorąc na ręce Milanka. Jednak maluch bardziej niż 'wujkiem' zaczął interesować się moją osobą.
- Ciocia! - zawołał, wyciągając do mnie rączki. W pierwszym momencie byłam zdziwona, a bardziej zszokowana jego reakcją, ale po chwili otrząsnęłam się i wzięła chłopca na ręce.
- Widzisz Milan, przyjechała do ciebie nową ciocia - powiedział Rafael, który przez dłuższą chwilę pozostawał cicho.
- A na długo ciocia zostanie? - zapytał, patrząc na mnie uważnie.
- Na długo. Bardzo długo - odpowiedział za mnie Leo.
- Hurra! - zawołał chłopiec, przytulając się do mnie.
- A kto tu się tak cieszy? - usłyszałam za sobą radosny głos mojej... przyjaciółki?
- Mam nową ciocię! - pochwalił się mały Pique.
- Też się cieszę Milanku - powiedziała Shaki. - Idziemy z Sashą na górę? Mama musi nakarmić braciszka.
Chłopiec bardzo się ucieszył i razem z Sashą i Shakirą poszli na górę. Zostałam sama z dwójką chłopaków i dopiero teraz zauważylam, że nikt już nie tańczy na kanapie, ale za to niektórzy z chłopaków grali w pokera, a resztą bacznie im się przyglądała. To wyjaśniałoby dlaczego nie słyszałam żadnych wrzasków, a jedynie głośną muzykę.
Chłopiec bardzo się ucieszył i razem z Sashą i Shakirą poszli na górę. Zostałam sama z dwójką chłopaków i dopiero teraz zauważylam, że nikt już nie tańczy na kanapie, ale za to niektórzy z chłopaków grali w pokera, a resztą bacznie im się przyglądała. To wyjaśniałoby dlaczego nie słyszałam żadnych wrzasków, a jedynie głośną muzykę.
- Nigdy nie pijecie na imprezach? - zapytałam, zdając sobie sprawę z tego, że nie widziałam tutaj ani grama alkoholu.
- Zdążających się takie sytuacje, ale nigdy podczas sezonu. To byłoby zbyt głupie nawet na tych debili - zaśmiał się. - Każdy z nas chce być na boisku w jak najlepszej formie, a alkohol raczej temu nie sprzyja. Inną sprawą jest to, że niektórzy z nas najzyczajniej nie lubią pić.
- Rozumiem - powiedziałam. Odwróciłam się patrząc na piłkarzy. Zauważyłam, że chwilowo przestali grać, a to przez brak jednego z graczy. Oczywiście chodziło tutaj o Neymara. Chwilę później dostrzegłam go na tarasie. Rozmawiał przez telefon, mocno gestykulując, ale nie był zły. Był raczej zadowolony. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego był taki szczęśliwy. Może dzwoniła jego dziewczyna albo jego synek? Tak, zapewne chodziło o dziewczynę lub Daviego.
Wróciłam do rozmowy z Leo i częściowo też z Rafinhą. Rozmawialiśmy przede wszystkim o piłce i o klubie. Chłopacy uważali, że pasuję do Barcy i że na pewno poczuję się tu jak w domu. I szczerze, to się z nimi zgadzałam. Oczywiście będąc w Londynie interesowałam się takimi klubami jak Barcelona i od zawsze sądziłam, że to klub dla mnie, choć nigdy nawet nie pomyślałam, że przyjdzie mi tutaj grać.
- Barça jest jedną wielką rodziną, czyż nie? - powiedziałam radośnie. - Może w końcu znalazłam tutaj tą prawdziwą - dodałam, na co Leo się uśmiechnął. Wiem, że bardzo chciał, żebym dobrze się tutaj czuła i zapomniała o przeszłości.
- No to witamy w rodzinie! Wujek Leo jestem! - zaśmiał się.
Także zaczęłam się śmiać, ale nie trwało to długo. Poczułam wibracje w telefonie, a gdy go wyjęłam na mojej twarzy musiał widzieć strach. Kiedy już znalazłam przyszlość, moja przeszłość postanowiła się odezwać. W moich oczach zaczęły zbierać się łzy, kiedy zobaczyłam nadawcę wiadomości. Mój brat.
Brat? :D
Neyforever :*
Świetny rozdział ♥
OdpowiedzUsuńO, cholercia... Wiedziałam, że pojawi się brat, ale nadal zżera mnie, bo nie wiem, kto to jest. Liczę na szybką kontynuację. ;*
OdpowiedzUsuńMnie tez zżera ciekawosc , kto jest je bratem ???
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać kolejnego rozdziału ! <3
OdpowiedzUsuńKto jest jej bratem !? :DD
Rozdział cudny !
PS zapraszam do mnie :)) http://neymarovaa.blogspot.com/2016/02/rozdzia-1.html
Świetny a bratem może być Marcelo lub Thiago Silva
OdpowiedzUsuńHmmm.... a skąd takie wnioski? Bo jestem ciekawa, dzięki czemu na to wpadłaś ;)
Usuń