- Neymar... - wyszeptałam, odsuwając się od niego lekko. Chłopak mnie puścił i odchrząknął.
- Może lepiej... zejdźmy na dół - zaproponował i otworzył mi drzwi, przez które mnie przepuścił.
Niemal zbiegłam po schodach i podbiegłam do Leo, który rozmawiał z Shakirą. Dopiero po kilku sekundach zorientowałam się, że większość gości zbiera się, żeby opuścić dom Pique. Musiałam znaleźć Daniego, żeby móc razem z nim pojechać do domu.
Neymar, kiedy zszedł na dół, podszedł do Rafinhi, Adriano i Douglasa. Patrząc się na nich zastanawiałam się, gdzie mógł się podziać piąty Brazylijczyk. Wtedy dostrzegłam go na tarasie. Przeprosiłam Leo i Shaki, i wyszłam na zewnątrz. Podeszłam do przyjaciela, który stał oparty o barierkę.
- Co tam? - zapytał.
- Nic. To był długi dzień... - westchnęłam.
- Nie mogę się nie zgodzić. Jedziemy do domu?
- Jedziemy.
I po chwili znów znaleźliśmy się w środku. Dani pożegnał się ze wszystkimi piłkarzami, ja ograniczyłam się do tych, których znałam. Przytuliłam się także z Shakirą, która przypomniała mi, że jeśli coś, to mam do niej dzwonić i zapisała mi swój numer w telefonie. Była bardzo pozytywną osobą. Oczywiście z Neymarem też musieliśmy się pożegnać, choć w naszym przypadku było to ciche i niezręczne "cześć". Wiedziałam, że ta sytuacja, która miała miejsce wcale nie podziała dobrze na naszą znajomość.
Razem z Danim chwilę później opuściliśmy dom mojej nowej przyjaciółki. Wsiedliśmy do jego samochodu i chłopak po chwili odjechał,
- Coś ten... no... pomiędzy tobą i Neymarem? - zapytał niepewnie, gdy byliśmy w drodze do domu.
- Nie - nawet nie musiałam się długo zastanawiać nad odpowiedzią. Było proste, że pomiędzy nami niczego nie było i nie będzie.
- Szkoda - przyznał.
- A co, chciałbyś nas zeswatać? - zapytałam, unosząc brwi ze zdziwienia.
- Czemu by nie - wzruszył ramionami. - W sumie, to pasujecie do siebie.
- Wydaje ci się. Jesteśmy całkiem inni.
- Właśnie widziałem jacy to jesteście inni, gdy razem poszliście na górę.
- Czy ty mi coś insynuujesz?
- Nie, jakże bym śmiał.
- To dobrze - powiedziałam, kiedy mój przyjaciel zaparkował na podjeździe przy swoim domu. Wyłączył silnik, a ja od razu wysiadłam z samochodu.
Poczekałam aż Dani otworzył drzwi domu i od razu poszłam do kuchni. Piłam wodę, gdy pojawił się tam Brazylijczyk.
- Idę spać. Masz rację, to był długi dzień. A jutro rano mam trening. Dobranoc - powiedział, przytulił mnie i wyszedł z pomieszczenia przeciągając się i ziewając.
Spojrzałam na zegarek i byłam zdziwiona, że już tak późno. Do Pique pojechaliśmy około godziny szesnastej, a było po dwudziestej pierwszej. Nawet nie zdałam sobie sprawy z tego, że tak dużo czasu tam spędziłam.
Poszłam do pokoju i przygotowałam się do spania. Kiedy położyłam się w końcu do łóżka było po dwudziestej drugiej. Westchnęłam, odłożyłam telefon na szafkę nocną i ułożyłam się do snu. Nie minęło dużo czasu, nim zasnęłam.
***
Przebudziłam się, choć nawet nie wiem z jakiego powodu. Przeciągnęłam się na łóżku i postanowiłam wstać. Wzięłam do ręki telefon i sprawdziłam która godzina. 9:36. Zaraz... Co?! 9:36?!
Nagle przypomniało mi się, że o godzinie dziesiątej miałam być na Camp Nou, żeby spotkać się z trenerem. Od razu podbiegłam do szafy i z wybranymi ubraniami pobiegłam do łazienki.
"Dani, idioto, dlaczego mnie nie obudziłeś, kiedy jechałeś na trening!" - krzyczałam w myślach.
I nagle coś przyszło mi do głowy. Skoro mnie nie obudził to zapewne sam też nie wstał. A on trening miał także na dziesiątą! Mało nie potykając się o własne nogi i nie zaliczając bliskiego spotkania z podłogą, wybiegłam ze swojego pokoju i pobiegłam do pokoju przyjaciela. Gwałtownie otworzyłam drzwi i ujrzałam śpiącego na łóżku Daniego. No oczywiście.
- Daniel wstawaj! - krzyknęłam, próbując poprawić bluzkę, którą przez przypadek założyłam na lewą stronę.
- Czego ty chcesz ode mnie tak wcześnie?! - wyjęczał Brazylijczyk, przekręcając się na drugi bok i nakrywając głowę poduszką.
- Wcześnie?! Jest za dwadzieścia dziesiąta! - krzyknęłam, a Dani, gdy to usłyszał, o mało nie spadł z łóżka. Szybko się podniósł i podbiegł do swojej szafy tak, jak ja zaledwie dwie minuty temu.
- Czemu mnie wcześniej nie obudziłaś?! - zawołał.
- Bo sama dopiero wstałam! - odkrzyknęłam, wracając biegiem do swojego pokoju. Szybko spakowałam wszystkie potrzebne mi dzisiaj rzeczy do torebki i zbiegłam na dół. Zdążyłam zrobić sobie kanapkę, gdy Dani przebiegł przez kuchnię. Pobiegłam za nim do holu z jedzeniem w ręce, założyłam buty i razem z przyjacielem wyszłam z domu. Szybko wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy z pod domu. Jak dobrze, że Dani nie mieszka zbyt daleko od stadionu. Choć trzeba przyznać, że bliziutko to to też nie jest.
Gdy byliśmy już na parkingu pod stadionem, biegiem wysiedliśmy z samochodu i rzuciliśmy się do wejścia. Byliśmy spóźnieni zaledwie dziesięć minut, co w tej sytuacji było cudem. Dani pobiegł od razu na murawę, a ja w poszukiwaniu gabinetu mojego trenera. Nie zajęło mi to długo, więc zapukałam i weszłam do środka, gdy usłyszałam głośne "proszę".
- Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie, ale zaspaliśmy - wytłumaczyłam się, próbując złapać oddech.
- Spokojnie, Nadia. Usiądź, odetchnij i dopiero porozmawiamy - powiedział trener przyjaźnie.
Zrobiłam to, co kazał i po chwili mogliśmy rozmawiać.
- A więc, co do naszej współpracy. Treningi odbywają się codziennie od godziny dziesiątej do dwunastej na stadionie treningowym, z wyjątkiem dni, w których odbywają się mecze. Grane są one oczywiście tutaj, na Camp Nou w ciągu tygodnia. Zazwyczaj są to piątki, ale zdarzają się wyjątki. Oczywiście wiadome jest, że nie wystąpisz w najbliższych meczach, ani nie wejdziesz od razu do podstawowego składu, bo nie grałaś nigdy na szczeblu zawodowym, ale miejmy nadzieję, że już niedługo znajdziesz się w tej jedenastce.
- To zrozumiałe. Zdziwiłabym się, gdyby było inaczej - przyznałam.
- Treningi zaczniesz od jutra. Dzisiaj jedynie musimy podpisać kontrakt i jesteś wolna.
- Ok.
- Masz tutaj kopię, którą możesz sobie przeczytać, zanim podpiszesz. Wszystko czego ci jeszcze nie powiedziałem znajduje się tam.
- Dobrze. To może ja nie będę zabierać panu więcej czasu. Przeczytam to i przyjdę podpisać po treningu chłopaków, dobrze? - zapytałam. Tak czy siak muszę czekać aż Dani będzie wracał, więc mogę ten czas poświęcić na czytanie kontraktu.
- Dobrze - pan Llorens uśmiechnął się, a ja opuściłam jego gabinet z plikiem kartek w dłoniach. Ruszyłam od razu w stronę murawy. Po chwili ujrzałam chłopaków grających na boisku. Uśmiechnięta usiadłam na ławce trenerskiej nieopodal trenera Enrique. Zaczęłam czytać dokumenty. Wszystko wydawało mi się okej, zanim nie dotarłam do działu, w którym opisywane były kwoty jakie zostaną mi wypłacane. Na chwilę otworzyłam buzię ze zdziwienia. Wow! Aż tyle?! Nie mogłam uwierzyć.
Czytałam jednak dalej i skończyłam kilka minut przed tym jak zabrzmiał gwizdek trenera oznaczający koniec treningu. Dani, Leo i Neymar od razu do mnie podeszli. Z Argentyńczykiem przywitałam się uściskiem, a z Juniorem znów wymieniłam tylko ciche "cześć".
- Dani, poczekasz na mnie chwilę? Muszę iść tylko coś podpisać - poinformowałam przyjaciela.
- Jeśli chcesz to mogę cię odwieźć. Muszę coś załatwić u twojego trenera, a później i tak miałem wpaść do Alvesa - zaproponował Leo.
- Skoro tak, to Dani jedź do domu się wyspać - powiedziałam.
- Ok, to do zobaczenia potem - zawołał Brazylijczyk, odchodząc w stronę szatni, ciągnąć za sobą Neymara, który nawet nie raczył się ze mną pożegnać. Cóż, jego wybór.
- Poczekaj tu chwileczkę, zaraz przyjdę - powiedział Leo i pobiegł w tą samą stronę, w którą skierowali się dwaj Brazylijczycy.
I rzeczywiście Leo wrócił po krótkiej chwili już przebrany i z torbą treningową. Nie wiem jak udało mu się przebrać tak szybko, ale podziwiam go za to. Z Danim zapewne zeszłoby się o wiele dłużej.
- No to idziemy - zakomunikował Leo, przechodząc obok mnie. Zaśmiałam się i podążyłam za nim. Po chwili byliśmy już w gabinecie pana Llorensa.
- Dobrze, więc nie było w kontrakcie niczego, co budziłoby twoje obawy? - zapytał, aby się upewnić.
- Po za zarobkami to raczej nie - powiedziałam zgodnie z prawdą.
- Zbyt niskie? - zapytał.
- Chyba raczej zbyt wysokie - rzekłam, a co trener zaczął się śmiać.
- Czyli odpowiednie. To Barcelona. Musisz się przyzwyczaić.
- Trochę może mi to zająć.
- A więc, skoro wszystko w porządku, to możemy podpisywać. Potrzebny będzie mi twój dowód.
Wyjęłam z mojej torebki portfel, w którym zaczęłam szukać dowodu. Znalazłam ten, na którym jeszcze widniało moje nazwisko po rodzicach, ale po chwili znalazłam tez ten prawidłowy ze zmienionym nazwiskiem i podałam go panu Llorensowi. Spisał z niego potrzebne dane i zwrócił mi go. Schowałam go z powrotem do torebki. Złożyłam jeszcze kilka podpisów w wyznaczonych miejscach i mogłam wracać do domu. Leo dał mi kluczyki do swojego samochodu i kazał mi w nim na siebie poczekać, ponieważ on musiał jeszcze o czymś porozmawiać.
Zdążyłam wsiąść do jego Audi i kilka minut później pojawił się tam tez piłkarz. Był jakby trochę zamyślony, ale nie zwracałam na to uwagi. To zapewne przez tę rozmowę, która tak mnie interesowała.
- O czym rozmawiałeś z moim trenerem? - zapytałam w końcu, gdy jechaliśmy już ulicami Barcelony.
- O dziewczynach ze składu. Znam je trochę i zastanawiało mnie, gdzie trener zamierza cię wystawić w ewentualnym składzie - odpowiedział.
- Yhym, okej.
Resztę drogi przebyliśmy, słuchając jedynie muzyki w radiu. Po dziesięciu minutach byliśmy na miejscu. Gdy Leo zaparkował, chciałam wysiąść z samochodu, ale zatrzymał mnie, łapiąc za nadgarstek.
- O co chodzi, Leo? - zapytałam zdziwiona.
- Musimy porozmawiać - odpowiedział poważnie.
- Dobrze, ale nie możemy w środku?
- Lepiej będzie jeśli Dani nie będzie słyszał ani wiedział o naszej rozmowie.
- Okej, więc o co chodzi? - zadałam pytanie już lekko poddenerwowana całą sytuacją. O co tez Leo mogło chodzić?
- Zostawiłaś coś - powiedział po kilku minutach zastanowienia i podał mi coś.
Podał mi coś, czym okazał być się jakiś dokument.
Dokument, którym okazał być się dowód osobisty.
Dowód osobisty, który okazał się być mój.
I to ten, na którym okazało się widnieć moje prawdziwe nazwisko.
- Nadia, dlaczego mi nie powiedziałaś?
Dam, dam, dam. Czyli Leo już wie :D A Wy zaczynacie się orientować? :D
Dobranoc :* Albo Dzień dobry :* zależy kiedy to czytacie :D
Przerywanie rozdziału w takim momencie powinno być karalne! ;D
OdpowiedzUsuńProszę o szybką kontynuację i dobranoc ;*
No to jaką karę proponujesz? 😂
UsuńNie no to tak nie może być..
OdpowiedzUsuńPrzerwać w takim momencie!? -,-
Oczywiście rozdział cudowny <3
Zapraszam też do siebie na nowości :#
http://neymarovaa.blogspot.com/2016/02/rozdzia-3.html
Nie, nie orientuje się kompletnie...ale coraz bardziej mnie to wciąga i chce więcej :) czekam na szybki next :)
OdpowiedzUsuńO, kurka! :o Chcę szybki next!! <3
OdpowiedzUsuń