~ J*****!
J***** - oznaczenie dla imienia drugiego brata Nadii.
on, nim, jego - oznaczenie dla brata Nadii, który jest piłkarzem
- To od czego mam zacząć?
- Najlepiej zaczynać od początku - powiedział Leo, kładąc swoją dłoń na mojej, żeby dodać mi otuchy.
- Wiesz, Leo, na początku było względnie dobrze. Gdy byłam mała, miałam dwa, trzy lata często bawiłam się z J*****, nim i siostrą. Ale potem jeden z tych braci, a dokładniej on, zaczął interesować się piłką. I wtedy poniekąd zabawa ze mną przestała go interesować. Dlatego często razem z siostrą siedziałyśmy na dworze, oglądając jak nasi bracia grają. Gdy zaczęliśmy chodzić do szkoły on od razu zaczął grać w szkolnej drużynie, choć nie miał więcej niż osiem lat. Kilka lat później zaczął grać w klubie i wtedy już w ogóle się ode mnie odciął. Chodziłam na każdy jego mecz, ale za każdym razem po meczu cieszył się razem z rodzicami i pozostałą dwójką rodzeństwa. Ja zostałam odstawiona na półkę, tak jakby każdy o mnie zapomniał. Rodzice byli coraz bardziej zajęci nim, ponieważ on robił karierę. Nawet nie zauważyli, że ja też zaczęłam grać w piłkę. Robiłam to chyba głównie po to, żeby zwrócić na siebie jego uwagę. Oczywiście nie udało mi się, ale zauważył to J*****. Zaczęłam mu wtedy opowiadać, jak się czułam. Stał się moim psychologiem, w pewnym sensie. Moja siostra nadal była ze mną, ale jej nigdy tego nie powiedziałam. Tylko J***** mnie rozumiał. Mówiłam mu o wszystkim, nie powiedziałam mu jedynie o planie wyjazdu. Planowałam go przez kilka lat. Gdy miałam 14 lat musieliśmy się przeprowadzić, aby on miał bliżej na treningi. Znalazłam się w nowym domu, ale nie byłam tam szczęśliwa, bo nie miałam możliwości, żeby grać w piłkę, która stała się także moją pasją. Wtedy też przestałam przychodzić na jego mecze. I wtedy wpadłam na pomysł, żeby wyjechać, gdy tylko stanę się pełnoletnia - wzięłam głęboki wdech zmęczona tak długim mówieniem, ale po chwili kontynuowałam: - Od razu na myśl przyszła mi Anglia i Londyn jako miejsce, w którym chciałabym się znaleźć. Jednak w miarę jak stawałam się starsza, uświadomiłam sobie, że będę musiała trochę przesunąć w czasie moje plany. Musiałam skończyć szkołę, uzbierać pieniądze. Ale gdy miałam 19 lat, już po zakończeniu szkoły kupiłam bilety i zaczęłam się pakować. Pierwszy raz od pięciu lat zjawiłam się na jego meczu, a następnego dnia znalazłam się już w Europie. I tak naprawdę dopiero wtedy poczułam się naprawdę wolna - powiedziałam i nie zamierzałam dodawać już nic więcej. Otworzyłam się już i tak zbyt bardzo. Ale jednak gdy Leo zaczął zadawać pytania, musiałam się przełamać.
- Byłaś nieszczęśliwa w Brazylii z powodu samotności, więc wyjechałaś. Ale co wtedy z twoją rodziną? Nie zauważyli, że zniknęłaś? - dziwił się.
- Zaraz po wyjściu z lotniska w Londynie wyrzuciłam swoją kartę od telefonu, więc przez jakiś czas nie wiedziałam co się działo w mojej rodzinie po moim wyjeździe. Dopiero gdy w Anglii pojawił się Oscar trochę się dowiedziałam. Był w Brazylii, gdy ja zniknęłam i był przyjacielem mojego brata, więc wiedział dość dużo. Podobno J***** od razu zauważył moje zniknięcie, ale gdy powiedział o tym rodzicom, oni uznali, że na pewno jestem u jakiejś przyjaciółki. Dopiero gdy nie było mnie przez tydzień moja mama weszła do mojego pokoju i zobaczyła, że zniknęły wszystkie moje rzeczy. Podobno wtedy rozpoczęła razem z tatą, moją siostrą i J***** rozpoczęli akcję "szukania" mnie. On podobno nawet się nie przejął.
- W Londynie mogłaś grać w piłkę? - Leo zaczął rozumieć mój tok rozumowania.
- Tak. Mogłam się spełniać tak jak chciałam. Dzięki Oskarowi poznałam wielu piłkarzy, którzy stali się moją nową rodziną. I nie musiałam bać się, że nagle znowu stanę się samotna i odepchnięta,
- Poznałaś go od razu, kiedy pierwszy raz spotkaliśmy się w Londynie?
- Yhym. Osobę, przez którą wypłakałam tyle łez, uwierz, poznałabym wszędzie.
- A wracając... jak skończyła się ta cała akcja "szukania" ciebie przez twoich rodziców?
- Przeszukali po jakimś czasie mój pokój i tam znaleźli list, który im zostawiłam. Nie był on jakoś przesadnie długi. "Wyjeżdżam i nie zamierzam już wracać. Przepraszam, nie musicie nie szukać". I chyba wzięli sobie to do serca, bo przez 3 lata mnie nie znaleźli.
- Naprawdę nie wiedziałem, że on kiedyś taki był. Ale musisz wiedzieć, że teraz się już tak nie zachowuje. Kiedy się tu pojawił, może jeszcze zachowywał się, jak rozwydrzony nastolatek, ale teraz już naprawdę wydoroślał - wiem, do czego Leo próbował mnie przekonać. Ale nie byłam na to jeszcze gotowa.
- Jednak mimo wszystko on mnie nie pamięta i na razie nie chcę mu o sobie przypominać. Najpierw chcę się jeszcze spotkać z J*****. Ma niedługo przyjechać do Barcelony.
- Najlepiej zaczynać od początku - powiedział Leo, kładąc swoją dłoń na mojej, żeby dodać mi otuchy.
- Wiesz, Leo, na początku było względnie dobrze. Gdy byłam mała, miałam dwa, trzy lata często bawiłam się z J*****, nim i siostrą. Ale potem jeden z tych braci, a dokładniej on, zaczął interesować się piłką. I wtedy poniekąd zabawa ze mną przestała go interesować. Dlatego często razem z siostrą siedziałyśmy na dworze, oglądając jak nasi bracia grają. Gdy zaczęliśmy chodzić do szkoły on od razu zaczął grać w szkolnej drużynie, choć nie miał więcej niż osiem lat. Kilka lat później zaczął grać w klubie i wtedy już w ogóle się ode mnie odciął. Chodziłam na każdy jego mecz, ale za każdym razem po meczu cieszył się razem z rodzicami i pozostałą dwójką rodzeństwa. Ja zostałam odstawiona na półkę, tak jakby każdy o mnie zapomniał. Rodzice byli coraz bardziej zajęci nim, ponieważ on robił karierę. Nawet nie zauważyli, że ja też zaczęłam grać w piłkę. Robiłam to chyba głównie po to, żeby zwrócić na siebie jego uwagę. Oczywiście nie udało mi się, ale zauważył to J*****. Zaczęłam mu wtedy opowiadać, jak się czułam. Stał się moim psychologiem, w pewnym sensie. Moja siostra nadal była ze mną, ale jej nigdy tego nie powiedziałam. Tylko J***** mnie rozumiał. Mówiłam mu o wszystkim, nie powiedziałam mu jedynie o planie wyjazdu. Planowałam go przez kilka lat. Gdy miałam 14 lat musieliśmy się przeprowadzić, aby on miał bliżej na treningi. Znalazłam się w nowym domu, ale nie byłam tam szczęśliwa, bo nie miałam możliwości, żeby grać w piłkę, która stała się także moją pasją. Wtedy też przestałam przychodzić na jego mecze. I wtedy wpadłam na pomysł, żeby wyjechać, gdy tylko stanę się pełnoletnia - wzięłam głęboki wdech zmęczona tak długim mówieniem, ale po chwili kontynuowałam: - Od razu na myśl przyszła mi Anglia i Londyn jako miejsce, w którym chciałabym się znaleźć. Jednak w miarę jak stawałam się starsza, uświadomiłam sobie, że będę musiała trochę przesunąć w czasie moje plany. Musiałam skończyć szkołę, uzbierać pieniądze. Ale gdy miałam 19 lat, już po zakończeniu szkoły kupiłam bilety i zaczęłam się pakować. Pierwszy raz od pięciu lat zjawiłam się na jego meczu, a następnego dnia znalazłam się już w Europie. I tak naprawdę dopiero wtedy poczułam się naprawdę wolna - powiedziałam i nie zamierzałam dodawać już nic więcej. Otworzyłam się już i tak zbyt bardzo. Ale jednak gdy Leo zaczął zadawać pytania, musiałam się przełamać.
- Byłaś nieszczęśliwa w Brazylii z powodu samotności, więc wyjechałaś. Ale co wtedy z twoją rodziną? Nie zauważyli, że zniknęłaś? - dziwił się.
- Zaraz po wyjściu z lotniska w Londynie wyrzuciłam swoją kartę od telefonu, więc przez jakiś czas nie wiedziałam co się działo w mojej rodzinie po moim wyjeździe. Dopiero gdy w Anglii pojawił się Oscar trochę się dowiedziałam. Był w Brazylii, gdy ja zniknęłam i był przyjacielem mojego brata, więc wiedział dość dużo. Podobno J***** od razu zauważył moje zniknięcie, ale gdy powiedział o tym rodzicom, oni uznali, że na pewno jestem u jakiejś przyjaciółki. Dopiero gdy nie było mnie przez tydzień moja mama weszła do mojego pokoju i zobaczyła, że zniknęły wszystkie moje rzeczy. Podobno wtedy rozpoczęła razem z tatą, moją siostrą i J***** rozpoczęli akcję "szukania" mnie. On podobno nawet się nie przejął.
- W Londynie mogłaś grać w piłkę? - Leo zaczął rozumieć mój tok rozumowania.
- Tak. Mogłam się spełniać tak jak chciałam. Dzięki Oskarowi poznałam wielu piłkarzy, którzy stali się moją nową rodziną. I nie musiałam bać się, że nagle znowu stanę się samotna i odepchnięta,
- Poznałaś go od razu, kiedy pierwszy raz spotkaliśmy się w Londynie?
- Yhym. Osobę, przez którą wypłakałam tyle łez, uwierz, poznałabym wszędzie.
- A wracając... jak skończyła się ta cała akcja "szukania" ciebie przez twoich rodziców?
- Przeszukali po jakimś czasie mój pokój i tam znaleźli list, który im zostawiłam. Nie był on jakoś przesadnie długi. "Wyjeżdżam i nie zamierzam już wracać. Przepraszam, nie musicie nie szukać". I chyba wzięli sobie to do serca, bo przez 3 lata mnie nie znaleźli.
- Naprawdę nie wiedziałem, że on kiedyś taki był. Ale musisz wiedzieć, że teraz się już tak nie zachowuje. Kiedy się tu pojawił, może jeszcze zachowywał się, jak rozwydrzony nastolatek, ale teraz już naprawdę wydoroślał - wiem, do czego Leo próbował mnie przekonać. Ale nie byłam na to jeszcze gotowa.
- Jednak mimo wszystko on mnie nie pamięta i na razie nie chcę mu o sobie przypominać. Najpierw chcę się jeszcze spotkać z J*****. Ma niedługo przyjechać do Barcelony.
- Pomoże ci? Jeśli chodzi o niego?
- Tak, pewnie tak. Wie, jak muszę się teraz czuć, więc nie będę mu na szczęście musiała wszystkiego opowiadać.
- A myślałaś nad tym, żeby pojechać do Brazylii, do swoich rodziców?
- Nie wiem, czy to byłby dobry pomysł, Leo.
- Niby dlaczego? On teraz nieprędko wyjedzie do Brazylii, bo mamy zbyt ważne mecze przed sobą, żeby mógł je opuścić, więc myślę, że to jest doskonała okazja.
- Minęły trzy lata i nie wiem, jak by zareagowali...
- Porozmawiaj może z J***** i wtedy postanowisz - podsunął.
- Wiesz co, Leo? Jesteś naprawdę cudownym przyjacielem. Może czasami za bardzo ciekawskim, ale to wszystko wynika z troski. Naprawdę się cieszę, że cię spotkałam - powiedziałam prosto z serca. Prawda była taka, że mimo często denerwowało mnie to, że Leo chciał bardzo dużo o mnie wiedzieć, to jednak wiedziałam, że mogę mu zaufać, bo on chce mi tylko pomóc rozwiązać moje największe problemy. Odkąd go spotkałam, moje życie ma szanse nabrać innych barw.
- On jest moim przyjacielem, ty jesteś moją przyjaciółką. Naprawdę chciałbym, żebyście się pogodzili - przyznał.
- Dziękuję.
- Podziękujesz mi, jeśli naprawdę zaczniecie ze sobą rozmawiać, jak brat z siostrą. I jeśli w końcu postanowisz mu o wszystkim powiedzieć.
Miałam już wstać od stolika, przy którym siedzieliśmy i zacząć zbierać się do domu, ale w tym momencie na taras wyszła Antonella. W dłoniach trzymała tackę, na której znajdowały się trzy kubki, które po chwili postawiła przede mną i Leo, i usiadła obok nas.
- Thiago zasnął, więc pomyślałam, że przyjdę do was. Nie przeszkadzam? - zapytała.
- Nie, oczywiście, że nie - odpowiedział jej Leo, przytulił do siebie i pocałował we włosy. - Właśnie skończyliśmy rozmawiać.
Widok ich razem był naprawdę cudowny. Nie można było powiedzieć, że między nimi nie ma tego wyjątkowego uczucia czy że ono już się wypaliło. Siedząc przy nich czuło się ich miłość.
I widząc ich tak szczęśliwych, zaczęłam zastanawiać się czy mi kiedyś uda się tak skończyć, czy może jednak na zawsze będę już skazana na samotność. Nigdy nie zaznałam takiej miłości, jak Leo i Antonella, i nie wiedziałam czy potrafiłabym darzyć kogoś tak silnym uczuciem. Kochać uczymy się od innych, a mnie uczyli tego jedynie przyjaciele. Rodzina nie miała w tym większego wkładu.
Z zamyślenia i smutnych myśli wyrwał mnie dzwonek mojego telefonu. Przeprosiłam Anto i Leo, widząc na wyświetlaczu numer Alvesa i wstałam od stołu. Odeszłam kawałek, po czym odebrałam.
- Nadia? Gdzie jesteś? - zapytał od razu, zdenerwowany.
- Dani, uspokój się. Jestem u Leo.
- Czemu mi nie powiedziałaś?! My tu umieraliśmy ze strachu o ciebie! - zawołał, a moje serce zabiło szybciej na myśl, że być może to on znajduje się w domu Daniego.
- Przepraszam, ale Leo przywiózł mnie do siebie bez mojej wiedzy. Chciał ze mną porozmawiać - nie odważyłam się zapytać, z kim tak się martwił. Mimo wszystko nie.
- Porozmawialiście?
- Yhym. Właśnie skończyliśmy.
- Przyjechać po ciebie?
- Podziękujesz mi, jeśli naprawdę zaczniecie ze sobą rozmawiać, jak brat z siostrą. I jeśli w końcu postanowisz mu o wszystkim powiedzieć.
Miałam już wstać od stolika, przy którym siedzieliśmy i zacząć zbierać się do domu, ale w tym momencie na taras wyszła Antonella. W dłoniach trzymała tackę, na której znajdowały się trzy kubki, które po chwili postawiła przede mną i Leo, i usiadła obok nas.
- Thiago zasnął, więc pomyślałam, że przyjdę do was. Nie przeszkadzam? - zapytała.
- Nie, oczywiście, że nie - odpowiedział jej Leo, przytulił do siebie i pocałował we włosy. - Właśnie skończyliśmy rozmawiać.
Widok ich razem był naprawdę cudowny. Nie można było powiedzieć, że między nimi nie ma tego wyjątkowego uczucia czy że ono już się wypaliło. Siedząc przy nich czuło się ich miłość.
I widząc ich tak szczęśliwych, zaczęłam zastanawiać się czy mi kiedyś uda się tak skończyć, czy może jednak na zawsze będę już skazana na samotność. Nigdy nie zaznałam takiej miłości, jak Leo i Antonella, i nie wiedziałam czy potrafiłabym darzyć kogoś tak silnym uczuciem. Kochać uczymy się od innych, a mnie uczyli tego jedynie przyjaciele. Rodzina nie miała w tym większego wkładu.
Z zamyślenia i smutnych myśli wyrwał mnie dzwonek mojego telefonu. Przeprosiłam Anto i Leo, widząc na wyświetlaczu numer Alvesa i wstałam od stołu. Odeszłam kawałek, po czym odebrałam.
- Nadia? Gdzie jesteś? - zapytał od razu, zdenerwowany.
- Dani, uspokój się. Jestem u Leo.
- Czemu mi nie powiedziałaś?! My tu umieraliśmy ze strachu o ciebie! - zawołał, a moje serce zabiło szybciej na myśl, że być może to on znajduje się w domu Daniego.
- Przepraszam, ale Leo przywiózł mnie do siebie bez mojej wiedzy. Chciał ze mną porozmawiać - nie odważyłam się zapytać, z kim tak się martwił. Mimo wszystko nie.
- Porozmawialiście?
- Yhym. Właśnie skończyliśmy.
- Przyjechać po ciebie?
- Nie, Dani, nie ma takiej potrzeby. Przyjdę sama albo Leo mnie odwiezie - nie chciałam, żeby Dani przyjeżdżał. Gdybym wróciła do domu na pieszo, miałabym okazję, żeby pomyśleć o tym, co powiedział Messi i może porozmawiać z J*****.
- Będziemy za 20 minut. Nie masz za co dziękować - usłyszałam głos Daniego, a po chwili tylko odgłos przerwanego połączenia. Uparty osioł.
Wróciłam do stolika i usiadłam z powrotem na swoim miejscu. Leo i Anto przerwali swoją rozmowę o Thiago i spojrzeli na mnie.
- Dani chyba ma zamiar złożyć wam wizytę - powiedziałam niezbyt radośnie.
- To fajnie. Z Alvesem zawsze można się pośmiać - odezwała się Anto. Nie wiedziałam, że tak dobrze zna piłkarzy Barcy.
- Czyżby Dani bywał u was aż tak często? - spytałam.
- Jeśliby się dobrze zastanowić to nie było go już u nas bardzo dawno - Leo spojrzał na Anto.
- Masz rację. Ostatni raz chyba, jak przyjechał tu razem z Shakirą i Gerardem - przyznała jego partnerka.
- No to jakieś trzy tygodnie temu... - zaczął Leo.
- Co ty mówisz? Przecież byli tu już po waszym powrocie z Londynu - zaprzeczyła Anto.
- Jak? Przecież po powrocie z większością chłopaków cały tydzień siedzieliśmy u Daniego, a potem przyjechała Nadia - nie zgadzał się z nią Messi,
- Kłamiesz! - Anto pokazała mu język i nagle jakby coś spostrzegła, zatrzymała swój wzrok na drzwiach do domu. Ja i Leo od razu spojrzeliśmy w tamtą stronę i zobaczyliśmy tam małego Messiego.
- Mamooooooo! Głodny jestem - zawołał.
- Już idziemy coś zjeść - powiedziała Antonella słodkim głosem, ponownie pokazała język Leo i opuściła taras razem z synkiem.
Wróciłam wzrokiem do przyjaciela.
- To jak, jaki Alves znalazł powód, żeby mnie odwiedzić? - zapytał.
- Udawał, że boi się, że się zgubię - zaśmiałam się.
- Typowe. Mówię ci, będzie się o ciebie troszczył, jak o swoje dzieci.
- To Daniel ma dzieci?! - zdziwiłam się.
- Yhym. Nie wiedziałaś?
- Nie, nie dotarły do mnie owe wiadomości. Czemu nie mieszkają z nim?
- Rozstał się z ich matką i teraz mieszkają oddzielnie. To tak jak trochę jak z Neymarem i Caroliną.
- O tym akurat trochę słyszałam - przyznałam.
Na chwilę zapadła cisza, ale tylko na chwileczkę. Bo nagle usłyszeliśmy głos Daniego:
- Ja kiedyś zawału przez ciebie Nadia dostanę! Żebym ja się tak denerwował!
- Wiesz, Leo, jednak miałeś rację, że będzie się tak zachowywał - zwróciłam się do Argentyńczyka.
- Widzisz, ja zawsze mam rację - odpowiedział.
- Plotkowaliście o mnie?! - wciął się Alves.
- I nie tylko o tobie - powiedziałam, biorąc łyk herbaty, która z każdą minutą robiła się coraz zimniejsza.
- No właśnie, słyszałem swoje imię - usłyszałam głos Brazylijczyka i prawie się zakrztusiłam.
- Mówiłem Nadii o tobie i Caro. Właśnie, kiedy Davi do ciebie wpada? - Leo udawał idealnie, że nie zauważył mojej reakcji.
- Ma przyjechać w tym tygodniu. Caro zaczyna studia w Barcelonie - rzekł Brazylijczyk, siadając na dawnym miejscu Anto. Dani usiadł dokładnie naprzeciwko niego.
Wyłączyłam się całkowicie z ich rozmowy, gdy mój telefon zawibrował, oznajmiając mi, że otrzymałam nową wiadomość.
"Jutro o 10 i 18 trening na Mini Estadi. Bądź najlepiej jakieś pół godziny wcześniej.
Trener ;)"
Tak, pan Llorens zdecydowanie mnie polubił. I szczerze mówiąc z wzajemnością. Naprawdę cieszę się, że nie okazał się być jakimś gburem, a naprawdę fajną, pozytywną osobą. Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze pracowało.
- Z czego tak się cieszysz? - zapytał Neymar, widząc, że się uśmiecham.
- Nie, nie ważne. To o czym mówiliście?
Wow, jak dawno mnie tu nie było! 20 dni bez żadnego rozdziału. Aż sama się zdziwiłam, że tak długo. Szkoda, ze tak zaniedbałam tego bloga :( Jest tu ktoś jeszcze?
- Będziemy za 20 minut. Nie masz za co dziękować - usłyszałam głos Daniego, a po chwili tylko odgłos przerwanego połączenia. Uparty osioł.
Wróciłam do stolika i usiadłam z powrotem na swoim miejscu. Leo i Anto przerwali swoją rozmowę o Thiago i spojrzeli na mnie.
- Dani chyba ma zamiar złożyć wam wizytę - powiedziałam niezbyt radośnie.
- To fajnie. Z Alvesem zawsze można się pośmiać - odezwała się Anto. Nie wiedziałam, że tak dobrze zna piłkarzy Barcy.
- Czyżby Dani bywał u was aż tak często? - spytałam.
- Jeśliby się dobrze zastanowić to nie było go już u nas bardzo dawno - Leo spojrzał na Anto.
- Masz rację. Ostatni raz chyba, jak przyjechał tu razem z Shakirą i Gerardem - przyznała jego partnerka.
- No to jakieś trzy tygodnie temu... - zaczął Leo.
- Co ty mówisz? Przecież byli tu już po waszym powrocie z Londynu - zaprzeczyła Anto.
- Jak? Przecież po powrocie z większością chłopaków cały tydzień siedzieliśmy u Daniego, a potem przyjechała Nadia - nie zgadzał się z nią Messi,
- Kłamiesz! - Anto pokazała mu język i nagle jakby coś spostrzegła, zatrzymała swój wzrok na drzwiach do domu. Ja i Leo od razu spojrzeliśmy w tamtą stronę i zobaczyliśmy tam małego Messiego.
- Mamooooooo! Głodny jestem - zawołał.
- Już idziemy coś zjeść - powiedziała Antonella słodkim głosem, ponownie pokazała język Leo i opuściła taras razem z synkiem.
Wróciłam wzrokiem do przyjaciela.
- To jak, jaki Alves znalazł powód, żeby mnie odwiedzić? - zapytał.
- Udawał, że boi się, że się zgubię - zaśmiałam się.
- Typowe. Mówię ci, będzie się o ciebie troszczył, jak o swoje dzieci.
- To Daniel ma dzieci?! - zdziwiłam się.
- Yhym. Nie wiedziałaś?
- Nie, nie dotarły do mnie owe wiadomości. Czemu nie mieszkają z nim?
- Rozstał się z ich matką i teraz mieszkają oddzielnie. To tak jak trochę jak z Neymarem i Caroliną.
- O tym akurat trochę słyszałam - przyznałam.
Na chwilę zapadła cisza, ale tylko na chwileczkę. Bo nagle usłyszeliśmy głos Daniego:
- Ja kiedyś zawału przez ciebie Nadia dostanę! Żebym ja się tak denerwował!
- Wiesz, Leo, jednak miałeś rację, że będzie się tak zachowywał - zwróciłam się do Argentyńczyka.
- Widzisz, ja zawsze mam rację - odpowiedział.
- Plotkowaliście o mnie?! - wciął się Alves.
- I nie tylko o tobie - powiedziałam, biorąc łyk herbaty, która z każdą minutą robiła się coraz zimniejsza.
- No właśnie, słyszałem swoje imię - usłyszałam głos Brazylijczyka i prawie się zakrztusiłam.
- Mówiłem Nadii o tobie i Caro. Właśnie, kiedy Davi do ciebie wpada? - Leo udawał idealnie, że nie zauważył mojej reakcji.
- Ma przyjechać w tym tygodniu. Caro zaczyna studia w Barcelonie - rzekł Brazylijczyk, siadając na dawnym miejscu Anto. Dani usiadł dokładnie naprzeciwko niego.
Wyłączyłam się całkowicie z ich rozmowy, gdy mój telefon zawibrował, oznajmiając mi, że otrzymałam nową wiadomość.
"Jutro o 10 i 18 trening na Mini Estadi. Bądź najlepiej jakieś pół godziny wcześniej.
Trener ;)"
Tak, pan Llorens zdecydowanie mnie polubił. I szczerze mówiąc z wzajemnością. Naprawdę cieszę się, że nie okazał się być jakimś gburem, a naprawdę fajną, pozytywną osobą. Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze pracowało.
- Z czego tak się cieszysz? - zapytał Neymar, widząc, że się uśmiecham.
- Nie, nie ważne. To o czym mówiliście?
Wow, jak dawno mnie tu nie było! 20 dni bez żadnego rozdziału. Aż sama się zdziwiłam, że tak długo. Szkoda, ze tak zaniedbałam tego bloga :( Jest tu ktoś jeszcze?
No chociaż troszke tajemnica się wyjaśniła :)
OdpowiedzUsuńOch, wciągasz, kochana, wciągasz. ;*
OdpowiedzUsuńTe tajemnice..ah. chociaż powoli zaczynam łączyć szczegóły i wychodzi jakaś sensowna całość, więc powoli się domyślam. Poza tym rozdział perfecto !! ;*
OdpowiedzUsuńBardzo fajny :*
OdpowiedzUsuńZ niecierpliwością czekam na nexta :*