~ - Śpi? Przecież jest dopiero trzynasta.
*tydzień później*
- Nie Leo, naprawdę nie mogę do was dzisiaj wpaść. Mam naprawdę dużo spraw do załatwienia - mówiłam do telefonu, wychodząc ze stadionu Mini Estadi, na którym od tygodnia trenowałam.
- Słyszę to od tygodnia. Nadia, czy coś się dzieje? - zapytał zmartwiony Messi. Kurdę, muszę wymyślić jakąś nową wymówkę.
- Nic się nie dzieje, po prostu mam treningi i jeszcze do tego wiele spraw związanych z moją przeprowadzką i wstąpieniem do klubu. Nie mam teraz zbyt dużo czasu. Ale obiecuję ci, że jak tylko wszystko załatwię to się spotkamy, dobrze?
- Dobrze. To nie zajmuję ci już więcej czasu. Pa.
- Pa - odpowiedziałam i się rozłączyłam.
Byłam w drodze do domu Daniego. Wracałam z treningu. Nie miałam na szczęście daleko, więc mogłam wracać na piechtę. Przy mojej prędkości pięć minut później wchodziłam do domu.
- Hey Nadia, chodź tu na chwilę - niemal od razu usłyszałam wołanie Daniela.
Posłusznie wyszłam na taras, gdzie znalazłam go siedzącego razem z Neymarem. Jeszcze tylko jego dzisiaj mi brakowało.
- O co chodzi, Dani? - spytałam, ignorując drugiego Brazylijczyka.
- Może byś się do nas przyłączyła? Dawno nie... - zaczął.
- Proszę, nie męcz mnie - wcięłam mu się niekulturalnie w zdanie, ale się tym nie przejmowałam. Odwróciłam się i wróciłam do środka. Weszłam po schodach na piętro i poszłam do swojego pokoju. Rzuciłam torbę treningową w samym wejściu i rzuciłam się na łóżko. Po chwili zasnęłam, ale nie na długo. Za 6 godzin, o 18:00 mam kolejny trening.
****
*Leo*
Szczerze, zachowanie Nadii dziwnie mnie martwiło. Odkąd zaczęła trenować w klubie ze swoją drużyną nawet się do mnie nie odezwała. Tylko ja dzwoniłem do niej codziennie z prośbą o spotkanie, ale ani razu nie otrzymałem twierdzącej odpowiedzi. Od tygodnia jej nie widziałem.
Ale nie tylko ze mną nie utrzymywała już bliższego kontaktu. Przecież przyjaźniła się z tyloma piłkarzami, a nie odzywała się do żadnego z nich. Wiem, ponieważ się ich o to pytałem. Jedyne relacje utrzymywała z Danielem, ale to zrozumiałe, przecież u niego mieszka.
Martwiłem się o naszą przyjaciółkę, a że jestem człowiekiem opiekuńczym, szczególnie wobec niej, to postanowiłem się dowiedzieć, co jest powodem jej nagłego "zniknięcia".
Wyciągnąłem telefon i znalazłem w kontaktach numer do trenera Nadii. Podobno ma dużo spraw związanych z treningami i klubem. No to się o tym przekonajmy.
- Dzień dobry. Nie przeszkadzam? - zapytałem, gdy Llorens odebrał.
- Nie, oczywiście, że nie Leo. O co chodzi?
- Chciałem się tylko zapytać o Nadię. Jak jej idzie w klubie?
- Z tego co wiem Nadia spisuje się bardzo dobrze.
- Z tego co pan wie?
- Nie ma mnie aktualnie w Barcelonie, wszystkie informacje z klubu przekazuje mi mój asystent.
- A nie wie pan może czy Nadia ma jakieś sprawy związane z grą w klubie?
- Codziennie ma dwa dwugodzinne treningi. Leo, czy coś się stało? - zmartwił się.
- Nie, nie, wszystko w jak najlepszym porządku. Chciałem się po prostu dowiedzieć jak Nadia sobie radzi, bo ostatnio jakoś nie możemy się złapać. Ale mimo wszystko dziękuję za informacje.
- Miło mi że mogłem pomóc. Do widzenia, Leo.
Odpowiedziałem i rozłączyłem się.
Czyli jednak rozmowa z Llorensem sporo przyniosła. Skoro Nadia miała jedynie treningi, to przecież miała dla siebie bardzo dużo wolnego czasu. Nawet jeśli załatwiała do końca swoją przeprowadzkę, to nie mogło jej to zajmować aż tyle.
Więc co mogło sprawić, że się od nas wszystkich odcięła?
Może znalazła sobie jakiegoś chłopaka? Może kogoś poznała?
Nie, to wykluczone, przecież Alves musiałby to zauważyć, a gdyby on o tym wiedział, to jeszcze tego samego dnia dowiedzieliby się też wszyscy piłkarze i nie tylko. To wykluczone.
Jeśli chciałem się czegoś dowiedzieć to nie pozostało mi nic innego, jak po prostu złożyć wizytę mojemu przyjacielowi.
Byłem w domu sam, ponieważ Anto razem z Thiago wybrała się do Shakiry, więc zabrałem kluczyki, zamknąłem dom, wsiadłem do samochodu i chwilę później byłem już w drodze.
Wjeżdżając na podjazd domu Alvesa, zastanawiałem się czy Nadia jest w domu. Może faktycznie nie było jej tam całymi dniami, ponieważ była zajęta?
Była tylko jedna opcja, żeby się tego dowiedzieć.
Nie dzwoniłem dzwonkiem, bo wiem, że jeśli gospodarz będzie w domu to na pewno nie znajdę go w budynku. Okrążyłem jego willę dookoła aż znalazłem się na tarasie, gdzie oczywiście zobaczyłem Daniela i Neymara. No oczywiście, przecież oni spędzają większość czasu razem. Mogłem się spodziewać, że będą tu razem.
- Hey chłopaki. Jest może Nadia w domu? Chciałem z nią porozmawiać - powiedziałem, zwracając tym na siebie ich uwagę.
- Siadaj stary - zaproponował starszy Brazylijczyk, z czego oczywiście skorzystałem.
- Nadia jest, ale raczej z nią nie porozmawiasz - rzekł Neymar.
- Dlaczego?
- Przed chwilą byłem w jej pokoju, bo też chciałem z nią pogadać. Śpi - kontynuował.
- Śpi? Przecież jest dopiero trzynasta. Co ona, nie mogła spać w nocy?
- Nie, wręcz przeciwnie. W nocy spała, jak zabita. Ale odkąd zaczęła trenować tak ma. Śpi całą noc, wstaje na trening, wraca, idzie spać, wstaje na wieczorny trening, wraca i kładzie się spać. I tak w kółko - powiedział Dani.
- Czyli wychodzi na to, że tylko trenuje i śpi? - podsumowałem.
- Jeszcze je między spaniem a treningiem - dodał.
- Ale co się może z nią dziać? Bo przecież to nie jest normalne.
- Nie wiem, Leo. Próbowaliśmy wyciągnąć z niej cokolwiek, ale ona nawet dzisiaj nie chciała z nami usiąść, tylko od razu po powrocie poszła na górę. Ale wyglądała na bardzo zmęczoną - dziwiło mnie, że Neymar tak bardzo interesował się losem Nadii. To do niego aż niepodobne.
- Skoro tylko trenuje i śpi, to może tutaj jest cały problem? Może po prostu chodzi o treningi? - podsunąłem.
- No tak, ale ona sama ci na pewno nic o tym nie powie - Alves negatywnie nastawiony, to był widok warty zobaczenia.
- Sami się dowiemy - postanowiłem.
- Co masz na myśli? - dopytywał Neymar.
- Po prostu pojedziemy na jej trening.
- Wkurzy się, jak nas zobaczy - jakim cudem Daniel stał się takim pesymistą?
- Wcale nie musi nas widzieć - pokręciłem głową, nie wierząc, że Dani się tego nie domyślił.
Do treningu Nadii zostało nam kilka godzin, więc ten czas spędziliśmy u Alvesa. W końcu na pół godziny przed rozpoczęciem treningu Nadii usłyszeliśmy jej głos oznajmiający, że wychodzi, a zaraz potem trzask drzwi wejściowych.
- To jak, jedziemy? - zapytałem.
- Jasne - odpowiedział Dani, podrywając się z miejsca.
- A ty? Jedziesz z nami? - spojrzałem na Neymara, który także wstał.
- Jasne, że jadę. Jest moją przyjaciółką.
Nie wiedziałem, że Nadię i Neymara łączyły takie relacje, żeby mógł nazwać ją przyjaciółką, ale postanowiłem w to nie wnikać. To w końcu ich sprawy.
Wsiedliśmy we trójkę do mojego samochodu i okrężną drogą pojechaliśmy na stadion Mini Estadi. Okrężną dlatego, że nie chciałem, żeby Nadia nas zauważyła. W końcu znała mój samochód.
Na miejscu byliśmy chwilę przed przyjściem Nadii, więc postanowiliśmy szybko udać się na trybuny, tak, żeby nas nie zauważyła.
Zaczęliśmy rozmawiać, ale między nami nastała cisza, gdy tylko zauważyliśmy, że dziewczyny pojawiły się już na murawie.
Szukaliśmy wzrokiem Nadii, ale ona wyszła z szatni jako ostatnia z włosami upiętymi w wysokiego kucyka i zwieszoną głową. Wszyscy spojrzeliśmy po sobie. Nasze spojrzenia wyrażały tylko jedno. "O co tutaj do cholery chodzi?"
Wszystkie dziewczyny zebrały się na rozgrzewce. Nadia biegała sama. Wokół niej nie było żadnej z dziewczyn. Na początku pomyślałem, że może po prostu tego chciała. W końcu miała na głowie wiele rzeczy, m. in. związanych z jej bratem, więc miała prawo chcieć być samotną. Ale dopiero potem zdałem sobie sprawę z tego, że to nie jest jej własny wybór. Ona wcale nie chciała czegoś przemyśleć. Ona po prostu została zmuszona do tego, by biegać sama.
Nie znałem dziewczyn, które grały w żeńskiej sekcji, więc nie miałem prawa ich oceniać. Ale czułem się zły na nie za to, że zmuszają moją przyjaciółkę do samotności. Nawet nie wyobrażałem sobie takiej sytuacji. Będąc w swojej drużynie, przyzwyczaiłem się do tego, że u nas nie ma nikogo, kto odstaje od grupy. Wszyscy jesteśmy w pewien sposób zjednoczeni, zaprzyjaźnieni. U dziewczyn jednak było chyba trochę inaczej.
Potem zaczęły grać w dziada. Nie byłoby w tym nic dziwnego. Ale było. Bo jako pierwsza w środku znalazła się oczywiście Nadia. I patrząc na tę grę, wydawało mi się, że bardziej niż na samym graniu, dziewczynom zależało na tym, żeby jak najbardziej wymęczyć moją przyjaciółkę. Byłem na nie cholernie zły. Czy one są drużyną?!
Odebranie im piłki zajęło Nadii około 10 minut. Dopiero niedawno zaczęła treningi, dodajmy do tego jeszcze kontuzję, jaką miała przed przylotem do Barcelony. Po takim wysiłku miała prawo być zmęczoną. Ale ona tego nie okazywała. Wymieniła się miejscami z jedną z dziewczyn i po chwili przyszło mi na myśl, że popada ze skrajności w skrajność. Tak jak chwilę temu biegała non stop za piłką, tak teraz nie robiła nic. Oczywiście nie ze swojego powodu. Wynikało to z tego, że wszystkie piłkarki skrupulatnie unikały możliwości podania do niej piłki.
Naprawdę nie wiem o co im chodziło, ale wiem, że się tego dowiem.
Ten widok dostrzegałem przez kolejnych pół godziny. W tym czasie ani razu nie spojrzałem na Daniego czy Neymara. Chyba byłem zbyt zły i zdziwiony zachowaniem dziewczyn z drużyny Nadii.
Po tym czasie zastępca Llorensa podzielił je na drużyny. Gdy na twarzach osób z grypy mojej przyjaciółki zobaczyłem ogromne niezadowolenie, miałem ogromną ochotę coś zrobić. Ale nie mogłem. Nadia by mi tego nie wybaczyła. Dlatego wolałem pozostać na swoim miejscu.
I zaczęły grać. Wiedziałem, że w klubie Nadia oficjalnie jest lewą skrzydłową tak, jak Neymar. Więc nie mało się zdziwiłem, gdy zobaczyłem, jak z rozkazu jednej z dziewczyn staje na pozycji prawego obrońcy. Najlepsze jest to, że "trener" nawet na to nie zareagował. Llorens, wróć!
Przeciwna drużyna rozpoczęła grę, a Nadia chyba nie do końca wiedziała, co ma robić. I wiem, że nie było to spowodowane nawet tym, że znajdowała się w całkiem innej części boiska niż powinna. Wcale nie chodziło o to, ponieważ wiem, że potrafi grać wszędzie. Wydaje mi się, że bała się cokolwiek zrobić z powodu swoich współzawodniczek.
Jednak zorientowanie się w sytuacji nie zajęło jej długo. Widać było, że przeciwna drużyna nie ma zamiaru bawić się w kotka i myszkę, ponieważ od razu przeszły do ataku. Skrzydłowa biegła z piłką swoją prawą stroną boiska, więc odebranie jej piłki należało do obowiązków prawego obrońcy, którym przecież była Nadia. Ale oczywiście nie dane było jej nawet spróbować, bo jedna z piłkarek zdublowała jej pozycję i postanowiła sama wykonać tę robotę. Było to tak złośliwe, że nie wiem jak Nadia wytrzymała bez powiedzenia jej paru niemiłych słów.
Przez kolejnych piętnaście minut była odcinana od piłki bezustannie. Zastanawiałem się czy w ogóle od początku tego meczu treningowego miała ją chociaż raz przy nodze. Doszedłem do wniosku, że nie. I wtedy zdarzyło się w końcu coś wartego uwagi w tym meczu. Po nieudanej akcji drużyny Nadii, drużyna przeciwna szybko wyszła z kontrą, a na drugiej połowie zostały tylko dwie zawodniczki - bramkarka i Nadia. I w końcu po tak długim oczekiwaniu nadszedł przebłysk wielkiego geniuszu Nadii. Odebrała napastniczce piłkę wślizgiem, szybko się podniosła i pobiegła z piłką do przodu zdecydowanie przekraczając linię obrony. Nie miała do końca komu podać, bo wiedziała, że nikt nie skończyłby tej akcji, więc sama zakończyła ją strzałem z pola karnego. Niestety, bramkarka w porę zdążyła zareagować i wybiła piłkę na rzut rożny.
Osobiście uważałem, że cała akcja była naprawdę dobra, tym bardziej, że została zorganizowana i zakończona przez jedną osobę. Ale szczerze mówiąc nie zdziwiło mnie, że jej współzawodniczki musiały mieć z tym jakiś problem.
Jedna z nich podeszła do niej i zaczęła się na nią wydzierać. Jej krzyki było słychać aż tutaj.
- Co ty sobie wyobrażasz? Co ty w ogóle robisz? Gdzie miałaś być? Co miałaś robić?
Nadia niewzruszona odwróciła się i truchtem pobiegła do pola karnego i oczekiwała na wykopanie piłki z rogu boiska. Podanie oczywiście nie zostało skierowane w jej stronę, a w kompletnie inną, ale ona się tym nie przejęła. Tak jak wcześniej mimo niechęci wszystkich dziewczyn do gry z nią walczyła o swoje, walczyła o to, żeby dostać się do piłki. Było to naprawdę godne podziwu. Wiele osób przecież już dawno by się poddało i przestało walczyć. Tym bardziej dziewczyny. Ale ona się nie poddała. Biegała po boisku wzdłuż i wszerz, byleby tylko dostać piłkę.
I dopiero wtedy zrozumiałem, dlaczego Nadia od rozpoczęcia treningów była wiecznie zmęczona. Po prostu takie granie codziennie wymagało od niej większego wysiłku niż po kontuzji mogła znieść. Nie wiem dlaczego jej współzawodniczki się tak zachowywały, ale nie była to postawa godna piłkarki. Na pewno nie. Nie wiem jaki miały motyw, żeby utrudniać życie Nadii, ale nie było to fair.
Usłyszałem gwizdek, który oznaczał zakończenie meczu, jak i treningu. Dziewczyny udały się do szatni, ale jedna z nich upewniła się, że trener niczego nie widzi i podeszła do Nadii. Powiedziała do niej parę słów, a potem zrobiła coś czego bym się nie spodziewał. Specjalnie kopnęła ją w prawą nogę i odeszła z uśmieszkiem na twarzy. Nadia skuliła się, łapiąc za nogę i usiadła na murawie.
I nagle poczułem podmuch powietrza. Dopiero po kilku sekundach zorientowałem się, że to Neymar rzucił się pędem w stronę schodów w dół. Ja i Dani zrobiliśmy dokładnie to samo.
I jak na nasze nieszczęście Nadia podniosła głowę i nas zauważyła. Chciała jak najszybciej się podnieść i chyba przed nami uciec, ale nie zdążyła. Neymar był szybszy. W przeciągu trzech sekund był już obok niej. Objął ją ramieniem, a ona załamana wtuliła się w niego i po jej policzku zaczęły płynąć łzy.
Jestem okropna czy okropna?
Rozdział taki trochę bardzo opisowy, ale mam nadzieję, ze Wam to nie przeszkadza?
Tak btw to zostawiajcie komentarze pod rozdziałami, bo mam wrażenie, że im częściej dodaję, tym mniej osób to czyta :/
Neyforever :*
Okropna i okrutna! Ale i tak kocham ;*
OdpowiedzUsuńSuper :) dawaj rozdzialy jak najczesciej :)
OdpowiedzUsuńJestem ! Czytam ! Czekam ! :D <3 /nat
OdpowiedzUsuńIm częściej dodajesz rozdziały tym WIĘCEJ osób czyta !!
OdpowiedzUsuńRozdział jest przecudowny na prawdę, tak mi się go fajnie czytało, że nie mogłam przestać, a tu nagle koniec !
Czekam z niecierpliwością na następny <3