~ Ja naprawdę nie będę się z tobą bawił.
I jak na nasze nieszczęście Nadia podniosła głowę i nas zauważyła. Chciała jak najszybciej się podnieść i chyba przed nami uciec, ale nie zdążyła. Neymar był szybszy. W przeciągu trzech sekund był już obok niej. Objął ją ramieniem, a ona załamana wtuliła się w niego i po jej policzku zaczęły płynąć łzy.
Gdy z Danim dotarliśmy już do tej dwójki, mogliśmy tylko przykucnąć, nie odzywać się i patrzeć na Neymara i Nadię. Przez chwilę nie wykonywali praktycznie żadnych ruchów, po prostu siedzieli razem na murawie. Ale nagle Nadia pokręciła głowę i zaczęła podnosić się z trawy. Oczywiście nie przyszło jej to zbyt łatwo, dlatego od razu pospieszyłem jej z pomocą.
- Przepraszam - szepnęła i się do mnie przytuliła. Ale nie potrwało to zbyt długo. Chwilę potem odsunęła się ode mnie i zaczęła kuśtykać w stronę szatni.
Wiem, że mimo wszystko chciała być samodzielna, ale ja jej na to nie pozwolę. Chciałem coś zrobić, ale zapomniałem oczywiście, że nie jestem tutaj sam. Nie wiem co dzisiaj stało się z Neymarem, ale zanim ja czy dani zdążyliśmy się zastanowić co zrobić w tej sytuacji, on już do niej podbiegł i sekundę później niósł ją już na swoich rękach. Dziwnym trafem Nadia nawet nie zamierzała temu protestować.
Gdy Neymar miał pod opieką moja przyjaciółkę, chyba nie miałem się o co martwić. Robił wszystko to, co ja zrobiłbym na jego miejscu. Tak naprawdę z naszej trójki, jedynie Dani zdziwił się, gdy Neymar nie skierował się do szatni dziewczyn. Ja oczywiście wiedziałem, co Neymar zamierzał zrobić. Chwilę później pukałem do gabinetu lekarza klubowego, podczas gdy on stał za mną z Nadią na rękach.
- Jakbyście nie mogli... - zaczęła się z nami wykłócać, ale w tym samym momencie drzwi przed nami się otworzyły i stanął w nich lekarz.
- Co się stało? - zapytał przerażony, patrząc na Nadię.
- Nic - odpowiedziała Brazylijka, ale lekarz spojrzał na nią z ukosa.
- Właśnie widzę - pokręcił głową i wrócił do swojego gabinetu. - Chodź - zawołał.
Nadia chciała zejść z rąk Neymara i iść samemu, ale mój przyjaciel jej na to zdecydowanie nie pozwolił. Otulił ją ciaśniej ramionami i wszedł do gabinetu. Przez moment słyszałem ich rozmowę na temat tego, czy Neymar ma z nią zostać, ale Brazylijczyk w końcu poddał się prośbom Nadii i wrócił na korytarz. Usiedliśmy przed gabinetem na krzesłach obok siebie i patrzyliśmy oboje w podłogę.
- Chyba żaden z nas nie spodziewał się czegoś takiego, co? - zagadnął w po chwili Neymar.
- Spodziewałem się wszystkiego, ale nie tego - przyznałem. - Nie spodziewałem się, że aż tak jej nie akceptują.
- Dlaczego ona nam tego, do cholery jasnej, nie powiedziała?! - Neymar podniósł się z krzesełka i zaczął chodzić w tę i we w tę. Widać było, że bardzo denerwował się tą sytuacją.
- A ty byś komuś o tym powiedział? Zrobiła to, co uważała za sensowne - usłyszałem głos Daniego i aż podskoczyłem. Kompletnie zapomniałem o tym, że on jest tutaj razem z nami.
- Nie wiem czy jestem bardziej zły na nią, że mi nie powiedziała, czy może na siebie, że nie sprawdziłem tego wszystkiego wcześniej - zdenerwowany także wstałem i dołączyłem do Neymara.
- Uspokójcie się oboje. Jeśli ktoś tu powinien coś zrobić, to od samego początku byłem to ja. W końcu to ze mną mieszka i to ja cały czas widziałem, jak się zachowywała - podniósł głos Alves. jemu także zaczęły puszczać nerwy przez tę sytuację.
- A może zamiast obarczać się nawzajem winą za to, co się dzieje, zaczęlibyśmy myśleć o tym, co zrobić, żeby jej pomóc? - przerwał nam Neymar, przeczesał ręką włosy w zdenerwowaniu. Chciałem przyznać mu rację, bo oczywiście było tak, jak powiedział, ale w tym samym czasie drzwi od gabinetu się otworzyły i wyszła z niego Nadia.
- I co? - od razu zapytałem lekarza, który wyszedł zaraz za nią. Nadią oczywiście od razu zajął się Neymar.
- To raczej nic poważnego, ale lepiej, żeby nie nadwyrężała nogi i raczej dzisiaj już nigdzie się nie wybierała - poinformował mnie, na co pokiwałem w zrozumieniu głową i podszedłem do Neymara i Nadii.
- Okey? - zapytałem dziewczyny, która stała oparta o ścianę. Ona jednak w odpowiedzi tylko nieznacznie kiwnęła głową i kuśtykając na jednej nodze, ruszyła w drogę do szatni.
Neymar od razu do niej podbiegł i chciał pomóc, ale tak jak myślałem, Nadia odepchnęła go od siebie i szła dalej. Typowe dla wkurzonej Nadii. Ale o co ona się tak w ogóle wkurzyła?
- Ja naprawdę nie będę się z tobą bawił - westchnął Brazylijczyk i bez uprzedzenia ponownie podniósł dziewczynę. Spodziewałem się, że to zrobi. Nawet nie warto dyskutować ze zdenerwowanym Neymarem, bo on i tak zrobi swoje.
- Neymar! Neymar puszczaj mnie! - Nadia nie dawała za wygraną. Zaczęła się szarpać, próbować wyrwać, ale to wszystko na nic. Neymar trzymał ją z każdą chwilą coraz ciaśniej po to, aby nie mogła mu uciec.
- Trzeba było powiedzieć mi o wszystkim wcześniej, to teraz nie musiałbym cię nieść - zauważył Ney i nadal jak najszybciej podążał w stronę szatni, która była już niedaleko.
Po słowach Neymara Nadia przestała się odzywać i szarpać. Wydawała się być obrażoną na nas wszystkich. Ale teraz to nie miało większego znaczenia. Ważne było, żeby móc jej teraz jakoś pomóc.
- Kluczyk do szafki - powiedziałem do Brazylijki, gdy znaleźliśmy się już pod drzwiami szatni.
Nadia nawet nie zareagowała. Nie robiła sobie kompletnie nic z mojej grzecznej prośby. No cóż, jak to się mówi: jak nie prośbą to groźbą. Wyciągnąłem swój telefon z kieszeni i pomachałem nim przed nosem dziewczyny.
- Nadia, jeśli mi nie powiesz, to będę zmuszony do niego w końcu zadzwonić. W końcu jest twoim bratem, więc to chyba on powinien ci teraz pomóc - powiedziałem stanowczo, choć oczywiście zadzwonienie do jej brata byłoby naprawdę skrajną próbą pomocy jej.
Nadia słysząc to od razu wyciągnęła kluczyk z kieszeni i podała mi go. Czyli jednak zadziałało tak, jak się tego spodziewałem.
- Dziękuję - powiedziałem i odszedłem w stronę szatni.
- Poczekamy w samochodzie - zawołał za mną Dani.
- Okej. Zaraz przyjdę - odpowiedziałem i wszedłem do środka. Na szczęście żadnej z dziewczyn już tam nie było. Rozejrzałem się i od razu spostrzegłem szafkę z numerkiem odpowiadającym numerkowi na kluczu. Podszedłem i otworzyłem ją.
Szczerze mówiąc nie myślałem, że Nadia wybierze numerek 11. Wydawało mi się to lekko dziwne. Chociaż... miała ten numerek na koszulce podczas eliminacji, więc może pomyślała, że będzie przynosił jej szczęście. Ale na to na razie się jakoś nie zanosi.
W szafce znalazłem idealny porządek. Torba treningowa leżała na samym dnie, a na niej znajdowały się jej buty, w których przyszła zapewne na trening. Spakowałem je do torby, zabrałem ją i zamknąłem szafkę. Spojrzałem jeszcze raz na numer 11 znajdujący się na jej drzwiach i z westchnieniem opuściłem szatnię.
Tak jak Dani mówił, wszyscy czekali już na mnie w samochodzie. Wrzuciłem torbę do bagażnika i po chwili wsiadłem na miejsce kierowcy. Obok mnie siedział Dani, a z tyłu znajdował się Neymar razem z Nadią.
- Może ja poprowadzę? - zapytał Alves, widząc że jestem lekko zamyślony.
- Nie, nie ma potrzeby - odpowiedziałem mu, włączyłem silnik i po chwili wyjechałem z parkingu.
Nastała chwilowa cisza. Spojrzałem przez lusterko wsteczne na Nadię i Neymara. On szeptał jej coś po cichu do ucha. Ona na chwilę się zamyśliła, ale zaraz potem pokiwała głową i przytuliła się do niego. Nie mam bladego pojęcia, co się między nimi dzieje, ale wiem, że to nie jest dobre dla żadnego z nich i zapewne w przyszłości skończy się tragicznie. Muszę koniecznie porozmawiać o tym z Nadią, ale na razie oboje chyba mamy ważniejsze sprawy do załatwienia.
- Nadia, kiedy on przyjedzie do Barcelony? - zapytałem, starając się, żeby ani Daniel, ani Neymar nie zorientowali się o czym rozmawiamy.
- Ma przyjechać za kilka dni. Czemu pytasz? - powiedziała nadal wtulona w Neymara, Z jednej strony nie podobało mi się to wszystko, ale z drugiej, to jeśli jej to pomaga, to czemu by nie?
- Po prostu chciałbym z nim porozmawiać - przyznałem, skupiając się na prowadzeniu samochodu.
- Okej. Powiem ci kiedy przyjedzie. Tylko nie mów mu o tym co się stało dzisiaj..,
- Nie ma takiej potrzeby. Twoimi treningami zajmę się sam - powiedziałem, a Nadia już mi nie odpowiedziała. Nie musiała. I tak wiedziała, że postawię na swoim. Mam nadzieję, że chociaż J***** będzie w stanie jej pomóc.
Hey hey :D Rozdział krótki, ale nie chciałam się jakoś specjalnie rozpisywać, tym bardziej, że pisałam go dość długo. Tak jak już mówiłam tutaj przez jakiś czas mnie nie będzie z powodu szkoły. Mnie samą smuci ta informacja, bo wiem, że w tym czasie mogłabym zrobić coś, żeby jakoś rozwijać tego bloga, bo nie czyta go jakoś specjalnie dużo osób, ale niestety moja "przerwa" to siła wyższa i nic nie mogę z tym zrobić. Także przepraszam i mam nadzieję, że nie opuścicie tego bloga :/
Jak zawsze ma mieszane uczucia z jednej strony myśle , że jej bratem może byc NY , ale z drugiej zawsze zbijesz mnie z tropu :) Czekam mam nadzieję,że twoja przerwa nie bedzie długa :)
OdpowiedzUsuńA ja nadal nie mogę rozgryźć, kto jest bratem Nadii... :o
OdpowiedzUsuńCo do chłopaków to uważam, że zachowali się wspaniale. Czekam na next - i wyjawienie imienia brata głównej bohaterki! ;D
Świetny :)
OdpowiedzUsuńCzekam , aż wrócisz i zapraszam też do mnie na nowości ---> http://neymarovaa.blogspot.com/2016/04/rozdzia-5.html
Wspaniałe czekam na następny 😁💖
OdpowiedzUsuń