~ Pożałujesz tego!
Siedziałam już lekko znudzona w szatni po ostatnim treningu przed dzisiejszym meczem. Razem ze mną i dziewczynami znajdował się tam też nasz trener. Omawiał taktykę na mecz, ustawienie i wszystko, co potrzebne będzie nam do wygrania tego meczu. Słuchałam go uważnie, ale mimo to byłam jednak trochę rozkojarzona. Miałam przeczucie, że po raz kolejny po prostu przesiedzę 90 minut na ławce i jak zwykle potem wrócę wkurzona do domu Alvesa. Przyzwyczaiłam się, bo było tak odkąd się tutaj pojawiłam. Do tej pory odbyły się dwa mecze i obydwa oglądałam z ławki.- (...) na lewym skrzydle zagra Nadia, a... - i w tym momencie maksymalnie skupiłam się na tym co powiedział trener. Na lewej stronie zawsze grała Laura, a trener ostatnio ją wychwalał, więc jakim cudem mam ją dzisiaj zastąpić?!
- Co?! - wszyscy usłyszeliśmy głośny krzyk zdziwienia, dochodzący z drugiego końca szatni. Jak można było się spodziewać, była to Laura.
- Czy masz jakiś problem z dzisiejszym składem, Lauro? - spokojnie odezwał się do niej trener.
- Tak! Dlaczego mnie tam nie ma?! Jakim prawem ona w ogóle tam jest?! - krzyknęła, wskazując przy tym na mnie. No tak, bo to przecież ja byłam wszystkiemu winna...
- A czy słyszałaś kiedyś o czymś takim, jak kara za niesportowe zachowanie? - odpowiedział jej trener. - Pamiętaj, że w tej drużynie nic się przede mną nie ukryje - dodał i opuścił szatnię. Zostałyśmy same na najbliższe pół godziny, aby przygotować się do meczu. I jak dla mnie o pół godziny za długo, bo wiedziałam co się zaraz wydarzy.
- Ty mała zdziro! O wszystkim mu powiedziałaś! - Laura krzyknęła po raz kolejny, rzucając się w moją stronę. Na szczęście dziewczyny ją zatrzymały zanim zdążyła do mnie dotrzeć. Po mojej ostatniej konfrontacji z Laurą większość z nich przeszła na moją stronę, z czego bardzo się cieszyłam.
- Nie musiałam mu o niczym mówić. Wiesz, karma wraca - raczej nie przejmowałam się faktem, że Laura jest na mnie wkurzona. Wręcz przeciwnie - spokojnie wyjmowałam swój strój meczowy z szafki.
- Zapłacisz mi za to! - zagroziła mi i odeszła oburzona w stronę swojej szafki. Oczywiście mogłabym się jej w tym momencie odgryźć, ale nie kopie się leżącego. A przynajmniej ja mam na tyle kultury, żeby jeszcze bardziej jej nie dokopywać, mimo wszystkiego, co mi zrobiła.
Powinnam być podekscytowana czy zdenerwowana swoim debiutem w barwach Barcelony i moim ogólnym debiutem jako profesjonalna piłkarka, ale nic takiego nie wystąpiło. Byłam dziwnie spokojna. Razem z dziewczynami przygotowałam się do meczu, posiedziałam sobie z nimi w szatni. A potem zaczęło się całe szaleństwo związane z meczem.
****
Ostatni gwizdek. Dziewczyny zaczynają się cieszyć. Ja też w pewnym sensie cieszę się z debiutu i wygranego meczu, ale w głębi duszy przejmuję się, że nie dałam z siebie stu procent. Czułam, że mogłam zrobić więcej. Wykreowałam niby kilka akcji, ale żadna z nich nie przyniosła większego rezultatu. Pozostawał niedosyt.
Ale humor poprawił mi się wraz z powrotem do szatni. Dziewczyny i ich euforia naprawdę potrafiły poprawić nastrój.Trochę pobawiłyśmy się razem w szatni, ale nie miałam ochoty jakoś zostawać tam dłużej. Wiedziałam, że na trybunach podczas meczu znajdowali się moi przyjaciele i chciałam jak najszybciej się z nimi spotkać. Dlatego szybko się przebrałam, pożegnałam z dziewczynami i opuściłam szatnię.
I nie musiałam wcale daleko szukać. Parę metrów za drzwiami szatni znalazłam ich wszystkich. Była Leo z Antonellą, Gerard z Shakirą, Dani, Neymar.... i J*****. Co on tu do jasnej cholery robił?!
- Gratulacje! - od razu podszedł do mnie Dani. Przytulił mnie i przez kolejną chwilę nie wypuszczał z silnego uścisku.
- Ej no, Alves, ja też chcę! - zawołał Neymar, jak małe dziecko zazdrosne o swoją zabawkę i też mnie przytulił.
Tonąc w uścisku ich obojga, spojrzałam przez ramię Daniego na J*****. Patrzył na nas zdziwiony, ale nie chciał tego zbytnio okazywać, by nikt się nie domyślił.
- Zostawcie ją, bo się jeszcze dziewczyna udusi! - powiedziała Shakira, uwalniając mnie od obydwu Brazylijczyków. - Gratuluję debiutu, młoda - zwróciła się do mnie, z czego się śmiałam. Ona akurat mogła mnie nazywać młodą. Choć mówiąc szczerze, to nie odczuwałam tej różnicy wieku między nami.
- Jedziemy teraz do mnie, jedziesz z nami? - zapytał Neymar. Przeniosłam na niego swoje spojrzenie, ale nie musiałam się długo nad tym zastanawiać. .
- Jasne, czemu by nie - odpowiedziałam, uśmiechając się do niego. Większość moich przyjaciół posłała mi zdziwione spojrzenie - przecież jeszcze niedawno tak bardzo się nienawidziliśmy, a teraz zachowujemy się jak najlepsi przyjaciele. Tak, to mogło wydawać się dziwne.
jeszcze dziwniejszy musiał być widok, gdy chwilę później Neymar objął mnie ramieniem i tak razem zeszliśmy na parking.
Miałam zamiar pojechać razem z Danielem, ale oczywiście, odkąd pojawiłam się w Barcelonie, nic nie może być po mojej myśli i tak znalazłam się w samochodzie Neymara. Byliśmy sami, bo cała reszta pojechała z Gerardem i Danim.
- Muszę ci pogratulować udanego meczu. Oby więcej takich w karierze - odezwał się Neymar.
- Nawet nie wspominaj - westchnęłam i spojrzałam za okno.
- O co chodzi, młoda? - zapytał, zmuszając mnie do spojrzenia na niego.
- Nic. Po prostu ten mecz w moim wykonaniu mi się nie podobał - powiedziałam na głos moje wcześniejsze myśli.
- Nie przejmuj się. To dopiero początek, z każdym kolejnym razem będzie lepiej. A w końcu po prostu się przyzwyczaisz, że jest czasami lepiej, a czasami gorzej - Neymar próbował mnie pocieszyć. I raczej mu się udało, bo zaczęłam się uśmiechać. I nie do końca wiedziałam z jakiego powodu.
Droga do domu Neymara wcale nie była tak długa jak myślałam. Resztę czasu aż do dotarcia tam spędziliśmy na ciągłym śmianiu się z siebie nawzajem, choć nie robiliśmy nic śmiesznego.
Junior tak bardzo śpieszył się do swojego domu, że dotarliśmy tam jako ostatni. Wszyscy byli już w środku, więc mogliśmy zrobić wielkie wejście. I oczywiście nie mogliśmy nie wykorzystać takiej sytuacji.
Z domu słychać było już głośną muzykę. Obeszliśmy go dookoła i znaleźliśmy się przed tarasem. Wystarczyło tylko wejść po schodach i przez drzwi balkonowe znaleźlibyśmy się w jego domu. Już miałam pokonać tych kilka schodków, gdy nagle Neymar złapał mnie za rękę i odwrócił w swoją stronę. Spojrzałam na niego zdziwiona, ale nic nie powiedziałam. Jedynie na niego patrzyłam, dopóki się nie odezwał.
- Pozwolisz mi coś zrobić? - zapytał.
Zaskoczył mnie tym. Zdecydowanie mnie zaskoczył. Patrzyłam w jego oczy i nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć. W ogóle nie potrafiłam się odezwać. Nie wiedziałam kompletnie, co Neymar ma na myśli.
Neymar nie otrzymał ode mnie żadnej odpowiedzi. Ale mimo to chyba sam sobie odpowiedział.
Byłam już naprawdę bardzo zaskoczona, gdy przysunął mnie do siebie i złączył nasze usta ze sobą. Byłam wręcz zszokowana. Ale mimo wszystkich okoliczności i mojego szoku, odwzajemniłam ten pocałunek. Wplotłam palce w jego włosy, gdy nagle usłyszeliśmy brawa i gwizdy. Dopiero moment później odsunęliśmy się od siebie.
Spojrzeliśmy sobie w oczy i mało nas obchodziła obecność naszych przyjaciół na tarasie. Nie wiem jak Neymar, ale ja nie czułam w tym momencie żadnych wyrzutów sumienia. Uśmiechnęłam się, a Ney zrobił to samo. Zaczęliśmy się z siebie śmiać.
- Co to było? - zapytałam, nadal zanosząc się śmiechem.
- Coś... - zaczął - wyjątkowego - szepnął mi na ucho.
- Jesteś głupi - powiedziałam i popchnęłam go lekko. Na nieszczęście Neymara znajdował się on na krawędzi basenu i chwileczkę później w nim wylądował. Teraz to dopiero zaczęłam się śmiać.
- Pożałujesz tego - pogroził mi, gdy wynurzył się już z wody. Jak najprędzej wyszedł z basenu, a ja zaczęłam uciekać. Zdawałam sobie sprawę z tego, co chciał zrobić. Wolałam tego nie ryzykować.
Jednak i tym razem męska solidarność musiała odnieść zwycięstwo. Chłopacy, czyli J*****, Dani, Leo i Gerard złapali mnie, a potem Ney miał okazję, żeby się zemścić. Tym razem to ja poczułam mokrość i zimno wody, która znajdowała się w jego basenie.
I tak bawiliśmy się przez kolejne pół nocy.
Ale gdy wstałam, w mojej głowie pojawiła się tylko jedna, jedyna myśl:
Kurwa, Nadia, co ty do cholery zrobiłaś?
Drama? Czym Nadia się tak przejmuje? Co takiego zrobiła poprzedniej nocy?
Neyforever :*
No troszkę rozwiałaś moje wątpliwości , bo w pewnym momencie podejrzewałam ,że jej brat to właśnie Neymar , ale z bratem by się nie całowała :) a co mogła robić no nie wiem , ale napewno wymyślisz coś super :) czekam na next :)
OdpowiedzUsuńOkay, odetchnęłam z ulgą, że Juninho nie jest bratem Nadii. ;D Chyba, że ona jest adoptowana... O, kurka. Teraz to już nie wiem. Ugh! -,- Czekam na next i uświadomienie mnie. ;D <3
OdpowiedzUsuń