- Kurwa - mruknęłam, rzucając się na łóżko zaraz po tym, jak z Danim wróciliśmy do domu.
Po dzisiejszym wieczorze mogę powiedzieć tylko jedno - moje życie to kompletna porażka.
Zakładając się z Neymarem miałam w głowie, że jeśli wygram, będę mogła poprosić go, żebyśmy razem polecieli do Brazylii. Chciałam w ten sposób pokazać mu prawdę o tym, kim jestem, ale teraz nie miałam pojęcia, co mam zrobić.
Usłyszałam pukanie do drzwi, więc przewróciłam się tak, że teraz leżałam na plecach.
- Proszę! - zawołałam.
W otwierających się drzwiach zobaczyłam oczywiście Daniego, który niepewnie wszedł do środka.
- Wiem, o co chcesz zapytać - mruknęłam, chowając twarz w dłoniach.
- Bardziej niż zapytać, to chcę po prostu dowiedzieć się, co chcesz teraz zrobić - powiedział, siadając zaraz obok mnie.
Jęknęłam przeciągle.
- Skąd ja mam wiedzieć? - powiedziałam bezsilnie. - To wszystko jest pojebane.
- Tu akurat się z tobą zgodzę - przyznał Alves.
Prawda jest taka, że byłam w ciemnej dupie.
Jak tu kurwa wyjść z takiej sytuacji?
Nagle zerwałam się z łóżka. Dani aż się tego przestraszył.
- Co ci się stało? - zapytał od razu.
- Jest tylko jedna osoba, która byłaby zdolna mi pomóc - powiedziałam, idąc w stronę swojej torebki, w której znajdował się mój telefon.
- Kogo masz na myśli?
- Największego geniusza, jakiego w życiu poznałam - odpowiedziałam, wybierając już właściwy numer.
Czas, który spędziłam, na czekaniu aż chłopak odbierze dłużył mi się w nieskończoność.
- Tak? - usłyszałam wreszcie jego zmęczony głos. Chyba musiałam go obudzić. Nie byłabym zdziwiona, gdyby już spał o tej porze.
- Leo - odezwałam się. - Musisz mi pomóc.
Usłyszałam westchnięcie po drugiej stronie.
- Co się stało? - zapytał, pomimo zmęczenia, które słyszałam w jego głosie.
Spojrzałam na Daniego. Patrzył na mnie zaciekawiony.
- Chodzi o ten zakład mój z Neymarem.
- Tak? I co z nim? - dopytał.
Przesunęłam ręką po włosach.
Kurwa, byłam tak poddenerwowana tym wszystkim.
Z resztą, wszystkie te słowa nie chciały mi nawet przejść przez gardło.
- Jak odwoził nas dzisiaj do domu po spotkaniu u ciebie... - westchnęłam. - Powiedział, co chce w zamian za wygraną w tym zakładzie.
Nastąpiła chwila ciszy.
- I jest to...? - dopytał Leo. - Proszę cię, mów, nie trzymaj mnie w niepewności.
Wzięłam głęboki wdech i głośno wypuściłam powietrze.
- Powiedział, że w zamian za przegraną mam zgodzić się na wyjście z nim na randkę. Co ja mam, kurwa, zrobić?
W tamtym momencie chyba pierwszy raz w życiu usłyszałam jak Leo przeklina.
wow, ale dawno mnie tu nie było! Cholernie Was za to przepraszam, ale moja koncepcja na tę historię jest dość nietypowa, a do tego prowadzę tez inne dwa opowiadania i nie mam zbytnio czasu by regularnie kontynuować "O caminho"
Przepraszam :/
Oj, długo Cię nie było, ale ja tu nadal jestem i czekam na to, jak potoczy się ta historia. :)
OdpowiedzUsuń